Zeznanie Stanisława Trzcińskiego o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Zeznanie Stanisława Trzcińskiego o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie • Stanisław Trzciński
Zeznanie Stanisława Trzcińskiego o zbrodniach popełnionych przez Niemców w rejonie fabryki Pfeiffera przy ul. Okopowej w Warszawie
Stanisław Trzciński

Protokół przesłuchania świadka

Warszawa, 5 III 1948, Członek Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie, Sędzia Grodzki Halina Wereńko, działając na mocy Dekretu z 10 XI 1945 o Głównej i Okręgowych Komisjach Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce (DzURP, nr 51, poz. 293), przesłuchała niżej wymienionego w charakterze świadka bez przysięgi.

Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie i o treści art. 107 i 115 kpk. świadek zeznał, co następuje:

Imię i nazwisko: Stanisław Trzciński,
Imiona rodziców: Franciszek i Maria z d. Jurczak,
Data urodzenia: 15 II 1920 w Przeździałce pow. warsz.,
Wyznanie: rzymskokatolickie,
Miejsce zamieszkania: Warszawa, ul. Przyokopowa 31 m. 13,
Przynależność państw. i nar.: polska,
Wykształcenie: Szkoła Powszechna i Szkoła Zawodowa im. Konarskiego,
Zawód: ślusarz samochodowy (St. Borko).

