My, dzieci sieci: wokół manifestu/Wstęp

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jarosław Lipszyc
Tytuł Wstęp
Pochodzenie My, dzieci sieci: wokół manifestu
Data wydania 2012
Wydawnictwo Fundacja Nowoczesna Polska
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło E-book na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Wstęp

Ciekawą zrobił karierę manifest My, dzieci sieci Piotra Czerskiego. Sposób publikacji i dalsze losy tego tekstu są tak samo znaczące, jak jego treść. Tekst pierwotnie opublikowany został w lokalnej, trójmiejskiej gazecie. Na dalekich kolumnach, bynajmniej nie była to jedynka. Jeszcze parę lat temu na tym by się skończyło. Jednak Czerski napisał manifest dzieci sieci, a nie galatyki Gutenberga. Skan tekstu szybko trafił na abstrakcyjną stronę służącą do szybkiego, niezobowiązującego dzielenia się plikami graficznymi. Nie Facebook, nie Instagram, nie Flickr, nie Twitter. Prosta, utylitarna pokazywarka. Plus goły tekst. Bez zadęcia. Bez ozdobników, wyrafinowanego liternictwa, z minimalnym formatowaniem. Tyle tylko, by nie przeszkadzać w czytaniu.
Przypadkowy adres tej nijakiej i brzydkiej strony nie miał w sobie nic zachęcającego: http://pokazywarka.pl/pm1pgl/. Powiedzmy sobie szczerze, nikt tak po prostu nie kliknie w taki link.
Czerski skupił się na rzeczach ważnych. Tekst zaczął krążyć, więc konieczne stało się udostępnienie go na licencji, która umożliwi legalne dalsze wykorzystanie. Nie żeby ktoś się tym przejmował specjalnie w kraju, zwłaszcza w pierwszych dniach lutego, które stały pod znakiem totalnej niezgody na restrykcje prawa autorskiego, ale przecież tu chodziło także o ideową integrity. Licencja była wolna i copyleftowa. Zezwoliła na swobodne wykorzystanie tekstu w dowolnym celu, z jednym kluczowym zastrzeżeniem — nikt nie mógł ograniczyć praw użytkowników do dalszego swobodnego korzystania z niego. Manifest stał się na każdym poziomie, także prawnym, dobrem wspólnym.
Wolna i copyleftowa licencja pozwoliła na swobodne tworzenie utworów zależnych — tłumaczeń! I te zaczęły się mnożyć, jedno po drugim. Najpierw angielski, a potem już z górki. Francuski, hiszpański, szwedzki, estoński, bułgarski, czeski, chiński, turecki, serbski, macedoński, rosyjski (to tłumaczenie zrobiono w biurze polskiego europosła!) i na koniec niderlandzki. W ten sposób Czerski znalazł się w nader ekskluzywnym gronie — jakich jeszcze polskich literatów tłumaczono na tyle języków? I choć wielkie portale oraz gazety o globalnym zasięgu publikowały ten manifest, to przecież większość czytelników dotarła do niego poza obiegiem instytucjonalnym — przez emajle, linki, wiadomości.
Tekst krążył dzięki sile swojego wyrazu. Dzięki właściwym słowom wypowiedzianym we właściwej chwili. Oraz dzięki właściwie dobranej licencji, która wymusiła określone zachowania instytucji. Tradycyjne media, choć bardzo tego nie lubią, tym razem musiały się na poziomie prawnym dostosować do niewyłącznej, demokratycznej logiki obiegu treści, która dla większości dzieci sieci jest faktem.
„Sieć jest dla nas czymś w rodzaju współdzielonej pamięci zewnętrznej. […] Nie musimy także znać się na wszystkim, bo wiemy, gdzie odnaleźć ludzi, którzy znają się na tym, na czym my się nie znamy, i którym możemy zaufać. Ludzi, którzy podzielą się posiadanymi informacjami nie dla zysku, ale ze wspólnego dla nas wszystkich przekonania, że informacja żyje w ruchu, że chce być wolna, że na wymianie informacji wszyscy korzystamy. Każdego dnia: ucząc się, pracując, rozwiązując codzienne problemy, rozwijając pasje. Potrafimy i lubimy ze sobą konkurować, ale nasza konkurencja, pragnienie wyróżnienia się, ufundowane jest na wiedzy, umiejętności interpretowania i przetwarzania informacji — a nie na monopolu na nią” — pisze Czerski.
Ten monopol, nazywany sztucznie i kłamliwie „prawem”, jest przeze mnie widziany jako najważniejsze zagrożenie dla ważnych dla mnie wartości: wolności słowa, swobody komunikacji, tajemnicy korespondencji, prawa do prywatności. W świecie społeczeństwa informacyjnego monopol jest już tylko formą cenzury. I właśnie dlatego manifest Czerskiego wydał nam się tak ważny.
Dlatego zebraliśmy w jedną pozycję kilkanaście głosów intelektualistów, głównie ze średniego pokolenia, którzy w ten czy inny sposób, mniej lub bardziej dosłownie, podjęli dialog z manifestem Czerskiego. Nie wyczerpuje to bynajmniej potrzeby dalszej dyskusji. Tekst Czerskiego jest gęsty i wielowątkowy nie tylko dlatego, że wymusza to literacka forma manifestu. Czerski świadomie czerpie z tradycji kilkudziesięciu lat refleksji nad siecią. Kiedy pisze, że „informacja chce być wolna”, tym samym stawia nas przed całym wagonem cyberaktywistycznych tekstów. Chcemy, by ta debata trwała nadal.
Sieć przerosła świat na wskroś. Kimkolwiek jesteśmy i cokolwiek robimy, robimy to w relacji z siecią i w sieci. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na brak refleksji nad siecią. Wśród zebranych przez nas tekstów są materiały literackie i postulatywne. Jest krytyka i analiza. Ale wszystkie one mają jeden cel: budować świat, który byłby choć trochę lepszy od tego, który mamy dziś. Ocalić to, co dobre, uniknąć zagrożeń, wyeliminować problemy. Czego i wam, i sobie serdecznie życzymy.

Jarosław Lipszyc

Fundacja Nowoczesna Polska serdecznie dziękuje autorom za ich wkład w powstanie niniejszego zbioru. Jesteśmy również wdzięczni naszemu sponsorowi, Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe, który umożliwił nam realizację publikacji.