Starościna Bełzka/XXXV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXXV.

Gdy tak nad rozwodem myślą i pracują jakby go otrzymać, sprawa główna o gwałt, najazd i porwanie nie była nawet rozpoczęta, zrobiono wizyę sądową, i na téj się skończyło do czasu. Sądy i trybunały z powodu konfederacyi były pozamykane, leges silebant, jak piszą współcześni, nikt nie myślał o prawie wśród niepokoju oręża i niepokoju o przyszłość, zresztą Komorowscy dotąd nie mieli najmniejszych dowodów przeciw wojewodzie, z czegoby ją rozpoczęli. Wojewoda kijowski Wilczka, Dambrowskiego, Szpilkę wypchnąwszy z ludźmi, którzy im pomagali w głąb Ukrainy, nie mógł być zaczepiony prawnie, i całą przeciw niemu siłę stanowił argument: is fecit cui prodest.
Ale tego było za mało, ażeby obwinić o gwałt senatora i zaczepiać Potockiego, a Pilawici mocni tém, że dowodów nie było, nieustannie powtarzali: „Pokażcie świadków!“ — i hałasowali o kalumnię.
Trzeba też przyznać, że pora do popełnienia gwałtu dziwnie dobrze była wybrana; konfederaci nieraz najeżdżali na nieprzyjaciół swoich majętności i dwory; oddziały poszukujące ich podobnież dokazywały, tysiące wypadków napaści czyniły i ten napad mniéj znaczącym, pospolitym wypadkiem.
Śladu zresztą, gdzieby się podziała porwana starościna, nie było; o utopieniu jéj głucho tylko mówiono, ale tak samo inni rozpowiadali, że ją wywieziono za granicę, że trzymano w Krystynopolu, że zamknięto w Sokalu w klasztorze itp. Komorowscy dopełniwszy wizyi domu w Nowosiołkach, zebrawszy zeznania Trzaskowskiego i innych przytomnych ludzi, sami nie wiedzieli co począć daléj, czekali chwili, śladu, zręczności, a pora szczęściem procesowi starzeć się nie dawała, bo sądów nie było prawie, z powodu konfederacyi, i dawność zajść nie mogła.
Wojewoda drżał na myśl, żeby mu jawnie kryminału nie zadano, ale mając na oku czynności Komorowskich, gotów na wszystko, byle powstrzymać proces, sam zaś co najśpieszniéj sypał o rozwód pozwy i manifesta, w imieniu Szczęsnego, którego nieopodal trzymano, aby go mieć w pogotowiu do sprawy w konsystorzu, jego imieniem toczonéj. Działano tak, jakby nie wiedziano, że ta, którą rozwodzić chciano, ręką zbójców rozwiodła się z mężem i życiem.
W tém usilném o rozwód napieraniu Potockich, gdy już o śmierci Gertrudy dobrze wiedzieli, dwojaki był cel: okazanie światu, że oni obcy byli całkiem napaści i skutków jéj nie domyślali się wcale, gdy tak o rozwód chodzili, któregoby nie potrzebowali, mając pewność jéj śmierci; powtóre, omamienie procesem i naprowadzenie na myśl, że Gertruda była gdzieś ukryta; w ostatku zyskanie na czasie i zupełne oswobodzenie się od aliansu z Komorowskimi.
Proces więc rozwodowy gorąco popierany, był niejako środkiem do oczyszczenia ich z podejrzenia o gwałt, ukazaniem światu, że oni o śmierci i losie Komorowskiéj nic nie wiedzieli.
Doradzono im to w ten sposób, lub sami na myśl tę wpadli ze zręcznością jurystowską. Z drugiéj strony proces ukazując nieważném małżeństwo, zwalniał ich od wszelkich obowiązków względem Komorowskich, oczyszczał z téj narzuconéj kolligacyi. To jednak było podrzędném w chwili, gdy wojewoda z obawy zadania kryminału chorował, i każdy papier, każda więść płocha, każde nowego gościa odwiedziny napełniały go strachem.
Tymczasem Szczęsny podróżował bardzo powolnie, posłuszny, uległy, upokorzony i znowu wzięty w więzy dziecinne. Listy jego do ojca dowodzą, jak się starał przypodobać mu i dowieść serdecznego żalu.
