Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII/Zgorzałemu miastu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne Tom 8
Podtytuł Ludziom i chwilom
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
IX. ZGORZAŁEMU MIASTU.

Grafika na początek utworu 1.png

Hej, wy strony, moje strony[1],
Dornie mój rodzony!
Co tak smętny, tak żałosny,
W blaskach stoisz wiosny?

Co zamilkły twe ptaszęta
W te majowe święta?
Co pod niebem, pod szafirem
Śmierci wiejesz kirem?

Słyszę, słyszę krzyk twój w dali,
Widzę dym, jak wali;
Czuję, czuję pod powieką
Żary, co cię pieką.

Zagorzałeś w niebo świecą,
Czarną palenicą,
Zagorzałeś jasnym stosem,
Strzech ognistym kłosem.

Owinęła cię po biodra
Dymów płachta modra,
Owinęły cię po głowę
Płomienie wichrowe.


Dzwony twoje w niebo krzyczą
Pod ognistą smyczą,
Mury twoje w zgliszczach klęczą
Pod czerwoną tęczą.

Bramy twoje się rozpadły,
Wszedł w nie stracli wybladły,
A z każdego twego węgła
Klęska się wylęgła...

Położyła znak pożoga
U twojego proga,
Wydeptała stopą czarną
Złote życia ziarno.

Ulicami śmierć przechodzi
W ognistej powodzi,
Bęben dźwiga zamiast kosy
Dobosz straszny, bosy.

I na trwogę nocą bije,
Gdzie pies w pustce wyje,
I wytrzeszcza ślepy oczy
I po żużlach kroczy.

Cichy byłeś, zapomniany,
Zawarty w swe ściany;
Dziś buchnąłeś w iskier snopy
Aż pod nieba stropy...

Przyodziany klęski chmurą
I ognia purpurą,
Widnyś w całym dziś narodzie,
Nieszczęśliwy grodzie.

Już nie będzie twoje miano
Zgłoskami pisano,
Bo masz w łunach, bo masz w dymie
Wypalone imię.


Pogorzelec ty dziś boży
Z pod okropnej zorzy,
Co rozświtła ponad tobą
Nędzą i żałobą.

Belizarem[2] na rozstaju
Siadłeś w własnym kraju...
Hjobem leżysz na pościeli
Gruzów i zgorzeli...

A oto się bratnie rzesze
Kwapią ku pociesze,
Oto bratnie spieszą dłonie
Ku twojej obronie...

Ognie, co w nas tyle siły
Na popiół wytliły,
Ominęły tę ostatnią
Twierdzę: miłość bratnią...

Na niej kładź swe fundamenty,
Grodzie, klęską tknięty,
Na niej swoje wznoś kolumny
Do żywota — z trumny...

Na niej buduj wież swych szczyty
W przyszłości rozświty,
I z śmiertelnych zgieł powicia
Przez nią wstań do życia!


Przypisy

  1. Poetka urodziła się we wsi Sieniątkach, lecz lata dziecięce spędziła w Kaliszu i uważała to miasto za »swoje« t. j. rodzinne »strony«
  2. Belizaryusz (ur. 505, um. 565 po Chr.) — słynny wódz bizantyjski za panowania ces. Justyniana. Walczył szczęśliwie z Persami, zniszczył państwo Wandalów w półn. Afryce, pokonał Ostrogotów, odniósł zwycięstwo nad Bułgarami, zagrażającymi stolicy. Obwiniony przez zazdrośników (w r. 563), jakoby knuł spiski na życie cesarza, wypadł z łaski i utracił wszystkie godności, które jednak po 7 miesiącach odzyskał. Wedle późniejszej legendy miał Belizaryusz z wyłupionemi na rozkaz cesarza oczyma żebrać po ulicach przez usta prowadzącego pacholęcia: »Dajcie obola Belizaryuszowi!«


    Grafika na koniec utworu 3.png


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.