Jednooczka, Dwuoczka i Trzyoczka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Jednooczka, Dwuoczka i Trzyoczka
Podtytuł Bajka
Pochodzenie Skarbnica Milusińskich Nr 68
Wydawca Wydawnictwo Księgarni Popularnej
Data wydania 1930
Druk „Siła“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Elwira Korotyńska
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
SKARBNICA MILUSIŃSKICH
pod redakcją S. NYRTYCA.



BRACIA GRIMM
JEDNOOCZKA, DWUOCZKA
i
TRZYOCZKA
BAJKA
spolszczyła
E. KOROTYŃSKA
z ilustracjami
Z. SZYSZKO-BOHUSZÓWNY


WYDAWNICTWO KSIĘGARNI POPULARNEJ
W WARSZAWIE.

Druk. „SIŁA“ Warszawa, Marszałkowska 71





Pewna kobieta miała trzy córki. Najstarsza posiadała tylko jedno oko i zwała się Jednooczką, średnia miało dwoje oczu, jak zwykli ludzie, najmłodsza troje oczu, z których jedno miała na środku czoła.
Matka i obie siostry nie mogły znieść Dwuoczki, za to, że była, jak wszyscy ludzie i mówiły do niej:
— Nie należysz do naszej rodziny będąc podobną do innych ludzi, którzy stoją od nas niżej i którymi gardzimy.
Dawały jej byleco do jedzenia i bylejakie ubranie i dokuczały ile mogły biedaczce.
Głodna i poniewierana poszła razu pewnego z kozami na pastwisko i usiadłszy na trawie, rzewnie płakać zaczęła.
I stanęła przed nią jakaś nieznana kobieta, pytając:
— Co ci jest Dwuoczko i czego tak żałośnie zawodzisz?
Podniosła główkę dziewczynka i odpowiedziała.
— Jak mam nie płakać? Matka moja i siostry znieść mnie nie mogą, za to, że mam dwoje oczu, jak wszyscy ludzie i okazują mi tę niechęć na każdym kroku.
Przeganiają z kąta w kąt, dają mi najgorsze ubranie i tak mało jedzenia, że wciąż jestem głodna.
Odpowiedziała nieznana kobieta: Dwuoczko, nie płacz! Obetrzyj twarzyczkę i ciesz się! Chcę cię poratować i dopomóc do tego, żebyś nie była głodna.
Ile razy zapragniesz jedzenia, powiedz do swej kózki te słowa:

Kózeczko, pomóż mnie,
Stoliku, nakryj się!

A stanie przed tobą stolik, na którym znajdziesz najsmaczniejsze potrawy.
Gdy się nasycisz, zawołaj tylko:

Kózeczko, dzięki ci,
Stoliku, idź za drzwi!

