Listy Annibala z Kapui/Przestrożnik na Sejm Elekcyjny 1587 roku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Karczewski
Tytuł Listy Annibala z Kapui, arcy-biskupa neapolitańskiego, nuncyusza w Polsce, o bezkrólewiu po Stefanie Batorym i pierwszych latach panowania Zygmunta IIIgo, do wyjścia arcy-xięcia Maxymiliana z niewoli
Podtytuł z dodatkiem objaśnień historycznych, i kilku dokumentów, tyczących się tejże epoki dziejów polskich oraz z 10 podobiznami podpisów osób znakomitych
Data wydania 1852
Wydawnictwo Ig. Klukowskiego Xięgarza
Drukarz J. Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


I.

PRZESTROŻNIK

NA SEJM ELEKCYJNY W 1587 ROKU

Wiersz Jana Karczewskiego
PODCZASZEGO CZERSKIEGO[1].

(z Mss. Ottobon. 2642. Bibl. Watykańskiéj).


Uczknieniek, lubo Przestrożnik na Seym blisko prziszłey Electiey Króla nowego przes Jana Karczewskiego Podczaszego Czierskiego napisanij, a Jasnie Welimożnemu Panu a Panu Janowi grabi na Tęczinie, Kasztelanowi Woynieczkiemu, Podkomorzemu K. J. M., Lubelskiemu, Parczowskiemu etc. Starosczie, napisany.

Vino virtutis praesidio.

Nie wiem ielim sie ze snu oczknął, lubo dusza[2]
Chodziła ma po świecie błędna by pokusa,
Tułając się tu owdzie, w kąty naglądając,
Rozliczne i rozlicznym sprawom dogadzając

Które się w Polsce były niedawno zjawiły,
A trwogi i frasunku ludzi nabawiły.
Takie nędze, bojaźni, zewsząd złe otuchy,
Bo nie pszczoły do ulów, nosiły miód muchy;
Nie oracz rolę orał, ale kupiec jego
Odprawował powinność; a wzajem tego
Xiądz się rzemiosłem bawił, po morzu żeglował;
Żeglarz urząd duchowny za się odprawował;
Żak zaś kopije kruszył, i wojsko szykował,
Hetman w teologice mądrze dysputował.
Dworzanin, Rycerz, Żołnierz piłą się bawili,
A do turnieju w szranki chłopięta wprawili.
Polak się u Węgrzyna uczył obyczajów,
Cnoty, któréj nie mają; i przydwornych strojów
Splendor prawie regius, jak na majestacie;
Burmistrz lepiéj zasiada na swym Majestacie.
Owo wiele opacznych rzeczy tu jeszcze było,
Które bym miał wyliczać, snadźby się sprzykrzyło;
Na które dziwy patrząc moja smutna dusza
Chodziła obumarła będąc, by pokusa.
Aż po Królu Batorym, jako z grobu wstała,
I prawić mi nowiny, kędy co widziała
Zna więcéj, od śmierci co się z nim działo
Cnego Króla Augusta, chce powiedzieć mało;
Naprzód to mi powiada: za Króla dobrego,
Że nas Pan Bóg pokarał i dał nam był złego,
Przeto żeśmy nieumieli dobrego szanować,
Więc złego musieliśmy tak obtemperować
Że jako sam musieliśmy w skoki,
By więc był Hajduka, skoczyć pod obłoki.
Właśnie się jak żabom a słusznie dostało;
Bo gdy kłodę za Króla miały, źle im się zdało;
Aż dano im bociana, panicza krasnego;
Radeby go były pozbyły, ale cóż, nic z tego;

