List (Żuławski, 1908)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Żuławski
Tytuł List
Pochodzenie Poezje, tom IV
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały tom IV
Pobierz jako: Pobierz Cały tom IV jako ePub Pobierz Cały tom IV jako PDF Pobierz Cały tom IV jako MOBI
Indeks stron
LIST.

Pisałem list — a w liście
pisałem krwią,
że chociaż razem żyć z nią nie mogę,
to będę kochał ją
wieczyście, —
idąc samotnie w tę gorzką drogę
mojego życia,
obraz jej z sobą zabiorę wszędzie;
że każda myśl ma, każde tchnienie
i każdy tętna dreszcz
należą do niej
i zawsze tak będzie —
po zgon...
To wszystko pisałem w liście
do niej!

Pisałem jeszcze, pisałem krwią,
że była mi więcej, niż życiem,
że była mi duszą,
że wielkiem, jedynem szczęściem była

dla mnie,
i dziękowałem jej
za szczęście, za śmiech,
prześnione sny
— i ból — i łzy,
za każdy dzień i każdą chwilę
z osobna,
za wszystko jej dziękowałem:
za wszystko dobro
i grzech,
za miłość...

Pisałem jeszcze, pisałem krwią,
że mi tak straszno jest bez niej żyć,
tak czarno —,
że wiecznie tęsknić będą moje oczy
za nią,
lecz że odchodzę,
ażeby nie stać jej w drodze,
aby cierniami nie ranić jej stóp,
że raczej własne serce rozdzieram,
co broczy
i krwawe rzucam w grób,
by tylko łez jej nie widzieć, —
przez miłość moją i dla mnie
wylanych łez...


Pisałem jeszcze, że w miłość jej wierzę
i wiem, że cierpi, jak ja —
tak szczerze, —
ale zapomni;
więc ją prosiłem o spokój, o ciszę,
o utulenie tych łkań,
które z oddali sercem swojem słyszę; —
pisałem,
że na pożegnanie
całuję jej oczy
i stopy —
i gładzę jasny, złoty splot warkoczy
i sercem całem
ku niej się rwąc,
ostatni, ostatni raz jeszcze
usta jej pieszczę
i to posyłam jej słowo ostatnie:
kocham! —
to ostatnie słowo...

I przykleiłem markę pocztową
i list wysłałem
do niej, —
za góry, za morze...

Wysłałem list, pisany krwią

i z dnia czekałem na dzień,
że mi odpowie...

Myślałem, że chociaż Bogu mnie poleci,
że uśmiech mi prześle ostatni,
ostatnią prześle mi łzę
rzuconą na grób
naszej miłości
i szczęścia,
które już dla nas nigdy nie zaświeci,
naszego szczęścia gorzkiego grób...

Mijały dnie...
I przyszła wreszcie ta wyglądana
odpowiedź;
na ładnej kartce pocztowej
z widokiem
pisała moja kochana
coś w tydzień prawie
te słowa czułe:
»Pozdrawiam Pana!
byłam tu wczoraj na zabawie, —
czas śliczny...«




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Żuławski.