Z poematu »Unici«

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Z poematu »Unici«
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
Redaktor Jan Czubek
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
V. Z POEMATU »UNICI«.

Grafika na początek utworu 1.png

WSTĘP

»Exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor«.
[Verg. Aen. IV, 625].


I.


Wracają czasy serdecznych boleści,
I dawnych męczeństw wracają powieści,
Tylko w nich teraz krwi ludu jagnięcej
I łez tajonych i zbrodni jest więcej,
Bo już wróg zerwał i rozniósł po świecie
Z drzewa narodu i liście i kwiecie,
A teraz do pnia siekierę przykłada...
Ale Bóg trzyma, i drzewo nie pada.

Okaleczone, zacięte do rdzenia,
Tkwi dawną mocą krzepkiego korzenia
W ziemi tej, w którą sadzone przed wieki,
Cieniło zboża, chroniło pasieki
I orlim gniazdom dawało uchrony.
Dziś, gdy je piorun roztrzaskał czerwony,
Kiedy wichura z północy lecąca
Łamie gałęzie, konary otrąca,
Soki swe żywe i moc swoją całą
W korzeń zwróciło i w ziemię schowało.

Aż gdy zaszemrzą wiosennych dżdżów wody,
Zaś się rozpuści na zapach swobody

I w latorózgi uderzy ku niebu
Z tego letargu i z tego pogrzebu,
Z cudniejszą pieśnią ptaszkowie przylecą,
Pola się pod niem rozszumią, rozkwiecą,
I stanie drzewo po długiej żałobie
W nowych dni sile i w nowej ozdobie.

Lecz dziś czas próby jest i czas wytrwania.
Z jękiem wiatr liście uwiędłe przegania,
Zrąbana leży korona na drzazgi,
Złote żywice z serdecznej schną miazgi,
Topór ciemięzcy w struchlały pień bije,
Kruk nad nim śmiercią kracze, a on — żyje!

II.

Długo stałam w zmroczonej lubelskiej katedrze,
Słuchając, czy jęk ludu aż tu się nie przedrze,
Czy nie zadrżą te mury, te złote ołtarze,
Czy Bóg aniołom skrzydeł rozwinąć nie każe,
I tak jak stoją, z mieczem i z chorągwią w dłoni,
Biedz przez miasto, wołając: Do broni! Do broni!
A wtedy z Twego krzyża czarnego, o Chryste,
Uderzyły mi w serce promiona strzeliste
I rozkryły przede mną te bory tajemne
Podlasia[1], od wód jasne, od sosen swych ciemne,
Smętne — jak okiem zajrzeć — podmiękłe równiny,
Nad łąkami błądzący oparów dech siny,
Chaty, w których lud biedą i krzywdą swą żyje
I razem z łzami wodę strumieni swych pije,
I w ciemnej wełnie chodzi z twarzą swą ponurą,
I obłupion ze skóry, porasta znów skórą:

Tak twardą duszę chowa, z Jadźwingów[2] tych rodu
Idąc, co tu nad Bugiem siedzieli u brodu.

I rozkryły przede mną te izby posępne,
Te więzienia błękitom dziennym niedostępne,
W których chłop polski, z swego porwany zagona,
Śpiewa: »Witaj Królowo, Matko uwielbiona«.
A łzy mu wielkie, jasne lecą, jako grochy,
Po wynędzniałej twarzy... Te turmy, te lochy,
Kędy się błagoczynny[3] nocami przekrada,
Namawia, straszy, grozi, zaklina i bada,
Jak ów kusiciel Chrysta, który w onej dobie
Szeptał: »Za jeden pokłon wszystko oddam tobie!«

I rozkryły przede mną ten gwałt i tę winę,
I stawiły mi w oczach tę całą krainę,
Jako Dantejskie piekło, po którem przegania
Wicher ognisty jęki i ciche wzdychania.
I zabiło mi serce, pieśniami kipiące,
I ból z światłem je przeszył, jak grot i jak słońce,
I upadłam, wołając:
— O Ukrzyżowany!
Dajże mi śpiewać dzieje unickiej sukmany,
Co dziś w polskim narodzie te serca okrywa,
Których męka najkrwawsza, najbardziej jest lżywa...
Serca, najwyżej w Polsce ku Tobie wzniesione,
Serca najboleśniejsze, najciężej skrzywdzone!
Dajże mi śpiewać, Chryste, ów lud, co w swej męce
Razem z Tobą do krzyża przybite ma ręce,
Ten lud, co mu skroń krwawią korony Twej ciernie,
Ten lud, co trwa przy Tobie śmiertelnie a wiernie,
Co na Golgotę swoją, przez śnieżnych ziem krańce
Idzie, brzęcząc w kajdany i szepcąc różańce,
Przez stepy orenburskie, przez srebrne Sybiry
Idzie, poświstem knuta pędzony przez zbiry,