I choć po jednéj żabie, zcierpią Króla swego;
Tak my też musieli aż do czasu tego
Kiedy Pan Bóg nam zesłał nasze wyzwolenie,
A zaś za tego Króla ludzi nieścinano[3],
A za ich poczciwości nieodsądzywano
Lada ocz, i trzebaby dekretu tego;
Na Pana łaskawego który na Gołyńskiego
Osądził był nieprawnie, a sam w też trzewiki
Wstąpił, bodaj niegorzéj i wpodał w te szyki.
A małżonka cnotliwa na stronie wzdychała;
Oddał jéj to uczciwie, co go udziałało
Z chudego Ziemianina, tak zacnym Monarchą;
Miałby się jéj był kłaniać jak Dawid przed Archą.
Ale złemu wrogowi to nic nie pomogło;
Choć dawała, głaskała, i to nic nie wzmogło.
Pomścił się też krzywdy Pan, że go stracił z świata,
A Świętą Panią chowa na weselsze lata;
I chować długo będzie; a za jéj pobożność
Wstyd, pokorę, cierpliwość i we wszystkiem skromność
Pocieszy ją swojemi obfitemi dary,
A za frasunek wesela przysporzy bez miary.
Jakoś ją nam, o Panie, chowaj w zdrowiu długo
Bo poka ona żywa wszej Koronie błogo.
A Królowie by w Polsce tacy nie bywali
Którzyby gwoli ludziom dekreta działali.
Jak ten działał, kto wczedł[4] wsze[5] Polskie kroniki
Nie był jako żyw w Polsce Król okrutnik taki
Coby za jego Państwa tak wiele zginęło
Zacnych ludzi Rycerskich we krwi opłynęło.

Że wszyscy Monarchowie, którzy przed nim byli,
Tak wiele jak Batory ludzi nie zgładzili.
Ani ich poczciwości tak zbawili wiele.
Możesz, bo moja cnota, wierzyć temu śmiele;
A cośby był doczekał sejmu niniejszego
Podgolił by był mieczem, wierzmi, nie jednego;
Bo się był z praktykanty swemi tak nasadził,
Jakoby był Zborowskich dom wszystek wygładził.
A nie tylko Zborowskich, ale insze Stany
Zacne i starożytne chciał obrócić w miany[6];
A swojemi pochlebcy chciał tylko królować
I absolute tu nam wszystkim rozkazować,
Jako w Turczech lub Węgrzęch; lecz go to chybiło
Bo jeszcze Pańskiéj woli do tego nie było,
Aby nas był podać miał w takową niewolę.
Raczéj nad nim wykonał swoją Pańską wolę,
Że go tu stracił z świata, a złe dumy jego
Oto w niwecz obrócił wedle zdania swego.
Nuż co jego Hajducy tu ludzi pobili,
Łupiąc, biorąc, zbijając, szkody poczynili,
Nie stoją wszyscy za to z duszami i z ciały
Co w Polsce pobroili przez ten czas mały.
Nuż sam co nam wyłupił skarby Tykocińskie
Albo one ozdoby Augustowe wszystkie;
Nuż gwałty, nuż pobory, a co miast złupił,
Siedmiogrodzką by ziemię za to wszystką kupił!
Zgoła tu nas zostawił, w ubóstwie Pan dobry,
A naszemi skarbami był swym Węgrom szczodry,
Które oni do Węgier już dawno wysłali.
Godniby powieszenia, którzy tu zostali;
Bo na nich jawne widzę Augustowe stroje,
Kuny, sobole, rysie, szable, rzędy, zbroje

I inszego ochędóstwa, coby pisać wiele.
Godni wszyscy szubienic, mogę mówić śmiele;
I to co im na prawo tu u nas nadano,
Niechby za się od nich to wszystko odebrano;
Bo lepiéj to dać swemu, który godzien tego,
Niźli to widzieć u Węgrzyna smrodliwego.
Zgoła ich ztąd wyprawić jak tu przyjechali
W baranich; bo jako żywo soboli nie znali
W których się teraz pawią. Dobraż chłopu koza,
Miasto łańcucha powróz, albo gibka brzoza;
Dobra i modra suknia, któréj się przyuczył,
Niechby to granat szkarłat pan dobry poruczył;
Tu to złupił, tu niech znów stawa z nami,
Bo na te łotrze patrzać, zalaćby się łzami.
Fora z dwora kazać im co najrychléj z ziemi;
A ktoby je tu chował, niechaj w takiéj cenie
Będzie jako i oni: i niechby wleczona
Wina na nie wielka i nie odpuszczona.
Wszak nie z trudnością przyjdzie tę rzecz nakierować
Gdyżby tu i Królowi nie wolno ich chować.
Przetoż tę rzecz uważnie, a prędko opatrzcie.
Bo jako z temi łotry zbraci się kto, baczcie
Aby bez Elekcyi tu nam nie panował,
Co wiedzieć nie na to li iż tu naszykował
Aby w Polsce aż dotąd tak tu długo byli
A czasu pogodnego co złego zbroili.
Zgoła nie tylko Węgrów, żadnych cudzoziemców
Pod tym czasem nie trzeba, okrom sąsiad Niemców,
Z któremi Commertia starodawne mamy
A ktemu co więcéj w cnocie stateczne je znamy.
Jednak bychmy najbardziéj tych ztąd pozbyć chcieli,
Tedybychmy wszech potrzeb tu w Polsce nie mieli.
Bo z nich wsze rzemieślniki mamy znamienite.
Przywożą nam towary swoich ziem okwite,

