O "Historii Cywilizacji Angielskiej" przez Henryka Tomasza Buckle'a

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


O "Historii cywilizacji angielskiej" przez Henryka Tomasza Buckle'a • Eliza Orzeszkowa
O "Historii cywilizacji angielskiej" przez Henryka Tomasza Buckle'a
Eliza Orzeszkowa
(Gazeta Polska, 1866)

Ze wszystkich nauk najbardziej upowszechnioną w społeczności naszej jest historia. Tę gałąź wiedzy pochwyciliśmy najchętniej, częścią dla pozornej łatwości.

To zamiłowanie byłoby użytecznym i rozwijającym, pomagałoby rozszerzeniu światła, gdyby nauka historii pojętą była w całej swej rozległości i powadze, gdyby z niej czerpano najważniejszą z nauk: naukę życia, gdyby nareszcie nie była ona kroniką ani zbiorem faktów, ale filozofio-historią.

Pomiędzy piszącymi u nas mamy zacne postacie pracujących w tym kierunku. Pominąwszy zmarłego Lelewela trudno nie wspomnieć o szanownych pracach Karola Szajnochy.

W nich widać postępowe dążenia, w nich objawia się duch wieku rozumujący i uogólniający — a chociaż w znakomitym dziele o Jagielle i Jadwidze niektóre miejsca zanadto są przeciążone herbami i szlacheckimi wywodami, strudzony nimi czytelnik znajduje wynagrodzenie w innych, pełnych prawdziwego pojęcia dziejów ustępach. Zresztą są jeszcze i inni mniej więcej trafnie i umiejętnie pracujący na tym ulubionym nam polu, należą się im od ogółu szacunek i dzięka.

Ale wśród czytających... chaos! chaos faktów i dat, zamieszanie pojęć i brak zdrowych przekonań. Wielu jest lubowników historii upewnionych, że mają już w posiadaniu klucz dziejowej mądrości, gdy mogą na pamięć wyliczyć długie szeregi nazwisk królewskich, wymienić daty średniowiecznych wojen albo przeczytawszy na przykład historią Thiersa z upewnieniem ręczyć, z ilu pułków składały się napoleońskie wojska pod Austerlitz lub który z jenerałów był ulubieńcem Napoleona. Ale jak kształtowały się społeczności w różnych warunkach i wiekach, gdzie był postęp, a gdzie cofanie się, co przyniosło ludzkości korzyść, a co szkody — o tym niewielu miłośników historii myśli.

Łatwe te i powabne sprawy tak różne są od trudnych i użytecznych jak zabawa od pracy. Trzeba więc wybrać zabawę lub pracę. Ależ zabawa, celże to życia?

Uznawszy to i chcąc na historycznym polu nie bawić się, ale pracować, trzeba się zapatrywać na dzieje z poważnego stanowiska, zapomnieć o anegdotach, o królowych cudnej piękności i czarnych rycerzach z błękitnymi damami na tarczach, a pojąwszy ducha wiekowego rozwoju śledzić drogi postępu, śledzić je niekoniecznie w pałacach i dworach magnatów. Z wyników takich studii utworzą się wnioski i pojęcia, które wprowadzić się dadzą w życie praktyczne, w rzeczywistość. Podobne wpływy będą ożywczym źródłem, a chociaż mniej będzie pseudoerudytów, dla ogółu więcej z tego źródła wypłynie korzyści.

Gdy pomimo kilku zacnych i zdolnych pracowników, we własnym piśmiennictwie za mało mamy materiałów poważnego i szerokiego kształcenia się historycznego, winniśmy się udawać do zebranych gdzie indziej zasobów.

Nierozsądną jest duma chcąca wszystko czerpać z siebie i odrzucająca to, co u innych jest dobrym. Minął czas, w którym indywidua, kasty i narody w oddzielnych zamykały się światach, egoistycznie otulając się we własne światło lub cienie. Dziś największym dobrodziejstwem oświaty naszego wieku jest zetknięcie się i poznanie wzajemne różnych części ludzkości; dziś nikt nie ma prawa dla siebie tylko chować uzbierane skarby ducha albo odrzucać je, gdy one są podawane bratnią ręką.