A niemasz, ktoby wsparł go w śmiertelnej godzinie,
Kiedy pod krzyżem swoim upada i ginie.
...O, daj, niechaj ta księga, niech ta karta pusta,
Jak Weroniki lniana zabarwi się chusta!
Niechaj na niej wybije w piętno tajemnicze
Ludu mego męczeńskie i ciche oblicze,
By ją kiedyś w unickiej cerkiewce złożono
Jak wotum, razem z sercem i z ręką srebrzoną!

...Ziemio podlaska, drogo krwią polską nabyta,
Polskim ludem obsiana, jako ziarnem żyta,
Na karczowisku borów twych odwiecznych głuchem!
Ziemio, zdobyta pługiem, uświeżona duchem
Tych książąt mazowieckich, co jak w dziwnej bajce,
Z Jaćwieży cię wymiótłszy, byli twe osajce[4]
I pierwsze ojce chrzestne! Zaczem na czerwony
Sztandar dany ci Orzeł biały, bez korony;
Gdy zasię Witold zbrodził nurty twojej Biebrzy,
Twej Narwi, twego Nurca, co kręto się srebrzy,
Do Orła ci przybyła i Pogoń litewska.
Polski odtąd i Litwy ty córa królewska!

...Bugu! Domowa rzeko moich rodzicieli!
Ty łączysz ziemie nasze — car je tobą dzieli.
On chce cię zrobić Letą, rzeką zapomnienia,
Którą Polak przeszedłszy, zaparłby imienia,
Mowy, wiary, pamiątek najdroższego wiana,
Jakiem syna posaży ojczyzna kochana.
On ukazami kraj nasz jakby nożem struże,
Myśli, że mniej będziemy kochali Zabuże.
...O lesie, na którego posępnej granicy
Nie świeci twarz Chrystusa ni Bogarodzicy,
Lecz krzywą pereczotką[5] znaczony krzyż grecki,
O pełny głuchych szumów lesie międzyrzecki!

Czarna harfo Podlasia, na której żałosny
Hymn grają twoje dęby, twe graby, twe sosny,
Ciężkim ty padłeś cieniem na polską krainę,
Zamroczyły jej niebo wierzchoły twe sine!

...Chełmie[6], miasto podparte nieszczęść swoich górą,
Jakżeś mi czarną w oczach pokryło się chmurą,
Kiedym, żałości pełna i wstrętu i trwogi,
Jakby w dom zadżumionych wchodziła w twe progi,
Dziwiąc się, że nad tobą i nad bramą twoją
Tak ciche gwiazdy nocą i tak srebrne stoją...
Bom myślała, że oto nad cerkiewne banie
Kometa z krwawą płachtą mietlicy swej stanie.
Jęku twego nie słysząc, ni skargi, ni głosu.
— Ot — myślałam — przymarło, przywykło do losu...
A wtem ujrzałam cmentarz, na głucho zamkniony,
Dawny cmentarz unicki. Tam od pola strony,
Klęczała czarną chustą nakryta niewiasta.
A kiedy zobaczyła, że idzie ktoś z miasta,
Zerwała się i biegła, by jej nie dojrzano:
Tak bała się o pacierz za głowę kochaną...
O jeden polski pacierz, zmówiony pod murem...
Stanęłam skamieniała w milczeniu ponurem,
I zgroza przeszła po mnie. Z ucieczki tej w pole,
Bez słów, poznałam, Chełmie, całą twą niedolę!

...Biało[7] książęcy niegdyś, a dziś grodzie kaźni,
Zmartwiały od boleści, niemy od bojaźni,
Widzę, jak nad twe mury wieje krwawa szata
Męczennika, patrona twego, Jozafata[8].
Widzę mur bazyljański i ustroń klasztorną
Przeinaczoną teraz na cerkiew soborną.

Widzę ten gmach więzienny, na którego wieży
Pozostał Orzeł biały, co zdala się śnieży...
A tak Orzeł z unitą razem za kratami
Siedzi, wolności płacze i bije skrzydłami...
Widzę odwach. To mustra. Rozbłysły bagnety,
W odwachu w każde święto mężczyźni, kobiety,
Wszystko w brunatnych guniach pod wartą tu siedzi,
Chwycone od komunji, od kratek spowiedzi. —
Widzę na rynku miasta zatoczone działa...
Biało! tyś dziś czarna żałobą — nie biała!

