Podróż (Krasicki)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Podróż
Część Satyry
Pochodzenie Dzieła Krasickiego dziesięć tomów w jednym
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór satyr
tylko Podróż Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

SATYRA IX.
Podróż.

Miał rozum, w domu siedząc, kto się śmiał z podróży.
Jeśli więc ten mu zaszczyt sprawiedliwie służy;
Jak zwać tych, co się razwraz ustawicznie włóczą?
Oto: ale zaczekam; a czy się oduczą.
Jeszczeć można wybaczyć; gdy ostatnia nędza
Z domów, jeśli je mają, ubogie wypędza:
Ale kiedy bogaty puszcza się w podróże,
Ja o jego rozumie, iżby miał, nie wróżę.
Zdrowie, życie, nieść na szwank po przykrej przeprawie,
Głód znosić, snu nie użyć, spoczywać na ławie,
Albo się dusić w dymie lub marznąć na dworze;
Słuchać swierki, wrzask dziecek, w spróchniałej komorze,
Robactwu się opędzać. — Może kto zaprzeczy,
Iż gdzieindziej nie jest tak. — I tam nic do rzeczy:
Albo żeby treść myśli objawić wytwornie,
Jeśli u nas nie dobrze, indziej niewybornie.
Droga zawsze jest drogą, pomimo wygody,

Rzadka obejść się cale, znaleźć się bez szkody:
A choćby innej w ciągłych podróżach nie było,
Gdy się czas marnie strawił, wiele się straciło.
Przepłynąwszy przez morza i zwiedziwszy ziemie,
Dajmy to, iż kto poznał wszystkie ludzkie plemie.
Cóż poznał? — To, co w domu miał na pogotowiu;
Może jazdą, płynieniem, mógł usłużyć zdrowiu,
Bo lekarze tak mówią: ale syty z wzorku,
Zapytajmy pielgrzyma, co mówi o worku.
Pewnie mu nie usłużył — A źle, gdy nie służy.
To nic jeszcze: gdy mówim ściśle o podróży,
Że się zlepszenia zdrowia w niej znajdzie przyczyna,
Większa, ważniejsza jeszcze potrzeba się wszczyna,
Trzeba jechać koniecznie. — Gdzie? — Jechać do wody.
Służyła ona przedtem tylko dla ochłody,
Teraz większa usługa. — Jaka? — Żyć nie można,
Jeśli pilność o zdrowie czuła a ostrożna
Nie zapędzi tam, gdzie jest saletra i siarka.
— A nam co po saletrze? — Jeśli onej miarka,
I z częściami hałunu, a najbardziej zrana
Dobrze trafiona; zdrowie! lecz ze źródła brana,
Gdzie ją chwytać należy, żeby moc nie zgasła,
Jeżeli więc na takie ozdrowienia hasła
Nie wzbudzi się chęć jechać, pożegnaj się z życiem.
Jużci, ale i z workiem. Za takiem użyciem
Droższe widzę, niż przedtem było teraz zdrowie,
Żyli dłużej, niźli my, nasi pradziadowie:
Za krzepkość z ojców wziętą nie płacąc nikomu,
Od zdrowych wzięte zdrowie, zachowali w domu:
Cnotliwej roztropności urządzeni miarką,
Nie znali się z hałunem, saletrą i siarką.
Czerstwa starość poważne ich zmarszczki wdzięczyła,
Było zdrowie, bo święta wstrzemięźliwość była.
Lepsza ona od siarki i skuteczniej zdrowi,
Niż co kreślą lekarze i starsi i nowi,
Którym (bo mają rozum), frymarczącym bolem,
Wody siarką przyprawne stały się Paktolem.
Pitagoras i Tales, i Platon i inni,
Zaktórych wielkiem zdaniem poszli ludzie gminni.
Niżeli swej nauki cuda rozpostarli,
W kraju się właściwego cieśni nie zawarli:
Lecz chcąc ludzi oświecić w błędach w których trwali,
Do innych się najdalszych w pielgrzymstwo udali.
Tam czerpając u źródła, w wiadomość bogaci,
Z niezmiernym nauk trzosem wrócili do braci.
Pitagoras powiedział: nie trzeba jeść bobu.
A nie kontent z greckiego rządzenia sposobu,
Nową rzeczpospolitą mądry Plato sklecił,
I tak dowodnie onej pożytek zalecił:
Iż się dotąd na jawie jeszcze nie skleciła.
Woda, według Talesa, wszystko sporządziła.
Wzmogli się niewiadomi wynalazki temi,
A szczęśliwi, zostali jeszcze szczęśliwszemi.
Nie mogę ja tak wielkiej oprzeć się powadze,
Jednak się zbyt daleko zapędzać nie radzę.
Ostatnia to po rozum za granicę jeździć.
Jeśli się on pod własnym dachem nie chciał gnieździć,
Darmo go indziej szukać. Mimo górne wzory,
Wzory sławne Talesa albo Pitagory,
Wzory zbyt uwielbione przez swoje wzniesienia,
Trzymajmy się poprostu skutków doświadczenia.
Dobry rozum, ale źle rozumem przesadzać:
Czuje to świat: ja światu nie będę doradzać,
Ale gdybym był takim, iżbym mógł dać radę,
Rzekłbym: świecie! miej baczność na każdą przysadę,
Nie wierz łbom zagorzałym, które robią xięgi,
Ani xiążek działaczom: ich umysł nietęgi
Zabawnie bałamucąc, nabawił cię nędzą:
Nieszczęśliwe się chwile w światłym wieku pędzą,
I pisarz, i czytelnik za naukę płacą:
Dobrze im tak: a kiedy zwodziciele tracą,
Rozsądny, co się ustrzegł takiego pogromu,
Niech się strzeże podejścia i zasklepi w domu.
Ale w nim razwraz siedzieć, rzecz jest niepodobna:
Choćby rzecz najwdzięczniejsza, ciągła, a osobna,
Sprawi sytość, a tej jest skutkiem unudzenie.
Zarzut nowy. Więc innych okolic zwiedzenie,
A z niem odmiana rzeczy, lekarstwem nudności.
Nie nudzi się, kto kontent: lecz tej szczęśliwości
Rozum tylko i cnota są sprawicielami;
Z temi choćby wśród stepów, nie będziemy sami:
Cóż dopiero! gdy dzieci i poczciwa żona,
I uprzejmość sąsiedzka, prawa, doświadczona;
Słodycz losu poddanych, któryśmy sprawili,
I myśl lat przeszłych, cośmy poczciwie przebyli!
Piękne to towarzystwo, i nigdy nie znudzi.
Swoich znając poco nam nowych szukać ludzi?
Miłe to przeświadczenie do tego nas wiedzie,
Iż dobrze w domu siedzieć. — Kto nie chce niech jedzie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.