Dziady/Poema/Część II
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
There are more things in Heaven and Earth,
Than are dreamt of in your philosophy.
Są dziwy w niebie i na ziemi, o których
ani śniło się waszym filozofom.
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Zamknijcie drzwi od kaplicy
- I stańcie dokoła truny;
- Żadnej lampy, żadnej świécy,
- W oknach zawieście całuny.
- Niech księżyca jasność blada
- Szczelinami tu nie wpada.
- Tylko żwawo, tylko śmiało.
STARZEC
- Jak kazałeś, tak się stało.
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Czyscowe duszeczki!
- W jakiejkolwiek świata stronie:
- Czyli która w smole płonie,
- Czyli marznie na dnie rzeczki,
- Czyli dla dotkliwszej kary
- W surowym wszczepiona drewnie,
- Gdy ją w piecu gryzą żary,
- I piszczy, i płacze rzewnie;
- Każda spieszcie do gromady!
- Gromada niech się tu zbierze!
- Oto obchodzimy Dziady!
- Zstępujcie w święty przybytek;
- Jest jałmużna, są pacierze,
- I jedzenie, i napitek.
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Podajcie mi garść kądzieli,
- Zapalam ją; wy z pośpiechem,
- Skoro płomyk w górę strzeli,
- Pędźcie go z lekkim oddechem.
- O tak, o tak, daléj, daléj,
- Niech się na powietrzu spali.
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Naprzód wy z lekkimi duchy,
- Coście śród tego padołu
- Ciemnoty i zawieruchy,
- Nędzy, płaczu i mozołu
- Zabłysnęli i spłonęli
- Jako ta garstka kądzieli.
- Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
- W niebieskie nie wzleciał bramy,
- Tego lekkim, jasnym znakiem
- Przyzywamy, zaklinamy.
CHÓR
- Mówcie, komu czego braknie,
- Kto z was pragnie, kto z was łaknie.
GUŚLARZ
- Patrzcie, ach, patrzcie do góry,
- Cóż tam pod sklepieniem świeci?
- Oto złocistym pióry
- Trzepioce się dwoje dzieci.
- Jak listek z listkiem w powiewie,
- Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;
- Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,
- Jak aniołek igra z aniołkiem.
GUŚLARZ I STARZEC
- Jak listek z listkiem w powiewie,
- Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;
- Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,
- Tak aniołek igra z aniołkiem.
ANIOŁEK (do jednej z wieśniaczek)
- Do mamy lecim, do mamy.
- Cóż to, mamo, nie znasz Józia?
- Ja to Józio, ja ten samy,
- A to siostra moja Rózia.
- My teraz w raju latamy,
- Tam nam lepiej niż u mamy.
- Patrz, jakie główki w promieniu,
- Ubiór z jutrzenki światełka,
- A na oboim ramieniu
- Jak u motylków skrzydełka.
- W raju wszystkiego dostatek,
- Co dzień to inna zabawka:
- Gdzie stąpim, wypływa trawka,
- Gdzie dotkniem, rozkwita kwiatek.
- Lecz choć wszystkiego dostatek,
- Dręczy nas nuda i trwoga.
- Ach, mamo, dla twoich dziatek
- Zamknięta do nieba droga!
CHÓR
- Lecz choć wszystkiego dostatek,
- Dręczy ich nuda i trwoga.
- Ach, mamo, dla twoich dziatek
- Zamknięta do nieba droga!
GUŚLARZ
- Czego potrzebujesz, duszeczko,
- Żeby się dostać do nieba?
- Czy prosisz o chwałę Boga?
- Czyli o przysmaczek słodki?
- Są tu pączki, ciasta, mleczko
- I owoce, i jagodki.
- Czego potrzebujesz, duszeczko;
- Żeby się dostać do nieba?
ANIOŁEK
- Nic nam, nic nam nie potrzeba.
- Zbytkiem słodyczy na ziemi
- Jesteśmy nieszczęśliwemi.
- Ach, ja w mojem życiu całem
- Nic gorzkiego nie doznałem.
- Pieszczoty, łakotki, swawole,
- A co zrobię, wszystko caca.
- Śpiewać, skakać, wybiec w pole,
- Urwać kwiatków dla Rozalki,
- Oto była moja praca,
- A jej praca stroić lalki.
- Przylatujemy na Dziady
- Nie dla modłów i biesiady,
- Niepotrzebna msza ofiarna;
- Nie o pączki, mleczka, chrusty,-
- Prosim gorczycy dwa ziarna;
- A ta usługa tak marna
- Stanie za wszystkie odpusty.
- Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
- Że według Bożego rozkazu:
- Kto nie doznał goryczy ni razu,
- Ten nie dozna słodyczy w niebie.
CHÓR
- Bo słuchajmy i zważmy u siebie,
- Że według Bożego rozkazu:
- Kto nie doznał goryczy ni razu,
- Ten nie dozna słodyczy w niebie.
GUŚLARZ
- Aniołku, duszeczko!
- Czego chciałeś, macie obie.
- To ziarneczko, to ziarneczko,
- Teraz z Bogiem idźcie sobie.
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha.
- Widzicie Pański krzyż?
- Nie chcecie jadła, napoju,
- Zostawcież nas w pokoju!
- A kysz, a kysz!
CHÓR
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha.
- Widzicie Pański krzyż?
- Nie chcecie jadła, napoju,
- Zostawcież nas w pokoju;
- A kysz, a kysz!
(Widmo znika)
GUŚLARZ
- Już straszna północ przybywa,
- Zamykajcie drzwi na kłódki;
- Weźcie smolny pęk łuczywa,
- Stawcie w środku kocioł wódki.
- A gdy laską skinę z dala,
- Niechaj się wódka zapala.
- Tylko żwawo, tylko śmiało.
STARZEC
- Jużem gotów.
GUŚLARZ
- Daję hasło.
STARZEC
- Buchnęło, zawrzało
- I zgasło.
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Dalej wy z najcięższym duchem,
- Coście do tego padołu
- Przykuci zbrodni łańcuchem
- Z ciałem i duszą pospołu.
- Choć zgon lepiankę rozkruszy,
- Choć was anioł śmierci woła,
- Żywot z cielesnej katuszy
- Dotąd wydrzeć się nie zdoła.
- Jeżeli karę tak srogą
- Ludzie nieco zwolnić mogą
- I zbawić piekielnej jamy,
- Której jesteście tak blisko:
- Was wzywamy, zaklinamy
- Przez żywioł wasz, przez ognisko!
CHÓR
- Mówcie, komu czego braknie,
- Kto z was pragnie, kto z was łaknie?
GŁOS (za oknem)
- Hej, kruki, sowy, orlice!
- O wy przeklęte żarłoki!
- Puśćcie mnie tu pod kaplicę,
- Puśćcie mnie choć na dwa kroki.
GUŚLARZ
- Wszelki duch! jakaż potwora!
- Widzicie w oknie upiora?
- Jak kość na polu wybladły;
- Patrzcie! patrzcie, jakie lice!
- W gębie dym i błyskawice,
- Oczy na głowę wysiadły,
- Świecą jak węgle w popiele.
- Włos rozczochrany na czele.
- A jak suchy snop cierniowy
- Płonąc miotłę ognia ciska,
- Tak od potępieńca głowy
- Z trzaskiem sypią się iskrzyska.
GUŚLARZ I STARZEC
- A jak suchy snop cierniowy
- Płonąc miotłę ognia ciska,
- Tak od potępieńca głowy
- Z trzaskiem sypią się iskrzyska.
WIDMO
(zza okna)
- Dzieci! nie znacie mnie, dzieci?
- Przypatrzcie się tylko z bliska,
- Przypomnijcie tylko sobie!
- Ja nieboszczyk pan wasz, dzieci!
- Wszak to moja była wioska.
- Dziś ledwo rok mija trzeci,
- Jak mnie złożyliście w grobie.
- Ach, zbyt ciężka ręka boska!
- Jestem w złego ducha mocy,
- Okropne cierpię męczarnie.
- Kędy noc ziemię ogarnie,
- Tam idę szukając nocy;
- A uciekając od słońca
- Tak pędzę żywot tułaczy,
- A nie znajdę błędom końca.
- Wiecznych głodów jestem pastwą;
- A któż mię nakarmić raczy?
- Szarpie mię żarłoczne ptastwo;
- A któż będzie mój obrońca?
- Nie masz, nie masz mękom końca!
CHÓR
- Szarpie go żarłoczne ptastwo,
- A któż mu będzie obrońca?
- Nie masz, nie masz mękom końca!
GUŚLARZ
- A czegoż potrzeba dla duszy,
- Aby uniknąć katuszy?
- Czy prosisz o chwałę nieba?
- Czy o poświęcone gody?
- Jest dostatkiem mleka, chleba,
- Są owoce i jagody.
- Mów, czego trzeba dla duszy,
- Aby się dostać do nieba?
