Tajemnica Lorda Singelworth/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cyprian Kamil Norwid
Tytuł Tajemnica Lorda Singelworth
Pochodzenie Dzieła Cyprjana Norwida
Data wydania 1934
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza „Parnas Polski”
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
TAJEMNICA
LORDA SINGELWORTH
I.

Czy rzeczywiście były jakie ziemie Singelworth, we ważności baronji nadane przodkowi w linji prostej męża, o którym to moje spomnienie zapisuję?
I czy przeto ceremonjał ekscelencji lub lorda tytuł były komu ze Singelworthów na potomność przyznane?
Czy zatem, gdy takowy do uniwersytetu w Oksford lub Edymburgu wstępował, przyjmował go był rektor i profesorowie, mówiąc: «Domine[1] Singelworth?» Czy następnie brał on udział w parlamencie, zasługi położył, ożenił się z damą równie świetnego pochodzenia jak blask jej włosów blond, dzieci miał z nią, i umarł?...
Czyli raczej Singelworthowie byli zacnymi właścicielami rękodzielni, wyrabiającej perkaliki albo rzeczy cynowe i stalne?...
Wszystkie te i rozliczne inne, z onychże pochodzące zapytania ażeby zaspokoić, należałoby nie ulotną kreślić nowelę, za zadanie mającą wyjątkowe jakie spostrzeżenie psychologiczne utrwalić obrazem wiernym, lecz należałoby rzeczywiście być romansopisarzem, w rzemiośle swem uzasadnionym i w sztuce biegłym. W tamtem pierwszem albowiem zadaniu starczy, gdy uręczymy, że we wszystkich wielkich hotelach Europy i Wschodu mówiło się powszechnie «lord Singelworth» i że tak brzmiało jeszcze przed samemże przybyciem osobistości podróżnego, którego uprzedzał zwykle majordomo[2] i aeronauta z pomocnikami i z przyborem do puszczania balonu.
Nieinaczej też zaszło i w Wenecji, w hotelu pod białym lwem, gdzie od wielu już dni wylądował był i aeronauta z przyborami, zatrudnieniu jego właściwemi, i majordomo lorda.
A skoro pierwszego i pierwsze odesłano na wyspę Lido, skąd swobodnie dawa się puszczać balon, i skoro drugi objął przygotowany apartament, przypłynął nareszcie gondolą osobną lord Singelworth, wstał, wystąpił ze smukłego i czarnego statku na lizany słoną wodą kamień progu i obojętnie wszedł do siebie, nie jak się gdzie przybywa, lecz jak się wraca.
Aeronaucja kilkadziesiąt lat temu nie była upowszechnioną tak rzeczą, jaką się ona dziś komu wydawać może; wszelako i spółcześnie, gdyby kto nieodstępnie ze sobą balon woził dla swej osobistej przyjemności i takowego codziennie o tej samej godzinie i nieledwie minucie używać nie omieszkiwał, istotnie, że dawałby pole do domniemywania ochotnego przyczyn takiej pilności.
To też gdziekolwiekbądź Singelworth bawił i wertykalnych[3] swoich a codziennych wycieczek dopełniał, wszędzie i zewsząd, stosownie do zgadobliwości miejscowego umysłu i pochopów humoru, opowiadano, głoszono, zaprzeczano i uręczano, iż te a nie inne są powody znanych lorda zachodów lub ćwiczeń.
I czyto nad lekkiemi Kairu albo Konstantynopola minaretami[4] balon jego wznosił się, czy nad złotemi i ciężkiemi kopułami Moskwy, czy nad Wiednia lub Paryża mrowiem, wszędzie i zawsze z wyjątkiem dni, zabawom publicznym poświęconych, dościgany bywał powietrzny podróżnik to głębokim domysłem, to bystrym dowcipem, to nareszcie trywjalną anegdotą. Pociski te jednakże obijały się ostatecznie o drzwi twarde zamkniętej tajemnicy.
Plotek we właściwem tej nazwy poziomej znaczeniu być mogło w Wenecji więcej, aniżeli w innem jakiem mieście. Owoczesny despotyzm rządu obcego musiał mieć tę nierozłączną od siebie ostrożność, granic naturalnych nie mająca, która czyni, iż lada poszept, rosnąc szybko, nie spotyka także swych naturalnych granic i że, im bywa więcej uwstręconą wolność opinji jawnie i swobodnie wyrażanej, tem głębszej, donośniejszej i bardziej piorunnej siły nabierają przemilczenia, niedopowiedzenia, mgnienia powieki, chrząchnięcia i kichnięcia!...
Feljetonista któryś w Paryżu napisał był, iż aeronautyczne lorda Singelworth wycieczki powodowane są jedynie staraniem około higieny osobistej i że domysł ten potwierdzają necessery, jakie w podbalonowy kosz, uważano, gdy były pakowane.
