Ogród Saski (Oppman)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Or-Ot
Tytuł Ogród Saski
Rozdział Parki i ogrody
Pochodzenie Ziemia polska w pieśni
Redaktor Jan Lorentowicz
Wydanie drugie
Data wydania 1913
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk W. L. Anczyc i spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały rozdział
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały rozdział jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały rozdział jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)

Cała książka

Indeks stron

OGRÓD SASKI.

Odwieczne lipy i kasztany
Wznoszą do nieba stare czoła,
Codzień z uśpienia świt różany
Do nowych wrażeń starców woła.
Tyla lat przeszło nad ich głową,
Złote poranki, ciemne zmierzchy,
A one stoją jednakowo,
Wznosząc na błękit koron wierzchy.

O czem te drzewa stare gwarzą?
O czem dumają w zmrok perłowy?
Pod ich gałęzi krzepkich strażą
W liści wsłuchałem się rozmowy.
Dziwnie żałosny, zadumany,
Odczułem śpiewne ich chorały, —
Prastare lipy i kasztany
Smutną mą duszę kołysały.

Pomiędzy wielkich drzew zielenią
Stoją posągi obtłuczone,
W łunach zachodu się rumienią,
Jakby swą dolą zawstydzone.
Co dziś po greckich bóstwach światu?
On się fantazyi zrzekł z ochotą!
Drwiąc z poetycznych złudzeń kwiatu,
Na oślep biegnie tam, gdzie złoto...

Czasem, gdy siedzę na placyku,
Kędy fontanna szemrze z cicha,
Błyska mi promyk po promyku
I dawna przeszłość się uśmiecha.

Idą wytworni kawalerzy
I dam bukiecik, pełny wdzięku,
Kawaler w ustach duser świeży,
Dama ma każda serce w ręku...

Król-śpioch, król-tłuścioch, król-pantofel
Do psów celuje na balkonie;
Twarz — istny księżyc, nos — kartofel,
A głowa pusta, choć w koronie.
Czoło pogodne i bez troski,
W sercu zamarły wszelkie żądze;
Przy nim Brühl stary i Sułkowski:
»Brühl! masz pieniądze?« — »Są pieniądze!«

Ach! w tych alejach zacienionych
Ileż mi przeszło chwil szczęśliwych!
Ile błysnęło snów złoconych,
Pragnień, do dzisiaj w sercu żywych.
Tu mi jaśniały cudne oczy,
Tu-m drogą postać czuł przy sobie, —
Dziś dłoń pieściwą robak toczy,
A oczy-gwiazdy zgasły w grobie!

Młody studencik, zapalony
Do napoljońskiej epopei,
Biegałem codzień w owe strony,
Pełny tęsknoty i nadziei;
Snując do pieśni przędzę planów,
Od czystych wzruszeń drżący cały,
Jam szukał starych weteranów,
Którym przewodził »kapral mały«.

I nieraz milej, niż z kochanką,
Biegły mi chwile z starym dziadem,

Wspomnienia pełną pijąc szklanką,
Szedłem zwycięskich orłów śladem.
Padały na mnie sławy blaski,
Przeszłości-m wskrzeszał cudną kartę —
I był mi rajem ogród saski,
A w nim aniołem — Bonaparte!...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.