Oryginalność wielką jest zapewne zaletą narodowej literatury; ona jest objawem żywotnych i samoistnych sił narodu. Nie zbywa nam też całkiem na niej — ale nie dziw, że inni wiele nas wyprzedzili. W innych kształtując się kierunkach, innymi idąc drogami — inaczej się rozwijali. A że te ich drogi i warunki korzystniejszymi im były niż nam nasze, przeto więcej tam postępu i bliżej ku dobremu. Nie powód to dla nas do zrażania się i zwątpienia. Owszem, powód do tym pilniejszej pracy i wytrwalszych usiłowań. Zdolności bynajmniej nam nie brak — ale wytrwania w pracy poważnej i trudnej. Nie jesteśmy śpiący i ociężali jak Turcy, ale naprawdę mamy lenistwo i coś jakby chińskiego uporu trochę w raz powziętych o rzeczach pojęciach.

Nie zaniedbując tedy oryginalnego rozwoju, powinniśmy brać od innych to, co tam dla nas może być nauką, a na historycznym polu pracując udajemy się do mistrzów, w których bogate Francja i Anglia. Thiers, Michelet, Guizot, Cousin, Tocqueville, Hallam, Macaulay itd., świetna to plejada XIX wieku. Ludzie ci nie należą do Francji ani do Anglii, ale do wszystkich oświeconych społeczeństw — a więc i do nas, bo mimo wielu niedostatków i pod niektórymi względami zastoju, nikt nie odmówi nam prawa obywatelstwa w dziedzinach światła.

Środkiem rozpowszechnienia dzieł zagranicznych są tłumaczenia, a tłumaczeń u nas mało. Niech stojący na czele literackiego ruchu myślą o tym.

Przed kilku laty między znakomitymi imionami angielskich historiografów zajęło miejsce nowe, a dziś już znakomite imię Buckle'a. Syn angielskiego kupca, Henryk Tomasz Buckle począł ciężką umysłową pracę od siedemnastego roku życia i po kilkunastu latach oddawania się jej umarł mając zaledwie lat trzydzieści trzy.

Żal wielki, że śmierć zabrała światu, i tak bardzo wcześnie, znakomitego myśliciela. Pracę swoją, którą nazwał „Historią cywilizacji angielskiej", zostawił nieskończoną. Wydane tomy zawierają tylko wstęp, który domyślać się każe, jakie nieprzebrane skarby zawarłaby całość. Przecież — lubo te pierwsze tomy Buckle'a były pisane jako wstęp do dzieła — same przez się są one dziełem, i znakomitym. Czytanie ich, można tak wyrazić się, uczy myśleć — a razem tchnie z nich na człowieka poczucie godności i potęgi ludzkiej. Czytając je człowiek we własnych oczach potęguje się i wzrasta; jakby we wspaniałej perspektywie widzi wszystko, co może stworzyć siłą myśli swojej, woli i pracy.

Nic tam nie ma ciemnego, nic zawikłanego, splątane i brzmiące frazesa nie tworzą ciągłych trudności; niepochwyconych metafizycznych zaciekań się tam nie znaleźć. Ale nauka jasna, głęboka, pełna miłości dla ludzi tryska tam z każdej karty jak z ożywczego zdroju.

