Na powrót senatorów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
XXIV. Na powrót senatorów.




Czyliż w serdecznéj wytłoczone cieśni
Lać będziesz zawsze, lacka Melpomeno,
Łzy; do żałosnych opłakując pieśni
Klęski twéj matki jękorymną weną?
Że twój król dobry, twoje wszytkie stany
Ten ucisk znoszą, te niegodne rany!

Wszak i najtęższą człek zjęty niemocą,
W bólach niekiedy drobną folgę czuje;
Często lekkuchny sen przylata z nocą
I jad wewnętrzny spoczynkiem cukruje.
Niech dłoń weselsze kęs strony potrąca,
Nim przerwie radość, ach! burza wisząca!

Od północnego wróceni Tryonu
Do ziem ojczystych, kochani Polacy!
Przysiężna rado do pańskiego tronu,
Do krwie przezacnéj bracia i rodacy,
Jużeście z nami, darem téjże pani,
Która, kiedy chce, i leczy i rani.

Nowe się dla was otwierają dziwy:
Płód niezgód naszych i fatalnéj pychy,
Które los zdala krzewiąc nieżyczliwy,
O stan ojczyznę przyprowadził lichy.
Każdy syn do was z powitaniem bieży,
Lecz spólna matka napół martwa leży.

Żaden z was nie jest tak chciwy na chlubę,
By z płonnych pochwał tylko szukał onéj.
Prawdziwą sławę ćmią pochlebstwa grube.
Ziomkowie zacni cnoty niezwalczonéj!
Dosyć wam na tym, żeście chcieli wspierać
Kraj, a dla niego i żyć i umierać.

Jeśli ludzkiego obrządkiem żywota
Najczystsze sprawy nie są bez przysady,
Na wzór czystego bystrym ogniem złota,
Jaśniejszy umysł niesiecie do rady.
Precz do piekielnéj przeszłe waśni kluby!
Trzeba się wszytkim z spólnéj dźwigać zguby.

Nikt z nas, począwszy od narodu głowy,
Od klęsk powszechnych nie uszedł zamętu:
Rozmiotał żagle wiatr wojny domowéj,
Zranił samego sternika okrętu.
Ktośkolwiek prawy Polaków potomek,
Bierz się do rudla, a ratuj ułomek!

Gdybym pochlebnym chciał was łudzić piórem,
Miałbym w mym setny koncept Helikonie,
Że się po zimie pięknym dla nas torem
Wiosna w kwiecistéj przybliża koronie.
Oto w osobach waszych pierwsze gońce
Wdzięczne fiołki przyprowadza słońce!

Czas nie po temu brząkać bałamutnie;
Z lubym pokojem miło i poszaléć.
Naówczas będę kwiat sypać na lutnię
I strojnym rytmem dzieła wasze chwalić.
Grzmi wkoło niebo; jeszcze pora nie ta;
Niech filozofem zostanie poeta.

Dzielnych zamysłów skutek jest dowodem;
Fraszka być w kraju ciałem, a nie duszą.
Brońcie narodu z królem i narodem;
Inaczéj, próżno głowę myśli suszą.
Bo kiedy rzeczy w tym zostaną stanie,
Będziecie w domach własnych miéć wygnanie.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.