Dyskusja indeksu:Lombroso - Geniusz i obłąkanie.djvu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
„Ten dar cenny, pisze Mantegazza — (Dei newosismo clei granuli uomini 1881), ten rzadki przywilej umysłów wielkich, pociąga za sobą jednak łatwo chorobliwą draźliwość względem najdrobniejszych bodźców zewnętrznych; każdy powiew wiatru, każde najmniejsze powiększenie gorąca lub dreszcz z powodu zimna, staje się dla ludzi wrażliwych owym zeschłym listkiem róży, który nie dawał zasnąć nieszczęśliwemu sybarycie“.

La Fontaine musiał myśleć o sobie, kiedy pisał: Un soufJłe, un ombre, un ricn leur donnę la fievre. Dla tego rodzaju ludzi drobne nieprzyjemuości, które innym wydają się ukłuciem szpilki, są ciosami sztyletu.
Boileau i Chateaubriand nie mogli słuchać obojętnie pochwał dla kogokolwiek, nawet dla swego szewca.
Foscolo (opowiada Mantegazza) rozmawiając razu jednego z panią S., która była przedmiotem jego westchnień, kiedy ta złośliwie zażartowała z niego, uniósł się gniewem i zawołał: „Chcesz pani, żebym umarł, a więc roztrzaskam sobie głowę u nóg twoich“. Mówiąc to, rzucił się gwałtownie naprzód aby uderzyć głową o róg kominka marmurowego; na szczęście ktoś z obecnych schwycił go za poły ubrania, powalił na ziemię i tym sposobem ocalił mu życie.
Chorobliwa wrażliwość wywołuje próżność nadmierną, właściwą nietylko ludziom genialnym, ale i uczonym w ogóle. Pod tym względem jedni i drudzy podobni są do obłąkany ch, cierpiących obłęd wielkości.
„Człowiek jest najbardziej próżnem ze wszystkich zwierząt stworzeniem, poeci zaś najbardziej próżnymi pomiędzy ludźmi“ pisze Heine, myśląc zapewne i o sobie (Listy); w innym zaś liście mówi: „Nie zapominajcie, że jestem poetą i sądzę, że każdy powinien odrzucić na bok swoje zajęcia i oddać się czytaniu moich wierszy.“
Menke opowiada, iż Filelfo utrzymywał: że nikt w świecie, nawet w starożytności, nie znał lepiej od niego języka łacińskiego. Ksiądz Caguoli tak chełpił się swym poematem o bitwie pod Akwileą, że wpadał w straszny gniew, jeżeli ktokolwiek z literatów nie ukłonił się mu na ulicy. „Czy nie znasz pan Cagnoli’ego?“ — zapytywał wtedy. Poeta Lucius nie wstał z miejsca, kiedy Juljusz Cezar przybył na zebranie poetów, ponieważ sądził, że jest bieglejszym w sztuce pisania wierszy.
Ariosto, kiedy otrzymał wieniec laurowy od Karola V, biegał po ulicach jak szalony (G. Menke. De ciarlataneria eruditorum 1880 r.). Znakomity chirurg Porta, uczestnicząc w posiedzeniach Instytutu lombard/kiego, wyrażał zawsze głośno pogardę swa i niezadowolenie z prac lekarskich, które czytano, bez względu na ich wartość; wszelkich zaś rozpraw z dziedziny nauk matematycznych i językoznawstwa słuchał bardzo uważnie i spokojnie. Schopenhauer unosił się strasznym gniewem i nie chciał płacić wcale rachunków, w których nazwisko jego napisane było przez dwa p.
Barthez przez długi czas nie mógł sypiać ze zmartwienia, powodem do którego była ta okoliczność, że przy drukowaniu dzieła jego o geniuszu (Genie), zecer zapomniał postawić akcent nad e.
Nie ogłosiłem, powiada Whyston, krytyki Chronologii Newtona, ponieważ wiedziałem, że autor zdolny jest zabić mnie za to (Arago).
Wszyscy ci, którym przypadło w udziale niezwykłe szczęście żyć w towarzystwie ludzi genialnych, zauważyli, że ci ostatni nadzwyczaj chętnie tłomaczą na złe każdy postępek osób obcych, uważają się za prześladowanych i znajdują zawsze i we wszystkiem powody do głębokiego, nieskończonego smutku i melancholii. Skłonność tę można objaśnić silniejszym rozwojem władz umysłowych, co pomaga ludziom genialnym w odkryciu nowych prawd, ale zarazem i w wynajdywaniu fałszywych argumentów dla poparcia swych dręczących przy w i dzeń. Zresztą, smutne usposobienie ludzi wybitnych wynika często z tej przyczyny, że będąc nowatorami w dziedzinie my śli, wygłaszają oni niejednokrotnie z energią i wytrwałością poglądy, niezgodne ze zdaniami powszechnie przyjętemi, przez co zyskują wielu przeciwników.
Ale bezwątpienia główną przyczyną ich melanholii — 1 niepowodzeń jest prawo dynamizmu i równowagi, rządzące również systematem nerwowym, na zasadzie którego po nadzwyczajnem zużyciu lub rozwinięciu sił — następuje reakcya i nad zwyczajny upadek tych samych sił; prawo, które stanowi, że
L żaden biedny śmiertelnik nie może bezkarnie zużyć pewnej ilości siły, ażeby nie ponieść szkody dotkliwej pod innym względem, prawo wreszcie warunkujące niejednakowość własnych dzieł tych ludzi.
Melancholia, przygnębienie, bojaźliwość i egoizm — oto straszna zapłata za zużycie wspaniałych darów umysłowych, podobnie jak cboroby organów płciowych, bezpłodność i wyschnięcie mlecza pacierzowego są następstwem nadużyć płciowych, a katar żołądka następstwem nieumiarkowanego jedzenia.
Poetka Milli, po peryodzie ekstazy, w której wykazuje taką olbrzymią siłę twórczości, że starczyłoby jej na całe życie dla któregokolwiek z poetów pośledniejszych, dotknięta została rodzajem paraliżu i w tym stanie pozostawała przez czas pewien.
Mahomet, po wygłoszeniu swych przemów, stawał się niedołężnym, wyznał on raz Abu-Bekrowi, że tłomaczenie trzech sur (ustępów) Koranu odurzyło go zupełnie.
Goethe — wiecznie zimny Goethe, wyznał, że usposobienie jego waha się między nadzwyczajną wesołością i nadzwyczajnym smutkiem.
Giusti cierpiał uapady hipochondryi, które doprowadzały go do szaleństwa, często sądził, że jest wściekłym i mówił, że jest „chory na ból wnętrzności i na wiersze“ (malało u’intestini e di versi).
Wogóle mniemam, że nie ina i nie było w świecie ani jednego wielkiego człowieka, który nawet w chwili największego szczęścia, nie uważał siebie, bez żadnego powodu, za nieszczęśliwego i prześladowanego, albo któryby nie doświadczał napadów kenestezyi, które są podstawą melancholii ereotystycznej.
Niekiedy wrażliwość staje się wynaturzoną i jednostronną, koncentrując się w jednym tylko punkcie. Niektóre rodzaje idej i szczególnie wybrane wrażenia stopniowi) pozyskują doniosłość głównego (specyficznego) bodźca, działającego na mózg ludzi genialnych, a nawet na cały ich organizm.
Heine, który sam pisał o sobie, że nie może pojmować rzeczy łatwych do zrozumienia, Heiue sparaliżowany, ślepy i umierający, kiedy mu radzono, ażeby pojednał się z Bogiem, przerwał chrapanie przedśmiertne cynicznym dowcipem: — Dieto me pardonnera, ćest son metier. O Aretino opowiadają, że ostatnie jego słowa były: Guardate mi dei topi or che sonounto. (Strzeżcie innie od szczurów, ponieważ jestem posmarowany t.j. namaszczony).
Malherbe, umierając, poprawiał błędy gramatyczne w mowie pilnującej go kobiety i nie przyjął słów pociechy od spowiednika, ponieważ styl tej przemowy był lichy. Bauhours gramatyk odezwał się na krótko przed zgonem: je vais ou je va mourir, L’im et 1’aut-re se disent.
Santenis szalał z radości, znalazłszy odpowiednie wyrażenie, którego długo poszukiwał. Foscolo mówił o sobie: „kiedy w pewnych rzeczach jestem bardzo pojętny, co do innych ustępuję w tym wzgtedzie nietylko każdemu mężczyźnie, ale nawet kobiecie lub dziecku.“
Wiadomo, że Corneille, Descartes, Virgiliusz, Addison, La Fontaiue, Bryden, Manzoni, Newton nie umieli wcale prawie niówić publicznie.
Poisson utrzymywał: że warto żyć dla tego tylko, ażeby zajmować się matematyką. D’Alembert i Meuage, którzy znosili najspokojniej najboleśniejsze operacyje, płakali z powodu najlżejszego ukłucia krytyki. Lucyan de Lanceval śmiał się, kiedy amputowali mu nogę, nie mógł zaś znieść przycinków krytycznych Geoffroy’a.
Lineusz w 60 roku życia, sparaliżowany i ogłupiały w skutek apopleksyi, budził się z drzemki, kiedy mu przynoszono ulubiony zielnik.
Lagny leżał w omdleniu, z którego nie można go było obudzić bardzo silnymi środkami; dopiero kiedy któś zapytał: ile wyniesie 12 podniesione do kwadratu? odrzekł: 144.
Seboujah, gramatyk arabski, umarł ze zmartwienia, ponieważ kalif Harun al Kaszyd, wyraził inne zdanie w jakiejś kwestyi gramatycznej.
Należy tu zazuaczyć, że pomiędzy ludźmi genialnymi, a raczej uczonymi spotykają się często specyaliści, których Wachdakoff (Phisiol. des genie, 1875 r.). Letourneau (Science et matiere, 1879) nazywa monotyp iczny mi, przez całe życie zajmują s’c oni jakimś szczegółem, który zawładnął ich mózgiem i później opanował go całkowicie, np. Bekmann przez całe życie najmował się patologią nerek. Fresner badał księżyc. Meyer mrówki i t. d. Pomiędzy tego rodzaju ludźmi a monomanami istnieje bardzo wielkie podobieństwo.
Wskutek tej przesadzonej i ześrodkowanej wrażliwości, zarówno ludzi genialnych jak i obłąkanych, trudno nadzwyczaj przekonać ich o czemkolwiek, lub wybić im jakąś myśl z głowy. Pochodzi to ztąd, że źródła prawdziwych czy fałszywych wyobrażeń leżą w umyśle ich głębiej i rozwinięte są silniej, aniżeli u ludzi zwyczajnych, których zdanie zmienia się, jak odzież, stosownie do wymagań mody lub okoliczności. Z tego wynika z jednej strony, że leczenie m nalne obłąkanych przynosi bardzo niewiele korzyści, z drugiej, że nie należy nikomu wierzyć ślepo, nawet wielkim ludziom. m
To wyczerpanie i nadzwyczajne skoncentrowanie wrażliwości jest przyczyną dziwnych wypadków pozornej albo przerywanej anestezyi, (utrata wrażliwości dotykowej) i anelgezyi (utrata wrażliwości na bólj, przytrafiających się ludziom genialnym jak i obłąkanym. O Newtonie np. opowiadają, że pewnego razu zaczął przybijać popiół w fajce palcem swej siostrzenicy; kiedy wychodził z pokoju po jaką rzecz, wracał zawsze bez niej (Breioster. Life i t. d. 1856). O Tucherel’u mówią, że pewnego razu zapomniał nawet, jak się nazywa (Arago II III.).
Beethoven i Newton zajęci, pierwszy komponowaniem utworów muzycznych, drugi rozwiązywaniem zadań naukowych, zapominali zupełnie, że są głodni, łajali nawet służących, którzy ’* im przynosili posiłek, twierdząc, że już jedli.
Gioja w natchnieniu twórczem, zamiast na papierze, napisał cały ustęp na drzewie biurka. Beccaria, myśląc ciągle
0 swych doświadczeniach, przy końcu mszy, którą odprawiał, zawołał: Ite, ewperientia facta est.
Św. Dominik, siedząc przy obiedzie monarszym, wykrzyknął nagle, uderzając pięścią w stół: Conclusum est contra Manicheos.
Diderot zapominał zawsze odprawić najętego woźnicę
1 nieraz płacić musiał za cały dzień oczekiwania. Nie pamiętał on nigdy godzin, dni i miesięcy, zapominał nawet o osobach, z któremi rozmawiać zaczął, wygłaszając przed niemi długie monologi, jakby w stanie sonambulicznym (Scherer-Diderot 1880).
W podobny sposób można objaśnić, dla czego ludzie genialni nie mogą czasem zrozumieć rzeczy, które są dostępnemi
clla umysłów najpowszedniejszych, jednocześnie zaś wypowiadają myśli tak śmiałe, że wydają się one wszystkim innym absurdami. Rzecz w tem, że większej wrażliwości odpowiada większa oryginalność myśli. Umysł, znajdujący się w stanie naprężonego rozmyślania, odrzuca najprostsze i najłatwiejsze poruszenia, uważając je za nieodpowiednie dla swej potężnej energii. Monge np. rozwiązujący najtrudniejsze zadania rachunku zadania różniczko wego, namyślał się nad wyciągnięciem pierwiastku kwadratowego, czego z łatwością dokonać mógł pierwszy lepszy uczeń (Arago).
Hagen sądzi, że oryginalność jest cechą odróżniającą specyalnie geniusz od talentu (Ueber die Verwandsch. des Genies mit dem, Irre sein).
Toż samo mówi Jur^Sn-Mejer: „Wyobraźnia talentu odtwarza rzeczy znane, wyobraźnia geniuszu — nowe. Pierwsza odkryioa i powtarza, druga wynajduje i stwarza. Talent, to strzelec trafiający w cel, którego z trudnością dosięgnąć możemy, -geniusz zaś, — w cel, którego nie możemy dojrzeć nawet. Właściwie oryginalność zawiera się nie w pierwiastkach, ale w ich kombinowaniu“.
Bettinelli uważa oryginalność i wzniosłość za główne właściwości geniuszu: „dla tego to, powiada on, poeci nazywali się trovadori (wynalazcy)“.
Geuiusz odgaduje prawie rzeczy, zanim je pozna dokładnie, np. Goethe szczegółowo opisał Włochy, chociaż wtedy nie widział ich jeszcze. Właśnie wskutek tej intuicyi, wznoszącej się nad poziom powszedni, oraz dla tego, że geniusz, zajęty badaniami wyźszemi, wyróżnia się od tłumu swem postępowaniem, a nawet — podobnie jak obłąkani, ale w przeciwieństwie do talentu — wykazuje pewien nieład myśli, — ludzie genialni narażają się na obojętuość i wzgardę większości, która, nie zwracając uwagi na przebieg ich twórczości, widzi tylko sprzeczność ich wniosków z przyjętemi ogólnie zasadami i dziwaczność ich postępowania.
Publiczność, jak wiadomo, wygwizdała Cyrulika Seioilskiego Rossiniego i Fidelia Beethovena, w naszych zaś czasach ten sam los spotkał Boita (Mefistofel), i Wagnera. Iłu uczonych akademików z uśmiechem politowania spoglądało na biednego Marrolo, który odkrył nową zupełnie dziedzinę filologii.
£olayai’a, \tóry zajmował się kwestyą czwartego wymiaru i napisał geometryę anti-euklidesową, nazywano „geometrą waryatów“ i porównywano do młynarza, pragnącego robić mąkę z piasku.
Kto nie wie, z jakiem niedowierzaniem traktowano Fultona, Kolumba, Papina, a w naszych czasach Piatti’ego, Praga i Scbliemana, który odkrył starożytny Ilion tam, gdzie nikt tego nie przypuszczał i odkopał go, narażając się na drwiny akademików i erudytów.
W tem prześladowaniu zażartem, któremu podlegają łudzie genialni, akademicy-uczeni, grają główną rolę, z pobudek próżności, osłaniając działanie swe puklerzem talentu i powagi, oddziaływającej na ludzi powszednich, a nawet na sfery rządowe, które także składają się zwvKle z ludzi pospolitych. Są kraje, w których poziom pospolitości opuszcza się bardzo nizko, z powodu klimatu wilgotnego i wyziewów bagnistych, tam nie szanują geniuszu a nawet talentu. Zaznaczyć tu można, że z dwóch miast włoskich, posiadających uniwersytety, wszelkimi sposobami wydalono ze szkoły ludzi, którzy stanowili jedyną jej sławę.
Podobna oryginalność, tylko zawsze bezcelowa prawie, odznacza postępowanie obłąkanych, zwłaszcza zaś piszących, dla tego też w utworach ich znajdujemy czasem jasnowidzenia geniuszu, np. Beruardi, który w domu obłąkanych we Florencyi w 1529 r. starał się dowieść, że małpy mają mowę artykułowaną (Delepierre: Histoire litteraire de fous, 1860). Ludzie genialni i obłąkani, mają jeszcze jedną cechę wspólną: jednakową nieświadomość wymagań życia praktycznego, które zawsze mniej ich obchodzą, aniżeli własne rojenia i przyzwyczajenia nieporządne.
Oryginalność skłania również ludzi genialnych, jak i obłąkanych, do wynajdywania wyrazów własnych, których nikt nie rozumie, oraz do nadawania wyrazom zwyczajnym znaczenia specyalnego i doniosłości, jak np. La dignitd — Vico, la individuitd — Carrary, l’odio serrato Altieri’ego; 1’albero epogonico Marrolo i l’immiarsi, l’intuarsi i 1’mtomata — Dantego. Wpływ zjawisk meteorologicznych na ludzi genialnych i na obłąkanych.
Za pomocą spostrzeżeń drobiazgowych, prowadzonych w mojej klinice ’), przekonałem się stanowczo, że stan psychiczny obłąkanych zmienia się w stały sposób, pod wpływem zmian barometrycznych i termoraetrycznych. Przy podwyższeniu temperatury do 25°, 30°i 32° C., zwłaszcza przy podwyższeniu gwałtownem, liczba ataków obłąkania wzrastała od 29 do 50; kiedy barometr oznaczał silne wahania i wskazywał maksimum liczba przypadków szybko zwiększała się od 34 do 60.
Zbadanie 23.602 obłąkanych pokazało mi, że rozwijanie się chorób umysłowych idzie w parze z podwyższeniem temperatury na wiosnę i w lecie, przedstawiając ciekawą równoległość zjawisk. Ale zaznaczyć trzeba, że ciepło wiosenne, wskutek kontrastu z chłodem zimy, działa silniej, aniżeli upały letnie; ciepło sierpniowe działa, jeszcze mniej szkodliwie, na następne zaś miesiące zimowe wypada minimum obłąkań, jak to wykazuje tablica:
Czerwiec obłąkanych 2701 temper. 21.29° Maj ’„ 2642 „ 16.75,,
Lipiec „ 2614 „ 23.75 „
’) Patrz Lombroso: Pensiero e Meteore, Medyolan. 1878. Bibliotec: scien ’Ca internazionale — Damolard. T. XVI. Sierpień obłąkanych 2261 temper. 21.92 „ Kwiecień » 2237 » 16.12,, Marzec » 1829 ii 6.60 „ Październik u 1637 12.77 „ Wrzesień »i 1604 » 19.00 „ Grudzień II 1529 ii 1.01 „ Luty m 1490 u 5.73,, Styczeń »J 1476 >’ 1.63 „ Listopad II 1452 » 7.17 „
Zupełnie analogiczne wpływy zauważyć można w ludziach, których dobroczynna czy też złośliwa natura obdarzyła szczo drobliwie potęgą umysłu. Rzadko który z nich nie wyznaje sam, że jego natchnienie podlegało wpływom meteorologicznym. W osobistych zwierzeniach lub pismach skarżą się oni ciągle na szkodliwe działanie, jakie wywierają na nich wbrew woli zmiany pogody, często nawet walczą z niem zacięcie, ażeby zmniejszyć przynajmniej ten wpływ fatalny, który osłabia i krępuje swobodny polot ich myśli.
Montaigne pisze: Si ma sante me sied et la clarte d’un beau jour, me voila honnete homme.
Diderot mawiał: II me semble, que fai 1’esprit fou dans les grands vents. Giordani przepowiadał burze na dwa dni wcześniej (Mantegazza).
Maine-Biron, filozof spirytualista par excellence, pisze w swoim dzienniku (Journal de ma vie intime): „Nie rozumiem, dla czego podczas niepogody czuję, że rozum mój i wola są zupełnie inne, aniżeli w dnie pogodne“.
Alfieri powiada: „Porównywam się z barometrem i znajduję zawsze, iż większa lub mniejsza łatwość tworzenia u mnie odpowiada ciśnieuiu atmosfery: zupełne osłupienie w czasie panowania wiatrów równonocnych i podczas przesilenia dnia z nocą, nieskończenie mniejsza jasność myślenia wieczorem, aniżeli rano i największa pomysłowość w środku zimy i w środku lata. Okoliczność ta upokarza mnie, ponieważ jestem przekonany, iż nie mam prawie możności w danej porze postępować inaczej.“
Z tych przykładów już daje się zaznaczyć wpływ zmian barometrycznych na ludzi genialnych, i analogia pod tym względcm z obłąkanymi jeszcze wyraźniejszem i silniejszem okazuje sje działanie temperatury.
Napoleon, który wyraził sic kiedyś, że „człowiek jest produktem otoczenia (atmosfery) fizycznego i moralnego, “ nie znosił najmniejszego powiewu wiatru i tak lubił ciepło, że kazał palić w piecach nawet w lipcu. Voltaire i Buffon opalali swe gabinety przez rok cały. Rousseau mówił, że działanie słońca w czasie skwarów letnich pobudza w nim zdolność twórczą, i w samo południe chodził umyślnie z odkrytą głową.
Bąjron napisał o sobie: „tak lękam się chłodu, jak Jęka się go gazella.“
Heine zapewniał, że daleko łatwiej pisał wierszę we Francyi, aniżeli w Niemczech. W jednym z listów swoich pisze: „grzmi, śnieg pada, na kominku płonie słaby ogień, dla tego i list mój jest zimny.“
Spallauzani w czasie pobytu na wyspach Eolijskich mógł trzy razy więcej pracować, aniżeli w mglistej Pawii.
Leopardi w swoim Epistolario wyznaje: „Natura moja jest nieprzyjaciółką zimna. Czekam i pragnę przyjścia królestwa Ormuzda.“
Giusti pisał na wiosnę: „Teraz natchnienie przestanie ukrywać się, jeżeli tylko wiosna pomoże mi w tein, jak i we wszystkich innych rzeczach“ (Epistolario, 1878 r.).
Paisiello, kiedy komponował, nakrywał się sześcioma kołdrami w lecie, a dziewięcioma w zimie (Reveille — Parise op. c.); to samo mówią o Varillas’ie, Meray’u i Arnaud.
Lesage w starości ożywiał się, w miarę jak słońce posuwało się ku południowi, odzyskując stopniowo wesołość i siłę wyobraźni; przy schyłku dnia działalność jego umysłu zmniejszała się, wreszcie wpadał w stan letargiczny, który trwał do następnego poranku ’).
Giordani nie mógł tworzyć inaczej tylko przy jasnem świetle słonecznem i przy bardzo ciepłej pogodzie (Giussani Viia etc. str. 188).
’) Reveille — Parise. Physiologie et hygiine des hotmnes livres aux travaux de l’esprit. Paryż, 1840, str. 352 — 355.
Geniusz i obłąkanie. 3
Foscolo pisał w listopadzie: „Stoję ciągle przy kominku, (właściwie przy ogniu), a przyjaciele moi śmieją się z tego; staram się dać członkom moim ciepło, które serce moje pochłania i powiększa wewnątrz siebie“. (Epistolario 395, I.). W grudniu pisał on znowu: „Moja wada naturalna — obawa zimna — zmusza mnie trzymać się w pobłiźu ognia, który opala mi powieki.“
Milton w swoich elegiach łacińskich wyznaje, że w zimie muza jego staje się bezpłodną. Wogóle mógł on pisać tylko w czasie pomiędzy wioseuuem i jesiennem porównaniem dnia z nocą, (od marca do września). W jednym z listów swoich skarży się na mrozy w 1798 r. (?) i wyraża obawę, że jeżeli pogoda taka dłużej potrwa, przeszkodzi rozwojowi swobodnemu jego twórczości. Johnsonowi, który o tem opowiada, można wierzyć zupełnie, ponieważ autor ten, nie posiadając wcale fantazyi, lecz tylko zimny i spokojny umysł krytyka, do wiadomości dodaje własny komentarz, tłumaczący rzecz całą dziwactwem charakteru Miltona, gdyż on, Johnson, nie doświadczył żadnego wpływu pór ’roku.
Salvator Eosa w młodości (wedle świadectwa lady Morgan, autorki jego życiorysu), żartował z mniemanego wpływu zmian pogody na twórczość ludzi genialnych, ale kiedy zestarzał się, ożywiał się i mógł myśleć tylko podczas ciepła wiosennego i w ostatnich latach życia tylko w tej porze roku malował swe obrazy.
Kto czytał listy Schillera do Goethego, zdumiewał się, widząc, jaki szczególny wpływ na swą twórczość przypisuje zmianom meteorycznym ten wielki, łagodny i rozmarzony poeta. „Podczas tych dni smutnych — (pisze on w listopadzie 1817 r. (V), pod tem niebem ołowianem, muszę zdobyć się na wielką energię, ażeby podtrzymać swą żywotność i nie jestem zdolny wcale wziąć się do jakiejkolwiek pracy poważnej.,, W grudniu powtarza: „znowu przystąpiłem napowrót do pracy, ale pogoda jest tak nieznośną, że nie mogę zachować jasności umysłu.“ — W lipcu 1818 r. ’) przeciwnie: „Dzięki pięknej pogodzie, czuję się lepiej, ’) W datach jest widoczna omyłlca, powinno być 1797 i 1798. Podobny błąd zaznaczyliśmy wyżej co do Miltona, (p. tłum.) natchnienie liryczne, które umiej niż każde inne poddaje się naszej woli, nie omieszka powrócić.“ W grudniu tegoż roku skarży się znowu, że obowiązek ukończenia Wallensteina przypadł właśnie na taką porę roku: dla tego, powiada, dokładać muszę wszelkich starań, aby zachować jasność ducha.“ W maju 1799 r. pisze: „spodziewam się zrobić wiele, jeżeli trwać będzie piękna pogoda“.
Ze wszystkich tych przykładów można z niejaką słusznością wyprowadzić wniosek, że ciepło, z pewnymi wyjątkami, pomaga produkcyjności geniuszu, podobnie jak pomaga wzrostowi roślinności i zwłaszcza przyczynia się do podniecenia obłąkania.
Gdyby historycy, którzy zużyli tyle czasu i papieru na drobiazgowe opisy zażartych walk i awanturniczych przedsięwzięć królów i bohaterów, z taką samą dokładnością badali pamiętne epoki, w których zostały dokonane wielkie odkrycia, łub poczęte dzieła sztuki, to prawie napewno przekonaliby się, że najbardziej upalne dnie i miesiące jednakowo sprzyjają płodności geniuszu jak i całej przyrody.
Zobaczymy, że można przytoczyć najściślejsze dowody tego mało podejrzywanego wpływu.
Dante ułożył pierwszy swój sonet 15 czerwca 1282 r.; podczas wiosny 1300 r. napisał Życie notce, a 3 kwietnia zaczął swój wielki poemat: Komedye boską, ( V. Lebin. Intorra all’ ejjoca delia Vita nuova, str. 28).
Petrarca w marcu 1338 r., obmyślił poemat p. t.: Ajri-
cuna.
Wielki obraz Michała Anioła, ten sam, o którym Cellini powiedział: że jest najwspanialszem dziełem genialnego mistrza, hył obmyślany i wymalowany w ciągu 3 miesięcy — od kwietnia do lipca 1506 r.
Milton powziął plan swego Baju utraconego w porze wiosennej.
Galileusz odkrył pierścień Saturna w kwietniu 1611 r. Le Grazie Foscolo’a, napisane były w znacznej części w czerwcu 1813 i w lipcu 1814, Ajaks w lutym, Ryszard w sierpniu.
Travet Bersezio’a obmyślany był we wrześniu; 5 maja (il O Maggio) w maju.
Sterne w styczniu zaczął Tristana; w kwietniu pierwszą ze swych rozmów; w maju najsławniejszą O omyłkach sumienia (Vie de Sterne, p. Stopfer, Paryż, 1870 r).
Utwory liryczne i fragmenty dzieł poetów współczesnych: Lamartine’a, Musseta, Hugo, Berangera, Carcano, Aleardi’ego, Mascheroni’ego, Zanelli’ego, Arcangeli’ego, Carducei’ego, Milli, Belli’ego, podznaczane są zwykle datą, w której zostały napisane.
Korzystając z tych nadzwyczaj cennych wskazówek, ułożyliśmy następującą tablicę: Lamartine. o 60 s
m
> Musset i Be1 ranger. Carcano, Arcangeli, Zanella, Carducci, Aleardi, Mascheroni. Milli. Belli. Byron. Ogółem. J Styczeń.... 11 20 8 10 28 21 1 99 Luty 6 25 G 11 16 13 1 78 Marzec.... 18 19 4 22 16 14 3 96 Kwiecień... 9 46 1 11 35 16 1 122 Maj 16 57 13 16 30 4 1 137 Czerwiec... 5 52 3 11 23 7 3 106 Lipiec.... 9 38 9 14 24 2 — 96 Sierpień.... 25 35 9 20 16 4 — 109 Wrzesień... 16 38 4 26 17 17 1 119 Październik. 5 40 3 12 12 5 3 80 Listopad... 12 29 8 10 20 22 — 101 Grudzień... 10 10 7 12 25 18 82
medyj; w marcu Saida; W kwietniu Antygonę, w lutym Meropę, w ogóle w zimie — Dwóch Brutusów i Dyalog o cnocie. Dwie pierwsze swe tragedye napisał w marcu i w maju.
Z autografów Giusti’ego, dostarczonych mi łaskawie przez p. Piacentini’ego, mogłem dokładnie określić czas napisania w formie pierwotnej wielu jego utworów. Trudno jednak oznaczyć, kiedy zostały wykończone, ponieważ w rękopisie znajduje się mnóstwo poprawek.
Bal, czyli jak brzmi tytuł pierwotny: Demokracya dzisiejsza, napisany był w listopadzie, w październiku Satyra przeciw fałszywym liberałom, w czerwcu poemacik: Do przyjaciela, w marcu Ave Maria, w kwietniu Wiersze żartobliwe (Queste giocose rime).
Z listów Giusti’ego okazuje się, że Poeta cesarski obmyślony był w grudniu lub styczniu, tak samo poemat o Bezygnacyi i Intercalare (wtrącenie) di Gianpiero, we wrześniu: Kongres zbirów, Etcryzacya, Szpieg, Gingillino i Ksiądz Pero.
„Oto, pisze on w innem miejscu, dwa jedyne utwory, które zrodziły się w mej głowie w miesiącu kwietniu, po czternastu miesiącach próżnowania.“ (Tom II, str. 51 Epist.)
Voltaire napisał Tan/creda w sierpniu (Vie etc. p. Desnoirettes, 1875).
Byron napisał we wrześniu 4-tą pieśń Podróży Childe Haroldaj w czerwcu Proroctwo Dantego, w lecie podczas pobytu w Szwajcaryi: Więźnia z Chillonu, Ciemności i Sen.
Monti ułożył w styczniu pierwsze pieśni Barda, w lipcu, sierpniu Mascheroniana i w czerwcu Baswilliana (Carcano Memorie, 1809 r.).
Z listów Schillera do Goethego okazuje się, że pierwszy w jesieni powziął plan Don Carlosa, „Wallensteina, “ „Sprzysię&e«ie Fieschich“ i „Wilhelma Telia, “ we wrześniu pisał „Obóz Wallensteina“ i „Listy estetycznew zimie „Luizę Muller, ’“ w czerwcu „Narzeczoną z Koryntu„Bóg i Bajad&ra,, £ „Czarodzieja nNurha, “ „Rękawiczkę, „Pierścień Polikratesa, “ „Żurawi“ 1 „Pieśń Nadodessi, “ w lipcu „ Joannę, d’Arc.u (Schillers Brief\ 1874 r.).
Goethe w jesieni napisał trzy utwory liryczne, w kwietniu „Werthera“ i „Zbieracza starożytnościw maju „Poszukiwacza skarbów„Strofy, “ „Mignon“ i wiersze liryczne, — w czerwcu i lipcu „Celliniego, “ „Aleksisa„Eufrozynę, “ „Metamorfozy roślin“ i „Parnas, ’1 w zimie „Xenie, “ „Hermana i Dorotę, “ „Dywan“ i „Córkę nieprawą.“ W pierwszych dniach marca 1788 r., (które znaczyły dlań według własnego wyznania, więcej, niż miesiąc cały); oprócz wielu wierszy ulotnych, naszkicował również koniec Fausta (jta meinen Leben).
Hymn do icolności Saloruos’a, napisany był w maju. Rossini prawie całą „Semiramidę“ skomponował w lutym, a w listopadzie ostatnią część „Stabat Mater, “ (Rossini, p. Za nolini’ego 1876 r.).
Mozart w październiku skomponował „Mitrydata, “ (Cle ment — Les musiciens celebres, Bologna 1868 r.).
Beethoyen dziewiątą symfonię napisał w lutym. Donizetti we wrześniu skomponował „Łucyę z Lamermooru, “ jeżeli nie całą, to w każdym razie znakomity ustęp: Tu che a Dio spiegasti l’ale, w jesieni ułożył również „Córkę Regimentu, “ na wiosnę „Lindę, “ w lecie „Ritę/’ w zimie „Don Pasquale“ i „Miserere.4’ (Alberghetti Vita, etc. 1876 r.).
Cauova wykonał pierwsze swe dzieło (Orfeusz i Eurydyka) w październiku.
Obraz przedstawiający „Miłosierdzie, “ Michał Anioł malował we wrześniu i październiku 1498 r., rysunek biblioteki wykonany był w grudniu, a drewniany model grobowca Juliusza II-go w sierpniu. (Milanesi Lettere di Michelangelo. Florencya, 1875 r.).
D’Azeglio w zimie obmyślił obraz śmierci Montmorency’ego, w jesieni powieść La sfida (pojedynek) di Barletta (Memorie, tom II.), w mareu napisał Leonidasa, w lipcu Ligę lombardzką.
Leonard da Vinci stworzył plan posągu konnego Sforzy, i zaczął pisać dzieło swe,, 0 świetle i cieniach“ 23 kwietnia 1490 r. Przy końcu rękopisu znajduje się własnoręczna jego notatka: „23 kwietnia 1492 r. (?), zacząłem to dzieło i znowu zacząłem konia.“ 2 lipca 1491 r. narysował pawilon „Łaźni dla księżnej, “ 3 marca 1509 r. „Łódź Św. Krzysztofa, (Amoretti: Memorie storiche su la vita e gli studi di Leonardo da Vinci. Medyolan, 1874 r.
Pierwsza myśl o odkryciu Ameryki zjawiła się w głowie Kolumba w maju lub czerwcu 1474 r., w formie poszukiwania drogi zachodniej do Indyi. (W. Irwing: Tlist. de la vie de Colurnb. T. 1, str. 819; de Lorgue. Vie de Columb, 1857 r.
Galileusz odkrył w kwietniu 1611 r., albo współcześnie z Scheinerem ’-), albo może wcześniej — plamy na słońcu (Hoefer); w grudniu 1610 r., a raczej we wrześniu, ponieważ mówi, że dokonał obserwacyi przed trzema miesiącami, wykrył analogię pomiędzy zmianami księżyca i Wenery, w maju 1609 r. wynalazł teleskop (Galilei-Opere, V., str. 69), w lipcu 1610 r. odkrył te dwie gwiazdy, które później okazały się najbardziej świecącymi punktami w pierścieniu Saturna. To ostatnie odkrycie Galileusz opisał z właściwym mu dowcipem w wierszu: Altissimum planetom tergeminum observavi. W styczniu odkrył on satelitów Jowisza, w listopadzie 1602 r., — isochronizm kołysań wahadła. (Arago Oeiwres, 1851 r.).
Kepler w maju 1618 r., odkrył prawo ruchu ciał niebieskich.
Odkrycie Zuchhi’ego, dotyczące Jowisza, wypadło również w maju.
Tycho Brahe’go w listopadzie; Fabricius w sierpniu 1540 r., odkrył pierwszą gwiazdę, zmieniającą się peryodyczuie.
W październiku i kwietniu (1666 — 7 r.), Cassini odkrył plamy, wskazujące obrót Wenery, a w październiku, grudniu i marcu (1671 — 2, 84 r.) czterech satelitów Saturna. Dwa inne odkrył Herschel w marcu 1789 r.
W czerwcu 1631 r., Heveliusz położył pierwsze zasady selenografii (Hoefer).
Jednego z satelitów Saturna odkrył Huyghens w dniu 25 niarca, innego znów Dawes i Bond, w nocy z 18 na 19 września 1848 roku.
Herschel odkrył dwóch satelitów Uranusa w 1787 r., trzeci, którego istnienie przypuszczał, odszukany został przez
’) Według Secchiego (Soleii, 1875 r.), Scheiner dokonał odkrycia w marcu, wcześniej jeszcze Fabrizio, ale ogłoszenie odkrycia przez tego ostatniego nastąpil° d°piero po dwóch poprzednich.
Struvego i Lassela w październiku 1847 r.; ostatniego Ariela, odkrył Lassel 14 września 1847 r.
Ten sam Lassel, pierwszy raz dostrzegł satellitę Neptuna w nocy z 7 na 8 lipca 1847 r. (Herschel — Outlines of Asironomy).
Uranusa odkrył Ilerschel w marcu 1781 r. (Montuelo. Histoire des mathematiques, 1799 — 1802).
Ten sam astronom obserwował w kwietniu wulkany na księżycu. Bradley odkrył we wrześniu 1728 r. prawo aberracyi, (pozorny ruch gwiazd nieruchomych). Na myśl tę naprowadziła go obserwacya ruchów flagi, przy każdym zwrocie barki, płynącej po Tamizie.
Znakomite odkrycia Enkego i Vico (1785 — 8), dotyczące Saturna, uczynione były w marcu i kwietniu.
Z komet, odkrytych przez Gombarda, trzy dostrzegł on w lipcu, po dwie w marcu i maju; po jednej — w styczniu, kwietniu, czerwcu, sierpniu, październiku i grudniu. (Arago-Notices biographiques 1855 r.). Trzy ostatnie odkrycia dokonane w r. 1877, wypadają na październik, luty i wrzesień; w sierpniu Hall odkrył satellitów Marsa.
Ogólna cyfra 175 planet i planetoidów odkrytych do 1877 r. i 247 komet znanych do roku 1864, według miesięcy, rozkłada się tak: ’ odkryte: komety: 11 w styczniu 24* 10 „ lutym 10 13 „ marcu 24 23 ,, kwietniu 25 14 „ maju 15 7 „ czerwcu 15 10 „ lipcu 37 19 „ sierpniu 21 29 „ wrześniu 15 18 „ październiku 22 18 „ listopadzie 22 o
o „ grudniu 17 ’). ’) Spis planetoidów wzięty jest z Annuaire du Bureau de lotigiiudes, Paryż 1877 — 1878, komet zaś z pracy Carla: Repertorium der Cometen. Astronomie. Monachium, 1864. Wyliczam tu komety, zaczynając od odkrytej przez Heve-

Odkrycie Schiaparelli’ego, dotyczące gwiazd spadających, rozpoczęte zostało w sierpniu 1766 r.
Czytamy w dzienniku Malpighi’ego, że w lipcu dokonał odkrycia, dotyczącego nerek podśrodkowych, a w czerwcu — gruczołów zrazikowatych. Ciekawym jest fakt w życiu Malpigbi’ego, że pewne miesiące odznaczają się ilością odkryć, np. w r. 1788 — 90 r., styczeń, a w 1771 czerwiec, w ciągu którego dokonał 13 odkryć.
Pierwszą myśl zbudowania barometru Torricelli powziął w maju 1644 r., jak to widać z listu jego do Ricci’ego z duia 11 czerwca; w marcu tegoż roku zrobił ważny, zwłaszcza w owej epoce, wynalazek najlepszego sposobu przygotowania szkieł do teleskopów.
Pierwsze doświadczenia Pascala o równowadze płynów dokonane były we wrześniu 1645 r. (Hoefer, Histoire de la Chimie, 1869 r.
W marcu 1752 r., Franklin wykonał pierwsze doświadczenia z piorunochronami, chociaż ostatecznie skończył je dopiero we wrześniu.
Goethe powiada, że najbardziej oryginalne zasady teoryi barw przyszły mu na myśl w maju, w czerwcu zaś dokonał ciekawych badań nad roślinami. (Briefe an Schiller), 1865. Aleksander VoIta wynalazł stos elektryczny w początkach zimy 1799 — 1800 r.; fałszywem jest mniemanie, że uczynił to na wiosnę; pochodzi ono ztąd, że 20 marca przedstawił w tej sprawie memoryał towarzystwu królewskiemu (lioyal Society) w Londynie. Na wiosnę 1775 r. wynalazł elektrofor.
W pierwszych dniach grudnia 1774 r. odkrył, że wodoród wydziela się przy fermentacyi materyj organicznych, w jesieni
insza w 1672 r., i kończąc odkrytą przez Donatiego w d. 23 lipca 1864 r., wyłączając zaś odkryte przez Gambarta, o których oddzielnie była mowa. Ażeby zachować jednostajność w porównaniu z planetoidami, opuściłem wszystkie komety, których odkrywcy Carl nie wskazuje, lub które, według jego wskazówek, znalezione zostały według obliczeń dokonanych wcześniej, lub też dostrzegane były przez wszystkich gołem okiem, natomiast włączyłem te wszystkie, które odkryte tyły prawie jednoc/teśnie przez kilku obserwatorów, nie wiedzących o sobie, ponieważ nie chodzi mi o pierwszeństwo, ale o moment psychologiczny odkrycia.
