Poezye Tomasza Kajetana Węgierskiego/Do człeka łączącego smak z umiejętnością, i umiejącego cenić uczonych

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Kajetan Węgierski
Tytuł Poezye Tomasza Kajetana Węgierskiego
Data wydania 1837
Wydawnictwo Jan Nep. Bobrowicz
Drukarz Breitkopf et Haertel
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło skany na Commons
Indeks stron
Do człeka łączącego smak z umiejętnością, i umiejącego cenić uczonych.

Ty, co roztropnie łącząc potrzebne z przyjemnym,
Z rozrywek do prac idziesz pospiechem wzajemnym,
Jak mi jest miło widzieć że na twe staranie,
Początek swój nauki biorą, i wzrastanie.
Ty z każdą z nich obcując co dzień poufale,
Kładziesz na równo-ważną ich szacunek szalę;
Poważasz sprawiedliwie Melpomeny jęki,
Lecz wesołej jej Siostry nie mniej lubisz wdzięki;
W ręce bystrej Uranji kładziesz cyrkle złote:
Dłutu, pędzla i smyczka chwalebną ochotę
Hojność twoja rozumna z skutkiem zagrzać umie;
Do wszystkiego się skłaniasz prawdziwy rozumie!
Nadto nędzne i nudne życie ten prowadzi
Kto tylko w jednej rzeczy cały smak posadzi.

Ledwie z suchej nauki dziki Algebrzysta,
Tyle po ciężkiem głowy łamaniu korzysta,
Że wie ledwie, co mu rzekł nauczyciel szczery
Iż szesnaście do ośmiu, są jak do dwóch cztery;
Z niewiadomości swojej pyszniejszy tym bardzi,
Zaraz Naruszewiczem i Trębeckim gardzi;
Ani go Bonafini swym głosem poruszy,
Nie znają tych powabów twarde jego uszy,
Mając rozum więzami częstych liczb okuty,
Chce, aby same były w Polszcze Poczobuty.
Niemniej głupie i dumne dziecko Apollina
Które w kradzionych swoich wierszach przypomina,
Co sto razy od niego zawsze lepiej pono
W tylu dziełach, przed tylą wiekami mówiono,
Do swej kochanej Muzy szczerze wziąwszy serce
Inne wszystkie nauki trzyma w poniewierce,
Archimedes i Newton u niego cieślami;
Chciałby Arystotela przełożyć wierszami.
Za talar przedający jad swój z przewrotnością,
Praw opak tłumaczonych pyszny wiadomością,
Patron szczekacz obrzydły z wyprawną paszczęką,
Co mu krzywoprzysięztwo każde idzie ręką;
Z innych wszystkich uczonych uszczypliwie szydzi,
A zrobiwszy Manifest nic nad się nie widzi.
Godnością Jubilata srodze najeżony,
Niedzielny Kaznodzieja wrzeszczy jak szalony:
Do mnie chodźcie! każdy mi przyzna bez zatargi,
Żem lepszy jak Lachowski, mocniejszy od Skargi,
Wszak zawsze jedno w każdę powtarzam niedzielę,
Wiecie, że treść najprostszą na trzy części dzielę;

Do mnie! w kim jest zbawienia swej duszy ochota,
Dwadzieściam subtelnego lat wykładał Skota;
Na pamięć uczyłem się Tomasza Akwina,
Jeźlim go nie rozumiał, to nie moja wina.
Tak to zbytecznie w własnej sztuce zakochani,
Bezecni, lud gromadzą próżny, szarlatani,
Lud o swoje niedbały, cudzych spraw ciekawy,
Co dla zabicia czasu chce tylko zabawy;
Lud głupi, któremu to dawno powiedziano,
Że temu klaszcze w wieczór, komu gwizdał rano.
Inaczej postępuje sobie człek poczciwy,
Zawsze w sądzeniu swojem bywa sprawiedliwy,
A których w sobie widzieć nie może przymiotów,
Jeźli się w drugich znajdą, szacować je gotów.
Nim twórca górnych niebios wszechmocny, tchem dzielnym
Wieczną duszę w człowieku osadził śmiertelnym,
Rozmaitych rodzajów potworzył zwierzęta,
Orła z wzrokiem, żeby go słuchały ptaszęta,
Pawia, żeby roztaczał w tęczę ogon długi,
Wilka zaś dla rozboju, konia dla usługi,
Psa wiernego, by zwierze rączym krokiem ścigał,
I osła leniwego, by ciężary dźwigał;
I byka ryczącego, owieczkę beczącą,
Wdzięczną synogarlicę na puszczy jęczącą,
Którą, nie prawdziwego trzymając się zdania,
Do tych czas mieli ludzie za model kochania.
Człek dopiero instynkta każdego poznawał,
Imię im przyzwoite i prace nadawał.

Pewien się Francuz czynić lękając wyboru[1],
Losem kości, urzędy dawał swego dworu;
Foryś czasem u niego został sekretarzem,
Zadziwiony Kapelan musiał być kucharzem,
Lokaj że był marszałkiem szczęścia nie obwinił,
Stangret dziękował, że go Podskarbim uczynił.
Jeżeli Kaligula w upodlonym Rzymie
Koniowi swemu nadał konsulowskie imie,
Mniej był szalony od tych, którzy zaufanie
Swoje w nikczemnym ludzi pokładają stanie.
Prawda, że mało zasług a wiele urzędów;
Lecz może na ukryty przymiot nie ma względów,
Mozę Cycero jaki, lub Wirgili nowy
Miesza wapno i cegły nosi do budowy,
Albo niewolniczemi obciążon roboty
Nad przepisaniem cudzej męczy się ramoty.
Ślepy los, władzca ślepy ludzi zaślepionych,
Nigdy się dróg nie może trzymać przyrodzonych,
Lecz tak się zawsze stara i jest mu to miło,
Zeby nigdy na swojem miejscu nic nie było.

Przypisy

  1. Książe de Mazarin mąż Hortensyi synowicy Kardynała de Richelieu.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tomasz Kajetan Węgierski.