Nadto gubernator Odessy, generał Kutasow, który równolegle i równocześnie do podniesienia się balonu lorda wysłał był utwierdzony na linach balon rządowy, ze sobą unoszący bystrego policmajstra i przysięgłego adjunkta z obserwatorjum, uzbrojonego mocnemi lunetami, zatwierdził był podobno w swoim raporcie, iż we wycieczkach wiadomych niema nic zagrażającego stanowi rzeczy. Że z jakniebądż staranną delikatnością wnoszone do balonowego kosza puzdro nie zawiera przecież przez to samo prochu strzelniczego ani żadnej materji palnej, lecz, że obejmować się zdaje sprzęt cenny a łomliwy, jakby np. etruską okrągłą wazę, albo porcelanową. I że wszystko, co adjunkt obserwatorium najstaranniej przez lunety dociekał, odnosić się zdawa do najosobistszych, lubo oryginalnych lorda zwyczajów.
A jakkolwiek niemiecki jeden profesor w Heidelbergu wniósł, iż lord Singelworth meteorologiczne[5] zbiera postrzeżenia, dotyczące oddziałań, które zachodzić mogą pomiędzy miejscową masą atmosfery, wyrabianej życiem i ruchem miast wielkich, a pomiędzy normalnem kolumny atmosferycznej parciem, i że przeto właściwiej powinienby być postrzegacz zachęcanym niż szydzonym; jednakowoż owo pierwsze feljetonisty francuskiego zeznanie, obostrzone raportem gubernjalnym, tak szerokiego i trwałego nabrało było rozgłosu, iż domysły wszystkie przy niem gasły.
Rzecz dziwna, jak uznanie masy przenosić się może łatwiej na to, co z pozoru na wiarogodność żadną nie zasługuje...
W Wenecji twierdzenia te i tłumaczenia stały się powszechnemi, tak dalece, iż do ostatecznych krańców popularności miejscowej wraz dobiegły. Czyli, że improwizator publiczny[6] Sior Toni di Bona Grazia[7] — osoba historyczna, którą wielokrotnie słyszeć miałem przyjemność, policzył był historję aeronaucji lorda do przedmiotów swoich genjalnych konferencyj, na zaludnionym pod wieczór placu Ś-go Marka zagajanych.
Co zaś Toni di Bona Grazia zmierzył okiem, z cieniu galonowanego trikorna[8] iskrzącem, co wyseplunił wargami arlekina (atoli arlekina klasycznego z czasów etruskich), czemu nadał ton, potrząsając na swoich piersiach wielkiemi dekoracjami[9], z kłów wieprzowych, muszli i błyskotliwych blaszek udziałanemi, to, nie trzeba myśleć, ażeby, znikomem parsknięciem śmiechu będąc, przemijało jak klask i piana uderzonej wiosłem laguny.
Zdarzało się owszem, że i dygnitarze austrjaccy nieopieszale raczyli się byli wsłuchiwać w te wulgarne[10] mówienia, których sól, jakkolwiek dobrze licencjami gminnemi zaprawna, dawała się jednak niekiedy napotykać nawet i na eleganckim stole gubernatorowej Wenecji, hrabiny P...
Improwizatora popularnego zadanie w kraju podbitym i w stolicy, nieledwie marsowem rządzonej prawem, zaiste, że nienajłatwiejszą rzeczą być mogło. Trudności, w tym względzie spotykane, ułatwiało mu jedynie to obszerne buffo[11], w które się, co chce, wmieścić dawa, ale które właśnie dla wielkiego swojego rozszerzenia musi być płaskie. Śród tak małej dziedziny politycznego i literackiego życia każda barwna nowinka stawała się uwagi godną treścią.
Improwizator względem przybycia lorda Singelworth postawił się jako obrońca sławy osobistej podróżnika.
— Dopokądże — mówił Toni di Bona Grazia — dotykać będą nierozważnie latającego na powietrzu, którego dotknąć niepodobna? I do myślenia będą dawać, jakoby ktoś nad najznakomitszemi na świecie miejscami dlatego tylko unosił się, ażeby tam warunków poziomych higjeny dopełniał... ażeby (mówię) splunął zgóry!... i do innej stolicy albo do innego historycznego miejsca po toż samo udawał się?! Jestże podobieństwem, ażeby sam widok monumentów stolicy jakiej nie poruszał ducha i serca? Wieże wysokie świątyń, łuki tryumfalne, kolumny zwycięskie nie mająż uroczystej siły zachwytu?... Wprawdzie... — i tu monologista[12] biegły odmieniał nagle głos, jakgdyby ktoś z za sceny wdał się w rozmowę — wprawdzie, ażeby starożytną lub ubiegłą zachwycać się swobodnie tryumfalnością, należałoby usilnie zapomnieć, iż z tych gotyckich wież, z tych tryumfalnych łuków i kolumn, tego rana, wczora i w różne onegdaje, zrzucali się rozpaczą gnani śmiertelnicy nieszczęśni i podobno że oni zrzucać się dziś jeszcze zamyślają lub będą jutro[13]. Atoli i przez takowy deszcz krwi i łez patrząc na architekturę piękną, można nie być nieczułym estetycznie.
