Myszeis/Pieśń III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Dzieła Krasickiego
Podtytuł Myszeis
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PIEŚŃ III.


Gryzomir król myszy i szczurów wysyła posły za granicę, prosząc o wsparcie, a sam nakazuje pospolite ruszenie. Mruczysław zbiera koty i staje do boju. Stoczona bitwa, pierzchają szczury i myszy. Filuś kotek, faworyt xiężniczki Duchny, zabity.


Z ustawicznego mamy doświadczenia,
Przykład jak wiele pomaga, lub szkodzi,
Na wzór jednego drugi się przemienia:
Co czynią starzy, naśladują młodzi;
I choć nie ujdzie pewnego skażenia,
Przecież ubitym torem każdy chodzi;
Pewen[1], że swego szczęścia nie omieszka.
Przestępstw ubite drogi, cnoty ścieszka.

Więcej występnych, niżeli cnotliwych.
Na oślep przeto ludzi naśladować,
Jestto się tułać po drogach błędliwych,
I dobrowolnie korzyść zostawować.
Ta była wada myszy nieszczęśliwych,
Kiedy się z sobą zaczęły pasować.
Fatalny przykład mięsza je i łudzi,
Nauczyły sie niezgody od ludzi.

Co miała rada dzielnie dopomagać,
W gorszej ich jeszcze zostawuje doli.
Gdy się zaczęły przesadzania wzmagać,
Nie zysk wolności, lecz skutki swawoli.
Jedni na drugich chcą wszystko wymagać:
Klęska ojczyzny nikogo nie boli.
Obywatelów dobrych mała rzesza,
Jeszcze przy swoim monarsze się wiesza.

Za ich powodem wysłani posłowie,
Po wszystkich państwach o posiłki proszą.
Każdy, gdy stanął, w żałośnej przemowie,
O mysz Sarmackich fatalności głoszą:
Odpowiadają pomyślnie królowie,
Ci dobre wieści do domu przynoszą;
Gryzomir z tego kontent nieskończenie,
Na pospolite zwoływa ruszenie.

Tymczasem, gdy się świat cały oburza,
Jędza niezgody z swych łożysk wypada:
Jad swój szkodliwy obficie wynurza,
Syta zjadłością, i klęsk przyszłych rada.
Wzmaga się coraz powstająca burza;
Skażone serca nienawiść osiada:
Na jej łbie węże najeżone świszczą.
To słysząc koty mruczą, myszy piszczą.

Już obojętnem na to patrzeć okiem
Monarcha kotów Mruczysław nie może.
Zwołuje dworzan, których miał pod bokiem,
Wierne osoby obrońce i stroże.
Ci rozesłani, bystrolotnym skokiem,
Zbierają półki, nim się wojna wzmoże.
Ledwo co były zaciągi skończone,
Gdy wojsko myszy idzie niezliczone,

Muzo! coś niegdyś Homera budziła,
Kiedy w przewlekłych bajkach swoich drzymał:
Jeśli ci sztuka rymotworców miła,
Którą się grecki wierszopis nadymał,
Gdy śpiewał szczury, żaby, tyś przybyła:
On plauz zdziwionych słuchaczów otrzymał.
Niech się ja w jego towarzystwie mieszczę,
Daj myślom żywność, natchnij duchy wieszcze.

Na lewem skrzydle wojska zagraniczne
Myszy i szczurów w dobrym szyku stoją.
Lskną się rynsztunki w rodzajach rozliczne:
Każdy ozdobny wspaniałością swoją.
Brzegów Sekwany wymuskane, śliczne,
Nie tylko kotów i lwów się nie boją.
Nim hasło bitwy wodzowie dać raczą,
Oni tymczasem pląsają i skaczą.

Dunajskie szczury harde i ponure,
W porządnym szyku stanęły jak wryte.
Z nad Tybru trwożne, gdy chodzi o skórę.
Jednakże w zdradne podejścia obfite.
Zadnieprskie, twardą co mają naturę,
Od Elby srogim bojem znamienite:
Tamizy dzikie i sławne w rozpustę,
Szwajcarskie wierne, opasłe i tłuste.

Nie tak mnogością straszny, jak wyborem,
Mruczysław swoje animuje koty.
Wzywa do sławy, i punktu honorem
Wzbudza poddanych do wojennej cnoty.
Gryzomir wzajem tymże idąc torem,
Swym wojownikom dodaje ochoty.
Z obu stron, skoro dane tylko hasło,
Kocie i mysze wojsko razem wrzasło.

