Monachomachia/Pieśń III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Dzieła Krasickiego
Podtytuł Monachomachia
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PIEŚŃ III.


Rada w Karmelu o przyszłej dyspucie. Wysłane braciszki szukają biblioteki, i pod dachem ją znajdują. Wszyscy biorą się do czytania. Podobnie gotują się synowie Dominika.


Że dobrze myślić o chlebie i wodzie,
Bajali niegdyś mędrcy zapalczywi.
Wierzył świat bajkom, lecz mądry po szkodzie,
Teraz się błędom poznanym przeciwi.
Już wstrzemięzliwość nie jest teraz w modzie,
Piją, jak drudzy, mędrcowie prawdziwi.
Miód dobry myślom żywości udziela;
Wino strapione serca rozwesela.

Dali to poznać ojcy przewielebne,
Skoro, jak mogli, wyszli z refektarza;
Wstępując w ślady swych przodków chwalebne.
Pełni radości, którą trunek zdarza,
Znowu na radę poszli: tam potrzebne
Sposoby, środki, gdy każdy powtarza;
Ojciec Gerwazy od Zielonych świątek,
Taki radzenia uczynił początek.

«Nie dość, ojcowie, najeść się i napić,
«Trzeba tu więcej coś jeszcze dokazać.
«Kto wie? w dyspucie możem się poszkapić.
«Ja radzę: żeby tę niezgodę zmazać,
«Trzeba się wcześnie, a dobrze pokwapić.
«Niech z nami piją: a wtenczas ukazać
«Potrafim światu, o ich własnej szkodzie;
«Co może dzielność w największej przygodzie.»

«Daj pokój bracie, rzekł ojciec Hilary;
«Nie zaczepiajmy rycerzów zbyt sławnych.
«Wierz doświadczeniu, wierz, co mówi stary:
«Widziałem nie raz w tej pracy zabawnych,
«Zbyt to są mocne kuflowe filary;
«Nie zdołasz wzruszyć gmachów starodawnych.
«Znam ja ich dobrze, zna ich brat Antoni;
«Pijemy dobrze, ale lepiej oni.»

Już dziewięć głosów było w różnem zdaniu,
Gdy kolej przyszła na Elizeusza:
«Żeby dogodzić waszemu żądaniu,
«Rzekł; sprawiedliwa żarliwość mnie wzrusza.
«Za nic tu kufle: w xięgach i czytaniu
«Cała treść rzeczy, żal mówić przymusza:
«Minęły czasy szczęśliwej prostoty.
«Trzeba się uczyć, upłynął wiek złoty!

«Z góry zły przykład idzie w każdej stronie,
«Z góry naszego nieszczęścia przyczyna.
«O! ty, na polskim co osiadłszy tronie,
«Wzgardziłeś miodem i nie lubisz wina:
«Cierpisz, pijaństwo że w ostatnim zgonie;
«Z ciebie gust xiążek, a piwnic ruina.
«Tyś naród z kuflów, szklanic, beczek złupił.
«Bodajeś w życiu nigdy się nie upił!

«Trzeba się uczyć. Wiem z dawnej powieści,
«Że tu w klasztorze jest biblioteka;
«Gdzieś tam pod strychem podobno się mieści,
«I dawno swego otworzenia czeka.
«Był tam brat Alfons, lat temu trzydzieści,
«I z starych xiążek poodzierał wieka.
«Kto wie? może się co znajdzie do rzeczy,
«I słaby oręż czasem ubezpieczy.»

Rzekł: a gdy żaden nie wie, gdzie są xięgi;
Na ich szukanie wyznaczają posły.
Żaden się podjąć nie chce tey włóczęgi;
A uczonemi wzgardziwszy rzemiosły,
Wolna starszyzna od przykrej mitręgi,
Wkłada ten ciężar na domowe osły.
Bracia kochani! wam to los nadarza,
Posłano w zwiady z krawcem aptekarza.

Między dzwonicą i fórcianym gmachem,
Na starożytnej baszty rozwalinach;
Laty spróchniały, wiszący nad dachem,
Był stary lamus: ten w tylu ruinach
Nabawił nie raz przechodzących strachem,
Chwiejąc się z wiatry w słabych podwalinach.
Tam choć upadkiem groził szczyt wyniosły,
Po zgniłych krokwiach, dostały się posły.

Czegoż nie dopnie animusz wspaniały!
Przy pożądanej mecie ich postawił.
Drzwi okowane posłów zatrzymały;
Więc żeby długo żaden się nie bawił;
Porwą za klamry: pękł zamek spróchniały,
Widok się wdzięczny natychmiast objawił.
Wracają, pracy nie podjąwszy marnie;
Dają znać wszystkim, że mają xięgarnie.

Właśnie natenczas ojciec przeor trwożny,
Dla dobrej myśli, resztę kufla dusił.
Wchodzi w tym punkcie goniec nieostrożny:
Porwał się ojciec, i znagła zakrztusił.
Już chciał ukarać: lecz jako pobożny,
Wypić za karę, co było, przymusił.
Zagrzany duchem pokory chwalebnym,
Wypił brat resztę po ojcu wielebnym.

Wdzięczna miłości kochanej szklanice!
Czuje cię każdy i słaby i zdrowy;
Dla ciebie miłe są ciemne piwnice,
Dla ciebie znośna duszność i ból głowy.
Słodzisz frasunki, uśmierzasz tęsknice;
W tobie pociecha, w tobie zysk gotowy.
Byle cię można znaleźć, byle kupić,
Nie żal skosztować, nie żal się i upić.

Co tam znalezli, ukrył czas zazdrośny,
Czas, który niszczy nietrwałe dostatki.
Mówmy więc teraz: jak doktor żałośny
Poszedł na radę do wielebnej matki.
Co wskórał, dobra zakonu miłośny;
I to czas zakrył. Więc dziejów ostatki,
Gdy każe umysł natchnieniu posłuszny;
Piszmy, jak możem, na pożytek duszny.

Piszmy: jak doktor wróciwszy od kraty,
Zwołał najpierwsze głowy zgromadzenia;
Jak wierne swemu powołaniu braty,
Byli posłuszni na jego skinienia:
Jako się wszystkie zamknęły komnaty:
Jako się postać klasztorna odmienia.
Ustał brzęk kuflów i radość obfita;
Nawet Gaudenty w rubryceli czyta.

Tak kiedy Jowisz poprzedniczym grzmotem,
I rażącemi błyski świat uciska,
Trzęsie się Atlas okropnym łoskotem,
Jęczą pieczary i Etny łożyska,
Pełne Cyklopów; pod hartownym młotem,
Grom się rozżarza, i iskrami pryska,
Wulkan je nagli, a z swego warstatu,
Razwraz pociskiem strasznym grozi światu.

O! miejsce niegdyś szczęśliwe prostotą,
Jakaż trwożliwość z gruntu cię odmienia:
Xiążki nieszczęsne! waszą zjadłe cnotą,
(Zamiast słodkiego z pracy odpocznienia)
Płochej dysputy złudzeni ochotą,
Dwa przewielebne cierpią zgromadzenia!
Przemogła zazdrość, zemsta, duch spokojny;
Bracia pokoju, biorą się do wojny.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.