Zeznanie jeńca wojennego Willi Fiedlera o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Zeznanie jeńca wojennego Willi Fiedlera o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie • Willi Fiedler
Zeznanie jeńca wojennego Willi Fiedlera o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie
Willi Fiedler

Nr 143
Sygn. BD – 1402 (akta H. Reinefartha)


PROTOKÓŁ

Przesłuchania świadka Willi FIEDLERA w sprawie karnej przeciwko przestępcom wojennym Reinefarthowi i towarzyszom, przeprowadzonego w dniu 29 listopada 1945 r. w obozie dla jeńców wojennych nr 2228 w Overisache koło Brukseli (Belgia).

Obecni:
1. Sędzia śledczy mjr F. Kaczorowski z Polskiej Grupy Łącznikowej dla Spraw Zbrodni Wojennych, Kwatera Główna „B.A.O.R.”
2. Protokolant: kpt. J. Odrowąż-Pieniążek, z tejże Grupy.

Sprowadzono jeńca wojennego kaprala (Unteroffizier) Willi Fiedlera, który po uprzednim upomnieniu, aby mówił prawdę, został zgodnie z przepisami pouczony o ważności jego zeznań i przysięgi oraz o następstwach i karalności w razie zeznań fałszywych.

Willi Fiedler podaje, że nie był karany za krzywoprzysięstwo ani nie pozostaje w żadnym stosunku pokrewieństwa do Rheinefahrta[1] i innych ewentualnych sprawców przestępstw, a następnie po złożeniu zgodnie z przepisami przysięgi zeznaje, co następuje:

personalia:
Moje nazwisko – Willi Fiedler (dalsze imiona Paul Gustaw), urodziłem się dnia 27 grudnia 1902 roku w Beelitz, Marchia Brandenburska, jako syn kupca Gustawa Fiedlera i jego małżonki Albertyny, z domu Arndt, którzy mieszkają obecnie w Beelitz, ulica Berlińska 13. Jestem wyznania ewangelickiego, żonaty z Emmi Fiedler, z domu Tietz, jestem obecnie ojcem trojga nieletnich dzieci. Moja żona mieszka obecnie w Berlinie – Neuköln, ul. Anzengrubera nr 4. Z zawodu jestem dostawcą i kierownikiem działu zakupów firmy Max Friedland, Neuköln, ul. Berlińska 53–58. Moim ostatnim miejscem zamieszkania było Neuköln, ul. Anzengrubera nr 4, gdzie również zamierzam mieszkać po zwolnieniu. Ostatnio służyłem jako szofer w 513 pułku łączności w 6 kompanii. Posiadam książeczkę wojskową 2/431, wystawioną przez 2 kompanię 22 batalionu budowlanego.

Do sprawy:
Służyłem w 5 kompanii 102 batalionu transportowego Turkiestańskiego (Bataillon-Nachschub-Turkietsan) od 1942 roku do października 1944. Znajdowałem się z moją kompanią w Modlinie, w Polsce, od końca sierpnia do września 1944 roku. W tym czasie był codziennie posyłany samochodem z Modlina do Warszawy oddział roboczy (Arbeitskommando), składający się z feldfebla Bruno Webera, mnie, starszego szeregowca (Obergefreiter) Duschecka i około 70–80 Turkiestańczyków-legionistów, dla wykonywania pracy w garbarni Pfeiffera i Ski (wśród nich podoficer turkiestański Misza). Dla lepszego objaśnienia moich dalszych zeznań poprzedzam je opisem terenu i położenia fabryki. Załączam ten plan do moich zeznań i będę się nań powoływać w dalszych moich zeznaniach.

Naszym zadaniem było opróżnianie kadzi garbarskich (oznaczonych „a”) w garbarni Pfeiffera i Ski (oznaczonej I), a następnie odtransportowanie skóry z fabryki na dworzec towarowy. Podczas naszej trzy- czy czterotygodniowej pracy w tej garbarni sam widziałem, jak Polacy – osoby cywilne, mężczyźni, kobiety i dzieci, byli codziennie wprowadzani na teren garbarni (oznaczony I) przez bramę wejściową („f”) i umieszczani za drutami kolczastymi na terenie położonym tuż przy terenie garbarni („c”).

