Tako rzecze Zaratustra/O litościwych

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł O litościwych
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część druga
Pobierz jako: Pobierz Cała część druga jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część druga jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część druga jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

O LITOŚCIWYCH

Przyjaciele moi, głos mowy szyderczej dobiegł do waszego druha: „patrzcież na Zaratustrę! czyż nie obcuje on z nami, jak ze zwierzętami?“
Lecz tak oto słuszniej rzecby należało: „poznający przebywa pośród ludzi, jakgdyby pośród zwierząt“.
Człowiek zasie jest dla poznającego: zwierzęciem o czerwonych policzkach.
Jakże mu na to przyszło? Czyż nie dlatego, że zbyt często sromać się musiał?
O, przyjaciele moi! Te są słowa poznającego: wstyd, wstyd, wstyd — oto dzieje człowieka!
Przeto ślubuje sobie szlachetny, iż nigdy zawstydzać nie będzie: ślubuje on sobie wstyd przed wszystkiem, co cierpi.
Zaprawdę, nie znoszę ja tych miłosiernych, których własna litość błogością przejmuje: zbyt mało wstydu mają mi ci ludzie.
Jeśli litościwym być muszę, nie chcę się nim zwać; a skoro nim jestem, pragnę nim być z daleka.
Rad głowę osłonię i precz się umknę, zanim poznanym być mogę: tak i wam czynić przykazuję, przyjaciele moi!
Obyż dola wiodła mi na drogę życia ludzi wolnych od cierpień oraz takich, z którymi wolno byłoby mieć wspólny posiłek, nadzieję i miód!
Zaprawdę, tem i owem wygodziłem cierpiącym: lecz bodaj, iż zawsze rzecz lepszą czyniłem, gdym się uczył, jakbym się lepiej radował.
Od czasu gdy ludzie istnieją, za mało weselił się człowiek: to jedynie, bracia moi, jest naszym grzechem pierworodnym!
A skoro się nauczymy lepiej weselić, oduczymy się tem najskuteczniej innym boleści przyczyniać i bolesności zamyślać.
Przeto umywam rękę, co wspomagała cierpiących, przeto rad obmyłbym i duszę.
Bo iżem cierpiącego w cierpieniu widział, tego się wstydzę w imię jego wstydu, a gdym mu pomagał, zawiniłem ciężko przed jego dumą.
Wielkie zobowiązania nie czynią wdzięcznym, lecz mściwym; zaś gdy małe dobrodziejstwo zapomniane rychło nie bywa, staje się ono łacno zaczerwiem toczącego robaka.
„Bądźcie hardzi w przyjmowaniu! Umiejcie wyróżniać tem, że przyjmować raczycie!“ — tak radzę tym, co nie mają nic do darowania.
Ja wszakże jestem darodawcą: rad rozdaję, jako przyjaciel przyjaciołom. Obcy zaś i ubodzy niechże sobie sami owoc z mego drzewa zerwą: mniej ich to zawstydzać będzie.
Żebraków należałoby jednak całkowicie usunąć! Zaprawdę, gniewa to, gdy im się daje, i gniewa, gdy im się nie daje.
Podobnież i grzeszników oraz sumienia nieczyste! Wierzajcie mi, przyjaciele, zgryzoty sumienia uczą gryźć.
Zasie rzeczą najgorszą są myśli małe. Zaprawdę, lepszy jest zły czyn, niźli mała myśl!
Wprawdzie powiadacie: „rozkosz małych złośliwości oszczędza nam nieraz wielkiego czynu“. Lecz tu nie należy chcieć oszczędzać.
Zły czyn jest, jak wrzód: swędzi, drapie, wreszcie na zewnątrz przebija, — mowa jego jest rzetelna.
„Patrz, jam jest chorobą“ — tak mówi zły czyn; i to jest jego uczciwością.
Lecz myśl mała jest, niczem plecha grzybia, pełznie, przeciska się, i, zda się, nigdzie jej niema — aż póki całe ciało nie zmurszeje i nie zwiędnie od małych grzybów.
Którego zaś djabeł opętał, temu szepnę te słowa na ucho: „lepiej snadnie uczynisz, gdy wyhodujesz swego djabła ku wybujałości! I dla ciebie jest jeszcze droga do wielkości!“ —
Och, bracia moi! O każdym wie się nieco za wiele! Zaś niejeden staje się dla nas wprost przezroczysty; wszakże mimo to przejść wskroś niego bynajmniej nie można.
Trudno żyć z ludźmi, ponieważ milczeć jest tak trudno.
A nie dla tych jesteśmy najmniej wyrozumiali, którzy nam obmierźli, lecz dla tych, którzy nas zgoła nie obchodzą.
Gdy masz przyjaciela cierpiącego, bądźże dla jego cierpienia miejscem spoczynku, lecz zarazem twardem łożem, łożem polowem: tem wygodzisz mu najlepiej.
A gdy przyjaciel krzywdę ci wyrządzi, mawiaj wonczas: „wybaczam, coś mi uczynił, lecz żeś ty to sobie wyrządził, — jakżebym ci to mógł wybaczyć!“
Tak mawia wielka miłość: ona przezwycięża nawet i przebaczenie wraz z współczuciem.
Należy krzepko dzierżyć serce swe; jeśli mu pozwolić rządzić, jak zechce, zaprzepaści się wraz z sercem i głowa!
Och, gdzież na świecie działy się większe szaleństwa, niźli pośród litościwych? I cóż stworzyło więcej cierpień na świecie, nad szaleństwa litościwych?
Biada wszystkim kochającym, którzy nie mają wyżyny, sięgającej ponad litość!
Tak oto przemówił raz do mnie djabeł: „i Bóg ma swe piekło: jest niem miłość ludzi“.
Zaś niedawno te słowa zasłyszałem: „Bóg nie żyje; litość nad człowiekiem przyprawiła Boga o śmierć“. —
Więc miejcież się na baczności przed litością: stąd oto zwiastuje się jeszcze człowiekowi ciężka chmura! Zaprawdę, znam ja się na znakach, zwiastujących niepogodę!
Zważcież i to słowo jeszcze: każda wielka miłość jest ponad współczuciem: gdyż ona chce rzecz ukochania dopiero — stworzyć!
„Samego siebie swą miłością darzę, a swych bliźnich, jak siebie samego“ — taka jest mowa wszystkich, co tworzą.
Zaś twórcy wszyscy twardzi są. —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.