Tako rzecze Zaratustra/Przedmowa Zaratustry/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł Przedmowa Zaratustry
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Przedmowa...
Pobierz jako: Pobierz Cała Przedmowa... jako ePub Pobierz Cała Przedmowa... jako PDF Pobierz Cała Przedmowa... jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
6

Lecz oto wydarzyło się coś, wobec czego wszystkie usta oniemiały i wszystkie oczy stanęły słupem. Linoskok rozpoczął właśnie swe dzieło; wyszedł on z poza małych drzwiczek i posuwał się po linie, rozciągniętej między dwiema wieżami, i tak oto zawisał nad rynkiem i ludem. Kiedy się w połowie drogi znajdował, roztworzyły się nagle małe drzwi i jakiś pstry urwisz, niby śmieszek jarmarczny, wskoczył na linę i szybkiemi kroki zbliżał się do poprzednika. „Naprzód włóczynogo, — wołał straszny jego głos — naprzód, ciemięgo, czołgaczu, tchórzu! Abym cię piętą nie połechtał! Cóż ty tu marudzisz pomiędzy wieżami? Do wieżyby cię zamknąć należało, lepszemu od siebie drogę tylko zagradzasz!“ — I z każdem słowem posuwał się bliżej, coraz to bliżej; a gdy już tylko krok jeden oddzielał obu, wówczas stała się rzecz potworna, wobec której wszystkie usta oniemiały i wszystkie oczy stanęły słupem: — błazen wydał wrzask szatański i przeskoczył przez tego, co mu stał na drodze. Ów zaś, widząc zwycięstwo zapaśnika, stracił głowę, a zarazem i linę pod sobą, odrzucił drąg, który trzymał w rękach, a sam, w spadku prędszy od drąga, runął w głębię niczem kłębowy wir ramion i nóg. Rynek i lud stał się jak morze, gdy weń nawałnica uderzy; rozpierzchły się tłumy i zafalowały w burzliwym ścisku, najbardziej zaś wokół tego miejsca, gdzie ciało prysło o ziemię.
Zaratustra wszakże stał na miejscu, i tuż koło niego spadło ciało, okaleczone śmiertelnie, połamane, ale jeszcze nie martwe. Po jakimś czasie wrócił podruzgotany do przytomności i ujrzał klęczącego nad sobą Zaratustrę. „Czegóż ty tu chcesz? — rzekł wreszcie, — wiedziałem ja dawno, że mi djabeł nogę kiedyś podstawi. Teraz oto zawlecze mnie do piekła: chcesz-że mu wzbraniać?
— Na mą cześć, przyjacielu, niemasz tego wszystkiego, o czem mówisz: niema djabła, niema piekła. Dusza twa umrze prędzej jeszcze, niźli twe ciało: zbądź więc lęku! —
Człowiek spoglądał nieufnie. „Jeśli prawdę mówisz, — rzekł wkońcu — tedy nie tracę nic, tracąc życie. Jestem nieomal zwierzę, które nauczono tańczyć kijem i skąpym kęsem“.
— Zaniechaj tych myśli, — odparł Zaratustra, — tyś z niebezpieczeństwa uczynił powołanie, tem się nie gardzi. I oto przez powołanie giniesz; zato pochowam cię własnemi rękoma. —
Gdy Zaratustra te słowa wyrzekł, konający już nie odpowiadał; lecz poruszała się jeszcze ręka jego i, jakby dziękując, szukała dłoni Zaratustry.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.