Cyd albo Roderyk/Akt pierwszy
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| ←Prolog | Cyd albo Roderyk Akt pierwszy Pierre Corneille |
Akt wtóry→ | |
| Tłumaczenie: Jan Andrzej Morsztyn. |
[edytuj] Scena pierwsza
Elwira, Gomes
ELWIRA
Między tymi, którzy się kłaniają Chimenie
I u mnie się o dobre starają wspomnienie,
Najznaczniej się odkryli i sporym wyścigiem
W tył inszych zostawili don Sankty z Rodrygiem,
Lubo to córka twoja, na ich prośby głucha,
Okiem im nie pobłaży ni lamentów słucha
I w równej między nimi trzymając się mierze
Żadnemu z nich nadzieje nie daje, nie bierze,
I nie będąc nikomu gniewna ni życzliwa
Z ojcowskiej ręki cale[6] męża oczekiwa.
GOMES
Tak też powinna czynić; oba są jej godni,
Oba z zacnej krwie, dziadów swoich niewyrodni.
Młodzi-ć wprawdzie, lecz i w tym wieku każdy śmiele
Dzielność przodków ich może czytać im na czele;
Osobliwie w Rodryku skład[7], twarz i pojrzenie
Pewne wielkiego serca jest wyobrażenie.
A też jego dom w sławne tak jest płodny męstwa.
Że się tam dzieci rodzą wśród wieńców zwycięstwa.
Odwagi ojca jego, niźli mu wiek siwy
Dokuczył, za niezwykłe uchodziły dziwy:
Te zmarszczki od żelaza i poczciwe blizny
Świadczą, co on przed laty czynił dla ojczyzny.
Com w ojcu widział, tegoż spodziewam się w synie
I córka moja za to nie zostanie w winie,
Że się w nim kochać będzie. Lecz ty moje zdanie
Tając, wyrozumiej z niej, co też rzecze na nie.
Potem mi jej zamysły powiesz bez przesady.
Teraz się do tajemnej muszę spieszyć rady,
Gdzie obiera synowi król starszego sługę,
A bez chyby[8] ten urząd da mnie za wysługę.
To, co dla niego co dzień ręka mężna robi,
Każe mi ufać, że mię pan mój tym ozdobi.
[edytuj] Scena wtóra
Elwira, Chimena
ELWIRA
O, jak smaczna nowina tej szczęśliwej parze,
Którą nad zwyczaj miłość głaszcze, a nie karze.
CHIMENA
Cóż tam słychać, Elwiro? Jak nam rzeczy płyną?
Co-ć rzekł ociec? I z jaką powracasz nowiną?
ELWIRA
Nie bawiąc: tak wiele ma Rodryk w tej potrzebie
Przychylności u ojca, jak łaski u ciebie!
CHIMENA
Siłaś to zaceniła; serce me, co mierzy
Szczęście swe krótką piędzią, ledwie-ć tyle wierzy.
ELWIRA
Powiem więcej: utwierdza i jego zaloty,
I chce, aby doznawał po tobie ochoty.
Cóż mniemasz? Kiedy ociec jego w dziewosłęby
Dziś się też wyprawuje, jeśli próżne z gęby
Puści słowo i jeśli mógł w lepszą godzinę
Prosić o cię i wnosić za synem przyczynę!
CHIMENA
Chociaż twoja życzliwość te smaki rozszerza,
Przecię im, nie wiem czemu, serce nie dowierza.
Wielkie szczęście wielkie też ma w sobie odmiany,
A kęs i z gęby zginie, gdy nie obiecany.
ELWIRA
Obaczysz, że się suszysz bojaźnią daremną.
CHIMENA
Więc czekajmy cierpliwie, co czas da. Pójdź ze mną.