Te osoby cywilne były przyprowadzane stale w ciągu całego dnia. Zaraz widziałem, że te same osoby cywilne były znów wyprowadzane z terenu za drutem kolczastym („c”) przez tę samą bramę („f”) i już więcej nie powracały. Ten wypadek pierwszego dnia mojej pracy nie zainteresował mnie, ponieważ mówiono, że te osoby cywilne były sprowadzane na przesłuchanie, a następnie je zwalniano. Te opowiadania przyjmowałem za prawdziwe, ponieważ na terenie garbarni w budynku „d” znajdowało się SS. Drugiego dnia mojej tam pracy, przed południem, wyprowadzono znów 10 osób cywilnych z terenu za drutem kolczastym („c”) do bramy („f”). Za tymi ludźmi z ciekawości poszedł pracujący ze mną podoficer turkiestański Misza (imienia nie znam) i skoro zauważył, że zaprowadzono ich na teren składów drzewa, położonych mniej więcej naprzeciwko (garbarni), usiłował się dostać wraz z ludźmi prowadzonymi na teren składu drzewnego, jednak nie wpuszczono go. Ponieważ jednak Misza miał podejrzenie, starał się znaleźć sposobność, by zobaczyć, co się dzieje z tymi ludźmi. Znalazł on w parkanie z desek dziurę względnie szparę („h”) między deskami, patrzył przez nią i zaobserwował, jak polscy cywile musieli tam układać stosy drzewa, a następnie zostali rozstrzelani i spaleni. O tym wypadku Misza powiedział mi natychmiast. Nie chciałem temu wierzyć i chciałem się osobiście przekonać o tym. Tego samego dnia po południu, gdy znów wyprowadzono dalszych cywilów zza ogrodzenia z drutu kolczastego, poszedłem razem z Miszą za tymi ludźmi i usiłowałem z nim wejść na położony po drugiej stronie teren składów drzewa („II”).

Polscy cywile zostali wpuszczeni, nas jednak odprawiono z uwagą: „Wehrmacht nie ma tu nic do szukania”. Poszedłem więc Miszą do drewnianego parkanu w miejscu, gdzie znajdowała się szpara i sam widziałem, jak wprowadzeni cywile bądź sami na rozkaz, bądź popychani siłą szamocąc się byli kładzeni na przygotowane stosy i następnie rozstrzelani przez SS-mana z pistoletu maszynowego, a kiedy stos był pełen rozstrzelanych, stosy ze zwłokami oblewano płynem łatwopalnym i palono.

Nie mogłem tego pojąć i dlatego postanowiłem dla jak najdokładniejszego przekonania się, jak się naprawdę sprawa przedstawia, wejść z Polakami przy najbliższej sposobności. W dniu następnym więc zdecydowałem się przyłączyć niespostrzeżenie do nowej grupy nieszczęśliwych cywilów i w ten sposób przeszedłem przez bramę („g”) do wnętrza na teren składów drzewa („II”). Na podwórzu ujrzałem stojących, stłoczonych około 150–200 polskich cywilów, mężczyzn, dzieci, kobiet z dziećmi przy piersi. Z jedną partią tych cywilów wślizgnąłem się znów niepostrzeżenie poprzez poprzeczny budynek („k”) przez wejście („m”) na plac za stosami („i”), ukryłem się za stosami i obserwowałem przebieg mordu z najbliższej odległości.

Gdy egzekucja była w pełnym toku, wyszedłem po chwili ze swego ukrycia i stojąc tuż przy stosie – w oddaleniu około 3 metrów – przyjrzałem się dokładnie całej sprawie.

Gdy zostałem przy tym zauważony przez wartownika, powiedział on do mnie: „nie powinienem zostać spostrzeżony, gdyż inaczej będzie on miał wielkie nieprzyjemności”.

Wtedy widziałem, jak wpędzano siłą polskich cywilów z podwórza przez poprzeczny budynek („m”) partiami po 10 osób, kładziono ich na stosach twarzą w dół, niektórych nawet wleczono za włosy i następnie byli rozstrzeliwani przez SS-mana strzałami w potylicę. Zabitych nie usuwano i następna partia musiała wchodzić na trupy lub była wciągana, a następnie również rozstrzeliwana. I tak dalej dopóki cały stos nie został zapełniony, a wszyscy znajdujący się tam Polacy rozstrzelani. Widziałem około 9–10 warstw trupów tak ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi przy piersi były rozstrzeliwane razem.

Protokół był aż dotąd odczytany, przez świadka Willi Fiedlera potwierdzony i podpisany. (–) Willi Fiedler

Przesłuchanie zostało odroczone.

(–) Jan Odrowąż-Pieniążek, kpt.
(–) Kaczorowski, major


Dalszy ciąg przesłuchania świadka w obozie dla jeńców wojennych nr 2228 w dniu 30 listopada 1945 r. Doprowadzony świadek Willi Fiedler zeznaje do sprawy dalej:

Wprowadzeni na teren garbarni ludzie pochodzili z różnych dzielnic miasta Warszawy i byli przyprowadzani przez SS i regularną policję. Na moje pytania, skierowane do kilku policjantów, otrzymałem odpowiedź, że ludzie ci mają być przesłuchani na terenie ogrodzonym drutem kolczastym. Widziałem tych ludzi na terenie zamkniętym drutem kolczastym. Siedzieli tam pod gołym niebem stłoczeni jak bydło, nie otrzymywali żadnego pożywienia, pozostawali tam niekiedy przez noc i byli czasem już po kilku godzinach, a czasem dopiero następnego dnia wypędzani na plac składów drzewa. Przy tej sposobności musieli zabierać ze sobą wszystkie swe pakunki.

Rozmawiałem z Polakami na terenie garbarni („I”) względnie przy ogrodzeniu z drutu kolczastego. Sądzili, że będą zwolnieni lub wzięci na przesłuchanie. Stwierdziłem przy tej sposobności, że nie chodziło tu o Żydów, to byli Polacy wyznania chrześcijańskiego. Wiem także z pewnością, że ci ludzie nie byli tam przesłuchiwani ani sądzeni.