Tu Toni di Bona Grazia kichał silnie i powoli wyciągał z kieszeni szerokiego fraka chustkę jaskrawej barwy, a po użyciu onej tak dalej rzecz prowadził:
— Starożytne gmachy, np. więzień naszych, Piombi[14] lub Most westchnień[15], zgóry widziane, podobno, iż wydają się oku jak pełzające płaskie robactwo: ale nie myślę, ażeby cztery konie świętego Marka, kiedy zarżą płucami złotemi i zachwieją grzywami z korynckiego bronzu w słońca blasku, widokiem były obojętnym! Tego jednak z wysokości wielkiej nie baczy się — jest to znikający w masach ciemnych wyjątek!... Lecz nie należałoby właściwiej podzielić i uzasadnić mniemanie, iż powietrzny latawiec ma jedną z tych głębokich historycznych tajemnic, które się dopiero po wiekach wyjaśniają. Znam wszelako przyczynę, dla której o tem się nie myśli... Twierdzą ludzie, wytworny nos mający, iż upadł na wyspę Murano papier, z balonowego kosza upuszczony... Ten papier dla niepróżno nos mających miał wytłumaczyć wszystko!... Papier niezapisany czy jednakże podobna, ażeby tyle wysłowił? — — — Jest to podobna, o świetna publiczności... jakkolwiek bowiem Wy, lubo słusznie, odwracacie oczy wasze od śmietników, mnie zdarzało się w głębokiem zadumaniu nad niemi stawać i odczytywać dzieje godzin ubiegłych z tych okrytych kurzawą palimpsestów![16]. Tu były atłasowy trzewik, konwulsyjnie skręcony i opierający się na stłuczonej butelce; tam guzik munduru wojskowego, przeświecający z pod szczątków miotły; ówdzie siódemka czerwienna, as treflowy i wizytowa karta, połamane... dalej fjołków bukiet, który oto błędna i niedowierzająca kotka wącha... wpobliżu kałamarz pusty i nadużyte pióro, nieudolnie silące się podrywać z powianiem wiatru!... Szczątki te śmietnicze opowiadały mi były nieraz długie i zawiłe przypowieści — kto wie, azali Muza moja nie była kiedyś szyfonierka?...[17]. I dlaczegóżby więc ów miały papier, który upaść miał z pod balonu na plac w Murano, nie mógł zdradzić lorda tajemnicy??... — Nie ubliży się wcale policji Państwa Apostolskiego, gdy powiemy, że bywają w niej nosy tak dorodne, jakich i pomiędzy neapolitańczykami spotkać niełatwo! — —

Tak gdy improwizator zamykał rapsody swoje, upadały pieniążki na rozesłaną przed stopami jego na bruku chustkę. Słuchacze się zwolna usuwali, damy wielkie, przechodząc mimo, posyłały służącego, ażeby dorzucił garstkę monet do kasy zwijającego się teatru; oficerowie austrjaccy ze staranną grzecznością przystępowali do dam i uwiadamiali je o wojskowej muzyce, grać na placu mającej; gołębie raz jeszcze przeleciały nad tem wszystkiem, a zapewne na ten dzień raz ostatni, — i Wenecja, nazbyt będąc oryginalną, ażeby mogła być ostatecznie ujarzmioną, pozostawała tem samem dziwnem miastem:
miastem, w posadach swoich mającem pierwowieczną lakustralną[18] konstrukcję na palach;
potem targiem rybaków i uskoków schronieniem;
potem jeszcze miastem kramarzących z fenicka przedsiębiorców, zawiązanych nareszcie w republikę, bynajmniej nie spartańską, ale owszem noszącą bisior szeroki, który leniwo wlókł się za złotym jej sandałem, nieco na azjatycki lub wschodni sposób szpiczastym i wgórę podkrzywionym;
miastem, które zaiste że przeżyło idyllę, dramę, nadużyło tragedji i komedji i które, jako znudzona już wszystkiem wielka dama, pozostało piękne i czarowne, pochylając się co noc ku lagunom, gdzie przepadają kręgami złotemi gwiazdy drżące, jak dożów ślubne pierścienie.

A dla których jednakże podziwu się ma więcej niż żywego spółczucia człowieczego!...
O historjo!...
Nie przeto jednakże znać tam mogłeś niemało prawdziwych potomków patrycjatu[19], którzy milczeniem, taktem i dumną cierpliwością przyjmowali obcy rząd w ojczyźnie.
Tacy żyli w Wenecji, jakgdyby w niej się znaleźli wygnańcami, a że bywało, iż niektórzy część tylko pałaców własnych utrzymywać mieszkalnie potrafili, reszta gmachów pozostawała rozwaliną, i ruinę własnej historji za swojego dobrego miewali sąsiada.
Do tych jeżeli uczęszczałeś, wietrzyły się przed oczyma twemi butwiejące karty kronik Rzeczypospolitej i dawnego życia obrazy przeświecały.
Jakoż, że do każdego z pałaców zarówno można dojść przez labirynt ciasnych od tyłu uliczek, jak gondolą dopłynąć od głównego wnijścia i od kanału, skoro się przeto ową pierwszą i bardziej poufną drogą przychodziło, musiałeś odczytać naprzód ginące w murze małe wnijście, dotykałeś gałki bronzowej, drzwi otwierały się i wchodziłeś na średniowieczny pusty dziedziniec, zewsząd kamieniem słany. Jeżeli przyjętym nie mogłeś być, spuszczał się bezosobiście kosz na linie, wkładałeś weń kartę swoją i wychodziłeś, nie widząc nikogo, a wszystko w ciszy, coś inkwizycyjnego[20], staroweneckiego w sobie mającej. Lecz gdy, owszem, przyjętym byłeś, dolatał cię naprzód wywrzask papugi i wstępowałeś potem po mozaikowych schodach, przedstawiających herby rodowe, częstotliwie złotym dożów płaszczem obrzucane dokoła i dukalną[21] ich czapką zgóry pokryte.