’) Wiadomość lę zawdzięczam p. Zamino Volta, który zbiera od lat wielu dane, dotyczące życia swego znakomitego przodka.
1770 wynalazł pistolet nabijany wodą, bijografowie jednak dokonanie wynalazku tego z takiego samego powodu, jak i stosu elektrycznego, przenoszą ua wiosnę 1776 r. Lampa wieczna, przerobiona później na zapalnicę elektryczną, obmyślona została w początkach zimy 1776/7 roku, zbudowana zaś w uastępnem lecie.
W tym samym roku wynaleziony został eudiowetr, na wiosnę, prawdopodobnie w maju. W kwietniu 1777 r., Volta na pisał do prof. Barletty sławny list, znajdujący się obecuie w Instytucie lombardzkim, w którym przepowiada wynalazek telegrafu elektrycznego. Na wiosnę 1788 r., urządził wreszcie znany elektrometr-kondensator, opis którego podał w sierpniu.
Lnigi Brunatelli wpadł na pomysł galwanoplastyki w listopadzie 1808 r., jak o tem świadczy list, znaleziony przez adwokata Voltę w papierach swego znakomitego przodka ’). Zagranicą wynalazek ten przypisują bądź to Jacobi’emu, bądź Spencerowi, bądź de la Rive’owi, chociaż właściwie oni udoskonalili go tylko.
Nicholson odkrył utlenienie metali za pomocą stosu Volty w 1800 roku.
Z rękopisów Galvani’ego okazuje się, że badania nad powietrzem rozpoczęte były w grudniu 1713 r. (?). Pierwśze doświadczenia, tyczące działania elektryczności atmosferycznej na nerwy zwierząt z krwią zimną, dokonane zostały przezeń, jak sam pisze, 26 kwietnia 1776 r.; we wrześniu zaś 1785, inne badania dotyczące elektryczności. We wrześuiu również 1786 r., zaczęły się pierwsze doświadczenia nad kurczeniem się żab, bez pośrednictwa źródła elektryczności, lecz jedynie przy pomocy przewodników metalowych, co było właściwie początkiem teoryi galwanizmu.
W listopadzie 1780 r., Galvani zaczął doświadczenia, dotyczące kurczenia się żab, pod wpływem elektryczności, otrzymanej sztucznie. (Gberardi. Raporti sui manoscritte di Oalvani).
W rękopisach Langrang’ea, wydanych niedawno przez Boncampagni’ego, widzimy, że uczony ten 12 czerwca 1755 r., powziął pierwszą myśl o rachunku waryjacyjnym, a w maju 1756 r. o mechanice analitycznej; w listopadzie 1759 r., znalazł rozwiązanie zagadnienia o wibracyi strun (Schiaparelli: Interno alcune lettere inedite di Lagrange, 1877 r.).
Z rękopisów Spallauzaniego, które mogłem zbadać w bibliotece publicznej w Reggio, lub z których porobił dla mnie wyciągi prof. Tamburini, wynika, że jego badania pleśni zaczęte były we wrześniu 1770 r. 8 maja 1780 r. Spallanzani przedsięwziął, wyrażając się własnemi jego słowami: „badania zwierząt, które w skutek zimna drętwieją;“ w kwietniu czy w maju znalazł żyjątka u niektórych samic, przed ich zapłodnieniem (partenogetiesis). Dzień 2 kwietnia 1780 r., był najobfiszym w doświadczenia i najbogatszym we wnioski, dotyczące „owulacvi.“ Przekonałem się, pisze on, w tym dniu po dokonaniu 43 doświadczeń, że jajka w macicy nie zapładniają się, że nasienie (sperma), zdolnem jest do zapłodnienia po upływie pewnego przeciągu czasu od wydzielenia jego, że śluz organów płciowych (succo vescicolare), może zapłodnić tak samo, jak nasienie, oraz że wino i ocet przeciwdziałają zapłodnieniu.
„Pośpiech, (powiada dalej, w swem ciekawem wyznaniu, które pozwala nam uczestniczyć w tem wylęganiu się wspaniałych jego pomysłów), nie pozwolił mi wyciągnąć innych jeszcze wniosków.“
7 maja 1780 r. wykazał, że nieskończenie mała ilość nasienia wystarcza dla zapłodnienia.
Z listu jego do Bonneta okazuje się, że na wiosnę 1771 r. przyszła mn do głowy myśl wyjaśnienia wpływu czynności serca na obieg krwi, w marcu 1773 r., przedsięwziął badania wrotków (rotifera); z datą maja 1781 r., znajdujemy w rękopisach jego plan 161 nowych doświadczeń nad s/tucznem za pładnianiem żab.
Rękopismy Leibnitza wykazują, że 29 października 1674 r. użył on pierwszy raz znaku całkowego, zamiast przyjętego wówczas sposobu oznaczania Cavalieri’ego (Gerbardt. Le second centenaire de la decouverte de 1’algoritme de l’analyse superieure far Leibnitz. Monats Berfcht d. k. Preuss. Akad. der Wissen., 1875 r.
Wstęp do Kosmosu, napisany był w październiku, (Listy Humboldta do Varnhagena).
W lutym G. de S. Hilaire powziął pierwszą myśl o analogii organizmów.
W grudniu Davy odkrył jod, a w kwietniu 1797 r. zbadał działanie dwutlenku azotu. (Figieur. Hist. des decouvertes, 1861 r.
W listopadzie 1796 r., Humboldt zaczął obserwacye węgorza elektrycznego, a w marcu 1793 r.3 badania drażliwości włókien organicznych (Humbold. Corespondences, Paryż 1868 r.).
W lipcu Gay-Lussac znalazł kwas fluorowy w kości pacierzowej ryb, w lipcu też dokonał analizy ałunu.
We wrześniu 1876 r., Jackson zastosował eter siarczany do znieczulania chorych przy operacyach chirurgicznych.
W październiku, Armstrong wynalazł pierwszą maszynę hydro-elektryczną ’).
Matteucci w lipcu 1836 r. dokonał doświadczeń nad galwanoskopią żab, na wiosnę 1836 nad drętwami, w lipcu 1835 r. nad mięśniami elektro-bodźczymi, w maju 1835 nad rozkładaniem się kwasów, w maju 1837 zbadał wpływ elektryczności na zjawiska meteorologiem ne, w czerwcu 1833 r. wpływ elektryczności na zjawiska ciepła i magnetyzmu (Bianchi. Vita di Matteucci. Floreneya, 1874 r,
Kto miał cierpliwość pfżeczytać do końca ten długi spis, przekonał się, że wielu znakomitych ludzi posiada, że tak powiem, specyalną chronologie, t. j., że w pewnych porach roku, a nawet w pewnych miesiącach szczególniej zdolni byli do czynienia odkryć lub wynalazków, lub do tworzenia znakomitych dzieł sztuki. Dla Spallanzaniego taką wybraną porą była wiosna, dla Giustiego i Arcangeliego — marzec; Lamartine’a sierpień; Carcano, Byrona i Alfierego — wrzesień; Malpighiego i Schillera — czerwiec i lipiec; Wiktora Hugo — maj; Berangera — styczeń;
’) Whewell. Hist. of the industire science. — Londyn, 1857.
Belliego — listopad; Milli i Galvaniego — kwiecień; Volta — listopad i grudzień; Gambardo — lipiec; Petersa — sierpień; Lutra — marzec i kwiecień; Watsona — wrzesień.
Podana niżej tablica, zawierająca zestawienie rozmaitych rodzajów twórczości (dziel sztuki i odkryć naukowych), czas poczęcia których ściśle oznaczyć można, stanowi pewnego rodzaju chronologię, albo kalendarz intellektualny. Miesiące. Utwory literatury i sztuki. Odkrycia astronomiczne. Odkrycia z dziedziny chemii, fizyki i matematyki. S
<D
ta es P3 Styczeń... 101 37 138 Luty 82 21 1 104 Marzec... . 103 45 4 152 Kwiecień.. # 134 52 5 191 Maj . 149 35 9 193 Czerwiec.. 125 24 4 153 Lipiec.... 105 52 5 162 Sierpień... . 113 42 — 155 Wrzesień.. . 138 47 5 190 Październik . 83 45 4 132 Listopad.. . 103 42 5 150 Grudzień.. 86 27 2 115’)
Zauważyć można, że najbardziej sprzyjającym twórczości estetycznej — jest maj, potem zaś wrzesień i kwiecień, najmniej zaś luty, październik i grudzień; to samo po części stosuje się i do odkryć astronomicznych, chociaż tutaj największe cyfry dają kwiecień, lipiec. Odkrycia w dziedzinie nauk matematyko-fizycznych najczęściej zdarzają się w tym czasie, co i powstanie
’) Trzy komety, zano towane w miesiącach lutym, maju i grudniu, odkryte zostały na półkuli południowej, powinny więc właściwie być odniesione do miękcy sierpnia, listopada i czerwca. utworów sztuki, a więc cyfra ogólna najwyższą jest w maju, kwietniu i wrześniu, t. j. podczas miesięcy ciepłych ale niezbyt gorących, kiedy wahania barometryczne zdarzają się częściej niż w porze chłodów i upałów.
Grupując te dane według pór roku — możemy powiększyć ich cyfrę innemi, których daty ściśle określić niepodobna — widzimy, że maximum utworów literackich wypada na wiosnę 387, następnie idzie lato 346 i jesień 335, najmniej zaś w zimie, bo tylko 280.
Również wielkie odkrycia w dziedzinie chemii, fizyki i matematyki najczęściej zdarzają się na wiosnę 21, potem idzie jesień 15, znacznie rzadziej wypadają w lecie 9, najrzadziej zaś w zimie 4.
Odkrycia astronomiczne, które oddzieliliśmy od poprzednich, ponieważ data ich dokonania może być ściśle określoną, co jest dla nas bardzo ważnem, wypadają także nierównomiernie: w jesieni 135, na wiosnę 131, znacznie mniej w zimie 83 i znowu nieco więcej w lecie 120.
Wziąwszy ogólną cyfrę 1867 znakomitych utworów i odkryć naukowych, znajdujemy, że najwięcej ich wypadnie na wiosnę 485; mniej w lecie — 475 i najmniej w zimie 368.
Przewaga miesięcy ciepłych jest więc tu widoczną i to nietylko pod względem ilościowym ale i jakościowym.
Chociaż bowiem pod tym ostatnim względem trudno stanowczo rzecz rozstrzygnąć, z powodu małej ilości danych, wiadomo jednak, że w porze wiosennej dokonane było odkrycie Ameryki i galwanizmu, wynalazek barometru, teleskopu i piorunochronu, że na wiosnę Michał Anioł stworzył plan swego wielkiego obrazu. Dante — Boskiej Komedyi, Leonardo da Vinci — swego dzieła o świetle, Goethe — Fausta. Kepler odkrył na wiosnę prawo ruchu ciał niebieskich, Milton napisał swój poemat, a Manzoni swój wiersz znakomity.
Dodać trzeba, że w tych nielicznych wypadkach, kiedy możemy śledzić pracę umysłową ludzi znakomitych prawie dzień po dniu, okazuje się, iż działalność ich wzmaga się w miesiącach ciepłych i słabnie podczas chłodu. W dziennikach Spallanzaniego, (zachowanych w bibliotece w Reggio), szczególniej zaś z lat 1777 — 78 — 80 — 81, kiedy prowadził badania dotyczące pleśni, trawienia i zapładuiania, znalazłem:
50 dni, w ciągu których czynił spostrzeżenia w marcu. 65 * ii | »l II ?» kwietuiu 143 ;» l> )» II maju 41 ;ł >1 1 IJ 1> czerweu 24 » : f 11 It 11 wrześniu 17 » » II II ’) grudniu 10 I 17 1 it V listopadzie 18 !» II II 11 styczniu 17 j> 1} >1 71 >> lipcu 2 n II l» II J» lutym.
Przeglądając ciekawy dyaryusz, prowadzony przez Malpighi’ego w ciągu lat 34, w którym codziennie zapisywał swe spostrzeżenia, jeżeli rozłożymy je według miesięcy, znajdziemy dni obfitujących w odkrycia naukowe:
W lipcu 71, w czerwcu 66, w maju 42, w październiku 40, w styczniu 36, we wrześniu 34, w kwietniu 33, w marcu 31, w sierpniu 28, w listopadzie 20, w grudniu 13.
(Patrz: Della vita ed opere di Malpighi. Bologna, 1774 r.).
W ogóle z liczby 436 oryginalnych spostrzeżeń, zaledwie 81, t. j. jedna piąta wypada na miesiące zimowe.
Z rękopismów Galvani’ego, przejrzanych przez Gherardi’ego okazuje się, że w kwietniu 1772 r., skończył pracę o draźliwości:
w kwietniu 1777 r. o ruchach mięśniowych
„ 1777 „ o budowie ucha a także 1772 „ o kościach bębenka usznego.
„ 1776 „ o organie słuchu w styczniu 1874 „ o hygienie oka w marcu 1781 „ o katarakcie
Widoczną więc jest przewaga działalności umysłowej w kwietniu, chociaż wniosek nie jest tu tak pewny, jak w dwóch wypadkach poprzednich.
Wyobrażam sobie, jakie zarzuty podniesione przeciw^ mnie zostaną. Mała liczba danych, wątpliwość ich i zuchwały zamiar pomocą jednostronnych wskazówek statystyki, objaśnić wzniosłe zjawiska twórczości umysłowej? które najmniej poddają sic sprawdzaniu cyfr nie i mogą być porównywane między sobą. Zwłaszcza nie podoba się próba moja przedstawicielom tej szkoły, która statystykę ograniczyć chce tylko do cyfr wielkich, przenosząc ilość ich nad jakość i wyłączając a ’priori z pewnem uprzedzeniem każde wnioskowanie rozumowane, jak gdyby cyfry, podobnie jak wszelkie inne fakty, nie nadawały się do syntezy i zapominając, że cyfry same przez się nic nie znaczą, ale tylko płużyć mogą jako materyał do wniosków dla myśliciela. Jakkolwiek liczba przytoczonych przezemnie 1867 danych może wydać się niedostateczną, sądzę, że posiada ona większą siłę dowodową, aniżeli proste hypotezy lub osobiste wyznania pojedynczych autorów, tymbardziej, że dane owe znajdują się z hypotezami temi i wyznaniami w ścisłym związku i mogą służyć jeżeli nie za niezbity dowód, to przynajmniej za pobudkę do nowych, płodnych w następstwa badań psycho-meteorologicznych.
Zresztą utwory genialne nie mogą być tak liczne, ażeby mogły sformować długie kolumny liczbowe. Zgadzam się również, że współrzędność chronologiczna tych zjawisk zależy często od okoliczności przypadkowych, niemających nic wspólnego ze stanem psychicznym.
Naprzykład naturaliści najłatwiej mogą się oddawać swym badaniom w ciągu miesięcy letnich. Tak samo długość i jednostąjność nocy podczas porównania jesiennego i wiosennego, trudność czynienia spostrzeżeń w dnie mgliste, przykrość i niewygoda, jakie sprawiają zbytnie zimno lub ciepło, wszystko to w znacznej mierze wpływa na zwiększenie cyfry odkryć w jesieni i na wiosnę.
Zresztą możemy się przekonać, że okoliczności te nie są jedyną przyczyną, bo oto np. anatomowie w każdej porze roku mają dosyć trupów, zwłaszcza zaś podczas chłodów; długość i jasność nocy zimowych, (kiedy działanie refrakeyi jest najmniejsze), powinny sprzyjać spostrzeżeniom astronomicznym — gdy tymczasem w pierwszym jak i drugim wypadku największa liczba odkryć przypada na miesiące o temperaturze umiarkowanej.
Któż nie wie zresztą, jaką rolę grają okoliczności przypadkowe w takich zjawiskach, jak ilość wypadków śmierci, zabójstw, urodzeń, które statystyka zaznacza dokładnie. Jeżeli wiec we wszystkich tych wypadkach widzimy rezultaty identyczne to musi być pewna przyczyna główna, analogiczna, powszechna, którą nie może być nic innego, jak tylko wpływy
meteorologiczne.
Sądziłem, że mogę zgrupować razem zjawiska twórczości artystycznej i odkrycia przyrodnicze, ponieważ wspólnym jest dla nich ten moment podniecenia psychicznego i zwiększonej wrażliwości, który kojarzy fakty najbardziej odległe i rozproszone, który ożywia wątpliwe, wogóle ten moment zapładniający, słusznie zwany twórczym, w czasie którego poeci i przyrodnicy stoją daleko bliżej siebie, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. W istocie ileż śmiałej, wynalazczej wyobraźni widzimy w doświadczeniach Spalianzan^ego, w pierwszych próbach Herschera, albo w dwóch wielkich odkryciach SehiapareUfego i Leverrier’a, dokonanych na podstawie hypotez, które dopiero nowe obserwacye i obliczenia zamieniły w pewniki.
Littrow, mówiąc o odkryciu Vesty, robi uwagę, że nie było ono ani rezultatem samego przypadku, ani samego geniuszu, ale genialnego umysłu, któremu dopomógł przypadek (Arago).
Gwiazdę, którą odkrył Piazzi, widział na kilka lat przedtem Zach, ale nie zwrócił na nią uwagi, ponieważ albo nie był tak genialny, jak Pazzi, albo w danej chwili nie posiadał takiej, jak ten drugi, przenikliwości. (Libr. 101). Dla odkrycia plam słonecznych trzeba było tylko mieć, jak powiada Secchi, czas, cierpliwość lub szczęście, ale dla stworzenia prawdziwej teoryi tego zjawiska trzeba było prawdziwego geniuszu. („Soleil, “ str. 7).
Iluż uczonych fizyków, przejeżdżając przez rzekę, zauważyło powiewanie chorągiewki na maszcie statku, ale tylko jeden Bradley wysnuł z tego spostrzeżenia prawo aberracyi — powiada Arago. A ilo — dodam — widziało szpetne twarze tragarzy 1 uie stworzyli ani Judasza Leonarda da Vinci, ani Proximus tuus7 jak nikt z oglądających Łpomarańcze, oprócz Mozarta, nie stworzył „cavatiny.u
Bardziej poważnym jest zarzut, że wszystkie prawie znakomite twory umysłowe, zwłaszcza zaś współczesne odkrycia
Geniusz i obłąkanie, 4 przyrodnicze nie są rezultatem chwilowego natchnienia, lecz wynikiem długiego szeregu ciągłych i powolnych prac żyjących uczonych i ich poprzedników, że są one tylko pewnego rodzaju kompilacyą, do której metody chronologicznej zastosować nie można, ponieważ data, przyjęta zwykle, określa raczej chwilę porodu nie zaś poczęcia.
Ale takie zarzuty mogą być zastosowane nietylko do przedmiotu naszych badań, wszystkie bowiem zjawiska życia ludzkiego, nawet najbardziej niespodziewane (?), należą do tej samej kategoryi.
Zapłodnienie także jest zjawiskiem, zaleźnera od dobrego odżywiania organizmu i od dziedziczności; śmierć i obłąkanie wtedy, kiedy są następstwem przyczyn nagłych, lub nawet przypadkowych, znajdują się w związku zupełnym z jednej strony z wpływami meteorologicznymi, z drugiej, — z warunkami organicznymi; w wielu wypadkach śmierć i obłąkanie przygotowują się oddawna i prawdopodobna data ich nastąpienia może być oznaczona w chwili narodzin. Wpływy meteorologiczne na urodzenie wielkich lndzi.
Kto przekonał się o potężnym wpływie zjawisk meteorologicznych na twórczość ludzi genialnych, ten łatwo zrozumie, że i narodziny ich są również zależne od pewnych warunków atmosferycznych.
Nie ulega wątpliwości, że rasa (rasy łacińskie i greckie, wydały więcej stosunkowo znakomitych ludzi, aniżeli inne), walki polityczne i naukowe, bogactwa, nakoniec istnienie ognisk literackich, wpływają w znacznej mierze na pojawienie się ludzi genialnych, ale nie można zaprzeczyć także, iż pod tym względem klimat i warunki przyrodzone mają niemniejsze znaczenie.
Dla przekonania eię o tem, dosyć jest przejrzeć sprawozdania o poborze wojskowym we Włoszech z lat ostatnich. Okazuje się, że okręgi, dające dzięki swemu zdrowemu klimatowi, niezależnie od wpływu rasy — największy procent rekrutów wysokiego wzrostu i najmniejszą liczbę uwolnionych z powodu różnych braków, są to te same, które najwięcej wydały ludzi genialnych, jak np. Ligurya, Toskania i Romagna.
Przeciwnie, prowincye, w których znajdujemy najniższy procent wysokich i zdolnych do służby wojskowej rekrutów, jak np. Sardynia, Basilicata i dolina AoBty przedstawiają naj-
4* mniejszą cyfrę ludzi znakomitych. Wyjątek stanowią Kalabrya i VatteIIina, gdzie znajdujemy wielu ludzi genialnych pomimo nizkiego wzrostu ludności, ale pochodzą oni z okolic otwartych i wzniesionych, a więc wolnych od zarazków malarycznych i kretynizmu.
Już oddawna nietylko wśród uczonych, ale i wśród ludu istnieje przekonanie, że najwięcej ludzi genialnych bywa w krajach górzystych, z klimatem łagodnym.
Przysłowie toskańskie mówi: „Górale mają nogi grube i mózgi delikatne ’).“ Dawno już pisał Vegecyusz (Kd. I. r. 2). Że „klimat wpływa nietylko na krzcpkość ciała, ale i ducha, ’“ (Plaga coeli non solum ad robur corporum sed etiam animorum facit). Dalej zaś mówi: „Minerwa wybrała Ateny, ze względu na klimat tego miasta, który sprawia, że rodzą się tam mędrcy.“ Cyceron także niejednokrotnie mówi: „że w Atenach, gdzie klimat jest piękny, rodzą się ludzie rozumni, a w Tebach z klimatem surowym — głupcy.
Petrarka, w swoim Epistolario, (który stanowi jakby autobiografię tego poety), powtarza często, że najlepsze jego ustawy były napisane, albo przynajmniej obmyślane wśród ulubionych rozkosznych pagórków Val-Cbiusa.
Michał Anioł mówił Vasari’emu: „Jerzy, jeżeli jest coś dobrego w mym umyśle, to pochodzi z łagodnego klimatu waszego kraju.“ (Vasari. Vita, str. 29).
Muratori w liście do Sanese pisze: „Ten klimat wasz jest cudowny, prawdopodobnie dla tego macie tyle umysłów silnych.“ Szkocya, powiada Macaulay, jeden z najuboższych krajów w Europie, przewyższa inne liczbą znakomitych uczonych i pisarzy. Wydała ona: Bedę, Michała Scotta, Napiera, (wynalazcę logarytmów), Buchanana, Walter-Scotta, Byrona, Johnstona i poniekąd Newtona.
Bezwątpienia, ten właśnie wpływ zjawisk meteorologicznych jest przyczyną’ faktu, że w górzystych okolicach Toskanii, szczególnie w okręgach Pistoja, Buti i Yaldontani, pomiędzy
’) Dosłownie niepodobna tlomaczyć tej gry wyrazów: „Montagnini — scarfe grosse e cervelli fini.“ terzami j wieśniakami spotykamy tylu poetów, zwłaszcza zaś itnprowizatorów, a nawet między kobietami, jak np. ta pasterka, o której pisze Giulini w dziele swem „o języku, jakim mówią w Toskanii“ (Netta lingua parlata in Toscana). Znaną jest np. rodzina Frediani, w której dziad, ojciec i synowie byli poetami; jeden z członków tej rodziny żyje dotychczas i tworzy wiersze nie gorsze, aniżeli poeci toskańscy z dawnych czasów. Tymczasem włościanie należący do tego samego toskańskiego szczepu, ale mieszkający na równinach, o ile mi wiadomo, nie odznaczają się talentem poetycznym.
We wszystkich krajach nizinnych, jak np. Belgia i Holandya, lub też w miejscowościach otoczonych wysokiemi górami, gdzie panują wole ’), jak np. w Szwajcaryi i Sabaudyi, znajdujemy bardzo niewielu Indzi genialnych, mniej zaś jeszcze w krajach błotnistych i wilgotnych (maretnicznych). Nieliczni geniusze, którymi chlubi się Szwajcarya, byli potomkami emigrantów włoskich lub francuzkich, jak np. Bonnet, Rousseau, Tronchin, Tissot, de Candolles i Burlamaqui. Wtym wypadku wpływ rasy paraliżował szkodliwe wpływy miejscowe.
Urbino, Pesaro, Forli, Como, Parma wydały więcej ludzi genialnych, aniżeli Pisa, Padwa i Pawia, trzy najstarożytniejsze i najsławniejsze miasta uniwersyteckie we Włoszech; dosyć przytoczyć tu Rafaela, Bramantego, Rossiniego, Morgagni’ego, Spallanzaniego, Muratori’ego, Fallopio, Voltę, Pliniusza i t. d.
Przechodząc do przykładów szczególniejszych widzimy, że Florencya, położona w miejscowości pagórkowatej i słynąca z klimatu łagodnego, dała Włochom cały legion wielkich ludzi, który składają między innymi: Dante, Giotto, Machiavelli, Lul’i» Leonardo (da Vinci), Brunellesco, Guicciardini, Cellini, BeatoAngelieo, Andrea del Sarto, Nicolini, Capponi, Ve, spuzzi, Viviani, Lippi, Boccaccio, Alberti, Dati, Alemanni, Ruccellai, Ghirlandaio, Donati.
Przeciwnie Piza, która pod względem naukowym, znajdowała się w warunkach niemniej korzystnych jak Florencya, która była siedzibą znanego uniwersytetu, dała stosunkowo
’) Strum — choroba, której objawem są wole u ludzi.
mniejszą liczbę wojowników i polityków, co było może poniekąd przyczyną upadku jej niezależności.
Urodziło się tu zaledwie kilku wielkich ludzi: Mikołaj Pizańczyk (Pisauo), Giunta i Galileusz, — ten ostatni z rodziców florentczyków. Otóż Pisa różni się od Florencyi tylko swem nizkiem położeniem.
Górzysta okolica Arezzo, wydała również wielu bardzo ludzi znakomitych, urodzili się tam: Michał-Anioł, Pctrarka, Guittone, Guido-Reni, Redi, Accolti, Vasari i trzech Aretinów. Następnie z Asti pochodzą: Alfieri, Oggiero, Św. Brunon, Belli, Natta, Gualtieri, Cotta, Solari, Allione Giorgio i Ventura; tymczasem Allesandrya może tylko przedstawić Meruda, Bencio dei Guaschi, Claris’a, Casale-Bellano i Della-Rovere; podczas gdy pagórkowaty Turyn chlubi się słusznie Rolandem, Caluso, Giobertim, Balbo, Beretta, Marochettim, Lagrangem, Bogino i Cavourem.
W Lombardyi również okolice górzyste i nad jeziorami Bergamo, Brescia i Como przewyższają znacznie liczbą wielkich ludzi, miejscowości nizinne.
W pierwszych mamy Tassa, Mascheroni’ego, Donizettiego, Tartaglia, Ugoni’ego, Volta, Parini’ego, Appiani’ego, Mai, Pliniusza i Cagnola i t. d., którym niższa Lombardya może przeciwstawić tylko, Alciato, Beccaria, Orani’ego, Cavalleri’ego, AscIli’ego i Bocaccini’ego. Z górzystej Werony pochodzą; Maffei Paweł Ycronese, Catullus, Plinius, Fracastoro, Bianchini, Sammichch, Cagnola, Tiraboschi, Brusasorsi, Lorgna, Pindemonte, gdy tymczasem bogata i uczona Padwa, w okolicach której znajduje się zaledwie kilka pagórków oświetlonych słońcem, wydała tylko Liyiusza, Cesarotti’ego, Piotra d’Albano i niewielu innych.
Jeżeli piaszczysta prowincya Rcggio może chełpić się wspaniałą plejadą, którą składają: Spallanzani, Ariosto, Correggio, Secchi, Nobili, Valisnieri i Bojardo, zawdzięcza to rozsianym tu i owdzie otwartym słonecznym wyżynom; np. trzej ostatni z wymienionych wyżej urodzili się w górzystem Scandiano.
Podobnie najznakomitsi Medyolańczycy pochodzą z pagórkowatej Brianzy.
Genua i Neapol, posiadające wszystkie warunki korzystne, jak blizkość morza, klimat łagodny i położenie górzyste, dorównywają Florencyi jeżeli nie liczbą ludzi genialnych, to ich wartością, jak np.: Kolumb, Doria, Yico, Caracciolo, Pergolese, Genovesi, Cirillo, Filangeri.
Ciekawem bardzo jest zbadanie wpływu klimatu umiarkowanie ciepłego na rozwój zdolności muzycznych, zwłaszcza, kiedy przyłącza się doń i wpływ rasy. Przeglądając dzieło Clemenfa: Les musiciens celebr es, znalazłem, że z pomiędzy 110 sławnych kompozytorów, 36 t. j. prawie ’/3 pochodziła z Włoch, w tej zaś liczbie 19 t. j. więcej, niż połowa z Sycylii: (Scarlatta, Pacini, Bellini) lub z Neapolu i jego okolic. Neapołitańczykami byli mianowicie: Jomelli, Stradella, Piccini, Leo, Duni, Sachcini, Carafa, Paesiello, Cimarosa, Zingarelli, Mercadante, Traeta, Durante, dwóch Kiccich i Petrella. Widoczny tu jest wpływ rasy greckiej i łagodnego klimatu. Z 17 pozostałych niewielu bardzo pochodzi z Włoch górnych: Donizetti, Verdi, Allegri, Frescobaldi, dwóch Monteverdi, Salieri, Marcello, Paganini, trzej ostatni z miejscowości nadmorskich. Inni urodzili się w środkowych Włoszech; w Kzymie: (Palestrina Clementi), Perugii i Florencyi: (Spontini Lulli, Pergolesi ’).
Zaznaczone powyżej prawo stosuje się do artystów wszelkiego rodzaju, nawet do najmniej sławnych, jak przekonałem się o tem, ułożywszy przy pomocy d-ra Cougnefa mapę geograficzną malarzy, rzeźbiarzy i muzyków we Włoszech, z dwóch ostatnich stuleci.
Okazuje się, że najwięcej artystów wydały otwarte i pagórkowate miejscowości Włoch środkowych, Florencya i Bologna, oraz okręgi nadmorskie: Wenecya, Neapol i Genua a).
Bologna 262 malarzy, 95 muzyków
Florencya 252 „ 70 „
Wenecya 138 „ 124 „
Medyołan 127 „ 95 „
’) Patrz C. Lombroso. Pensiero e meteore i Archrvio di psichiatra e antropologia criminale. Turyn, 1880, zesz. 2, str. 157.
2) Patrz dodatek: Geografia sztuk pięknych we Włoszech.
Rzym 100 malarzy, 127 muzyków. Genua 100 „ 30 „ Neapol 95 „ 216 „
Pośredni wpływ przyrody na wydajność geniuszów, przedstawia pewną analogię z wpływem jej na rozwój chorób umy-
słowych.
Wiadomo powszechnie, że mieszkańcy krain górzystych częściej ulegają obłąkaniu, aniżeli mieszkańcy nizin.
*

Potwierdza to statystyka psychiatryczna, najnowsze zaś badania wykazały, że obłąkania epidemiczne częściej się zdarzają w górach, aniżeli na dolinach i w miastach; dosyć zresztą przypomnieć sobie tego rodzaju epidemie z lat ostatnich w Monte-Amiata (Lazzarctti) w Busca, Montenero, Verzegni i Vezzolo. Pagórki Judei były kolebką proroków, w górach Szkocyi zjawili się jasnowidzący, jedni i drudzy byli genialnymi szaleńcami, lub obłąkanymi prorokami.




  Wpływ rasy i dziedziczności na genialność i obłąkanie.
Analogia między genialnością i obłąkaniem, widoczna wobec wpływów meteorologicznych, uwydatni się bardziej jeszcze, jeżeli dodamy wpływ rasy. Wyborny przykład w tym względzie przedstawiają żydzi.
W dziełach moich: Uomo bianco el’Uomo di colore i Pensie, ro e Meteore, wykazałem, że w skutek okrutnego doboru, spowodowanego prześladowaniami średniowiecznemi, oraz dzięki klimatowi umiarkowanemu, żydzi w Europie — podówczas gdy współbracia ich w Afryce i na Wschodzie pozostali na takim nizkim stopniu uspołecznienia, jak i inni semici — bodaj, że przewyższyli w rozwoju umysłowym plemie aryjskie nietylko pod względem ogólnej kultury ’), ale i szerokością i wczesnością działalności psychicznej. Żydzi odznaczyli się w wielu gałę-
’) W r. 1861 pośród ludności włoskiej katolickiej na 1000, wypadało 615 analfabetów, pomiędzy żydami 58.
W r. 1867|8 na 1000 uczących się w szkołach, było promowanych w szkołach technicznych: katolików 67, żydów 78.
w gimnazyach: katolików 53, żydów 100 w liceach „ 54, „ 96
W 1868|9 było we Włoszech profesorów żydów 49, z tej liczby 17 w uniwersytetach i 7 deputowanych.
w 1869|70 54
18?2 59.
Ig^ W Prusiech jeden uczeń szkół średnich pomiędzy katolikami wypadał na mieszkańców, między protestantami — 243, między żydami na 53. ziach działalności umysłowej: w handlu, w muzyce, w dziennikarstwie, w literaturze humorystycznej i satyrycznej, w medycynie wreszcie.
W muzyce mają oni Meyerbeera, Choena, Halevy’ego, Guzikowa, Mendelsohna, Offenbacha, w humorystyce: Heinego, Saphira, Cammerini’ego, Revere, Kalisza, Jacobsohna, Junga, Weilla, Fortisa, Gozlana; w literaturze pięknej: Auerbacha, Komperta, Aguilara; w lingwistyce: Ascoli’ego, Manka, Fiorentino, Luzzatto i t. p., w medycynie: Valentina, Hermana, Heidenhaina, Schiffa, Caspera, Ilirschfelda, Stilliuga, Glugera, Laureuce’a, Traubego, Freukela, Kuhna, Gohnbeima, Hirscha; w filozofii: Spinozę, Somerhauseua, Mendelsohna i w ekonomii politycznej: Lassalle’a i Marksa. Nawet w matematyce, do której semici wogóle nie mają zdolności, można wskazać kilku wybitnych spccyalistów, jak np.: Goldschmidt, Beer i Marcus.
Trzeba dodać, że prawie wszyscy ci znakemici żydzi byli geniuszami twórczymi: w polityce są oni rewolucyonistami, w religii — założycielami nowych sekt. Właściwie żydom zawdzięczają jeżeli nie pierwszy pomysł, to przynajmniej szersze początkowanie z jednej strony: socyalizm i nihilizm; z drugiej — chrystyanizm i niozaizm; podobnie jak w handlu oni pierwsi wprowadzili weksle, w filozofii — pozytywizm, w literaturze — neo-humpryzm.
Otóż ciekawem jest, że właśnie żydzi dają cztery lub nawet sześć razy większy procent obłąkanych, aniżeli inni ich współmieszkańcy.
#Znany badacz Servi wyliczył, że w 1869 r. jeden obłąkany przypadał na 391 żydów, wśród katolików procent był w czwórnasób mniejszy. (Gli Israeliti di Europa, 872). Potwierdził ten fakt Yerga, który wykazał nawet, że procent obłąka-
Na 1000 żydów włoskich wypada; rolników 0.7; duchownych 9.3, nemie>!lników 4, kupców i przemysłowców 147, właścicieli nierucho mości 56, rentyerótf 13, kobiet nieroających zajęć określonych — 560, górników 0, żebraków 3.5, osób, należących do profesyi liberalnych 27.6, urzędników 120, służących 16.
Jeżeli przyjmiemy zdanie Buckle’a, że zamożność jest pierwszym koniecz nym warunkiem kultury, to znaczną liczbę uczonych wśród żydów bbjaśnić mc «na ich bogactwem.
Dych wśród żydów był w 1879 roku, jeszcze większy. Oto cyfry-’
1 obłąkany na 1775 katolików „ 1725 protestantów.
„ 384 żydów,
(patrz Archimo di Statistica. Rzym, 1880 r.).
Tigges, który zbadał 3, 100 chorych umysłowo w swojej statystyce Westfalii (Geschichte und Stat. der Westphal-IrrenAnstalt, 1861 r.), podaje, że obłąkani znajdują się w następującym stosunku:
1 do 3 na 7000 mieszkańców żydów 1 „ 11 „ 14000 „ katolików 1 „ 13 „ 14000 „ protestantów.
Mayer za rok 1871, daje taki stosunek obłąkanych: w Prusiech 8.7 na 10, 000 chrześcian, 14.1 na 10, 000 żydów w Bawaryi 9.8 „ „ 25.2 „ 10, 000 „
W Niemczech całych 8.6 na 10000 chrześcian, 16.1 na 10000 żydów. (Die Verbreit der Blind i t. d., 1872 r.).
Tego fatalnego przywileju nie zauważyli wcale antisemici, którzy są klęską współczesnych Niemiec. Gdyby zwrócili uwagę na ten fakt, to bezwątpienia, nie oburzaliby się tak postępami, jakie czyni to nieszczęśliwe plemię, zrozumieliby bowiem, jak drogo płacą za nie żydzi obecnie, nie mówiąc już o prześladowaniach w przeszłości. Zresztą, będąc wtedy ofiarami okrucieństwa, nie byli nieszczęśliwsi niż teraz, kiedy ciąży na nich odpowiedzialność za to, co stanowi przedmiot ich chwały, kiedy nie mogą jak niegdyś poświęceniem swojem przyczynić się do najszlachetniejszego doboru gatunku.
Ten wpływ rasy na genialność i obłąkanie widocznym jest z tego chociażby, źc wychowanie gra względem nich małą bardzo role, natomiast dziedziczność, bardzo wielką. Za pomocą wychowania można, powiada Helwecyusz ), nauczyć tańcować niedźwiedzia, ale niepodobna stworzyć człowieka genialnego.
’) W biografiach wielkich ludzi znajdujemy jeden tylko wypadek, kiedy rodzice nie sprzeciwiali się poetycznym skłonnościom syna, ale owszem sprayjali ’ rozwijali jego talent: byli to rodzice Chapelain’a, smutnej sławy autora Fucellc.
Nie ulega wątpliwości, że obłąkanie rzadko jest następstwem złego wychowania, gdy tymczasem wpływ dziedziczności jest tak wielki, że dochodzi według Tigesa do 88 na 100, według Golgi’ego zaś 85 na 100. Co się zaś tyczy genialności, to Galton i Ribot zaznaczają, że najczęściej bywa ona odziedziczoną, zwłaszcza zaś wśród muzyków, którzy dają tak duży procent obłąkanych. Palestrina, Benda, Dussek, Hiller, Mozart, Eichorn, mieli bardzo zdolnych synów, rodzina Bachów dała 8 pokoleń muzyków, między którymi 57 mniej lub więcej znanych.
Tiziano.
Cesare.
Orazio.
Między malarzami talentem dziedzicznym odznaczali się Van der Weld, Van Eyck, Murillo, Veronese, Bellini, Carracci, Correggio, Mieris, Bassano, Tintoretto, Cagliari stryj, ojciec i syn, głównie zaś rodzina Tycyana (Tiziano), która przedstawia cały szereg znakomitych Artystów, jak to widać z pomieszczonej niżej tabliczki, wziętej z niewyczerpanego pod względem szczegółów źródła, dzieła Ribota: O dziedziczności:
Tiziano (Yecellio).
X
X
X
X
Francesco.
X
Mario. y^
Fabricio.
Toraaso. Tizianello.
Poraponio.
Między autorami wskazać można Escbylesa z dwoma synami i wnukami poetami, Swifta siostrzeńca Drydena, Lucana, siostrzeńca Seneki, Tassa — syna Bernarda, Ariosta, którego brat i synowiec byli poeci, Arystofanesa i jego dwóch synów komedyopisarzy, Corneille’a, Racin’a i Sofoklcsa, Coleridge’a, których synowie lub bratańcy byli pisarzami.
Z naturalistów posiedli sławę członkowie rodzin Darwina, Eulera, de Candolle’a, Hooka, Ilerschela, Jussieu’ego, GeofTroy de Saint-Hilaire’a. Arystoteles, syn uczonego lekarza, miał syna i wnuka uczonych, Nikomacha i Kalistenesa. J. D. Cassini, astronom, miał syna również sławnego astronoma, wnuka Cezara — członka akademii nauk w 22-ym roku życia, prawnuka — dyrektora Obserwatorium, praprawnuka sławnego przyrodnika i filologa. A oto genealogiczna tablica rodziny Bernouilli, zaczynając od
Mikołaj.
J a k ć b a:
Jakób. Jan.
Mikołaj-Daniel. Jan.
Jan. Jakób.
Wszyscy odznaczali się w różnych gałęziach nauk; jeszcze w 1863 r. był w Bazylei Krzysztof Bernouilli profesorem nauk przyrodzonych, a inny Bernouillim znanym dosyć chemikiem.
Galton w swej cennej pracy, w której jednak często miesza gcnialność z talentem, (czego i ja nie mogłem w zupełności uniknąć), wyliczając ludzi genialnych w proporcyi 425 na milion ludzi, nie licząc 250 najcelniej szych — wnioskuje, że pod względem dziedziczności geniusze ci, w stosunku do 100 podzielą się średnio tak: ’).
