Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


munikowali w naszej sprawie. Wpadnę do pana za jakie dwa dni. — Złożywszy takie zapewnienie, nasz Amerykanin ukłonił się i wyszedł.
Holmes zapalił fajkę i siedział dłuższą chwilę z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
— No i cóż? — zapytałem wreszcie.
— Dziwię się, kochany Watsonie. Jestem zdumiony.
— Czemu?
Holmes wyjął fajkę z ust.
— Dziwiłem się, po kiego licha ten człowiek nagromadził tyle kłamstw w tem swojem opowiadaniu. Ledwom go o to nie zapytał — czasami, widzisz, atak czołowy jest najlepszą polityką — ale wolałem dać mu złudzenie, że uwierzyliśmy jego historji. Przychodzi do nas człowiek w wyszarzałem i wytartem na łokciach ubraniu, w wypchanych w kolanach spodniach, jak po roku noszenia — a według tego dokumentu i według jego własnego jest on zwyczajnym sobie Amerykaninem z prowincji, przebywającym od niedawna w Londynie. Dalej, nie dał on żadnego ogłoszenia do pism. Przeglądałem bardzo sumiennie rubrykę nekrologów i nie widziałem żadnego zawiadomienia o testamencie Garrideba. Wreszcie dał się złapać na mój wypróbowany kawał. Nie znałem żadnego dr. Starra w Topeka. Gość nasz łgał za każdym słowem. Zdaje mi się, że jest on naprawdę Amerykaninem, który w ciągu kilku lat bytności w Londynie wyzbył się swego akcentu. O co mu więc chodzi, i w jakim celu rozpoczął on te dziwne poszukiwania Gar-