...Sokołowie[9], od walki świeżej jeszcze wrzący!
Szańcu, jeden z ostatnich za wiarę walczący!
Dotąd mam przed oczyma zakrystję twą ciemną
I starego unitę, co gadał tam ze mną,
Sypiąc łzami z rzęs siwych... Rożnem znała płacze,
Ale takiego — nigdy pewno nie zobaczę!

...O siedleckie, na »piaskach« nieświęcone groby!
Od śmierci wy smętniejsze i sroższej żałoby...
Was nie strzeże krzyż żaden, tylko gałąź licha
Jodłowa na mogile tu owdzie usycha.
Znak to, że przy niechrzczeńców, samobójców dole
Pogrzebano tu gwałtem unickie pacholę...
Cmentarzu, wzgardzie oddan! Ciebie ogrodzono
Wierzbą, w cyfrę Chrystusa, w X stare sadzoną.
I tak widne z daleka sterczą owe kołki,
Symbolem męki znacząc unickie te dołki,
A w pośrodku piołunów zarasta las cały...
Spojrzałam — wielkie rosy, jak łzy, na nich stały.

...Pratulinie![10] Drelowie![11] Włodawo![12] Łomazy![13]

Stoicie wy mi w oczach jak męczeństw obrazy,
Wy, których jęk ostatni słyszan był aż w Rzymie...[14]
Z czcią i z boleścią wasze kładę tutaj imię.

...Tak pątnik, na którego długa czeka droga,
Klęka u chaty swojej lipowego proga,
Schyla głowę i duchem przywołuje w ciszy
Imiona drogie ojców, braci, towarzyszy,
I zawiesza na piersiach święcone szkaplerze,
I krzyż kładzie na czole i kij pątny bierze.

WIOSENNE WIDOKI BUGU.

Szeroko Bug roztoczył swe wiosenne wody
Pod porannym błękitem majowej pogody.
Jest gdzie oku pobujać, pohulać gdzie łodzi
W tej niezmiernej, po łęgach rozlanej powodzi;
Jest i myśli gdzie w skrzydła, jak czajce, uderzyć,
Jest się pieśnią gdzie rozbrzmieć i głosem zamierzyć,
I dech swobodny leci, i niepowstrzymany,
Aż u wołyńskiej kędyś rozbija się ściany.
Rzeka wysoko stoi w oboim swym brzegu,
Jak czara po wrąb pełna. Nie widać fal biegu,
Woda ledwo się marszczy i ledwo oddycha,
Gładka, równa, wezbrana, ogromna i cicha.

Brzeg prawy, poszarpany, gliniasty, wysoki,
Kłami w rzekę się wgryza i tworzy zatoki,
Ciemne, z iłu wybrane, tak niezmiernej głębi,
Że woda tam i latem, jak lodowa, ziębi.

Wzdłuż brzegu, tuż nad rzeką, w glinie żółtej, w mule
Czernieją krągłe gniazda jaskółek, jak kule
W murze fortecznym, gęsto ostrzelanym w boju;
Nad gniazdami lekkiego gałęzie powoju,
Kocierpa, ligustr zwana pospolitem mianem,
Wiklina z pręciem złotem i ciemno-rumianem,
Wierzba, żółte do wody sypiąca kosmacze,
I ostrężyna, w której co noc słowik płacze.

Spodem krzew drobny, trawy zroszone i ziele,
Podbiał liście, jak tarcze wysrebrzone, ściele,
Komonica, rozchodnik i bujne łotocie,
W blasku liści i w kwiatów kąpiące się złocie,
I bezimienna zieleń, ta rzeczpospolita,
Co ptactwu niebieskiemu i słońcu zakwita,
Splątana w gąszcz, nie puszcza od rzeki spojrzenia
W górę, do chłopskich pólek żyta i jęczmienia,
Co w wązkie, gęsią szyją wyciągnięte sznurki,
Upadają w doliny, wstępują na wzgórki.

Wskroś zbóż i sadów, wioski strzechami siwemi,
Gęsto sadzone, kupą trzymają się ziemi,
Chróścianym płotem znacząc działki swe na roli.
Gdzieniegdzie dwór bieleje wśród smukłych topoli,
A z cienia lip odwiecznych wybłyska na zrębie
Cerkiewki dach blaszany i krzyż i gołębie.

Prawy brzeg położysty, rozesłany, łężny;
Otwiera się przed okiem widok nieobsiężny
W pastwiska, w oczerety, w mokradła i w łąki,
Gdzie błotne krzyczą czajki i hukają bąki,
A nad niemi, jak ochmistrz tej całej kapeli,
Bocian głośnym klekotem na takty ją dzieli.