Bez których być nie możem; ale bez Węgrzyna
Każdy się z nas obejdzie, i bez jego wina.
Idąć też z Niemiec wina, bo i tańsze k temu,
I bez furlonu przyjdzie do domu każdemu,
Byle chciał, a do Gdańska spuścił szkutę żyta,
Będzie wina, korzeni, niedając i myta.
A co więcéj, pieniądze, które są potrzebne,
Mamy od nich tak w wojnę, jak w czasy spokojne.
A tak trudno krom Niemców obejść się my mamy,
A też i przychylniejsze niżli Węgry z nami.
I którzy w Polsce mają już swe posiadłości,
I inszéj bardzo pełno we wszéj Polskiéj włości.
Zwłaszcza w mieściech; za których piękną opatrznością,
Gospodarstwem, dostatkiem, i wielką czułością
Miasta Polskie, bardzo się pięknie ozdobiły,
I mury wystawiane, które się waliły,
Którychby nędzny Węgrzyn nigdy nie naprawił;
Jeszcze co ten naprawił, dobryby Pan skaził.
Wrócę się zaś co ten Król nam sprawił dobrego;
Okrom Moskiewskiéj wojny nie wiem nic inszego;
I to tę naszym kosztem wszystkę odprawował.
Pracy w téj mierze swojéj wprawdzie nie litował,
Coby też był i Hetman z rozkazania jego
Uczynił, zwłaszcza biegły, i dowiódłby tego
Choć bez Króla; lecz w tenczas już tak być musiało;
Bo drugiemu hetmanić było się zachciało,
Który nigdy nie bywał w téj Rycerskiéj szkole
Cudniéj umiał napisać, niż wyciągnąć w pole[7].
Dlaczegoż Król nieborak musiał sam wojować
I niewczasy wojenne wszystkie podejmawać;

Za co też i pochwalenia godzien uczciwego,
Ale też okrom tego, nie masz nic inszego.
Rzecze kto, że Inflanty do Korony zdobył;
Wprawdzie żeć i tém nieco sławy swéj ozdobił.
Nie inaczéj; lecz bez téj mogłoby być było,
Bo się przez nieopatrzność to było sprawiło.
Wziął był August Inflanty, miecza nie wyjmując;
I niedobyte zamki, do nich nie szturmując;
Posiadł miasta śpiewając, bez wszelakiéj trwogi;
Byli z niego kontenci, jak pan, tak ubogi.
I potém te kraje pięknie opatrował;
Oni go miłowali, a on ich szanował.
Nastał ten Król co szczedl[8]; wszystko się zmieniło;
Bo jak jął swoje łupić, więc drugim nie miło,
Słuchać było tych rzeczy, lubo patrzeć na nie;
A ono to o obiad szło, a nie o śniadanie.
Patrzać a ono u sąsiada ogień podniecają;
By pożarem nie doszło drudzy się lękają.
Tak też właśnie Inflanty z Gdańszczan wzór brali
A pożaru takiego bardzo się lękali.
Więc jedni do Duńskiego, drudzy do Szwedzkiego,
Niektórzy do Magnusa, i do Kurlandzkiego.
Widząc nierząd, Moskwicin ostatek połapił
A w tym to nierządzie jego by co ułapił.
Otóż wojna to Gdańska tak wiele sprawiła,
Że się przez nie Inflantska ziemia utraciła;
Któréj zaś Król zdobywał, dla swojéj sromoty,
Iż był głupio postąpił, więcéj niż z ochoty.
Wprawdzie że ta oboja wojna uczyniła
Sławę Królowi, ale nas zniszczyła
Wszystkie w obec, w pieniądze tak i w osiadłości
Że do stu lat nie będzie tak osiadłych włości