48 synów 18 stryjów i wujów
41 braci 13 siostrzeńców i bratanków.
’) Dla czytelnika nie znającego dzieła Galtona, przedstawienie rzeczy Przez Lorabrosa, nie daje jasnego pojęcia. Wyprowadzone tn stosunki, przedstawione w sposób bardziej zrozumiały, wyrazić można tak: W sześciu wypadraz jeden ojciec człowieka genialnego odznacza się również wybitnemi zdolnościami, w jednym wypadku z 7-u, brat jego jest znakomitym, w jednym wyPadku z 4-ch, syn odziedzicza zdolności ojca i t. d. (Przyp. tłomacza).  31 ojców 17 dziadków
22 wnuków 3 pradziadków 41 prawnuków 5 dalszych krewnych. Dziedziczność, rozumiana w ten sposób, być może zbyt szeroko, wyraża się dla poetów 40°/o i dla malarzy 50%-
Prawdopodobieństwo więc, podług Galtona, że każdy człowiek genialny mieć będzie również zdolnych krewnych wynosi: 31 na 100 dla ojca znakomitego człowieka, czyli 1 do 6 41 „ „ braci „ „ „ 1 „ 7
48 „ dla synów „ „ „ 1 „ 4
17 „ dla dziadów „ „ „ 1 „ 25
18 ,, dla stryjów i wujów „ „ 1 „ 40 22 „ dla wnuków „ ,, „ 1 „ 40 13 „ dla bratańców i siostrzeńców „ 1 „ 100 Zresztą cyfry te ulegają pewnym zmianom, stosownie do
tego, czy dotyczą artystów, dyplomatów, wojowników i t. p.
W każdym razie sądzę, że nawet to olbrzymie nagromadzenie danych, nie pozwala wnioskować o zupełnej analogii między wpływem dziedziczności na genialność i obłąkanie, ponieważ w tym drugim wypadku wpływ ten występuje silniej i intensywniej (jak 48 do 80). Następnie chociaż prawo, wygłoszone przez Galtona, z zupełną słusznością stosuje się do prawników i mężów stanu, ale wyłączyć trzeba z pod działania tego artystów i poetów, wśród których wpływ dziedziczności ze szczególną siłą występuje u braci, synów, zwłaszcza zaś wnuków, gdy tymczasem u dziadków i stryjów przejawia się słabiej.
W ogóle ten wpływ wyraża się raczej z podwójną siłą i natężeniem w odziedziczaniu obłąkania, aniżeli w odziedziczaniu genialności i przytem w jednakowym stopniu dla obu płci; zdolności genialne zaś przechodzą częściej do potomków męzkich, niż do żeńskich i to w stosunku 70 do 30 ’).
<) Według danych statystyki francuzkiej za r. 1861, z 1000 obłąkanych, 530 mianowicie: 264 mężczyzn i 266 kobiet odziedziczyło tę chorobę:
Mężczyźni 128 po ojcu 110 po matce, 26 po obojgu rodzicach Kobiety 100 „ 139 „ 36 (Ribot). W cyfrach dotyczących kobiet jest tu omyłka. (Przyp. tłomacza).
Wreszcie często ludzie genialni nie dają w spadku potomstwu swych zdolności, ponieważ bywają bezdzietni ’) i w skutek degeneracyi, której przykład dają nam również rodziny
arystokratyczne ł).
Nakoniec pominąwszy nieliczne wyjątki, jak np. rodziny Darwinów, Bernouillich, Cassinich, Sainte-Hilaire’ów i Hersche-
geninsz przechodzi w spadku w bardzo małym stopniu, uwydatnionym tylko silniej urokiem sławnego imienia.
Czem jest Tizianello w porównaniu z Tizianem, albo Nikomach wobec Arystotelesa, Horacyusz Ariosto — wobec swego stryja, wielkiego poety, albo skromny profesor Bernouilli — wobec znakomitego swego przodka Jakóba.
Obłąkanie, przeciwnie, przechodzi w spadku całkowicie, często nawet siła jego zwiększa się w pokoleniu następnem. Wypadki obłąkania dziedzicznie przechodząc na wszystkich synów i wnuków, często w tej formie, jak u przodków, zdarzają się bardzo licznie.
Wszyscy potomkowie pewnego szlachcica hamburskiego, którego historya zalicza do znakomitych wojowników, w 40-ym roku życia ulegali pomięszaniu zmysłów, wreszcie pozostał jeden tylko członek tej nieszczęśliwej rodziny zajmujący urząd publiczny, ale senat zabronił mu sic żenić.
W 40 roku życia i ten zwaryował. (Lucas: De l’heredite).
’) Schopenhauer, Descartes, Leibnitz, Malebranche, Comte, Kant, Spinoza, Michał Anioł, Newton, Foscolo, Alfieri byli bezżenni; wielcy żonaci nie byli zwykle szczęśliwi w pożyciu małżeńskiem: Shakespeare, Dante, Marsolo i t. d.
G aiton sam przytacza fakt, że z 31 rodzin, które otrzymały godność para ’a panowania Jerzego IV, 12 wygasło zupełnie i to te właśnie, których członkow’e pożenili się z dziedziczkami rodów starożytnych. Z 487 rodzin zaliczonych do obywatelstwa w Bernie od r. 1583 do 1654, w r. 1783 istniało jnż tylko 168; ze W2 rodzin, których członkowie należeli do Rady federalnej, w r. 1615 pozostało Jedyni-; 58. Kiedy wchodzi grand hiszpański, możemy być przekonani, że zobaPymy przed sobą człowieka niedonoszonego (un aborto cCuomó). Ribot Heredite Cała prawie szlachta francuzka i włoska, jest obecnie ślepem narzędziem w ręr duchowieństwa, jest jedną z głównych przyczyn nieruchomości instytucyj ’półecznych. Pomiędzy monarchami europejskimi czyż wielu jest takich, któryby oddziedziczyli dzielność swych przodków, po których wzięli w spadku tron 1 „rok władzy. W szpitalu obłąkanych w Connecticut znajdowało się p0 kolei 11 członków jednej rodziny (Ribot op. c.).
Pewien zegarmistrz wyleczony z obłąkania, spowodowanego wypadkami rewolucyi 1789 r., otruł się potem, córka jego później zwaryowała i wpadła w stan zgłupienia (demenza), jeden brat przebił sobie brzuch nożem, drugi był alkoholikiem i umarł na ulicy, trzeci przestał przyjmować pokarmów i umarł z wycieńczenia; siostra, zdrowa, miała jednego syna waryata i epileptyka, córkę, która zwaryowała przy połogu, nie przyjmowała pokarmu, drugiego syna, który nie chciał ssać piersi i dwóch jeszcze zmarłych w niemowlęctwie, wskutek zapalenia mózgu.
Nakoniec najbardziej przekonywający dowód dla naszego twierdzenia przedstawia, podane obok w oddzielnej tablicy, drzewo genealogiczne rodziny Berti, która wydała daleko więcej obłąkanych, aniżeli rodzina Tycyana genialnych malarzy.
To ciekawe drzewo genealogiczne wskazuje, że w czterech pokoleniach, złożonych z 80 osób, potomków obłąkanego melancholika, 10 uległo obłąkaniu, prawie wszyscy wraz ż melancholią i 19 — newrozyzmówi, (ogółem 36°[0). Choroba rozwijała się coraz bardziej w następnych pokoleniach, występowała nieraz w dzieciństwie, zwłaszcza zaś ze szczególną siłą wyraziła się w linii męzkiej, w której zjawiła się już w pierwszem pokoleniu, podówczas gdy w żeńskich dopiero w trzeciem i to zaledwie w stosunku 1:4. W pierwszej i czwartej gałęzi w kaźdem pokoleniu widzimy wielu obłąkanych i cierpiących na newrozy, w innych widzimy przerwę na jedną lub, jeżeli w potomstwie kobiety — dwie generacye. Czy jest chociaż jedna rodzina ludzi genialnych, która mogłaby przedstawić drzewo genealogiczne, uwydatniające taki fatalny, wzrastający postęp dziedziczności.
W historyi rodziny Jucke (U orno delinquente, str. 269, 275) wykazałem, że dziedziczność może przejawiać się z daleko większą jeszcze siłą, szczególniej przy alkoholizmie. Od jednego ojca rodziny pijaka, Maksa Jucke, w ciągu 75 lat przyszło na świat 200 złodziejów i morderców, 280 dotkniętych ślepotą, idyotyzmem, suchotami, 90 prostytutek i 300 niemowląt, zmarłych przedwcześnie. Cała ta rodzina kosztowała rząd, licząc szkody i wydatki, więcej niż milion dollarów. DRZEWO GEOLOGICZNE
Kod&iw^j, cBet/lźi, dotóii i-lę-tcj ^iąĄict ii-ic-m d&ied&ic&ne, m.
, JS»toL
melancholik^-nym wieku
Juliusz
złego prowa-
w starości „,
waryat, umarł dzenia, umarł dzieci zdrowe
w skutek apo- z apopleksyi
Marya
Warek
pleksyi
Liwiusz Am, 5usz Eugenia
cierpUT^ten, melancholią Opadami szaleńs^a> umarł w szpital dla obta-
Ryszard Róża
alkoholik, um. w skutek apopleksyi
dzieci zdrowe
Hugon
lipemaniak w ciągu 18 mies. umarł w 80 r. w skutek ataku mózgowego
ka»ch Liwiusz-August
zdolny, ale bardzo ekscentryczny i nerwowy, dzieci zdrowe
Piotr H troje dzieci zdro-
pijak, lękliwy i szejoro wych, jeden syn ekswrażliwy, melanzdrirych centryk, podlegał cholik um. w skudęci konwulsyom tek choroby umysłowej zprzyezyn politycznych
I
dzieci zdrowe

Piotr-Karol August Cezar
Mariusz Hektor Ludwik Wiktor-Karol hipochondryk, hipochondryk ze słabą pamięcią, dziwak
samobójca bardzo zdolny, nerwowy, zmarł bezdzietniq

’ulia
Wiktor Anaiazya Markolina
histeryczka
Mikołaj
lekkiego charakteru, z żywą
bardzo wyobraźnią
z początku mania obłąkana, mewiellancholiczka, kości halucynantka, umarła na tuberculosis i r L
Antoni Gaspar Foska
Wercnika
cierpiała na migrenę i newralgię twarzy
w ciągu hipochon2 lat wadryk ryat i wielki dziwak
Łazarz Daga Katarzyną
b. zdolny łatwo zapalający się
1 małżeń.
Antonia Marek
Ludwik
2 małżeństwo siostra żony waryatka
Pierina
Ryszard
b. ograniczony umysłowo
maniak, nadzwyobecnie w czaj eksszpitalu centryczny Celestyna obłąkanych
Mary a Gerard
zmarła wczeumarł wcześniej od maśniej od matki w skutek tki w skutek kurczów wycieńczenia (eclampsia)
Izabella
Ryszard Anastazy
(6 letni) (4 letni) melancholik
(l’ j w dzieciństwie cierpiała kofjulsye, potem na histeryę, potefl pemarię z napadami szaleństw nalucynacyami i chęcią do?-ahójstw i samobójstwa
Aleksander
maniak, reformator socyal-
Marta
Aleksandra
(6 lat)
Filip
(8 lat) somnambulik
Adolf
Ewa
(2 lata)
Neonat
ny, cierpiał Teresa halucynacye, (10 lat) epileptyteraz po(ya-<czba jasnowidzawia się ca; b. ograniczona umysłowo
NB. Żadna z kobiet, które przez małżeństwo weszły do tej rodziny, nie dała elementów newrozy dziedzicznej, oprócz drugiej żony Augusta.
Wspomniane są te tylko przyczyny śmierci, które dotyczą systematu nerwowego.
Podkreślone są imiona osób, cierpiących właściwe obłąkanie.
Nie jest to fakt pojedynczy, w współczesnych dziełach le karskich znaleźć możemy przykłady analogiczne, kto wie, czy nie bardziej jeszcze ciekawe. Ta^guet w dziele swem: O dziedziczność alkoholizmu, opowiada o czterech braciach Dufay, którzy byli pijakami, prawdopodobnie w skutek przyczyn dziedzicznych: najstarszy wskoczył do wody i utonął, drugi powiesił się, trzeci poderżnął sobie gardło, czwarty wyskoczył na bruk z trzesiegc piętra.
Dalej opowiada Targuet o niejakim R., który ze zdrowej żony miał takie potomstwo:
pt. m. pijak pi. ż. pijaczka, pł. ż. obłąkanie pł. ż. zdrowa, pi. ż. cudzoło-
i mania zabójstwa. żnica-
pł. ż. bezwsiydnica. pł. ż. rozpustna głupowaty epilep1.2.3.4.5. złodziej i pi-
tyk, skłonny do pizdrowe. jak nałoaństwa. gowy.
Syn zdrowy.
P. S. zmarły z rozmiękczenia mózgu w skutek alkoholizmu; żona jego zmarła na wodną puchlinę, być może także z pijaństwa, mieli dzieci:
córka zdrowa, zaślubiona zdrowemu
yota. Występny. Występny. Ślepy od urodzenia i Ślepy od uroZdrowy.
głupowaty. dzenia.
Pewien pijak, ożeniony z kobietą lubieżną i zepeutą. spłodził syna dziwaka, — zmarłego w skutek alkoholizmu, oraz 8yna tak lękliwego, że bał się nawet nożyczek i dostał później °błąkania, dzieci jego:
m lrły w młodym wieku, zdrowy chory na wodę w mózgu (hyd^ocephal) Geniusz i obłąkanie. 5
Przykłady wymienione wskazują, że w alkoholizmie często przejawia się właściwy atawizm z przerwą w jednem pokoleniu, t. j. że dzieci pijaków są zdrowe. Jeszcze jeden przy. kład:
L. Bert... pijak, zmarły na apopleksyę, spłodził syna pijaka, który znowu miał takie potomstwo:
I
L. pijak i gracz. Ł. B. zdrowy i L. R. córka lunatyczka, halucynantka
zaślubiona zdrowemu G.
G. P. idyota. A. R. histeryczka. R. R. lunatyczka P. R. halucynantka.
rachityczna i 4 dzieci
zmarłych przedwcześnie.
Morel opowiada o pijaku, który miał siedmioro dzieci: jeden syn z wary o wał w 22 roku życia, drugi był idyotą, dwoje zmarło przedwcześnie, piąty dziwak i mizantrop, szósta córka histeryczka, siódmy wreszcie dobry robotnik, ale z rozstrojonymi nerwami. Z 16 synów drugiego jego pacyenta pijaka, 15 zmarło przedwcześnie, jeden tylko pozostał przy życiu, ale był epileptykiem.
Pewien sędzia niemiecki (Morce), zabił wystrzałem z rewolweru własną żonę oddawna chorą i zapewniał potem, że nczynił to z miłości dla niej, ażeby oszczędzić jej cierpień, sądząc, że nie czyni nic złego. Poprzednio w ten sam sposób postąpić chciał z matką, kiedy ta zachorowała. Eksperci długo naradzali się: czy uznać tego człowieka za obłąkanego, zanim dowiedzieli się, że dziad i ojciec jego byli pijacy. (Centralblatt fur Psychiatrie, 1880 r.).
Ale oto mamy rzecz gorszą. Flemiug i Demaux wykazują, że nietylko pijacy nałogowi pozostawiają w spadku potomstwu usposobienie do obłąkania i zbrodni, ale i ojcowie trzeźwi, jeżeli w chwili spółkowania, podczas którego zapłodnienie nastąpiło, byli pijani, mają zwykle synów albo epileptyków, albo paralityków, albo obłąkanych, albo idyotów, specyalnie zaś mikrocefalów ), albo słabych umysłowo, którzy |przy pierwszej sposobności dostawali obłąkana. Jeden pocałunek, złożony w stanie pijanym, może być fatalnym dla następnego pokolenia!
Czyż można dopatrzeć się tu analogii z dziedzicznością geniuszu, tak rzadko zdarzającą się i tak niezupełną?
Jakkolwiek jednak fatalny parallelizm między genialnością i obłąkaniem nie występuje tu wyraźnie, ale ścisła współłączność dziedziczna wyraża się w tem, że wielu waryatów ma krewnych genialnych i że często ludzie genialni mają dzieci i krewnych epileptyków, idyotów albo maniaków i vice-versa, jak o tem zresztą może się przekonać czytelnik, przeglądając drzewo genealogiczne rodziny Berti (Wiktor-Liviusz-Lazar), lub jeszcze lepiej źyćiorysy wielkich ludzi. Fryderyk Wielki miał ojca, a Johnsohn matkę — chorych umysłowo. Piotr Wielki miał syna pijaka i maniaka; siostra Richelieu’go wyobrażała sobie,, że ma plecy szklanue, a siostra Hegla — że została torbą pocztową od listów; siostra Nicoliniego sądziła, że jest skazaną na potępienie wieczne w skutek herezyi brata i kilka razy próbowała go zabić. Siostra Lamba, zabiła w napadzie szału matkę. Karol V miał matkę melancboliczkę — Joannę Obłąkaną; Zimmermann miał brata waryata, Beetlioven ojca pijaka; Byron miał matkę waryatowatą i ojca bezwstydnego rozpustnika, dziad zaś jego był sławnym żeglarzem. Ribot słusznie mówi o nim: „ekscentryczność jego charakteru można objaśnić całkowicie wpływem dziedziczności, ponieważ pochodził on od całego szeregu przodków, którzy posiadali wszystkie skłonności, mogące zniszczyć harmonię charakteru i pokój domowy“ (str. 85).
Schopenhatter miał stryja i babkę waryatów, ojca dziwaka, wreszcie samobójcę; Kerner — siostrę melancboliczkę, synów waryatów i lunatyków (BUden aus mein Knabenzeit, 1837).
’) Annuaires des Sciences, 1861 r. F. i D. skonstatowali w skutek tych Przyczyn — 5 wypadków epilepsyi, — 2 wypadki obłąkania, — 2 ogólnego paraliżu, — 1 dyotyzmu i mnóstwo wypadków mikrocefali’.imi. Mikrocefalizm często się zdatz»> jako rezultat dziedzicznego alkoholizmu; łatwo to zrozumieć, jeżeli uprzytomniły sobie te zmiany, jakie zachodzą w mózgu pijaka — atrofię i stwardnienie opon mózgowych (prawdziwy mikrocefalizm histologiczny).
Carlini, Mercadante, Donizetti, Volta, Manzoni mieli synów; Villemain — ojca i braci; Kant — siostrę; Perticari, Puccinotti — braci, dotkniętych obłąkaniem. D’Azeglio, który miał dziadka i brata więcej niż dziwaków, pisze, i ż weszli oni w przysłowie w Turynie: i Taparei a l’an nen le grumele a post (Memorie, str. 341),
Zobaczmy, o ile takty tego rodzaju można stwierdzić cyframi. Statystyka pruska za r. 1877 wykazuje, że w 6, 369 przypadkach z 10, 676 choroba była dziedziczna. Na 100 wypadków dziedzicznej choroby: 89°/0 obłąkanych rodziców — 86 dziadków i stryjów — 76, 19 braci i sióstr 1, 0 zbrodniarzy „ 0, 1 „ 0, 1 » »» 12, 4 pijaków nałogowych 6, 7 „ 13, 1 1) »> 18, 0 alkoholików „ 3, 1 „ >J 3, 3 » jł 1, 7 samobójców,, 2.7 „ 2, 3 >f »» 6, 3 nadzwyczaj utalentow. 1.3,. 3, 6 t? »>
Widać ztąd, że przy powstawaniu obłąkania pochodzenie od geniuszu zdarza się częściej, aniżeli od samobójców i zbrodnia, rzy, na połowę prawie tak często, jak od silnych newrozów (Jahresbericht fur Psi/chologie. Meynert. Wiedeń, 1880).
Z 22 przypadków obłąkania dziedzicznego, Aubanel i Thore zaznaczają dwóch synów ludzi genialnych. r
vi.
Przykłady geniuszów obłąkanych: Harrington, Bolyai, Codazzi, Ampere, Comte, Schumann, Tasso, Cardano, Swift, Newton. Rousseau, Lenau, Szechenyi, Schopenhauer.
Tak liczne analogie między obłąkaniem i genialnością, jeżeli nic mogą wykazać ich tożsamości, to w każdym razie tłumaczą nam: dla czego pierwsze nie wyłącza istnienia drugiej w jednym i tym samym subjckcie.
Istotnie, nie licząc wielu ludzi genialnych, którzy byli halucynantami w pewnej epoce swego życia, jak np. Audral, Cellini, Goethe, Hobbes, T. Grossi ’), lub zostali obłąkanymi w ostatnich dniach swego sławnego żywota, jak Vico, widzimy również sporo ludzi wielkiego umysłu, którzy jeduocześnie byli halucynantami i monomaniakami. Oto kilka przykładów:
Motanus, opanowany bojaźnią samotności i wielki fantastyk, skończył na tein, że uważał się za przemienionego w ziarno jęczmienia, wskutek czego nie chciał wcale wychodzić» 2 obawy, ażeby nie zjadły go ptaki.
O Lulli’ra przyjaciel jego mówił zawsze, usprawiedliwiali0 go: „nie zwracajcie nań uwagi, nie posiada on bowiem zdrowego rozsądku, jest to prawdziwy geniusz.“
Harrington wyobrażał sobie, że myśli wylatują mu z ust w kształcie pszczół i ptaków i brał często miotłę, ażeby je rozpędzić.
’) Verga Lazzaretti. Medyolan, li>SO r.
Haller sądzi, że jest prześladowany przez ludzi i potępiony przez Boga za nikczemność swej duszy i swe dzieła heretyckie; doświadczał on tak silnego uczucia strachu, że zapominał o nim, tylko przyjmując wielkie dawki opium. (Tagebuch. Bern, 1787 r.).
Ampere spalił swe dzieło,, o przyszłości chemii, “ sądząc, że napisane ono zostało z natchnienia szatana.
Mendelsohn cierpiał melancholię. — Lattre na starość zwaryował.
Sławny malarz holenderski Van Goes wierzył, że jest opętany przez dyabła.
Już w naszych czasach ulegli obłąkaniu: Farini, Brougham, Soutbey, Gounod, Govone, Gutzkow, Monge, Fourcroy, Loyd, Cooper, Rocchia, Ricci, Fenicia (Mastriani: Bul Genio e Folia. Neapol, 1881 r.), Engel, Pergolesi, Batiuszkow, Murger, B. Collins, Techner, Holderlin, Von der West, Galio, Spedalieri, Bellingeri, Salieri, Muller fizyolog, Lenz, Barbara, Fusely, Peterman, malarz Whit Hamilton, Poe, Uhlich, a być może Musset i Baudclaire.
Znakomity malarz Van Leyden wyobrażał sobie, że jest otruty, i przez kilka ostatnich lat życia nie wstawał z pościeli.
Carlo Dolce, lipemaniak religijny, (lipemania, obłąkanie ponure, bojaźń prześladowania), składa przysięgę, że będzie malował tylko przedmioty święte i poświęca pędzel swój Madonnie, chociaż potem w postaci Madonny przedstawia narzeczone swoją Balduini; w dniu zaś swych zaślubin z nią, znika nagle z grona wesclników i dopiero po kilku godzinach znaleziono go modlącego się przed ołtarzem Matki Boskiej.
Tomasz Loyd, który pisał prześliczne wiersze, w charakterze swym przedstawiał dziwną mieszaninę złośliwości, pychy, geniuszu i ^zaleństwa. (Sketches of Bedlam). Kiedy wiersz jaki nie udał mu się, kładł go w szklankę z wodą, ażeby, jak się wyrażał, oczyścić. Wszystko co znalazł w swej kieszeni, czy to był kamień, czy papier, węgiel, tytoń, mial zwyczaj mieszać z jedzeniem, mówiąc, że węgiel oczyszcza go, kamień mineralizuje i t. p.
Hobbes, materyalista Hobbes, nie mógł przez chwilę nawet pozostać w ciemnym pokoju, ponieważ zdawało mu się, że widzi widma. (Verga — Lazzaretti. Medyolan, 1880 r.).
Holderlin, poeta, przez całe życie był prawie obłąkanym, DOdobnie jak Wetzel, który tytułował swe utwory: Opera JDei yezdii i Leitzman, który pisał „Dziennik melancholikai zabił sję w napadzie melancholii, w 1835 r.
W podobny sposób skończyli życie: autor Masanidla, Fischer, Kajmund, Fnlt v. Burg, Welthum, Gohrong, Kub przyjaciel Mendelsohna, Kleist, który zabił siebie i kochankę, wreszcie Mąjlath, pozbawiając się życia wraz z siostrą, której poświęcił właśnie dzieło o samobójstwie.
Z kobiet: Gunderode, Stiplitz, Bracman, Landon skończyły życie w obłąkaniu. (Schilling. Psychiatr. Biieje, str. 488. 1863 r.
We Francyi. jak zaznacza F. Martini, zmarli w obłąkaniu: Arm. Berthet, Morin, Dabellay, Du Boys, Bataille młodzi i oryginalni poeci (Trauno zigaro e l’altro, str. 194).
Mozart był przekonany, że Włosi chcą go otruć.
Moliere często podlegał silnym napadom melancholii (Hager — Ueler die Vericandschaft i t. d. 1877 r.).
Rossini, który miał stryjecznego brata, żyjącego dotychczas, idiotę i zapalonego miłośnika muzyki — około 1848 stał się prawdziwym lipemaniakiem; z powodu, że z pewną stratą sprzedał swój pałac, wyobrażał sobie, że znajduje się w strasznej nędzy, że nawet będzie musiał prosić o jałmużnę, że wreszcie zgłupiał zupełnie. W tym stanie nietylko nie mógł komponować, ale nawet nie chciał słuchać rozmowy o muzyce. Dopiero doktorowi Sansone z Ankony stopniowo udało się go wyleczyć i zwrócić sławie i przyjaciołom.
Clarris’owi, po przeczytaniu opowiadania historycznego, zdawało się, że jest widzem, a nawet bierze czynny udział w minionych wypadkach. Blacke i Bannecker wyobrażali sobie, że widzą istotnie fantastyczne obrazy, które odtwarzał ich pędzel.
Znakomity profesor P., podlegał również nieraz podobnym złudzeniom i sądził, że jest Konfucyuszem, Papiriuszem lub Tawerlanero.
Schuman, zwiastun muzyki przyszłości, urodzony z ro« dziców zamożnych, nie miał żadnych przeszkód w oddaniu się ulubionemu zajęciu a w żonie swej, Klarze Wicek, znalazł przy. jemną i godną siebie towarzyszkę życia. Pomimo to już w 23 roku życia stał się lipemaniakiem, w 46 r. zaczęły prześladować go stoliki mówiące, później zaś widział tony, które zlewały się w akordy, wreszcie w całe utwory. Beethoyen i Mendelsohn z grobów dyktowali mu różne melodye. W 1854 r. Schuman rzucił się w nurty rzeki, ale go wyratowano; niedłu. go potem umarł w Bonnie, przy sekcyi znaleziono u niego rozdęcie i zgrubienie kości czaszkowych i atrofię mózgu ’).
Wielki myśliciel August Comte, twórca filozofii pozytywnej; przez lat 10 leczył się u Esąuirola, znanego psychiatry, wyle“ czył się niby wreszcie, ale zaraz potem bez żadnej przyczyny wypędził żonę, która pielęgnowała go troskliwie w czasie choroby. Póżuiej ogłosił się kapłanem i apostołem religii materyalistycznej; on, który chciał zniszczyć kapłaństwo! ) W dziełach Comte’a, obok myśli głębokich, spotykamy prawdziwe wariackie zdania, jak np., że przyjdzie czas, kiedy zapłodnienie kobiety odbywać się będzie bez udziału mężczyzny.
Jakkolwiek Mantegazza mówi, że matematycy nie podlegają tego rodzaju zboczeniom psychicznym, nie jest to jednak prawdą; oprócz Newtona, o którym będę mówić szczegółowiej, dosyć wspomnieć roztargnienie Archimedesa, halucynacye Paskala, a we Włoszech dziwactwa Codazzi’ego, (nie należy go wcale mieszać z Codazza) specyalisty matematyka, który był submikrocephalem, oxycephalem, alkoholistą, skąpcem aż do sknerstwa, oraz wykazywał brak zupełny uczuć, obok wielkiej próżności, Jeszcze w młodym wieku asygnował pewną sumę na swój własny pomnik grobowy, podczas gdy rodzicom, umierającym z głodu, odmawiał wszelkiego wsparcia; nie znosił żadnej opozycyi nawet wtedy, kiedy chodziło o krój ubrania. Zwaryował na punkcie tworzenia dzieł muzycznych za pomocą kombinacyj matematycznych^
Wszyscy matematycy podziwiają wielkiego geometrę Bolyai’a, który wyróżniał się jednak dziwactwami prawdziwie waryackiemj.
Pewnego razu wyzwał np. na pojedynek od razu 13 ludzi orzerwy między jednem a drugiem spotkaniem urozmaicał sobie na skrzypcach, które, mówiąc nawiasem, stanowiły jedyny mebel w jego mieszkaniu. Po otrzymaniu emerytury kazał wydrukować zawiadomienie o swej śmierci i urządził sam dla siebie katafalk, (podobne dziwactwo zauważyliśmy również u dwóch matematyków, zmarłych niedawno); po sześciu latach wydrukował znowu zaproszenie na swój pogrzeb, uważając widocznie pierwsze za niebyłe, i w testamencie zobowiązał spadkobierców, żeby na grobie jego posadzili jabłoń, na pamiątkę Ewy, Parysa i Newtona! A jednak dziwak ten zreformował geometryę Euklidesa!
Cardano, o którym współcześni mówili, że jest wielkim człowiekiem i zarazem głupszym od niemowlęcia, Cardano, który pierwszy odważył się krytykować Gallcna, wyłączyć ogień z pomiędzy żywiołów i nazwać obłąkanymi czarowników i katolickich świętych, ten genialny Cardano był synem, bratem i ojcem waryatów i sam waryatem przez całe życie. Oto jak opisywał sam siebie: „Jąkała, impotent, ze słabą pamięcią, od dzieciństwa doświadczałem haiucynacyj hypno-fantastycznych.“ To widział koguta, który mówił doń głosem ludzkim, to znów Tartar napełniony szkieletami; wszystko zaś, co zjawiało się w jego wyobraźni, przedstawiał sobie jako cóś realnego, istniejącego w rzeczywistości. Od 19 do 26 roku życia znajdował się, jak mówiły pod opieką ducha, tego samego, który pomagał jego ojcu i który dawał mu rady, a nawet przepowiadał mu przyszłość. Jednakże i po 26 roku życia moce nadprzyrodzone nie zostawiły go bez opieki; kiedy np. pewnego razu zapisał niewłaściwe lekarstwo, recepta, wbrew prawu ciążenia, zaczęła skakać po stole i w ten sposób ostrzegła o pomyłce, którą uczyuił ’).
Będąc hypochondrykiem, Cardan sądził, że posiada wszystkie te choroby, które obserwował, lub o których czytał: Palpitacyę serca, sitofobię puchlinę brzucha, zatrzymanie urypodagrę, rupturę i t. d.; ale wszystkie te choroby prze-
’) De nita propria, rozd. 45. 2) Sitofobia — obawa przestrzeni.
chodziły szczęśliwie bez lekarstw, jedynie za pomocą modlitw do Matki Boskiej. Niekiedy zdawało mu się, że mięso, które je, nasycone jest siarką, lub roztopionym woskiem; to znowu widział przed sobą ognie i fantastyczne widziadła, jednocześnie z gwałtownem trzęsieniem ziemi, którego otaczający nie czuli wcale. Nareszcie Cardano sądził, że prześladują go i szpiegują wszystkie rządy, że występuje przeciw niemu cały legion wrogów, których nie znał nawet z nazwiska i nigdy nie widział, którzy jednak, jak sam mówił, ażeby shańbić go i doprowadzić do rozpaczy, skazali na śmierć ulubionego jego syna. Wyobraził sobie również, że profesorowie uniwersytetu w Pawii posiali mu zaproszenie w tym celu, ażeby go otruć, jeżeli zaś pomimo tego pozostał zdrowym i żywym, to tylko dzięki pomocy Sw. Marcina i Najświętszej Panny. Takie zaś rzeczy mówił człowiek, który w teologii był poprzednikiem Dupuis’a i Renana.
Cardano sam przyznawał się, że ma pociąg do wszystkich występków: do pijaństwa, do gry, do kłamstwa, do rozpusty, do zawiści i t. d. i zaznacza, że cztery razy w życiu, zawsze podczas pełni, zauważył w sobie oznaki zupełnego obłąkania.
Wrażliwość jego była tak wynaturzoną, że czuł się dobrze tylko pod wpływem jakiegokolwiek bólu fizycznego, często nawet wytwarzał ból ten umyślnie, kąsając np. wargi i ręce aż do krwi: „Jeżeli nie doznawałem bólu, starałem się go wywołać, ażeby doznać tego przyjemnego wrażenia, jakie sprawiało mi potem ustępowanie cierpienia, oraz dla tego, że kiedy nie doznawałem cierpień fizycznych, moje męki moralne stawały się nie do zniesienia, gorszemi od wszelkiego bólu.“ Słowa te wyjaśniają, dla czego niektórzy obłąkani dobrowolnie zadają sobie różne męczarnie ’).
Wreszcie Cardano do tego stopnia wierzył w sny prorocze, że napisał nawet dziwaczne dzieło p. t.: De Somniis, W widzeniach sennych otrzymywał wskazówki, jak ma leczyć chorych, czy ma wstąpić w związki małżeńskie, napisać dzieło; do takich dzieł
Byron mówił również, że febra powrotna jest dlań przyjemny, ponieważ doznaje miłych wrażeń przy ustępowaniu paroksyzmu. natchnionych we śnie, należą: o rozmaitości rzeczy (Varieta
Zile ’ 0 febrach
Betlac niezdolnym pod względem płciowym aż do 34 roku iycia, we śnie odzyskał dzielność męzką i w śnie również wybrał przyszłą swą żonę — wybór zresztą niezbyt szczęśliwy — córkę jakiegoś rozbójnika, której przedtem, jak sam mówi, nigdy ujć widział. Ta szalona wiara w sny, do tego stopnia opanowała Cardana, że nawet pod jej wpływem udzielał porady lekarBkiej, z czego sam się chwali, mówiąc, że w ten sposób leczył svna Boromeusza.
Moglibyśmy przytoczyć więcej przykładów z życia tego szaleńca, przykładów bądź to dziwacznych i śmiesznych, bądź przerażających; poprzestaniemy wszakże na jednym, który posiada wszystkie wymienione cechy; jest to sen jego o „cudownym kamieniu.“
W maju, 1560 r., kiedy Cardano liczył już 52 rok życia, syn jego stracony został publicznie, jako truciciel. Nieszczęście to wstrząsnęło silnie i tak już rozstrojony umysł biedaka, zwłaszcza, że z czułością ojcowską kochał syna, jak o tem świadczą wiersze De morte filii, w których prawdziwa rozpacz wypowiedziana jest w formie artystycznie skończonej. Oprócz tego, jako człowiek ambitny, spodziewał się, że będzie miał wnuka, który odziedziczy jego geniusz; wreszcie w karze tej, jaką poniósł syn, nieszczęśliwy iipomaniak widział tylko prześladowania wrogów, którzy sprzysięgli się przeciw niemu. „Zgnębiony takiem nieszczęściem — opowiada on, — daremnie próbowałem rozerwać się zajęciami umysłowemi, grą, kąsaniem i uderzaniem 8, e po rękach i nogach, (wiemy, że i poprzednio używał tego środka dla uspokojenia siebie). Nie spałem już trzecią noc 1 uakoniec na dwie godziny przed świtem, widząc, że muszę
’) Pewnego razu we śnie usłyszałem zachwycającą muzykę, obudziłem się i znalazłem rozstrzygnięcie kwestyi, nad którą daremnie pracowałem od a 25: dla czego niektóre gorączki kończą się śmiercią, drugie zaś nie (De somrozd. IV). „W dzień, przyszła mi myśl napisać to dzieło, podzielone na części; takiej przyjemności doznawałem, rozwijając me poglądy, odcieniając Uttowania, jakiej przedtem nie doświadczałem nigdy (de Subtilitate, ks. XVIII
str915).
umrzeć albo oszaleć, zacząłem prosić Boga, ażeby uwolnił mnie od ciężaru życia. I oto niespodziewanie wcale zasnąłem i po upływie pewnego czasu poczułem, że zbliża się do mnie osoba, której kształty niknęły w mroku i mówi: „Dla czego cierpisz z powodu syna. — Weź kamień, który wisi na twojej szyi, włóż go do ust i dopóki będziesz dotykać się doń wargami — nie będziesz pamiętał o synu. Obudziwszy się, nie wierzyłem, ażeby mógł istnieć jakikolwiek związek między szmaragdem i zapomnieniem, ale nie znając innego sposobu zmniejszenia mych cierpień, i przypomniawszy sobie słowa święte: Credidit et re~ jputatum ei est ad justitiam — włożyłem szmaragd do ust. I oto wbrew mym oczekiwaniom, wspomnienie syna znikło z mej pamięci i znowu zasnąłem.“ Potem w ciągu półtora roku wyjmował z ust kamień cudowny tylko w czasie jedzenia lub wykładów publicznych, ale wtedy powracały poprzednie cierpienia.
Całe to cudowne leczenie polega na grze wyrazów, gdyż gioia — radość i gemma — drogi kamień pochodzą, jakoby, od jednego pierwiastku. Właściwie mówiąc, w danym wypadku objawienie cudowne było zupełnie zbytecznem, ponieważ Cardano już w poprzednich dziełach swych, opierając się na fałszywej etymologii, przypisywał siłę leczniczą drogim kamieniom’). Nakoniec, jak Rousseau i jak Haller, w ostatnich dniach swego nieszczęśliwego żywota napisał autobiografię i przepowiedział dzień swego zgonu. W dniu oznaczonym istotnie umarł, albo może pozbawił się życia, ażeby spełniła się jego przepowiednia.
Przejdziemy teraz do Tassa.
Dlatego, kto nie czytał dziełka Vergi: Lipemania del Tasso, wystarczy list poety, który tu przytaczamy: „Zawsze jestem w tak inelancholiczuym nastroju, że wszyscy uważają mnie za waryata, z czera zgadzam się sam, ponieważ nie mogąc powstrzymać dręczących mnie myśli, rozmawiam gam z sobą. Udręczenia, trapiące mnie, są ludzkie i dyabelskie. Pierwsze są
.’) Drogie kamienie, widziane we śnie, są symbolem synów, czegóś niespodziewanego a także radości, ponieważ po włosku wyraz gioire oznacza również cieszyć się [De somniis roz. 21. — De Subtilitate, str. 338. Wszyscy maniacy lubują się w tego rodzaju grze wyrazów.
to wołania ludzi, szczególnie kobiet i śmiech zwierząt. Dyabelskie są to śpiewy i t. p.“ — „Kiedy biorę do ręki książkę, ażeby czytać, w uszach moich rozlegają się glosy, w których rozróżniam imiona Paolo, Fulvio.-’
W wierszu Messaggiero, który potem stał się dlań przedmiotem halucynacyj, wyznaje Tasso, że stracił rozum w skutek pijaństwa i miłostek. Zdaje mi się, że w wierszu p. t.: Tirsa deli’ Aminta i w tej wzruszającej oktawie, którą często powtarzał inny lipemaniak Rousseau, odmalował siebie:
„Żyć muszę jak szaleniec odludny, zbłąkany Między furyami memi — troską i zgryzotą, Lękam się owych cieniów samotnych, ponurych, Które mi błąd mój pierwszy na pamięć przywodzą. Do słońca, które moje nieszczęścia oświeca, Mam wstręt, przerażam się podobnych mi ludzi I lękam się sam siebie, od samego sisbie Ciągle uciekam, — ciągle żyjąc udręczony.“
Pewnego dnia, pod wpływem halucynacyj czy też w przystępie szaleństwa, Tasso wydobył sztylet i zranił służącego, który wchodził do gabinetu księcia toskańskiego; za czyn ten został aresztowany — mówi ambasador toskański — ale raczej w celu wyleczenia go, aniżeli ukarania.
Nieszczęśliwy zmieniał ciągle miejsce pobytu, ale wszędzie towarzyszyły mu ponure przywidzenia, mianowicie zgryzoty bez żadnej przyczyny, podejrzenia, że chcą go otruć i obawa mąk piekielnych za głoszone przezeń kerezye, o które oskarżał sam siebie w trzech listach, pisanych do „zbyt łagodnego“ (troppo benigno) inkwizytora — 133 — 123, 89).
„Ciągle mnie dręczą smutne, przykre myśli, skarży się Tasso do lekarza Cavallaro, a także różne fantazye i przywidzenia, do tego przyłączyło się zupełne osłabienie pamięci, dla tego proszę, ażeby w pigułkach, które mi pan przepisze, znajdował się jaki środek dla wzmocnienia jej.“
„Jestem szaleńcem, pisze do Gonzagi, i dziwi mnie, że dotychczas nie zostały spisane te rzeczy, o których mówię sam z sobą, wyobrażając sobie jednocześnie, że różni ludzie, królowie i cesarze, oddają mi cześć i świadczą łaski.“
Ten ciekawy list dowodzi, że w umyśle jego obrazy smutne i bolesne zmieniały się kolejno (stosownie do nastroju subjektywnego) wesołymi i radosnymi, ale smutne zjawiały się daleko częściej, jak sam wypowiada w pięknym wierszu:
Zmęczony jestem cięgłem zjawianiem się w myśli Mojej — widm to posępnych i smutnych, to znowu Wesołych albo jasnych — jak mi się wydaje; Prowadzę z niemi próżno walkę niebezpieczny I ciężką. Czy to dziełem guseł jest, czy mego Strachu, który jest moją czarodziejką?
