Znów legenda

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cyprian Kamil Norwid
Tytuł Znów legenda
Pochodzenie Dzieła Cyprjana Norwida
Redaktor Tadeusz Pini
Data wydania 1934
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza „Parnas Polski”
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

ZNÓW LEGENDA.

O głupi! Co ty siejesz, nie bywać
ożywiono, jeśliby nie umarło.
Jan 12. 21.
Paweł do Koryntian XV.

Powieść tę w chacie kmiecej nad Bugiem słyszałem:
Był dziad, którego Dziwem zwano osowiałem;
Po wioskach chodził, pacierz mruczał, straszył dzieci,
Pod kruchtą nucąc, kędy grzyb, kość, próchno świeci.
Kij wielki nosił, starą urzeźbiony brzytwą
W skrzydlaty potwór, wężów ciekący gonitwą
Ku dolnym sękom owej gruszkowej maczugi.
Pod pachą inny kij zwykł naszać, drugi —
Ten do przechadzek służył codziennych, a owy
W niedzielny czas i święta. «Stryjem» zwał gruszkowy,
A. «chłopcem» drugi, który przeto był olszowy.
Gdy do wrót wchodził: «Dziwo wlecze się» wołano,
I jedno więcej w komin leciało polano,
Bo lubił grzać się, płomień w palce biorąc grube,
Jak lnianą kiść. Ten starzec razu więc jednego
Gdy do nieczułych pukał wrót, zrobiono próbę,
Czy pójdzie precz... A czas był mrozu gromnicznego,
Trzaskące zimno: starzec głową się pochylił.
Jakby przez szparę patrząc, czy się nie omylił,
I ostał tak, a czeladź śmiała się w domostwie,
Tudzież podróżni w oknach, także na probostwie.
Więc słowo rzekł, a słowo na śnieg wraz upadło
I zmarzło. I tak Dziw on zasnął... Na pogrzebie
Były dwa kije, także ksiądz, co abecadło
Powiada dzieciom, także dziad, co trupy grzebie.
Gdy zima przeszła, wiosny nastąpiło tchnienie,
Bo wiosna jest po zimie, nawet gdzie cierpienie
I gdzie niewola... boża równo idzie wola
W naturze... lecz w naturze ludzkiej... (rytmie, hola!
Nie unoś) — wiosny nastąpiło tchnienie,
Co wyprowadza z ziemi półsenne nasienie
Za rękę, jak półsenne dziecko do pacierza.
Listkami i pączkami w strop, gdzie z krzyżem wieża.
Wychodzą ludzie... przebóg! Cóż to w progu wschodzi?
Co aż na wrota pnie się? Gdzie jest ksiądz dobrodziéj?
I czeladź i podróżni stają przed wrotami:
Cóż jest? Kto one słowo posiał? Precz z czarami!
A słowo rośnie, liściem szepcąc, pąka dziobem
Czerwonym piejąc, wszystko szczególnym sposobem!
Tak było — i to w chacie słyszałem nad Bugiem.
Za ciemność was przepraszam, owszem, rzecz jest pewna,

Że wszystko, co oświeca, ciemnem, nudnem, długiem;
Skąd druga powieść:
Pewna usnęła królewna
Od mnóstwa kwiatów, których nasłał jej królewic.
Śpi dzień i tydzień; któraś ze służebnych dziewic
Zawoła: «Z gromnicami wejdźmy do sypialnie,
Czy śpi, obaczmy! Może tylko idealnie
A nie realnie...?» Na to przyjaciel domowy:
«Przestańcie już procesyj tych i tej rozmowy,
Bo, gdy się przecknie, przestrach objąć ją gotowy!»
I szedł, palcami gwiazdę objąwszy świecznika,
Co biła z rąk złotemi na sufit smugami,
A palmą cieniu na twarz, sypialnię odmyka
I widzi żywą (właśnie była u klęcznika).
Więc zamknął drzwi... Tu panny weszły z gromnicami,
Z wieńcami i z swojemi doń winszowaniami.
1856.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cyprian Kamil Norwid.