Threny, Satyr, Wróżki/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Threny, Satyr, Wróżki
Podtytuł Przedmowa
Data wydania 1867
Wydawnictwo Księgarnia Luksemburgska
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PRZEDMOWA.

Przebiegając epokę Jagiellońską bardzo bogatą w poetów i w płody ich pióra, zatrzymamy się nad Janem Kochanowskim. — Rej cieszył się całym blaskiem swojej sławy, kiedy ów wielki Jan Kochanowski poczynał zaledwo sił swoich doświadczać na rymotworstwie łacińskiem. Urodził się on na pograniczu mowy czysto polskiej i polsko-ruskiej, a dzieła jego świadczą, że obie znał doskonale. Niewątpliwie umysł jego w dzieciństwie przejęty być musiał rodzimą pieśnią Rusi czerwonej. W leciech młodzieńczych wedle ówczesnego zwyczaju wyjechał na dokończenie nauk za granicę. Za powrotem do Polski przedsięwziął pisać dla całego kraju, pisać językiem narodowym, jak naówczas poczynali poeci włoscy i francuzcy.
Najbardziej zajmującemi z pomiędzy jego pism oryginalnych są treny, czyli ubolewania nad śmiercią zmarłej w dzieciństwie córki. Żadna literatura nie posiada nic podobnego. Kochanowski ma tutaj całą tkliwość poetów serbskich, ale razem uczucie daleko silniejsze i głębsze; formę zaś bierze raz z elegji Owidjusza, drugi raz z pieśni gminnej. Kochanowski który w przekładzie psalmów ma taką wzniosłość i śmiałość stylu, umie tutaj nadać poezji swojej barwę zwaną kolorytem miejscowym, przybiera ton prozy najprostszej, najściślejszej, i przez to czyni ją najbardziej poetyczną. Jest jeden pisany zupełnie jakby list do córki z wymówkami, że opuściła dom rodzicielski. W trenie następnym narzeka na zawód mądrości ludzkiej. Powiada że się jej całe życie uczył, że spodziewał się znaleźć w niej lekarstwo na  wszystko, i kiedy mniemał wchodzić do jej przybytku nagle go strąciła. Przytoczywszy wiele zdań mędrców starożytnych, utrzymujących w szczęściu prawidła surowe, w złej doli okazujących nieraz słabość, odzywa się do zdradliwego bóstwa... Ostatni z trenów jest najpiękniejszy. Poeta opowiada tu niby swoje widzenie we śnie, kiedy znękanemu żalem ukazała się matka chcąca go pocieszyć. Co w tym trenie zastanawia nadewszystko, to szczerość tonu, prostota opowiadania. Poeta nie wykracza żadną przesadą: nic naturalniejszego nad ten jego tkliwy obraz matki przynoszącej mu na ręku córeczkę dla pociechy. Po tej elegji, zamyka wylew swojej boleści ojcowskiej czterema wierszami, poświęconemi pamiątce drugiego dziecka, jak gdyby już sił mu nie stawało płakać więcej.
Pominiemy pieśni Kochanowskiego, a zastanowimy się jeszcze nad jego poezją dydaktyczną, nad jego satyrą. Jako poeta prawdziwie polski, jest on patriotą, i to go odróżnia od wszystkich poetów spółczesnych, słowiańskich i obcych. Satyra jego nie ma lekkości Horacjuszowskiej, ani formy klasycznéj; jest to raczej mały dramat, który możnaby nawet przedstawiać nakształt sceny mimicznej starożytnych. Wprowadza on niby na dwór królewski bożka leśnego satyra, i czyni z niego główną osobę djalogu: zmyślenie samo przez się nie bardzo oryginalne i trącące klasycyzmem. Satyr ten odzywa się do Polaków wytykając ich wady, dając im napomnienia w przedmiotach polityki, gospodarstwa krajowego i moralności. Trzy są według niego główne przywary grożące nieszczęściem rzeczypospolitéj: naśladownictwo cudzoziemczyzny, niezmierna płochość w traktowaniu najważniejszych zadań politycznych i religijnych, rzucenie się w przemysłowość niezgodną z naturą Polski. Kochanowski wyraża już tutaj, co jak zobaczymy wielu później mężów stanu powtórzyło, że Polska miała swoje udzielne posłannictwo, zupełnie różne od innych narodów, że przeznaczenie jej nie było takie jak Niemiec lub Francji, i że posłannictwu temu powinna była uczynić zadość pod karą upadku, bo jak powiada, tem się tylko państwa utrzymują z czego powstały, a właśnie zwrot ku przemysłowi ubieganie się za bogactwem, wbrew przeciwi się zasadom wielkości narodu polskiego. W jednem miejscu Kochanowski wyszydzając zgrabnie ówczesny zbytek, wpada na ton Horacego.  