Wprawdzie gondoljerów dwóch śpiewających Tassa rapsody (w dialekcie weneckim) poszukiwało się bardziej w tem czarownem mieście, niżeli się wzdychało do świata, do którego, byłoby właściwiej, gdybym powiedział, że się powracało tylko wieczorem; zaś i to jeszcze nawet, jak się powraca i wylądowywa na Piazzetta, gdzie odgadujesz zdala śród przechodniów mantylę znajomą albo wstążki, pomieszane z wachlarzem, z niesfornym puklem włosów i ze srebrnemi włóknami promieni księżycowych..
Nie przeto jednakże odwiedziny twoje u weneckiego patrycjusza ofiarowały ci były zwykle wzajemne, uprzejme i swobodnie stręczone zawdzięczenia.
Parę razy w tygodniu pod okna twe podpływali, bywało, czarni wioślarze od pałaców, ty zaś do leżącego w gondoli gościa ze stosownym gestem gdy rzuciłeś starowenecki wyraz «s-ciao» (schiavo) — «Twój niewolnik!» czyli «Uniżony sługa mojego pana!» i takież samo «ciao» ze słonym powiewem lagun do okna gdy odebrałeś, zbiegało się rączo, rzucało w gondolę i płynęło wśród klasku wioseł z rytmem ich, jak kiedy poeta, lubo nie obmyślił ściśle ram i wszystkich efektów utworu swego, wie jednakże, iż ten się wykoleić mu nie podoła z twórczej jego energji.
W dnie zaś wycieczek, tak mało obmyślonych, nie domniemywałeś już, gdzie śniadać lub obiadować będziesz. Zarówno albowiem zdarzać się to mogło gdzieś na krańcach przedmieścia z rybakami, potrącając proste szklanki wina, lub, wróciwszy wcześnie na łono miasta, znajdując się u stołu którego z hotelów wielkich, śród wykwintnych dam i cudzoziemców.


II.

To jest tak dalece trywialne, — mówił dziś przy właśnie-że opuszczonym długim stole hotelu lwa białego hrabia Antonio della Brenta — to tak trywialnem jest, że zaledwo w brukowej improwizacji naszego lubego di Bona Grazia ujść może...
— Wielce przepraszam, że zaprzeczę! — odpowiedział kawaler di San Luca, wzięty wenecki doktór. — Lord, chociażby nawet rzeczywiście miał jedynie na celu uregulowanie żołądka swojego przez heroiczną[22] i perjodyczną[23] zmianę atmosfery, nie zasługiwałby bynajmniej na pośmiech u pokornie i nieco głębiej zastanawiających się nad człowiekiem!...
— Ależ ów papier — papier bez napisów i jedynie czytelny dla nosów policji Jego Cesarskiej Mości... — zawołał zbyt głośno D... (którego wielkie weneckie nazwisko przemilczamy, ażeby go w poziomą rzecz nie mieszać).
— Papier! I czyli istotnie piśmienny papier? — szeptać zaczęto...
Dama u przeciwnego końca stołu, która jeszcze się była zatrzymała zarazem dla dziewczynki i dla deseru, wstała, wzięła dziecko za rączkę i wyszła zwolna, poszukując ręką drugą chustki do nosa. Dziecko się na pomarańcze oglądało — —
Rodzice częstotliwie nie chcą gorszyć dzieci rozmową pustą wtedy, kiedy one przedewszystkiem o pomarańczach myślą! I, przerywając im ich marzenia słodkie i wonne dla uchrony od czegoś, względem czego zupełnie są one obojętnemi, unoszą dla siebie samych wzgląd i uszanowanie.
Naśladować tak jałowego przykładu nie zamierzamy tu w opowiadaniu naszem, co więcej, zdaje się nam, że jest krytycznym pewnikiem niezachwianym, iż takowy pisarz lub artysta, który musi odrzucać treść rubaszną, albo treść, mogącą powalać białość papieru i sklepową jego zniweczyć świeżość i wonność, zaiste, że niewiadomo, od czego jest artystą albo pisarzem.
Dopiero, umiejąc wszystko wypowiedzieć, jest się wolnym, a bez tejto wolności sztuka nie może mieć istotnego ruchu i życia, stawając się powtarzaniem tylko i stosowaniem zdobytych pierw lokucyj.
Że deserowego wina udział, czarna kawa i cygar dym podrażniły cokolwiek stronę nerwowa sprzeczki o cel istotny balonowych wycieczek lorda, to jest następstwem zbyt potocznem, ażeby zasługiwało na baczenie.
— Wyznać wszakże należy, — mówił D... — że są na globie miejsca, tak bardzo niezdrowe z różnych powodów, iż owdzie nie byłoby wcale dziwactwem uregulować co dnia siłę trawienia w warunkach swobodniejszych, powracając przeto i silniejszym i przytomniejszym.