W ostatnich wierszach widać pewną wątpliwość, która w potężnym umyśle, długo przyzwyczajonym do oglądania prawdy, budziła się niekiedy podczas tych halucynacyj obłędnych. Ale, niestety, wątpliwość taka trwała bardzo krótko.
W kilka dni potem pisał do Cattaneo: „Obecnie ćwiczenia pobożne są dla mnie pożyteczniejsze, niż porada lekarza, ponieważ choroba moja zadana mi jest przez sztuko, czarnoksięzką. Chcę powiedzieć jeszcze słów kilka o złym duchu. — Ten łotr często kradnie mi pieniądze, przewraca książki, otwiera kufry, chowa klucze, i nie ma żadnej możności ustrzcdz się jego. Nieszczęśliwy jestem ciągle, zwłaszcza zaś w nocy, i wiem, że udręczenia moje pochodzą z szaleństwa
W innym liście pisze: „Kiedy nie śpię, zdaje mi się, że widzę w powietrzu migające się ognie, niekiedy w oczach czuję takie palenie, iż zdaje mi się, że stracę wzrok. — Niekiedy znowu słyszę straszny łoskot, świst, brzęk, dzwonienie, i taki hałas, jak gdyby kilka zegarów ściennych biło godziny. Podczas snu, zdaje mi się, że rzucił się na mnie koń i obalił na ziemię, lub, że cały pokryty jestem plugawemi zwierzętami. We wszystkich stawach doznaję uczucia bolu, głowa cięży, ale nagle wśród tych bólów i strachów ukazuje mi się obraz Najświętszej Panny, młodej i pięknej, trzymającej na ręku Syna, otoczonego światłem tęczowem. Po wyjściu ze szpitala opowiadał temu samemu Cattaneo, że „zły duch roznosi listy, w których są o nim napisane różne rzeczy. Jest to jeden z tych cudów, które widziałem na własne oczy w szpitalu; bezwątpienia jest to sprawa jakiegoś czarownika, na co mam wiele dowodów, szczególniej zaś ten fakt, że chleb w moich oczach znikł gdzieś o godzinie trzeciej.“
Kiedy Tasso zachorował na gorączkę, uzdrowiło go objawienie Matki Boskiej, której podziękował za to sonetem. Wierzył, a nawet dotykał ducha (Genio), który był podobnym do poprzedniego posłańca (Messagiero) i nasuwał mu myśli, które przedtem nie przychodziły wcale do głowy.
Swift, twórca ironii i humoru, już w młodości swej przepowiedział, że zostanie obłąkanym. Przechadzając się pewnego razu po ogrodzie z Youngiem i spojrzawszy na wiąz, ogołocony z liści przy wierzchołku, rzekł: „ja tak samo zacznę umierać od głowy.“ Pyszny aż do przesady z wyższymi, Swift spędzał czas w najbrudniejszych szynkach z furmanami. Będąc księdzem, pisał książki antyreligijne, mówiono też o nim, że wprzód nim go zrobić biskupem, potrzeba powtórnie ochrzcić.
Vertiginosus, surdus, inops, małe gratus amicis — jak sam siebie scharakteryzował, wpadł w straszną rozpacz po śmierci swej ukochanej Stelli.... i w tym samym czasie pisał komiczne listy o sługach.
W kilka miesięcy potem stracił pamięć, zachował jednak gryzącą wymowę-, następnie stał się mizantropem: w ciągu roku nie mówił, nie czytał, nie chciał znać się z nikim, spacerował dziesięć godzin dziennie, jadł zawsze stojąc, ale odmawiał przyjmowania pokarmów i wpadał w straszną wściekłość, jeżeli kto wchodził do jego pokoju. Jednakże po otworzeniu się kilku wrzodów, zaczął poprawiać się trochę i mówił sam o sobie, że jest obłąkanym.
Ale ten zwrot ku lepszemu trwał krótko i Swift wpadł znowu w stan zupełnego osłabienia władz umysłowych, chociaż właściwa mu ironia, można powiedzieć, że pozostała po utracie rozumu, nawet kiedy zagasła w nim prawie iskra życia. Kiedy w r. 1742 urządzono na cześć jego iluminacyę, przerwał zwykłe milczenie słowami:,.ci waryaci zrobiliby lepiej, żeby nie doprowadzali innych do obłąkania.“
W r. 1745 Swift umarł w stanie zupełnego obłąkania, zapisując w testamencie swym, ułożonym oddawna, 11, 000 f. ster. na rzecz chorych umysłowo. Napisany przezeń nagrobek jest wyrazem strasznych cierpień jego duszy: „Tu leiy Swift, któremu już dumna pogarda nie będzie raniła serca.“
Newton, o którym słusznie pisali współcześni, że rozumem swym zwyciężył całą ludzkość, w starości również podlegał obłąkaniu, chociaż lżejszemu, aniżeli wymienieni poprzednio ludzie genialni.
Wtedy prawdopodobnie napisał: Chronologię, o Apokalipsisie i Listy do Beuthleya, tak różne wartością od dzieł jego młodości.
W r. 1693, po drugim pożarze swego domu i po nadmiernej pracy umysłowej, Newton w rozmowie z arcybiskupem zaczął wygłaszać takie dziwaczne i bez związku zdania, że przyjaciele musieli go zabrać z sobą i troskliwie pielęgnować. W tym czasie Newton, który był tak lękliwy, że nawet jadąc w karecie trzymał się oburącz za rączkę od drzwiczek, zaczął odgrażać się Villarsowi, mówiąc, że pragnie walczyć z nim w Cevennach ’). Po pewnym przeciągu czasu, napisał dwa listy (podane niżej), których styl ciemny i zagmatwany wskazuje, że i później nie wyleczył się całkowicie z obawy prześladowania.
Wliście do Locke’amówi: „Widząc, że chcesz muie pan zaplątać (embrouilled) przy pomocy kobiet i innych uciech i usłyszawszy, że masz się pan źle, życzyłem mu śmierci. Proszę więc przebaczenia za to, jak również i za to, że przedstawiłem dzieła pańskie
0 ideach i te, które pan wydasz dopiero, jako niemoralne. Uważałem pana za Hobbesistę. Proszę przebaczyć mi to, co mówiłem i pisałem, jakoby pan chciałeś sprzedać mi swój urząd
1 zaplątać mnie. Nieszczęśliwy Newton.“
Jaśniej wyraża się w liście do Pepy’ego: „W zimie, siedząc przy ogniu, zmieniłem zupełnie moje przyzwyczajenia, choroba sprawiła pod tym względem taki nieład, że już od dwóch tygodni nie spałem nawet ’godziny, a w ciągu ostatnich pięciu dni nawet sekundy, (jaka matematyczna dokładność). Przypominam sobie, że pisałem coś do pana — leez nie wiem co; ale jeżeli mi pan przyślesz list, to go objaśnię (Biot Melanges 1. str. 273 — Arago IV, str. 337). W tej epoce swego życia, jeżeli kto-
’) Było to w czasie wojny Anglii z Francyą — marszałek Villars dowodził wtedy wojskami francuskiemi. (p. t.) kolwiek pytał się o objaśnienie pewnych szczegółów z jego dzieł, Newton odpowiadał: „Zwróć się pan do Moivre’a, on w tym przedmiocie umie więcej odemuie.“
Kto, nie będąc ani razu w szpitalu dla obłąkanych, zechce mieć dokładne pojęcie o mękach duchowych, jakich doświadcza lipemaniak, ten niech przeczyta dzieła Roussean’a, zwłaszcza ostatnie: Confessiwis (wyznania) Dialogues i Iieverivs d’un passant (Marzenia przechodnia).
„Mam namiętności palące, pisze on w swych Wyznaniach, i kiedy poruszają mną one, nie znam żadnych względów, nawet miłości, nie widzę żadnych przeszkód; ale wszystko to trwa krótką chwilę, poczem wpadam w obłąkanie, w niemoc. Obraz, który widzę, więcej mnie nęci aniżeli pieniądze, za które mógłbym go kupić. Widzę przedmiot, który mnie nęci, mam środki dla nabycia go, ale — nie, to mnie nie zadawalnia. Kiedy jakaś rzecz podoba mi się, wolę ją wziąć sam aniżeli prosić, żeby mi ją podarowano“. Na tem właśnie polega różnica między Jdeptmnanem i zwyczajnym złodziejem, pierwszy kradnie instynktownie — aby kraść, drugi w chęci zysku — ażeby wyciągnąć korzyść, pierwszego nęci każda rzecz, która mu się podoba; drugiego ta tylko, która posiada jakąkolwiek wartość.
„Opanowany przez zmysły — pisze dalej — nie mogłem nigdy oprzeć się im; najmniejsza przyjemność w danej chwili pociąga mnie więcej aniżeli wszystkie rozkosze raju“. Istotnie chcąc być obecnym na,.uczcie braterskiej“ (ojca Pontierre) zmienił wyznanie, wskutek uczucia wstrętu porzucił bez litości na drodze przyjaciela-epileptyka.
Nietylko jednak namiętności Rousseau’a były chorobliwe i gwałtowne, ale i umysł jego już od lat najmłodszych był niespokojny i nienormalny, dowodem czego służyć może to oto wyznanie:
„Wyobraźnia moja wtedy tylko przedstawia rzeczy wesołe, kiedy źle czuję się na zdrowiu. Głowa moja nie umie upiększać rzeczywiście istniejących, przyjemnych rzeczy, ale tylko wymarzone. Jeżeli chcę dobrze opisać wiosnę, muszę to czynić w zimie“. Słowa te poniekąd tłómaczą nam ten fakt, że drugi szaleniec, Swift pisał najbardziej wesołe swe „listy“
Geniusz i obłąkanie. 6 podczas choroby śmiertelnej ukochanej Stelli, tłómaczą rówuieź dla czego on i Rousseau celowali w opisywaniu wszelkich absurdów.
„Nieszczęścia realne mało wywierają na mnie wpływu, daleko więcej trapią mnie te, które wymyślam sam, oczekiwane nieszczęścia straszniejsze są dla mnie, aniżeli te, których doświadczam“. Oto dla czego, dodamy, niektórzy z obawy śmierci pozbawiają się życia.
Po przeczytaniu każdej książki lekarskiej, zdawało mu się, że ma wszystkie choroby w niej opisane i dziwił się, że żyje jeszcze. W końcu wierzyć zaczął, że ma polipa w sercu. Jak sam wyznawał, takie dziwactwa były u niego następstwem przesadzonej, zbytecznej wrażliwości, nie mającej prawidłowego kierunku.
„Niekiedy — mówi Rousseau“ — tak mało podobny byłem do samego siebie, że można było wziąć mnie za człowieka wręcz przeciwnego charakteru. Weźcie muie w stanie spokojnym — przedstawiam uosobioną opieszałość i lękliwość i nie umiem wypowiedzieć żadnej myśli. Myśli krążą w mej głowie powoli, jakby skrępowane i tylko wyzwalają się przy pewnym impulsie. Plany najbardziej dziwaczne, szalone, dziecinne pociągają mnie, zachwycają i zdają się łatwo wykonalnymi (Confessions 129). Mając lat osiemnaście wyprawiłem się w podróż z przyjacielem, wziąwszy z sobą małą fontannę z bronzu, sądziłem bowiem, że pokazując ją wieśniakom, nietylko wyżywimy się w drodze, ale zbogacimy nawet“. Nieszczęśliwy ten człowiek probował wszystkich zawodów, zaczynając od najbardziej wzgardzonych: był on odstępcą religijnym dla zysku, zegarmistrzem, komedyantem, nauczycielem muzyki, malarzem, grawerem, lokajem, wreszcie niby to sekretarzem przy poselstwie. W literaturze i nauce brał się również to do medycyny, to do teoryi muzyki, do botaniki, do teologii, wreszcie do pedagogii.
Nadużycie pracy umysłowej, tem więcej szkodliwe dla myśliciela, którego ideje wyłaniały się z trudnością i powoli, oraz wzrastająca coraz bardziej ambicya stopniowo z hipochondryka zrobiły go melancbolikiem, w końcu zaś maniakiem. „Wzruszenia moje i gniew tak mną wstrząsnęły, że w ciągu dziesięciu lat byłem jak w obłędzie i uspokoiłem się dopiero teraz“. Uspokoił się! On, któremu chroniczna choroba umysłowa na chwilę nawet nie pozwalała odróżnić mąk rzeczywistych od wymarzonych.
Dla odpoczynku porzucił wielki świat, na którym zawsze czuł się skrępowanym i uciekł do ustronia samotnego zupełnie, ale i tam prześladowały go odgłosy życia miejskiego. Tortury miłości własnej i wrzawa życia światowego zaćmiewały piękność przyrody. Napróżno Rousseau uciec chciał w głąb lasów, szaleństwo biegło za nim i dręczyło go nawet wśród samotności (Eeveries 494), że przypomnimy wiersz Tassa:
...od samego siebie Ciągle uciekam i dręczę się ciągle.
O tym wierszu prawdopodobnie myślał Rousseau, kiedy zapewniał Corancez’a, że Tasso jest dlań prorokiem.
Później znowu wyobrażał sobie: „że Prusy, Anglia i Francya, królowie, kobiety i księża, wszyscy ludzie wreszcie, obrażeni kilkoma frazesami z jego dzieł, wypowiedzieli mu straszliwą wojnę, której objawem i następstwem były te męki duchowe, jakich doświadczał“.
„W wyrafinowanem swem okrucieństwie, nieprzyjaciele moi zapomnieli o jednem tylko, że należy stopniować udręczenia, ażebym mógł powoli przyzwyczaić się do nich“ (Eeveries str. 371).
Za szczyt zręczności swych prześladowców uważał Rousseau to, że obsypywali go oni dobrodziejstwami i pochwałami.
Co więcej: „zdołali oni przekupić handlujących jarzynami, ażeby ci sprzedawali mu przedmioty spożywcze taniej i w lepszym gatunku. Bezwątpienia uczynili to oni dla tego, ażeby wykazać swoją szlachetność i jego podłość“ (Dialogues I).
Podczas pobytu w Londynie melancholia jego przeszła w napady prawdziwego obłędu. Wyobraziwszy sobie, że Choiseul rozkazał poszukiwać go, ażeby uwięzić, Rousseau zostawił w hotelu rzeczy swe i pieniądze i uciekł do portu, gdzie płacił w oberżach kawałkami połamanych łyżek srebrnych. Ponieważ nie mógł wyjechać natychmiast z Anglii, z powodu, że panujące wówczas wiatry utrudniały żeglugę, i tę okoliczność przypisał utworzonemu przeciw sobie spiskowi. Wtedy w strasznem rozdrażnieniu, stojąc na szczycie jakiegoś pagórka w Wartonie, wygłosił w lichej angielszczyznie mowę do tłumu, który słuchał go w osłupieniu, a jak jemu zdawało się — głęboko wzruszony.
Ale i po powrocie do Francyi Rousseau nie uwolnił się od swych niewidzialnych wrogów, którzy szpiegowali go i objaśniali fałszywie każdy czyn jego. „Jeżeli czytam gazetę — skarży się on — to mówią, że zamyślam spisek, jeżeli wącham różę, podejrzywają mnie, że pragnę wynaleźć jaką truciznę ażeby ich otruć. Za wszystko cokolwiek zrobi, czynią go odpowiedzialnym, przy drzwiach jego mieszkania postawili umyślnie człowieka, sprzedającego obrazy, przyczem urządzili tak, że drzwi nie domykają się dobrze“.
„Tym sposobem nikt nic może wejść do jego mieszkania, dopóki nie zostanie podbechtany przeciw niemu. Oni przekupili i natchnęli nieprzyjaznem uczuciem właściciela kawiarni, fryzyera, gospodarza hotelu i t. d. Kiedy Rousseau chce, ażeby mu wyczyszczono trzewiki, pucybut nie ma wtedy szuwaksu; kiedy chce się przeprawić przez Sekwanę, przewoźuik nie ma wolnej łódki. Wreszcie sam 011 prosi, ażeby wsadzono go do więzienia... ale i tego mu odmawiają. Chcąc jednak odjąć mu broń ostatnią, aresztują i wsadzają do Bastylii księgarza wydawcę, którego on wcale nie znał’1.
„Zwyczaj palenia bałwana ze słomy w czasie śródpościa był zniesiony. Przywrócono go aby mnie ośmieszyć i spalić in effigie. Istotnie, ubranie które włożono na bałwana, podobne było do tego, jakie ja noszę“ (Dialogues II).
Na wsi spotkał pewnego razu Rousseau chłopczyka, który się doń wdzięczył i uśmiechał, ale odwracając się, ażeby go popieścić, ujrzał nagle dorosłego mężczyznę, po którego smutnej twarzy (zwróćcie uwagę na tę dziwaczną dyagnozę) poznał, że jest to jeden ze szpiegów, nasłanych przez jego prześladowców.
Pod wpływem tej manii prześladowczej napisał swoje Rozmowy o Rousseau sądzonym przez Rousseau, w których, w celu wzbudzenia litości w sercach niezliczonych wrogów, szczegółowo i dokładnie opisał swoje halucynacye. Ażeby rozpowszechnić swoją obronę nieszczęśliwy szaleniec rozdawał na ulicy
egzemplarze dziełka wszystkim przechodniom, z twarzy których wyczytał, że nie są pod wpływem jego prześladowców.
Broszura poświęcona była wszystkim francuzom, kochającym sprawiedliwość. Rzecz dziwna, że pomimo, a może z powodu tak pochlebnego tytułu, nie znalazł ani jednego człowieka, któryby przyjął dziełko to chętnie, wielu zaś po prostu nie chciało brać go wcale. Przekonany wtedy, że nie może spodziewać się niczego od ludzi na tej ziemi, Rousseau, podobnie jak Pascal, zwrócił się do Boga z listem, napisanym dosyć czule i familiarnie; żeby zaś list z pewnością doszedł, położył go jak również egzemplarz „Rozmów“ pod ołtarzem w kościele Notre Darne w Paryżu, jais gdyby Bóg, stworzyciel wszechświata, Bóg filozofów, zamieszkiwał we własnej osobie pod sklepieniem katedry!!
Po tem wszystkiem, zdaje się, że Voltaire i Corancez mieli słuszność powiedzieć, iż „Rousseau stał się waryatem i sam przyznał się do tego“. Zresztą niektóre (dość liczne) ustępy z Wyznań i z listów do Grimma wskazują, że Rousseau, oprócz innych chorób, cierpiał jeszcze na paraliż pęcherza moczowego i spermatorreę (wysięk nasienia), co prawdopodobnie było następstwem porażenia mlecza pacierzowego, i bezwątpienia zwiększać tylko mogło obłęd melancboliczny.
Lenau, najznakomitszy liryk współczesny, zakończył przed trzydziestu siedmiu laty w szpitalu dla obłąkanych w Dobling
życie, które od niemowlęctwa przedstawia mieszaninę genialności i obłąkania.
Syn arystokraty, człowieka pysznego i zepsutego i matki
nadzwyczaj wrażliwej, ascetki, cierpiącej melancholię, już w latach dziecinnych okazywał skłonność do smutku, do mistycyzmu i do muzyki. W młodości studyował medycynę, prawo, agronomie, najwięcej jednak zajmował się muzyką. W 1831 r. Kerner zauważył w nim nastrój ponury, melancboliczny; całe noce np. przepędzał sam jeden w ogrodzie, grając na ulubionym instrumencie.
„Czuję, pisał później Lenau do swej siostry, jakby ciążenie do nieszczęścia; demon obłąkania szaleje w mem sercu; jestem obłąkany — mogę to powiedzieć tobie, siostro moja, ponieważ zawsze kochać mnie będziesz jednakowo“. Ten demon właśnie skłonił go wkrótce potem do wyjazdu, bez żadnego celu, do Ameryki. Po powrocie czekały go w ojczyznie owacye pełne zachwytu, ale,, bipochondrya (własne jego wyrazy) wgryzła się zębami w jego serce i nic nie mogło go rozweselić“ (Schurz. Lffnau’s werke t. I str. 275).
Wkrótce to biedne serce stało się istotnie chorem na pericarditis (zapalenie osierdzia), [z którego Lenau nie mógł się już wyleczyć zupełnie.
Od tej chwili biedak stracił najlepszego przyjaciela — sen, najlepszego lekarza swych cierpień; podczas nocy bezsennych dręczyły go wciąż straszne widziadła.
„Można powiedzieć (opowiada on stylem obłąkanych), że dyabeł urządza polowanie w moim brzuchu, słyszę tam ciągłe szczekanie psów i ponure odgłosy piekła; bez żartów — może to doprowadzić do rozpaczy“. Mizantropia, którą już zaznaczyliśmy u Hallera, Swifta, Cardana i Rousseau’a, opanowała Lenau w 1840 r., wraz ze wszystkiemi oznakami obłędu. Zaczął on wtedy lękać się, nienawidzieć ludzi i pogardzać nimi. W Niemcżcch na cześć jego wznoszono łuki tryumfalne, urządzano uczty, on zaś uciekał z kraju i bez celu błąkał się po świecie. Rozdrażnienie i gniew bez żadnej przyczyny czyniły go niezdolnym do pracy, jak człowieka (powiada sam), który ma uszkodzoną czaszkę — non est fermum sinciputapetyt stał się tak chimeryczny, jak mózg. Chorobliwa skłonność do mistycyzmu, którą zdradzał już w dzieciństwie, opanowała go znowu: zaczął studyować gnostyków, czytał życiorysy czarowników, wypijał olbrzymie ilości kawy i palił nieumiarkowanie. „Niepodobua uwierzyć“, pisze, „do jakiego stopnia ruchy mej osoby, zwłaszcza zaś palenie cygar, pomagają mi wyłaniać z siebie nowe myśli“. Pisał często po całych nocach, włóczył się, podróżował, potem ożenił się i zamierzał prace olbrzymie, z których żadnej nie doprowadził do końca.
Były to ostatnie drgania wielkiego umysłu. Od 1844 r. Lenau coraz częściej skarży się na uderzenia do głowy, ciągłe poty i niezmierne osłabienie. „Światła, pisze on, światła mi braknie“. Lewa ręka oraz mięśnie oczów i obu policzków dotknięte zostały paraliżem; zaczął pisać z błędami ortograficznymi i używać płaskiej gry wyrazów, jak np. icie gut — es mir guł, zamiast mir geht, albo: nie jestem szaleńcem ale lirykiem (deliryk — liryk). Nagle w d. 12 października zapragnął koniecznie pozbawić się życia. Kiedy go powstrzymano, wpadł w wściekłość, bił ludzi, łamał wszystko co mu wpadło w ręce, wreszcie spalił swoje rękopisy, ale wkrótce potem uspokoił się, powrócił do stanu normalnego i nawet zaczął analizować swój obłęd, który opisał potem w strasznym, chaotycznym utworze p. t. Traumgewalte (Potęga snów). Był to promień słońca w ciemnościach nocy, był to, jak trafnie wyraził się Schilling, ostatni wysiłek geniuszu, aby zwyciężyć obłąkanie.
Zdrowie poety pogorszało się ciągle, po nowej próbie samobójstwa nastąpił ów stan zadowolenia i przyjemnego pobudzenia, który poprzedza zwykle paraliż postępowy. „Cieszę się z życia — pisze Lenau, cieszę się teraz dla tego, że poprzednie straszne widziadła od razu ustąpiły miejsca obrazom rozkosznym i wesołym“. Zdawało mu się, że przebywa w Walhalli razem z Goethem, albo, że został królem węgierskim, zwycięzcą w wielu bitwach.
W 1845 r. utracił powonienie, które przedtem posiadał nadzwyczaj delikatne, obojętnie patrzył na ulubione niegdyś kw iaty — iijołki i nie poznawał wcale starych przyjaciół.
Jednakże i w tym smutnym stanie Lenau napisał wiersz, chociaż pełen przesadnego mistycyzmu, ale odznaczający się dawną pięknością formy. Kiedy pewnego razu pokazano mu popiersie Platona, zawołał: „oto człowiek, który wymyślił głupią miłość“. Innym razem znowu, kiedy usłyszał, że ktoś mówi: „oto tu mieszka wielki Lenau“, zauważył: „teraz Lenau stał się bardzo maleńkim“, poczem płakał długo. Ostatnie słowa jego były: „Lenau jest nieszczęśliwyUmarł 21 sierpnia 1850 r., przy sekcyi znaleziono tylko trochę płynu wodnistego w mózgu i ślady pericarditis.
W tym samym domu obłąkanych w Dobling zmarł również w kilka lat później drugi znakomity człowiek, Szecheuyi ’), twórca żeglugi parowej na Dunaju, założyciel Madziarskiej
’) S. Szechenyis staatsmannische Laufbahn, setne lelzten Lebensjalire itt der DSblinger Irrenanstalt. v. Kecskefnethy. Pest. 1866. Akademii Nauk, i główny działacz rewolucyi 1848 r. Właśnie w chwili jej tryumfu, Szechenyi pewnego dnia zwrócił się z prośbą do kolegi swego Kossutha, ażeby nie kazał go wieszać. Wszyscy sądzili, że żartuje — ale nie był to bynajmniej żart. Przewidując klęski, które spadną na kraj, i niesłusznie uważając siebie za głównego winowajcę, Szechenyi dostał obłędu prześladowczego, który wkrótce przeszedł w szaleństwo gwałtowne i manię samobójstwa. Kiedy uspokoił się nieco, wpadł w gadatliwość czysto patologiczną (zwłaszcza w dyplomacie i spiskowcu), z każdym, kogo spotkał w szpitalu — czy to był idiota, waryat, a nawet nieprzyjaciel ojczyzny — zaczynał długą rozmowę, w której oskarżał siebie o najrozmaitsze przestępstwa.
W 1850 r. ocknęła się w nim namiętność do gry w szachy, ale i ona wkrótce przyjęła charakter manii; musiano nająć biednego studenta, który grał z nim po 10 — 12 godzin dziennie bez przerwy. Po pewnym przeciągu czasu biedny student zwaryował, ale stan zdrowia Szechenyi’ego polepszył się znacznie, przestał bowiem obawiać się i nienawidzieć ludzi, kiedy poprzednio nie znosił nawet obecności najbliższych osób.
Z poprzednich objawów chorobliwych pozostały jedynie: wstręt do jasnego oświetlenia i niechęć do opuszczania pokoju, do którego nawet ukochani jego synowie mieli wstęp wolny tylko kilka razy na miesiąc. W tych rzadkich wypadkach siadał z gośćmi swymi za stołem, czytał im swe utwory, ale potrzeba było zawsze użyć podstępu, ażeby skłonić go do przechadzki po ogrodzie. Umysł jego zachował jasność i siłę większą nawet, niż miał poprzednio. Interesował się bardzo ruchem literackim w Niemczech i Węgrzech i skrzętnie chwytał każdą oznakę polepszenia losu ukochanej ojczyzny. Kiedy wskutek intryg austryackich opóźnionem zostało uzupełnienie drogi żelaznej wschodniej, za jego inicyatywą zbudowanej, napisał do Zichy’ego list, z którego podane niżej wyjątki malują wyraźnie potęgę tego zbłąkanego umysłu:
„Wszystko, co kiedykolwiek istniało na świecie, nie znika, ale przejawia się znowu w innej formie i odmiennych warunkach. Stłuczona butelka niezdatną jest do użytku, ale te liche kawałki szkła nie marnują się, włożone bowiem do pieca hutniczego, mogą znowu utworzyć pnhar, w którym perlić się będzie król win — Tokaj, gdy tymczasem poprzednio we flaszce mogło znajdować się liche wino... Największą pochwałą dla węgra jest, jeżeli powiedzą o nim, że trzymał się mocno. Ty znasz, przyjacielu, nasze stare przysłowie: „stać na nogach mocno nawet w błocie“, zastosujmy go, nie zważając na wyrzuty naszych braci, — dla dobra wspólnej sprawy. Utrzymać się na swem stanowisku, nawet wśród tego błota, którem patryoci fanatyczni i lekkomyślni rzucają w twarz swych braci i towarzyszów broni, pozostać na posterunku raz zajętym, pomimo obelg i potwarzy — oto hasło bojowe naszych czasów“.
W 1858 r. kiedy rząd austryacki zaczął domagać się od Akademii Węgierskiej zmiany paragrafu ustawy, polecającego tej instytucyi zajmować się przedewszystkiem uprawą języka madziarskiego, Szechenyi napisał znowu list, malujący wybornie jego szlachetną duszę:
„Czy mogę milczeć, kiedy widzę, że tłumią kiełkowanie tego ziarna, które ja zasiałem? Czy mogę zapomnieć o dobrodziejstwach, które nam wyświadczyła ta instytucya? Ja zadaję te pytania, ja, którego choroba polega już nie na pomieszaniu myśli, ale na tej fatalnej zdolności widzenia rzeczy zbyt jasno, zbyt dokładnie, tak, że nie mogę robić sobie żadnych złudzeń. Czyż nie powinienem zawołać na alarm, widząc, że nasza dynastya, pod wpływem złych podszeptów, z okrucieństwem prześladuje najbardziej żywotny z podległych jej narodów, któremu przeznaczoną jest znakomita przyszłość i nie tylko prześladuje go, ale stara się zdusić, pozbawić właściwego charakteru, wyrwać z korzeniem wiekowe drzewo cesarstwa. Jako założyciel Akademii muszę teraz podnieść głos. Dopóki mieć będę głowę na karku, dopóki rozum [mój nie zaćmi się całkowicie, dopóki światła mych oczu nie zmroczy noc wieczna, dopóty wytrwale bronić będę mego prawa — że ja sam tylko zmieniać mogę ustawę Akademii“.
Nasz cesarz wcześniej lub później przyjdzie do przekonania, że asymilacya wszystkich narodowości państwa jest mrzonką jego ministrów; nastąpi wreszcie dzień, kiedy oderwą się one od monarchii i jedni tylko węgrzy, którzy nie są w żadnem pokrewieństwie z innymi narodami europejskimi, starać się będą osiągnąć rozwój własny pod opieką istniejącej dynastyi“. Było to w 1858 roku. W 1859 w samych początkach wojny, Szechenyi przepowiedział klęskę i jej rezultaty.’ „Kryzysy kończą się wyzdrowieniem, powiada on, kiedy chory nie jest nieuleczalny“. W tym czasie w Londynie wydaje książkę, w której w formie dziwacznej, humorystycznej, ale zarazem strasznej opowiada, jakich nieszczęść doznawały Węgry pod żelaznym zarządem Bacha, kreśli przyszłość kraju i doradza politykę zgody i łączności z Austryą, lecz bynajmniej nie słuialstwa względem niej. „Wprawdzie jest to nędzna książeczka, ale czy wiecie w jaki sposób utworzyła się wyspa Małgorzaty? Według podania starożytnego, w tem miejscu, gdzie dziś znajduje się ona, było niegdyś koryto Dunaju. Niewiadomo jakim sposobem padlina zastrzegła w ławicy piasku: liście, pnie i piana, słowem wszystko, co unosi wielka rzeka, zatrzymywały się tu i pewnego dnia ukazała się wspaniała wyspa. Książka moja podobna jest do tej padliny, kto wie, co może być z niej zczasem“. W kilka miesięcy potem miejsce Bacba zajął Hubner i rozpoczął systemat rządów liberalnych; nieszczęśliwy Szechenyi nie posiadał się z radości; ze swego ubogiego schronienia podtrzymywał ministra, posyłał mu projekty reform, obmyślał i redagował projekty odrodzenia Austryi, nie zapominając o swej ojczyznie. Wielu austryackich mężów stanu odwiedziło go wtedy, szukając natchnienia w rozmowach z nim. Ale radość była krótko trwałą. Hubnera zmienił Tbierry, lichy uczeń Bacha, zwolennik starych systematów i starych środków działania; reformy zostały odroczone. Szechenyi, dowiedziawszy się o tem, wpadł w straszną rozpacz: przywołuje Rechberga, błaga go, aby uprzedził cesarza póki czas jeszcze, że polityka jego jest błędną, oraz wręcza mu projekty oddzielnych konstytucyj dla Austryi i Węgier; według nich, sprawy wewnętrzne miały być prowadzone oddzielnie, dotyczące zaś interesów całej monarchii — wspólnie. Rechberg, mniej przewidujący, aniżeli ten szaleniec genialny, rzekł tylko, kręcąc głową: „widocznem jest, że projekt taki mógł wyjść jedynie z domu obłąkanych“. Gorzej jeszcze postąpił Thierry, podejrzy wając, że ten wielki mąż jest zwyczajnym spiskowcem, posłał oddział żandarmów, kazał zrobić rewizyę w szpitalu, groził Szechenyi’emu, że wsadzi go do więzienia i odebrał mu ulubione rękopisy.
Nieszczęśliwy, którego obłąkanie polegało jedynie na tem, że czuł nieprzepartą chęć służenia krajowi i zgryzoty, że niedostatecznie mu służył, widząc teraz, że zamknięte są dlań wszystkie drogi działania, że pozbawiony jest wszelkiej nadziei, po nieudatnej próbie przytłumienia smutku ciągłą grą w szachy, w przystępie rozpaczy wystrzałem z rewolweru pozbawił się życia. Działo się to 8 kwietnia 1860 r., a po upływie siedmiu lat Franciszek-Józef koronował się na króla węgierskiego, spełniając wszystkie marzenia nieszczęśliwego sza leńca z Dobling; Recbberg zaś, który szydził z jego programu musiał teraz wprowadzić go w wykonanie...
Hoffman, ten szczególny poeta, rysownik i muzyk, którego rysunki przechodziły w karykatury, opowiadania w dziwactwa, kompozycye muzyczne zaś w chaotyczną mieszaninę dźwięków, Hoffman, który pomimo to nazwany być może twórcą poezyi fantastycznej — -był pijakiem nałogowym i już na kilka lat przed śmiercią pisał w swym dzienniku: „Dla czego we śnie i na jawie myśli moje wbrew mej woli krążą zawsze około smutnego tematu obłąkania. Zdaje się, że ideje bezładne wytryskają z mego umysłu, jak krew z otwartej żyły“. Był on do tego stopnia czuły na zmiany atmosfery, że na zasadzie swoich wrażeń subjektywnych ułożył tablicę zmian pogody, odpowiednią zupełnie wskazówkom meteorologicznym.
W ciągu lat kilku cierpiał on prawdziwą manię prześladowczą wraz z balucynacyami, podczas których fantastyczne obrazy jego utworów wydawały mu się istniejącymi rzeczywiście.
Znakomity anatom Fodera odznaczał się różnemi dziwactwami; twierdził on np., że może dostarczyć chleba dla dwustu tysięcy ludzi, używając jednego zwyczajnego pieca, albo, że rozbije najliczniejszą, nawet milionową armię, fprzy pomocy czterdziestu ludzi. Mając lat pięćdziesiąt zakochał się gwałtownie w pewnej młodej dziewczynie, która mieszkała na przeciwległej stronie ulicy i ażeby pozyskać wzajemność pokazał się jej na balkonie zupełnie goły. Na ulicy zatrzymywał się przed tą dziewczynką, patrząc na nią z niemym zachwytem.
Zniecierpliwiona tem prześladowaniem dziewczyna wylała mu na głowę naczynie pełne nieczystości, ale on nie zraził się tem wcale, owszem uważał postępek ten jako objaw miłości i ucieszony powrócił do domu. Zobaczywszy raz na podwórzu kurczę, w którem dostrzegł podobieństwo wielkie do swej ukochanej, kupił je natychmiast i osypał pocałunkami. Kurczęciu temu wolno było wszystko — walać meble, książki, odzież, nawet siadać na łóżku. (Costanzo Follia anOmale. Palermo 1876 r.)
Schopenhauer, jak sam powiada, odziedziczył umysł matki autorki, kobiety usposobienia żywego, ale zimnej, i ojca — bankiera mizantropa i dziwaka, a nawet lipemaniaka, który zastrzelił się wreszcie ’).
Syn był również lipemaniakiem. Z Neapolu wypędziła go bojaźń ospy, z Werony — myśl, że dano mu powąchać tytoniu zatrutego, z Berlina zaś obawa cholery, a jeszcze więcej — powstania.
W 1831 r. opanował go gwałtowny napad strachu: przy najmniejszej wrzawie na ulicy chwytał szpadę; widok ludzi sprawiał mu wielką przykrość. W każdym otrzymywanym liście przeczuwał wieść o jakiemś nieszczęściu. Nie golił się wcale, ale wypalał sobie brodę, znienawidził kobiety, żydów i filozofów, zwłaszcza tych ostatnich, polubił zaś niezmiernie psy, o których pamiętał nawet w swym testamencie.
Filozofował ciągle, nawet z powodu najbardziej błahych rzeczy, np. swego wielkiego apetytu (był bowiem żarłokiem), światła księżyca i t. d., wierzył w stoliki wirujące, sądził wreszcie, że za pomocą magnetyzmu można wyprostować zwichniętą łapę u psa i przywrócić mu słuch.
Pewnego razu służącej jego śniło się, że wyciera plamy z atramentu, rzeczywiście Schopenhauer nazajutrz wylał atrament, i z tego powodu, on, wielki filozof wnioskuje: że „wszystko cokolwiek zdarza się, zdarza się wskutek konieczności“ z tego zaś błędnego spostrzeżenia wyprowadza potem systemat, odznaczający się głębokością myśli.
’) Gwinner. Schopenhauer’s Leben, 1878. Ribot. La Philosophie de Schopenhauer, 1874.
Z charakteru swego była to uosobiona sprzeczność. Uznając jako ostateczny cel życia unicestwienie, nirwanę, przepowiedział (to jest życzył) sobie, że będzie żył sto lat! Głosił wstrzemięźliwość płciową, jako obowiązek, a nadużywał uciech miłosnych. Jakkolwiek wycierpiał sam wiele wskutek nietolerancyi innych, gwałtownie i niesłusznie napadł na Moleschotta i Buchnera i cieszył się, kiedy władze zabroniły im mieć wykłady.
Mieszkał zawsze na parterze z obawy pożaru, lękał się otrzymywać listy, brać do ręki brzytwę; nic chciał pić z cudzej szklanki, ażeby się nie zarazić; notatki, dotyczące interesów pisał bądź to po łacinie, bądź po greckn lub sanskrycku i chował je między książkami, bojąc się niemożliwej i nieuzasadnionej ciekawości, chociaż daleko lepiej mógł zabezpieczyć się, zamykając je na klucz w szufladzie. Sądził wreszcie, że jest ofiarą obszernie rozgałęzionego spisku profesorów filozofii, którzy na zjeździe w Gotha postanowili nie robić żadnej wzmianki o jego dziełach i jednocześnie — dziwna sprzeczność — obawiał się, że mówić będą o nich. „Wolałbym“, mówi, „żeby robaki gryzły moje ciało, aniżeli żeby profesorowie gryźli moją filozofię“.
Nie posiadał on wcale delikatności uczuć, ośmielił się nawet znieważyć swoją matkę, mówiąc, że była niewierną pamięci męża i z tego faktu wysnuł wnioski, skierowane w ogóle przeciw płci słabej, „która ma włos długi a rozum krótki“. Pomimo to wszystko odrzucał jednożeństwo i zachwalał tetra-
gamię, w której znajdował jedną tylko wadę możliwość mieć
cztery teściowe.
Wskutek tego braku uczucia pogardzał również patryotyzmem, który nazywał: namiętnością głupców i najgłupszą ze wszystkich namiętności“, brał stronę żołnierzy, walczących przeciw zbuntowanemu ludowi i zostawił im oraz psu w spadku swój majątek.
Jedno tylko zajmowało go zawsze zbyt wiele — jego ja — i to nietylko jako ja twórcy nowego systematu filozoficznego: w setce listów przynajmniej z dziwną przyjemnością mówi o swych fotografiach i portretach, malowanych farbami olejnemi, o jednym z tych ostatnich powiada nawet, „że nabył go dla tego, aby umieścić w oddzielnej kapliczce, niby obraz świętego“.
Mikołaj Gogol przez długi czas oddawał się onanizmowi; po niepowodzeniach w miłości namiętnej, został znakomitym komedyopisarzein ’). Zaledwie zapoznał się z Puszkinem, uczuł powołanie do pisania powieści i istotnie napisał kilka utworów w tym rodzaju. Nareszcie pod wpływem pisarzy szkoły moskiewskiej stał się genialnym humorystą i w swych Duszach umarłych (Miortwyja duszi) schłostał biurokracyę rosyjską z takim talentem komicznym, że publiczność pojęła od razu konieczność zerwania z tym systematem rządów urzędniczych, który zadawał męczarnie nietylko ofiarom ale i katom. Był on wówczas na szczycie sławy; wielbiciele z powodu powieści z życia kozackiego p. t. Taras Bulla, porównywali go do Homera, nawet rząd osypywał go łaskami, kiedy nagle zaczęła go dręczyć myśl, że opisanie z takim ponurym realizmem stanu kraju wywołać może rewolucyę, rewolucya zaś nie utrzyma się nigdy w rozumnych granicach, ale, wzrastając, obali podstawy społeczne, religię i rodzinę, i ou właśnie będzie sprawcą tego nieszczęścia. Obawa ta owładnęła umysłem jego z taką silą, z jaką poprzednio oddawał się to miłości, to sztuce dramatycznej, to pisaniu powieści i satyr. Zaczął więc wtedy zwalczać liberalizm zachodnio-europejski, ale widząc, że antydot ten działa na ludzi w mniejszym stopuiu aniżeli trucizna, przestał pisać, zamknął się w mieszkaniu i zaczął modlić się do różnych świętych, aby ci wstawiennictwem swern u Boga wyjednali mu przebaczenie grzechów rewolucyjnych. Odbył wreszcie podróż do Jerozolimy, zkąd powrócił wzmocniony na duchu, kiedy nagle wybuchnęła rewolucya 1848 r. Wyrzuty sumienia obudziły się w nim na nowo. Dręczyć go zaczęły widzenia, w których nihilizm okazywał się tryumfującym nad religią, ojczyzną i rodziną. Głęboko wzruszony i przerażony Gogol wysławiać zaczyna „Ruś świętą“, która powinna zniszczyć
’) Ustęp o Gogolu zawiera nieraz zdania mało uzasadnione, podajemy go jednak bez zmiany, na odpowiedzialność autora; zresztą tak samo uczynił i tłumacz rosyjski dzieła Lombroso’a. p. Upogański „zachód“ i na zgliszczach jego stworzyć monarchie panslawistyczno-prawosławną. W 1852 r. znaleziono trupa tego znakomitego pisarza, leżącego na podłodze przed obrazami świętych, do których na krótko przed śmiercią zasyłał modły. Umarł wskutek wyczerpania sił, lub inaczej — wskutek wysuszenia mlecza pacierzowego (tabes dorsualisj.