[edytuj] Scena trzecia
Królewna, Leonora, Pacholę
KRÓLEWNA
do Pacholęcia
Pójdź i powiedz Chimenie, że mię to obchodzi,
Że dziś później jest u mnie, niżeli się godzi,
I że się z jej lenistwem przyjaźń moja swarzy!
Pacholę wychodzi
LEONORA
Co dzień widzę, królewno, ta cię żądza parzy
I co dzień pilnie pytasz, a jakoby z smutkiem:
Jakim się jej zaloty zawierszają skutkiem?
KRÓLEWNA
I słusznie też to czynię: ona jak przez dzięki
Odebrała Rodryga za sługę z mej ręki;
I że kocha w Rodryku, jam ich to złączyła,
Jam jej dzikość na stronę jego zwyciężyła;
Słusznie tedy, kiedym ich dała w te okowy,
Chcę wiedzieć, jeśli mojej rady skutek zdrowy.
LEONORA
Przecię, królewno, chociaż się im dobrze dzieje,
Tobie dobra myśl ginie i serce truchleje.
Cóż jest? Czy miłość, która między nimi zgodę
Czyni, tym samym wzbudza-ć w sercu niepogodę?
I to zbytnie staranie czyli stąd pochodzi,
Że-ć się, kiedy im będzie dobrze, nie wygodzi?
Ale-ć moja ciekawość nazbyt w twoich gmerze
Myślach i na twój sekret naciera zbyt szczerze.
KRÓLEWNA
Już to próżno: Mój się żal w swym sekrecie szerzy
I tobie go wynurzę, im później, tym szczerzéj.
Słuchaj, słuchaj, jak trudną zaczęłam robotę,
I żałując mej troski, pochwal moją cnotę!
Wierz mi, żem długo z mocną siłą się biedziła,
Lecz mię miłość, co wszystkich wiąże, zwyciężyła.
Ten kawaler, ten młodzian, com go drugiej dała,
Związał mię!
LEONORA
Cóż? Kochasz w nim, czym się osłyszała[13]?
KRÓLEWNA
Ach, połóż na mym sercu utrapionym rękę,
A z jego drżenia uznasz, jaką cierpię mękę!
Widzisz, jak zna zwycięzcę swojego, jak rzewno
Na imię jego wzdycha!
LEONORA
Odpuść mi, królewno,
Że dla sławy, na której sprawy twe zawisły,
Porwę się ganić twoje tak niskie zamysły.
Tak-że by-ć to odjęła rozsądek Wenera,
Żebyś. prostego miała obrać kawalera?
Cóż rzecze Kastylija? I z jaką to sporką
Przyjmie ociec? Czy nie wiesz, czyjąć ty to corką?
KRÓLEWNA
Wiem, wiem dobrze i pierwej wszystkę krew wytoczę,
Niż przeciw stanu mego godności wykroczę.
Gdybym-ci chciała zasiąc od miłości rady,
Wywieść bym ci to mogła przez sławne przykłady,
Że w tych związkach na cnoty patrzą, nie na ludzi,
Że nie korona, ale godność miłość budzi.
Lecz nie słucham miłości, gdzie idzie o sławę!
Miła mi miłość, ale dbam wraz na osławę,
I przez chwalebną pychę wiem to, że nie może -
Tylko król moje sobie obiecować łoże.
Inszy nie jest mnie godziem i kiedym postrzegła,
Że mię miłość na stronę Rodrykową zbiegła,
Dusiłam w sobie ogień, choć z niesmakiem, nowy
I dałam w cudze, czegom nie chciała, okowy.
Zapaliłam ich ognie, żebym nie pałała,
Dałam to, czegom sama wziąć sobie nie śmiała.
Nie dziwujże się tedy, że myśl utrapiona,
Póki się nie pożenią, prawie we mnie kona.
Ich wesele przywróci myślom mym wesele;
Ich łożnica miłości mej pokój uściele.
