Szopka (Słońce w Wisłę się chyli...)
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Szopka |
| Pochodzenie | Poezye |
| Redaktor | Franciszek Juliusz Granowski |
| Wydawca | Franciszek Juliusz Granowski |
| Data wyd. | 1903 |
| Druk | A. T. Jezierski |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Słońce w Wisłę się chyli,
Mrze niedzieli dzień świętej —
Chce uciechę familii
Zrobić majster Jacenty.
Miasto huczy i brzęczy,
Bo karnawał na świecie,
I sen z złota i tęczy
Jacentemu się plecie.
Wspomniał lata dziecięce,
Wspomniał dawne zwyczaje,
Serce bije goręcej,
A w źrenicach łza staje.
Próżno duszy wezbranie
Obojętną kryć maską —
I Jacenty, mospanie,
Woła szopkę warszawską.
W dużej izbie rodzina
Siadła społem pod ścianą,
Zacny majster wziął syna,
Swą latorośl kochaną.
Tuż majstrowa z córkami,
Babka stara i siwa.
— „Kaziu! Pójdź-no! siądź z nami!”
Niech i sługa używa!
Już przybyli szopkarze,
Już się sztuka zaczyna:
Zaraz śmierć się pokaże,
Co królowi łeb ścina.
Ot, Krakowiak wywija,
Błyszcząc świetnym sukmanem!
Ot, urocza lilija,
Małgorzatka z ułanem.
Dziatwa klaszcze radośnie,
Zachwycona z widoku;
Jacentemu pierś rośnie,
I łza srebrzy się w oku.
Babka patrzy i mruga
Zmęczonemi oczyma...
A pieśń płynie jak struga,
Na uwięzi myśl trzyma.
Aż gdy śmierć się z Herodem
Załatwiła nareszcie,
Z torbą, jakby z niewodem,
Wyszedł dziadek po kweście.
Pan Jacenty, człek znany,
Sypnął suto „co łaska:”
— „Naści, dziadku kochany!”
Wiwat szopka warszawska!