Protokół z przesłuchania Andrzeja Charkowskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Protokół z przesłuchania aresztowanego bandyty Andrzeja Charkowskiego • s. Dawida, ur. 1926 r., narodowości ukraińskiej, wykształcenie 6 klas
Protokół z przesłuchania aresztowanego bandyty Andrzeja Charkowskiego
s. Dawida, ur. 1926 r., narodowości ukraińskiej, wykształcenie 6 klas

Aresztowany zeznał:
Do bandy wstąpił w kwietniu 1945 r. biorąc w niej czynny udział aż do momentu ujęcia, tj. do dnia 28 kwietnia 1946 r. Należał on do czoty (plutonu) „Dudy", liczącego około 30 ludzi i znajdującego się przeważnie w lasach koło Uhrynowa; czota ta wchodziła wraz z czotą „Lwa" w skład sotni (kompanii) „Lisa". Ogółem sotnia „Lisa" liczyła około 70 ludzi i była częścią składową kurenia (batalionu), którego dowódcą po zabitym jesienią 1945 r. w m. Zniatym „Jagodzie" został „Pryrwa". Oprócz tego wiadomo mu jest, iż w skład kurenia wchodzi także czota „Kropiwy" licząca 30 do 40 ludzi, która nie podlegała żadnej sotni i miała po nabraniu większej ilości ludzi przeobrazić się w sotnię. Każda czota dzieli się na 3 roje (drużyny) po 10—12 ludzi w roju.

Oprócz tego istnieje na tych terenach tzw. Służba Bezpieczeństwa, tj. rodzaj policji, która ma za zadanie wyszukiwać i niszczyć elementy nieprzychylne w stosunku do UPA, wykonywać wyroki i nie dopuszczać do żadnej zdrady względem band. Dowódcą SB na terenie woj. lubelskiego jest „Zenon". Poza tym istnieją tzw. grupy WON (oddziały specjalnego naznaczenia,) rekrutujące się z ludności cywilnej wiosek. Należący do WON zbierają się na rozkaz w określonym miejscu i po wykonaniu specjalnego zadania, jak np. zerwanie mostu, toru lub podpalenie wsi, powracają do swych stałych miejsc zamieszkania, uchodząc w dalszym ciągu za osoby cywilne, nie mające z bandami nic wspólnego.

Bandy uzbrojone są dobrze, np. na rój (drużynę) wypada po 2 erkaemy, kilka automatów i karabinów. Amunicji wystarcza — na każdy automat po 2 magazynki naboi. Naboje do pistoletów wyrabiają sami z wystrzelonych gilz i ołowiu. W broń, amunicję i żywność zaopatruje bandytów tzw. Terytorialna Sieć, posiadająca nawet własnych krawców, oraz ludność wiosek, która w okresie wojny różnymi sposobami znalazła lub dostała dużo mundurów i płaszczy sowieckich, a także medali i odznaczeń, które obecnie ofiarowuje bandytom. W polskie mundury i płaszcze bandy zaopatrują się zabierając je zabitym lub rozbrojonym żołnierzom albo też posiadają je jeszcze z okresu przedwojennego.

Poza tym jak najdalej idącą pomoc i sympatię okazuje bandom ludność wsi ukraińskich, na czele z sołtysami i ich zastępcami, którzy sami zbierają różnego rodzaju świadczenia na rzecz band. Sołtysów i wójtów, którzy są lojalni wobec władz i nie sprzyjają bandytom, morduje się, jak to miało miejsce w Chorobrowie i Dołhobyczowie. Sołtysa w Chorobrowie zamordował osobiście „Duda" wraz z dwoma bandytami ze swej czoty, na specjalny rozkaz dowódcy SB „Zenona". Dyscyplina w bandach dość wysoka, lecz oparta na strachu i ślepym posłuszeństwie. Za wykroczenie, jak np. spanie na posterunku, pijaństwo lub niewykonanie rozkazu, winni są na oczach wszystkich rozstrzelani. Za wykroczenie mniejszej wagi stosowana jest kara chłosty, stanie pod karabinem lub też odsyłanie do karnego baonu, który wg słów aresztowanego znajduje się za Bugiem.

Na terenie pow. hrubieszowskiego znajduje się także jedna tajna radiostacja bandycka, ciągle zmieniająca miejsce swego pobytu, oraz powielacz, na którym odbijane są nielegalne odezwy i ulotki.

Propaganda w bandach prowadzona jest dość intensywnie. Mniej więcej co dwa tygodnie przyjeżdżają do każdej czoty specjalni propagatorzy pol.-wych., którzy przeprowadzają pogadanki i informacje. Jako główny cel istnienia bandy podają konieczność utrzymania ukraińskiej siły zbrojnej, która ma wziąć udział w ogólnej „rewolucji" i walce z komunizmem oraz „Polskim Resortem" o stworzenie „Samostijnej Ukrainy". Zapowiadają oni także wybuch III wojny światowej oraz mówią o pewnej ważnej konferencji, która w dniu 6 maja br. ma przynieść doniosłe i pomyślne dla narodu ukraińskiego wyniki. Poza tym prowadzona jest usilna agitacja i nadal stosowany terror w celu niedopuszczenia wyjazdu Ukraińców za Bug.