Jeśli miłość za stratą nadzieje umiera,
Jeśli gaśnie, gdy jej kto te drewka odbiera -
Jak prędko Roderyk da rękę Chimenie,
Tak wraz nastąpi serca mego uzdrowienie!
Ale aż po ten termin jam jest bliska zguby
I kocham w nim aż po te nieodmienne śluby.
Stąd mię tak smętną widzisz, stąd twarz łzami kąpię:
Chcę go darować i zaś darować go skąpię.
Czując cudownie w sobie rozdwojoną duszę,
Raz nim gardzę, drugi raz wzdychać za nim muszę.
Miłość mi w sercu gada, w rozumie - korona
I różnie się przeważa ta i tamta strona;
A choć ich związek pewnie skończy biedę moję,
Przecię miasto radości z żalem się go boję.
Snadź miłość z sławą w swojej nie ustanie zrzędzie,
Chociaż co z tego będzie i chociaż nie będzie.
LEONORA
Kiedyś mi myśli swoje tak szczerze odkryła,
Żałuję cię, co przedtem cichom cię ganiła;
Ale kiedy przeciwko tak smacznej chorobie
Cnotę ze sławą przybrałaś za lekarstwo sobie,
Choć cię miłość na słodkie swe ponęty łowi,
Ta cię para z pomocą rozumu uzdrowi.
Czekaj od niej ratunku, czekaj go i z nieba,
Które cnót nie próbuje, tylko póki trzeba.
KRÓLEWNA
Stracić cale nadzieję jest skończyć kochanie.
PACHOLĘ
Już tu przyszła Chimena na twe rozkazanie.
KRÓLEWNA
Zabaw ją, Leonoro, trochę przed pokojem!
LEONORA
To znać myślisz frasunkiem zabawić się swojem.
KRÓLEWNA
Nie; ale lepiej, że się trochę uspokoją
Wściekłe myśli i otrę oczy, co się znoją.
- O miłosierne niebo, skąd czekam ratunku,
Ulituj się w tak ciężkim będącej frasunku!
Skończ mój ból i ratuj mię, choć przez cudze szczęście:
Albo mi serce odmień, albo to zamęście
Chimeny pośpiesz; trzema nam na tym należy,
A gdy dojdzie, jam wyszła i z oków, i z więzy[19].
Ich związek - moja wolnosć, ten utnie me treny.
Ale się bawię długo, pójdźmy do Chimeny.
[edytuj] Scena czwarta
Gomes, Diego
GOMES
Przewiodłeś! I królowi tak się podobało
Dać ci to, co samemu mnie przynależało!
A to już cię mianował za marszałka w radzie.
DIEGO
Ten urząd, który dzisiaj pan nasz na mię kładzie
Mając wzgląd na zasługi i na lata zeszłe,
Świadczy, że sprawiedliwie płaci służby przeszłe.
GOMES
I królowie, choć wielcy, przecież to są ludzie,
Mogą się jak my mylić i potknąć na grudzie;
I z oddania tej łaski postrzeże się drugi,
Że tu niedobrze płacą, choć świeże zasługi.
DIEGO
Szkoda się tą rozmową, bo-ć niemiła, bawić;
Mnie ten urząd tak mogła łaska pańska sprawić,
Jako moja wysługa. Podobno w tym braku[20]
Tyś był godniejszy, ale jam przypadł do smaku.
To szczęście domu mego pomnóż z swojej strony
I życz synowi memu z domu twego żony.
Roderyk się w Chimenie kocha i jam chciwy
Złączyć się z domem twoim przez związek życzliwy.
Proszę, nie gardź tą prośbą i przyjm go za zięcia.
GOMES
Kiedyś ty już marszałkiem został u księcia,
Roderyk może patrzeć wyżej i urzędy
Ojcowskie otworzą mu chętnie wrota wszędy.
Ty tymczasem nauczaj pilno królewica,
Co na wielkich państw wiedzieć należy dziedzica:
Jako królestwem władnąć, jak trzymać poddanych,
Jako cnotliwych głaskać, karać wyuzdanych.
