Jak wam się podoba (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Jak wam się podoba
Podtytuł Przedmowa
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom X
Data wydania 1895
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
JAK WAM SIĘ PODOBA.

J

Jest to pasterski dramat — sielanka, odegrywająca się w jakimś idealnym lesie, na łonie matki natury, której zdrowy oddech ma wszystkie choroby cywilizowanego żywota uleczyć, wszystkie wady i zepsucie naprawić, ludzi dworactwem, sztucznem życiem zgangrenowanych do zdrowia i rozumu przywrócić. Aż do XVIII w. ludzie się marzeniami takich sielanek bawili, a nasz książę Panie Kochanku odegrywał w Albie coś podobnego, chodząc w słomianym kapeluszu.

Bywa tak źle czasem, smutno, niewygodnie na tym świecie, że człowiek ma ochotę uciec zeń do krainy marzeń, choćby na chwilę, i póki trwa teatralne przedstawienie.
Komedya ta, — to naosobliwsza w świecie tkanka: niebywała jakaś kraina, stosunki niemożliwe, a wśród nich ludzie z ciała i kości, najrzeczywistniejsi, najdotykalniej prawdziwi.
Rzecz dzieje się nie wiedzieć gdzie, a plącze „jak się wam podoba“ albo raczej jak się podobało fantazyi poety, nietroszczącego się bynajmniej o żadne w świecie prawdopodobieństwa formy. Składa się z kontrastów, świeci i żyje dowcipem, a główny interes polega na dyalektyce w poglądach na ludzkość, jej sprawy, uczucia, serca i namiętności.
Goethe już uczynił tę słuszną uwagę, że u Szekspira często bardzo sceniczna budowa jest zupełnie zaniedbaną, układ rzeczy podrzędny; rusztowanie znika pod temi bogatemi oponami, które na nich zawiesza humor, dowcip, filozofia życia, blaski słowa i poezyi kwiaty.
W pasterskiej bajce „Jak się wam podoba“ nie trzeba szukać scen dramatycznych, ale jak w kalejdoskopie bawić się coraz nowemi barwami, które się z sobą spotykają, aby jedna podnosiła drugą. Panuje tu słowo, a nie czyn. Gdyby dziś kto na scenę dał sztukę tak swobodnie złożoną z rozmów, choćby pełnych dowcipu, nasza społeczność znużona i znękana, dla której słowo jest startą monetą, nie wysłuchałaby cierpliwie ani połowy tego marzenia, tej muzyki, tej mozajki myśli — tak fantastycznie sklejonej.
Za czasów Szekspira, wiele rzeczy było nowych i śmiałych, a słowo, po długiej niewoli, rozpoczynało dopiero odzyskiwać się, jako śmielszy tłómacz głowy i serca, — dziś słyszeliśmy to wielokroć i do syta.
Powieść służąca za rusztowanie, jest sobie bajką o królach, o królewnach, o trzech braciach, z których jeden poniewierał drugim, gdzieś zapożyczoną i przemalowaną przez wielkiego artystę swobodnie, możnaby powiedzieć zuchwale, — ale osnowa tu najmniej znaczy. Wszystko to bogata opona okrywa.
Szekspir pisał tą sielankę w drugiej epoce, gdy był najczynniejszym. Tytuł jej: As you like it, znajdujemy w rejestrach księgarzy, (Stationer’s Hall) razem z Henrykiem V i Wiele hałasu o nic, z tą uwagą dodaną, że ogłoszenie zawieszone zostało. Pierwsze dwie jednak były później drukowane, a Jak się wam podoba wyszło dopiero w wydaniu zbiorowem, 1623 r. Meres w 1598 r. nie wspomina o tej komedyi, a jest w niej przywiedziony wiersz z Marlowe’a, Hero i Leandra, poematu, który drukowany był dopiero w 1598.