WIDMO
- Do nieba?... bluźnisz daremnie..
- O nie! ja nie chcę do nieba;
- Ja tylko chcę, żeby ze mnie
- Prędzej się dusza wywlekła.
- Stokroć wolę pójść do piekła,
- Wszystkie męki zniosę snadnie;
- Wolę jęczeć w piekle na dnie,
- Niż z duchami nieczystemi
- Błąkać się wiecznie po ziemi,
- Widzieć dawnych uciech ślady,
- Pamiątki dawnej szkarady;
- Od wschodu aż do zachodu,
- Od zachodu aż do wschodu
- Umierać z pragnienia, z głodu
- I karmić drapieżne ptaki.
- Lecz niestety! wyrok taki,
- Że dopóty w ciele muszę
- Potępioną włóczyć duszę,
- Nim kto z was, poddani moi,
- Pożywi mię i napoi.
- Ach, jak mnie pragnienie pali;
- Gdyby mała wody miarka!
- Ach! gdybyście mnie podali
- Choćby dwa pszenicy ziarka!
CHÓR
- Ach, jak go pragnienie pali!
- Gdyby mała wody miarka!
- Ach, gdybyśmy mu podali
- Choćby dwa pszenicy ziarka!
CHÓR PTAKÓW NOCNYCH
- Darmo żebrze, darmo płacze:
- My tu czarnym korowodem,
- Sowy, kruki i puchacze,
- Niegdyś, panku, sługi twoje.
- Któreś ty pomorzył głodem,
- Zjemy pokarmy, wypijem napoje.
- Hej, sowy, puchacze, kruki,
- Szponami, krzywymi dzioby
- Szarpajmy jadło na sztuki!
- Chociażbyś trzymał już w gębie,
- I tam ja szponę zagłębię;
- Dostanę aż do wątroby.
- Nie znałeś litości, panie!
- Hej, sowy, puchacze, kruki,
- I my nie znajmy litości:
- Szarpajmy jadło na sztuki,
- A kiedy jadła nie stanie,
- Szarpajmy ciało na sztuki,
- Niechaj nagie świecą kości.
KRUK
- Nie lubisz umierać z głodu!
- A pomnisz, jak raz w jesieni
- Wszedłem do twego ogrodu?
- Gruszka dojrzewa, jabłko się czerwieni;
- Trzy dni nic nie miałem w ustach,
- Otrząsnąłem jabłek kilka.
- Lecz ogrodnik skryty w chrustach
- Zaraz narobił hałasu
- I poszczuł psami jak wilka.
- Nie przeskoczyłem tarasu,
- Dopędziła mię obława;
- Przed panem toczy się sprawa,
- O co? o owoce z lasu,
- Które na wspólną wygodę
- Bóg dał jak ogień i wodę.
- Ale pan gniewny zawoła:
- "Potrzeba dać przykład grozy".
- Zbiegł się lud z całego sioła,
- Przywiązano mnie do sochy,
- Zbito dziesięć pęków łozy.
- Każdą kość, jak z kłosa żyto,
- Jak od suchych strąków grochy,
- Od skóry mojej odbito!
- Nie znałeś litości, panie!
CHÓR PTAKÓW
- Hej, sowy, puchacze, kruki,
- I my nie znajmy litości!
- Szarpajmy jadło na sztuki;
- A kiedy jadła nie stanie,
- Szarpajmy ciało na sztuki,
- Niechaj nagie świecą kości!
SOWA
- Nie lubisz umierać z głodu!
- Pomnisz, jak w kucyją samą,
- Pośród najtęższego chłodu,
- Stałam z dziecięciem pod bramą.
- Panie! wołałam ze łzami,
- Zlituj się nad sierotami!
- Mąż mój już na tamtym świecie,
- Córkę zabrałeś do dwora,
- Matka w chacie leży chora,
- Przy piersiach maleńkie dziecię.
- Panie, daj nam zapomogę,
- Bo dalej wyżyć nie mogę!
- Ale ty, panie, bez duszy!
- Hulając w pjanej ochocie,
- Przewalając się po złocie,
- Hajdukowi rzekłeś z cicha:
- "Kto tam gościom trąbi w uszy?
- Wypędź żebraczkę, do licha".
- Posłuchał hajduk niecnota,
- Za włosy wywlekł za wrota!
- Wepchnął mię z dzieckiem do śniegu!
- Zbita i przeziębła srodze,
- Nie mogłam znaleźć noclegu;
- Zmarzłam z dziecięciem na drodze.