Ażeby dobrze ocenić pismo Buckle'a, trzeba pojąć stanowisko filozoficzne, z jakiego wychodzi ten filozof-historyk. Znaną jest oświeconym odwieczna walka szkół filozoficznych: idealistów i materialistów. Ostatnia, wznowiona w XVII wieku z Baconem, Gassendim, Lockem, stoczyła walkę z Kartezjuszem, Leibnizem, wzmogła się do najwyższego empiryzmu u materialistów francuskich XVIII wieku i równoważona różnymi systemami, przetrwała dotąd. Buckle jest synem tej szkoły. Materialista, uznaje on naturę przyczyną wszechrzeczy, usuwając nadprzyrodzone. Stąd, wedle niego, natura tworząc wszystko, na wszystko oddziaływa jednostajnie, w wiekuistym, ogólnym a niezmąconym porządku. Nic się nie dzieje osobno, pojedynczo, wskutek wypadku albo niepodobnych do pojęcia przyczyn, ale wszystko wypływa z ogólnych powodów i ku ogólnym dąży skutkom. Jak natura zewnętrzna wpływa na ludzkość? Jak ludzkość rozwijając się wpływa na naturę? Co jest właściwie rozwojem ludzkości? Jakimi drogami rozwój ten postępował, a jakimi postępować winien, aby dojść pożądanych dla świata celów? Co pomaga, a co szkodzi rozwojowi umysłowości ludzkiej? Oto zadania historyka filozofa.

Dlatego zamierzał Buckle skreślić historię cywilizacji europejskiej; ale uznał, że częścią dla braku materiałów, częścią dla niedostatku sił jednego człowieka nie podobne mu było wykonanie pierwotnego planu. A więc wybrał Anglię i o dziejach jej oświaty miał pisać. Chcąc jednak bardziej je uwydatnić na tle ogólnym, we wstępie przebiegł historię oświaty i innych krajów. Sam tylko ten wstęp świadczy o potędze umysłowej pisarza, bo przed posunięciem pracy dalej śmierć go zaskoczyła.

Ponad dziełem całym unoszą się dwie potężne zasady: wiara w moc oraz w nieprzebrane zasoby umysłowości ludzkiej i pojmowanie ludzkości w najszerszym jej znaczeniu — nie jako jednostki wybitnej, ale jako ogółu, wielkiego ogółu, który w całości i pełni tylko stanowi społeczność, jest powodem postępu i ruchu, żyje, myśli i wielką ma przyszłość przed sobą. [...]

Najprzód staje pytanie, czym jest człowiek i na czym osnute powinny być dzieje ludzkości? Jasne i na ścisłym wywodzie oparte rozumowanie odpowiada: człowiek jako jednostka nie jest wyjątkową i nadzwyczajną istotą dla wyjątkowych i nadzwyczajnych celów stworzoną; jest on jednym z ogniw wszechrzeczy, a losy jego rządzone przyrodzonym i niewzruszonym porządkiem nie podlegają ani ślepemu trafowi, ani jego własnej wolnej woli. Każdy skutek ma przyczyną zrodzoną z przyczyn uprzednich. I tak przez wieki w nieprzerwanym łańcuchu idą za sobą przyczyny i skutki wpływając na siebie i rządząc sobą wzajemnie, nie podlegając ani trafowi, ani żadnej kapryśnej ludzkiej czy nie ludzkiej woli. Człowiek jako jednostka nie zdolen się wyłamać spod tego ogólnego porządku przyczyn i wpływów. Dążności jego, czyny i koleje kształtują się wedle tego, co było przed nim i co go otacza. Najsilniejszą wpływającą zewnętrzną potęgą jest natura. Ona człowieka przeraża groźnymi zjawiskami albo pieści miłym i umiarkowanym wpływem; ona go zachęca do pracy w jednych strefach albo odrywa od niej w innych; w jednym miejscu czyni go dzikim, leniwym, przesądnym, w innym łagodnym, pracowitym, rozważnym. [...]

Na cały ustrój społeczny wpływa natura. Wskutek jej działań straszne niewolnictwo do potwornych rozmiarów wzrosło w Indii — przemysł i poczucie godności człowieczej zapanowały w Europie.

Stąd zdaje się być pewnym, iż upaść powinna zasada dzielenia ludzkości na rasy wedle odrębnych im własności i cech, a te własności i cechy należy raczej przypisywać wpływom owych fizycznych czynników. Mniemanie to i tym jest poparte, iż cechy rasowe zmieniają się przy zmianie otaczającej natury, a za przykład mogą służyć Arabowie w średnich wiekach.