Możnaby ją więc odnieść prawie z pewnością do r. 1599. Tradycya powiada, że sam poeta grał w niej rolę starego sługi Adama. Podanie to, z ust żyjącego jeszcze brata Szekspira, za Karola II zaczerpnięte, Oldys tak opisuje:
„Jeden z najmłodszych braci Szekspira, który dożył późnego wieku, imieniem Gilbert, po przywróceniu Karola II, miał we zwyczaju na teatr uczęszczać. Główni aktorowie współcześni, okazując mu jak największe uszanowanie, starali się od niego coś dowiedzieć o bracie, i z największą ciekawością dopytywali o szczegóły, najbardziej zaś o grę dramatyczną Williama. Ale Gilbert już tak był wiekiem złamany, a słabość mu pamięć odjęła, że nie bardzo mógł dobrze odpowiadać na czynione pytania. Zaledwie można było z niego wydobyć jakieś wspomnienie ogólne, nieokreślone i prawie starte, że raz widział Willa, grającego w jednej ze swych komedyi rolę starca zgrzybiałego. Miał on brodę długą, a wydawał się tak osłabionym, tak przybitym, tak zaledwie mogącym się poruszać, że druga osoba nieść go musiała i sadzać przy stole, u którego liczni siedzieli współbiesiadnicy, — jeden z nich śpiewał piosenkę.“ Z tego się domyślono roli Adama.
Dosyć nudna powiastka moralna, za czasów Szekspira popularna bardzo, myśl do tej fantazyi podała. Widzieliśmy, że przedmioty brał tak zawsze poeta z tej skarbnicy, do której ogół był nawykły, z której popularnemi postaciami był oswojony. Powieść Tom. Lodge’a z r. 1590—1592, ma tytuł:
„Rosalynde, Euphues golden Legacie, found after his death in his Cell at Silexedra, Requeathed to Philautus Sonnes, nursed up with their Father in England. Fetchet from the Canaries by T. L. Gent“.
Starsza jeszcze powieść, która służyła za materyał T. Lodge’mu, zowie się: „The Coke’a Tale of Gamelyn“.
W niektórych scenach Szekspir trzymał się pierwszego wzoru, w innych Lodge’a.
Jesteśmy w stolicy jakiegoś idealnego księstwa, w którem panuje książę Fryderyk, wypędziwszy swojego brata. Brat ten, jak wogóle wszyscy wygnańcy w dramacie, schronił się do puszczy Ardeńskiej na łono natury i znosi bardzo filozoficznie to nowe położenie, czas spędzając na przyjemnych gawędkach. Tymczasem w dawnej jego stolicy pozostała córka Rozalinda, przez przyjaźń dla ciotecznej swej siostry, córki Fryderyka, bawi przy niej na dworze uzurpatora. Dramat rozpoczyna się sceną między braćmi, starszym Oliwerem i Orlandem, będącym u niego na opiece. Oliwer, idąc za przykładem z góry, Orlanda radby się pozbyć, wychowuje go na parobka i czyha na jego zgubę. Jest to, obyczajem ówczesnym, zdwojenie dramatu, przez przeniesienie go w inną sferę, do czegośmy nawykli. Orlando, którego wychowanie było zaniedbane, zachował jednak w sobie moc ducha, a przytem siłę pięści, która też do pogardzenia nie jest. Zaraz w początku dramatu, gdy brat zasadza nań siłacza, z którym się ma potykać, Orlando zabija atletę. Musi jednak natychmiast uchodzić, gdyż stary, wierny sługa Adam ostrzega go, że brat chce dla pozbycia się go, spalić z nim razem dom, w którym ma nocować. On więc i stary sługa udają się razem do lasu.
Wprzódy jednak, przytomne są jego walce z atletą dwie księżniczki, a Rozalinda, córka wygnańca, żywo się zajmuje nieszczęśliwym młodzieńcem, który także w niej się rozmiłowuje. Prawie współcześnie z Orlandem, ucieka też do tej samej puszczy wypędzona przez stryja Rozalinda, ale z nią razem uchodzi, przywiązana do niej, córka księcia. W lesie tym znajdują się więc wszyscy, których społeczność pozbyć się chciała, wśród pasterskiej obyczajów prostoty. Życie tu spędzają, jak przystało bohaterom sielankowym, na śpiewach, rozmowach i na sielskich biesiadach pod drzewami. Orlando błądząc po lesie, na drzewach pisze wiersze do Rozalindy, ta, przebrana za chłopca, niepoznana, bawi się, wyciągając z niego wyznania gorących uczuć dla siebie. Sama, zapoznaje się z nim w postaci pazia, ukrywa swą miłość, gdy wtem Orlando w lesie znika. Zakrwawiona chustka każe się domyślać, że go zwierz pożarł dziki.
