Jaskółki (1926)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Jaskółki
Pochodzenie Poezje tom I Stare Miasto
Data wydania 1926
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Zakł. Graf. „Nasza Drukarnia“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

JASKÓŁKI.



I.

Gdy wiosna blaskiem i wonią
Wionęła w miejski zaułek,
Gniazdko pod oknem facjatki
Uwiła para jaskółek.

Nieraz w tem małem okienku
Stawała młoda mężatka
I wodą kwiatki poiła,
Sama podobna do kwiatka.

Okruchy w gniazdko jaskółek
Każdego sypiąc poranka,
Wnet z niemi przyjaźń zawarła
Poddasza piękna mieszkanka.

Ptaki czarnemi oczkami
Tak czule patrzyły na nią,
A mąż jej gniewał się, niby
Zazdrosny o swoją panią.


II.

O zmierzchu w oknie siadali —
On z książką, ona z robótką,
Ćwierkały wtedy jaskółki
Wieczorną piosnkę cichutką.

Pod wpływem ptasiej sielanki
Małżonka brały pokusy:
Na szyjce, oczach i ustach
Gorące składał całusy.

Wśród brudnych murów zaułka
Czar wiosny serca zachwyca,
Choć modrych niebios kawałkiem,
Choć srebrnym skrawkiem księżyca.

Więc, chłonąc zapach majowy,
W zgiełkliwem mieście tak rzadki,
Śniło małżeństwo z gniazdeczka,
Oraz małżeństwo z facjatki.


III.

Przelata chwila za chwilą,
Jak roje barwnych motyli —
Do gniazdka i na poddasze
Rozkoszni goście przybyli.

Szczebiotem ptasząt lepianka,
Śmiechami brzmiała facjatka —
Jaskółki karmią pisklęta,
Figluje z dzieckiem mężatka.


Gdy z biura biedny urzędnik
Powraca w stronę Zapiecka,
Zdaleka widzi już w oknie
Twarz mamy i buzię dziecka.

Jaskółki patrzą, jak sąsiad
Całuje słodkie usteczka —
„Cmok! Cmok!” ulata z facjatki,
„Ćwierk! Ćwierk!” ulata z gniazdeczka.


IV.

Minęła wiosna kwiecista,
Minęło lato po wiośnie —
Maleństwo chore i blade
W kołysce kwili żałośnie.

Z sercem, goryczą wezbranem,
Matka je tuli do łona
I sama z bólu zamiera,
W gasnące dziecko wpatrzona.

Gdy w oknie staje urzędnik,
Łzy srebrne z oczu mu biegą, —
Jaskółki z niemem współczuciem
Podnoszą główki do niego.

I patrzą, jakby pytały,
Za buzią stęsknione miłą:
„Powiedz nam, powiedz, sąsiedzie,
Co to się u was zrobiło?”


V.

Tak blado słonko połyska
Z błękitnych niebios namiotu —
Jaskółki z gniazdka pod oknem
Już się zbierają do lotu.

A w oknie nikt się nie śmieje,
Nikt słodkich zaklęć nie szepce —
I dziwnie smutno w gniazdeczku
I dziwnie smutno w izdebce.

Aż kiedyś w ranek jesienny,
Ostatnią lśniący pogodą,
Wynieśli w białych trumienkach
I dziecko i matkę młodą.

Jaskółki tonią lazurów
Za morze chyżym mknąc lotem,
Umarłą swoją sąsiadkę
żegnały cichym szczebiotem.


VI.

Znów wiosna blaskiem i wonią
Wionęła w miejski zaułek —
Do swego gniazdka pod oknem
Wróciła para jaskółek.

„Ćwierk! Ćwierk! Dzień dobry, sąsiedzie,
Ćwierk! Ćwierk! Czyś tęsknił za nami?”
I pustej celi mieszkaniec
Powitał ptaszęta łzami.


A kiedy w gniazdku wieczorem
Jaskółcza brzmiała rozmowa,
On szeptał usty drżącemi:
„Gdzież moja przeszłość tęczowa?

Wróciła wiosna i kwiaty,
Z za morza ptaki wróciły —
I tylko moi najdrożsi
Nie wstaną z zimnej mogiły...”






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.