Dziady/Poema/Część III/Scena V
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
KS. PIOTR
(modli się leżąc krzyżem)
- Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? -
- Prochem i niczem;
- Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał,
- Ja, proch, będę z Panem gadał.
WIDZENIE
- Tyran wstał - Herod! - Panie, cała Polska młoda
- Wydana w ręce Heroda.
- Co widzę? - długie, białe, dróg krzyżowych biegi,
- Drogi długie - nie dojrzeć - przez puszcze, przez śniegi
- Wszystkie na północ! - tam, tam w kraj daleki,
- Płyną jak rzeki.
- Płyną: ta droga prosto do żelaznej bramy.
- Tamta jak strumień wpadła pod skałę, w te jamy,
- A tamtej ujście w morzu. - Patrz! po drogach leci
- Tłum wozów - jako chmury wiatrami pędzone,
- Wszystkie tam w jednę stronę.
- Ach, Panie! to nasze dzieci,
- Tam na północ - Panie, Panie!
- Takiż to los ich - wygnanie!
- I dasz ich wszystkich wygubić za młodu,
- I pokolenie nasze zatracisz do końca? -
- Patrz! - ha! - to dziecię uszło - rośnie - to obrońca!
- Wskrzesiciel narodu,
- Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
- A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
- Panie! czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć?
- Lud mój pocieszyć? -
- Nie! lud wycierpi. - Widzę ten motłoch - tyrany,
- Zbójce - biegą - porwali - mój Naród związany
- Cała Europa wlecze, nad nim się urąga -
- "Na trybunał!" - Tam zgraja niewinnego wciąga.
- Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk; sędzie -
- To jego sędzie!
- Krzyczą: "Gal,Gal sądzić będzie!"
- Gal w nim winy nie znalazł i - umywa ręce,
- A króle krzyczą: "Potęp i wydaj go męce;
- Krew jego spadnie na nas i na syny nasze;
- Krzyżuj syna Maryi, wypuść Barabasze:
- Ukrzyżuj, - on cesarza koronę znieważa,
- Ukrzyżuj, - bo powiemy, żeś ty wróg cesarza".
- Gal wydał - już porwali - już niewinne skronie
- Zakrwawione, w szyderskiej, cierniowej koronie,
- Podnieśli przed świat cały - i ludy się zbiegły;
- Gal krzyczy:"Oto naród wolny, niepodległy!"
- Ach, Panie, już widzę krzyż - ach, jak długo, długo
- Musi go nosić - Panie, zlituj się nad sługą.
- Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona -
- Krzyż ma długie, na całą Europę ramiona,
- Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty. -
- Już wleką; już mój Naród na tronie pokuty -
- Rzekł: "Pragnę" - Rakus octem, Borus żółcią poi,
- A matka Wolność u nóg zapłakana stoi.
- Patrz - oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył
- I krew niewinną mego narodu wytoczył.
- Cóżeś zrobił, najgłupszy, najsroższy z siepaczy!
- On jeden poprawi się, i Bóg mu przebaczy,
- Mój kochanek! już głowę konającą spuścił,
- Wołając: "Panie, Panie, za coś mię opuścił!"
- On skonał!
(Słychać chóry aniolów - daleki śpiew wielkanocne pieśni - na końcu słychać; "Alleluja! Alleluja")
- Ku niebu,on ku niebu, ku niebu ulata!
- I od stóp jego wionęła
- Biała jak śnieg szata -
- Spadła, - szeroko - cały świat się w nią obwinął.
- Mój kochanek na niebie, sprzed oczu nie zginął.
- Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice,
- I ludom pokazuje przebitą prawicę.
- Ktoż ten mąż? - To namiestnik na ziemskim padole.
- Znałem go, - był dzieckiem - znałem,
- Jak urósł duszą i ciałem!
- On ślepy, lecz go wiedzie anioł pacholę.
- Mąż straszny - ma trzy oblicza,
- On ma trzy czoła.
- Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza
- Nad jego głową, osłania lice.
- Podnożem jego są trzy stolice.
- Trzy końce świata drzą, gdy on woła;
- I słyszę z nieba głosy jak gromy:
- To namiestnik wolności na ziemi widomy!
- On to na sławie zbuduje ogromy
- Swego kościoła!
- Nad ludy i nad króle podniesiony;
- Na trzech stoi koronach, a sam bez korony;
- A życie jego - trud trudów,
- A tytuł jego - lud ludów;
- Z matki obcej, krew jego dawne bohatery,
- A imię jego czterdzieści i cztery.
- Sława! sława! sława!
(zasypia)
ANIOŁOWIE
(schodzą widomie)
- Usnął - Wyjmijmy z ciała duszę, jak dziecinę
- Senną z kolebki złotej, i zmysłów sukienkę
- Lekko zwleczmy; ubierzmy w światło jak jutrzenkę
- I lećmy. Jasną duszę nieśmy w niebo trzecie,
- Ojcu naszemu złożyć na kolanach dziecię;
- Niech uświęci sennego ojcowską pieszczotą,
- A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu,
- I znowu w czystych zmysłów otulim powiciu,
- I znowu złożym w ciało, jak w kolebkę złotą.