Dziennik Dolnośląski nr 0/Nie ma demokracji bez podziałów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Paweł Kocięba
Tytuł Nie ma demokracji bez podziałów
Pochodzenie Dziennik Dolnośląski nr 0
Redaktor Włodzimierz Suleja
Data wydania 31 sierpnia 1990
Wydawnictwo Norpol-Press sp. z o.o.
Miejsce wyd. Wrocław
Źródło Skany na Commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

Nie ma demokracji
bez podziałów

Rozmowa z Janem Nowakiem-Jeziorańskim.

Czy kierując „Wolną Europą” pomyślał Pan kiedykolwiek, że komunizm rozsypie się jeszcze za Pańskiego życia?
— Byłem przekonany, że komunizm upadnie, ponieważ tkwiące w nim sprzeczności prędzej czy później musiały doprowadzić do załamania systemu. Nigdy jednak nie przeczuwałem, że nastąpi to za mojego życia. Więcej w miarę upływu lat nabierałem pewności, że ja tego nie dożyję. Nigdy nie wiążę moich przepowiedni z żadnym kalendarzem, bo to jest zawsze zawodne, ale fakt, że to nastąpiło tak szybko, był dla mnie kompletnym zaskoczeniem i ciągle muszę sobie przypominać, że to nie jest jakiś sen, z którego obudzę się w moim domku pod Waszyngtonem.
Czego pan nie przewidział?
— Nie przewidziałem, że do zderzenia tych sprzeczności dojdzie tak szybko. Jeszcze w połowie ubiegłego roku nigdy bym nie przypuszczał, że powstanie w Polsce pierwszy niekomunistyczny rząd w Europie Wschodniej. Byłem przekonany, że komuniści będą usiłowali podzielić się z opozycją odpowiedzialnością, ale nie władzą. Zbiegło się tutaj wiele elementów, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Któż na przykład mógł przewidzieć, że tak łatwo rozpadnie się stara koalicja, torując Mazowieckiemu drogę do władzy? Nie wstydzę się tego, że nie przewidziałem tempa wydarzeń, bo praktycznie nikt go nie przewidział.
Czy tak Pan sobie wyobrażał niepodległość?
— Byłem przekonany, że droga do niepodległości wiedzie poprzez załamanie centralnej władzy w Moskwie, że bez tego nie może być mowy o emancypacji krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nie przewidywałem, że katalizatorem tych procesów stanie się Polska, a na pewno nie przewidywałem tego przed powstaniem „Solidarności”. Przewidywałem natomiast, i to się sprawdziło, że w Rosji musi dojść do wydarzeń analogicznych do polskiego i węgierskiego Października czy Praskiej Wiosny.
Przez wiele lat oglądał Pan Polskę z oddali, przez ostatnie dwa lata ma Pan możność zobaczyć ją z bliska. Jak Pan ją teraz widzi i jak Pan ocenia dynamikę zmian?
— Od zakończenia wojny tak dokładnie śledziłem wszystkie wydarzenia w Polsce, że właściwie mogę o sobie powiedzieć, iż nigdy jej nie opuściłem. Dlatego niewiele rzeczy było dla mnie zaskoczeniem. Dużym przeżyciem było psychiczne zderzenie z krajobrazem nowej Warszawy, czy nawet nowym krajobrazem wsi, ale sama Polska zaskoczeniem nie była. Również ogrom problemów, jaki przed krajem stanął, nie stanowi dla mnie zaskoczenia. Tak samo było w roku 1918, tak samo jest teraz, gdy po półwiecznej przerwie Polska powraca do samodzielnego bytu. Przeszłość skłania mnie do optymizmu, często irracjonalnego — po prostu wierzę w to, że ten naród da sobie radę.
Czy to już jest niepodległość?
— Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że Polska jest krajem niepodległym. Widać to wyraźnie w naszej polityce zagranicznej — wobec zjednoczenia Niemiec prowadziliśmy politykę całkowicie samodzielną. Od początku polska dyplomacja stała na stanowisku uczestnictwa zjednoczonych Niemiec w NATO. Dlatego kwestia niepodległości jest dla mnie absolutnie jednoznaczna, co jednak oczywiście nie oznacza, że Polska jest również demokratyczna — mamy przecież Sejm, który zaledwie w 1/3 reprezentuje społeczeństwo.
Wielu ludzi traktuje ostatni rozłam w „Solidarności” jako osobistą i narodową tragedię. Co Pan o tym sądzi?
— Podziały są ceną, jaką się płaci za demokrację. Żyję przecież w kraju, w którym walka polityczna jest bardzo intensywna. Nie inaczej jest w Anglii, która jest matką demokracji. Niemniej podział w „Solidarności” uważam za przedwczesny i mocno spersonalizowany. Uważam również, że w sporej mierze jest on sztuczny, ponieważ wyprzedza nastroje społeczne. Społeczeństwo w dalszym ciągu gotowe było popierać „Solidarność” jako całość — z Wałęsą i Mazowieckim na czele. Ten podział wszakże się dokonał i wydaje się nieodwracalny. W tej sytuacji bardzo ważny jest problem kultury politycznej. To co mnie najbardziej razi to operowanie inwektywami, zamykanie przeciwnikowi ust poprzez zastępowanie argumentów pomówieniami i próbami dyskredytacji, przylepianie rozmaitych etykietek. W Polsce przydałby się kodeks karny podobny do brytyjskiego, który nakłada niesłychanie ciężkie kary za zniesławienie. W Polsce te kary są wręcz śmieszne, podczas gdy szkody wyrządzane przez pomówienia — ogromne. Jest to moim zdaniem niewątpliwa pozostałość starego systemu, w którym przeciwnika albo się zamykało, albo usiłowało się go zdyskredytować. Nie odwoływano się do argumentów bo w tej konkurencji dawny reżim był słaby.
Czy nie odbiera Pan bardzo poważnej absencji wyborczej i rosnącej społecznej apatii jako zagrożenia dla demokracji i całego procesu reform?
— Niewątpliwie tak, bo nie ma demokracji bez udziału obywateli. Tam, gdzie obywatele nie interesują się życiem publicznym, demokracja jest bardzo krucha. Wydaje mi się, że tę apatię wiązać należy z całym procesem politycznej ewolucji w Polsce. Była to mianowicie ewolucja, a nie rewolucja, ludziom zabrakło więc wyraźnego momentu przełomu — przełomu, po którym państwo mogliby uznać za własne. Zabrakło przełomu psychologicznego który w społecznym odczuciu stworzyłby nową rzeczywistość. Drugim ważnym źródłem apatii jest fatalna sytuacja gospodarcza. Były nadzieje, że przełamią ją wybory samorządowe — jednak, jak słyszę, stało się inaczej. Ludzie czekają na wyraźną poprawę jakości życia i dopóki ona nie nastąpi, wszystko inne uważają za mało ważne.
Pełna niepodległość to również niepodległość wewnętrzna, która opiera się o nowy model obywatela. W jaki sposób dziennikarze mogą nas do tego celu przybliżyć?
— Jesteście nowym pismem — możecie stać się modelem właściwych obyczajów w publicystyce i sposobie informowania. I tego wam serdecznie życzę.

Rozmawiał
PAWEŁ KOCIĘBA
Nie ma demokracji bez podziałów.jpg
Fot. Marek Grotowski


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.