- Nie znałeś litości, panie!
CHÓR PTAKÓW
- Hej, sowy, puchacze, kruki,
- I my nie znajmy litości!
- Szarpajmy jadło na sztuki,
- A kiedy jadła nie stanie,
- Szarpajmy ciało na sztuki,
- Niechaj nagie świecą kości!
WIDMO
- Nie ma, nie ma dla mnie rady!
- Darmo podajesz talerze,
- Co dasz, to ptastwo zabierze.
- Nie dla mnie, nie dla mnie Dziady!
- Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem,
- Sprawiedliwe zrządzenia Boże!
- Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
- Temu człowiek nic nie pomoże.
CHÓR
- Tak, musisz dręczyć się wiek wiekiem,
- Sprawiedliwe zrządzenia Boże!
- Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
- Temu człowiek nic nie pomoże.
GUŚLARZ
- Gdy nic tobie nie pomoże,
- Idźże sobie precz, nieboże.
- A kto prośby nie posłucha,
- W Imię Ojca, Syna, Ducha.
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie bierzesz jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju!
- A kysz, a kysz!
CHÓR
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha.
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie bierzesz jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju!
- A kysz, a kysz!
(Widmo znika)
GUŚLARZ
- Podajcie mi, przyjaciele,
- Ten wianek na koniec laski.
- Zapalam święcone ziele,
- W górę dymy, w górę blaski!
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Teraz wy, pośrednie duchy,
- Coście u tego padołu
- Ciemnoty i zawieruchy
- Żyłyście z ludźmi pospołu;
- Lecz, od ludzkiej wolne skazy,
- Żyłyście nie nam, nie światu,
- Jako te cząbry i ślazy,
- Ni z nich owocu, ni kwiatu.
- Ani się ukarmi zwierzę,
- Ani się człowiek ubierze;
- Lecz w wonne skręcone wianki
- Na ścianie wiszą wysoko.
- Tak wysoko, o ziemianki,
- Była wasza pierś i oko!
- Która dotąd z czystym skrzydłem
- Niebieskiej nie przeszła bramy,
- Was tym światłem i kadzidłem
- Zapraszamy, zaklinamy.
CHÓR
- Mówcie, komu czego braknie,
- Kto z was pragnie, kto z was łaknie.
GUŚLARZ
- A toż czy obraz Bogarodzicy?
- Czyli anielska postać?
- Jak lekkim rzutem obręcza
- Po obłokach zbiega tęcza,
- By z jeziora wody dostać,
- Tak ona świeci w kaplicy.
- Do nóg biała spływa szata,
- Włos z wietrzykami swawoli,
- Po jagodach uśmiech lata,
- Ale w oczach łza niedoli.
GUŚLARZ I STARZEC
- Do nóg biała spływa szata,
- Włos z wietrzykami swawoli;
- Po jagodach uśmiech lata,
- Ale w oczach łza niedoli.
GUŚLARZ I DZIEWCZYNA
GUŚLARZ
- Na głowie ma kraśny wianek,
- W ręku zielony badylek,
- A przed nią bieży baranek,
- A nad nią leci motylek.
- Na baranka bez ustanku
- Woła: baś, baś, mój baranku,
- Baranek zawsze z daleka:
- Motylka rózeczką goni
- I już, już trzyma go w dłoni;
- Motylek zawsze ucieka.
DZIEWCZYNA
- Na głowie mam kraśny wianek.
- W ręku zielony badylek,
- Przede mną bieży baranek,
- Nade mną leci motylek.
- Na baranka bez ustanku
- Wołam: baś, baś, mój baranku,
- Baranek zawsze z daleka;
- Motylka rózeczką gonię
- I już, już chwytam go w dłonie;
- Motylek zawsze ucieka.
DZIEWCZYNA
- Tu niegdyś w wiosny poranki
- Najpiękniejsza z tego sioła,
- Zosia pasając baranki
- Skacze i śpiewa wesoła.
- La la la la.
- Oleś za gołąbków parę
- Chciał raz pocałować w usta;
- Lecz i prośbę, i ofiarę
- Wyśmiała dziewczyna pusta.
- La la la la.
- Józio dał wstążkę pasterce,
- Antoś oddał swoje serce;
- Lecz i z Józia, i z Antosia
- Śmieje się pierzchliwa Zosia.
- La la la la.
- Tak, Zosią byłam, dziewczyną z tej wioski,
- Imię moje u was głośne,
- Że chociaż piękna, nie chciałam zamęścia
- I dziewiętnastą przeigrawszy wiosnę,
- Umarłam nie znając troski
- Ani prawdziwego szczęścia.
