Kasztany

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

KASZTANY.

Kasztanów owoc spada... Park dziki, zarosły,
Barw akordy, szelestów gamy zorkiestrował,
Listowia ruń bronzową wietrzyki przyniosły
Na całun dla drzew, burzą zwalonych na pował.

Pył subtelny, w słonecznych pasmach rozsypany,
Głowinę pacholęcą pieszczotnie ozłaca:
Wątła roślinka miejska podnosi kasztany
Prześliczne, jak za szybą pełna ciastek taca.

Z mozołem wielkim wlokąc rachityczne nóżki,
Niemal starczą wyblakłość swej czupryny lnianej
Raz w raz skłania, by podjć dar jesieni wróżki,
Klejnoty października — błyszczące kasztany.

Przedziwna jest dziecięcych rysów chiromancya:
Nieuchwytna, jak zwrotki, które niemoc bazgrze...
W ziębnących smugach światła — główka jak monstrancya.
— Dziecino! po kasztany ja przyszedłem także.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Miłaszewski.