I natychmiast zniknie ci z przed oczu.
To mówiąc poszła mądra kobieta, a Dwuoczka zaraz spróbowała jej rady i cóż ujrzała?
Po wymówionych słowach stanął stolik obrusem przykryty z prześliczną srebrną zastawą.
W środku stolika rumieniły się kurczęta pieczone, ciastka, owoce i przeróżne wykwintne słodycze.
Dwuoczka, wygłodniała wskutek skąpego i marnego jedzenia, pożywiła się zaraz i wypowiedziawszy nakazane przez kobietę słowa, zajęła się pasaniem swej cudotwórczej kózki.
Gdy wróciła do domu, nie tknęła nieokraszonej, stojącej dla niej w miseczce zupy, a nazajutrz nie zabrała ze sobą danych jej na dzień cały dwóch suchych kawałeczków chleba.
Z początku nie zauważono tego w domu, ale gdy się to powtarzało codziennie, zaczęły siostry zwracać na to matce uwagę.
Wtedy ta rzekła: — Niech idzie Jednooczka z nią razem i niech dobrze uważa, kto ją tak nakarmia, że nie je naszej strawy.
Nazajutrz poszła Dwuoczka z kozą, a do niej przyłączyła się Jednooczka mówiąc, iż musi zobaczyć, czy koza nie ma krzywdy, czy jest dobrze pasiona.
Wiedziała Dwuoczka o co jej chodzi, ale udała, że nie rozumie powodu wyruszenia z nią w pole i wesoło prowadziła swą kózkę.
Gdy zapędziła ją w gęstą trawę rzekła do siostry:
— Chodźmy w cień drzewa, usiądźmy i porozmawiajmy.
Gdy siadły, zmęczona skwarem, Jednooczka pod wpływem piosenki o jednem oku usnęła, a wtedy Dwuoczka wywołała jak zwykle, stolik z jedzeniem, nasyciła się i powróciła do śpiącej siostry.
W ten sposób nie dowiedziano się nic i wysłano Trzyoczkę, aby dopilnowała siostry.
I znowu zaprowadziła Dwuoczka swą siostrę pod cieniste drzewo i śpiewać jej zaczęła piosenkę usypiającą.
Ale niestety pomyliła się w śpiewie i zamiast powiedzieć: „Zamknij Trzyoczko swe trzy oczy“, zaśpiewała: „Zamknij Trzyoczko, swych dwoje oczu“...
Wtedy stała się rzecz taka, że Trzyoczka zamknęła dwoje swych oczu, a jedno znajdujące się na środku czoła miała otwarte i tem dojrzała stolik i żywność i usłyszała słowa zaklęcia wyrzeczone przed kózką.
Gdy wróciły obie do domu, opowiedziała Trzyoczka matce o wszystkiem, a ta, rozgniewana iż Dwuoczka zajadała smaczniejsze od nich rzeczy, w złości zabiła kozę.
Płacząc i zawodząc nad swą nieszczęsną dolą i żałując ukochanej kózki, usiadła Dwuoczka w polu na kamieniu i zdawało się jej, że serce pęknie z bólu.
Naraz stanęła przed nią ta sama, co i przedtem osoba i łagodnym głosem spytała biedną dziewczynkę, czego tak lamentuje.
Wysłuchawszy jej opowieści, uspokoiła ją i poradziła, żeby wzięła wnętrzności zabitej kozy i zakopała niedaleko od drzwi domku, w którym mieszkała.
Wróciła Dwuoczka do domu i uprosiła jedną z sióstr aby ofiarowano jej wnętrzności kozy.
— No, to, o co prosisz jest możliwe do dania, bierz sobie, jeśliś tak bardzo niemądra.
Ze śmiechem rzuciły jej to, o co prosiła, a Dwuoczka czemprędzej, żeby nie widziały, co z tem robi, umknęła w pole i gdy nikogo koło domu nie było, zakopała wnętrzności kozy, tam, gdzie jej radzono i czekała, co z tego wyniknie.
Nie czekała długo. Nazajutrz rano, gdy siostry wyszły poza domek, ujrzały prześliczną jabłoń.
Miała ona srebrne liście i obwieszona była cudownemi złotemi jabłkami.
— Mamo! — wołały wbiegając do domu, — chodź zobacz, co wyrosło przez jedną noc!
Ach! jakieżto piękne!
Matka zachwycona też była jabłonką, a chcąc zaraz mieć z niej korzyść, kazała wejść Jednooczce na drzewo i urwać kilka jabłuszek.
Weszła, ale napróżno! Jak tylko wyciągnęła rękę po owoc, gałąź uchylała się wdal i ani sposób jej było dosięgnąć.
To samo stało się i z Trzyoczką. Gałęzie usuwały się za dotknięciem jej rąk i ani jednego nie zdobyły jabłuszka.
Wtedy weszła z trudem na drzewo matka, ale okazało się, że i jej drzewko nie było posłuszne.
Odezwała się do nich Dwuoczka: Wejdę ja teraz, zobaczymy, może mi się uda urwać trochę jabłuszek.
— Coo? ty z twemi dwoma oczami myślisz zrobić to, czego myśmy zrobić nie były w stanie? Cha! cha! cha!
Śmiały się i żartowały z Dwuoczki, ale ta nie zwracała na ich kpiny uwagi i śmiało wdrapawszy się na drzewo, sięgnęła po owoc.
Rwała bez żadnej przeszkody, a gdy było już dużo jabłek w fartuszku, zeszła z drzewa i oddała matce owoce.