Dnia 24 czerwca tak pisze ze Zborowa:

„Monseigneur et très cher père!

„Dwa listy jwpd., jeden 12go, a drugi 13go junii datowany, nie zastały mnie w Zborowie, gdyż jeździłem na Spiż dla uczynienia manifestu, którego ekstrakt mam honor jwpd. przyłączyć, jako też list do biskupa chełmskiego. Niezmiernie mnie to jednak martwi, że głupstwo i młodość moja tyle jwpd. przynosi ambarasów i trudów, które jwpd. ponosisz dla mnie, który jego łaski wcale się niegodnym stałem. Lecz teraz nieustannie starać się będę, ażebym postępowaniem mojém przekonał o fałszu tych, którzy niepoczciwe bajki siać śmieją, i wyperswadował wszystkim, a jwpd. upewnił, że doskonale poznaję mój błąd i mój nierozum w daniu się ubiedz ludziom podstępnym, którego zawsze żałować i wstydzić się będę, a teraz jwpd. żebrząc łaskawości zostaję przy serdeczném jego najukochańszych nóg ucałowaniu jwpd. serdecznie kochającym synem i najniższym podnożkiem.
St. Potocki.“
Nazbytbyśmy obwinili ks. Wolfa i tych, co się wychowaniem Szczęsnego zajmowali, gdybyśmy w tym liście zachowali jego pisownię, któréj ani w polskim języku, ani we francuzkim do końca życia zachować nie umiał. Powierzchowne wychowanie dało mu wprawę w języki, ale bez znajomości prawideł. Lecz gorsza nadto jeszcze — bo pisać wolno jak się komu podoba — gorsza z tych listów wiejąca słabość charakteru, brak zasad, bezsilność, z jaką Szczęsny obawiając się burzy i nie umiejąc stanąć przy swojém, na wszystkie nagina się strony. Z tą samą powolnością, z jaką zakochany pisał list do officyała o indult i intercyzę w Susznie, dziś robił co mu towarzysze podróży kazali. Ci zresztą najpochlebniéj świadczyli przed wojewodą o jego posłuszeństwie i pokorze, usiłując z ojcem pojednać. Rapporta takowe o nim wychodziły za każdą zręcznością do Krystynopola; oto jeden z nich d. 14 listopada 1771 ze Zborowa jeszcze przez ks. Wolfa wyprawiony:
„Monseigneur.
„D. 13 tego miesiąca miałem honor odebrać list jwp. de dato 3 julii, który zaraz według rozkazu pańskiego dałem do przeczytania jwp. staroście; struchlał na to, że niepoczciwi ludzie nie przestają pod nim czynić podstępów i koniecznie usiłują go zbrzydzić sercu ojcowskiemu.
„Ze strony téj kartki, którą miał pisać, że w swoim liście się nie justyfikował, poszło ztąd, że my listu od jwpd. w téj materyi do nas pisanego jemuśmy nie pokazali, a zatém nie mógł się w tém usprawiedliwić, o czém nie wiedział. Że zaś w saméj rzeczy jéj nie pisał (do Komorowskich przez Horocha), o tém i jwp. generał (Brühl), i ja przed całym światem dać świadectwo możemy. Gdyż w drodze żadnéj, jakem pierwéj w liście wyraził, do tego nie było sposobności, a tém mniéj jeszcze we Fryczce, gdzie z nikim nigdy się nie widywał. O tych listach także które od Komorowskich do niego były pisane, także o Horochu siedzącym w Rzeszowie, dopiero z teraźniejszego dowiedział się listu; jakże tedy mógł na nie odpisać, albo komu kartkę oddać? Do tego cały dzień i noc będąc wszyscy razem, jak mógł oknem wyrzucić, kiedy w około stancyi, w któréjśmy siedzieli, obszerny dziedziniec zamknięty wysokim parkanem? jak mógł wyrzucić, lub jak kto mógł odebrać, kiedy tam wszędzie pilnują, i o najmniejszéj każdéj rzeczy znać dają? Więc ta kartka (jeżeli jest jaka) musi być zmyślona. Może też podpis ręki jw. starosty wyrznęli z jakiego listu, i podobnym charakterem przepisali, czémby rzecz swoją podpierać mogli. Naostatek gotów na to jw. starosta z ochotą przysiądz, że jéj nie pisał, jako my na to, że jéj nie mógł pisać lub oddawać bez naszego postrzeżenia.