Jeżeli po tylu przykładach, skonstatowanych prawie że w oczach naszych i wśród różnych narodów, ktokolwiek wątpić będzie jeszcze, że geniusz może iść w parze z obłąkaniem, ten dowiedzie tylko ślepoty swej lub uporu. Przykłady waryatów, obdarzonych geniuszem poetycznym, humorystycznym i t. p.
Ci, którzy sądzą, że w obłąkanych słabnie siła intelektualna, mylą się mocno, przeciwnie bowiem — wzrasta ona u nich w szczególny sposób. Winslow znał pewnego szlachcica, który będąc zdrowym na umyśle, nie mógł zrobić prostego dodawania, kiedy zaś zwaryował, stał się zdolnym arytmetykiem. Jedna dama, która w szpitalu dla obłąkanych okazywała talent poetyczny, po wyzdrowieniu zrobiła się najbardziej prozaiczną osobą.
Monomaniak, siedzący w Bicetre, skarży się na smutne więzienie, w takiej oto pięknej zwrotce (Moreau):
Ah! le poete de Florence N’avait pas dans son chant sacre, Reve 1’abime de souffrance De tes raurs — Bieetre execrć!
Esquirol opowiada, że pewien maniak w czasie ostrego okresu choroby wynalazł model działa, który uznany został za odpowiedni ’).
’) Cannone po włosku znaczy również cewka do zwijania przędzy, 1 lub rura wodociągowa, z treści tego ustępu niepodobna domyśleć się o jakim właściwie wynalazku jest mowa. (Przyp. t/om.).
Geniusz i obłąkanie. 7 Morel leczył jednego waryata, który peryodycznie wpadał w zupełne ogłupienie, w przerwach jednak miedzy tymi atakami choroby pisał ładne komedye.
Inny waryat, którego leczył Yerga, wymyślił w czasie swego obłędu bardzo dowcipną, jeżeli nie prawdziwą — etymologie wyrazu Senarra od Sen-avra (Będzie starcem); lekarz, syn znakomitego człowieka, dotknięty obłąkaniem, wyprowadził z wielkim dowcipem i — dodałbym, ale nie powiem przez wzgląd na honor profesyi — słusznością, pochodzenie wyrazu farmacya od far-marci (robić zgniliznę) i medico (lekarz) od ocidem (zabijam).
Ja sam leczyłem w Pawii biednego dwunasto-letniego chłopca włościańskiego, który komponował bardzo oryginalne melodye muzyczne i który ponadawał swym towarzyszom nieszczęścia przezwiska tak trafne, że zostały przy nich dotychczas. Znajdował się tam również stary wieśniak, cierpiący także i na pellagrę, który zapytany przez nas: czy jest szczęśliwy, odrzekł, jak gdyby filozof grecki: „szczęśliwi są wszyscy ludzie, nawet bogaci, jeżeli chcą być szczęśliwymi“.
Wielu z uczniów moich przypomina sobie fzapewne niejakiego B..., teraz już wyleczonego zupełnie, którego nazwać można było prawdziwym geniuszem ludowym. Był on dzwonnikiem, służącym, tragarzem, oberżystą, handlującym żelazem, nauczycielem, żołnierzem, pisarzem — ale wszystkie te zajęcia nie zadawalniały go wcale. Napisał dla mnie swoją biografię, która po poprawieniu kilku błędów ortograficznych warta byłaby druku, prośbę zaś o uwolnienie ze szpitala ułożył wierszem, jak na człowieka prostego bardzo ładnym:
Podpisany uprasza drogiego doktora, Jako ojca naszego — o wyjście z klasztoru,
Ponieważ zaś nasz doktór żywi w łonie duszę Czystą, szczerą, i prostą — więc też sobie tuszę. Że spodziewaną łaskę wyświadczy i t. d.
Niedawno usłyszałem od biednego handlarza gąbkami, obłąkanego, myśl zasadniczą o przebiegu życia, wyrażoną w ten sposób: „My nie umieramy wcale, kiedy dusza zużyje się, rozpuszcza się i zmienia; pewnego razu ojciec mój zakopał w ziemię zdechłego muła, następnie na tem samem miejscu zjawiły sje w obfitości grzyby, a zasadzone tam kartofle, zwykle drobne, wyrosły dwa razy większe“. Widzimy tu umysł prosty, ale oświecony natchnieniem maniackiem, wyprowadzający wnioski, do jakich dochodzi zaledwie część pewna naszych myślicieli.
G. B. wnuk sławnego pisarza, obłąkany, kiedy przepisałem mu pewnego dnia dekokt rumiauku, lekarstwa, używanego zwykle przez akuszerki: „Widzę“, rzekł do mnie nagle, cytując znany wiersz,
Widzę, że Teresa zmienia postać, Ponieważ z mężczyzny, kobietą zostaje.
Innego dnia upierał się, abym pozwolił mu dosiąść konia szalonego, wreszcie rzekł do mnie: „nic bój się pan, doktorze, similia similibus“.
M. G. kupiec, melancholik, gdy jeden z towarzyszów nazwał go hrabią (conte), odpowiedział mu dowcipnym kalamburem (przetłumaczyć na język polski niepodobna, opiera się on bowiem na grze wyrazów; conte — hrabia, conti — rachunki i f. d. Che conte, dei conti ne ho fatto molti, ma erano conti di ąuattrini; Conte non sono punto).
S... G... maniak zapytywał kolegę: do jakiego wyznania należy, gdy zaś ten odrzekł, że do katolickiego (alla Cattolica): „o, zawołał, należysz pan do religii takiego małego kraju (Cattolica nazywa się mały kraik w okolicach Rimini), ja przecie jestem z Fano i nie chlubię się z tego“.
Dla czego pani nie chcesz podać mi ręki, rzekłem pewnego poranku do p. M. (obłąkanie moralne), czy pani gniewasz się na mnie? A ona na to: Pallida virgo cupit, rubiconda recusat. (blada dziewica pożąda, rumiana — odmawia).
V, złodziej, który potem zwaryował, kiedy pozwolono mu wyjść na przechadzkę, zaczął uciekać. Schwytany i zganiony za to, że nadużył zaufania, odrzekł: chciałem tylko wypróbować szybkość swoich nóg“. W sienniku niejakiej A. R. histeryczki, znaleziono mnóstwo skradzionych przez nią przedmiotów, jak np. chusteczki, laski, kapelusze, kłębki i dwie suknie, naszyte jedna na druga w ten sposób, że wyglądały jak jedna.
Zapytana: do czego potrzebne jej laski, odrzekła: „żeby pościel trzymała się lepiej i do poruszania liści w sienniku“. A podwójna suknia? „Żeby było mi cieplej“. A chustki, druty do robienia pończoch i kłębki? „Ponieważ nie lubię próżnować, chciałam więc mieć coś do roboty“. No, a kapelusz? „Zrobiłam zeń koszyczek do robót kobiecych“.
Kiedym zapytał jednego chorego, cierpiącego na obłęd czuciowy (follia affettwa), dla czego okazuje wstręt do swej żony, odpowiedział mi: „Żyć razem z żoną, która cię zdradziła
to przechodzi siły ludzkie, ja zaś nie chcę wyróżniać się od innych ludzi’“.
B. B. 70-letni starzec, nie mający wcale zębów, dotknięty obłąkaniem chroniczuem, często prowadził rozmowy nieprzyzwoite, kiedy zaś łajaliśmy go za to, twierdząc, że takie postępowanie niewłaściwem jest jego wiekowi — odrzekł: „cóż to za wiek, nie jestem wcale stary, czyż nie widzicie, że nie mam jeszcze zębów“.
Obłąkana dewotka, zapytana dla czego nie pracuje nigdy?
dla tego, że nazywają mnie „opieszałą robotnicą, odrzekła. — Jesteś tak złą, że nikt nie może patrzeć na ciebie. Kto nie może na mnie patrzeć, niech sobie wyłupi oczy. — Jesteś najgorszą waryatką ze wszystkich będących tu w szpitalu. — Szczęśliwy kupiec, który zna wartość swego towaru.
Przejdźmy teraz do prawdziwych poetów domu obłąkanych: niektórzy z nich tylko otrzymali wykształcenie literackie, większość zaś, że tak powiem, kształci się i otrzymuje natchnienie w czasie choroby. Mógłbym przytoczyć mnóstwo przykładów tego rodzaju, ale ograniczę się na niewielu tylko (zamieszczając inne w przypisku), które wybrałem dla tego, ażeby wykaaać właściwe im cechy: ciągłe sprzeczności, nagłe przejście od nastroju najbardziej smutnego do wesołego lub nieprzyzwoitego, od elegancyi i wyszukanej wytworności stylu do niedorzecznej, nieprawidłowej gadaniny waryatów ł).
’) Niepodobna czasem tłómaczyć niektórych utworów, bądź to dla tego, że nie mają wcale sensu, bądź, że zawierają grę wyrazów, niemożliwą do oddania w innym języku. (Przyp. tł.).
Pan M. G. autor dosyć głośny przedtem nim zachorował, brat znakomitego poety, który wpadł w obłąkanie z powodu nadużyć spirytualnych i nadmiaru pracy umysłowej, okrutnie obchodził się z żoną, łajał i znieważał swych domniemanych prześladowców. Po upływie pewnego czasu, kiedy przeszły napady obłąkania gwałtownego, zachorował na manię wielkości (megalomania), zaczął pisać wiersze bardzo harmonijne, ale zupełnie pozbawione sensu ’), wreszcie nabazgrał tragedyę, w której występuje około 60 osób, między innemi Archimedes z Garibaldim, Emanuel Karol Feliks (król Sardyński) z Ewą i Dawidem, Tejas (król gotów) z Saulem, lub też osoby nieżywotne — gwiazdy i komety, które jednak deklamują zawzięcie. Oto np. dziwaczna odezwa do Archimedesa:
„Ty, który wyszedłeś z Krebn, odpowiedz: gdzie jestes’?
Czy może uprowadzono cię przez skały okropne i t. d.
Jeżeli więcej od światła noc cię upiększa
Farbuje cię na czarno stara twoja gwiazda1’.
Na co Archimedes odpowiada:
„Jam jest lew, który ryczy i czochra sobie włosy.
W ciągu kilku lat probował najrozmaitszych form wiersza, które sam, wierząc, że zamienił się w Horacyusza, nazywał to arnetrami, to olimetrami. W wierszach tych używał rozmaitych barbaryzmów, często niemożliwych.
Proza jego była jeszcze gorszą, wymyślił jakiś nibyto nowo-grecki język, w którym kamienie np. nazywały się litiasi, przyjaciele — fili. O języku tym może dać niejakie pojęcie przytoczony niżej sonet pod tytułem:
’) Oto urywek prozą, w którym przebija się wyraźnie mania wielkości: „Jedynym człowiekiem cnotliwym, który uchodzi wszakże za pysznego i waryata, chociaż mógłby być czczony jak Bóg przez j wszystkich członków rodzaju ludzkiego, ponieważ są oni od niego niżsi, jestem ja, tu podpisany S. M. — ani papież, ani król, ani prezydent rzeczypospolitej, owszem przeciwnik wszelkiego rządu i jegP formy, każdej partyi i składających ją osób. Ja S. M., syn ojca będącego mieszczaninem z F miasta, które zrównane będzie do posad, żeby ani nawet nie zostało rasy komarów S. M.
KGOjyticjRO ’).
Tonoscopo gentil d’Etica ć al giorno Ch’e festa di famiglia in una casa, Ve non cammini di pileggio intorno Clientela onSbra di opinione invasa. E awengachfe d’ilustre Foto indorno Non sia il suffitto d’aria a me rimasa. Non io di tema colpiro o far scorno — Chi n’ha le chire colla palma rasa. Diró: — dipenda ognun pur dall’influsso Che strana fantasia porge alle Stelle, A tal uscio di ladri io non ci busso! Si> che l*Io, sć che il fato e nel governo; Sć che le ideelogie piu sane e belle Ki lc rivolta in un abisso eterno.
Nie mniej barbaryzmów zawiera i drugi wiersz pod tytułem Ametro 2).
Jednakże, nie długo potem napisał kiłka sonetów, które niewiele straciłyby przy porównaniu z podobnymi utworami Berni’ego.
SONET. lekarstwo na zdrowie.
Nie pij mleka od rana, ale zjedz dwa tęgie Kawały dobrej szynki i salami
’) Wiersz podajemy w oryginale, przekład nie mial by tu celu. Czytelnik znający chociaż trochę język włoski, może ocenić ile tu jest barbaryzmów; oto niektóre z nich: Ecomicro — autor objaśnia tak: eco — głos — micro znaczy mały. Btica płaszcz dla mężczyzny i kobiety, bez rękawów, Onebra — ciemna, ponura, foto — światło, chire — ręce itd. Komentarze szczegółowe, często dziwaczne bardzo, opuszczamy. Priyp. tl.
’) Wiersz ten niemożliwy do przekładu, opuszczamy, jak również dowcipną parodyę na jeden z sonetów Dante’go, napisaną w narzeczu fossombronezyjskiem. Pnyp. tl.
Wedle potrzeby weź liści sałaty, Które apetyt prędko zaspokoją. Rzecz jasna, trzeba trawienie posiłku Ułatwić sobie dobrą szklanką wina, Nalaną z dobrej flaszki, wina, które W smaku jest mocne, wystate, bez lagru. Na obiad sztuka mięsa i pieprzone Brokuły, pieczeń mięka z zieleniną Smażoną; wety — soufflet cytrynowy. Na wieczór z nóżek galareta, rosół I pićczonego koguta pierś; wina Więcej jak wody. A zdrów będziesz ciałem.
W tych wierszach jest on humorystą, ale w kilka dni później napisał utwór, nacechowany energią ponurą i potężną, w którym maluje realnie smutną samotność lipemaniaka.
t§ o siebie samego.
Z kogo jesteś niezadowolony? Ze wszystkich i z nikogo.
Gniewam się na niebo, że przybrało barwę ciemną I na wiersz mój, że oddać nie umie tych jęków Które gryzą mi pierś; w nienawiści, W nieszczęściu ogólnem znajduję tylko uciechę.
A oto znowu inny wiersz pełeu delikatnego wdzięku: <T, yp fizyczno-moralny.. <£ —
(uwolnionego ztąd).
Z pierwszego wejrzenia, kto ciebie zobaczy
Ten będzie zmuszony powiedzieć,
Że brak ci wszelkiego uczucia
Ale źle odgadnie twą duszę.
Pod szorstką powłoką tak drgają łagodnie
Dusze, co miłość wzbudzają i płoną,
Rozgrzewając się silnie w dobroci.
Jak drobny listek róży, niewidzialny
Prawie, napełnia zapachem naczynie,
W które włożono go, lub jak z jaśminu
Płynie rozkoszna woń czułych miLostek — Taką jest dusza twa. Nieprzyjacielem Wszelkich igraszek jesteś, próżno ognie Wenery i Bachusa dmą na ciebie żarem; Ani cię wzruszyć, ani ująć mogą Śliczne pochlebstwa. Jesteś jak z kamienia, Który daremnie chce kto ożywić oddechem.
Albo ten sonet, który godny jest szkoły Petrarki:
t§o włosów jasnych pani <§lelii <£ — poświęconej lub kanonizowanej już w małżeństwie z p. F...
Sonet retor37-czxx3^.
Z błyskawicznego promienia boskiego słońca, Wzięto nadane ci na chrzcie imię. Które jaśnieje na okół w Ogrodzie Włoskim. Jakby ze złota są twoje apollinowe kędziory. Dźwięki fletu i kadencye skrzypiec Nie dorównają twemu śpiewnemu głosowi, Który współzawodniczyć może z miękim włosem, X na duszę mą działa z nieposkromioną potęgą. Ta, którą niegdyś Porsenna podziwiał, Kiedy wpław raczej przebyła przez rzekę, Żeby wstydowi się nie przeniewierzyć, Do ciebie była podobną ze wdzięków. Tego pięknego śpiewu nie usłyszy Już dusza moja, światła pozbawiona.
Kiedy jeszcze nietylko mężowie stanu, ale nawet lekarze specyaliści nie mogli rozstrzygnąć pytania, czy Lazzaretti jest obłąkanym, nadzwyczaj trafną charakterystykę tego proroka napisał pewien lipemaniak, pacyent doktora Toselli’ego, który zakomunikował mi te wiersze:
W naszej epoce, wieku dróg relsowych, Barykad i podatków dochodowych, Elektryczności, pary, magnetyzmu, Zgwałconych umów wszelkich, komunizmu. Niedoli ludów, którym łzy z ócz biegą, Jednego tylko brak było — świętego. Między mułami i osłami nowy
Dawid urodził się w głuszy wioskowej; Gdy Garibaldi legion swój formował, Został żołnierzem, w Sycylii wojował. W tragicznej pozie, na koturny wspięty Wreszcie przedstawił się łotr jako — święty. Rozpuścił gębę dotychczas jąkała, I sława jego naokół rozbrzmiała. Prorokiem zwie go tłum, więc pustelnikiem Zostaje wreszcie i pod tym płaszczykiem Potrafił zyskać sobie tytuł nowy, I oto święty prawdziwy — gotowy. Nowy Dekalog jak Mojżesz układa, Królestwo swoje światu zapowiada, Swych apostołów zgrają otoczony I Magdalenek — męczeńskiej korony Jak Nazarejczyk pragnie, a przejęty Podziwem woła nań tłnm głupców — świętyl Pod Arcidosso znalazł swą Golgotę, Bo rozproszyło wojsko tę hołotę. Apostołowie uciekli sromotnie, Tłum zaś, co wierzył w proroka istotnie, Przekonał jeden wystrzał broni palnej, Że dzisiaj święty nie jest nietykalny. Toskanio moja, ziemio cudnych kwiatów! Wsadź do szpitala wszystkich swych waryatów, Wylecz swe serce i mózg. Włochy całe Dadzą ci za to poklask i pochwałę. Bo godni żalu, współczucia, pamięci Są męczennicy — lecz nie tacy święci.
Jednakże ten sam poeta niedługo potem napisał wiersze, mające niewiele sensu:
(Bo dyrektora (Szpitala. „Kto staje się baranem, wilk go zjada“.
Najczcigodniejszy dyrektorze Mówiłem ci już prozą, Że w celi mej powietrze Wcale nieopowiednie, I że wolności strata To bardzo głupia rzecz. Od dni trzydziestu już jestem W domu tym strasznym zamknięty, A oto dni dwanaście, Jak żyję niby w niewoli, Jeżeli stracę więc rozum Do dyabł a poszlę cię. Przesławny pan Lombroso Twój mistrz i twój kolega Nieszczęsną Trossarello Oddał już w ręce kata, Przeź ciebie zaś mój kram Do Emaus nie pójdzie. (?) Czyż jako waryat prawdziwy Wierzyć mam w twe sumienie? Daj rai więc pokój oddzielny I służącego mi wyznacz; Szukam jedynie wygody Przepychu nie chcę wcale. Czyż stu lat ci potrzeba By stan umysłu oznaczyć Lecz wtedy sztuka lekarska Byłaby godna śmiechu. Bo zamiast leczyć umysł Rozsądku by pozbawiała. Być może najdostojniejsi Cymbały moi krewni Dali ci kuban suty, Ażebyś dręczył mnie? Powiedz mi bez ogródek, Potrafię to załatwić. Już Inkwizycya święta W czasach minionych dawno, Darzyła zwykle stryczkiem Geniusz albo też cnotę. Czyż taki los okrutny Jest przeznaczony mi? Lecz wtedy głupcy tylko Zaludniać będą ziemię A ten, kto pisze wiersze: Czyż wciąż się dręczyć będzie? Żywego ziemia niech pochłonie, Jeśli tak cierpieć mara.
Jan G... chemiko-poeta i farmaceuta.
Bardziej jeszcze potwierdzającym argumentem dla naszezdania (ie istnieje rodzaj prawdziwego natchnienia poetycznego, wywołanego przez chorobę umysłową) jest godny podziwu wiersz, dostarczony mi przez doktora Tarchini-Bonfantie* go, wiersz napisany prawie w oczach jego:
t§o ptaszka na podwórzu.
Wciąż przeskakujesz z drzewa na skały, Ze skały znowu dalej na wzgórek, Skrzydła unoszą cię z lotnych piórek, Latasz, spoczywasz w nocy i w dzień. A dusze nasze w pysze stwardniały. Jedną koleją niby zaklęci Krążymy, w kluby żelazne wzięci, Błądząc na miejscu, jak własny cień.
Kawaler Y.
Ażeby odczuć lepiej piękność tych strofek dodać trzeba, że autor wspomina tu o podwórzu, z drzewami pośrodku, które dlań i towarzyszy jego było jedynem miejscem przechadzki. „Tutaj przechadzali się długo, wolnym krokiem chorzy (pisze mi Tarchini) po brukowanej ścieżce. Autor, który przebywał w szpitalu od lat dwudziestu, nazywał siebie kawalerem, księciem i t. d. We wszystkiem widzi on tajemnicę. W ciągu lat kilku zawsze stara się uderzyć swoją fójką o klucze, które nosi dyrektor. Lubi ubierać się starannie i modnie, o ile może; rysuje czasem dobrze, kiedy kopiuje; czasem zaś bazgrze, kiedy stara się przedstawić alegorycznie dziwaczne obrazy, które snują mu się po głowie“.
W ogóle chory ten cierpiał chroniczny obłęd wielkości {follia ambiziosa).
Ciekawa rzecz, że autor tego wiersza był zawziętym gryzmołą i układał ciągle wierszem i prozą liche, często nawet pozbawione sensu ramoty, w których z przekonaniem głębokiem opowiada o swych marzeniach ambitnych. Marzenia te zresztą sam wyszydzał uieraz, jak to widać np. z wierszy, znalezionych przypadkiem w jego rękopismach. Zresztą o jego obłędzie ambitnym świadczy podpis, którym zaopatrzył również wiersz, przytoczony wyżej, nazywając siebie „kawalerem“. Ale oto jeden jeszcze przykład, podwójnie interesujący ze stauowiska psycbiatryi sądowej, wykazuje bowiem, że nietylko talent literacki chwilowo objawiać się może, jako następstwo obłąkania, ale także, że waryaci mogą udawać obłąkanie pod wpływem różnych afektów: zwłaszcza zaś bojaźni kary. Przykład ten biorę z mojej praktyki. Pewien biedny szewc, nazwiskiem Farina, którego ojciec, dziad i krewni byli obłąkanymi lub kretynami, monomaniak i lialucynant od lat młodzieńczych, ale z pozoru spokojny i łagodny, zamordował pewną kobietę, bez żadnego powodu; jedyną jej winą było to chyba, że uważał ją jako główną kierowniczkę niewidzialnych nieprzyjaciół, których głosy prześladowały go ciągle i że była ona matką dziewczyny, którą on w przystępie obłędu erotycznego, właściwego obłąkanym uważał za swoją kochankę, chociaż nie miał z nią prawie żadnych stosunków.
Po dokonaniu zabójstwa Farina uciekł do Medyolanu i nikt nie podejrzywał go o tę zbrodnię, kiedy nagle pewnego dnia powrócił do Pawii, zameldował się w kwesturze i oskarżył sam siebie, pokazując, aby lepiej przekonać niedowiarków, trzonek noża, którym zamordował swą ofiarę. Ale potem, kiedy wsadzono go do więzienia, pożałował swej otwartości i udawać zaczął objawy obłąkania w tej formie, w jakiej go nie miał (zgłupienie — dementia). Kiedy zawezwauo mnie jako eksperta, nie mało miałem trudności zanim przekonałem się o istotnym stanie jego umysłu i nabrałem pewności, że udając pomięszanie zmysłów, jednakże jest rzeczywiście obłąkanym ). Po przeniesieniu go do mojej kliniki, napisał co następuje:
tóEMORYAŁ
dotyczący nańtępótw mego nieózczęócia.
W roku 1858 i 1859 służyłem za odźwiernego u pana B. W tym samym domu mieszkała rodzina Dag..., która tak zaprzyjaźniła się ze mną, że zaproponowała dawać rai obiady, wiedząc, że nie mogę sam sobie gotować.
Pewnego dnia, przechodząc ulicą Rovelecca, ujrzałem w otwartych drzwiach sklepu korzennego twarz kobiety, która mocno się zarumieniła, kiedy jej wzrok spotkał się z moim. Ja, który zawsze czerwieniłem się przy kaźdem spotkaniu, zwłaszcza z kobietą, wtedy przeciwnie zachowałem minę naturalną. Domyśliłem się o co chodzi; lecz, wróciwszy do domu, nie dałem poznać po sobie, iż widzę w tem coś ważnego. Na drugi dzień znowu przechodziłem koło tego sklepu i znowu ta sama dziewczyna, nazwiskiem Guag... spojrzała na mnie wzrokiem czulszym jeszcze, lecz jak pierwej, tak i teraz pozostałem tak dalece obojętnym, że powracając tamtędy, nie spojrzałem nawet na nią, chociaż stała we drzwiach i przez jakiś czas unikałem spotkania się z tą osobą. Pewnego razu, wieczorem, stojąc w bramie domu, posłyszałem lekkie stąpanie i obejrzawszy się, spostrzegłem dziewczynę, prowadzącą za rękę swoją małą siostrę. Dziewczyna zwróciła się do mnie z zapytaniem, czy w domu p. Dag., odpowiedziałem, że nie, poczem ona mi podziękowała, kłaniając się w sposób znaczący, ua co ja odkłoniłem się w ten sam sposób i odeszła.
W tym czasie zaczynała się wojna 1859 roku i ja nie miałem w duszy żadnej myśli o kobietach... Wstąpiłem do woj ska... Wkrótce wydano nam rozkaz wyruszenia w pole i posłano nasz oddział koleją żelazną do Como, gdzie ludność miejska spotkała nas okrzykiem:,, niech żyją!“
Zaledwo przybyliśmy do koszar, gdy znowu nas zawezwano i oficer, wywołując po jednemu, rozdawał nam pieniądze, mówiąc, iż dziś dostaniemy tylko połowę żołdu; przytem jakoś dziwnie i z pewną pogardą patrzał on na tych, którzy byli źle ubrani — rzecz niegodna człowieka rozsądnego. Po rozdaniu żołdu i po skończonym przeglądzie, odesłano nas znowu do koszar, gdzie nawet nie było przygotowanej słomy do spania.
Po ośmiu dniach pobytu, w ciągu których odbywaliśmy ciągle manewry, uformowano z nas batalion, do którego też zaliczono mnie i dwóch moich współrodaków. Batalion ten był przeznaczonym do skompletowania pierwszego pułku i został posłany nad jezioro Como. Najprzód udaliśmy się do Colico,
— no —
gdzie zatrzymaliśmy się dla odpoczynku na dwie godziny, potem do Morbegno; tam weszliśmy do koszar i odpoczywali w ciągu godziny. Po północy uderzono pobudkę, ruszyliśmy w szeregu do Sandrio i przebyliśmy tam dwa dni. Jaka była dalej nasza marszruta, dziś szczegółowo nie pamiętani. Przypominam sobie to tylko, że gdyśmy przybyli do Croce Domini, dzień był okropnie gorący, a przed wieczorem powstała nagle tak gęsta mgła, że nie widzieliśmy się wzajemnie i zrobiło się tak zimno, że zmuszeni byliśmy się otulać. Było to około dziesiątego czerwca; wszystkim nam wypoczynek po drodze był gwałtownie potrzebny, a pomimo to nie mogliśmy zasnąć z powodu zimna nie do wytrzymania. Narąbaliśmy gałęzi z krzaków, rosnących na pochyłości gór i roznieciliśmy kilka ognisk. Mnie wypadło być na warcie przy naszym bagażu; kiedy przyszli mnie zmienić, byłem wpół-martwym z zimna; ręce zaś miałem tak zmarznięte, iż nie mogłem utrzymać strzelby, a nogi zupełnie zastygły; rozgrzałem się z trudnością. Tymczasem rozedniało, ruszyliśmy w drogę i tym sposobem rozgrzeliśmy się zupełnie. Nie będę przytaczał reszty szczegółów naszej podróży, gdyż byłoby to zanadto nudnem. Wspomnę tylko o naszem przybyciu do Bagolino, położonego niedaleko od Rocca d’Anfo. Tam oddział nasz powinien był śledzić bacznie za działalnością wojsk nieprzyjacielskich. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że nieprzyjaciel zbliża się ku nam i że przednie straże jego są już niedaleko. Natychmiast zabrzmiała pobudka na alarm; lecz nasz oddział pozostał na miejscu, oczekując wojsk nieprzyjacielskich, a gdy były one już tylko o sto kroków od nas, mając przygotowaną znaczną ilość kamieni, odłożyliśmy strzelby i zaczęliśmy rzucać owymi kamieniami. Czy nieprzyjaciel odpowiedział nam wystrzałami, tego nie pamiętam, lecz mówiono mi, że miał on kilku rannych i dowiedziawszy się, że w tej miejscowości jest dużo naszego wojska, cofnął się, my zaś mogliśmy odpocząć. W osiem dni potem odesłano nas do Lawenone, gdzie byliśmy zmuszeni pełnić służbę garnizonową. Wkrótce potem pokój był zawarty.
W 1860 roku, nie mając gdzie się podziać, zamieszkałem czasowo w domu mojego wuja.
W zimie 1860 — 1861 roku zacząłem szukać sobie innego pomieszkania i w końcu trafiłem znowu do dawnego mego gospodarza. Interesy moje szły dość dobrze. Ponieważ pracowałem u B. musiałem więc przechodzić.przez ulicę Rovelecca, chociaż mi się tego bardzo nie chciało, a to dla tego, żeby uniknąć niektórych wspomnień. Młody człowiek, który asystował Gaag... porzucił już ją był wtedy, jak mi się zdawało. Nadeszło jakieś święto i mnie zabrakło kawj’, którą zwykle pijałem wieczorem i rano, zaraz po przebudzeniu się; wiedząc, że można jej dostać tak wcześnie tylko w sklepie G., przy ulicy Revelecca, poszedłem tam. Było to pod koniec jesieni 1861 r. Kawę sprzedała mi matka Guag..., przytem była tak uprzejmą, iż postanowiłem stale u niej kupować. Co się zaś tycze córki, to dałem sobie słowo unikać nawet myśli o niej. Chociaż podobała mi się ona bardzo, myślałem jednak, że będzie z niej zła gospodyni, że nie potrafi wychować dzieci tak, jakby mnie się chciało; zresztą żenić się z dziewczyną bez wykształcenia uie wypadało mi; przytem kochałem wolność. Wkrótce zaszedłem powtórnie do sklepu; przyjęto mnie jeszcze lepiej, niż pierwej. Kiedy przyszedłem tam po raz trzeci, obie kobiety były za kontuarem, lecz matka cieniem swoim zakrywała córkę, siedzącą pod ścianą. Spotkano mnie bardzo uprzejmie. Dopóki matka ważyła dla mnie kawę i cukier, nie mogłem widzieć córki, lecz gdy poprosiłem o mydło, mogłem ją zobaczyć i spójrzeć prosto w twarz. Udając, iż chcę się przyjrzeć: czy to samo mydło mnie dali, którego żądałem, zbliżyłem się do kontuaru. Na wagach leżał kawałek mydła średniej wielkości — ani bardzo duży, ani bardzo mały; córka, chcąc widać coś powiedzieć, rzekła: „To zanadto dużo“, a matka jakby zgadując moje myśli, odpowiedziała jej: „To nic, do domu doniePotem obie rozśmiały się i ja odszedłem. Po niejakimś czasie, pewnego wieczora matka powiedziała, że jej córka mówiła, iż ja się ożeniłem, odpowiedziałem jej, że to nieprawda 1 że wcale nie myślę o żeniaczce, na co Oiia odrzekła: Tak,
Zwrócić należy uwagę na to, jaką nadzwyczajną pamięć wykazuje on * najdrobniejszych nawet szczegółach, odnoszących się da przedmiotu swego obłąkania. tak, teraz jesteś fan przynajmniej zupełnie wolnym“. Tym razem ukłon jej był suchy i podczas następnych moich odwiedzin obejście się jej ze mną zmieniło się na gorsze. Widocznie mnie unikała i starała się dać poznać, że nie życzy sobie abym je więcej odwiedzał; lecz ja, nie zwracając na to uwagi, udawałem, iż nie rozamiem i wciąż, zachodziłem do sklepu, zachowując się obojętnie.
Pewnego razu wyszedłem z domu, gdy już był zmierzch i zaczynał kropić mały deszczyk (było to w pierwszym tygodniu wielkiego postu 1862 r.); zaledwo skręciłem na ulicę Rovelecca, gdy ze sklepu wybiegła młodsza siostra Guag., spojrzała na mnie śmiejąc się i zawróciła się; poszedłem dalej, nie spuszczając jednak oka ze sklepu i widziałem jak matka wypchnęła ztamtąd starszą córkę, która, zatrzymawszy się na progu, spojrzała na mnie, śmiejąc się i powiedziała: „No cóż?“ A ja, domyślając się, że matka zachęca dziewczyny i mówi: „idźcie za nim w ślad, spojrzałem uprzejmie na starszą córkę, lecz nic nie odrzekłem w tej chwili.
Tego samego wieczora, skończywszy moją robotę, zdecydowałem się napisać list, aby raz już położyć koniec tym następstwom Chociaż tego wieczora musiałem porobić niektóre sprawunki, jednak, chcąc oddać list, wolałem pójść tam z rana, bo wiedziałem, że wtedy będzie tylko sama matka. Na drugi dzień rano, gdy przyszedłem do sklepu, znalazłem już tam kupujących; moje zjawienie się widocznie zmieszało starą, bo się omyliła, wydając resztę jakiejś młodej dziewczynie, która, odchodząc, spojrzała też na mnie. Podszedłem tymczasem do Guag. i ona dała mi czego „żądałem, starając się przy tem ukryć pomieszanie. Wyjąłem kartkę i podając jej powiedziałem: „Jest to dawniejszy rachunek — przejrzyj go pani, jak będziesz miała wolną chwilkę. Tym sposobem chciałem pokazać kupującym, że między nami nie było żadnego szczególnego stosunku.
Wziąwszy kartkę, odrzekła: „A tak, tak!“ ja się skłoniłem, a ona powiedziała: „Do widzenia!“ Przez cały ten dzień
’) Widocznie autor nadaje temu wyrazowi jakieś odrębne znaczenie.
8
tysiące myśli różnych przeszło mi przez głowę, jednakże dotrzymałem słowa, jak obiecałem w liście. Oto jest treść jego:
„Szanowna Pani!
Nasz już zbyt widoczny stosunek wkłada na mnie obowiązek napisania do pani tych kilku wierszy, aby określić tę sprawę, która nas wzajemnie obchodzi. Jeżeli dotychczas nie okazywałem mego gorącego przywiązania do córki Pani, to nie dla tego, abym wątpił o jej wzajemności, przeciwnie, szanuję bardzo jej ostrożność i nie mam podejrzenia względem innych osób, ponieważ spodziewam się, że są to jej krewni. Jeżeli oświadczyny moje zostaną przychylnie przyjęte, to będę oczekiwać odpowiedzi Pani dzisiaj wieczorem, o godzinie ósmej. Kiedy będę przechodzić koło waszego sklepu, niech na znak zgody córka Pani stoi na progu; w takim razie będę pewnym, że mnie Pani zaszczycisz jakąkolwiek odpowiedzią; jeżeli zaś nie zobaczę nikogo, to przejdę obojętnie i wszystko będzie zapomniane. Wyrazy te wychodzą z ust mych z żalem, że nie zasłużyłem sobie na względy tej osoby, którą wielce szanuję i która stoi wyżej odemnie. Bywajcie zdrowi, albo raczej — do widzenia o oznaczonej godzinie“.
Wieczorem, o godzinie ósmej wyszedłem z domu i po krótkiej przechadzce skręciłem na ulicę Rovelccca. Tam Zauważyłem dziewczynę pięknej postawy i młodego człowieka, stojących w bramie i patrzących w moją stronę. Przeszedłem na prawo, udając, że się zatrzymuję i posłyszałem, jak młoda dziewczyna mówiła: Ależ to zupełny dzieciak. Udałem, że nie słyszę tej uwagi ’), spojrzałem na nią, chociaż była mi zupełnie nieznajomą i postanowiłem iść dalej. Przed sklepem nie było nikogo, a do wnętrza nie zajrzałem; minąwszy dom, poczułem wielką ulgę ).
Przeszedłszy przez całą ulicę RoveIecca i skręciwszy na lewo, ujrzałem w pewnej odległości trzy osoby płci żeńskiej, idące naprzeciwko mnie. Kiedy zbliżyłem się na piętnaście kroków, jedna z nieb — była to córka Guag. — odłączyła się od swoich towarzyszek, poszła po trotoarze, i, zrównawszy się ze mną, spojrzała na mnie. Gdy już były przynajmniej o 15 kroków za mną, słyszałem, jak przyjaciółka spytała się: ozy to on? na co Guag. odpowiedziała, głosem przyciszonym: tak. Pośpiesznie udałem się do domu i położyłem się spać. Przez cały tydzień nie zaglądałem na tę ulicę i tylko po upływie ośmiu dni przeszedłem się koło sklepu Guag. Był on już zamknięty, lecz w mieszkaniu ich świeciło się jeszcze. Posłyszawszy moje kroki, zgasiły one światło, ponieważ doskonale znały mój chód (!), jakkolwiek starałem się go zmienić (?!). Przechodząc koło ich okna, słyszałem, jak córka powiedziała: „Bywaj zdrów*1. Szedłem dalej tym samym krokiem, lecz postanowiłem zrobić ostatnią próbę, ażeby już raz z tem skończyć.
Nazajutrz rano napisałem drugi list i posłałem go przez chłopaka, któremu rzekłem: „Odnieś ten list do sklepu detalicznego przy ulicy Eovelecca i — powiedz właścicielce, ie to jest list od jednej jej znajomej damy, która przez ciebie chce otrzymać odpowiedź“. Przeczytawszy list, powiedziała ona: „Teraz nie mam czasu, przyjdź za pół godziny, a dam ci odpowiedźGdy po upływie pól godziny posłaniec wrócił, wręczyła mu ten sam list, mówiąc: „Odnieś go i poioiedz mu „nie11, a pamiętaj nie stracić włożonej tam kartkiOtworzywszy list, znalazłem w nim moją pierwszą kartkę i odprawiłem chłopca, zapłaciwszy mu wprzód. Znowu przeczytałem oba listy, myśląc, że może były źle napisane, ale i teraz nie znalazłem w nich żadnych błędów. Wtedy opanowała mnie ponura rozpacz, ale przyszedłszy do przekonania, że głupio jest z mojej strony nawet myśleć o tem, wyrwałem z serca wszelkie wspomnienia i postanowiłem nie chodzić więcej przez tamtą ulicę. Po upływie pewnego czasu, jakby wiedziony jakimś instynktem, postanowiłem pójść tamtędy; matka i córka stały przed sklepikiem i ujrzawszy mnie, zaczęły patrzeć w moją stronę, a gdy się zrównałem z niemi, powiedziały: „oto on idzie tutaj“. Z tych okoliczności ’) zrozumiałem dobrze, że ona mnie kocha; cierpiałem bardzo i myśl o takiem ich postępowaniu doprowadzała mnie do rozpaczy; z tej racyi postanowiłem opuścić ojczyznę i udać się do Genewy. Było to we wtorek po Zielonych Świątkach w 1862 roku. Ale i w Genewie byłem prześladowany przez stronników Guag... i dla tego musiałem powrócić do kraju.
Tak przeszło lato, a w końcu zimy moi przeciwnicy, — przyjaciele Guag... zaczęli mi dokuczać swemi prześladowaniami. Chociaż miałem także przyjaciół, lecz ukrywałem wszystko przed nimi, a nawet unikałem ich, lękając się, żeby nie zaczęli oni mówić ze mną o tem, i nie namawiali mnie do zemsty ).