Jako przed tém bywało; a cóż tam te kraje
Gdzie się wojna toczyła nie stoją za jaje.
Pójdźmyż cośmy poborów na to wyłożyli,
Ludzi za się szlacheckich cośmy potracili
Co służebnych, i co zaś inszych pospolitych;
A prawie ludzie we wzór z narodów okwitych,
Jako wiele zginęło przez nasze niesprawie
A cóż za to? oto miewa sławę.
Ono nam był tę sławę oddał August wcale,
Którąśmy utracili, kiedychmy zuchwale
Z swojemi poczynali; więc czy grzech i szkoda,
I niewraca się nazad upłyniona woda.
Tak też i tych Inflantów z większą naszą szkodą
Dostalichmy, a niźli z korzyścią, z nagrodą.
A też co ten Król czynił dla korzyści
Więcéj swojéj, niżli z Koronnéj miłości;
Bo tém chciał ubogacić wsze powinne swoje.
I byłby przybawił zkąd inąd chocia tyle troje
Niż Inflanty, tedy by Korona się z tego
Nie cieszyła, ale on i Synowcy jego.
A nie tylko Inflanty Synowcom dać miano,
Ale o Litwie w Grodnie już dobrze zczytano[9];
I już snadź drudzy z panów byli przyzwolili,
A drudzy zaś do Sejmu tę rzecz odłożyli.
A tak niechaj nie mówią jego pochlebnicy
Że to był pan szlachetny; wszak to widzim wszyscy
Co się z nami na potém od niego dziać miało,
Wszak się jawnie po śmierci jego pokazało;
Bo co tu zebrał, niechciał nam zostawić,
Raczéj to do Kanclerza kazał wyprowadzić

A tak myśleć nie trzeba by był nas wzbogacił,
Rychléjby był tym rozdał co się z nimi zbracił[10].
Albo swym potomkom; iż niemiał żadnego,
Więc swe krewne wzbogacić chciał co do najmniejszego.
Dawszy pokój Inflantom, kędy się podziały,
Co po Auguście były pozostały
W Tykocinie? Kędy są, gdzie je obrócono?
Których na ośm milionów wszystkie szacowano?
Wszak to skarb nie Królewski, ale był Koronny,
I każdy do rozsądku był takiego skłonny;
Bo tak a nieinaczej, gdy w Koronaciją
Henrykowę w Krakowie dawali raciją,
Niektórzy, że Król miał mieć wolność do nich
Drudzy za się mówili nic Królowi po nich.
Bo jemu nienależą, rychléjby Królewnie.
Byli za się też drudzy co mówili wiernie
Że co się tu zebrało, tu ma zostać w domu;
Schowajmy to dla przygód, niedając nikomu.
I tak było conclusum; kędyż to podziano,
Co w pokoju aż dotąd miało być chowano?
Przyszedł wilk[11] k temu głodny, rozszarpał to wszystko
A gdzie się to podziało aż i wspomnieć brzydko!
Nuż i teraz uczyńcie, obierzcie drugiego;
Nie tylko takich Skarbów, zbędziecie wszystkiego.
Ba i wszystko wam zdzierży co wam poprzysięże
Rychléj drugi o prawdę ośród rynku leże,
Pobuduje i zamki, spełni kondycyje,
Podobno gdy nie ma, będzie miał racyje;
Więc będzie sprawiedliwy, będzie się bał Boga.
Nie będzie utrapiona Korona nieboga,