Przyłącz i te, co służą do wojny, nauki:
Jako się w trudy wkładać, nie wzdrygać na huki,
Robić bronią odważnie i z konia nie zsiadać,
Iść do szturmu, a zbroje i w nocy nie składać;
Jako szykować, żeby po wygranym boju
Zwycięstwo miał za dzieło swej prace i znoju!
Bądź mu i sam przykładem, i niechaj to widzi,
Że w tym, czego nauczasz, nikt cię nie uprzedzi.
DIEGO
Co o przykłady, na co warczy zazdrość skryta,
Niech tylko dzieje moje i żywot mój czyta!
Tam obaczy w tym, co ma ręka dowodziła,
Postępki kawalerskie i odważne dziéła:
Jako pomykać granic Pospolitej Rzeczy,
Miast dobywać, szyk stawiać, prowadzić odsieczy,
Jako wygrawać zawsze, nie cofać się krokiem
I sławę swą rozpuszczać po świecie szerokiem.
GOMES
Martwe to są przykłady, nie mają potęgi
I żadne się pan wojny nie nauczy z księgi.
Ale cóżeś też zrobił aż w ten wiek zgrzybiały,
Z czym by me jednego dnia prace nie zrównały?
Jeżeliś ty był kiedyś, jam jest teraz mężny,
Jam podpora królestwa, jam jest mur potężny.
Aragon drży z Granadą, gdy ta szpada błyśnie;
Pod moją się obronę Kastylija ciśnie;
Beze mnie dawno byście już byli u bóla,
I gdyby mnie nie było, nie byłoby króla!
W każdy dzień Wiktoryja latając nad głową
Świeży wieniec mi kładzie i koronę nową!
Przy mnie-ć by to królewic, będąc frycem w wojnie,
Napatrzył się dzieł wielkich i krwie ludzkiej hojnie;
I patrząc uczyłby się, jako wygrać pole,
Lepiej niż z zmarżłych bajek i w spleśniałej szkole.
DIEGO
Próżno mię bawisz mową na poły daremną,
Bom ja cię widział służąc i rządząc pode mną.
Gdy mnie lata dojęły, co nas wszystkich depcą,
Tyś na mym miejscu został - i godnym następcą.
Twój miecz, kiedy mój stępiał, w posiłku przybywał;
Krótko: tyś teraz tym jest, com ja przedtem bywał.
Przecię widzisz, że przy tym o urząd staraniu
Nierówne oba miejsce mamy w pańskim zdaniu.
GOMES
Com ja zasłużył, tyś wziął wydarszy mi prawie!
DIEGO
Znać, że lepiej zasłużył, kto cię przemógł w sprawie.
GOMES
Ten, co go umie zażyć, godniejszy urzędu.
DIEGO
Gdy go komu odmówią, znak to jest w nim błędu.
GOMES
Przez figleś to otrzymał jak dworzanin biegły.
DIEGO
Cnota z męstwem, te same w posiłku mi zbiegły.
GOMES
Albo raczej król chciał twe uszanować lata.
DIEGO
Król w tym uważał serce i sławę u świata.
GOMES
Jeśli serce, tom ja sam na ten urząd zgodny!
DIEGO
Kto go nie mógł otrzymać, znak, że go niegodny.
GOMES
Że go niegodny ja?
DIEGO
Ty!
GOMES
Ha, starcze, ta mowa
Godna tego, żeby-ć wbić w gębę płoche słowa!
(Daje mu pogębek)
DIEGO
Dobij mię po tej wzgardzie, która w moim domu
Dotychczas nie usiadła na czele nikomu!
(Dobywając broni)
GOMES
Na cóż się masz do broni, gdy-ć nie służą siły?
DIEGO
Ach, teraz mię tak bitne ręce omyliły!