Tak przecierpiałem do zapust bieżącego 1866 roku. Jednego razu zachciało mi się posłuchać opery, poszedłem więc do teatru. Z początku nikt nie zwrócił uwagi na moje zjawienie się w sali teatralnej, lecz po upływie 8 lub 10 minut, dwaj młodzi ludzie zeszli z góry i popatrzyli na mnie, chcąc widać przekonać się, czy to ja jestem rzeczywiście; poznawszy mnie, rozłączyli się — jeden poszedł na prawo, drugi na lewo i podchodząc do rozmaitych osób, szeptali im coś do ucha, poczem wyszli. Kiedy skończył się pierwszy akt opery — była to Lukrecya Borgia — na prawo odemnie rozległ się krzyk: „Ceser, Ceser“, a na lewo: „tak, tak, Ceser\“ — trwało to jakiś czas; po upływie dwóch czy trzech minut przyszedł znowu młody człowiek, zdaje się jeden z tamtych dwóch i przyprowadził ze sobą chłopca, śmiejącego się i skaczącego z radości. Wskazał chłopcu niezajęte dotychczas miejsce obok mnie, i sam odszedł. Posiedziawszy dwie albo trzy minuty, chłopak zaczął krzyczeć: „On jest tu!11 Z powodu takiej nikczemności gotów byłem narobić głupstw, lecz wiedząc, iż w obecnej chwili byłoby to wielką nieostrożnością, zmilczałem i udałem, że tej obrazy nie biorę do siebie. Tymczasem rozpoczął się akt drugi, a do mnie przysiedli się jacyś wieśniacy; najroztropniejszy z pomiędzy nich zaczął mnie wypytywać o treść opery, jakby starając sic wciągnąć mnie do rozmowy; odpowiedziałem lakonicznie, aby się od nich odczepić. Po skończonym akcie wstałem pierwszy; wtedy mój sąsiad uderzył kułakiem w lewą rękę swego towarzysza i natychmiast wszyscy, milcząc, powstali z miejsc swoich z zamiarem towarzyszenia mi; szczęśliwie jednak udało mi się wymknąć ’). Lecz zszedłszy ze schodów, zauważyłem na korytarzu młodego człowieka wysokiego wzrostu, który stał nieruchomy, jakby chcąc zagrodzić mi drogę. Zdołałem jednak niepostrzeżenie wyjść na ulicę. Tego wieczora chodziły mi po głowie różne szalone myśli, chciałem z kim zetrzeć się na śmierć. Wtedy przypomniałem sobie człowieka, prześladującego mnie z największem okrucieństwem — był nim młody roznosiciel, służący u starej Guag., która stała na czele zmowy — postanowiłem odnaleźć go.
Nadeszła północ; poszedłem zupełnie sarn na ulicę Mulli; w pewnej odległości dostrzegłem dwóch czy trzech młodzieńców, którzy widocznie czekali na kogoś, zachowując przytem głębokie milczenie. Zbudziło się zaraz we mnie podejrzenie, że pomiędzy nimi znajduje się ten, którego ja szukam; zacząłem więc ich śledzić, idąc ostrożnie i ukrywając się, o ile to było możebnem; gdy jednak zmiarkowałem, że to właśnie o mnie im chodzi, oni nagle znikli i nie zobaczyłem już ich więcej. Nie miałem nic przy sobie dla obrony w razie potrzeby, prócz klucha od mieszkania, lecz byłem tego wieczora w takiem usposobieniu, że nie przeląkłbym sie największego siłacza i dla tego poszedłem dalej w stronę fabryki tłuszczów; przez czas pewien stałem naprzeciwko niej, wreszcie usłyszałem jakieś kroki z tej strony, z której sam przyszedłem. Poczekałem trochę. Okazało się, że był to żołnierz, który przeszedł, nie spojrzawszy na mnie. Byłem wtedy tak skłonny widzieć we wszyst-
’) Tak samo jak niektórym wyrazom nadawał Farina jakieś odrębne, jemu tylko zrozumiałe znaczenie, tłomaczył też sobie po swojemu słowa wszystkich otaczających; na podstawie tych wyrazów powstawały potem halucynacye prześladowania.
Przyczyny obydwóch tych zjawisk są zupełnie jednakowe.
kieni coś tajemniczego, że poszedłem za nim wślad, lecz wkrótce straciłem go z oczu. Trochę poczekawszy, ujrzałem znowu młodego człowieka średniego wzrostu, który też nie spojrzał na mnie i, wszedłszy do bramy, znikł w pierwszych drzwiach na lewo. Naokół zapanowała znowu zupełna cisza; stałem ciągle na swoim posterunku. Nagle przyszło mi na myśl, że jeżeli ten, kto mnie szuka, zapotrzebuje klucza od drzwi u rodziców Guag... za pomocą świstka, to nie będę w możności wypełnić swego zamiaru (?); poszedłem więc do domu i położyłem się spać. On nie zauważył mego wykrętu i kilka dni było zupełnie cicho; lecz wkrótce zjawił się on znowu, a z nim i jego towarzysze — stało się to nieznośnem. Nietylko wieczorem ale i przez cały dzień i śpiewy i łajania nie dawały mi pokoju. Przytem trzeba zauważyć, że nietylko to męczyło mnie wtedy: uczuwałem wówczas, z przeproszeniem powiedziawszy, drżenie całego ciała, nie ustające ani na jedną chwilę. Dotknięty we wszystkich moich prerogatywach ’) tyloma prześladowaniami, kręciłem się po pokoju jak szalony i nieprzytomny, jakby obłąkany i byłem do takiego stopnia przejęty jedną myślą, że nie rozumiałem, co się ze mną dzieje. Nareszcie zdecydowałem sic położyć, lecz ponieważ łóżko nie było posłane, zacząłem więc rozmyślać nad tymi niezwykłymi wypadkami, przyczyuą których była matka Guag... i postanowiłem bądź co bądź zemścić się na niej za siebie.
Uzbroiwszy się w nóż kuchenny, udałem się do mojej przeciwniczki, gdy nagle, dochodząc do ulicy Rovelecca, przypomniałem sobie sprawiedliwość i zacząłem się wahać, kiedy w tem ujrzałem Zos..., wspólnika Guag... wychodzącego z ich domu i patrzącego na mnie, wtedy nie mogłem już zapanować nad sobą i jakaś chęć zemsty opanowała mnie... Gdy wszedłem do sklepu, staruszka wyszła na moje spotkanie... i zemściłem się...
Żeby się nie zaplątać w szczegółach, wspomnę tylko, że
’) Ten wyraz użyty jest także w odrębnem znaczeniu. Zwrócić należy uwagę na to, jak rozstrój fizyczny idzie w parze z rozstrojem psychicznym i na ten niezbity dowód, że monomaniak może mieć świadomość swego obłąkania. przyszedłem do siebie za bramą Medyolańską. Biegnąc ciągle, spostrzegłem, że gonią mnie moi wrogowie. Miałem w ręku ten sam nóż i jakiś instynkt zachęcał mnie do powrotu, ale lękając się nowych zbrodni, postanowiłem iść dalej. Opisać tej drogi niepodobna, gdyż zapomniałem wielu szczegółów. Doszedłszy do kolei żelaznej, skręciłem na prawo, chcąc siąść na pociąg na stacyi Certoso; chociaż byłem zupełnie bezsilny i chory, przyszedłem jednak o samej dziewiątej. Czekać wypadło bardzo długo, a trzeba było jechać jak najprędzej. Wieczór był zimny, pogoda brzydka, z trudnością mogłem iść po drodze i taka uiemoc mną owładnęła, że musiałem się położyć na kupie szabru. Zaledwo usnąłem, kiedy wydało mi się, że gonią mnie konni karabinerzy. Zerwałem się i obejrzałem dokoła-, tentent ustał, otarłem pot z czoła i poszedłem dalej. Zdawało mi się, że od strony pola jakiś głos wołał: „Ceser, Ceser“, wiedziałem jednak, że było to złudzenie zmysłów, tem bardziej, że na lewo odemnie t. j. na drodze Medyolańskiej słyszałem rzeczywiste głosy moich nieprzyjaciół, goniących i lżących mnie tak samo jak przedtem grubijańskimi wyrazami. Przekonawszy się, że pierwszy głos był po prostu następstwem mego osłabienia ’), zebrałem wszystkie siły i udałem się w drogę. Nie potrafię określić, jak się czułem wtedy i co mianowicie — senność czy zmęczenie przygniotły moje zmysły, lecz to jest faktem, że słyszałem z góry, poza sobą piekielny śpiew, i że ze wszystkich tych głosów najdonioślejszym był głos zabitej przezemnie Guag.
Gdy jak szalony odwracałem się do niej, aby pokazać, że nie boję się jej prześladowań, ona znikała gdzieś daleko poza lasem i głos jej zamierał powoli ). Gdy to widzenie znikło, pokazało mi się jakieś widmo olbrzymich rozmiarów, które spojrzawszy na mnie badawczo, wkrótce rozpłynęło się i ja poszedłem dalej. Słysząc, że pociąg się zbliża, odszedłem jak mogłem najdalej od relsów i położyłem się na ziemi, aby nie być spostrzeżonym. Na widok oddalającego się pociągu przyszło mi na myśl, jakby dobrze było w nim się znajdować; wkrótce znowu opanowała mnie myśl, że utraciłem moje szczęście, z powodu takiej podłości, za którą muszę dzisiaj cierpieć; rozpacz zmuszała mnie iść dalej.
Czasami zdawało mi się, że widzę drzewa z przedstawionymi na nich ludźmi, że jedni z nich patrzą na mnie, a inni nawet schylają głowy przedemną, lecz gdy tylko spojrzałem na nich badawczo — wszystko znikło. Jeden tylko głos piekielny nie przestawał mnie dręczyć, nawet kiedy się odwracałem, on, zdawało się, że stawił opór mojej szalonej natarczywości i dawał się słyszeć albo gdzieś zdaleka, albo jakby oddalając się, rozlegał się jeszcze głośniej, podczas gdy ja ciągle szedłem. Na jednym skręcie drogi, nie wiem: czy mi się ciemno w oczach zrobiło, czy niebo zakryło się chmurami, dość, że zacząłem źle rozróżniać drogę, ciągle spotykałem zawady i musiałem iść środkiem jej, gdzie było bardzo niewygodnie. Senność i zmęczenie opanowywały mnie; zimny pot, występujący na całem ciele, zmuszał do staranniejszego otulania się płaszczem, żeby się nie zaziębić; probowałem położyć się otulony między kupami szabru, nasypanemi wzdłuż drogi, ale obawiałem się snu, który natychmiast sklejał me powieki. Widma znikały, jak tylko spuściłem głowę i znowu powstawały, jak tylko ją podnosiłem ’).
Nareszcie ujrzałem światełko w budce strażnika i to dodało mi otuchy. Kiedy zastukałem do okna i stróż spytał mnie czego żądam, mogłem zaledwo wydobyć głos, żeby go poprosić o wodę. Stróż wyszedł: i nalał mi jej dwie szklanki. Rozpytałem się go o drogę do Medyolanu i on mi wskazał najbliższą. Podziękowałem temu dobremn człowiekowi i udałem się w drogę. Woda wzmocniła tylko mój żołądek, ale nie siły, tak, że z wielką trudnością doszedłem do miasta. Zatrzymałem się w hotelu z zamiarem przeleżenia w łóżku przez cały dzień i udania się wieczorem do Szwajcaryi ł). Tam miałem nadzieję uwolnić się od prześladowań policyi. Położywszy się do łóżka, przekonałem się, że niepodobieństwem jest dla mnie nietylko zasnąć, ale nawet być spokojnym. Dla tego zmieniłem projekt, a ponieważ gospodyni nie chciała mnie doglądać, udałem się do głównego szpitala. Poprawiwszy się trochę, nie będąc jednak zupełnie zdrowym, powróciłem do ojczyzny o wpół do dziewiątej wieczorem i natychmiast oddałem się w ręce policyi.
WSPOMNIENIA
z czctóu bytnoóci w więzieniu i o żywych ónach.
O trzeciej godzinie w nocy zostałem odesłany z policyi do więzienia w Pawii. W numerze, do którego wszedłem, było już pięciu czy sześciu aresztantów. Dano mi krótki materac bez kołdry i bez poduszki, dozorca jednak obiecał mi nazajutrz przynieść kołdrę. Położyłem się na tej pościeli, nie rozbierając się, otuliłem się starannie płaszczem i natychmiast zasnąłem. We śnie wydało mi się, że widzę światło nad sobą i słyszę głos mówiący: „Zdradziłeś sam siebie!“ Obudziłem się. Wkrótce zaczęło świtać; jeden z więźniów wstał, umył się i z uśmiechem wziął się do robienia pończochy. Wkrótce i inni powstawali po jednemu, zaczęli przechadzać się po numerze i zwracać się do mnie z zapytaniami, chcąc widocznie dowiedzieć się, za co byłem aresztowany. Nie miałem wcale ochoty do rozmowy’; ażeby więc uwolnić się od ich ciekawości, wstałem, umyłem, poprawiłem swój worek ze słomą i znowu się położyłem, udając, że mi się chce spać.
Jeden z aresztantów, zauważywszy, że drżałem z zimna, przykrył mnie swym wierzchniem ubraniem, mówiąc: „Na, loeź biedaku! okryj się, jeżeli ci zimno. Wkrótce nadeszła pora rozdawania chleba więźniom, dozorca otworzył małe okienko nadedrzwiami i spytał: „ilu was’1? odpowiedziano mu: „leraz jest nas szesciu, jednego przywieziono dziś 10 nocy“. Dostałem tyleż chleba co i wszyscy. Ponieważ po przebytej chorobie nie przyszedłem jeszcze do siebie, myślałem, że nie będę mógł jeść takiego chleba; gdy jednak znalazł się apetyt — zacząłem go jeść. Trochę później przyszedł dozorca z jakimś drugim panem; był to, jak się dowiedziałem potem, dyrektor więzienia, który obiecał przenieść ronie do innego numeru. Gdy poszedłem za nim, spytał mię, za co byłem aresztowanym; nie wiedziałem po co dał mi takie zapytanie, odrzekłem więc, żem już wczoraj ivieczorem powiedział wszystko w policyi. Wtedy on, jakby chcąc dać mi poznać, że jeszcze jest czas cofnąć to, com poprzednio zeznał, rzekł: „Powiadają przecież, że zabójca był loyi&zego wzrostu i miał większe wąsy, niż ty“. Nie dałem się jednak złapać; powtórzyłem głosem zniecierpliwionym raz jeszcze to samo i wszedłem do celi Nr. XI. Aresztantów w tym numerze było pięciu; wszyscy oni odznaczali się wesolem usposobieniem i byli prawie w jednym wieku ze mną — to dodało rai otuchy.
Tak upłynęła doba; na drugi dzień zostałem wezwany do badania. Wprowadzono mnie do jakiegoś pokoju i posadzono na składanem, umyślnie dla mnie przygotowauem, krześle. Tutaj z bólem serca musiałem, znieść nową hańbę ’), gdy dyżurny włożył mi na nogi kajdany, przykute do ściany.
Trzy czy cztery minuty pozostawałem sam jeden w zupełnem milczeniu; po chwili wszedł sędzia śledczy w towarzystwie sekretarza, który zaraz usiadł za stołem — sędzia stał ciągle; w tej samej chwili weszło jeszcze dwóch panów (byli to doktorowie, jak dowiedziałem się później) — i oparłszy się o stół, zaczęli mi się przyglądać badawczo; za nimi wszedł jeszcze jeden pan nieznajomy — był to, jak mi się zdawało, także sędzia śledczy. Zaczęli rozmawiać pomiędzy sobą, pokazując sobie wzajemnie pochwę od noża, przytem ten pan, którego wziąłem za drugiego sędziego śledczego, powiedział: „Ależ on musiał być niższego wzrostu?“ Skończywszy rozmowę, wszyscy wyszli i patrzyli przytem na mnie ze współczuciem;
wkrótce jednak znowu wrócili i zasiedli w tym samym porządku, t. j. sędziowie po lewej, a doktorzy po prawej stronie. Sędzia rozpoczął badanie; odpowiadałem zupełnie tak samo jak w połicyi — bez żadnej zmiany. Wtedy wyszli doktorzy, a za nimi sędziowie i sekretarz. Pozostałem na trzy czy cztery minuty sam jeden, poczem weszli żołnierze ze straży, zdjęli kajdany z mej nogi i odprowadzili mnie do numeru.
Towarzysze moi sądzili, że, wróciwszy, opowiem im o całem badaniu, lecz ja, nie mając wcale ochoty do rozmowy, w milczeniu położyłem się na posłaniu; wtedy zaczęli oni śpiewać, chcąc mnie rozweselić. Tak upłynęła doba, na drugi dzień przyszedł doktór więzienny, który, pomacawszy mi puls, powiedział znacząco: „O, to nic, to nic“. Nie chciałem przy świadkach okazywać, że rozumiem jego aluzyę, dla tego też doktór przyszedł po raz drugi, kiedy miałem lekką gorączkę i ażebym go lepiej zrozumiał, zwrócił się do mnie z zapytaniem: czy co jadłem, na co odpowiedziałem mu „tak“. Potem spytał: czy dużo i otrzymawszy odpowiedź: tak, dużo, znowu powtórzył: „O, to nic, to nic\“ Przypuszczając widocznie, że ja jeszcze nie rozumiem o co chodzi, doktór, żeby mnie uspokoić ’), wezwał do pomocy sobie profesora Scar., który pewnego razu, chcąc niby obejrzeć więźniów, wszedł do naszego numeru. Za póśrednictwem towarzyszącego mu dozorcy, zapytał on, czy nie życzy kto z nas poradzić się doktora. Przy wejściu nie spojrzał na mnie, jak gdybym był mu zupełnie nieznanym. Ponieważ amatorów do tego nie znalazło się wcale, podszedłem więc i poprosiłem wyleczyć mnie z bólu w gardle. Obejrzawszy gardło, profesor powiedział mi, chcąc widocznie ukryć wszystko przed obecnymi: „Ależ ty masz ząb zepsutyl“ — chociaż tego wcale nie było. Potem, chcąc jeszcze wyraźniej oka
’) Te wyrazy dowodzą, jak pod wpływem fizycznego rozstroju zmienia się u Fariny również charakter halucynacyj: teraz widzi on swoich gorących obrońców w doktorach — ekspertach, tak samo zupełnie jak pierwej widział swych wrogów albo zakochanych w sobie — w osobach zupełnie mu nieznanych. Tylko dzięki temu, był on zupełnie szczerym z doktorami, gdy tymczasem dotychczas uporczywie ukrywał swoją przeszłość nawet przed towarzyszami i przyjaciółmi.
zać mi swoje współczucie, dodał: „Nic, nic14 i wyszedł z pośpiechem, przekonany, że go zrozumiałem. Jakkolwiek i pierwej nie wiele się niepokoiłem mojem położeniem, teraz jednak jeszcze bardziej zacząłem mieć nadzieję, że mi się szczęśliwie powiedzie.
Doktorzy, którzy byli obecnymi przy badaniu, odwiedzali mnie też od czasu do czasu i zadawali mi rozmaite pytania w kwestyi niektórych szczegółów: widocznie mieli te same nadzieje, co i ja. Podczas jednej z takich doktorskich wizyt zauważyłem, iż zamiast wejść do numeru, zawezwali oni jednego z moich towarzyszów więziennych i rozpoczęli z nim rozmowę na korytarzu. Domyśliłem się, że chodzi im o mnie; zapytywali, jak ja mówię, czy dobrze, czy źle, czy się nie plączę w mowie: odpowiedzi aresztanta nie było słychać. Kiedy ten powrócił, zawołali drugiego, z którym prowadzili takąż samą rozmowę, a potem wezwali mnie; chodziliśmy po korytarzu i rozmawiali z osiem lub dziesięć minut, poczem doktorzy odeszli, a ja wróciłem do celi.
Ponieważ oglądano nas każdego wieczora, postanowiłem więc po tej wizycie udać waryata, idąc 10 tym razie więcej za radą innych, aniieli za własnym popędem, wiedząc dobrze, że to się robi dla zniszczenia wszelkich następstw.
Dla tego zdecydowałem się robić różne głupstwa podczas oględzin, odbywających się po północy. Przy wejściu strażników zerwałem się gwałtownie, niby wskutek niespodzianki, której nie oczekiwałem i popatrzywszy na drzwi, przy których stał pomocnik dozorcy, spytałem go: czy nie przychodził po mnie mój wuj, gdyi chcę uciekać i umówiliśmy się z nim, ii on przyjdzie mnie zalrać. Strażnik, nie oczekujący takiego zapytania, odpowiedział: ie icuj przyjdzie jutro, lecz ja mówiłem dalej: nie! umówiliśmy się na dziś. Więcej nic nie odpowiedział, a dozorca, trzymający świecę w ręku, podszedł do mnie, aby mi się uważnie przypatrzyć; spojrzałem na światło, wywróciwszy oczy, iak gdybym jeszcze niedobrze się rozbudził, potem oni wyszli a zjawili się doktorzy-experci, jak mi powiedziano. Dozorca otworzył celę i ja spacerowałem z nimi po korytarzu; na wszystkie ich zapytania odpowiadałem rozmaitemi głupstwami jakie mi tylko przychodziły do głowy ’).
Pochodziwszy tak jakiś czas, odeszliśmy do pokoju, gdzie usiedliśmy wszyscy trzej: zaczęto ranie badać znowu-, kazano mi powtórzyć wszystkie szczegóły dokonanej przezemnie zbrodni, a po małej przerwie zapytano mnie: czy znam p. Yicario, prof. Scarencio i prof. Platnera. Na tem badaniu ja, przy pomocy życzliwych mi sędziów śledczych, wybrałem sobie trzech adwokatów i zacząłem mieć nadzieję kompletnego powodzenia.
Zauważywszy, że moi towarzysze, wstając rano, opowiadali sobie wzajemnie swoje sny, i często cieszyli się, widząc w nich dobrą przepowiednię dla swej sprawy, powiedziałem im:,, Głupstwo, Łeby sny mogły prz&powiadać powodzenie w na szych sprawach“. Wtedy jeden z więźniów opowiedział mi, że podczas gdy on był w innem więzieniu, miał sen, i że pewien staruszek, siedzący z nim razem, przepowiedział mu na zasadzie tego snu prędkie uwolnienie z więzienia, a przytem dał mu przestrogę być ostrożniejszym, bo znowu mógłby być aresztowanym. Wszystko, rzeczywiście, spełniło się co do joty: na drugi dzień oskarżony był uwolniony bez sądu, a po 24 dniach był znowu aresztowany. Od tego czasu zacząłem zwracać uwagę na swoje sny z). Pierwszej zaraz nocy, czując to dobrze, że śpię, ujrzałem pod moim oknem ogród — nagle zaczął padać śnieg; widząc to powiedziałem sobie: oto w zimie nie było śniegu, a teraz, kiedy już wiosna blizka, śnieg pada dużymi płatkami. Zaraz opowiedziałem ten sen moim towarzyszom i oni wytłomaczyli go w ten sposób, że niby teraz właśnie rozpatrywane są moje papiery u sędziego; lecz ja wytłomaczyłem go sobie zupełnie inaczej.
’) Zwrócić należy uwagę na ten nadzwyczaj ciekawy, szczegółowy opis własnego, udanego obłąkania.
2) Widzimy ztąd, że oprócz snów, które u waryatów odznaczają się zwykle nadzwyczajną żywością, potrzebnym jest pewien bodziec — — naśladownictwo, ażeby ich zmusić, wbrew logice i rozsądkowi, r adawać znaczenie temu, na co się pierwej nie zwracało uwagi. Podobny wypadek był z Cardanem, który nie wierzył w świętych, później zaś uwierzył w to, że sam jest pod wpływem jakiegoś ducha czy geniusza.
Innej nocy przyśniło mi się to samo: śnieg padał obficie wielkimi płatkami, które wiatr donosił do mojego okna, ja aaś mówiłem z kimś o tej nowości. Innym razem śniło mi się znowu że padał silny deszcz i zaledwo przestał, zaczął padać śnieg w wielkiej ilości. Obudziwszy się znowu, dowiedziałem p iikoby rzeczywiście padał deszcz w nocy, lecz ja nie mogłem tego słyszeć w mojej celi. bniło mi się jeszcze, że stałem nad brzegiem rzeki Ticino, która tak wezbrała raptownie, że znalazłem się na nędznym mostku, trzymając na ręku dziewczynę z takicmi samemi oczami, jakie miała córka Guag. Ona badawczo patrzała na mnie, a ja niosłem ją z pewną przyjemnością; przeszedłszy most, skręciłem na lewo i znalazłem się na małym placyku, potem poszedłem na ulicę Rovelecca, gdzie był sklepik Guag. Nie znalazłszy tam nikogo, poszedłem kn Borgoratto i ujrzałem inały sklepik, z którego wyszła młodsza Guag. na spotkanie swej siostry. Innym razem śniło mi się, że chodziłem po ogrodzie zupełnie opuszczonym; schodząc z jakiegoś pagórka, ujrzałem leżące na ziemi dwa drzewa ścięte przy samym korzeniu; w tej chwili zdało mi się że stoję obok mej kuzynki i podaję jej dwie czy trzy zięby, które ona milcząc przyjmuje. W tem samem miejscu ujrzałem mnóstwo ptaków rozmaitej wielkości; niektóre z nich leżały na ziemi; najwięcej wzbudził moją ciekawość jeden ogromny ptak, który wyglądał niby martwy.
Przechadzając się po tym ogrodzie, znalazłem żywego ptaka niebardzo dużego, ale nadzwyczaj ciężkiego i trzymając go w prawej ręce, lewą starałem się go głaskać, ale jak tylko puszczałem wolniej, zaraz probował on uciekać, wtedy dałem mu do dzioba swój palec; przez cały ten czas ptak był spokojny i łagodny jak anioł, ciągle jednak starał się odlecieć. Odwróciwszy się, ujrzałem właścicielkę domu i oddałem J®J ptaka, którego ona wzięła, patrząc na mnie i uśmiechając się — wtedy odszedłem. Oprócz tego śniło mi się raz, że byłem w tym samym pokoju, do którego mnie wprowadzono po ^yjściu mojem z domu sierot (Orfani). Stałem przy swojem.ku, oparłszy głowę na ręku jakby rozmyślając nad czemś 1 Eie spuszczałem oka z drzwi wchodowych; po niejakimś czaSie z pokoju po lewej stronie wyszła kobieta, mająca w ręku szlafrok sukienny, który mi podała, proponując, abym się ubrał w strój waryata; chciałem krzyczeć, ale nie mogłem, kobieta wciąż nalegała; tymczasem ja po nadaremnych wysiłkach, żeby krzyknąć, domyśliłem się w końcu, że śpię; wtedy ogarnął mnie przestrach — czy nie straciłem władzy mówienia. Nareszcie obudziłem się i tak głośno krzyknąłem: nie, że towarzysze moi podbiegli do mnie, wołając: „co się stało?11 — wtedy rozbudziłem się już zupełnie.
Innym razem śniło mi się, że szedłem obok jakiegoś człowieka, niosącego trumnę na barkach i rozmawiałem z nim po przyjacielsku. Przechodząc przez plac szpitalny, skierowaliśmy się ku drzwiom mego mieszkania; z jednej strony było okno bez kraty, prowadzące do piwnicy; wtedy mój towarzysz usunął trumnę w taki sposób, że tylko jeden jej koniec był widoczny na zewnątrz; potem rozstaliśmy się: ja wróciłem tą samą drogą, którą przyszedłem, on zaś skręcił w ulicę, idącą wprost moich drzwi.
W początkach było mi tu dosyć dobrze, gdy nagle wzięli jednego z więźniów, a na jego miejsce przysłali drugiego. Od pierwszego wejrzenia na tego człowieka poznałem od razu, że był to mój wróg — co też sprawdziło się później. Ponieważ miałem zwyczaj rozmawiać z naszym dozorcą i jego pomocnikiem podczas ich wizyt, więc nowoprzybyły, zauważywszy to, powiedział do mnie: „interesy idą dobrze, jak icidać“-, chcąc dać mi do zrozumienia, że będę wkrótce wolnym. Nie zwróciłem uwagi na tę jego prerogatywę to widocznie nie podobało mu się, gdyż zaczął mnie straszyć tem, że się znajduję pod władzą włochów i powiedział: „Wpadłeś nakoniec % ty w ręce twoich katów“. „Dla czegóż katów“ zapytałem: „czyż nie mamy spraiviedliwości?“, ^Sprawiedliwości! wykrzyknął śmiejąc się, „gdyby do nas przyszli niemcy, wtedy mielibyśmy sprawiedliwość“. „Czyż w Austryi nie karzą przestępców loedług ważności ich toiny?’1 zapytałem. „Chociaż karzą, Iccz nie tak surowo jak tu, gdzie potępiają ludzi bez dostatecznych dowodów“ odpowiedział. Wtedy pomyślałem sobie: zapewne jesteście wy majstrami w sztuce ukry-
’) Patrz niżej o wyrazach, używanych w szczególnem jakiemg znaczeniu.
wania swoich przestępstw ’). Drugi więzień, pochodzący z Pawii dodał: „tak, tak, włosi są tak nikczemni, że potępiają nawet bez dowodów“, poczem zaczął opowiadać swoją przeszłość, ile razy był sądzonym i, połączywszy się z moim pierwszym współbiesiadnikiem, zaczęli razem wychwalać Austryę. Rozmowa ich zakończyła się wypowiedzeniem życzenia, żeby Austryacy do nas przyszli. W tych dniach rozeszła się w więzieniu pogłoska, że się zaczęły przygotowania do wojny. Dla tego to właśnie więźniowie byli tak wzruszeni, myśląc, że austryacy, przyszedłszy, otworzą drzwi wszystkich więzień. Odpowiadałem na to: „Czyi nie spodzieioacie się jakiegoś ułaskawienia w tym, wypadku, gdy zwycięztioo będzie po stronie armii włoskiej! — „A jakie! czekaj ułaskawienia od włochów!“ odpowiedzieli moi towarzysze, „teraz, gdy wpadłeś w ich łapyy sam się przekonasz, że ztąd nie wyjdziesz“. „Tak, tak to prawda!“ powiedziałem, i tym sposobem przerwałem tę nieprzyjemną rozmowę, nie chcąc robić sobie wrogów jeszcze i w więzieniu.
Chcąc skrócić czas mego pobytu w więzieniu, zacząłem jeszcze więcej spełniać rozmaitych głupstw po nocach, myśląc, że tym sposobem uwolnię się od moich męczarni. Miałem tylko jedno wielkie życzenie — widzieć się z doktorami, ponieważ nikt więcej mnie nie odwiedzał, a czułem potiZebę rozmowy z ludźmi rozumnymi. Od czasu do czasu odwiedzał mnie profesor L..., który swem obejściem pełnem zaufania bardzo mnie uspokajał, lecz po jego wizycie wszystkie męczarnie moje znowu się wracały.
W tym samym czasie przekonałem się, że i dyrektor więzienia starał się wszelkimi sposobami dodać mi odwagi. Wchodząc np. do celi, zwracał się do mnie z zapytaniem co do udawanego przezemnie obłąkania, okazywał, że mi wierzy i odchodził, ciesząc się z mego postępowania.
Pewnego razu w nocy w ary opalem do takiego stopnia, że strażnik dyżurny zaczął mi grozić ze złością. Wkrótce potem wszedł profesor L., i odwoławszy mnie na stronę, poradził mi,
’) Jakie dziwne przeciwieństwo! Waryat okazuje się moralnicjszym od przestępców, będących przy zdrowych zmysłach.
abym nie dokazywał takich szaleństw i nie starał się rozbić sobie głowy, gdyż i bez tego będę wolnym.
Byłem tego pewnym zresztą; lecz towarzysze moi i ci więźniowie, z którymi musiałem się spotykać na podwórzu, tak mi dokuczali, że chcąc zmusić ich do milczenia przeszkadzałem im spać, wszczynając straszny hałas po skończonej nocnej rewizyi; takim sposobem budziłem ich i oui długo potem nie mogli zasnąć, pominro to jednak przepędzałem czas bardzo nie wesoło; najprzykrzejszein było dla mnie to, że ja, który z przerażeniem myślałem o więzieniu, dziś nie mogłem uniknąć tego nieszczęścia. Ta myśl doprowadzała mnie do takiego szaleństwa i ciężyła na mej głowie, że byłbym naprawdę dostał pomieszania zmysłów gdyby nie podtrzymywała mnie myśl o moich opiekunach. Oprócz tego, każdej prawie nocy miewałem sny, tłomaczenie zaś ich sprawiało mi przyjemność, gdyż zawsze mi się zdawało, że przepowiadają one prędkie uwolnienie.
Nareszcie kwestya mojej choroby miała się rozstrzygnąć. Zebrali się wszyscy trzej profesorowie — eksperci; starali się wypróbować moją siłę, w celu stwierdzenia mojej mniemanej choroby. Sąd, złożony z „włoskich nikczemników“, jak się wyrazili moi towarzysze z więzienia, rozkazał przygotować karetę i w sam dzień Zielonych Świątek jacyś dwaj panowie, którzy mi się wydali urzędnikami, zawezwali mnie za pośrednictwem dozorcy. Natychmiast otworzono celę i ja poszedłem za dozorcą. Wsadzono mnie do powozu i odwieziono do szpitala waryatów; wtedy towarzysze mej podróży, pożegnawszy się, odjechali, a ja pozostałem tu, gdzie mi jest o wiele lepiej niż było w więzieniu.
W szpitalu waryatów w Paw ii, 22 października 1866 roku.
Tę autografię Fariny, którą pozostawiłem bez zmian, opuszczając tylko opis niektórych snów i poprawiając błędy piso-
’) To wyrażenie, świadczące, że waryat może mieć świadomość swego obłąkania, zarazem służy za dowód, obalający ten przesąd ludowy, który podzielają nieraz psychiatrzy, jakoby świadomość laka była oznaką udawania.
wni, uważam jako cenny dokument dla anatomii patologicznej myślenia. Dowodzi ona najoczywiściej istnienia halucynacyj, obok normalnego zupełnie stanu innych władz duchowych, i nie powstrzymanego pociągu do zbrodni, obok świadomości znaczenia tego czynu, co zresztą wykazał już prof. Hercen w dziele gwem p. t. Fizyologia woli. Dziwnem jest także, iż człowiek, który nie otrzymał iżadnego wykształcenia literackiego, może wyrażać się tak jasno, a często nawet tak wymownie, posiadając przytem zadziwiającą pamięć, — pamięta bowiem np. wielkość kawałka mydła, kupionego przed 3 — 4 laty, przypomina dokładnie w znacznym odstępie czasu rozmowy, sny, miejscowości, imiona własne, o czem zdrowi zapominają zwykle po kilku dniach, zwłaszcza zaś sny, opisy których musieliśmy nieraz opuścić, zajmowały bowiem całe ryzy papieru. Zasługuje tu na uwagę żywość wspomnień, jakiej nie spotykamy u ludzi normalnych, świadcząca o ich znaczeniu patologicznem dla umysłu tego biedaka.
Godną zaznaczenia jest również ta okoliczność, że z początku Farina zbijał przesądną wiarę w sny swych towarzyszów więziennych, później zaś ustąpił im, raczej przez naśladownictwo, aniżeli wskutek ciemnoty, ponieważ oni chociaż nie byli obłąkani, nie dorównywali mu pod względem umysłowym. 0 ile Farina wyższym był, umysłowo od swych towarzyszów więziennych, widzimy z tego, że kiedy oni dowodzili, iż sądy w Anstryi są sprawiedliwsze aniżeli we Włoszech, odparł im: Czyż w Austryi nie wsadzają takie łotrów do kozy, jak i tutaj.
Ciekawem jest, że niekiedy posiadał świadomość swych halucynacyj, innym razem — nie, i że zauważył wzmaganie się ich wskutek zmęczenia, osłabienia i trzymania wysoko głowy podczas snu, — fakt, na który zwrócić uwagę powinni lekarze — zwolennicy puszczania krwi i spirytualiści. Zaznaczyć trzeba także, że swój popęd do zbrodni Farina nazywa instynktem, jak gdyby był wyznawcą starej szkoły psychologii niemieckiej, że posiadał zupełną świadomość odpowiedzialności za czyn, ponieważ o mało nie odstąpił od zamiaru przy myśli o sądzie, że wreszcie odczuwał silnie hańbę kajdan i zamknięcia w więzieniu.
Nakoniec zwrócić należy uwagę na wyrazy, których Farina używa w rękopiśmie swym w znaczeniu specyalnem, przez Geniusz i obłąkanie. 9 siebie lindanem np. prerogatywa, następstwo, rozvyv>Jcaj naleganie i t. d.
Dla medycyny sądowej waźnem jest bardzo opowiadanie jego o tem, jak przygotował wszystko dla ucieczki do Szwajcaryi, i zamiaru swego nie doprowadził do skutku tylko z powodu osłabienia sił i obawy, że zawziętość nieprzyjaciół i tara będzie go prześladować. Gdyby się był uspokoił i uwolnił od balucynacyj, gdyby udało było mu się zbiedz do Szwajcaryi — jak trudnem byłoby dla nie psychiatry skonstatowanie rzeczywistości obłąkania.
Co się tyczy udawania obłędu, to Farina wybrał formę najłatwiejszą dla siebie do wykonania — mianowicie: obłęd halucynacyjny, instynktoiony i nocny (mania allucinatoria instintiva e noturna), której wzór znalazł w samym sobie. Gdyby nie przyszła mu do głowy dziwaczna myśl, że my, lekarze, za wszelką cenę chcemy go ocalić, udawałby waryata i przed nami. W każdym razie, bez tej niespodziewanej pomocy, moglibyśmy uważać go za maniaka, chociaż nim nie był, albo za symulatora, wtedy nawet, kiedy nie myślał udawać. Jest to nowy i wymowny dowód, że zdania ekspertów, oparte jedynie na zbadaniu władz duchowych badanego subjekta, nie posiadają żadnej prawie wartości i nowy dowód na korzyść szkoły psychiatryi doświadczalnej ’).
Po przeczytaniu tej autobiografii, kto może wątpić, że w pewnych wypadkach obłąkanie daje umysłom pospolitym bodziec potężny, który wynosi je ponad poziom miernoty powszedniej.
Wybitną i wspólną wszystkim autorom obłąkanym cechą jest siła twórcza talentu, nie będąca w związku ani z warunkami ich życia, ani też z otrzymanem wykształceniem. Prawda, w wielu wypadkach twórczość ta ogranicza się do gryzmolenia epigramm, konceptów, lub gry wyrazów, która w wielkim świecie uchodzi za dowód dowcipu, pompieryzmu, najczęściej jednak bywa zaprzeczeniem prawdy i logiki i zdarza się bardzo
’) Klinische Seitrage tur Psychiatrie — d-ra prof. Lombroso. Lipsk 18690. Wigand. str. 12. 18. 80.
często w domach obłąkanych. Dążność do alliteracyi, do rymowania wyrazów — spotykamy we wszystkich utworach waryatów, nawet w utworach pisanych prozą. Niekiedy znaleźć możemy improwizowanych filozofów, u których spotykamy odbłyski idej pozytywizmu, Comte’a, Epikura i t. d.
Najliczniejsi są wszakże poeci, albo raozej rymotwórcy, utwory których cechuje oryginalność, dochodząca aż do absurdu, będąca skutkiem rozkiełznania wyobraźni, nie powstrzymywanej logiką i zdrowym rozsądkiem, właściwa umysłom nienormalnym i nierozwiniętym pod względem fizyologicznym; zdarza się to np. często u dzieci.
Przypomnijmy tu sobie mniemane metamorfozy i wędrówki dusz, opisane przez P. ’), ze Sienny, albo utwory niejakiego M. z Pesaro, który pragnąc zgreczyć mowę włoską, wymyślił nowy język: kamienie nazywał liłiasi, morze — eąuore, przekonania — agonie, wreszcie świat — vaso. Nadzwyczaj szybka asocyacya idej i żywa wyobraźnia pomaga nieraz obłąkanym rozwiązywać takie zagadnienia, nad któremi pracowali bez skutku ludzie wykształceni bardzo, ale normalni, jak to widzimy np. w owej wierszowanej charakterystyce Lazzaretti’ego, w której biedny szaleniec określił dokładnie jego stan umysłowy, gdy tymczasem uczeni specyaliści, między innymi znany dr. Michetti 2), nie mogli tego dokonać, chociaż z pewnością posiadali więcej odpowiednich danych faktycznych.
Drugą właściwą im cechą, którą spotykamy także w utworach przestępców, jest skłonność do mówienia o sobie, o swoich przyjaciołach, do pisania autobiografij, w których widzimy wylewy wyuzdanej ambicyi lub miłości.
Zresztą obłąkani nie używają w utworach swych wyrażeń tak sztucznych, jak przestępcy; ci ostatni wykazują więcej logicznej spoistości, ale mniej siły twórczej i oryginalności. CL’Uomo delinąuente. 1878 r.).
’) Patrz w dodatku p. t. Ihienniki domów dla obłąkanych i poezyt
Waryaiów,
2) Diario del manicomio di Pesaro 1873. (Dziennik domu dla obłąkanych w Pesaro). Wyłączną właściwością autorów obłąkanych jest chętne używanie wyrazów jednakowo lub podobnie brzmiących, często bez żadnego sensu, bądź też wyrazów własnych lub specyalnie tłomaczonych (litiasi — prerogatywy), lub nadawania wielkiego znaczenia rzeczom i wypadkom drobnym (mydło, które kupił Farina). C’est le travail des fous d’epuiser leurs cerveaux suc des riens fatiguants, sur ąueląues bagatelles, powiada Heeart w przedmowie do swej Gualany, dzieła, zresztą, również waryackiego.
Spotykamy u nich także, chociaż nie tak często jak u mattoidów, — mieszaninę poezyi z rysunkami, jak gdyby oba te sposoby wyrażenia myśli, oddzielnie wzięte, nie oddawały należycie ich idej (Lazzaretti T., obserwowany przez Toselłi’ego, P. o którym mówi Marselli i t. d.). Stylowi brakuje wygładzenia, ale zdania pojedyncze odznaczają się taką siłą i wykończeniem, że nie ustępują często utworom pisarzy wzorowych.