„Upewniłem jwpd. w przeszłych listach, a w tym sumiennie to potwierdzam, że jwp. starosta otwarcie we wszystkiém sobie postępuje z jw. generałem, niczém się nie kryje, dotrzymuje punktualnie słowo raz dane jw. generałowi, „że postępować będzie jak uczciwemu człowiekowi przystoi.“ Zdziwiłbyś się jwpd., gdybyś przynajmniéj z daleka mógł widzieć, jak wszystko się tu dobrze dzieje.
„Już interes lekkiego swego postępku tak dalece sobie z głowy wybił, że najmniejszą o tém wzmianką się brzydzi, i radby od wstydu przed całym ukryć się światem (!). Pragnie bezustannie pożądanéj o szczęśliwie zakończonym tym interesie wiadomości. Jako zaś jwpd. serdecznie kocha, tak nic dotkliwiéj trapić go nie może, niż gdy sobie przypomina, że mu był okazyą do tak ciężkiego i serce przenikającego umartwienia. Usiłuje mocno poprawić przeszłe i przez przyszłe chwalebne przed Bogiem i ludźmi postępki, godnym się stać takiego ojca synem (!). Jako zaś całą nadzieję uszczęśliwienia swego dalszego życia po Bogu pokłada w dobroci serca ojcowskiego, tak za szczęście zawsze sobie poczyta módz najpunktualniéj pełnić najmniejsze skinienia jego.
„Ekscept manifestu w konsystorzu spizkim uczynionego; odesłałem niedawno: nie wiem, czy doszedł. O tym drugim pamiętać będę, skoro miejsce się do tego trafi sposobne.
„Ponieważ zaś jeszcze przez jakiś czas tu mamy zabawić, chciałem sam jechać do Krystynopola dla usprawiedliwienia ustnie jwp. starosty i dla zawstydzenia tych, którzy niegodziwemi sposobami jwp. dręczyć i jw. starostę czernić nie przestają — jakoż dotychczas to uczynić gotów jestem, jeżeli w tém będzie wola pańska, na którą oczekuję. Jwp. generał już w to potrafi, że się wrócę bez siedzenia kontumacyi.
„Ścielę się do stop pańskich, jako najniższy podnożek. K. W. (Ks. Wolf).
Brühl przypisał się do tego listu po francuzku:
— „Pozwól jw. panie, abym skorzystał z miejsca, które mi w swym liście ks. Wolf zostawia, na usprawiedliwienie syna jego, bo nie zasłużył, abyś się jwp. gniewał na niego, ręczę zaś, że jest godzien twéj dobroci i serca. Sto przeciw jednemu stawić można, że bilecik, który kasztelanowa inowrocławska (zdaje się Teodorowa Moszczeńska) zapewnia, że czytała, jest podrobiony czy skomponowany, bo moralnie (sic) niepodobna wyrzucić biletu oknem w kontumacyi, w taki sposób, by go ktoś mógł podnieść. O. Wolf dostateczni? się wytłómaczył, i nie potrzebuję tego na nowo opisywać. Protestuję tylko przed jw. panem honorem i sumieniem, że syn jego jest niewinien, a jeśli się nie ekskuzował w porze, gdy go obwiniono, że pisał sekretnie do p. Komorowskiéj, moja w tém wina, bom nie sądził potrzebném pokazywać mu listu jw. pana, wiedząc, że rzecz była fałszywa, i chcąc mu niepotrzebnego strapienia oszczędzić. Nadto przywiązany jest do osoby jw. pana i zbyt pamięta o świętości danego słowa i przysiędze, którą złożył, aby znów nowych stać się strapień przyczyną i niegodnym dobroci jwp., zawodząc ufność jego.
„Niech się więc jw. pan uspokoi i nie[1] wierzy wszystkiemu, co tam gadają niekorzystnego o nas; chciéj ufać, że pracujemy razem, aby zasłużyć na jego łaskę i protekcyę. Proszę mi przebaczyć, że tak piszę: czynię to, aby zmniejszyć list, nie chcąc tracić czasu, i co prędzéj go uspokoić. Czekam rozkazów, czy mam wysłać ks. Wolfa? Racz nie uchylać swéj protekcyi, najpoddańszemu słudze.