Spostrzeżenie to spotkało potwierdzenie u kawalera di San Luca, wyrażone naprzód podniesieniem brwi, a potem całego czoła poruszeniem, inne jednak osoby wnosić zaczęły, iż D... przechyla się na stronę tych, którzy za cel wycieczek lorda kładą interes osobistej jego higjeny, nie zaś meteorologiczne spostrzeżenia.
A skutkiem tak wyraźnie i rozdzielnie postawionych opinij, gdy coraz to uporniej zamieniano przeczenia, doszło do zakładu i postanowiono nawet bardzo niezwykłą cenę onego.
Ceną miał być złocony statek maskaradowy, który się na zbliżony właśnie dzień św. Marka przygotowywał i którego właściciel zamierzał sobie pierwszorzędny udział wziąć w regacie[24].
Nie szło więc już o samo rozstrzygnięcie węzła wątpliwości, tyczącej obyczajów oryginalnego jednego anglika, ale szło o rzecz wenecką i niecodzienną, czyli: pod czyjem nazwiskiem w dzień narodowej regaty św. Marka zajaśnieje na kanale wielkim świetna, złocista nawa...
Moje zachowanie się podczas sporu, do tej doszłego doniosłości, że być mogło zbyt obojętnem i wyłącznem, uważałem za właściwe przynajmniej kilkoma stosownemi wyrazy wziąć mój udział. Wniosłem przeto, iż rzecz sama przez się niebardzo postąpiła, albowiem pozostawa pewne źródło posiąść, z któregoby zakładowe strony dowiedziały się, kto wygrywa...
Spostrzeżenie zanadto proste, ażeby wygodnem było dla tego, który je zrobił, obróciło więc na mnie obowiązek praktycznej rady pod tym względem. A dolegany pytaniami, co i jak w tej mierze począć, wniosłem jeszcze, iż należy się poprostu odwołać do samegoż lorda, że niemniej prostą rzeczą od nas, a przystępną dla Anglika jest użyć ku temu delegacji od wszystkich opinjujących, tejże zaś, jako umocnienie, dać to, iż zawiązał się cenny zakład.
Rzecz skoro się tak uwyraźniła, jak wysokość mostu Rialto[25], i skoro przeto bytu jej przyczyn zaprzeczać nie można było, uważano za dobre mnie jako delegata naznaczyć, bo w zgromadzeniach radnych ten zazwyczaj, który wykazuje brak lub usterkę jaką obradowania, bywa koniecznie używanym do zaspokojenia słabej strony, którą wykazał.
Zasłoniwszy się nieco uwagą, iż delegacja nie może być na jednej osobie ograniczoną, lecz że winna mieć świadków i kontrolę swego postępowania, raczono mi dołączyć D..., hrabiego della Brenta i kawalera di San Luca.
Zebrałem przeto zaraz karty wszystkich deputacji członków i do majordomo lorda posłałem z uwyraźnionem jasno i grzecznie zapytaniem, czyli i kiedy przyjąć nas lord Singelworth potrafi.
A, lubo ufający w następstwo przyzwoite, nie wiedziałem jednakże, co pozostałoby do zrobienia w razie odmowy i jak przyszłoby to «wyeurypidować?...»[26] (Arystofanes[27]) w «Acharnach», przez usta Nikiasa).
Niebawem wszelako z tej małej niepewności wywiódł nas majordomo lorda, który, kartę jego przyniósłszy, nas delegowanych uwiadomił zarazem o wyborze godziny przedśniadannej dnia następnego i, że ta może być na recepcję[28] deputacji najwłaściwszą, będąc najmniej odległą.
Jak spędziło się resztę dnia owego?
Na to administracyjnie odpowiedzieć można bez trudności w każdem innem mieście, które swojej wyłącznej misji nie ma; lecz Wenecja ma misję świadczenia człowiekowi, że jest fantastyczna sfera życia, że stolica nie jest tylko samem scentralizowaniem administracyjnem kilku biur; że plac może być salonem, bo to zależy od przechodniów i onychże obyczajności; że na kościele katolickim mogą igrać cztery bronzowe konie rydwanu Apollinowego, nic nabożeństwu nie szkodząc... I że przeto śmiertelny na tym świecie nie jest tylko rodzajem nadkompletowego urzędnika, pełniącego o swoich godzinach własne albo cudze interesa, ale że i godność żywego członka bytu we wszechstworzeniu on ma, a przez to samo może się i zadumać, i zarozmawiać, i zabawić!...
W dniu jednak następnym, ściśle o godzinie naznaczonej, znaleźliśmy się wszyscy u progów lorda, przez które nas dosyć ceremonjalnie wprowadził do salonu majordomo i tamże na bardzo maleńką chwilkę samych zostawił.
Czas miałem spojrzeć dookoła, to unosząc wrażenie, że najmniejszego śladu ani użytkowania, ani życia w tym salonie wcale nie było.
Żadnej kartki muzyki, żadnej książki, albumu, ryciny, karty wizytowej etc....
Posadzka jedynie mozaikowa odzwierciadlała wszystkie meble, polerowane, jak kryształ, zaś poutwierdzane w ścianach weneckie zwierciadła odzwierciadlały znowu wszystkość, a ta razem więcej jasna i świetna była, niż urocza.