- Żyłam na świecie; lecz, ach! nie dla świata!
- Myśl moja, nazbyt skrzydlata,
- Nigdy na ziemskiej nie spoczęła błoni.
- Za lekkim zefirkiem goni,
- Za muszką, za kraśnym wiankiem,
- Za motylkiem, za barankiem;
- Ale nigdy za kochankiem.
- Pieśni i fletów słuchałam rada:
- Często, kiedy sama pasę,
- Do tych pasterzy goniłam stada,
- Którzy mą wielbili krasę;
- Lecz żadnego nie kochałam.
- Za to po śmierci nie wiem, co się ze mną dzieje,
- Nieznajomym ogniem pałam;
- Choć sobie igram do woli,
- Latam, gdzie wietrzyk zawieje,
- Nic mię nie smuci, nic mię nie boli,
- Jakie chcę, wyrabiam cuda.
- Przędę sobie z tęczy rąbki,
- Z przezroczystych łez poranku
- Tworzę motylki, gołąbki.
- Przecież nie wiem, skąd ta nuda:
- Wyglądam kogoś za każdym szelestem,
- Ach, i zawsze sama jestem!
- Przykro mi, że bez ustanku
- Wiatr mną jak piórkiem pomiata.
- Nie wiem, czy jestem z tego, czy z tamtego świata
- Gdzie się przybliżam, zaraz wiatr oddali,
- Pędzi w górę, w dół, z ukosa:
- Tak pośród pierzchliwej fali
- Wieczną przelatując drogę,
- Ani wzbić się pod niebiosa,
- Ani ziemi dotknąć nie mogę.
CHÓR
- Tak pośród pierzchliwej fali
- Przez wieczne lecąc bezdroże,
- Ani wzbić się pod niebiosa,
- Ani dotknąć ziemi nie może.
GUŚLARZ
- Czego potrzebujesz, duszeczko,
- Żeby się dostać do nieba?
- Czy prosisz o chwałę Boga,
- Czy o przysmaczek słodki?
- Są tu pączki, ciasta, mleczko,
- I owoce, i jagodki.
- Czego potrzebujesz, duszeczko,
- Żeby się dostać do nieba?
DZIEWCZYNA
- Nic mnie, nic mnie nie potrzeba!
- Niechaj podbiegą młodzieńce,
- Niech mię pochwycą za ręce,
- Niechaj przyciągną do ziemi,
- Niech poigram chwilkę z niemi.
- Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
- Że według Bożego rozkazu:
- Kto nie dotknął ziemi ni razu,
- Ten nigdy nie może być w niebie.
CHÓR
- Bo słuchajmy i zważmy u siebie,
- Że według Bożego rozkazu:
- Kto nie dotknął ziemi ni razu,
- Ten nigdy nie może być w niebie.
GUŚLARZ
(do kilku wieśniaków)
- Darmo bieżycie; to są marne cienie,
- Darmo rączki ściąga biedna,
- Wraz ją spędzi wiatru tchnienie.
- Lecz nie płacz, piękna dziewico!
- Oto przed móją źrzenicą
- Odkryto przyszłe wyroki:
- Jeszcze musisz sama jedna
- Latać z wiatrem przez dwa roki,
- A potem staniesz za niebieskim progiem.
- Dziś modlitwa nic nie zjedna.
- Lećże sobie z Panem Bogiem.
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha!
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie chciałaś jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju.
- A kysz, a kysz!
CHÓR
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha!
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie chciałaś jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju.
- A kysz, a kysz!
(Dziewica znika)
GUŚLARZ
- Teraz wszystkie dusze razem,
- Wszystkie i każdą z osobna,
- Ostatnim wołam rozkazem!
- Dla was ta biesiada drobna;
- Garście maku, soczewicy
- Rzucam w każdy róg kaplicy.
CHÓR
- Bierzcie, czego której braknie,
- Która pragnie, która łaknie.
GUŚLARZ
- Czas odemknąć drzwi kaplicy.
- Zapalcie lampy i świécy.
- Przeszła północ, kogut pieje,
- Skończona straszna ofiara,
- Czas przypomnieć ojców dzieje.
- Stójcie...
CHÓR
- Cóż to?
GUŚLARZ
- Jeszcze mara!
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
(do jednej z wieśniaczek)
- Pasterko, ot tam w żałobie...
