Sonety wojenne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

SONETY WOJENNE

Wzięcie armat na górze stojących - sonet III

Parschają w biegu rączym rumaki gorące,
Na koniach młódź bojowa posuwa się nagle,
Wieją nasze proporce jak zwycięstwa żagle,
Lasem sterczą do góry lanc ostrych tysiące.

Tam, na gór wierzchu stoją działobitnie grzmiące,
Te wziąć trzeba! - i lance z ręki na dół nagle
Spuścili z szumem wszyscy - i ja konia naglę,
I ja w ten potok żywy konia nogą wtrące.

I wtrąciłem, i pędzę jak kropla w potoku.
Marsz! marsz! już koń rwie wiatry, już ziemia zadrżała,
Wtem błysk z grzmotem - kartacze świsnęły w obłoku.

Sto koni i sto jeźdźców w rączym padło skoku,
Sto lanc razem przebodło kanonierów ciała;
Szańcowane w półokrąg - nasze były działa!




Ostatni kanonier - sonet XII

Konie wszystkie poległy - żołnierze wybici,
Dowódca tylko jedne z dwoma pozostały,
Oszańcowany w trupy jak w zastępne wały,
Z dwóch armat ciągle bije, i dymi, i świeci.

Lecz na próżno - krwi, mordów wrogowie niesyci
Bateriami na zastęp uderzają mały;
Wkrótce się wróg zwycięstwem zupełnym poszczyci,
Wody nie ma - spiż w ogniu - kurzą się zapały.

Więc strzelać zaprzestano - śród kul, w siarki dymie
Trzech z lontami jak duchy migają się z dala.
Nieszczęście! - kula znowu jednego obala!

Co za krzyk? - skąd ten wystrzał? - czyjeś słychać
                                                imię;
Imię wołając brata spiż moczy w krwi bratniej
I znów dymi i świeci kanonier ostatni.



Przeczucie śmierci - sonet XIII

Już ognie rozłożyli szerokie dokoła,
Kręcą się koło strawy żołnierze strudzeni,
Tu głos słychać niezbożnych, tam nabożnych pieni,
Z daleka straż co chwila hasła głucho woła.

Jednemu tylko smutno - jego pieśń wesoła
Nie rozśmieszy, nabożna tęsknoty nie zmieni -
I błądzi między wrzawą jak śród grobów cieni,
I smutek mu na chwilę nie ucieknie z czoła.

Pytałem o przyczynę - nic nie odrzekł na to.
Myślić z drugimi, samotnie czuć zawsze jest milej;
Może i on przyczyny nie wiedział w tej chwili;

Może płakał nad świeżą przyjaciela stratą,
Może się żegnał w sercu z rodzicielską chatą,
Nazajutrz bitwa była - i jego zabili!