Gdy lord wszedł i gdy zamieniliśmy ukłon, majordomo ustawił po dwa fotele z obu stron siedzenia gospodarza, ja zaś począłem prezentować delegację: naprzód D... z monumentalnem jego weneckiem nazwiskiem, potem Antonio della Brenta, doktora di San Luca, i samego siebie.
Lord dał uważyć, iż we wszystkich nas rozpoznaje spółbiesiadników u jednego stołu, poczem zajęło się miejsca i zacząłem:
— Milordzie! Więcej niż zbytecznem mogłoby być, gdyby się sprawozdawało, iż balonowe wycieczki Waszej Ekscelencji nie dziś dopiero i nie w tem jednem mieście zwróciły uwagę publiczności, iże o celu ich domysły nietylko, będąc przez dzienniki głoszone, policzają się już do objawów opinji, ale nawet formują jakoby dwa stronnictwa, dwie szkoły. Jedna z onych chce mieć za cel wycieczek spostrzeżenia meteorologiczne; druga ogranicza te egzercycje do potrzeb najosobliwszej higjeny, i to nieledwie żołądkowej... Jednych i wtórych opinje do niczego nie obowiązywałyby nas wcale, gdyby nie to, iż znakomity zakład urósł na tak rozdwojonem zdaniu. Zakład zaś, milordzie, słusznie ważonym bywał zawsze w obyczajowem prawie powszechnem Wielkiej Brytanii (bo podobno, że zakład jest nawet jedną ze starożytnych form pierwszego prawa celtycko-bretońskiego i anglo-saksońskiego...). Jeżeli więc w tem, lubo potocznem, wydarzeniu uciec nam się wypadnie, milordzie, do stanowczego rozsądzenia waszego, która wygrywa partja, niechaj to przy błahej treści swojej nie wyda się być mało uważnie przedstawionem. —
Z wielką powolnością ruchu lord Singelworth dobył chustki z kieszeni, potem przetarł oba kąty warg — i tak zaczął:
— Sprawiedliwie sobie przysądzić wygranej nie będzie mogło i nie może żadne z dwóch stronnictw do zakładu doszłych. Względy albowiem czy to meteorologicznych spostrzeżeń, czyli ćwiczeń higjeny — wcale nie stanowią celu głównego. Co do pierwszych, należą one do aeronauty mojego i spółpracowników tej osoby, zaś co do drugich... — i tu się lord obrócił do kawalera di San Luca — mogę sobie oddać tę sprawiedliwość, iż dobrze przed mojemi balonowemi wycieczkami dbałem pilnie o uregulowanie sił trawienia. Owszem, wypadałoby powiedzieć, iż, gdybym pierwej do takiej doskonałości nie dostąpił, wycieczki moje balonowe ani mogłyby być tak perjodycznemi, ani dawać tak pełnego zadowolenia. Cel wszelako onychże nie jest z tej sfery.
Niestety, dla Europejczyków kontynentalnych muszą być tajemnice, mają oni albowiem to wspólnego z murzynami, iż ze wszystkiego się śmieją, czego odrazu pojąć nie są w stanie. Skoro więc nie można dozwolić, ażeby wszystko się obracało w śmieszność, pozostawa milczeć i stąd się nasuwa tajemnica... Lecz u tychże, tak łatwo śmiejących się, jest wzamian piękne uczucie poważania z wielką łatwością donośnych imion historycznych; będę więc umiał choć tem sobie posłużyć i pomóc na swojem miejscu, kiedy, w zupełny wykład celu mojej aeronaucji zapuściwszy się, napotkam gdzie trudności, na uprzedzający śmiech zwykłe wykładającego rzecz nową narażać.
Przyczyną główną codziennego używania aeronaucji jest moje pojęcie o czystości, — celem jest czystość.
Szlachetni panowie i cała spółczesność pojmujecie czystość jako zaprzeczenie nieczystości. Odpowiednia doza perfum gdy staje w przeciwieństwie względem dozy odpowiedniej rozkładowego fetoru[29], jest to dla was czystym oddechem, bo taki już macie nerwów ustrój. Pewien rodzaj dualizmu[30] powonienia i aspiracji[31] wyrobił się już wokoło was — i tak jest w ludziach, jak u niektórych pokoleń na Kaukazie, rozdwojenie na zło i dobro pojęcia bóstwa!
Tymczasem miasta wasze, siedziby i społeczności sklepią się, budują i rozwijają na kloakach... Te wykwintne kuchnie, które co dnia pod wieczór buchają aromatem wonnych przypraw i sosów, mają pod posadzkami swojemi trzęsawiska zgnilizny; te ponętne błyskotem swym i elegancją salony, gdzie, równie lekki jak zefir, trzewik tanecznicy walcuje z zefirem, one są usklepione na podziemiach ciężkich i odrażających. Leniwe tam ramię rozkładającego się olbrzyma przeciąga się, ale nieustającą walkę co dnia i co chwila toczy — coś, jakby wciąż gnijący Laokoon[32], przewraca się w pieczarach stolic pod umiecionemi gładko ulicami!...
