Encyklopedja Kościelna/Czarnkowa, Jan z

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Encyklopedja Kościelna (tom III)
Redaktor Michał Nowodworski
Data wydania 1874
Drukarz Czerwiński i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Czarnkowa (z) Jan (Janko) h. Nałęcz, dr. praw, dziekan włocławski (1368), dziekan i kanclerz krakowski (1358), archidjakon gnieznieński (1361). Był podkanclerzym przy królu Kazimierzu W. już 1364 r. (Akta grodzkie i ziemskie z archiwum bernard. we Lwowie II 4). Po skonie Kazimierza W. mąż ten występuje na widownię publiczną w jaskrawém nader świetle, w walce z nowym porządkiem rzeczy i z osobami, które zagarniają ster władzy. Nie sprzyjał podkanclerzy postanowieniu, na mocy którego Ludwik, król węgierski, uczyniony został następcą na tron polski po śmierci Kazimierza. Pierwsze wystąpienie nowego monarchy niemile na nim sprawiło wrażenie. Oburzyło go unieważnienie testamentu zgasłego króla, nie taił zatém niechęci ku osobom, które uczestniczyły w tém dziele. Król, zajęty sprawami Węgier, pozostawił namiestniczą władzę w rękach matki, sędziwej królowej Elżbiety. Pani ta niezdolną była do kierowania umysłami i rządzenia sprawami narodu w nader ważnej dobie dziejów. Rycerstwo polskie, w skutku nabytych przywilejów i podniesionej ogólnej pomyślności kraju, rozwinęło już w drugiej półowie XIV wieku niepospolitą żywotną silę. Przedstawiało się więc królowej trudne zadanie pozyskania zaufania szlachty i zarazem ujęcia w karby niesfornego jej żywiołu. Przedewszystkiém wypadało znaleść zdolnych pomocników, którzy mieli stanąć pomiędzy tronem i narodem. Surowe oblicze arrhidjakona gniezn. zapewne nie podobało się Elżbiecie, cnotliwej i bogobojnej, lecz nawykłej do hołdów. Z drugiej strony, podkanclerzy uprzedził się z góry przeciwko rządom niewieścim, zatém nagiąć się nie myślał do nowych wymagań. Wkrótce nowi ludzie otoczyli tron królowej; starzy doradzcy Kazimierza W. musieli ustąpić im miejsca. Z rzędu osób, występujących na widownię publiczną, odznaczyli się przed innemi dwaj intryganci: Mikołaj Łodzia z Kurnika, archiprezbiter Panny Marji w Krakowie, i Piotr Zawisza Róża z Kurozwęk, archidjakon krakowski. W płochych ich i nagannych obyczajach maluje się ujemna strona wieku. W epoce tej współzawodniczyli w zamiłowaniu zbytków możniejsi rycerze i wysokiego stanowiska kapłani. W głośnych bezprawiach brały udział osoby wszelkiego stanu i powołania. Mikołaj z Kurnika i Piotr Zawisza z Kurozwęk sprzysięgli się na zgubę Janka z Czarnkowa i oskarżyli go o zagrabienie kosztowności i pieniędzy z koronnego skarbca. Oskarżenie nie było poparte dowodem, pomimo to królowa Elżbieta odjęła podkanclerski urząd arcbidjakonowi gniezn. i oddała pięczęć Zawiszy. Janko odpierał zarzuty i dowodził niecnej potwarzy; nie odzyskał jednak urzędu, zatém udał się do Gniezna, gdzie pełnił obowiązki duchownego powołania przy arcybiskupie Jarosławie. Archidjakon, spokrewniony lub spowinowacony z wielu zamożniejszemi rodzinami, używał potężnego wpływu w Wielkopolsce: owóż przeciwnicy, w obawie zemsty, oskarżyli go powtórnie przed Elżbietą. Królowa wydała rozkaz pojmania i uwięzienia obwinionego. Janko udał się natychmiast do Krakowa. Skoro zatrzymał się w Miechowie i z przyjaciołmi siedział przy śniadaniu za stołem, aresztował go Spytko, dworzanin królowej, w jej imieniu. Poręczyli się za archidjakona gniezn. rycerze, więc pozwolił mu Spytko pozostać i przenocować w gospodzie, atoli w dniu następnym odstawił go do Krakowa i osadził w zamkowém więzieniu. Żądała królowa najprzód od Florjana, bpa krak., później