Takie mistrzostwo słowa i zdolność do wierszowania u ludzi, którzy, przedtem nim zachorowali, nie mieli pojęcia o prozodyi, nie powinny nas dziwić, jeźelijjprzypomnimy sobie, że poezya, według zdania Byrona, popartego jego własnym przykładem, jest wyrazem podnieconej wyobraźni i tem jest potężniejszą i bardziej przekonywającą, im silniejszą jest podnieta. Ztąd to łatwo zrozumieć, dla czego u obłąkanych wyobraźnia często nie zna żadnego hamulca, jak również, — co odgadł Vico, a później przekonywająco wyraził Buckie — że wśród ludów i w czasach pierwotnych poeci byli pierwszymi myślicielami i uczonymi; wszystkie wiadomości i dzieje opowiadane były wierszem i w tej formie przechodziły z ust do ust, z pokolenia w pokolenie, jak to widzimy u bardów gallijskich i Toolkołosów w Tybecie, w Ameryce (Prescott Ilyst. de Peru I) w Dekanie (Wilk. Hyst. cf ihe South Ind. p. str. 20) w Afryce (Mungo-Park — Travels I), w Oceanii (Ellis. Polynes. I str. 45) i t. d.
Mieszkańcy Polinezyi, powiada Ellis, kiedy chodzi o fakty, dotyczące przeszłości, dla sprawdzenia ich przytaczają swe ballady, jak gdyby to były dokumenty historyczne. Jak w sta rożytnej Indyi, tak samo w Europie średniowiecznej wszystkie nauki wykładane były wierszem. Montuela wspomina o traktacje matematycznym z XIII wieku, pisanym wierszem sylabicznym, po angielska przełożono wierszem Instytucye Justyniana, po polsku — Heraldykę (?).
Zresztą historya ówczesna, w przyjętem znaczeniu tego wyrazu, chociaż pisana prozą, czyż nie zawiera bajek niemniej fantastycznych, jak utwory poetów, lub rozmaitych dziwacznych konceptów. Nazwa miasta Troyes pochodzi od Troi, Niirembergu (Norymbergi) — od Nerona, Saracenów — od Sary. Albo wiadomość, że Mahomet był kardynałem, Neapol powstał z jaja, że po zwycięztwach turków dzieci rodziły się z 22 lub 23 zębami zamiast 32 i t. d. Czyż historyk Turpin, ten Macaulay owych czasów, nie opowiada w swej kronice, że mury Pampeluny runęły w gruzy, jak tylko towarzysze Karola Wielkiego zaczęli się modlić, lub że Ferautto miał 20 łokci wzrostu i twarz na łokieć długą. Są to wszystko baśnie prostackie, z których wynika, że głupota ludzka jest jednostajną, i tymbardziej fantastyczną, im bardziej jest nieświadomą; napróżno więc sobie łamią głowy filolodzy, pragnący brednie te wyjaśnić.
Rytm uspokaja i wyraża lepiej podniecenie psychicznoauormalne, — dowodzi nam tego wena poetycka pijaków i własne wyznania wielu takich przyrodzonych a obłąkanych poetów:
Je vous ecris en vers, n’en soyez pas choąue,
En prose je ne sais exprimer ma pensee.
pisze pewien przestępca — mattoid do Arbaux, określając trafnie tę skłonność chorobliwą. (Les prisons de Paris. 1881).
Pewien lipemaniak z Pesaro w ten sposób znowu odezwał się z powodu swych wierszy: „Poezya jest mimowolną emanacyą ducha, poezya — to krzyk duszy, przebitej tysiącem bólów“. (Diano di Pesaro 1879).
Pochodzenie patologiczne tego rodzaju utworów tłómaezy nierówność ich stylu, o tyle niedołężnego — kiedy podniecenie osłabło — o ile przedtem był silny i świetny. Po ustępach prawdziwie klasycznych, idzie nieraz paplanina idyotów (np. Kaw. Y. i M. S.). W ten sam sposób objaśnić można ogromne różnice w utworach jednego i tego samego autora, np. Fariny, Lazzaretti’ego. Utwory tych autorów odznaczają się dziecinną budową okresów, częstem używaniem aforyzmów i zdań urywanych, częstem powtarzaniem tych samych wyrazów i zwrotów 2 nuźąćą jednostajnością, przypominającą wersety biblijne, albo sury Koranu i, jak zauważył Toselli, wysuwaniem wciąż tych samych argumentów przy rozumowaniu o przedmiotach obcych zupełnie i nieznanych piszącemu, które zresztą ani jemu, ani innym nie przynoszą żadnej korzyści.
Najbardziej skłonni do autorstwa (według mego zdania, które stwierdzają również Toselli i Adriani) są: maniacy chroniczni, alkoholicy, parezycy ’) w pierwszym okresie cboroby, w utworach których więcej jest łatwości rymowania, aniżeli poezyi, ale więcej poezyi, aniżeli zdrowego rozsądku. Potem — jeżeli weźmiemy na uwagę, że bardzo rzadko znajdują się oni w domu dla obłąkanych — idą melaucholicy, piszący wiele wskutek skłonności swej do milczenia i chęci zapobieżenia urojonym prześladowaniom. Fakt ten posiada doniosłość znacznie większą, aniżeli wydaje się to z pierwszego rzutu oka, jeżeli przypomnimy sobie skłonność do melancholii wielkich myślicieli i poetów.
>) Paresis — niedowład. Artyści obłąkani.
Chociaż skłonność artystyczna jest zjawiskiem bardzo wybitnem i prawie powszechnem przy pewnych formach obłąkania, jednak rzadko kto zwracał na nie uwagę. O ile wiem, pisali o tem tylko Tardieu, który w swem dziele p. t. Etude Med. Leg. sur la Folie przyznał, że rysunki waryatów mają ważne znaczenie w medycynie sądowej i dowiódł tego taktycznie, Simon, który, mówiąc o wyobraźni obłąkanych (Annales Med. Psych. 1876 r.) wykazał, że megalo-maniacy (obłęd wielkości) często bardzo lubią rysować, i że wyobraźnia rozwija się w stosunku odwrotnie proporcyonalnym do zdrowego rozsądku. Dr. Frigerio, który w tej kwestyi napisał wyborną pracę w Dzienniku szpitala dla obłąkanych w Pesaro (Diario del Manicomio di Pesaro 1880 r.), wreszcie znany Masinie du Camp. w treściwym artykule, pomieszczonym w Archivio di Psichiatria tegoż samego roku ’).
Ja i Masinie du Camp, mogliśmy zbadać wszechstronnie tę sprawę, dzięki obfitości materyałów, zebranych w szpitalach Pawii i Pesaro, niedawno przedtem urządzonej wystawie fre-
.’) Patrz Archivio di Psychiatria e Sciettse legali — art. p. t. Arte nei pazzi. Maxime du Camp i C. Lombroso. Rok X. 1880. str. 424. niatrycznej w Reggio, na której znajdowały się rysunkj i rzeźby, wystawione przez Morselli’ego z Maceraty, Tamburini’ego z Reggio i Virgilio’a z Averso, oraz dzięki uwagom Vergi, Morselli’ego, Adriani’ego, Raggi’ego, Parotti’ego, Vigna, De Paoli’ego Tamburini’ego, Maragliano, Riva, Toselli’ego, Monti’ego i Filippa; czterej ostatni dostarczyli nam również mnóstwa ciekawych dokumentów i fac-similów. Na podstawie tych materyałów znaleźliśmy skłonności artystyczne u 107 obłąkanych, mianowicie: u 46 do malarstwa, 10 do rzeźby, 11 do sny cerstwa, 8 do muzyki, 5 do architektury i 27 do poezyi. Według form psychopatyi, obłąkanych tych podzielić można tak: 25 — obłęd uczuciowy i prześladowczy. 21 — pomięszanie zmysłów (dementia). 16 — obłęd wielkości (megalomania). 14 — obłęd ostry lub przerywany (intermitteus).
8 — melancholia.
8 — paraliż ogólny.
5 — obłęd moralny.
2 — epilepsya.
Widoczną jest tu przewaga form nieuleczalnych i w ogóle połączonych z zupełnem lub ukrytem pomieszaniem zmysłów (dementia), jak np. megalomania, paraliż i monomania.
Porównywając dane, zebrane przezemnie lub dostarczone mi uprzejmie przez kolegów, przyszedłem do przekonania, że prowineye jak np. Perugia i Parma, mieszkańcy których posiadają skłonności artystyczne, dają daleko większą cyfrę tego rodzaju obłąkanych, aniżeli prowineye inne, jak np. Turyn, Pawia i Reggio. Z pomiędzy 107 obłąkanych artystów, 8 było malarzy i rzeźbiarzy, 10 budowniczych, stolarzy lub tokarzy, 10 nauczycieli i księży, 1 telegrafista, 3 studentów, 6 marynarzy, wojskowych i inżynierów, co dowodzi, że u niewielu tylko skłonności artystyczne były w związku z poprzedniemi zajęciami lub nabytemi przed chorobą przyzwyczajeniami, które, jak łatwo sobie przedstawić, musiały okazywać wpływ na ich twórczość.
Więc też maszynista kreślił plany maszyn i ram do okien, dwaj marynarze zbudowali małe okręciki, z zachowaniem jak najdokładniejszej proporcyi wymiarów, kredencerz rysował na podłodze stoły, nbrane piramidami z owoców. W Reggio pewien tokarz (ebanista) rzeźbił prześlicznie liście i inne ornamenty, kapitan floty w Genui? z początku budował ładne okręciki, potem zaś zaczął malować ciągle — chociaż nigdy nie uczył 8ie rysunku — widoki morskie, ponieważ to łagodziło tęsknotę jego za ulubionym żywiołem. U niektórych dawna skłonność wzmaga się pod wpływem obłąkania, u wszystkich zaś widocz tą jest dziwna energia w pracy; „jak gdyby byli płatni za to, piszą mi Adriani i De Paoli, pokrywają malowidłami ściany, stoły lub, co najgorsza, podłogi“. Adriani zaznacza, iż jeden z tych samouków takie zrobił postępy podczas choroby, że jego kopia Madonny Rafaela nagrodzona była na wystawie sztuk pięknych. Adriani miał również w kuracyi tokarza, (podobne wypadki zdarzały się u Morselli’ego w Macerata i u Tamburini’ego w Reggio), cierpiącego obłęd przerywany, który wykonywał artystyczne roboty z drzewa. Mignoni, sławny malarz w Reggio, był macrocephalem (obwód czaszki — 60 centymetrów), miał matkę histeryczkę i brata epileptyka, dostał się do szpitala z powodu megalomanii i pomieszania zmysłów, i przepędził tam 14 lat w zupełnej bezczynności; dopiero z porady d-ra Zani, wziął się znowu do malarstwa i całe ściany pokrył obrazami, w których przedstawił historyę Ugolina tak realnie, że jedna chora, chcąc ocalić ojca i synów od śmierci głodowej, rzucała im kawałki mięsa, wskutek czego dotychczas pozostały na ścianach tłuste plamy (Gazetta del Manicomio di Reggio).
Doktór Funajoli pisał mi, że w szpitalu dla obłąkanych w Siennie, przebywa od lat 10 chory, dotknięty obłędem prześladowczym, który ozdobił sale szpitalne wspaniałymi rysunkami.
W ogóle jednak częściej zdarza się, że pod wpływem obłąkania zostają malarzami ludzie, którzy nie brali przedtem do ręki peudzli, aniżeli żeby wzmagał się talent artystów podeszłych. De la Pierre opowiada, że Lac Clennell, zwaryowawszy, ze znakomitego malarza, jakim był poprzednio, zrobił się poetą, podobnie jak Melmour fizyk, który dostał obłąkania z rozpaczy po stracie żony, zmarłej w dzień ślubu, zapomniał zupełnie o swej specyałności i został beletrystą. W Siennie mieszka znany rzeźbiarz L., dotknięty niedowładem ogólnym, którego posągi nie mają wcale proporcyi kształtów (Funajoli).
Ta sama choroba, która przytłumia pewne zdolności artystyczne, rozbudza inne, jakie nie istniały poprzednio i nadaje im charakter szczególnie oryginalny.
Z ośmiu malarzy w Perugii, których charakterystyki skreślił dla mnie Adriani, czterech zachowało swój talent pomimo choroby — ostrego lub przerywanego obłędu — u dwóch zdolności przytępiły się znacznie, lak, że jeden po wyzdrowieniu zniszczył malowane w czasie choroby obrazy, jeden — lipemaniak — stracił zupełnie poczucie kolorytu i prawidłowości rysunku. Pewien malarz, pisze mi Verga, używał tak obficie farby czerwo nej, że wszyscy ludzie na jego obrazach wyglądali, jak gdyby byli pijani. Alkoholicy znowu często bardzo lubują się w kolorze żółtym, to samo zauważył Frigerio u waryata, cierpiącego obłęd moralny. Inny, którego alkoholizm pozbawił zupełnie poczucia barw, tak udoskonalił się w używaniu farby białej, że w przerwach między peryodami pijaństwa stał się jednym z Najbardziej sławnych we Francyi pejzażystów zimowych.
ldyoci, kretyni i zniedołężniali rysują albo figurki dzieci, albo ciągle jeden i ten sam przedmiot (np. Grandis), chociaż często wykazują talent do kolorowania i układania arabesek. Sam widziałem dwóch kretynów, którzy drobiazgowo i prześlicznie malowali cyfry.
Zdarza się często, że ludzie obojętni pierwej dla sztuki, w czasie choroby zaczynają rysować i właśnie najgorliwiej w czasie najsilniejszego jej rozwoju.
B. z profesyi mularz, został malarzem w szpitalu dla waryatów w Pesaro; podczas napadów obłąkania kreślił ołówkiem rysunki satyryczne, przedstawiając w karykaturach urzędników i służących zakładu i skazując ich in effigie na rozmaite dziwaczne kary. Kiedy np. kucharz odmówił mu jakiejś potrawy narysował go w postawie i z twarzą „Ecce Homo“, (chociaż winowajca był rumiany i opasły), przed kratą żelazną, która nie pozwalała dotknąć się do umieszczonych za nią różnych przysmaków. P., przy każdym ataku obłędu egzaltacyjnego, który powtarzał się co pół roku lub co rok, stawał się namiętnym rysownikiem, ręka jego biegała szybko po ścianach, kreśląc na nich misterne zygzaki i arabeski (Frigerio). Pewien kanonik, nie mający przedtem pojęcia o architekturze, kiedy zachorował na lipemanię, (Adriani) zaczął budować z tektury i papier-machć modele świątyń i amfiteatrów, odznaczające się taką wzniosłością pomysłu i harmonią, że wywoływały podziw powszechny.
Dwaj obłąkani, również w Perugii, kowal i garbarz, jeden alkoholik, a drugi megalomaniak, lepili z gliny głowy ludzkie, liście, kwiaty, oraz figury dziwaczne i skomplikowane, które jedynie zdradzały ich obłąkanie, ale wyglądały bardzo oryginalnie (Adriani)... Przyjrzyjmy się teraz szczególnym właściwościom tego rodzaju rysunków.
1) Wybór przedmiotu zależy często od rodzaju choroby. Lipemaniak rysował ciągle człowieka z trupią głową w ręku. Kobieta, dotknięta obłędem wielkości, wyszywała zawsze włóczką obraz Boga na rozmaitych przedmiotach. Monomaniacy przedstawiają najczęściej swoje mniemane nieszczęścia, zdobiąc rysunki wymyślonymi specyalnie emblematami. Mam w swem posiadaniu książeczkę, wydaną przez pewnego urzędnika z Yoghera, któremu wydawało się, że prześladuje go prefekt za pomocą wiatrów; wyrysował więc z jednej strony tłum goniących za nim wrogów, z drugiej zaś sprawiedliwość, która go broni. Pewna kobieta G. V., cierpiała obłęd prześladowczy i erotycz ny, wyrysowała postać Maryi Dziewicy, pod nią zaś umieściła podpis, stosujący się do niej samej. 2) Choroba często rozwija — jak to widzieliśmy odnośnie do geniuszów i genialnych szaleńców — oryginalność pomysłów, widocznem to jest nawet w utworach ludzi na wpół obłąkanych, ponieważ pozbawiona hamulca wyobraźnia ich tworzy takie obrazy, których przeląkłby się umysł zbyt wyrachowany z obawy, żeby nie posądzono go o absurd lub brak logiki. W Pesaro znajdowała się jedna dama, która wyszywała lub raczej układała rysunki własnym, wymyślonym przez siebie sposobem: wyskubywała ona z materyi nitki i przyklejała je za pomocą śliny na papierze. Druga hafciarka, pijaczka nałogowa, tak pięknie wyszywała motyle, że zdawały się one żywymi. Wymyśliła ona taki sposób białego haftu, że deseń przedstawiał półcienie, jak gdyby nitki nie były jednakowego koloru. W Macerata pewien obłąkany ułożył z patyczków rysunek gma — 140 —
ehu zakładu, inny wyrzeźbił tekst pewnej piosenki, zresztą niezbyt wyraźnie; w Genui znowu inny waryat rzeźbił z węgla kamiennego fajki.
W Reggio niejaki Zanini uszył sobie jeden tylko but, ażeby nikt inny nie mógł go obuć; but ten z jednej strony był rozciągnięty i ściągał się za pomocą sznureczka, cholewa zaś był wykładana i ozdobiona rozmaitymi hieroglifami.
M. L. z Pesaro (Diario del Manie. 1879), pragnął koniecznie wrócić do rodziny, kiedy zaś mówiono mu, że jest to niemożliwe, ponieważ nie ma środków na przejazd, zbudował dla siebie ekwipaż, bardzo oryginalnie pomyślany, w rodzaju czterokołowego welocypedu (Frigerio).
W arabeskach pewnego megalomaniaka widzimy zawsze ukryte w ornamentach: to okręt, to zwierzę jakieś, to głowę ludzką, to drogę żelazną (Tablica Nr. 1), to krajobrazy, to widoki miast i t. d., chociaż sprzeciwia się to charakterowi arabesek w zwykłem pojęciu.
Oryginalność przejawia się zresztą i w tem, że obłąkani zajmują się tego rodzaju sztuką, której nie uprawiali poprzednio.
3) Zresztą oryginalność prawie u wszystkich waryatów wyradza się w dziwactwo fantastyczne, które wtedy tylko wydaje się logicznem, gdy wiadomym nam jest przedmiot obłąkania i gdy przedstawimy sobie do jakiego stopnia rozkiełznaną jest ich wyobraźnia. Simon zauważył, że w obłędzie prześladowczym i megalomanii paralitycznej wyobraźnia bywa tem więcej żywą i siła twórczej, ekscentrycznej fantazyi tem więcej czynną, — im mniej normalnym jest stan zdolności umysłowych. Pewien malarz np. umysłowo chory, utrzymywał, że widzi wnętrze ziemi, a w niem mnóstwo domów kryształowych, oświetlonych elektrycznością, woniejących cudownym zapachem i napełniouych prześlicznymi obrazami. Następnie opisał istniejące w jego wyobraźni miasto Emmy, którego mieszkańcy posiadali po dwoje ust i po dwa nosy: jeden dla codziennedo użytku, drugi — dla użytku bardziej estetycznego; mózg ich był ze srebra, włosy — ze złota, mieli trzy lub cztery ręce i jedną tylko nogę, pod którą było przymocowane kółko.
Na fantastyczność obrazów wpływa w znacznej mierze dziwaczność halucynacyj: tak np. Lazzaretti wymalował na 8wej chorągwi zwierzę czworonogie z siedmiu głowami.
Pewien obłąkany zrobił sobie pancerz z kamyków, żeby sie zabezpieczyć przeciwko swym wrogom, inny rysował całemi godzinami mapy z plam, które tworzyła wilgoć na ścianach jego celi. Potem się okazało, iż miały to być mapy tych posiadłości, które mu Bóg na ziemi ofiarował. W tem bogactwie fantazji leży też jedna z przyczyn tego, że zdoluości artystyczne bywają czasem daleko silniej rozwinięte u prawdziwych waryatów (dementi), aniżeli u maniaków i melancholików.
4) Jedną z najbardziej charakterystycznych cech twórczości artystycznej obłąkanych jest używanie znaków pisarskich razem z rysunkami, w tych ostatnich zaś wielka obfitość symbolów i hieroglifów. Takie mieszane utwory bardzo są podobne do malowideł japońskich, staro-induskich, lub starożytnych ściennych obrazów egipcyan; na powstawanie zaś ich wpłynęły te same przyczyny, a mianowicie: potrzeba dopełnienia znaczenia wyrazów lub rysunku, które, wzięte oddzielnie, niezdolne są wyrazić myśli z pożądaną jasnością i dokładnością. To objaśnienie da się zupełnie zastosować i do faktu, zakomunikowanego mi przez Monti’ego, kiedy jeden niemy., cierpiący na pomieszanie zmysłów od 15 lat, dodał do narysowanego zupełnie prawidłowo planu jakiegoś gmachu, mnóstwo niezrozumiałych, rymowanych nadpisów, epigrafów, napisanych pośrodku planu i dokoła niego, widocznie w tym celu, ażeby były komentarzami, których biedak nie mógł dać ustnie.
U niektórych megalomanów pochodzi to również z chęci wyrażania swych idej w języku niepodobnym do ogólno ludzkiego; jest to właściwie zjawisko podwójnie atawistyczne. Taki przykład miałem na jednym waryacie, uważającym siebie za Władcę Świata, którego opisałem wraz z Tosellim, Był to 63-letni wieśniak, silnie zbudowany, o wysokiem czole, z wystającymi policzkami i wzrokiem wyrazistym i przenikliwym ’).
) Archivio di psichiatria e scienze penali. 1880 r. Rok I zesz. 1 i 2.
Pojemność czaszki wynosiła 1544, kąt twarzowy 82, temperatura — 37, 6°.
W jesieni 1871 roku obudził się w nim nagle popęd do włóczęgi i do gadatliwości; zaczął zatrzymywać na ulicach lub w miejscach publicznych osoby najwyżej postawione, i skarżył się na wyrządzoną mu niesprawiedliwość, niszczył produkty spożywcze, tratował zboże w polu i biegał po drogach, grożąc straszliwą zemstą. Wkrótce wydało się biedakowi, że jest Bogiem, królem wszechświata, miewał nawet kazania w katedrze Alba, w których mówił o swem Wysokiem posłannictwie. Kiedy wsadzono go do szpitala w Eacconigi, zachowywał się tam z początku zupełnie spokojnie, dopóki był mocno przekonanym, że tutaj nikt nie wątpi o jego potędze; lecz przy pierwszem przeczeniu zaczął grozić, że wywróci kulę ziemską, obali wszystkie państwa i uczyni dla siebie piedestał z ruin całego świata, nazywając się jednocześnie władcą wszechświata, uosobieniem żywiołów, bądź też bratem, bądź synem, bądź ojcem słońca.
„Już mi się sprzykrzyło, wołał on, utrzymywać taką masę żołnierzy i darmozjadów. Słuszność wymaga, żeby rząd i ludzie bogaci przysłali mi znaczną sumę pieniędzy dla wypłaty — tak zwanego przezeń — podatku śmierciW zamian za tę opłatę obiecywał im życie wieczne. Biedacy umrzeć powinni wszyscy, ponieważ są bezużytecznymi. Ubolewał także, że musi żywić w swym pałacu tylu obłąkanych, prosił więc nieraz doktora, ażeby wszystkim im poucinał głowy, co nie przeszkadzało mu jednak nader troskliwie i uprzejmie pielęgnować ich, kiedy byli chorzy. Szczupły swój zarobek oddawał zwykle jakiemu oszustowi, posyłanemu z listami lub poleceniami to na tamten świat, to do słońca, to do gwiazd, do śmierci, do piorunu i w ogóle do sił natury, od których żądał pomocy i z któremi w nocy prowadził poufne rozmowy. Był on bardzo zadowolony, jeżeli klęska jaka nawiedziła miejscowości okoliczne, ponieważ uważał ją za zapowiedź nieszczęść, któremi groził, oraz za dowód, że pogoda, słońce i piorun słuchają jego rozkazów. W kufrze swoim chował jakieś nędzne podobizny koron, zapewniał wszakże, iż są to „prawdziwe korony królewskie i cesarskie Włoch, Francyi i innych państw, te zaś, które noszą obecni monarchowie, nie mają żadnej wartości, gdyż są uzurpowane przez nędzników, skazanych w blizkiej przyszłości na zagładę, jeżeli nie zapłacą podatku śmierci, wekslami na sumę kilku miliardów“.
Ale ciekawszemi daleko od tych szaleństw były objawy, że tak powiem, obłędu graficznego. Ga... w młodości jeszcze nauczył się czytania i pisania, ale obecnie uważał za niewłaściwe dla siebie pisać sposobem zwyczajnym. Wysyłał ou często listy, rozkazy, weksle do słońca, do śmierci, do władz cywilnych i wojskowych i zawsze miał pełne kieszenie tych dokumentów. Pismo składało się przeważnie z dużych liter tytułowych, do których dodawał symbole i figury, oznaczające rozmaite osoby i przedmioty. Wyrazy zwykle oddzielone były od siebie jednym lub dwoma grubymi punktami. Każdemu wyrazowi odpowiadało kilka liter, najczęściej spółgłosek, wybieranych w liczbie dowolnej, bez względu na ilość sylab.
f
o >
Ażeby napisać zdanie: „Domine Dio Sol e ricoverato all’ospedale di Racconigi fa sentire al prefetto del tribunale di Torino se vuol pagare i debiti delia morte. Prima di morire venga di presto aWospedale di Racconigi“ ’), skreślił na wielkim arkuszu papieru co następuje:

O M: D O S: L R e O V A: LO: PDLA: D RV N S:
AEST-.AS: JPeE T: De TB NAL: De T OIO: S V P A D BI De LA PA DI: VóN: DIB9V0: AL OPDLA: DRYNS. Zamiast podpisu narysowany był orzeł dwugłowy, z twa-
’) Pan Bóg Sluńce, zamicszknjący w szpitalu Racconigi, zapytuje prezesa trybunału w Turynie, czy chce on zapłacić podatek śmierci. Przed śmiercią niechaj stawi się jak najprędzej w szpitalu Racconigi. rzą ludzką pośrodku — był to jego ulubiony emblemat, nosił go zawsze na kapeluszu i na ubraniu.
Tutaj, oprócz opuszczenia niektórych liter, przeważnie samogłosek, jak to bywa w piśmie semitów, spotykamy jeszcze użycie znaków, które w hieroglifach egipskich nazywają się określnymi (determinativi). Śmieréj np. oznaczona jest za pomocą trupiej główki, prezes trybunału w Turynie za pomocą profilu twarzy, narysowanego w półksiężycu, do góry nogami.
W innych utworach Ga., atawizm graficzny jest jeszcze widoczniejszym; litery znikają zupełnie prawie, zastępują je bowiem rozmaite znaki i rysunki.
Ażeby przedstawić wszechmoc swej potęgi, narysował cały szereg figurek *) (patrz tablica N. II), które przedstawiać mają żywioły i siły wyższe, życzliwe mu i gotowe za jego rozkazem wystąpić do walki z siłami ziemskiemi, współzawodniczącemi z nim o władzę nad światem. Idą tu w następującym porządku: 1) Ojciec Przedwieczny; 2) Duch Święty. 3) Ś-ty Marcin, 4) Śmierć, 5) Czas, 6) Grzmot, 7) Błyskawica, 8) Trzęsienie ziemi, 9) Słońce, 10) Księżyc, 11) Ogień (minister wojny), 12) Człowiek bardzo potężny, żyjący od początku świata, brat autora listu, 13) Lew piekielny, 14) Chleb, 15) Wino. W końcu wyrysowany jest orzeł dwugłowy, który zastępuje podpis \ pieczęć. Pod każdym rysunkiem znajdują się właściwe litery, np. pod 1-ym P. D. E. T. = Padre Eterno, pod 2-ini L. S. P. S. = Lo Spirito Santo i t. d.
Ta mieszanina liter, hieroglifów i rysunków obrazowych przedstawia objaw bardzo ciekawy, przypomina bowiem okres fono-ideograficzny w rozwoju pisma, przez który przeszły prawdopodobnie wszystkie narody (co do meksykanów i chińczyków nie ma żadnej wątpliwości), zanim wynalezione zostało pismo alfabetyczne, o czem świadczy między innymi słowo greckie grąfbj które znaczy rysuję lub pisze i forma liter, przypominająca kształty gwiazd i planet.
Dla braku miejsca figurki te sa zmniejszone i opuszczona pieczęć z orłem, zajraujaca cał§ stronicę. Prz. autora.
Ludy pierwotne Ameryki i Australii zamiast pisma używają rysunków, mniej lub więcej dokładnych; np. żeby wyrazić, że ktoś biegnie z szybkością ptaka, rysują człowieka ze skrzydłami zamiast rąk (Steinthal-Entwickelung der Schrift 1852 r.). Dwie łódki z figurkami ludzkiemi, niedźwiedź i sześć ryb oznaczają, że rybacy upolowali niedźwiedzia i nałowili ryb. Nie są to więc wcale napisy, ale znaki mnemoniczue, powiązane ze sobą i służące dla utrwalenia w pamięci wypadków, o których opowiadają pieśni i podania.
Niektóre plemiona używają sposobów bardziej jeszcze niedokładnych, przypominających nasze rebusy. Mayosy w Ameryce południowej dla oznaczenia lekarza rysują człowieka z pękiem ziół w ręku i ze skrzydłami u nóg; oczywiście pragną oni przez te ostatnie wyrazić, że lekarz winien spieszyć wszędzie, dokąd go wzywają; dla oznaczenia deszczu rysują wiadro. (V. Boddaert — Paleographie of Amer. Londyn 1865).
Starożytni chińczycy, chcąc wyrazić pojęcie złości, rysowali trzy kobiety, światła — słońce i księżyc, dla oznaczenia zaś słowa słuchać — ucho między dwiema połowicami drzwi.
Ta pierwotna forma pisma wskazuje nam, że figury retoryczne, któremi tak chlubią się pedanci, dowodzą raczej ograniczoności, aniżeli wysokiego stopnia rozwoju umysłu: rzeczywiście, ozdoby tego rodzaju spotykamy często w mowie idyotów lub głuchoniemych, którzy otrzymali pewne wykształcenie.
Po długiem używaniu tego sposobu utrwalania myśli, ludy bardziej ucywilizowane, jak np. meksykanie i chińczycy, zrobili krok naprzód: zaczęli oni grupować mniej lub więcej malowniczo niektóre figury i wytworzyli dowcipne kombinacye, które chociaż nie wyrażały bezpośrednio danego pojęcia, przypominały go jednak ubocznie, jak to widzimy np. w szaradach. Oprócz tego, ażeby czytelnik nie miał trudności w pojmowaniu znaków, przed nimi lub po nich odtwarzano zarys przedmiotu, o którym była mowa, co jest już pewnym postępem w porównaniu z poprzednim sposobem pisania wyłącznie za pomocą rysunków.
Stało się to wtedy, kiedy język ustalił się ostatecznie i ludzie przekonali się, że dane znaki budzą wspomnienie peGeniusz i obłąkanie. 10 wnych dźwięków, i co za tem idzie, pewnych pojęć. Itzlicoatl — imię monarchy meksykańskiego, pisano w ten sposób, że ry
eowano dzidę, która po meksykańsku nazywa Itzli i węża
CoatI ’).
Wznawiając tę formę pisma, nasz megalomaniak dowiódł raz jeszcze, że w wyrażaniu swych myśli obłąkani, podobnie jak przestępcy, robią krok wstecz, wracając się do czasów przedhistorycznych, do bytu człowieka pierwotnego. W danym wypadku łatwo możemy odgadnąć, wskutek jakich przyczyu i przez jaki proces myślenia Gall. przyszedł do przekonania że należy nżywać tego rodzaju pisma. Opauowaoy obłędem wielkości, wierząc, że jest nieskończenie wyższym od wszystkich sił, jakie tylko można sobie przedstawić i władzcą nieograniczonym żywiołów, sądził on, że mowa zwyczajna nie wystarcza dla przekonania ludzi ciemnych i małowiernych. Tak samo i powszedni sposób pisania nie był odpowiednim dla wyrażenia jego pojęć zupełnie nowych i niezwykłych. Rysunki lwich pazurów, dziobu orła, żądła żmii, strzały piorunowej lub promieni słońca wydawały się bardziej godnymi jego potęgi i właściwszymi do wzbudzenia w ludziach szacunku dla jego osoby.
Przykład ten nie jest wcale odosobnionym; podobny wypadek opisał Raggi w swym wybornym traktacie o „utworach piśmiennych waryatów“ (Scritłi dei Pazzi). Ja sam leczyłem w Pawii pewnego szewca waryata, który sądził, że słońce i księżyc są w jego mocy i codzień rano rysował mundury, jakie z czasem mieli przyodziać ci dwaj jego podwładni.
Zapewne, że gra tu ważną role i intensywność pewnego rodzaju halucycacyj, które nie znajdują odpowiedniego wyrażenia ani w piśmie, ani w słowie i szukają go w rysunku. Rzeczywiście zdarzało nam się widzieć takich monomaniaków, znajdujących się już zresztą prawie zawsze w okresie przejściowym do zupełnego zgłupienia (demenłia), którzy ciągle rysowali, jak nmich, przedmioty swoich rojeń, zapełniając takimi rysunkami całe arkusze papieru.
Tak np. prof. niemiecki Gunz., który się leczył u nas jako cierpiący na obłęd prześladowczy, opisywał kilkakrotnie
) Lombroso. Uomo biatico e uomo di colore. 1871. w wyrażeniach bardzo dobitnych przyrządy magnetyczne, za pomocą których kolega jego nie daje mu spokoju; wreszcie zrobił dziwaczny rysunek’), celem pokazania uam, w jaki spo8Ób za pomocą pewnych przewodników i stosów elektro-magnetycznych, nieprzyjaciele mogą go prześladować z Medyolami i Turynu w szpitalu w Pawii. Inny monoraaniak — alkoholik uskarżał się nietylko na magnetyczne, ale i na spirytystyczne prześladowania niejakiegoś Bel., i, podczas najsilniejszego napadu obłędu, wyrysował swego wroga, uzbrojonego sztyletem, w towarzystwie jego zony, w postaci sliuksa czy syreny, w okularach i ze sterczącą w ustach tajemuiczą świstawką, zawierającą w sobie zgnbne dla biednego maniaka czary. Dla objaśnienia rysunku znajdowały się przy nim wiersze, lecz te czyniły go jeszcze więcej niezrozumiałym.
Lazzaretti również, chociaż daleko lepiej władał piórem, używał jednak mnóstwa bezsensownych symbolów i upiększał nimi swoje chorągwie, których miał cały kufer. Kiedy kufer ten otworzono na sądzie podczas procesu, zdziwił się mocno prokurator królewski, widząc tak niewinne trofea, kiedy spodziewał się znaleźć tam, co najmniej, bomby wybnchowe. Na pieczęci i na berle Lazzaretti’ego także były wyrżnięte pewne emblematy (tab. I iig. II), którym nadawał on, jak to zobaczymy później, doniosłe znaczenie.
Bardziej jeszcze interesujący fakt w tym samym rodzaju zakomunikował mi szanowny prof. Morselli — ze swej własnej praktyki.
Chory (pisze mi on), A. T. z Porto Civitanova, w Marchii, był stolarzem i fabrykantem mebli, wyrzynał bardzo piękne ozdoby z drzewa i wyroby jego dosyć były cenione. Przed siedmiu laty zachorował, (była to zdaje się lipemania); probował wtedy pozbawić się życia, wyskoczywszy na nlicę z balkonu ratusza, wskutek czego złamał nogę i zbił sobie nos. Dzisiaj podlega napadom rozdrażnienia i obłędu systematyzowanego, w którym główuą rolę grają ideje polityczne, auarchiczne i republikańskie, z domieszką znaczną próżuości. Zdawało mu się, że jest ważnym bardzo przestępcą: to Gasparone,
’) Aichivio di psichiatria e scien ze pcnali. 1880 zeszyt 2. to Passatore, to Passanante i t. d. Rysuje i wyrzyna z drzewa ciągle rozmaite rzeczy, bardzo zawsze podobne do siebie, będące upostaciowaniem jego hałucynacyj. Są to zwykle jakieś trofea z herbami, figury emblematyczne i alegoryczne z dziwacznymi podpisami, złożonymi z wyjątków z dzienników politycznych lub z aforyzmów, które zapamiętał z dawnych czasów.
Z rzeźb jego zasługuje na szczególną uwagę jedna, przedstawiająca człowieka, ubranego w mundur wojskowy, ze skrzydłami na ramionach, stojącego na piedestale, pokrytym rozmaitymi napisami i dewizami alegorycznemi. Na głowie tej figury znajdują się jakieś trofea, a dokoła niej wyrzeźbione są różne przedmioty, będące symbolami chorobliwych bredni artysty.
Tak np. przedstawionym jest tam kałamarz — jako oręż, którym kiedyś zwycięży on tyranów; mundur — jego zwykły ubiór podczas wojny za niepodległość; skrzydła — które przypominać winny, że już będąc waryatem, sprzedawał na placu Porto Recanati rzeźbione przez siebie przedmioty i między innymi aniołów, po soldzie za sztukę; medal orderu świni, — jest to znak odznactenia, który chciał przypiąć do piersi wszystkich bogaczów i władców świata, ażeby ich ośmieszyć; hełm, z latarnią przytioierdzoną do spuszczonej przyłbicy, (przypomina to ubiór opryszków z operetki Offenbacha) jest emblematem karabinerów, którzy go odstawili do szpitala; cygaro, położone ukośnie (zwróćcie uwagę na to), oznacza pogardę dla króla i tyranów; nareszcie noga wykrzywiona przypomina złamanie jej wskutek zeskoczenia z balkonu.
Napisy na piedestale, składające się z wierszy, poczerpniętych z gazet lub artykułów treści politycznej, o których zwykle mówi nasz chory, nadając im tajemnicze jakieś znaczenie, niby napomknienie o tej niewoli, w jakiej go teraz trzymają w szpitalu i tego odwetu, jaki on za to gotuje.
Ale najbardziej godnym uwagi jest trofeum, umieszczone na głowie posążku, które jest, że tak powiemy, przedstawieniem graficznem piosenki ’), nie wiem czy ułożonej przezeń, czy
’) Oto jest tłomaczenie tej piosenki, którą wziął Lombroso z rękopisu
autora:
Będę cię kochał.
Truciznę już przygotowałem
też przerobionej z motywów popularnych. Każde zdanie piosenki przedstawione jest za pomocą symbolu. W pierwszej zwrotce np. czara wyobraża truciznę, znajdują się tam także dwa sztylety, sarkofag czy skrzynia z pokrywą jest emblematem wyrazów: zakończyć życie i trumna; miłość przedstawiają dwa bukieciki kwiatów.
W drugiej zwrotce dzwon przedstawiony jest jak należy, trąby położone na krzyż, oznaczają harmonię ponurą; o krzyżu i księdzu (lub raczej o kapeluszu księżym) w trzeciej zwrotce nie zapomniano także. Brakuje tylko wideł (forca). Trzeba zauważyć przytem, że nóż i widelec były ulubionemi emblematami T. Miały one oznaczać, że je i pije, będąc w niewoli czyli „na galerach' — jak się sam wyrażał, dla tego też nosił zawsze sztućce, wyrobione własnoręcznie z drzewa, w pętlicy swego ubrania lub na czapce.
Tu należy przypomnieć, że w ten sposób, łącząc rysunki z poezyą, ludy pierwotne przekazują potomności swoje dzieje.
Podobna obfitość emblematów czyni często niezrozumiałą treść obrazów malarzy bardzo biegłych ale obłąkanych (Les
fous litteraires 1880 r.).
Sztylety dwa trzymam na łonie, I życie me tak nieszczęśliwe Chcę raz już nareszcie zakończyć. Będę cię kochał aż do grobu I po śmierci kochać cię będę,
Dzwon pogrzebowy rozgłośnie Obwieści o zgonie moim. Wtedy ty z ciekawością usłyszysz Tę harmonię ponurą, Będę cię kochał i t. d. Zobaczysz jak iść będzie drogą Szereg krzyżów długi, zmieszany (procesya) I ksiądz na drodze rozstajnej “) Odśpiewa Miserere,
Pr. tl.
Będę cie kochał i t. d.
“) Forca — droga rozstajna, widły.
5) U niektórych waryatów Toselli zauważył dziwną skłonność do rysowania arabesek i ornamentów, odznaczających się geometryczną prawie prawidłowością form, i pomimo to bardzo wykwintnych. Zdarza się to tylko u monomaniaków, gdy tymczasem maniacy i demenci odznaczają się w swych utworach nieporządkiem chaotycznym, nie pozbawionym wszakże pewnej elegancyi, jak tego dowodzi przysłany mi przez Monti’ego obrazek, narysowany przez waryafa i przedstawiający jakiś gmach, który się składa z mnóstwa zakrętów oryginalnych, splątanych między sobą rozmaitymi sposobami, ale bardzo wdzięcznych.
6) Rysunki wielu waryatów, szczególniej dotkniętych obłędem erotycznym, paralityków i demeutów, odznaczają się bezwstydną nieprzyzwoitością; tak np. pewien obłąkany stolarz wyrzeźbił na nogach swych mebli i na wierzchołkach drzew rnęzkie organy płciowe, co zresztą znowu przypomina rzeźbę dzikich, u których wszędzie spotykamy organy płciowe. Inny znów, kapitan z Genui rysował bezustanku rzeczy nieprzyzwoite. Tacy artyści starają się czasem zamaskować cynizm swych utworów i tłomaczą go mniemanemi wymaganiami samej sztuki, jak np. waryat, któremu się zdawało, że przedstawia sąd ostateczny (patrz tabl. I), albo ksiądz, który rysował figury nagie, a potem tak zręcznie je zatuszowywał, że organy płciowe, piersi i t. p., były zupełnie widoczne, kiedy zaś strofowano go za nieprzyzwoitość, odpowiadał, że szukają jej tylko ludzie, którzy sądzą złośliwie jego rysunki. Ten sam obłąkany rysował często grupę z trzech osób — kobietę w objęciach dwóch mężczyzn, z których jeden był w ubraniu księźem (Raggi).