Prawda jest, że te i owe municypalności walczą mężnie, lecz, ażeby usunąć nieco falangę kału, muszą one całą falangę ludzi zdegradować, zamieniając ich w bryły bez powonienia i bez towarzyskiego wdzięku, i z którymi do stołu siąść nikt nie chce... Starożytni Celtowie, ażeby uskromić groźne wylewy rzek lub oceanu najścia, szli szeregami w bród, mieczów dobywszy, i heroicznie tonęli... Egipcjanin jednakże mniej patetycznie postępował sobie i postąpił był nareszcie z kalami Nilu, bo się zastanawiał, zgłębiał, ważył...
Pojęcia więc wasze o czystości, jakkolwiek być one mogą jedynie możliwemi na teraz, albo koniecznie niezmiennemi, cóż stąd, jeżeli mnie one nie wystarczają? Czy nieudolności onych zarówno jasno i szczerze, jak filozoficznie i rzeczywiście nie określiłem?
Dlatego to — (rzekł, powstawszy, lord) — ja protestuję!

Chcieliśmy coś odrzec, ale, że dawaliśmy sobie wzajem pierwszeństwo głosu, nikt go nie podniósł; ja zaś gdy na ustach miałem tę uwagę, iż wymaga się od protestującego, ażeby choć zasadę bardziej obowiązującą wskazał, lord nie czekał więcej i dalej mówił:
— Niechże nie będzie teraz rzeczą, na jowialny jedynie uśmiech zasługującą, skoro przystąpię i do technicznej formy mojej protestacji. Imiona Sokratesa i Ksantypy są zewszechmiar poważne i historyczne. Gdyby się więc kto spytał, przez co głównie starożytna dama zawiniła, skoro na olimpijskie czoło mędrca wylała była z okna urnę, pełną domowych nieczystości, ja odpowiedziałbym słowem jednem — — tu na bardzo maleńką chwilę czasu przemilkł mówca, ale natychmiast, głosu i gestu własnego dogoniwszy, dalej prowadził: atoli, stosownie do pojęcia o czystości, w praktyce powszechnej będącego, zawiniła głównie Ksantypa przez to, iż z drugiego okna nie wylała była na toż czoło urny pełnej wonności, jaką się ofiarowało było bogom; zaś według mnie winą jej jest, iż uczyniła to z bardzo niskiego stanowiska.
Nieczystość — rzekł lord półgłosem i jakoby pochylając się od ucha do ucha jednym i drugim — nieczystość jest to niskość!... Jest to niskość!... — powtórzył głośniej. — — Jakoż, gdyby taż sama starożytna dama z tąż samą i niemniej pełna urną znajdowała się ze mną na wysokości, do której zwykł mój dobiegać balon, mogłaby wypróżniać naczynie swoje bez obawy najmniejszej, bo tam nieczystości wcale niema!... Tam ciągły porządek jest i pełni się, w ustawach sił i warunków atmosfery założonym będąc.
Trefniś jakiś, do mojej tajemnicy próżno kołacąc, rzucił był anegdotę, jakoby z wysokości balonu mojego upadł nieczysty papier... Musiałoby to być raczej z okna Ksantypy, a nie z tych sfer, z których, cokolwiek się odepchnie, musi się doharmonizować do porządku ogólnego wśród włókien, kryształów, kropli, ruchu, pary i pędu...
Jednem słowem: za wysoko ja się podnoszę, ażeby dotyczyła mnie nieczystość!... Co ci się podoba, stamtąd rzuć, a potem o szafirowej nocy letniej patrz na spadający aerolit... Jakże on jest pięknym!...
Czystość zależy na podniesieniu się stosownem, — nieczystością zaś jest poniżenie się... lub kogo... Czystość, która musiałaby, degradować[33] ludzi, ażeby siebie utrzymać, byłażby bezplamną?
Ażeby przeto całego mojego o niej pojęcia dochować, wznoszę się; tudzież, ażeby protest mój nie był tylko czczemi wyrazami, lecz ażeby nosił pieczęć dopełnienia czegośkolwiek w kierunku tej prawdy.
Kto ma błogą wolę śmiać się z tego, niechaj to pełni teraz... teraz... bo poczuwam łzę w oku...
Mówiąc zaś to, począł lord z nieprzyśpieszonym, ale nieco namiętnym ruchem przecierać różowe kąty oka lewego i, zlekka kładąc potem rękę na ramieniu doktora di San Luca, rzekł:
— Ludzie nie są jeszcze czyści... są dopiero perfumowani...
Nie przestankowe już, ale zamykające wyczerpniętą treść nastąpiło potem uciszenie, które wraz zapełniać rozpoczął zegar biciem godziny śniadannej. Staraliśmy się więc dopełnić ceremonjału pożegnalnego z rzetelnością taż samą, z jaką dopełniliśmy delegacji, lubo ta rozwiązała tylko zakład, zagajony płocho.
Do jakiego rodzaju obłakania scjentyficznie[34] się policza manja lorda Singelworth? Tego nie podnosił doktór di San Luca, zapewne przez takt i delikatność — dwie właściwości cenne, a wyznać trzeba, że nierzadkie pomiędzy uczonymi italskimi.