Zabrała wszystkie, dzieląc między dwie córki.
Dwuoczka, nietylko, że nie dostała ani jednego złotego jabłuszka, jeszcze wzbudziła większą ku sobie nienawiść, iż ona tylko mogła rwać drogocenne owoce.
Pewnego dnia gdy wszystkie trzy stały pod drzewem, ukazał się w dali rycerz, na wspaniałym jadący rumaku.
Siostry przyskoczyły do Dwuoczki, wołając: Umykaj! umykaj! Jedzie rycerz i napewno zatrzyma się przy naszem drzewku!
Idź! nie rób nam wstydu! Twoich dwoje oczu wstręt wzbudzą w rycerzu!
Pchnęły ją czemprędzej w kąt, gdzie stała beczka i wsadziwszy ją do pustego wnętrza, wrzuciły do beczki również zerwane przez nią jabłuszka.
Dwuoczka siedziała cicho w beczce a tymczasem podjechał ku drzewu piękny, młody rycerz i stanął w zachwycie, widząc cudowne drzewo.
Wreszcie spytał: Do kogo należy to piękne drzewo? Jeżeli mi właściciel tego cudu ofiaruje gałąź z owocami, będzie mógł zażądać czego zechce, a spełnię.
— Jabłoń jest nasza, — odrzekły obie siostry, — i z chęcią damy ci gałąź tego ślicznego drzewa.
Ale napróżno starały się przypodobać młodemu rycerzowi i ofiarować mu złociste jabłuszka, nie były bowiem w możności ułamać gałęzi z drzewa.
Zdziwił się rycerz, iż gałęzie usuwały się od właścicielek i wątpić począł w prawdziwość ich słów, gdy naraz u nóg swych spostrzegł toczące się złote jabłko.
Za nim upadło drugie i trzecie, wreszcie wyskoczyła z beczki Dwuoczka i śmiało stanęła przed rycerzem.
— Kto to? jakżeż piękna! — zawołał zachwycony młodzieniec — skąd wziął się taki cud piękności?
— To nasza siostra, — przyznały się Jednooczka i Trzyoczka — wstydziłyśmy się ci ją pokazać, gdyż ma dwoje oczu... Czegoś wylazła bez zawołania? — krzyczały obie na uśmiechniętą radośnie Dwuoczkę.
— Wyszłam, nie mogąc znieść waszych kłamstw... Zresztą chcę ofiarować w darze rycerzowi gałąź srebrną, ze złocistemi jabłkami.
Wiecie przecież, że ja jedna tylko mam moc to zrobić...
— Czy możesz Dwuoczko, urwać mi gałąź z drzewa? — zapytał rycerz.
— O, z największą chęcią, — odpowiedziała zapytana — drzewko to jest moje i słucha mnie.
Natychmiast weszła na drzewo i urwała gałąź z jabłkami, podając ją z wdziękiem rycerzowi.
— Dziękuję ci Dwuoczko, — rzekł rycerz, — powiedz mi teraz, czego pragniesz, a zrobię wszystko o co poprosisz.
— Ach! — odpowiedziała Dwuoczka, cierpię głód i pragnienie, niedolę i urągania od samego rana, aż do nocy... Nie lubią mnie siostry i matka i znęcają się nademną, zabierz mnie więc rycerzu ze sobą i wybaw od tej niedoli...
Wtedy uniósł rycerz na swych rękach Dwuoczkę i posadził na koniu, aby zawieźć do swego rodzinnego zamku.
Tutaj otoczył wszystkiem dziewczynkę, dał jej piękne ubiory, dużo smacznego jedzenia i przedewszystkiem grzeczne i miłe otoczenie.
Dwuoczka wkrótce została żoną rycerza i czuła się bardzo szczęśliwa.
Po jej wyjeździe z domu, siostry były oburzone, iż Dwuoczkę spotkało takie szczęście, ale pocieszały się tem, że pozostaje im drzewo.
— Zobaczycie, — mówiła Trzyoczka, — jaka sława rozniesie się o naszem drzewku i jak ze wszystkich stron zjeżdżać się będą królewicze i magnaci, aby oglądać ten cud.
A wtedy znajdzie się i mąż dla nas, władca jaki możny lub książę.
— O, tak, tak! — potakiwała matka, wyjdziecie świetnie zamąż...
Tymczasem ciężki zawód spotkał córki i matkę.
Gdy nazajutrz po przebudzeniu spojrzały przez okno, ujrzały puste miejsce po drzewie.
Nie połyskiwały srebrem gałęzie jabłonki, nie wisiały przecudne, złociste jabłka...
Nie było zgoła nic!
A gdy rankiem spojrzała Dwuoczka przez pałacowe okno na podwórzec zamkowy rycerza, cóż ujrzała?
Przed jej oknem stała jabłoń srebrzysta, a na gałęziach chwiały się złote jabłka...
Przyszła za nią ta ukochana, jedyna rzecz, która do niej należała bezpodzielnie! O! jakie szczęście!...
A gdy w lat kilka stanęły u wrót zamku Dwuoczki dwie ubogie kobiety prosząc o jałmużnę i Dwuoczka poznała w nich Jednooczkę i Trzyoczkę, nie odepchnęła ich, lecz otoczyła do końca ich życia opieką, oddając im dobrem za złe.

KONIEC

Zobacz też[edytuj]


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bracia Grimm.