Potężny też wpływ wywiera natura na ludzkość czynnikami, które podzielić można na cztery klasy. Trzy z nich: klimat, pokarm i grunt, ściśle wypływając z siebie łączą się w jednę; ogólny widok natury wpływa szczególniej na układ religijnych systemów.

Klimat, pokarm i grunt kształtują społeczność w pierwotnym jej zawiązku. Pierwszym celem stale kształtującego się narodu jest zbiór bogactw; w późniejszym rozwoju zbiór bogactw wzrasta wedle postępu wiedzy — ale pierwotnie jest całkiem zależny od przyczyn fizycznych. I o ile później wiedza pomaga do zbioru bogactw, o tyle pierwotnie zbiór bogactw jest konieczny dla nabycia wiedzy.

Zbiór bogactw w pierwotnej społeczności postępuje zatem o tyle, o ile mu czynniki fizyczne pomagają wzbudzając pracę i wynagradzając ją. Klimat gorący i podległy częstym zmianom odrywa człowieka od pracy, umiarkowany i jednostajny pobudza go do niej. Potem albo grunt daje mu plonów dostatek, aby zachęcić do trudów, albo zraża go jałowością. Dlatego też najpierwsza cywilizacja w świecie była w żyznych krajach azjatyckich i w Egipcie, który otoczony pustynią zaludnienie swe i oświatę zawdzięczał użyźniającemu Nilowi, a najlepsza i najtrwalsza cywilizacja rozszerzyła się w Europie posiadającej klimat umiarkowany i grunt dość żyzny, aby zachęcić do pracy — ale dla dania obfitych plonów wymagający energii i mozołu człowieka.

Kiedy bogactwa zaczynają się gromadzić w społeczności, następuje wtedy ich podział. Ludzie rozdzielają się na trzy klasy: jedna pracuje fizycznie dla zbioru bogactw, druga kieruje sposobem ich zużytkowania, trzecia dostarcza już zebrane, posiadane przez się zasoby, odbierając za to korzyść. Dwie ostatnie klasy wynagradzają pierwszej pracę fizyczną i cały układ społeczności zależy od tego, jak się wszystkie trzy mają względem siebie i jak klasa pracująca jest wynagradzaną. Tu przeważny wpływ wywiera trzeci czynnik natury, sam podlegający klimatowi: pokarm. Im klimat w jakim kraju jest gorętszy — tym pokarm jest obfitszym i ludność szybko się mnoży. Ze wzrostem ludności zmniejsza się nagroda za pracę; wzrasta zatem w pracującej klasie ubóstwo, a ubóstwo pomaga utrzymaniu się ciemnoty w masach. Nad ubogimi zaś i ciemnymi masami łatwo zapanować klasie nie pracującej fizycznie, a zatem oświeconej, bo pracującej umysłowo — i klasie bogatej, bo posiadającej zebrane już zasoby. Stąd niewolnictwo ciężkie i uporne w krajach gorących i najobfitszych, a mniej upadlające i czasowe tylko w strefach umiarkowanych i dających pokarm nie wzmagający nad miarę wzrostu ludności... [...]

Stąd każdy, kto zamierza badać przyczyny i skutki historycznego rozwoju ludzkości, musi odnosić je do natury zewnętrznej krajów, w których społeczności się kształtują. Pojąć zaś wpływy fizycznych czynników nie podobna bez znajomości fizycznych nauk. Kto więc chce pojąć dzieje w całej ich rozciągłości, musi znać również dzieje sił przyrody. Bez dokładnego poznania natury historia ludzkości jest niemożebną — tym bardziej gdy zwrócimy uwagę na to, iż czwarta klasa czynników fizycznych: ogólny widok natury, wpływa na umysł ludzki tworząc systemy religijne, piśmiennictwo, sztuki.

Gdy więc ludzkość tak, bardzo podległa jest zewnętrznym wpływom, zda się, iż zależność ta powinna odbierać człowiekowi poczucie jego siły i zniechęcać do, czynnego i samoistnego życia. Ale z drugiej strony, jak źródło ożywcze tryska myśl o wewnętrznych potęgach człowieka — i te potęgi wchodzą w zapasy z mocami natury. [...]