Natomiast improwizator Toni di Bona Grazia z większym, niż kiedy, zapałem głosi, że ulatujący podróżnik jest mężem misji, jest uprzedzicielem i zwiastunem wielkiej epoki nowej, która ma stać się dla ludzkości całej rodzajem puryfikacji[35] i czemś do revivalu[36] amerykańskiego podobnem... revivalu, o którym (mówiąc i szczerze i na stronie) ani nasz stary, ukształcony i niewolniczy kontynent nie ma słusznego pojęcia, ani byłby na siłach, ażeby go u siebie spróbować i zaszczepić!... Archeologia tu raczej — lubo wstecz, ale żywo i świetnie — działa.
Jakoż nadeszła niebawem uroczystość św. Marka z nieporównaną swa regatą. Wenecjanie wszyscy się znaleźli nagle u Wielkiego kanału, a tak wszyscy, że na placu św. Marka i w okolicach jego gołębie tylko same i niepłoszone przechadzały się po szerokim bruku.
U mostu wysokiego, u Rialto, flagi wszystkich barw, chorągwie wszystkich wieków i ludów grały wstęgami w wietrze; małe maskaradowe okręty, wyzłacane nawy z różnych epok, galery pstre herbami, czarne gondole i rozmaite statki spotykały się tak nieraz żebrami boków swoich, iż suchą nogą mogłeś przejść całą kanału szerokość, tam i napowrót.
Wszystkich oczy wigrane lub wlepione były w ten wir archeologicznego szału, który nie bez pobudek uwzględniała roztropna austrjacka policja.
Raz tylko kilka znacznych grup obróciło spojrzenie swoje ku górze, gdzie wzniesionemi wiosły gondoljerowie pokazywali maleńki i mdły punkcik, znikający w przestworzu...

Był to balon lorda Singelworth.


Przypisy

  1. domine (łac.) = panie.
  2. majordomo (włos.), ochmistrz dworu.
  3. wertykalny (łac.), pionowy, wgórę skierowany.
  4. minaret (arab.), wysmukła wieżyczka mahometańskich świątyń.
  5. meteorologiczny (gr.), dotyczący związku pewnych stanów powietrza z pogodą.
  6. we Włoszech, zwłaszcza w Toskanji i Wenecji, często zjawiają się poeci ludowi, którzy na podany im temat wygłaszają wiersze.
  7. Toni di Bona Grazia, znany i ulubiony wenecki improwizator, niezbyt dawno zakończył swój żywot. Ilustrowane czasopisma podały wizerunek jego w całej figurze i w ubiorze, jaki zwykł był przywdziewać — który jest podobnym. Lecz, co do tekstu przy onym rysunku, śmiemy utrzymywać, że nasze kilka rysów, w tej noweli spotkanych, i wierniej i właściwiej malują tę postać i jej talentu rodzaj. (P. P.).
  8. trikorn (włos.), trójrożny kapelusz.
  9. dekoracje (łac.), ozdoby, ordery.
  10. wulgarny (łac.), pospolity, gminny.
  11. buffo (włos.), śmieszność, błazeństwo.
  12. monologista (gr)., wygłaszający monologi, przemówienia.
  13. W niektórych miastach Europy możnaby z rzeczywistością statystyczną wykazać, ile na rok zrozpaczonych samobójców zrzuca się z jakiego monumentu dla roztrzaskania sobie czaszki — tak, iż nie odrazu może przytomny widz zgadnąć, z jakim rodzajem uczucia godzi się oglądać i podziwiać te wzniosłości. (P. P.).
  14. Piombi (po włosku: «ołowiane dachy»), osławione więzienie śledcze nad pałacem dożów w Wenecji.
  15. Ponte dei Sospiri («Most westchnień»), most nad wąskim kanałem, łączący pałac dożów ze straszliwemi «Piombi».
  16. palimpsest (gr.), rękopis (pergaminowy), w którym pierwotne pismo zastąpiono nowem.
  17. szyfonierka (franc.), pudełko na przechowywanie drobiazgów.
  18. lakustralny (łac.), zastosowany do bagna.
  19. patrycjat (łac.), znakomite rody mieszczańskie.
  20. inkwizycja (łac.), katolicki sąd duchowny dla tropienia i tępienia kacerzy.
  21. dukalny (wł.), książęcy.
  22. heroiczny (gr.), bohaterski.
  23. periodyczny (gr.), powtarzający się w stałych odstępach czasu.
  24. regata (zwykle: regaty, włos.), wyścigi wioślarzy.
  25. Ponte di Rialto, starożytny, wielki most na Canal Grande w Wenecji.
  26. wyeurypidować — uczynić podobnem do dzieł Eurypidesa (484-406 przed Chr.), tragedjopisarza greckiego.
  27. Arystofanes (450-380 przed Chr.), komediopisarz grecki.
  28. recepcja (łac.), przyjęcie.
  29. fetor (łac.), odór, smród.
  30. 2) dualizm (łac.), dwoistość.
  31. aspiracja (łac.), wdychanie.
  32. Laokoon, kapłan trojański, za sprzeciwianie się wprowadzeniu drewnianego konia do Troi uduszony na rozkaz Apollina wraz z dwoma synami przez olbrzymie węże.
  33. degradować (łac.), obniżyć w randze.
  34. scjentyficznie (franc.) — naukowo.
  35. puryfikacja (łac.), oczyszczenie.
  36. revival (ang.), religijne przebudzenie się.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cyprian Kamil Norwid.