Rozalinda mdleje i zdradza „płeć swoją“. W puszczy tej czarodziejskiej, wracając do stanu natury, spotykają się w końcu wszyscy. Oliwer, wyrodny brat Orlanda, wygnany przychodzi tu także, i niedolą nawrócony, staje się najczulszym bratem. Powietrze lasu uzdrawia i nawraca. Żałującemu za przeszłe grzechy, Celia, córka księcia jest w nagrodę przeznaczoną.
Nawraca się w końcu, tchnieniem tej uzdrawiającej natury nawet książę Fryderyk, który z wojskiem ogromnem ciągnie tu, aby zabić ukrywającego się brata, spotyka na kraju lasu pobożnego pustelnika i — pełen skruchy, zrzeka się dobrowolnie nieprawnie zagarniętej władzy. Las ten leczy wszystkie zachcianki, jedna wszystkie nienawiści, darzy szczęściem i spokojem. Ten las — to natura.
W tej idealnej naturze długo jeszcze potem szukano leków na choroby społeczne, wierzono w tę utopię, nie bacząc, że stan natury jest stanem zwierzęcym. Ale w tej naturze tkwiło skryte wspomnienie biblijnego Raju — odwiecznego marzenia ludzkości, tęsknoty za stanem jakimś doskonałości i błogości, leżącym niestety, po za warunkami życia rzeczywistego.
W powieści Lodge’a zakończenie jest odmienne. Dwaj bracia Gerismond i Thorismond, staczają walną bitwę, uzurpator zostaje zwyciężony. W sielance zwycięża go słowo, wyszłe z łona natury. Szekspir jest logiczniejszym, obraz jego jednolitszym. Raz wyszedłszy za granicę rzeczywistości do tego lasu — siłą jego rozstrzygać trzeba było wszystko.
Powiedzieliśmy wyżej, że sielanka cała jest w słowach, i tych słów dyalektyce. Wyśmienity błazen Probierczyk i dworzanin króla wygnanego, melancholiczno-szyderski Jakób — są kontrastem dwóch na świat różnych poglądów. Probierczyk śmiejąc się, wszystko bierze lekko, Jakóbowi czarno i obrzydliwie świat się wydaje. Liczba osób do tej dyalektyki użyta, jest dosyć znaczna. Oprócz wspomnianych osób, mamy jeszcze parę na dworze księcia Fryderyka, w lesie proboszcza Oliwera (Psujteksta), pasterzy i pasterki, wieśniaków i samego nawet Hymena, występującego osobiście. Wśród tego natłoku jednak, Probierczyk i Jakób najwięcej zajmują, są najwydatniejsi, tak jak nad typami niewieścimi góruje piękna Rozalinda, w której uczucie i rozum, wdzięk niewieści i energia cudnie się z sobą kojarzą.
Sielankowe dramata ówczesne, po większej części patetyczne i ckliwe, Szekspir dowcipem i filozoficznemi poglądami umiał ożywić. Z tonu, z planu, z zakończenia możnaby wnosić, że sztuka na jakąś uroczystość, może weselną (Hymen) była przeznaczoną.
Po francusku przerobiła ją z właściwym sobie talentem pani G. Sand, po niemiecku dla sceny Wilhelm Oechelhäuser. Rzadko jednak grywaną widzieć ją można. Jest to potrawa dla smakoszów, a i artyści, coby ją dla pieszczonych podniebień podjęli się przyrządzić — musieliby stać na wysokości tej poezyi, nie dla wszystkich przystępnej.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.