Poezye. Serya pierwsza/Nie miejże urazy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Echa majowe
Podtytuł Nie miejże urazy
Pochodzenie Poezye. Serya pierwsza
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
III.


Nie miejże urazy do mnie, słonko moje,
Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję!
Nie miejże urazy, słonko brylantowe,
Źe ja mam łzy w oczach i schyloną głowę.



∗             ∗


Ty chodzisz po niebie, po błękitnem niebie,
Złote chmurki biją gościniec dla ciebie,
Zorza cię obrzuca różami jasnemi...
Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi.



∗             ∗


Gdy oczy otworzysz, blaski dnia się złocą:
A ja wstałam czarną, bez rozświtu, nocą...
Ty wiesz, że gdzie pójdziesz, weźmiesz swe promienie;
Ja, choć wołam: „światło!” niosę z sobą cienie.



∗             ∗

Ty kąpiesz swe czoło w jasnem, cichym zdroju;
A ja myśl swą nurzam w falach niepokoju...
Ja rozświecam ciernie, ty rozświecasz róże;
Ty tylko pogodę, ja widziałem burze.



∗             ∗


Droga twoja, słonko, równa, jak pierścionek;
Cicho w morzu tonie kończący się dzionek;
Nie znasz łez tęsknoty, nadziei uśmiechu;
Zachodzisz bez żalu, wschodzisz bez pośpiechu.



∗             ∗


Ja znam błędne blaski i zaćmienia ducha;
Wiem, że dziś, to odłam przeszłości łańcucha;
Wiem że jutro wstanie z ścisłością straszliwą,
Jako dawnych przyczyn konieczne ogniwo...



∗             ∗


Więc drżę i na zachód oczy zwracam z trwogą,
I pytam; gdzie idą? czy cienie przemogą
Gasnące te blaski? czy wskrzesną o świcie?
I pragnę ust tchnieniem utrzymać ich życie.



∗             ∗

Nie bywasz ty, słonko, w ponurej ciemnicy,
Gdzie nędzny skazaniec zamiera z tęsknicy;
Nie bywasz, słoneczko, w poddaszu ubogiem,
Gdzie wilgotne ściany kostnieją za progiem...



∗             ∗


Nie widzisz ty nigdy zbrodni, skrytej w cieniu;
Nie wiesz, co bezsenna noc mówi sumieniu;
I ledwo promyczek pierwszych brzasków blady
Zasłyszy żądz mętnych płomienne narady.



∗             ∗


Ty nie widzisz, słonko, z wysokiego nieba,
Jak się sen przedaje za kawałek chleba;
Ty nie widzisz matki schylonego czoła
Nad kolebką dziecka, co próżno jeść woła...



∗             ∗


Nie widzisz, jak walczy, upada, zwycięża,
Ten młody zapaśnik, co urość chce w męża;
Nie widzisz ty, słonko, jak myśl gorejąca
Wypala się cicho przy blaskach miesiąca...



∗             ∗

Nie widzisz, jak we łzach stoi lilia blada;
Nie widzisz, jak gwiazda zabłąkana spada;
Nie słyszysz szelestu drżącego oddechu,
I nie znasz pragnienia, ni walki, ni grzechu.



∗             ∗


Ty królewskie czoło podnosisz w błękity,
Nad świat ten złamany, skłócony rozbity,
I nie wiesz, ciskając promieni swych słupem,
Że jesteś gromnicą, zatloną nad trupem.



∗             ∗


Więc nie miej urazy do mnie, słonko moje,
Że ja w blaskach twoich zachmurzona stoję;
Nie patrz na mnie z dziwem oczyma złotemi...
Ty chodzisz po niebie, ja — po smutnej ziemi!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.