Aresztowany stwierdził, że bandy i ich poszczególni dowódcy otaczają się wielką tajemnicą, np. dowódca czoty „Luda" stara się być nie poznany przez członków swej bandy i w tym celu pozostaje tylko zawsze w towarzystwie jednego oddanego sobie człowieka, a w wypadku gdy chce wezwać kogokolwiek z czoty do siebie, przesyła mu przez jakiegoś cywila wezwanie na kartce. Aresztowany zeznał, że brał osobisty udział w napadzie i rozbrojeniu żołnierzy jadących po drzewo do Czerniczyna dnia 31 grudnia 1945 r. Działały tam czota „Dudy" i „Żirki", razem w sile około 70 ludzi. W wyniku walki bandyci stracili 4 zabitych i 2 rannych, o których mu jest wiadomo, jednak mogło być i więcej, gdyż zawsze przed nimi ukrywają ilość strat zadanych przez wojsko.

Po walce w Gzerniczynie i aresztowaniu dowódcy sotni „Żirka", również wchodząca w skład sotni „Lisa" czota przestała istnieć.

O napadzie i zabójstwie około Uhrynowa w dniu 22 grudnia 1945 r. wie jedynie to, iż w akcji tej brała udział czota „Lwa".

Co do rozbrojenia kompanii w Werbkowicach, to dokonała tego czota „Kropiwy", działająca wspólnie z oficerem AK pod pseudonimem „Los", którego nazywano majorem. „Los" jakoby był organizatorem tej akcji i on uzyskał hasło „znajomość", co pozwoliło bandom rozbroić kompanię bez wystrzału. Po dokonaniu rozbrojenia banda uszła w lasy około Uhrynowa, a „Los" — jak mu mówiono — został w czasie ucieczki zabity. Ludzie biorący udział w tej akcji byli specjalnie dobrani, znający dobrze język polski. Komisarza do spraw ewakuacji ludności ukraińskiej banda uprowadziła z sobą, przebierając go w uniform SB i zmuszając go do agitowania po wsiach przeciw przesiedleniu i Związkowi Radzieckiemu. Między innymi występował on w Holubiu i m. Honiatyn. Potem aresztowany bandyta zeznał, iź słyszał, że komisarz uciekł, a następnie dowiedział się, źe został rozstrzelany.

W czasie rozbrajania kompanii w Werbkowicach aresztowanemu wiadomo było także, że współpraca band UPA z przedstawicielem AK „Losem" istniała już dawno. Między innymi znał on fakty, że przedstawiciele z UPA jeździli na specjalne narady i zebrania do „Łosia" oraz że specjalni wysłannicy z WIN przywozili do Dołhobyczowa ulotki nawołujące do wspólnej walki narodu polskiego i ukraińskiego przeciw obecnym rządom. Go do spalenia samochodu i uprowadzenia dowódcy komendy WOP w Bełzie aresztowany twierdzi, że dokonało tego SB w sile 20 ludzi, co jednak zrobienia z majorem — nie wie. Napad na kolumnę samochodową w Wereszynie w dniu 25 kwietnia 1946 r. został przeprowadzony przez czoty „Kropiwy" i „Lwa" liczące ogółem około 80 ludzi. Rozstrzelanie żołnierzy nastąpiło przypuszczalnie na wyraźny rozkaz dowódcy, pomimo iż do tego czasu istniała instrukcja, ażeby rozbrajać lub zabierać ze sobą, lecz na miejscu nie rozstrzeliwać. W napadzie tym znacznie przeszkodził bandzie samochód pancerny Armii Czerwonej, którego nadejście uratowało życie kilku żołnierzom polskim i sowieckim, którzy dzięki jego obecności zdołali się wycofać. W czasie akcji tej został zabity dowódca czoty „Lew", lecz dokładna ilość strat ze strony bandy nie jest aresztowanemu znana.

Twierdzi on, że bandy obawiają się specjalnie Armii Czerwonej, napadów i spotkań z jej oddziałami starają się za wszelką cenę uniknąć. Wiadomo mu jest, że spalenie magazynu zbożowego w m. Zabudze oraz wysadzenie tamże mostów kolejowych zostało dokonane przez WON (oddział specjalnego naznaczenia).

Następnie zeznał, że znajdując się 27 kwietnia br. w m. Hulcze w składzie 10 ludzi z czoty „Luda", 18 z czoty „Lwa" i 9 z czoty „Kropiwy" otrzymali rozkaz przybycia do m. Siebieczów w celu spotkania się z dowódcą sotni „Lisem", który miał udzielić wskazówek co do dalszej działalności. Przybywszy do Siebie-czowa, „Lisa' nie zastali, wyruszyli więc do m. Szmitków, gdzie z rana 28 kwietnia 1946 r. usłyszeli strzały i zobaczyli, że są ścigani przez wojsko. Uciekając w kierunku lasu rozdzielili się na 2 grupy, w jednej z nich liczącej 15 ludzi znalazł się sam aresztowany. W lesie ukryli się w bunkrze, mając jako starszego dowódcę roju „Dubrowę". Zostali jednak zauważeni przez wojsko i nie chcąc się dostać do niewoli ostrzeliwali się. W wyniku ognia i użycia granatów ze strony wojska 13 bandytów zostało zabitych, a Charkowski wraz z jeszcze jednym silnie kontuzjowanym został wydobyty z bunkra i aresztowany.

Przesłuchał: Oficer Zwiadu 5 pp
(—) Jaruzelski, por.

Teczka nr 71 — Sprawozdania dwutygodniowe i miesięczne DOW Lublin 1946 r., s. 218—220.

Ten tekst nie jest objęty majątkowymi prawami autorskimi lub prawa te wygasły. Jest zatem w domenie publicznej.