W olbrzymiej owej walce siły nadprzyrodzone wedle filozofo-historyka nie mają żadnego miejsca. Człowiek jako jednostka podległy wpływom, mało może; wszelka kasta opóźnia tylko bieg rzeczy. Ale ludzkość cała, ogół, to właśnie ów olbrzym, przed którym upadają potęgi natury zewnętrznej. W ciągłym dźwiganiu się i dążeniu ze szczebla na szczebel, przez wieki, idzie ludzkość ku światłu i szczęściu. Przeszkody stawiane przez naturę i wychodzące z własnego jej łona opóźniają tylko jej postęp, ale zatrzymać go całkiem nie można. I ta to zwycięska moc wewnętrzna ludzkości, ten jej tryumfalny pochód ku światłu i szczęściu wskazuje siły i godność człowieka. Każdy pracownik na tej świetnej drodze jest olbrzymem, może podnieść czoło w zacności i dumie, bo jest cząstką zwycięskiego ogółu.

Zakreśliwszy tak stanowisko ludzkości względem natury zewnętrznej, filozofo-historyk zastanawia się nad określeniem owych wewnętrznych sił zwanych powszechnie duchem człowieka, które mają być najpotężniejszym działaczem w rozwoju dziejów.

Jakkolwiek niedostateczną jest dotychczasowa metafizyka, dowiedzioną jest rzeczą, że prawa rządzące duchem ludzkim dzielą się na moralne i umysłowe. Prawa moralne wskazują człowiekowi obowiązki, umysłowe uczą je spełniać. Jedne z nich, możniejsze w skutkach, muszą być dźwignią dziejową. Według Buckle'a prawa umysłowe nad moralnymi przeważają i właśnie są podstawą i bodźcem wszystkiego, co dobre w ludzkości.

Do postępu pobudzać może tylko to, co samo postępuje, a prawa moralne stoją. Od najdawniejszych wieków zasady uznane dzisiaj za prawdy moralne, znane były i czczone i w niczym dotąd nie zmieniły się, nie postąpiły. Przeciwnie, nic tak szybko nie zmienia się i nie postępuje jak prawa umysłowe. To, co w jednym pokoleniu czczone jest jak niewzruszony dogmat, staje się pośmiewiskiem drugiego; to, co w jednym wieku niepodobieństwem, spełnione zostaje w następnym. Przy ścisłym przyjrzeniu się historii można odkryć, iż ludzie przejęci silnie moralnymi prawdami, jeżeli nie byli oświeceni umysłowo, najwięcej złego wyrządzali światu.

Trzy ważne odkrycia, zawdzięczane tylko umysłowej potędze ludzkiej, najbardziej przyczyniły się do zmniejszenia wojen. Pierwsze, wynalezienie prochu, zniszczyło średniowieczny ogólny popęd do rycerki; utworzyło wojsko regularne, a zatem zmniejszyło ilość wojujących. W średnich wiekach dwie tylko klasy składały właściwie społeczność: duchowna i wojskowa. «Zapewne, pisze Buckle, była moc księży i rycerzy, moc kazań i moc bitew, ale za to nie było ani przemysłu, ani handlu, ani rękodzielni, ani piśmiennictwa; sztuki użyteczne całkiem były obce ludziom, najwyższe nawet klasy towarzystwa nie tylko nie znały prostego dobrobytu, ale nawet najzwyczajniejszej przyzwoitości oświeconego społeczeństwa». Wskutek odkrycia prochu zmniejszyła się ilość wojujących; więcej zatem ludzi wchodziło na drogi przemysłu i nauk, co przyczyniło się do postępu.