GOMES
Odjąłem ci broń, ale pyszniłbyś się z tego,
Gdyby została w ręku męża walecznego!
Weź ją sobie. Niech teraz, chociaż zazdrość zgrzyta,
Królewic życia twego historyją czyta,
Do której to słów lekkich słuszne pokaranie
Za przydumek i obraz osobliwy stanie.
DIEGO
Ach, raczej mię już dokończ!
GOMES
Stało mi za dosyć;
I na łacną wygraną nie chcę ręki wznosić.
DIEGO
Weź mi żywot!
GOMES
Ze trzy dni wytrwaj, stary grzybie,
A sama cię śmierć bez mej pomocy przydybie.
[edytuj] Scena piąta
D i e g o sam
O smutku! O rozpaczy! O mój wieku zgniły!
Na to żem tak długo żył! Na toż mię szczęściły
Nieba! Na tom osiwiał na wojnie z odwagą,
Żeby oraz me laury zwiędły tą zniewagą!
Ta ręka, która wszytkiej Hiszpaniji broni;
Ta ręka, co wyrwała Ojczyznę z złej toni;
Za którą pan zażywał śmiele odpoczynku,
Nie chce nic robić dla mnie, zdradza w pojedynku!
Ach, mojej przeszłej sławy okrutna pamięci!
Roboto tak wielu lat, jeden cię dzień skręci?
Ach, świeży, szczęściu memu przeciwny urzędzie,
Z twego stołka kark łamać niepoczciwie będzie!
Ma-ż hrabia tryumfować po swojej robocie,
A ja umrzeć bez pomsty albo żyć w sromocie?
Hrabio, już ustępuję-ć i bądź ty marszałkiem!
Człowieka tu potrzeba, co ma honor całkiem.
Ja się urzędu za tym kontemptem dowodnym,
Chociaż mię król był obrał, już nie czuję godnym.
A ty, naczynie kiedyś mej sławy, o broni,
A teraz niepotrzebny ciężarze mdłej dłoni,
Mieczu straszny - lecz kiedyś, co dziś opuszczony,
Świadczysz, żem cię dla kształtu nosił, nie obrony,
Idź precz od mego boku, wzgardź siły dziecięce
I na pomstę mą uzbrój potężniejsze ręce!
Jeśli mi Roderyk synem, niech prace nie skąpi!
Niech miłość pomście, przyjaźń gniewowi ustąpi!
Mój honor jest i jego, i taż nieszczęśliwa
Zniewaga płaszczem wstydu i jego nakrywa.
[edytuj] Scena szósta
Diego, Roderyk
DIEGO
Rodryku, czy mąż-eś ty?
RODERYK
Gdyby pytał o to
Nie ociec, doświadczyłby!
DIEGO
O wdzięczna ochoto!
O godny gniewie, w którym żale me spokoję!
Z tej chwalebnej kolery poznawam krew moję
I młodość mi się wraca z tej rześkiej ochoty.
Pójdź, mój synu, moja krwi, wywiedź mię z sromoty!
Pójdź, zemścij się!
RODERYK
A czego?
DIEGO
Ostatniej zniewagi,
Która śmiertelne dała sławie naszej plagi,
Pogębku mnie danego; dał ci by był garło,
Gdyby chęć moję słabe ramię było wsparło!
Tę broń, której dotrzymać nie mogłem i razem
Oddaję-ć w lepsze ręce pomstę swą z żelazem.
Idź i nie daj po świecie krzywdzie mojej chodzić!
Tylko krwią ten się może raz zmyć i nagrodzić.
Umrzyj albo go zabij! A tego-ć nie taję,
Że-ć męża walecznego do rozprawy daję.
Widziałem, gdy sam a sam gnał przed sobą kupy
I w bitwach jako wałem otaczał się trupy.
RODERYK
Nie baw, ojcze, a imię powiedz mi co pręcej!