Polaków, których przeprowadzano z terenu za drutem kolczastym na plac składów drzewa, eskortowali zawsze ci sami SS-mani.

Z chwilą, gdy przyprowadzono Polaków na teren składów drzewa, odbierano im na podwórzu pomiędzy punktami „g” i „m” wszystkie pakunki. Jest mi wiadome, że SS-mani prowadzili na wielką skalę handel i wymianę tymi w ten sposób zrabowanymi pakunkami i różnego rodzaju kosztownościami oraz biżuterią.

Aż do chwili przejścia przez bramę („m”) poprzecznego budynku („k”) nie wiedzieli ci biedni ludzie, co ich czeka. W momencie, gdy wchodzili na plac ze stosami („i”), orientowali się, że zostaną rozstrzelani. Widziałem tych Polaków tam modlących się, klękających i błagających o życie. Egzekucja była wykonywana przez tych samych pięciu SS-manów, którzy eskortowali Polaków z terenu za drutami kolczastymi. Na terenie składów drzewa („II”) trzej z nich pilnowali Polaków w podwórzu. Jeden z tych wprowadzał ich partiami przez budynek poprzeczny („k”) na plac ze stosami. Na tym placu jeden SS-man stał na stosie i rozstrzeliwał ułożonych Polaków. Piąty SS-man wlókł ludzi na stosy.

Według mego zdania przez tych pięciu SS-manów było przeciętnie w ciągu dnia mordowanych około 200 Polaków, tak że w czasie mojej pracy na tym miejscu zostało zamordowanych w tym miejscu około pięciu tysięcy Polaków. Jednak było wiadomo, że w Warszawie znajdowało się więcej takich miejsc.

Takiemu mordowaniu Polaków na tym miejscu przyglądałem się osobiście cztery razy. Spalanie zwłok na stosach widziałem i czułem każdego dnia.

Nie wiem kto wykonywał funkcję dowódcy przy mordowaniu. Nazwiska SS-manów są mi również nie znane. Nie odważyłem się wejść w kontakt z SS-manami, ponieważ sam mogłem się narazić na niebezpieczeństwo. O tym, co widziałem, meldowałem feldfeblowi Weberowi i kapitanowi Kleberowi, mojemu dowódcy kompanii. Obaj byli także na placu ze stosami i przyglądali się temu. Wyraziłem się do kapitana Klebera, „że wstydzę się nosić mundur niemiecki”, na co kapitan odpowiedział, że on nie rozumie, kto daje rozkazy do tych mordów.

Dodaję, że teren za drutem kolczastym („c”) podlegał SS-manom, którzy mieszkali w budynku (oznaczonym „d”) tuż obok. Było tam około 25–30 SS-manów. Nie znam żadnego nazwiska z tych SS-manów. Ci ludzie należeli do grupy bojowej „Rheinefarht”. Wiem to od jednego SS-mana, który mi o tym opowiedział.

Tych pięciu SS-manów, którzy dokonywali egzekucji Polaków, mógłbym rozpoznać w każdym wypadku.

Jeden z tych SS-manów mógł być urodzony w latach 1916–1918. Miał mniej więcej 180 cm wzrostu, smukły, żylasty, miał czarne – ciemne włosy, świeżą cerę, ciemnopiwne oczy, wąską i chudą twarz, bez brody, poza tym normalny bez znaków szczególnych. Inne cechy nieznane.

Drugi SS-man był otyły, mniej więcej miał 168 cm wzrostu, miał włosy jasnoblond i dość bladą cerę. Był nieco młodszy od pierwszego. Dalszy rysopis nieznany.

Gdybym był postawiony wobec tych pięciu SS-manów, z pewnością rozpoznałbym ich.

Nie widziałem nigdy osobiście SS-Führera, Obergruppen, czy też Gruppenführera Rheinefarta, jest on jednak znaną osobistością SS i widziałem jego fotografię wśród znanych SS-Führerów.

Chcę dodać, że raz zapytałem jednego z tych pięciu SS-manów, czy nie odczuwa wyrzutów sumienia przy rozstrzeliwaniu kobiet i małych dzieci, na co ów odpowiedział, że „polski naród musi być wytępiony, on nic sobie z tego nie robi, on pali sobie przy tym papierosa”.

Nic więcej do sprawy nie mogę podać, zeznałem wszystko zgodnie z prawdą, co o tej sprawie wiedziałem.

Protokół został odczytany, przez świadka potwierdzony i każda strona tego protokołu oraz załączonego szkicu terenowego własnoręcznie podpisana.

(–) Willi Fiedler

Zakończono

(–) Jan Odrowąż-Pieniążek, kpt.

(–) Kaczorowski, major


Przypisy

  1. W oryginale pisownia nazwiska Reinefartha podana błędnie i niejednolicie – red.



Ten tekst nie jest objęty majątkowymi prawami autorskimi lub prawa te wygasły. Jest zatem w domenie publicznej. Więcej informacji na stronie dyskusji.