Drugą ważną nowością ostatnich wieków jest nauka ekonomii politycznej. Dawniej narody najfałszywsze miały wyobrażenie o prawach handlu, stąd częste wojny i wielkie skrępowanie rozwoju ogólnych bogactw. Ekonomia polityczna odkryła nowe i zbawienne poglądy; przez nią zmniejszyły się powody międzynarodowych zatargów i otworzyły się drogi handlowych swobód. «Słusznie możemy powiedzieć, pisze Buckle, że Adam Smith (założyciel ekonomii politycznej), więcej dobrego uczynił dla rodzaju ludzkiego niż wszyscy pracodawcy i mężowie stanu, których imiona przechowała nam historia».

Trzecim zbawiennym wynalazkiem jest siła pary, zastosowana do lokomotywy. Z pomocą lokomotyw ludzie, przebywając szybko szerokie kraje, zaczęli lepiej poznawać się wzajemnie, stąd zniknęły międzynarodowe uprzedzenia, przesądy i nienawiście. [...]

Tak więc zniszczenie dwóch najcięższych klęsk świata: nietolerancji religijnej i wojen, zawdzięczamy postępowi umysłowemu; a jeżeli tak jest w tych najważniejszych razach, to samo niezawodnie być musi i w podrzędnych wypadkach. Stąd w wewnętrznych siłach człowieka niezaprzeczoną wyższość nad prawami moralnymi ma potęga umysłowa. [...]

Z treści więc czterech pierwszych rozdziałów takie są wyniki ogólne:

1-mo: Cywilizacja jest zwycięstwem sił wewnętrznych człowieka nad zewnętrzną naturą. Że zaś poza Europą potęga przyrody przemaga nad potęgą człowieka, a w Europie siły ludzkie silniejszymi są od sił naturalnych, zatem historię cywilizacji ludzkości podzielić można na europejską i zaeuropejską.

2-do: Badając historię cywilizacji europejskiej należy śledzić rozwój zewnętrznych sił człowieka; a że one dzieląc się na moralne i umysłowe w ostatnich przedstawiają najżywsze źródło potęgi i postępu, zatem historia cywilizacji w Europie jest historią umysłowości ludzkiej.

Położywszy tak w czterech pierwszych rozdziałach zasadę przewagi rozumu ludzkiego nad wszystkim, co zewnątrz i wewnątrz człowieka istnieje w piątym wskazuje Buckle wpływy religii i piśmiennictwa. [...]

Rozdział szósty zstępując ze stanowiska ogólnych na całą ludzkość poglądów w małej liczbie kart przebiega historię historii. Tu opisując śmieszność średniowiecznych przekonań i wiarę, jaką przywiązywały do nich najpoważniejsze umysły, Buckle rozwija prawdziwą, pełną smaku i porywu ironią. Trudno bez uśmiechu czytać streszczenie średniowiecznych podań, zebranie najdziwaczniejszych i potwornych bajek wypowiedziane z całą powagą przekonanego o ich prawdziwości historyka. Podobna ironia przedziwnie cieniuje wyborne pisma Macaulaya, a szczególniej jego szkice historyczne (na przykład Barrera); ale z rozdziału szóstego historii cywilizacji i z kilku innych miejsc tego dzieła (mianowicie w rozdziale trzynastym), wnieść można, że Buckle nie ustępuje wcale znakomitemu swemu rodakowi w mocy pokrycia gryzącym, pełnym smaku szyderstwem tego, co uznaje za złe lub śmieszne. [...]

Nauka daje ludziom sposoby zwyciężenia potęg zewnętrznej natury, nauka rozświecając pojęcia wiedzie ludy ku zgodzie, pokojowi, bogactwom, cnotom. Nauka zabija marzycielstwo i próżne, przesądne nadzieje, a natomiast każe człowiekowi wpatrywać się w ziemskie istnienie, doskonaląc je dla siebie i innych; ona nareszcie prowadząc człowieka ku poznaniu samego siebie daje mu poczucie własnej potęgi i zacności, na którym wsparty, zechce być samym sobą i sam przez się myśleć, żyć i działać. Główną panującą myślą wołającą z każdej karty dzieła Henryka Tomasza Buckle'a jest: dalej, dalej ku nauce, ku światłu, a przez nie ku szczęściu!