Z łąk i trzęsawisk płyną, sypiąc srebro szczodre
Wody strug krętych, gęsto splątane i modre.
Mówią rybacy, co tu nastawiają sieci,

Że strugi te z błot pińskich idą, od Prypeci,
Od Jasiołdy, od Szczary, i że owe wody
Mają podziemne swoje żyły i przechody,
Do Buga się skradając z zabranej krainy.
Mówią, że nawet czasem przynoszą nowiny,
Opowiadane szeptem w westchnieniach i w szumie.
............

Widok szeroki, prosto otwarty w błękity,
Srebrniejący strug siecią, łąkami poszyty,
Wskróś których lekkie gaje i ciche dąbrowy,
Jak delfiny, wpław brodzą, wytknąwszy z wód głowy.
Wśród bujnych traw błyskają głębokie kołbiele[15],
Szuwar się po nich puszcza brunatny i ziele
Wodne, o liściu lśniącym, z pod którego nocą
Białe się kwiaty w świetle księżycowem złocą.
Znak to, że już ustąpił największy pęd wody,
Że Bug, jak żołnierz z cudzej uchodząc zagrody,
Na żegnane srebrnego ślad odbił kopyta,
W którym jeziorko staje i cały rok świta.
Stąd, kiedy w słomę chłopskie nie zarodzi pole,
Podlasiak trzcinę bierze na strzechę w stodole
I niesie na ściel bydłu i na kalenicy
Okrakiem siadłszy, łata skrzętnie dach świetlicy.

Całą wiosnę jeziorka pod ciemną trzcin rzęsą
Od trzepotu cyranek i kaczek się trzęsą.
Całe lato nakryte zielonym kożuchem
Pleśni, brunatnych pałek osypane puchem,
Wychowują podlaskich żab sławne gromady,
Którym nie każdy bocian potrafi dać rady.
Tu dzikie gęsi lecą na nocne wyżary,
Stąd pierwszy ciąg jesienny w świt zrywa się szary,
Aż zima lodem wyszkli i wytrzeszczy w słońce
Oko zbielałe, martwe i słupem stojące,

A wicher starga szuwar i wyłamie trzciny.
Teraz leżał nad niemi oparów dach siny,
Ustępując powoli pod bór czarny, który
Na krańcu widnokręgu stanął nakształt chmury.



Grafika na koniec utworu 3.png

Przypisy

  1. Podlasie — kraina granicząca z Litwą, Mazowszem i województwem lubelskiem, po obu stronach dopływu Bugu, Narwi i w górnem dorzeczu Biebrzy, zamieszkała przez Unitów, nawróconych w r. 1875 przemocą na prawosławie; »opornych« skazywano na grzywny, więzienie lub wygnanie w stepy orenburskie lub na Syberyę.
  2. Jadźwingi, Jaćwież — pierwotni mieszkańcy Podlasia.
  3. Błagoczynny — duchowny prawosławny, dziekan.
  4. Osadźce — osajce — osadzający ziemie puste. (Maciejowski). (P. a.).
  5. Pereczotka (z białorus.) — drugie, pochyłe ramię krzyża greckiego.
  6. Chełm — m. powiatowe w gub. lubelskiej.
  7. Biała Radziwiłłowska — m. powiatowe w gub. siedleckiej nad rz. Kozną.
  8. Jozafat Kuncewicz — Bazylianin, (ur. ok. r. 1580) unicki arcybiskup połocki, umęczony przez motłoch schizmatycki dnia 12 list. 1623 r. w Witebsku. W r. 1867 Pius IX ogłosił go świętym.
  9. Sokołów — m. powiatowe w gub. siedleckiej.
  10. Pratulin — w. nad Bugiem w pow. konstantynowskim gub. siedleckiej.
  11. Drelów — w. w pow. międzyrzeckim gub. siedleckiej.
  12. Włodawa — m. pow. w gub. siedleckiej
  13. Łomazy — miasteczko w pow. bialskim gub. siedleckiej. Cztery te miejscowości przytacza poetka jako typowe. Prześladowań i gwałtów dopuszczano się i gdzieindziej, ale najsroższe katusze wycierpiały Włodawa i Łomazy, a w Pratulinie i Drelowie polała się nawet krew męczeńska nieszczęśliwych unitów.
  14. W r. 1877 wysłanych do Rzymu z adresem siedmiu kapłanów chełmskich i dwóch włościan przyjął Pius IX d. 6 czerwca na audyencyi i troskliwie wypytywał się o szczegóły strasznego ucisku.
  15. Kołbiel lub kołbań — małe jeziorko wody stojącej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.