Podróż na wschód Azyi/kwiecień

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Paweł Sapieha
Tytuł Podróż na wschód Azyi
Podtytuł 1888-1889
Data wydania 1899
Wydawnictwo Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Na jeziorze Biwa, w kwietniu 1889.

Korzystam z trzech godzin, które mam spędzić na pokładzie stateczku przewożącego mię z jednego brzegu jeziora Biwa na drugi (na pokładzie woda po kostki, bo od rana deszcz leje), by zapisać wrażenia z ostatnich dni, tj. pobytu w Osaka, Kioto, a wreszcie w Otsu, skąd stateczek mój wypływa. Piszę japońskim atramentem czerwonym, bo europejskiego tu dostać nie mogę.
Poprzedni liścik, jak widzę, kończy się lekką, emfatyczną apoteozą dawnej Japonii — więc ducha rycerskiego dawnej feudalnej Japonii. — Przed chwilą jednak pożegnałem mego najmilszego misyonarza z Kioto, Ojca Compagnon, który mnie aż tu odprowadził. Przy obiadku skromniutkim, któryśmy sobie zjedli w domku, najętym przez misyę, rozmowa zeszła była, jak zwykle zresztą, na Japonię, na Japończyków, na ich zalety i złe strony. Tu więc obkroić trochę muszę owo wychwalanie rycerskości, szlachetności i t. d. Japończyków. Mówiąc o cnotach lub zaletach, trzeba przedewszystkiem zdać sobie sprawę, co rozumiemy pod słowem cnota? A ponieważ tutaj może być tylko mowa o cnocie w ogólnem, nie europejskiem, że tak powiem, znaczeniu, ale w znaczeniu, jakie temu słowu przypisuje chrystyanizm — musimy się więc zapytać, jakie są pobudki wewnętrzne jakiegoś czynu, który chcemy skwalifikować jako cnotę. Otóż w życiu, charakterze Japończyka — nie nowej generacyi, bo o tej tego samego dnia, co o cnocie wogóle, mowy być nie może, ale generacyj minionych, w charakterze owych przesławnych, i tak sławionych dajmiów, samurajów i t. p. — dwa są momenta przez adoratorów Japonii pod niebiosa wynoszone, za przykładem Europejczykom-chrześcijanom stawiane, a to, po pierwsze: wierność niezłomna, nie ograniczona ni czasem, ni okolicznościami, aż do grobowej deski; po drugie: uprzejmość zawsze, wszędzie i dla wszystkich, spokój przez tę uprzejmość nakazany, i wreszcie ukrywanie istotnych uczuć i myśli, z przyczyny i pod płaszczykiem owego spokoju i owej uprzejmości — boć reguła Japończyka jest: nie okazywać nigdy gniewu, ni zmartwienia, ni wogóle uczucia na zewnątrz, aby snać inni ludzie, zwłaszcza socyalnie wyżsi, nie byli tem uczuciem niemile dotknięci. Mój misyonarz, a z nim i ja, przypatrzywszy się nieco dokładniej sytuacyi, znajdujemy w wewnętrznych pobudkach owych objawów duszy japońskiej, owych niby cnót japońskich — wiele twardości serca, pychy, a zwłaszcza wiele kłamstwa.
Istotnie żaden naród na ziemi, zdaje mi się, ni w starym ni w nowym świecie, nie uczynił z kłamstwa chleba codziennego w tym stopniu, co Japończyk! — Tu już nie chodzi o kłamanie przed wyższym, o kłamanie przed obcym, o kłamanie przed cudzoziemcem, kłamanie w okolicznościach nadzwyczajnych, alias dyplomatyczne kłamanie — ale o kłamanie od rana do wieczora, w nocy i we dnie, kłamanie w każdej myśli, w każdem słowie, w każdym ruchu. — Japończyk nigdy i w żadnym razie nie powie, nie może powiedzieć prawdy! — Nigdy nie odpowiada na zapytanie: tak, lub nie! — ten rodzaj odpowiedzi nie egzystuje bynajmniej w ich wokabularzu, przez nikogo i nigdy nie bywa używany, — uważanymby był za arcyzłe wychowanie, za sprzeczny z kurtoazyą, którą każdy drugiemu, przedewszystkiem sobie jest winien. — Anonsując, dajmy na to, drugiemu śmierć ojca lub matki, lub dziecka własnego, Japończyk się śmieje — więc kłamie! Witając się z drugim, Japończyk tak się uśmiecha lub kłania, jak gdy ten drugi był jego bóstwem wybranem, jego ukochaną a zarazem adorowaną istotą — znowu kłamie i t. d. i t. d.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Paweł Sapieha.