Pojął młody myśliciel angielski ducha swojego czasu, a jego samego pojmie i uczci każdy poczciwie czujący i jasno myślący syn XIX wieku.

Bo minął już zaprawdę czas przesądów i zastoju, czas marzycielstw i próżnych rojeń rozkwitujących niegdyś w zbytkach pałacowych lub monakalnym próżniactwie. Dziś, kto chce żyć jako człowiek, nie marnym chwastem wyrastać, ten musi myśleć, uczyć się, badać i dążyć. Dziś nie wolno spać na pościeli usłanej pojęciami przeszłych wieków. Każda jednostka i naród każdy, aby zajmować miejsce w ludzkości jako żywotny człowiek, nie jak część martwa lub zgniła, musi własnymi siłami pracować, uczyć się i działać.

Każda wielka epoka dziejów ma właściwą sobie myśl i treść wypływającą z tej myśli, ma osobny swój cel, do którego dąży, i ideał, przed którym uchyla czoło. W starożytnych wiekach siła przewagi stanowiła wielkość.

Średnie wieki uszlachetnione i oczyszczone już trochę duchem chrystianizmu nie otrząsnęły się całkiem z bałwochwalczej czci materialnej sile oddawanej. Do niej przyłącza się jeszcze cześć dla wszystkiego, co było lśniące, bogate i świetne.

W XVI wieku zrodził się czas nowy. Ciekawość, badanie przebiegło umysły. Z początku w pieluchach ów skeptyczny duch ludzki rozwijał skrzydła w XVII wieku, w XVIII potęgował się, w XIX poznał, czego potrzeba ludzkości, aby szczęścia i doskonałości dościgła, i w tym uznaniu swoim za godło i cel epoki postawił pierwiastek i źródło wszelkiego dobra, prowadzący do prawdy, wszechpotężny rozum. Do rozumu dojść można tylko nauką, do nauki pracą; pracować więc, uczyć się i dążyć do szczytów rozumu — oto zadanie obecnego wieku.

Długo, długo ludzie szukali drogi do ' szczęścia; czary i gusła, i wysiłki ku odkryciu filozoficznego kamienia, czytanie w gwiazdach, wszystko to patrzyło w jeden punkt magiczny, wszystko dążyło ku szczęściu, pragnęło, szukało szczęścia. Jedni widzieli je w laurach ziemskich, inni w pozaziemskim istnieniu; jedni pragnęli go W rozkoszach miękkiego życia, inni w dopiekliwym krzyżowaniu ciała — a laury i marzenia o raju sybarytyzmu i ascetyzmu nie dały szczęścia. Zapewne były jednostki, które doszły do celu świetne i zadowolone, ale jednostki tylko. Ogół pogrążony w ciemności daremnie wyciągał ręce ku ideałowi swoich pragnień

Nasz wiek może zawołać zwycięsko: eureka! Nie żeby ludzkość osiągnęła już szczęście — wiele i wiele brakuje jeszcze do tego — ale że znalazła doń drogę, a znając drogę łatwiej dojść do celu. Drogą zaś tą: rozum.

Każdy, kto, przejęty tą myślą wieku, uchyla przed nią czoło i oddaje jej swoje siły, z zadowoleniem czytać będzie dzieła popierające ją, a zatem i dzieło Buckle'a. Są społeczności, którym więcej jak innym jeszcze potrzeba przeniknąć się głęboko uznaniem idei pracy, nauki, rozumu; są społeczności! A na nieszczęście często społeczności takie jak ludzie w chorobliwym stanie oddają się marzycielstwu; zdolności i siły tracą w próżniactwie lub sentymentalnych rojeniach. Takim społecznościom więcej jak innym potrzebne są za lekarstwo i bodziec dzieła wołające do pracy i postępu, chłoszczące przesądy, a czczące prawdę; takim więcej jak innym zalecić można czytanie „Historii cywilizacji" Henryka Tomasza Buckle'a.

Li...ka