od arcybpa Jarosława, ażeby osądzili obwinionego archidjakona. Ani jeden ani drugi nie chcieli sądzić tej sprawy; wtedy sam Janko zawezwał oskarżycieli przed sąd arcybiskupa i domagał się, aby dowiedli oskarżenia. Formularz tego pozwu przechował się w rękopiśmie bibljoteki jagiellońskiej w Krakowie. Zarzuca C. przeciwnikom, że rozsiewali fałszywe wieści o mniemaném zrabowaniu przez niego skarbca, oraz że trzyma w domu starą czarownicę rusinkę i że jest w posiadaniu czarodziejskiego pierścienia (Helcel, Pomniki I str. XIII przyp. 5). Mikołaj z Kurnika stawił się na dworze arcybiskupa w Żninie i domagał się wyprowadzenia śledztwa, atoli, skoro nie chciał dowodzić oskarżenia, w skutku pozwu i żądania archidjakona, arcybiskup wziął stronę tegoż i uwolnił go od sądowej odpowiedzialności. Wtedy, oczerniony Janko oczyścił się publicznie z zarzutów, zaprzysięgając swą niewinność w obec świadków, według przepisów kanonicznego prawa. Otrzymał następnie opatrzone pieczęcią arcybiskupa świadectwo, z którém zamierzał udać się do Rzymu, w myśli wytoczenia tamże sprawy oszczercom. Nie przywiódł atoli do skutku zamierzonej podróży. Mikołaj z Kurnika i Zawisza wymogli na królowej, że wydała wyrok, skazujący Janka na konfiskatę majątku i wygnanie z kraju. Ufny w poparcie licznych i potężnych stronników, nie obawiał się archidjakon skutków wyroku. Nie chciał nawet wyruszyć z kraju: uległ atoli przedstawieniom przyjaciół, którzy, w myśli przebłagania gniewu królowej, nakłonili go do wyjazdu. Udał się najprzód do Wrocławia, później do Pragi, następnie do Lubusza, gdzie doznał gościnnego przyjęcia od biskupa Piotra i bawił przeszło siedm tygodni w jego domu. Powrócił potém do kraju i mieszkał spokojnie, wolny od wszelkich prześladowań. Odtąd nie brał już czynnego udziału w sprawach publicznych, lecz oddany obowiązkom duchownego powołania, pisał zarazem Kronikę, którą najsłuszniej nazwać można pamiętnikiem: opowiada bowiem autor zdarzenia, w których sam był współuczestnikiem, lub naocznym świadkiem. Poprzednicy Janka zastanawiali się wyłącznie nad przygodami książąt panujących, opisywali ich wojny i zatargi. Pierwszy archidjakon gnieźnieński kreśli w śmiałych rysach obrazy domowych stosunków, maluje wierne portrety butnej, ruchliwej szlachty i przewodniczących jej panów. Najżywszemi odmalował farbami wypadki zaszłe w Polsce w epoce panowania króla Ludwika i bezkrólewia. W dziele jego przebija się umysł bystry, spostrzegawczy, człowieka oswojonego z tokiem spraw publicznych, znającego charaktery i dążności osób, które najczynniejszy brały udział w owoczesnych wypadkach. Namiętny i pełen żółci, gdy opisuje występki i knowania osobistych wrogów, okazuje się bezstronnym sędzią, gdy opowiada o toczonych w epoce bezkrólewia walkach, których był spokojnym i uważnym widzem. Kronika Janka znana była długo jedynie z niepoprawnego wydania Sommersberga, pod tytułem Kroniki anonima, archidjakona gnieznieńskiego, w której znachodzim pomieszane roczniki innych autorów, we właściwym zaś tekście poopuszczane nader ważne ustępy. Okazało się z krytycznego porównania rękopismów, że właściwa Kronika Janka z Czarnkowa obejmuje wypadki od wstąpienia na tron Kazimierza W. (1333), aż do przybycia do Polski królowej Jadwigi 1384 r. Najpoprawniejsze wydanie, opracowane przez Jana Szlachtowskiego, ukazało się w Pomnikach dziejowych Polski Augusta Bielowskiego (Monumenta Poloniae historica tom II, Lwów 1872). Cf. Akta grodzkie i ziemskie z czasów rzeczypospolitej Polskiej z archiwum tak zwanego bernardyńskiego we Lwowie, t. II—III, Lwów 1870—1872. W. Ch.