Marcowa ballada

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Tytuł Marcowa ballada
Pochodzenie Profil Białej Damy
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1930
Drukarz Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


MARCOWA BALLADA

Obłoki zleciały nisko,
stoją na ziemi jak pomnik na grobie —
a w polu taje śnieg —: pobojowisko
białych, zabitych kobiet.

Uciekały strwożone pieszo i w karocach,
przed wojną zimy i słońca —
bronił je długo po nocach
przymrozek — dzielny obrońca —

ale dzisiaj zalegają trawę,
Merveilleusy w niebieskich sukniach...
Gasną atłasów melodyjne włókna,
i zapadają wgłąb spojrzenia łzawe...

Nikną mufki olbrzymie, gwiaździste koronki,
budki-kabryjolety, o barwach niewinnych,
a pozgonne zapachy wiejące od łąki
są zapachami fjołków,
bo nie śmią być inne...

Płaty białych, nieczytanych listów
ktoś rozrzucił szerokim wachlarzem — —
w grozie długich, wiosennych poświstów,
trupim uśmiechem tają śnieżne twarze.

Szale, ongiś puszyste w styczniowej zamieci,
szaremi spływają rzekami — —

czasem brylant na lokach szronowych zaświeci
i w trawie kończy się łzami.

Zlodowaciała ręka jednej z marzycielek
srebrzy się jeszcze w cieniu,
strzeżona przez niego...
Wkoło dymią słoneczne bomby i szrapnele.
Pokój zabitym śniegom...





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.