DIEGO
Powiem, ale to imię przestraszy cię więcej,
Większej będąc niż rycerz, niż kawaler ceny,
Bo to...
RODERYK
Ej, dokończ proszę...
DIEGO
Ociec to Chimeny
RODERYK
Ociec?
DIEGO
Stój, tak! Wiadome są mnie twe zapały,
Ale niegodzien i żyć, kto w sławie niedbały!
Im milczy, kto uraził, tym cięższa uraza.
Krótko: wiesz kontempt, wiesz kto i masz dwie żelaza.
Więcej ci nic nie mówię. Mścij się, a tym czynem
Pokaż się godnym ojca takiego być synem.
Ja ten przypadek będę łzami aż do grobu
Płukał, a ty idź, bież, leć i mścij się nas obu!
[edytuj] Scena siódma
RODERYK sam
Do gruntu serca przybity
Niespodziewanym nigdy a śmiertelnym sztychem
Stradny zemściciel krzywdy, która głosem cichem
Woła pomsty, mizernie nieszczęściem nakryty,
Stawam jak wryty - i duch mój, wzięty na noże,
Odporu dać nie może.
Jużem bliski był miłości korony -
Ach, serce, uderz w treny! -
A teraz ociec mój jest znieważony,
A co znieważył, ociec jest Chimeny!
Niesłychaną cierpię mękę!
Równo miłość i honor każą sobie płacić:
Ten - mścić ojca, a tamta - kochanki nie tracić;
Ten mi rozżarza serce, tamta trzyma rękę.
Muszę albo miłości wiernej chybić toru,
Albo żyć bez honoru.
A obydwu stron ból znoszę niepojęty, -
Ach, serce, uderz w treny!
Ma-ż to mój ojciec połknąć kontempt wzięty?
Mamże ja karać zań ojca Chimeny?
Honor! Miłość! Ojcze! Panno!
Niemiłosierne prawo, gwałcie niejednaki,
Albo mi sławę bierzesz, albo wszystkie smaki:
Takem niegodzien i żyć, a tak serce ranno.
Smaczne a wraz okrutne respekty, które mi
Afektami różnemi
Myśl rozdzieracie mężną i miłosną,
Takąż to macie cenę,
Że z was i siły słuszne pomście rosną.
I z waszej zrzędy mam tracić Chimenę?
Ach, lepiej umrzeć sto razy!
Tylem ja mojej pannie jak ojcu powinien.
Kto się mścić chce, ten będzie niełaski jej winien,
A ja się śmierci boję mniej niż jej urazy.
Więc tę śmierć, którą gdyby niełaska sprawiła,
Nieznośniejsza by była,
Poprzedźmy chętnie, a kiedy tak nieba
I niechętne przejrzenie
Każą, umrzyjmy, kiedy umrzeć trzeba,
Ale nie dajmy przyczyny Chimenie.
Umrzeć, a nie zniozszy sromu
Szukać śmierci: Skryć się w grób sławie mej śmiertelny!
Wytrwać, że Hiszpanija za dowód rzetelny
Będzie miała, żem nie mógł szczycić swego domu?
Zasłaniać się miłością, która dokończona
Śmiercią moją wraz skona?
Ach, nie słuchajmy więcej zdradnych myśli,
Które nas na hak żeną!
To rzecz, żebyśmy z honorem stąd wyszli.
Gdy po staremu rozstać się z Chimeną,
To jest rzecz oczywistą,
Żem dawniej jest pod okiem ojca niźli panny;
Mszcząc się ojca, choć umrę z bólu albo ranny,
Oddam ojcu, jakom wziął, krew bez zmazy czystą.
Grzech to, żem się rozmyślał i gniewał niedbale!
Bieżmy do pomsty cale
I za czas marnie wstydząc się zgubiony,
Nie miejmy tego w cenie,
Kiedy ociec mój zostaje zelżony,
Że kto go zelżył, ojcem jest Chimenie.