Wybuch powstania warszawskiego 1944 roku zastał mnie w moim mieszkaniu przy ulicy Okopowej 53. W dniu 8 sierpnia 1944 wobec zbliżania się oddziałów niemieckich przeszedłem na Stare Miasto i zatrzymałem się w domu przy ulicy Franciszkańskiej 9. Około 20 sierpnia 1944 roku zostałem ciężko ranny w lewą nogę, tak że straciłem swobodę poruszania się. 31 sierpnia 1944 przed południem oddziały niemieckie, wśród których rozróżniłem żołnierzy – Niemców (formacji nie potrafię podać) i Ukraińców, zajęły ulicę Franciszkańską i wyprowadziły ludność z domów nr 9 przy ulicy Franciszkańskiej i innych. Zostaliśmy popędzeni do magazynów przy ulicy Stawki. Ponieważ nie mogłem iść o własnych siłach, na rozkaz Niemców ludzie pomogli mi przejść. Przechodząc w pobliżu ulicy Inflanckiej zauważyłem jadącą w stronę ulicy Dzikiej z kierunku Żoliborza ciężarówkę, załadowaną samymi osobami w starszym wieku. W magazynach miał miejsce około trzygodzinny postój, w czasie którego doprowadzono nowe grupy ludności ze Starego Miasta. Między innymi zauważyłem grupę staruszek, od których dowiedziałem się, że żołnierze niemieccy zabrali je z domu starców przy ulicy Zakroczymskiej. Mówiły, że część z nich wraz z siostrami została przedtem już wywieziona ciężarówkami, jak mówiono – do szpitala. W czasie postoju w magazynach jakiś Niemiec, mówiący po polsku i mający na sobie mundur żandarma (mundur znany mi z okresu okupacji), dokonywał segregacji spędzonej ludności, każąc zdrowym i młodszym formować się w transporty, które – jak mówił – zostaną doprowadzone do kościoła Św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej. Osoby zaś starsze, chorzy i ranni – między innymi i ja – bez różnicy płci, zostaną – jak stwierdził – przewiezione do szpitala. Rzeczywiście po pewnym czasie nadjechała ciężarówka, kierowana przez umundurowanego Niemca (formacji nie rozróżniłem), do której załadowano grupę ludności przeznaczoną przez segregującego nas żandarma do szpitala. Ile osób było w ciężarówce, nie wiem; wiem, że była pełna. Między innymi została wtedy zabrana grupa staruszek z ulicy Zakroczymskiej i ja. Przewieziono nas, było to już nad wieczorem, na tereny fabryki Pfeiffera przy ulicy Okopowej. Spędziliśmy tam noc, wieczorem nadjechała jeszcze dwa razy ta sama ciężarówka (poznałem szofera), przywożąc resztę naszej grupy, wydzielonej z magazynów przy ulicy Stawki. Będąc na terenie fabryki Pfeiffera, zauważyłem, że w willi, w której dawniej mieszkał Pfeiffer, kwateruje oddział SS i SD (rozpoznany przeze mnie po oznakach na mundurze). Rano w dniu 1 września 1944 to samo auto z tym samym szoferem, który nas przywiózł z magazynów przy ulicy Stawki przewiozło część naszej grupy na plac położony mniej więcej na wprost zakładów Pfeiffera przy ulicy Okopowej 59. Część ludzi z naszej grupy przeprowadzono pieszo, resztę przewiozło auto, zawracając dwa razy. Ja jechałem autem i zauważyłem wtedy, jak Ukraińcy i kałmucy w mundurach niemieckich wywozili z zakładów Pfeiffera surowe skóry. Całą naszą grupę ulokowano w drewnianej szopie na placu przy ulicy Okopowej 59, stojącej wzdłuż ulicy Kolskiej. Razem z naszą grupą przyjechało czterech czy pięciu esdemanów i esesmanów uzbrojonych w pistolety maszynowe. Niemcy mieli do pomocy dwu Żydów obcej narodowości. Jeden Niemiec pilnował naszą grupę, liczącą około stu osób, w szopie, reszta była na placu. Ten, który był w szopie, polecił składać posiadane przez nas kosztowności do pudełka, które trzymał w ręku. Po chwili jeden z Niemców będących na placu wszedł do szopy i zabrał grupę dziesięciu osób. Po wyprowadzeniu tych dziesięciu usłyszałem dziesięć pojedynczych strzałów, które liczyłem. Po paru minutach do szopy wszedł ten sam co uprzednio Niemiec i wyprowadził grupę piętnastu osób i mnie w tej liczbie. Zaczął nas prowadzić, idąc na przedzie w stronę przylegającego do placu cmentarza żydowskiego. Wykorzystałem rozciągnięcie się naszej grupy i to, że za nami nikt z Niemców nie szedł, i wyskoczyłem z prowadzonej grupy. Przebiegłem parę kroków w bok i rzuciłem się do wykopanego w ziemi schronu przeciwlotniczego, zakopując się w słomie. Nikt w momencie mojej ucieczki nie zareagował na nią. Po chwili usłyszałem krzyki Niemców – sądzę, że poszukiwano mnie. W schronie byłem do wieczora, przeczekawszy okres powtarzających się falowo pojedynczych strzałów. Gdy było już ciemno i nie było słychać żadnych odgłosów, wyczołgałem się ze schronu i przeszedłem na teren ogrodu oddzielonego drewnianym parkanem od placu. W czasie przejścia do ogrodu widziałem w głębi placu, mniej więcej między szopą, w której byliśmy, a schronem, do którego uciekłem, bliżej jednak cmentarza żydowskiego, płonący stos. Nadmieniam, że pasami na placu były poukładane sągi drzewa. Ukryłem się w wysokiej trawie pod parkanem między ogrodzeniem a placem. We dnie leżałem w trawie, w nocy robiłem wyprawy po rosnące w pobliżu pomidory i inne jarzyny. W ten sposób ukrywałem się tu około dwu tygodni. Przez cały okres tych dwóch tygodni codziennie słyszałem dochodzące z placu serie pojedynczych strzałów (za każdym razem trwało to parę godzin), a w nocy widziałem łunę palącego się w różnych miejscach na placu stosu. Nie próbowałem jednak do stosu podchodzić. W ciągu dnia widziałem z odległości około 40 m przez parkan poruszających się Niemców, dwu Żydów, o których wyżej podałem (widziałem, jak Żydzi ci prowadzili w kierunku tego miejsca, gdzie w nocy płonął stos, kogoś, kto nie mógł sam iść, czasem nawet wozili ludzi wózkiem), oraz przejeżdżające ulicą Okopową auta z ludnością. Nadmieniam, że na plac miałem słabą widoczność, gdyż zasłaniały go częściowo stosy drzewa i budynki warsztatów, które mieściły się na placu. Mniej więcej po dwu tygodniach, wykorzystując to, że Niemcy przestali chodzić na plac i strzały z placu już nie dochodziły, przeniosłem się na teren spalonego domu przy ulicy Okopowej 53. Po upływie mniej więcej tygodnia przeniosłem się na teren cmentarza żydowskiego, ukryłem się tam w jednym z grobowców. W czasie jednej z wypraw po żywność natrafiłem na ukrywającą się w szkole przy ulicy Okopowej 55 grupę sześciu osób między innymi cztery kobiety (Korzeniakówny, Jankowska) i dwu mężczyzn – Bolesław Korzeniak – zamieszkały obecnie w Warszawie przy ulicy Spokojnej – i jakiś chłopiec. Dołączyłem się do nich i razem ukrywaliśmy się na terenie szkoły do 8 grudnia 1944. Przedtem jeszcze dołączył się Stanisław Komar, który opowiadał, że widział na placu przy ulicy Okopowej 59 rozstrzelanie ludności i że ludzi tych potem w nocy palono na stosach. Co się obecnie dzieje z Komarem, nie wiem. W dniu 8 grudnia 1944 opuściliśmy szkołę i wydostaliśmy się poza Warszawę.

Na tym protokół zakończono i odczytano.

(Stanisław Trzciński)

Członek Okręgowej Komisji
Sędzia Grodzki
(Halina Wereńko)

Protokołował A. Janowski



Ten tekst nie jest objęty majątkowymi prawami autorskimi lub prawa te wygasły. Jest zatem w domenie publicznej. Więcej informacji na stronie dyskusji.