Z domu ojców/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Żuławski
Tytuł Z domu ojców
Pochodzenie Kuszenie Szatana
Data wydania 1914
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów, E. Wende i Spółka
Druk Zakł. graf. Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
III.

Boryniec, dnia 21. czerwca.

„Przeklęty! czemu ty się tak wspaniale stroisz!“ — to były pierwsze słowa twego listu. Nie dodawałeś do nich żadnych objaśnień, ja je jednak zrozumiałem...
Pamiętam, gdym w Zurychu chodził z tobą nad brzegami jeziora w czarnym kapeluszu o szerokich skrzydłach i czarnym, szerokim płaszczu hiszpańskim z czerwoną podszewką, ty, zazdroszcząc mi spojrzeń kobiet, oglądających się za... moim płaszczem, mówiłeś: „Przeklęty! czemu ty się tak stroisz!“
I dziś napisałeś mi znów te słowa, odebrawszy odemnie list, pisany hebrajskiemi literami.
O tak! czemu ja się tak stroję?...
Wszakże to nie mój strój.
Płaszcze szerokie z czerwoną podszewką i czarne kapelusze z szerokiemi kresami roznieśli z Hiszpanji po świecie ludzie, z którymi ja nic nie mam wspólnego, a literami, któremi ostatni list napisałem, piszecie wy, żydzi.
A ja? wszakże nie jestem ani płytkim demagogiem, co płaszcz swój na okaz czerwono podszywa, ani żydem.
W żyłach moich płynie stara krew; nazywają ją krwią błękitną.
Dlaczego błękitną? — Wiesz, co to znaczy, kiedy się z rany krew błękitna sączy? Mówią, że to już gangrena...
Krew błękitna, krew zepsuta... A więc ja mam taką krew w sobie, co przez wieki się burzyła, aż wkońcu psuć się poczęła. I dziś krew ta uderza mi do głowy jakoś dziwnie, niezdrowo.
I wiesz ty, że ja bluźnię.
Gdyby mój pradziad te słowa czytał i strój mój widział i litery, któremi pisałem do ciebie, skonałby ze wstydu i oburzenia.
Ale on śpi już oddawna na starym cmentarzu pod staremi lipami.
A ja? ja jestem człowiek nowy.
Ja jestem człowiek nowy; ale tam w Szwajcarji między wami miewam inną duszę, a tutaj inną. Tu w siedzibie ojców moich wszystko jest pamiątką, wszystko echem dawnych czasów i wszystko — ruiną.
Nie myślałem o tem, gdym tu jechał i nie byłem przygotowany na to, co mnie spotyka. Zapomniałem, że trupy mają także swój język i groby swój głos i wczora swoje echo.
Sądziłem, że można koło nich przejść jak około rzeczy martwej zupełnie; nie wiedziałem, że zawołają i że jest w człowieku zmysł, który to wołanie usłyszy, mimowoli nawet.
Lecz dzisiaj widzę, że dusza ludzka nie jest cała w teraźniejszości.
Część jej należy do minionych czasów i do tych ludzi, co już pomarli i leżą w grobach.
Ale inna jej część żyje w przyszłości! Tak, tak! inna część jej żyje w przyszłości i ta część żyć powinna, ta część się powinna rozwijać! Co mnie obchodzi ta dusza stara, nie moja, tak jak przeszłość moja nie jest?
Śmiejesz się ze mnie? Inaczej pisałem o duszy w owym artykule w Revue... Wczoraj byłem jeszcze przekonany, żem prawdę niezbitą napisał, a dzisiaj sam nie wiem.
Jestem okropnie zmęczony tem wszystkiem, co mnie otacza, choć to przecież wszystko takie milczące, ciche i posępne...

Twój
Dr. Boryniecki.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Żuławski.