Z natury (Czechow)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anton Czechow
Tytuł Z natury
Podtytuł (Szkic psychologiczny)
Pochodzenie Partja winta
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wydania 1926
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Mieczysław Birnbaum
Tytuł orygin. Пережитое
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Z natury
(Szkic psychologiczny)

Nowy Rok. Wchodzą do poczekalni. Stało tam, prócz portjera, jeszcze kilku naszych: Iwan Iwanycz, Piotr Kuźmicz, Jegor Sidorycz... Wszyscy przyszli złożyć podpisy na arkuszu, który majestatycznie spoczywał na stole (zresztą, był to lichy papier Nr. 8).
Spojrzałem na arkusz. Podpisów aż za wiele i... o, obłudo!... Jakaż dwulicowość! Gdzie jesteście sztrychy, kreski, kropki, ogonki, zakrętasy? Wszystkie litery — okrąglutkie, różowiutkie, gładziuchne, niby różowe policzki. Widzę znajome nazwiska, lecz nie poznaję ich. Czy aby ci panowie nie zmienili swych charakterów pisma?
Ostrożnie umoczyłem pióro w kałamarzu, niewiedzieć czemu stropiłem się, wstrzymałem oddech i ostrożnie wycyzelowałem swoje nazwisko. Zazwyczaj nigdy nie stawiałem na końcu wyrazów znaków twardych, teraz jednakże postawiłem: zacząłem i skończyłem.
— Chcesz, zgubię cię! — usłyszałem nad samem uchem głos i poczułem oddech Piotra Kuźmicza.
— W jaki sposób?
— A tak, zgubię cię. Tak. Chcesz? Chi-chi-chi...
— Tu się śmiać nie wolno, Piotrze Kuźmiczu! Niech pan nie zapomina, gdzie się pan znajduje. Śmiechy są tu zupełnie nie na miejscu. Daruje pan, ale sądzę... To — profanacja, nieposzanowanie, że tak powiem...
— Chcesz, zgubię cię!
— W jaki sposób? — zapytałem.
— A w ten sam sposób, w jaki pięć lat temu zgubił mnie von Klausen... che-che-che! Bardzo zwyczajnie. Podejdę i dorobię do twojego nazwiska zakrętas. Taki sztrych zrobię... Che-che-che! Uczynię twój podpis nieważnym. Chcesz?
Zbladłem. Istotnie, życie moje było w rękach tego człowieka o fjoletowym nosie... Spojrzałem na jego złowieszcze oczy bojaźliwie i z pewnym szacunkiem...
Jak mało potrzeba, żeby skręcić człowiekowi kark!
— Albo kapnę atramentem obok twojego podpisu. Żyda zrobię... Chcesz?
Nastało milczenie... On — świadomy swojej potęgi, wyniosły, dumny ze zdradliwą trucizną w ręku i ja — w poczuciu bezradności swojej, godny politowania, przygotowany na stracenie — obydwaj milczeliśmy. On wybałuszył na mnie gały, ja unikałem jego wzroku...
— Zażartowałem sobie — odezwał się wreszcie. — Nie bój się.
— O, dziękuję panu! — odparłem i dziękczynnie uścisnąłem mu dłoń.
— Zażartowałem... A jednak mogę... Pamiętaj... Idź sobie... Narazie zażartowałem... A później, co Bóg da...






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Anton Czechow i tłumacza: Mieczysław Birnbaum.