C. B.“
Widzimy co tu hałasu narobiła jedna ploteczka kasztelanowéj inowrocławskiéj, i powiastka, jakoby w czasie kwarantanny we Fryczce, udając się na Spiż, Szczęsny karteczkę ołówkiem napisaną do pani Komorowskiéj komuś przez nią wysłanemu oknem wyrzucił. Strach, jaki wzbudzało samo posądzenie o taki kryminał w ks. Wolfie, Brühlu i synie, maluje list poprzedzający, przysięgi, zaręczania i gotowość jechania do Krystynopola dla uniewinienia się, a najlepiéj współczesne z poprzedzającém pismo Szczęsnego, wyprawione ze Zborowa:
„Zborów d. 13 Jul. 1771.“

„Monseigneur et trés cher pére.

„Niemniéj zdziwiło jak i zmartwiło mnie, gdym wyczytał z listu jwpd. pisanego do im. księdza Wolfa, jak niepoczciwe bezwstydni ludzie śmieją komponować rzeczy, szczycąc się kartkami jakiemiś, których nietylko żem nie pisał, ale też dobrém mogę przysiądz sumieniem, że ani pisać nie myślałem, zaczém jeżeli tylko w słowach szczycą się, to zapewne skutkiem tego nie dowiodą. Jeżeli zaś podobne kto godny wiary widzieć mógł, to chyba rękę moją komponują, bo niech mi nigdy Bóg nie błogosławi, jeżeli nietylko bilet lub karteczkę pisałem, ale jeżeli trzy litery odemnie mają. Żadnych listów, ani biletów, ani karteczek od pana lub pani Komorowskiéj, ani od nikogo nie odebrałem, ani o nich wiedziałem, ani wiedzieć chciałem. Ci, którzy takie rzeczy śmieją głosić, znać, że ani ze mną nie gadali, ani korrespondowali, bo wcaleby się przeciwnych odemnie dowiedzieli sentymentów, od tych, które mi przypisują: poznaliby, że młodość przy małości doświadczenia oszukana (?) być i błądzić może; ale trwać w błędzie doskonale go poznawszy, jest to przyzwoitość gorszéj jeszcze od mojéj natury, miałkszego od mojego rozumu.
„Nie ekskuzowałem ja się w rzeczach, w których winnym się być znałem, i za które tylko odpuszczenia u nóg jwpd. żebrzę; ale tym, do których się wcale nie znam, śmiem z najgłębszém jwpd. upraszać respektem, żebyś nie dawał wiary i ażebyś jwpd. był wyperswadowany, że są złośliwe, kłamliwe i niepoczciwe, i że nietylko moje postępowanie sobie i sprawowanie się, ale też i myśli nigdy nie będą inne, tylko zawsze zgadzające się z wolą, rozkazem i zaleceniem jwpd. To wszystko, jeżeli nieszczerze i z gruntu serca jwpd. mam honor wyrazić, nietylko niech bozkie i jwpdobr. na mnie się spełni niebłogosławieństwo, ale też i jwpd. zażyj władzy ojcowskiéj, jako nad synem wyrodnym i nieposłusznym, lecz gdy poznasz szczerość moją i powolność we wszystkiém przywróć jwpd. mi dobroć ojcowską, a przepuść winy, których sam wielkość doskonale czuję, i które tém bardziéj są mojego głupstwa a niebaczności dowodem, gdy sam sobie największego byłem przyczyną nieszczęścia, z którego jwpd. mnie wyrywać raczysz. Przytém z niewypowiedzianém dowiaduję się ukontentowaniem, że wkrótce mój interes ukończony przy jwpd. protekcyi będzie, wtenczas przynajmniéj zamkną gęby ci niepoczciwi kompozytorowie i kłamcy, gdy im już to bajki niepotrzebne będą. A teraz abyś jwpd. najszczerszym moim wierzył oświadczeniom, upraszając o przywrócenie mi łaskawości, z najgłebszą żebrzę pokorą, zostając przy serdeczném ucałowaniu nóg i t. p.
„Jw. generał, tak się spodziewam, że mi toż samo da świadectwo, gdyż wszystkie moje postępki przed nim są w otwartości.“




Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brak części słowa; najbardziej prawdopodobne uzupełnienie dodane w szarym kolorze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.