Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czonym z jednej strony czemś w rodzaju ogrodu, z drugiej — sztucznie przeprowadzonym kanałem. Na placyku, przy straganie siedział człowiek sprzedający kasztany; trochę dalej przechadzał się wolnym krokiem policjant. Więcej nikogo nie było widać. Samochód zatrzymał się przed domem. Smythe, wyskoczywszy z samochodu, zaczął zaraz rozpytywać portjera i jego pomocnika, czy nikt, podczas jego nieobecności, nie odwiedzał jego mieszkania. Zapewniono go, że nie widziano nikogo. Smythe i Angus wsiedli do windy i po chwili znaleźli się na najwyższem piętrze.
— Może pan wejdzie na chwilę — zaproponował Smythe. — Pokażę panu te listy Welkina, a potem pójdzie pan po swego przyjaciela. — Nacisnął niewidoczny guzik i drzwi same się otworzyły.
Weszli do dużego, szerokiego przedpokoju, po dwuch stronach którego stały dwa rzędy mechanicznych lalek. Lalki te wyglądały jak manekiny krawieckie. Nie posiadały głów, a ręce zastępowały im dwa haki żelazne, służące widocznie do podawania różnych przedmiotów. Niektóre były pomalowane na czerwono, inne na zielono, a inne jeszcze na czarno, widocznie dla łatwiejszego rozróżniania. Poza tem nie przedstawiały nic ciekawego. Na ziemi, pomiędzy szeregami lalek, leżał kawałek zmiętego papieru, na którym było coś napisane czerwonym atramentem. Smythe, jak tylko wszedł do mieszkania, spostrzegł papier; schwycił go, przeczytał i bez słowa podał Angusowi. Napis, który był zupełnie świeży, gdyż atrament jeszcze nie wysechł, brzmiał; „Jeżeli widziałeś się z nią dzisiaj,