Mjauczących kotów przeraźliwa wrzawa,
Szczurów odważnych pisk słychać ochoczy.
Pobojowisko okrywa kurzawa,
Gęstym tumanem wojowników mroczy:
Wzmaga się coraz bitwa straszna, krwawa,
A potokami krwi ziemia się broczy:
Zamiast kunsztownej z stali armatury,
Broń stron obudwóch, zęby i pazury.

Rominogrobis, szwagier Mruczysława,
Wódz piérwszej straży mężnych wojowników,
Przykładem swoim ochoty dodawa:
Zagryzł romistrza i dwóch półkowników:
Wszystko się jego pazurom poddawa,
I rocie, którą rządzi dzikich zbików.
Chociaż go mnóstwo myszy zewsząd ściska,
Pełne już trupów są pobojowiska.

Gryzosław, młodszy brat monarchy myszy,
Co prawym skrzydłem wojska zawiadował,
Przez adjutanta gdy o tem usłyszy,
Co hetman dzikich kotów dokazował;
Natychmiast szybkim krokiem idzie w ciszy,
Aby kompanów w przygodzie ratował;
Bierze tył zbikom, dognawszy ostatki,
Straszne zaczyna z onych czynić jatki.

Mjaukas, waleczny rotmistrz zagryziony.
Tuż koło niego Dusimyszek leży:
Nie wskórał Filuś, kotek wypieszczony.
Z pstrocętkowanej udatnej odzieży:
Ani Myszogryz połowem wsławiony.
Bez wodzów reszta niedobitków bieży.
Zwyciężca coraz gdy żwawiej naciera,
Wszystko ucieka, nic się nie opiera.

Usłyszał swoich głosy przerazliwe,
Rominogrobis nagle zadziwiony.
Kiedy zaś hufce zobaczył pierzchliwe,
Nową natychmiast złością rozjuszony,
Ku tamtej stronie pazury straszliwe
Zwraca, a świeżym łupem rozłakniony,
Tym większą jeszcze zajadłość wywiera;
Szarpie w kawalce, na sztuki rozdziera.

Po stosach trupów z obu stron pobitych,
Spieszą ku sobie wielcy adwersarze:
Mniejszy szczur, przecież w dziełach znamienitych
Godzien z walecznym kotem by był w parze.
Nowy laur przydać do innych obfitych
Kot myśli, szczura gdy zuchwałość karze.
Pierzchają z półków rycerze zmięszani,
Sami na placu zostali hetmani.

Jeden drugiego bystrem okiem mierzy,
Widzi kot szczura niezmiernej postaci.
Wprzód się do zwykłych udaje pacierzy:
Szczur mniej nabożny nic serca nie traci.
Wtem tak go nagle z impetem uderzy,
Iż ledwo życiem walki nie przypłaci.
Kot zagłuszony ciosem, ledwo lizie,
Szczur go tymczasem, jak gryzie, tak gryzie.

Bolem nieznośnnym[2] zbyt srodze przejęty,
Chce go przygarnąć, lecz chyżo odskoczył.
Przypadnie z boku, urwał mu pół pięty:
Kot z miejsca umknął, i trochę wyboczył.
Leci szczur obces, lecz znagła ujęty
Pazurmi za kark, tak aż się zamroczył.
Gdy się raz jeszcze miotać żwawie kusił,
Kot go za szyję porwawszy udusił.

Bez wodza wojsko zostawszy ucieka:
Lecz kocia trzoda gonić go nie zdoła.
Widzi rozsypkę Gryzomir zdaleka
Postać się niegdyś odmienia wesoła,
A czując, że go los okropny czeka:
Gdy nadaremnie łaje, prosi, woła,
Przynajmniej żeby szli za jego śladem,
Sam do ucieczki najpierwszym przykładem.

Dzielnażto przecie rzece! monarchów czyny!
Skoro krol uciekł, wszyscy za nim w nogi.
Każdy do swojej pośpiesza krainy,
A mniema, że tuż nieprzyjaciel srogi:
Krajowe wojska, i cudze drużyny,
Każdy unosząc życie, wiatronogi,
Szczęśliwi przecie, że im pora nocna,
Do tej podróży zdatna i pomocna.


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Pewien.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – nieznośnym.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.