Podobnież żartuje z płochości w rozprawianiu o rzeczach religijnych.
Pomimo wpływu doktryn i wyobrażeń obcych, szlachta polska zachowywała tradycję prawdziwego tytułu swoich posiadłości gruntowych: zawsze uważała je za własność ojczyzny. Kochanowski wyrzucał panom zbytek zależący tylko na licznym orszaku służby, a wspominając te czasy, kiedy szlachcic nie powinien był mieć nic więcej prócz zbroi i konia, kończył swój wiersz modlitwą: Bóg daj by zawsze tak uboga Polska została, a pohańcom sroga.
Z pism Kochanowskiego prozą, największą wziętość mają tak zwane jego Wróżki, czyli przepowiadanie dla Polski. Autor wprowadza tu na scenę plebana rozmawiającego z ziemianinem o sprawach publicznych. Kochanowski za młodu bardzo wesoły i żartobliwy, stał się później poważnym i posępnym; przewidywał i wróżył nieszczęścia swego kraju, powiadał, że grunt rzeczypospolitej wzruszony różnemi wykładami praw i rozlicznemi wiarami, nie polegał już na sejmie; stroskany niepewnością powszechną co stanie się z berłem polskiem po śmierci bezpotomnego Zygmunta Augusta, musiał rozmyślać o wyborze nowego króla: ale z pism jego politycznych, jedno tylko powyższe nas doszło. Złe wróżby nie spełniły się tak rychło. Po Zygmuncie Auguście i po Henryku Walezjuszu, który panował krótko, Polska znalazła w Stefanie Batorym, męża, jakiego jéj było potrzeba, aby nietylko wzmocnił zachwianą rzeczpospolitę, ale ją podniósł i rozszerzył.
Zachodzi jakiś dziwny związek między wielkiemi gieniuszami w polityce i takiemiż w literaturze. Jan Kochanowski ma nie jedno podobieństwo z Batorym. Obadwa Słowianie sercem i sposobem myślenia odebrali wychowanie europejskie; obadwa śmiali ale rozważni nowatorowie, znając środki jakie mieli pod ręką, chcieli ująć w karby, ten rzeczpospolitą, ów sztukę słowiańską, i uczynić je europejskiemi; obadwa pałający miłością dla swego kraju nie byli ani ocenieni i słuchani za życia, ani naśladowani po śmierci. Król Stefan zaledwo znalazł kilku przyjaciół, którym mógł zwierzać się w ogromnych swoich zamysłach; poeta Kochanowski użalał się zawsze, że go nie czytano, że najważniejsze jego dzieła przechodziły nie postrzeżone wśród publiczności płochej.
Szczęściem dla Kochanowskiego, umarł on przed Batorym, miał pociechę zostawić rzeczpospolitę w kwiecie jéj potęgi i na drodze tryumfów. Uczucie to wyraził nawet w jednym swoim wierszu, gdzie się uskarża, że nie ma dosyć talentu aby mógł wysławić godnie przewagi swojego narodu, którego zwycięzki postęp widział wszędzie. Z dumą poglądał na zdobyte Prusy, na ściśnioną Moskwę, i wreszcie na Bałkany lada chwila mające się otworzyć przed królem polskim.

Adam Mickiewicz.


(Literatura Słowiańska.)

Lekcje 4, 11 i 18 czerwca 1841 i 16 maja 1843 r.



NB. Threny, Satyr i Wróżki sprawdzone zostały z oryginalnym egzemplarzem wyszłym w Krakowie w drukarni Andrzeja Piotrkowczyka w 1639 roku, zarówno jako Psałterz Dawidowy sprawdzony był z oryginalnym egzemplarzem wyszłym w tejże drukarni 1641 roku.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.