- Wstań, bo czy mi się wydaje,
- Czy ty usiadłaś na grobie?
- Dziatki! patrzajcie, dla Boga!
- Wszak to zapada podłoga
- I blade widmo powstaje;
- Zwraca stopy ku pasterce,
- I stanęło tuż przy boku.
- Zwraca lice ku pasterce,
- Białe lice i obsłony,
- Jako śnieg po nowym roku.
- Wzrok dziki i zasępiony
- Utopił całkiem w jej oku.
- Patrzcie, ach, patrzcie na serce!
- Jaka to pąsowa pręga,
- Tak jakby pąsowa wstęga
- Albo jak sznurkiem korale,
- Od piersi aż do nóg sięga.
- Co to jest, nie zgadnę wcale!
- Pokazał ręką na serce,
- Lecz nic nie mówi pasterce.
CHÓR
- Co to jest, nie zgadniem wcale.
- Pokazał ręką na serce,
- Lecz nic nie mówi pasterce.
GUŚLARZ
- Czego potrzebujesz, duchu młody?
- Czy prosisz o chwałę nieba?
- Czyli o święcone gody?
- Jest dostatkiem mleka, chleba,
- Są owoce i jagody.
- Czego potrzebujesz, duchu młody,
- Żeby się dostać do nieba?
(Widmo milczy)
CHÓR
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- Odpowiadaj, maro blada!
- Cóż to, nic nie odpowiada?
CHÓR
- Cóż to, nic nie odpowiada?
GUŚLARZ
- Gdy gardzisz mszą i pierogiem,
- Idźże sobie z Panem Bogiem;
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha!
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie chciałeś jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju.
- A kysz, a kysz!
(Widmo stoi)
CHÓR
- A kto prośby nie posłucha,
- W imię Ojca, Syna, Ducha!
- Czy widzisz Pański krzyż?
- Nie chciałeś jadła, napoju?
- Zostawże nas w pokoju.
- A kysz, a kysz!
GUŚLARZ
- Przebóg! cóż to za szkarada?
- Nie odchodzi i nie gada!
CHÓR
- Nie odchodzi i nie gada!
GUŚLARZ
- Duszo przeklęta czy błoga,
- Opuszczaj święte obrzędy!
- Oto roztwarta podłoga,
- Kędy wszedłeś, wychodź tędy.
- Bo cię przeklnę w imię Boga,
(po pauzie)
- Precz stąd na lasy, na rzeki,
- I zgiń, przepadnij na wieki!
(Widmo stoi)
- Przebóg! cóż to za szkarada?
- I milczy, i nie przepada!
CHÓR
- I milczy, i nie przepada!
GUŚLARZ
- Darmo proszę, darmo gromię,
- On się przeklęctwa nie boi.
- Dajcie kropidło z ołtarza...
- Nie pomaga i kropidło!
- Bo utrapione straszydło
- Jak stanęło, tak i stoi,
- Niemo, głucho, nieruchomie,
- Jak kamień pośród cmentarza.
CHÓR
- Bo utrapione straszydło
- Jak stanęło, tak i stoi,
- Niemo, głucho, nieruchomie,
- Jak kamień pośród cmentarza.
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
- Co to będzie, co to będzie?
GUŚLARZ
- To jest nad rozum człowieczy!
- Pasterko! znasz tę osobę?
- W tym są jakieś straszne rzeczy.
- Po kim ty nosisz żałobę?
- Wszak mąż i rodzina zdrowa?
- Cóż to! nie mówisz i słowa?
- Spojrzyj, odezwij się przecię!
- Czyś ty martwa, moje dziecię?
- Czegoż uśmiechasz się, czego?
- Co w nim widzisz wesołego?
CHÓR
- Czegoż uśmiechasz się, czego?
- Co w nim widzisz wesołego?
GUŚLARZ
- Daj mnie stułę i gromnicę,
- Zapalę, jeszcze poświęcę...
- Próżno palę, próżno święcę,
- Nie znika przeklęta dusza.
- Weźcie pasterkę pod ręce,
- Wyprowadźcie za kaplicę.
- Czegoż uśmiechasz się, czego?
- Co w nim widzisz powabnego?
CHÓR
- Czegoż oglądasz się? czego?
- Co w nim widzisz powabnego?
GUŚLARZ
- Przebóg, widmo kroku rusza!
- Gdzie my z nią, on za nią wszędzie...
- Co to będzie, co to będzie?
CHÓR
- Gdzie my z nią, on za nią wszędzie.
- Co to będzie, co to będzie?