Podatkami częstemi nie będzie bogacił
Swoich pochlebników, z któremi się zbracił,
I zadzierzy powagę, spół i z powinnością
Swą Królewską, ze wszystkich poddanych miłością;
I nie będzie tyranem, skoro mu niedadzą
Poboru; i co prawdę mówiąc nie zawadza.
Na swe miasta nie włoży trybutu żadnego,
Nowych ceł nie założy, ani czopowego.
Przestawać też na wszystkich przedsięwzięciu będzie,
A na jednéj osobie polegać nie będzie.
Owo dobra myśl z panem takim nam przybędzie.
Nuż co wskok po Węgrzyna; będziemy u Dyabła
Widzieć majętności nasze i też gardła.
Boć się nam tak za tego Króla właśnie działo.
Bogdaj u nas Węgierskie plemie nigdy nie postało!
Zginęło spół z Turki, bo to w jednéj cenie:
Tatarzyn, Węgrzyn, Turek, a wszystko złe plemie!
Wszak nasi starzy Węgrom tak kazali zgoła
Wierzyć, ażby miał trzecie oko pośród czoła.
A tak po szkodzie mędrszy będąc obierajcie
Króla z Królów, i Piastom, wierę[12] pokój dajcie.
Byłciby nie Węgrzyn gorzéj, a rodzina
Byłaby szkodliwsza niżli zła godzina.
Jużby się nie wysłużył zięciowi i bratu
I musiałby ugadzać ich każdemu swatu.
Nie miał ten Król powinnych więcéj nad jednego,
A przecie z nim nabroił, wiele nie dobrego[13].
Cóż gdyby półkorony jego wszystcy byli,
Jakobyśmy te rzeczy swoje prowadzili!
Radzę tedy z Królów Króla obierajmy.
A Węgrom tak i Piastom, wierę, pokój dajmy;

Bo sobie Elekcją zatrudnimy niemi
A nie będzie z tych godzien, o tém pewnie wiemy.
A rychléj ci wżdy Pan z Panów dotrzyma nam słowa,
I łacniejsza z potężnym, niż z chudym umowa.
A rychléj nam spełni wszystko co nam poprzysięże,
Bo jeśli ztąd niedostanie, zkąd inąd dosięże.
Przestrzeże swéj powagi, także dostojności
Onéj Królewskiéj, dla domu swojego zacności.
Albowiem generoso animo nic trudnego.
Więc według pierza leci jak orzeł wysoko.
Nic mu nie strach sprobować, acz w morzu głęboko.
Wszystkiemu podołać chce, bo mu serca staje;
Orłowe bowiem dziecie, a nie krucze jaje,
Ani też sowie plemie co lata po nocy
Łapając biedne myszy, światła broniąc w oczy,
Któremu nie przywykło; tak że też i temu
Trudno, trudno ach sprostać, kto nie przywykł k temu.
Łatwieć przyjąć Królestwo, na swój grzbiet, mój Panie.
Aleć kiedy potęgi do niego nie stanie,
Co ty rzeczesz, podobno zawiodłszy sam siebie?
I mnie przy sobie zgubisz, tę pociechę sobie
Nędzny chudziec odniosę pospołu z drugiemi
Dajże pokój Królestwu wszak to z dawna wiemy.
Więc ma rada, że z Królów Króle obierajmy,
Bo tego dobrze godni, im się kłaniajmy.
A my Szlachta jak zdawna, miłujmy się społem,
A kto godzien Królestwa uderzmy mu czołem
A wszystkie Simultates odrzućmy na stronę,
A myślmy jakobyśmy mieli wżdy obronę,
Dokąd Pan nie przybędzie; bez tego trzeba.
Bo za takiemi bunty tylko Pan Bóg z nieba
Strzeże nas z łaski swéj do pewnego kresu.
A tak niechaj ta wasze waśnie i daj biesu,
Zwłaszcza teraz kiedy nam wszystkim trzeba zgody.

