Dziad i baba (Kraszewski, 1843)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Dziad i baba
Pochodzenie Poezye J. I. Kraszewskiego
Wydawca S. Orgelbrand
Data wydania 1843
Drukarz M. Chmielewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
III.
DZIAD I BABA.

 Był sobie dziad i baba —
 Bardzo starzy oboje,
 Ona kaszląca, słaba,
 On skurczony we dwoje.


 Mieli chatkę maleńką,
 Taką starą jak oni,
 Jedno miała okienko,
 I jeden był wchód do niéj.

 Żyli bardzo szczęśliwie,
 I spokojnie jak w niebie,
 Czemu ja się nie dziwię,
 Bo przywykli do siebie.

 Tylko smutno im było.
 Że umierać musieli,
 Że się kiedyś mogiłą,
 Długie życie rozdzieli.

 I modlili się szczerze,
 Aby Bożym rozkazem,
 Kiedy śmierć ich zabierze,
 Zabrała dwoje razem.

— Razem! to być nie może,
 Ktoś choć chwilą wprzód skona —
— Byle nie ty nieboże,
— Byle tylko nie ona.


— Wprzód umrę — woła baba
 Jestem starsza od ciebie,
 Co chwila bardziéj słaba,
 Zapłaczesz na pogrzebie. —

— Ja wprzódy — moja miła.
 Ja kaszlę bez ustanku.
 I zimna mnie mogiła.
 Przykryje lada ranku.

— Mnie przódy — Mnie kochanie!
— Mnie mówię — ! Dość że tego —
 Dla ciebie płacz zostanie, —
— A tobież nie, dla czego?

 I tak daléj i daléj,
 Jak zaczęli się kłócić,
 Tak się z miejsca porwali —
 Chatkę chcieli porzucić —

 Aż do drzwi — puk powoli
— Kto tam. — otwórzcie proszę.
 Posłuszna waszéj woli,
 Śmierć jestem, skon przynoszę. —


— Idź babo drzwi otworzyć —
— Ot to, idź sam! jam słaba —
 Ja się pójdę położyć,
 Odpowiedziała baba.

— Fi! śmierć na słocie stoi
 I czeka tam nieboga!
 Idź — otwórz z łaski swojéj —
— Ty otwórz moja droga.

 Baba za piecem z cicha,
 Kryjówki sobie szuka,
 Dziad pod ławę się wpycha,
 A śmierć stoi i puka.

 I byłaby lat dwieście,
 Podedrzwiami tam stała,
 Lecz znudzona, nareście,
 Kominem wleść musiała. —




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.