Wszak kiedy Król nastanie, każdy swe wywody
Pokaże przed nim jaśnie, kto krzyw, a kto prawy
I sam Pan Bóg objaśni jakie czyje sprawy.
A tak nam trzeba zgody y w niéj obrać Pana,
A Daj Boże dobrego, chocia nie Hetmana.
Boć łatwiéj o Hetmana, niżli o zacnego
Króla, zwłaszcza dobrego, k temu pobożnego,
Coby się też bał Boga, poddane miłował,
I czego mu zwierzano, by dobrze szafował;
Na prywatę nie patrzył, a równo każdego
Miał u siebie tak pana, jak i ubogiego,
Pochlebstwem się nie bawił, a swą intencyą
Poddawał pod swych rad spólną sentencyą.
Nie polegał też nigdy na jednéj osobie[14]
A chociaż go co boli, pokrywał to w sobie
Bo tak baczni Królowie przed tém więc działali,
Chociaż w smak nie było, przedsię przeglądali.
Dla tego to iżechmy to jednym związani
Łańcuchem, i niechcem być nigdy rozerwani,
Jedna nas matka prawie wszystkie porodziła,
I naszą pospolitą rzecz na jedno skrzewiła,
Więc też rozumieć jedno wszyscy mamy
I tym nie folgować co występne znamy.
Nie może to być nigdy, aby syn Macierzę
Nie rozgniewał; przecie mu gardła nie bierze
Lecz go pierw karze słowy, a gdy tego potém
Nie przestawa, używa siły z wielkim kłopotem.
Także w tym naszym związku zwłaszcza w silnéj kupie
Nie może być aby kto nie wystąpił głupie
Przeciw Pomazańcowi; to go wnet ściął za to
Albo i czci odsądzić, że wykroczył przeto
Ma wżdy mieć miłosierdzie, które on z nieba
Król nad Królmi rozkazał, tego potrzeba.

Nie darmo ono Zygmunt, kiedy Radwańskiego
Odsądził poczciwości, z płaczem użył tego,
Mówiąc, że Szlachcicowi nie jest nagrodzona.
Jego wzięta poczciwość, ani zapłacona.
I za swojego wieku tylkoż Sednickiego
Tak był skarał, i często więc żałował tego.
Niechżeby z tego Króla, inszy postęp brali,
I tak swoich poddanych jak ten, ochraniali.
Byliby w wielkiéj wadze u swych, i miłości;
Godni tacy Królowie, wszelkiéj uczciwości.
A jeśli hańby godni, i więc nic z tego
By mię kto miał namówić abym chwalił z tego.
Choć się sprawić nie chciał dać cnemu szlachcicowi
I czynił gwałt możnemu, cóżby mnie chudźcowi
By był żyw, nie uczynił? Otóż ja dobrego
Życzę sobie mieć Króla, od Boga miłego.
Co nam daj wszem, o Chryste, miłościwy Panie!
A ja proszę, przyjmijcie moje krótkie zdanie;
Wszak kto mi powie lepiéj, przestanę na jego.
Zdanie, nieodstępując za waszém, od swego.




Przypisy

  1. Stronnik Zborowskich, autor tych wierszów wystawia w czarnych kolorach panowanie zmarłego Króla Stefana Batorego, i ostrzega naród aby w jego rodzinie, ani z koligatów jego, następcy nie obierał. Ciągle ma na myśli Hetmana Zamoyskiego, chociaż go prawie nigdy nie wymienia. Znajdujemy tu wiele szczegółów domowych ciekawych, i przysłowia niektóre zręcznie zastosowane; z tego względu zasługuje może na wydanie, ten zabytek spółczesny niezgody dwóch najpierwszych stronnictw krajowych.
  2. W intytulacyi tylko i w pierwszym wierszu, zachowaliśmy pisownię rękopisu, pisanego zresztą przez cudzoziemca, zdaje się przez Niemca, bo z błędami zacierającemi czasem zupełnie sens.
  3. Wyraźna przymówka o ścięcie Samuela Zborowskiego; ale może się stosować razem i do ścięcia Iwana Podkowy, byłego Wojewody Wołoskiego; o czém w następnym Dodatku.
  4. Czytał.
  5. Wszystkie.
  6. Przemiany.
  7. Wyraźnie o Kanclerzu Zamoyskim mowa, który razem urząd Hetmański sprawował.
  8. Umarł. (Tu mowa o Stefanie Batorym).
  9. Nie wiadomo jak ten wyraz wyczytać.
  10. Znowu do Zamoyskiego przymówka, który przez żonę Gryzeldę z Batorym był skoligacony.
  11. Wilcze zęby herb Batorych.
  12. Wierę, znaczy Zaiste. (Ob. Lindego Słownik).
  13. Znowu mowa o Zamoyskim i o jego Kandydaturze do Korony.
  14. Znowu na Zamoyskiego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Aleksander Przezdziecki.