Niejaki M., który jak widzieliśmy wyżej, pisywał często bardzo piękne wiersze, illustrował je mnóstwem rysunków, przedstawiających niemożliwe jakieś zwierzęta, mnichów lub kobiety i nadawał wszystkim tym figurom uajnieprzyzwoitsze pozy. Niektórzy, mianowicie dotknięci chorobą zwaną dementia paralitica, wyrażają cynizm jeszcze widoczniej. Pamiętam np. jednego starca, który rysował kobiece organy płciowe i przytaczał bezwstydne dwuwiersze w listach do swej żony. Ciekawy objaw przedstawiali też dwaj malarze — jeden z Turynu, drngi z Reggio — cierpiący obłęd wielkości: obaj byli amatorami grzechu sodomskiego, opierając sic na téj prawdziwie waryackiej myśli, że są bogami, władcami świata, stwarzanego przez nich w ten sam sposób, w jaki kury niosą jajka. Jeden z nich, odznaczający się niezwykłym talentem, przedstawił siebie n§. obrazie w chwili podobnego stwarzania świata, zupełnie nagim, wpośród kobiet i rozmaitych symbolów swej potęgi. Ten cudacki obraz przypomina nam starożytne wyobrażenie boga Itifallo u egipcyan i po części objaśnia pochodzenie tego mytu.
7) Ogólnym rysem charakterystycznym większej części utworów obłąkanych jest bezużyteczność kompletna tych prac, nawet dla samych pracowników, co potwierdza zupełnie zdanie Hecart’a: że „właściwością waryatów jest tworzenie rzeczy nieużytecznych“. Tak np. pewna kobieta, cierpiąca obłęd prześladowczy, pracowała całe lata, malując prześlicznie na skorupkach lub cytrynach i to widocznie bez żadnego celu, ponieważ tak starannie ukrywała swoje utwory, że nawet ja, którego uważała za swego najlepszego przyjaciela, mogłem je zobaczyć dopiero po jej śmierci. Takiegoż samego rodzaju była praca tego chorego, który uszył sobie jeden tylko but, o czern pisaliśmy wyżej. Moźnaby przypuścić, że obłąkani, również jak artyści genialni, hołdują zasadzie — piękno dla piękna, prawda dla prawdy — tylko w znaczeniu odwrotnem.
8) Niekiedy obłąkani tworzą rzeczy bardzo pożyteczne, ale nie dla siebie i nie wchodzące w zakres tej specyalności, jakiej się oddawali uprzednio. Oto np. pewien urzędnik z intendentury wymyślił i zrobił model łóżka dla furyatów, model tak praktyczny, że, według mego zdania, łóżko to powinno by wejść w użycie; dwaj inni (Perotti) robili wspólnie prześlicznie rzeźbione zapalniczki z rogu, chociaż nie mieli ztąd żadnej korzyści, ponieważ nie chcieli sprzedawać swoich wyrobów. Zresztą zdarzają się wyjątki: tak np., pewien melancholik, cierpiący manię zabójstwa i samobójstwa, zrobił sobie z kości, pozostałych od obiadu sztućce, co było dla niego bardzo korzystuem, ponieważ z rozporządzenia dyrektora nie dostawał metalowych. Megalomaniak, służący z kawiarni, który się leczył w szpitalu Colegno, spreparował doskonałą słodką wódkę, pomimo to, że materyały dostarczane mu były najrozmaitszych gatunków. Pięćdziesięcioletnia kobieta, która miewała ataki szaleństwa, uszyła sobie ogromny czepek nocny w kształcie hełmu, i nie mogła zasnąć inaczej, dopóki nie zakryła sobie nim twarzy aź do samej szyi; maniak występny z drewienek zrobił sobie klucz. Nie wspomnę juź o tych, którzy robili sobie prawdziwe kirysy z żelaza lub kamyków, ponieważ w tym razie praca była wywołana uznaniem potrzeby bronienia się od wymyślonych prześladowców.
9) W utworach malarskich waryatów jest, ma się rozumieć, dużo bardzo braków tak w kolorycie, jak też i w rysunku, szczególniej zaś daje się to zauważyć u niektórych maniaków skutkiem nadzwyczajnej asocyacyi idei, która znosi przejściowe odcienia, przy wykonaniu zamyślonego przez artystę obrazu. Przy zgłupieniu (dementia), zdarzają się przerwy w asocyacyach idei, jak to widzimy np. u tego waryata, który chcąc przedstawić wesele w Kanie, narysował doskonale wszystkich apostołów, ale zamiast postaci Chrystusa umieścił ogromny bukiet kwiatów.
Paralitycy nadają dziwaczne rozmiary przedmiotom; rysują kury tak wielkie jak konie, wiśnie — jak dynie, lub też, pomimo całej staranności w wykonaniu, obraz bywa zawsze niedokładnym, jak rysunki dziecinne. Pewien waryat, który uważał siebie za drugiego Vernet’a, rysował tylko cztery kreski, chcąc przedstawić konia (Simon), inny znów przedstawiał wszystkie postacie do góry nogami (Frigerio).
W tych wypadkach, kiedy obłąkanie połączone jest z utratą pamięci do takiego stopnia, że nawet w rozmowie zwykłej chorzy zapominają niektórych wyrazów — wtedy i w rysunkach daje się zauważyć brak najważniejszych szczegółów. Tak np. Mac. z Pesaro narysował wybornie siedzącego generała, ale zapomniał narysować — krzesła.
10) U niektórych znowu, szczególniej u monomaniaków widzimy, przeciwnie, nadto wiele drobnostkowych szczegółów. Chcąc lepiej wyrazić treść, jaką ma przedstawiać rysunek, robią go zupełnie niezrozumiałym. Na jednym z pejzażów np. znajdującym się w Turynie pomiędzy obrazami, które nie zostały przyjęte na wystawę, odróżnić można wyraźnie każdą trawkę w widniejącem zdaleka polu, albo na wielkim obrazie cieniowanie było tak delikatne, jakby na małym szkicu, zrobionym ołówkiem.
Czasem, prócz obfitości szczegółów daje się zauważyć zupełny brak perspektywy — jak to widzimy np. na rysunku odtworzonym tu na stronicy następnej — gdzie wszystkie oddzielne części wykonane są zupełnie prawidłowo, lecz wskutek braku perspektywy, całość przedstawia jakąś gmatwaniuę. Można przypuścić, że rysunek ten wykonał jakiś zuakomity artysta, który uczył się w Chinach lub w starożytnym Egipcie. Widocznym tu jest także pewnego rodzaju atawizm.
Znałem trzech podobnych malarzy: monomaniaka — podpalacza z Pawii, odznaczającego się tem jeszcze, że pisał literami drnkowanemi, i dwóch demeutów. Jeden z nich, którego rysunki darował mi dr. Filippa, jest również twórcą owych arabesek z figurami ludzkiemi, o których mówiłem wyżej. Pewien kapitan francuzki, parezyak (niedowład), rysował figury za pomocą linij prostych zupełnie tak samo, jak profile egipskie. Wyżej wspomniany megalomaniak, sodomita z Reggio, który uszył jeden but, wykonał płaskorzeźbę kolorowaną, na której figury przypominały swoją nieproporcyonalną wielkością kończyn i malutkiemi twarzami — postacie świętych z XII wieku. Inny znowu (z Genui) wyrzynał na fajkach i naczyniach ozdoby, zupełnie podobne do tych, jakie znajdują się na przedmiotach z epoki kamienia ciosanego.
Wszystkie te przykłady wykazują wiele analogij między stanem psychicznym człowieka i okolicznościami zewnętrznemi.
11) Niektórzy obłąkani wykazują wielki talent naśladownictwa, np. rysują fasaaę szpitala (Monti), głowy zwierząt z dokładnością często niezbyt wykwintną, ale nadzwyczaj drobiazgową, która przypomina sztukę ludów pierwotnych — tego rodzaju rysunki udają się nawet kretynom i idyotom, kté rzy zresztą mało różnią się pod względem umysłowym od lu dów pierwotnych. Wielu odtwarza ciągle jeden i ten sam po mysł — tak np. pewien obłąkany na całych arkuszach papieru rysował wciąż pszczołę, odgryzającą głowę mrówce (Frigerio), inny, który sądził, że jest rozstrzelany, rysował zawsze strzelby; inny znowu — arabeski. Niekiedy jeduostajuość ta znajduje się
w związku z poprzednią profesyą artysty — tokarza, marynarza i t-
Powyższe właściwości tłomaczą nam ten fakt, że obłąkani, a uawet zupełnie zniedołężniali umysłowo (dementi), powtarzając wciąż jedne i te same motywy, dochodzą wreszcie do doskonałej wprawy w rysunku, jak up. ten waryat, który rysując wciąż okręty, w końcu odtwarzał je znakomicie. Innych — jak widzimy również u poetów i literatów, których talent objawił się w szpitalu (np. Farina) — siła i energia hałucynacyj czyni malarzami i to — znakomitymi malarzami, jak np. owego Blake, o którym opowiada Briere, że widział osoby dawno umarłe i aniołów, jak gdyby żywymi. Dziwak, poeta-mattoid John Clare twierdził, że uczestniczył w bitwach stoczonych przed wiekami, i że widział ścięcie Karola I, które istotnie opisał z nadzwyczajną ścisłością historyczną, chociaż był człowiekiem mało wykształconym. (De Le Pierre op. cit. str. 57 1860 r.).
Tłomaczy to również, dla czego znajdujemy tylu poetów i malarzy nawet między t. zw. dementami, ponieważ wyobraźnia rozwija się tym bujniej, im muiej panuje nad nią rozsądek, który tłumiąc złudzenia i balucynacye, zamyka w człowieku normalnym źródło twórczości literackiej i artystycznej. Tylko to bowiem odtworzyć można dobrze, co się widzi dobrze.
Łatwo zrozumieć także, że sztuka znowu może wywołać lub przyczynić się do rozwoju choroby umysłowej. Yasari opowiada o niejakim Spinellim, malarzu z Aretino, że kiedy wymalował Lucypera w całej jego okropności, szatan zjawił się przed nim podczas snu i osypał wyrzutami za to, iż uczynił go tak brzydkim. Obraz ten prześladował SpineIli’ego w ciągu wielu lat i o mało nie doprowadził go do samobójstwa. Verga znal człowieka, który, rysując ciągle linie wężykowate, myślał Potem dniem i nocą o prawdziwych wężach i pod wpływem tych widzeń probował utopić się nawet (Verga. Lazzaretti — Medyolan 1880 r.).
W niektórych wypadkach zamiłowanie do rysunków objaśnić można pewnego rodzaju automatyzmem, który rozwija się coraz silniej, podówczas gdy inne rodzaje objawu działalności psychicznej słabną. Coś podobnego widzimy u dzieci, które nawet w wieku niemowlęcym kreślą automatycznie różne znaki. Pod pewnym względem, wreszcie, widzimy w tych objawach twórczości artystycznej wpływ atawizmu, czego dowodzi podobieństwo tych rysunków do malowideł [mongolskich, oraz wielka ilość muzyków obłąkanych. Kwestyę tę wyjaśnił dosyć dobrze Vigna, światły alienista i miłośnik muzyki, (Intorno all’influenza delia musica. Medyolan 1878 r.).
Muzyka obłąkanych. Zdolność muzykalna więcej jeszcze jak zdolność do rysunku i częściej słabnie u tych waryatów, którzy przed chorobą zanadto namiętnie oddawali się ulubionemu zajęciu. Adriani zauważył, że ci muzycy, których on leczył, tracili prawie zupełnie swoje zdolności artystyczne; jeżeli zajmowali się kiedykolwiek muzyką, to robili to zupełnie machinalnie; inni zaś, postradawszy zmysły, powtarzali ciągle jedną i tęż samą sztukę, albo oddzielne z niej ustępy. Vigna powiada, że Donizetti, będąc w ostatnim okresie zgłupienia (dementia), pozostawał zupełnie obojętnym, kiedy grano przy nim ulubione jego raelodye. Ostatnie utwory tego kompozytora nacechowane są fatalnera piętnem choroby. To samo mówią krytycy o symfonii — uwerturze do „Narzeczonej z Messynyu, skomponowanej przez Schumann’a podczas napadów obłąkania. Nie sprzeciwia się to jednak ani trochę wypowiedzianemu przezemnie zdaniu, że obłąkanie budzi nowe zdolności artystyczne w tych osobnikach, które nie okazywały ich pierwej; przeciwnie — dowodzi tylko, jak to już widzieliśmy na przykładzie malarzy, że wpływ sztuki, której oddanie się namiętne doprowadziło do obłąkania, jest zupełnie bezsilnym.
Już Mason Cox zauważył, że wielu wirtuozów traci zdolności artystyczne jednocześnie z utratą rozsądku, ale bywają liczne wypadki, że pod wpływem choroby umysłowej zwiększały się one. Faktem jest, że talent muzyczny zjawia się często zupełnie niespodziewanie u melancholików, u maniaków, a nawet niekiedy i dementów. Pamiętam jednego waryata, który stracił zupełnie dar słowa, lecz grał ciągle a. livre ouvert najtrudniejsze sztuki i jednego zdolnego matematyka, cierpią cego melancholię, który nie mając najmniejszego pojęcia o teoryi muzyki i kontrapunkcie, komponował na fortepian arye, jakich by się nie powstydził znakomity kompozytor. Inny znów, któw następstwie monomanii doszedł do zupełnego zgłupienia, młodości swej uczył się muzyki i podczas choroby bez ustanku grał lub improwizował aż do samej śmierci wskutek paraliżu. Pewna syfilityczka, którą leczył Taburini, cierpiąca megalomanię, kiedy była podnieconą, zamiast akompaniować sobie na fortepianie, improwizowała dwa różne motywy, nie mające żadnego związku ani pomiędzy sobą, ani z aryą, którą śpiewała.
Pewien młodzieniec, który się leczył w mojej klinice od pellagry, komponował nowe, bardzo melodyjne piosenki.
Raggi pisał mi o pewnej leczącej się u niego damie, która cierpiała melancholię, że podczas napadów smutku grała jakby niechętnie, bez uczucia, lecz po przejściu ich, przepędzała całe dnie przy fortepianie i z prawdziwie artystycznym zapałem wykonywała najtrudniejsze utwory.-
Ten sam uczony zauważył niezwykły rozwój zdolności muzykalnych u innej chorej (megalomania acuta), która śpiewała bezustannie arye Bellini’ego, chociaż niezupełnie czysto.
W muzyce widoczną jest też przewaga po stronie megalomaniaków i paralityków, z tej samej przyczyny co i w malarstwie, mianowicie wskutek silniejszego podniecenia psychicznego. Tak np., jeden paralityk miewał przez cały ciąg swej choroby istne paroksyzmy muzyczne, podczas których starał się naśladować wszystkie instrumenty i przy wykonaniu ustępów a piano okazywał zapał nadzwyczajny. Inna znów obłąkana, uważająca siebie za królowę francuzką, ułożyła za pomocą ust i klaskania palcami, marsz dla swego wojska i śpiewała w takt tym dźwiękom (Raggi).
Raggi opowiada o pewnym obłąkanym (dementia paralitica), który wskutek wyskoczenia z okna złamał sobie nogę w udzie, że nie można go było powstrzymać w prawdziwym szale śpiewania. Przez całe dnie powtarzał tylko motywy z Trubadura, akompaniując śpiewowi rytmicznymi, gwałtownymi ruchami twarzy.
Inny jeszcze chory paralityk, uważający się za generaładmirała, śpiewał też często jakieś monotonne melodye. Oryginalny poeta i malarz megalomaniak M., piszący piękne, to znów bezsensowne wiersze, które podaliśmy wyżej (str. 104), komponował czyli raczej gryzmolił jakieś utwory muzyczce według nowego, przez niego samego wymyślonego, systemu, niezrozumiałego dla nikogo. Maniacy wolą zwykle tony ostre i wesołe, szczególniej w okresach jasności umysłu, bardziej zaś jeszcze lubią powtarzanie rytmu. (Raggi). Wszyscy zresztą, którzy chociaż czas jakiś spędzili w domu dla obłąkanych, wykazują w ogóle skłonność do wyrażania swych uczuć za pomocą śpiewów, krzyków i:
„Głosów wysokich, chrypliwych i klaskania w dłonie“.
Przyczyna tego zjawiska, jak również przyczyna takiej obfitości neo poetów w szpitalach dla waryatów, będzie zupełnie zrozumiałą, gdy przypomnimy sobie zdanie Spencera i Ardigo, dowodzących, że prawo rytmu jest najogólniejszą formą przejawiania się energii w całej przyrodzie, zaczynając od gwiazd i kryształów i kończąc na organizmach zwierzęcych. Człowiek poddaje się tu całkowicie impulsom organicznym i poddaje się tym bardziej, im mniej powstrzymuje go rozsądek. Z tej właśnie przyczyny ludy pierwotne namiętnie lubią muzykę. Spencer słyszał od jednego misyonarza, że wielu dzikich, którym wieczorem śpiewał psalmy, na drugi dzień prawie zawsze powtarzali je dokładnie.
Nawet rozmowa u dzikich jest jakimś monotonnym śpiewem, przypominającym nasze recitativo, a wyraz pieśń oznaczał dawniej poezye — poeci zaś otrzymywali nazwę — śpiewaków. Tajemnicze formuły oraz czarodziejskie zaklęcia u ludów starożytnych (patrz Cato: De re rustica), miały zawsze rozmiar rytmiczny, a nawet obecnie np. w okolicach Novi i Oulx zdarzało mi się słyszeć, że kiedy kobiety wiejskie dawały zapytania, modulacya ich głosu przypominała śpiew. Improwizatorowie zresztą, deklamują wiersze nie inaczej jak tonem śpiewnym i gestykulując przytem całem ciałem.
Jak trafnie zauważył Spencer w swej pracy p. t. „Zasady moralności i estetykiu, śpiew nadaje szczególną jakąś siłę naturalnemu wyrazowi uczuć i polega na systematycznem kombinowaniu właściwości głosu, które są następstwem przyjemności lub bólu. „Każde podniecenie umysłowe, powiada on, przechodzi w pobudzenie mięśniowe, między niemi zaś istnieje pewien związek. Dziecko skacze na widok czegoś błyszczącego. Pod opływem wrażeń albo wzruszeń silnych gestykulujemy, i im są One silniejsze, tem więcej podnieconym jest system [mięśniowy. Lekki ból wywołuje jęk, silny — krzyk: słaby, jeżeli cierpienie przelotne, i donośny lub nizki — jeżeli jest ono długotrwałekiedy cierpienie nie do wytrzymania, ton głosu podnosi się o kwintę lub oktawę, a nawet wyżej. W śpiewie moralne wzruszenie wyraża się drżeniem mięśni, co stanowi tak zwane tremolo.
Czyż nie jest naturalnem, że w tych wypadkach, kiedy wzruszenia są bardzo silne, często atawistyczne, jak np. w obłąkaniu, skłonności muzykalne rozwijają się na szerszą skalę.
Ta okoliczność objaśnia znowu fakt, dla czego wśród genialnych waryatów znajdujemy tylu znakomitych muzyków. Oto ich nazwiska: Mozart, Lattre, Schumann, Beethoyen, Donizetti, Pergolesi, Fenicia, Ricci, Rocchi, Rousseau, Haendel, Dussek, Hoffmann, Gluk i inni ’). Oprócz tego nie trzeba zapominać, że kompozycye muzyczne należą do najbardziej subjektywnych utworów geniuszu ludzkiego; znajdują się one w najściślejszym związku z uczuciami i w bardzo luźnym z formą zewnętrzną wyjawiania myśli, skutkiem czego wymagają gorącego, ale wyczerpującego siły natchnienia.
Zbadanie znamion zdolności artystycznych obłąkanych przyczyni się nietylko do poznania istoty tych chorób, w których tyle jest jeszcze punktów ciemnych, niewytłomaczouych, lecz także wyjaśni wiele zasad estetyki, lub przynajmniej krytyki artystycznej — gdy wykaże, że nadużywanie symbolów, obfitość drobnostkowych szczegółów, jakkolwiek zgodnych z rzeczywistością, kwiecistość stylu, nienaturalna przewaga jednego jakiegoś koloru (wada wielu naszych artystów), lubowanie się w nieprzyzwoitościach, a nawet oryginalność posunięta do przesady — należą do patologii sztuki,
Na bardzo wielki procent obłąkanych między kompozytorami wskazał mi już dosyć dawno młody wówczas artysta Arnoldo Bargoni, a w ostatnich czasach dużo spostrzeżeń, dotyczących tego przedmiotu, zebrał Mastriani w swej znakomitej ocenie mej książki p. t. Geniusz i Obłąkanie. Mattoidzi-grafomani.
Mattoidami-grafomanami nazywam ludzi, którzy zajmują miejsce pośrednie między obłąkanymi geniuszami, zdrowymi ludźmi i właściwymi waryatami.
Ludzie ci w smutnej dziedzinie psychiatryi przedstawiają od mianę owego gatunku, który najpierw określił Maudsley nazwą: ludzi z temperamentem obłąkanym. Morel, Legrande le Saulle i Schule (Geisteskrankheit), nazwali ich newrozykami dziedzicznymi *), a Raggi neuropatykami 2).
!) Są to, pisze Schule, dzieci albo wnuki obłąkanych, zwykle z anomaliami czaszki, podniebienia, języka, ptciowemi, skłonni do obłąkania, zwłaszcza pćryodycznego i hipochondryi z błahych powodów, w okresie dojrzewania lub brzemienności. Z dzieciństwa odznaczają się brakiem energii, cierpią na bezsenność, sonambulizm, konwulsye i są dziwnie wrażliwi. Później przejawiają czynność gorączkową, z której przechodzą do bezwładności zupełnej, nie poddają się karności, skłonni są do okrucieństwa, do samobójstwa, wreszcie wcześnie rozwijają się w nich instynkty płciowe. Wiecznie niespokojni i niezadowoleni, na krótki czas tylko po osiągnięciu celu odzyskują równowagę, poczem znowu zaczynają się niepokoić. Częstokroć są dzielnymi specyalistami, ale w życiu praktycznem pozostają dziećmi. Charakterystyka ta stosuje się zupełnie prawie do mattoidów, nadmienię tylko, że rzadko znajdowałem u nich nieprawidłowości somatyczne i dziedziczną skłoność do obłąkania-.natomiast wieln z nich znajduje się w pokrewieństwie z znakomitymi ludźmi, jak np. Broussais — syn i Kuester brat znanego uczonego Rudolfa Kuester’a; Marcin William — brat Jonatana — słynnego malarza; Flourens, członek kommuny — syn znanego fizyologa, Spandri — syn sławnego astronoma, Geroroini, etc.
2) Archivio di Psichiatria e Scienze penali 1881. Rok II. zesz. 2.  Ten ostatni, który badał tego rodzaju osobistości zręcznie i starannie, dzieli ich na cztery kategorye, stosownie do tego, do jakiej sfery należą spotykane w nich nieprawidłowości: zmysłowej (sensitivaj, uczuciowej (affettwa), czy umysłowej (intelettuale).
Pierwszą kategorye stanowią na wpół histerycy, nawpół hipochondrycy, odznaczający się nadczułością (hiperestesia), którzy czują delikatniej aniżeli inni ludzie, i swe mniemane nieszczęścia przypisują przyczynom wymyślonym.
Instynktownie skłonni są do uniesień i nadużyć — od orgij przechodzą do wstrzemięźliwości nadmiernej — oraz do dziwacznych wybryków płciowych, co opisałem szczegółowo w pracy mej p. t. Amor nei pazzi (jak np. miłość paradoksalna, ideologiczna, zoologiczna). Lubią oni bardzo psów, ’ kotów, ptaki i wykazują dziwaczne antypatye, niszczą cenne przedmioty, wyskakują z ekwipażów podczas jazdy, unikają światła słonecznego do tego stopnia, np., że wychodzą tylko w nocy, ale i wtedy z parasolem, lękają się miejsc zamkniętych i mdleją, jeżeli zamknąć ich w pokoju albo skrępować im ręce (Alpago) i vice versa — czują obawę miejsc otwartych (obawa przestrzeni), placów i t. p., przez które lękają się przechodzić. »Znałem pewną kobietę, która mdlała na widok ostrza noża, a Raggi opowiada o innej, która dostawała wymiotów, kiedy ujrzała swego męża, chociaż go kochała. Niektórzy, zwłaszcza pederasci, wykazują prawdziwie namiętne zamiłowanie do brudu, tymczasem inni (rupofobicy, jak ich nazywa Verga), lubią nadzwyczaj czystość, tak, że wycierają starannie krzesło, zanim usiądą, i głodzą albo nie dają spać swym rodzinom z powodu mniemanej obawy, że jedzenie nie jest przyrządzone porządnie, lub że pościel nie jest czystą.
11
Mattoidzi uczuciowi albo moralni stanowią substrat, albo raczej stopień przejściowy do zbrodniarzy wrodzonych (delinąuente nato), są to egoiści, bez żadnego przywiązania, bez lito-
’) Do przytoczonych tam faktów dodam jeden jeszcze. Hrabia Adt. znany dyplomata, podczas biesiady nalewał do kieliszka i pił mocz swej kochanki.
Geniusz i obłąkanie.
ści dla innych, obojętni wobec śmierci i męczarni osób blizkich, czasem nawet zdolni cieszyć się z tego powodu; często nienawidzą istot sobie podobnych i ukrywają się w jakimś zakątku głuchym, unikając towarzystwa ludzkiego (Claustrofdia)’). Inni znowu, przeciwnie, szukają sposobności aby^ czynić komuś źle, zbliżają się z ludźmi, aby ich skazić, lubią wzbudzać podziw, i w tym celu używają rozmaitych, często bezsensownych sposobów, jak np., zbierania kolekcyi guzików, parasoli i t. d., albo urządzają śmieszne farsy (piszą sami do siebie listy miłosne, które potem pokazują publicznie, palą drogie cygara, cierpiąc głód istotny); wreszcie stają się przywódcami zgromadzeń w kawiarniach i klubach politycznych, założycielami nowych szkół literackich, (właściwie kościółków — chiesuola), lub apostołami nowej wiary, tym gorliwszymi, im bardziej są nieokrzesani; niekiedy, będąc już od lat najmłodszych kłamcami i złodziejami, z oszustwa i kradzieży czynią prawdziwe rzemiosło, oburzają się, jeżeli spotka ich kara, chociaż sami znają wybornie prawo. Próżni w najwyższym stopniu dla zyskania rozgłosu często spełniają zbrodnie, zapominając, że tracą w ten sposób nietylko wpływ, jaki wywierali, ale i honor, o który tak dbają.
Mattoidzi intelektualni są to (Raggi) te niepohamowane gaduły, którzy nie mogą powstrzymać potoku swej wymowy, chociaż nawet chcą tego; znajdując się ciągle w stanie rozdrażnienia umysłowego (atassia mentale), mówią bez związku logicznego, zawsze prawie dochodząc do wniosków sprzecznych z własnem ich założeniem. Niekiedy mają dziwaczne fantazye, jak np. zliczyć kamienie brukowe na ulicy, deski w podłodze, albo patrzeć uważnie na koniec buta. Są oni często tak rozdrażnieni, że mogą pisać kilkakrotnie o jednej rzeczy, w jednakowy sposób do jednej i tej samej osoby, nie zwracają uwagi na zmiany dnia i nocy. Czasem znowu odznaczają się pamięcią niezwykłą, sypią mnóstwem cytat, albo też pamiętają tylko specyalnie liczby, wyrazy cudzoziemskie, zapominając jednocześnie rysów twarzy swych najbliższych przyjaciół. Inni
’) Archwio di Psichiatria e Scienze penali. Rok I zeszyt 2.
jeszcze posiadają wielką silę wyobraźni, która jednak często doprowadza ich do absurdu, do czynienia wniosków kategorycznych i t. d.
Ludzie ci charakterem bardzo mało albo wcale nie różnią się od dotkniętych obłędem moralnym, wielkości i t. d., i z lada błahego powodu dostają tych form obłąkania. Raggi, którego zdanie w tej sprawie w znacznej mierze podzielam, widzi tę tylko różnicę, że u mattoidów nieprawidłowościom umysłowym nie towarzyszą uczuciowe (ałFektywne), i że łatwiej mogą hamować swoje postępki. Ja zaś dodam, że anomalie ich charakteru są najczęściej wrodzone i nieuleczalne, połączone z róźnemi formami newrozy, i że posiadają oni tylko chorobliwe właściwości geniuszu, mianowicie jego ekscentryczność, bez zdolności krytycznej i iskry twórczej. Morel, Legrande le Saulle i Schiile, dołączają tu jeszcze różne nieprawidłowości cielesne: konchy usznej (zawsze spłaszczonej), języka, czaszki i organów płciowych — ale ja tylko wyjątkowo znajdowałem te cechy.
Odmianę tego gatunku, łączącą mattoida umysłowego z moralnym albo uczuciowym, stanowią grafomani i pieniacze, na których należy zwrócić baczną uwagę, nietylko z tego względu, że przedstawiają wiele podobieństw i kontrastów z ludźmi genialnymi, ale i dla tego, że wypadki świeżej daty nadają badaniom — tym oprócz literackiego i naukowego znaczenia — doniosłość społeczną i polityczną, zwłaszcza zaś, że szkodliwa działalność tych ludzi w początkach ukrywa się pod maską zwyczajnych popędów pseudo-literackich.
Mattoid-grafoman najczęściej, nawet prawie zawsze, posiada czaszkę normalną (Bosisio, Cianchettini, Fus. P.), właściwości jego nie są dziedziczne, ale nieraz bywa potomkiem lub krewnym znakomitego człowieka (Flourens, Broussais, Spandri, Kucuter); znamiennym rysem jego charakteru jest przesadzona ocena swych własnych zasług, swego znaczenia, z tym szczególnym dodatkiem, że zarozumiałość jego daleko silniej występuje w utworach piśmiennych, aniżeli w mowie i uczynkach, i że nie obchodzą go zgoła przeszkody i smutki życia praktycznego, które tak silnie odczuwają ludzie genialni i obłąkani.
Cianchettini porównywał się z Chrystusem i Galileuszem, a jednocześnie zamiatał schody w koszarach. Passanante nazywał siebie prezydentem towarzystwa politycznego i był kucharzem. Mangione uważał się za męczennika za sprawę Włoch i męczennika własnego geniuszu, spełniał zaś obowiązzki faktora. Caissant twierdził, że jest kardynałem, ale żył z cudzej łaski, ciągnąc zresztą dochody z własnego obłąkania. Pastor Bluet sądził, że jest apostołem i hrabią Permission, jako autor Scottatinge zaszczycał swymi względami tylko panujących i osoby ze sfer najwyższych, jednocześnie zaś zajmował się ujeżdżaniem koni.
Steyart, autor cudacznego utworu p. t. Nowy system filozofii fizycznej, który przebiegł cały świat, ażeby znaleźć „polarność prawdy“ (pclarita del vero), mniemał, że wszyscy monarchowie świata zmówili się w celu zniszczenia jego dzieła; rozdawał je więc swym przyjaciołom z prośbą, aby chowali swe egzemplarze starannie w miejscach bezpiecznych i wyjawiali tę tajemnicę jedynie dopiero na łożu śmiertelnem.
Marcin William, brat Jonatana, który w napadzie szaleństwa spalił katedrę w Yorku i Johna, który stworzył nowy rodzaj malarstwa — napisał mnóstwo dzieł o perpetuum mobile. Kiedy przekonał się z 36 doświadczeń, że sposobem naukowym dowieść tego niepodobna, objawił mu we śnie Bóg, że jest on wybrany dla wykrycia pierwej przyczyny wszystkich rzeczy i wiecznego ruchu, o czem napisał znowu kilka dzieł (Jasnot. Verites positwes 1854). Trudno byłoby odrożnić utwory mattoidów, gdyby z pozorną powagą i wytrwałem trzymaniem się jednej idei (w czem przypominają monomaniaków i ludzi genialnych) nie łączyły się rozmaite absurdy, ciągłe sprzeczności, gadulstwo i drobiazgowość bezsensowna, głównie zaś górująca nad innemi właściwościami przesadna próżność, która znamionuje również twory geniuszów — obłąkanych. Nic więc dziwnego, że pomiędzy 215 mattoidami znajdujemy aż 44 proroków.
Filopanti w dziele swem p. t. Bóg liberalny (Dio liberale) zalicza do pół-bogów swego ojca, który był stolarzem i swą matkę Birillę (kręglarkę)! (str. 447).
Cordigliani lżył w izbie członków parlamentu, i sądził, że w ten sposób zyskuje sławę.
Guiteau mniemał, że zabijając prezydenta, ocala rzeczpospolitą i uważał się za znakomitego prawnika i filozofa.
Passanante, głosząc, że „nie będziemy nigdy niszczyć życia ludzkiego i własności“, skazuje jednocześnie na śmierć członków parlamentu; wymagając zaś od zwolenników swych aby „szanowali formę rządu“, sam znieważa monarchię, próbuje zabić króla i radzi „wytępić skąpców i świętoszków“.
Pewien lekarz S. drukuje broszurę, w której twierdzi, że puszczanie krwi naraża na zbytek światła (eccesso di luce); inny znowu w dwóch grubych tomach dowodzi, że choroby „mają formę eliptyczną“.
Krytycy mówią, że dzieło Demonsa p. t. Quintessenza sestessenza dialettica jest prawdziwą kwinteisencyą bredni (Les fous litteraires str. 51).
Gleizes utrzymywał, że ciało jest ateistyczne, a Fuzi (teolog!), że krew menstrualna posiada własność gaszenia pożaru.
Hanneąuin, miał zwyczaj kreślić litery palcem w przestrzeni i posiadał trąbę powietrzną (tromba aromale), za pomocą której utrzymywał stosunki z duchami, mieszkającymi w powietrzu; oznajmił on, że przyjdzie czas, kiedy niektórzy męzczyzni, zostaną kobietami i pół-bogami.
Henrion mówił w Akademii napisów (Academie des inscriptions), że Adam miał 40 stóp wzrostu, Noe — 29, Mojżesz — 25 i t. d.
Piotr Leroux, sławny poseł Paryża, wierzący w przesiedlenie dusz i kabałę, tak określił miłość: „idealność realności jednej części całości w bycie nieskończonym“ i chciał wyłożyć zasadę troistości, jako wstęp do konstytucyi.
Asgill twierdził, że człowiek może żyć wiecznie, byle tylko wierzył w to silnie.
Filopanti wynalazł trzech Adamów (Dio liberale) i dokładnie określił epokę, w której żyli, oraz ich czyny.
Zdarza się jednak, że w chaosie tych bredni spotykamy czasem pomysły i wyrażenia nowe i silne. Oto np. jakie piękne zdanie znaleźć można pomiędzy bezmyślnymi frazesami Cianchettini’ego. „Wszystkie zwierzęta mają dążność instynktywną zachowania swego istnienia z iak najmniejszą pracą, unikać rzeczy smutnych i cieszyć się z przyjemności życia — dla tego właśnie potrzebną jest dla nich wolność“.
„Wszystkie zwierzęta, z wyjątkiem człowieka, zadawalniają te instynkty lub przynajmniej starają się je zadowolnić; jeden tylko człowiek, stworzywszy związki społeczne, został skrępowanym do tego stopnia, że nietylko nikt nic mógł zapewnić ludziom wolności i pokoju, ale nawet nikt nie wskazał im drogi, prowadzącej do tego celu. I oto ja właśnie pragnę dać tę wskazówkę. Jak drzwi zamknięte na klucz, nie mogą być otworzone bez wyłamania tylko za pomocą klucza lub witrychu, tak samo człowiek, który utracił swobodę wskutek mowy, tylko za pośrednictwem daru słowa, łub jego równoważnika — pisma, może zdjąć krępujące go więzy, nie rozrywając związków społecznych“.
Między bezmyślnymi wierszami poematu Scottatinge znajdujemy piękną apostrofę do Italii.
„Wiecznie królowa i niewolnica razem, wrogo usposobiona dla własnych dzieci“.
Zobaczymy wkrótce w biografii Passanantego, że w pismach swych i w rozmowie wygłaszał nieraz poglądy oryginalne w formie silnej, które wzbudziły nawet pewne wątpliwości co do stanu jego umysłu. Oto niektóre zdania:,, tam gdzie uczony przegrywa, tryumfuje nieuk“, albo „historya, wykładana przez lud jest bardziej pouczającą od tej, której uczymy się z książki“. BI u etodróżnia prawiczkę (pulcella) od dziewicy (yergine) „ponieważ pierwsza ma złe chęci bez możności ich urzeczywistnienia, druga zaś nie ma ani złych chęci, ani możności 1).
Rozumie się, że poglądy te zapożyczone są od znakomitych polityków i myślicieli, ale zawsze przesadzone i podane we własnej przeróbce. Tak np. u Bosisia spotykamy posunięte do przesady czułości naszych zoofilów i jakby przeczute my-
’),, La prima ha cattiro volere senza potere; la seconda e senza cattivo volere e senza potere“.
śli Royer i Comte’a o konieczności przyjęcia w życiu zasad Maltlmsa. Detomasi, faktor i oszust, mówi o praktycznem zastosowaniu darwinowskiej teoryi doboru płciowego, rozumie się z domieszką chorobliwego erotyzmu. Cianchettini znowu dążył do urzeczywistnienia zasad socyalizmu.
Zresztą piętno obłąkania odbija się nietylko w przesadno£ci tych poglądów, ale raczej w ciągłej ich sprzeczności i luźności; obok zdań wzniosłych, wyrażonych pięknie, spotykamy myśli poziome, liche, paradoksalne, przeczące poprzednio wygłoszonym i nieodpowiednie ani warunkom życia autora, ani jego wykształceniu. Przy czytaniu tych utworów przypominamy sobie Don-Quixotta, który zamiast uwielbienia wywołuje uśmiech politowania, chociaż czyny jego — w innej epoce i dokonane przez innego człowieka — wzbudziłyby podziw, otrzymały miano bohaterskich. W ogóle zaś rysy genialne w utworach mattoidów są tylko wyjątkiem, nie zaś prawidłem.
U wielu z nich widocznym jest raczej brak aniżeli zbytek natchnienia, napełniają oni całe tomy gadaniną bez treści i bez sensu; ażeby zamaskować słabość pomysłów, niedołęztwo stylu, używają mnóstwa wykrzykników i znaków zapytania, często podkreślają wyrazy i zdania, tworzą wreszcie nowe wyrazy, podobnie jak monomaniacy. Już Menke opowiada o współczesnych sobie mattoidach, że wymyślili wyrażenia derapti felisan. Berbiguier ukuł słowo ferfaderisser i rzeczownik farfiderisme.
Niejaki Le Bardier, monoman, napisał broszurę, w której uczy rolników, w jaki sposób otrzymać mogą zbiory podwójne i marynarzy — jak unikać wiatrów; nosiła ona tytuł Dominutmospherie, co miało znaczyć: Pan atmosfery, siebie zaś nazywał później Dominatmospherifateur (Le Pierre. Litter. des fous). Cianchettini wynalazł przelew idei (travoso dell’idea). Pari — wyraz morbozoo, Wahltuk wymyślił terminy: alitrologia, antropomognotologia, Gem. — ledepidermocrinia i glossostomatopatica i t. d.
Często znajdujemy dziwaczny sposób pisma lub druku, jedne wiersze idą poziomo, drugie — prostopadle, litery kreślone są w rozmaity sposób i t. d., jak np. u Cianchettini’ego.
Niekiedy znowu dodają rysunki, jak gdyby chcąc wzmocnić Jub wyjaśnić lepiej znaczenie wyrazów (to samo czynią również megalomaniacy) co przypomina pismo ideograficzne ludów starożytnych, w którcm figury były znakami określającymi. Bluet na str. 88 swej książki, daje sprośny rysunek, który tak objaśnia w swym dziwacznym stylu: „Człowiek położył się na wznak, a kobieta obok niego, wąż o dwóch głowach obwija jego prącie, a smok wkłada kobiecie swój wielki ogon i t. d.
Wahlt. wydrukował dwa dzieła traktujące o psychografii, t. j. nowym systemacie filozoficznym, który znalazł nawet uczonego komentatora, bynajmniej nie obłąkanego (świadczy to
0 rozumie i powadze pewnych filozofów).
Otóż według tej teoryi, wszystkie pojęcia przedstawione są w odpowiednich obrazach, wyciśniętych na odpowiednich zwojach mózgowych, tak np. symbolem pojęcia zjawisk fizycznych jest płomień świecy, oddychania i węchu — nos, ruchu — haczyk, etyki — pierścień i t. d. Wątpiąc — i zupełnie słusznie — czy słowa jego będą zroźumiane, filozofował przy pomocy pędzla
1 zapełnił całą książkę rysunkami mózgów, pokrytych tego rodzaju znakami symbolicznymi.
Stosując teoryę swą do utworów literackich, napisał potem tragedyę p. t. Hiob, w której wszystkie osoby przedstawione były na rysunku, i od stóp do głowy pokryte były takimiż znakami; recytowały one wiersze godne owego systemu filozoficznego, np.
Rozerwać mógłbym dwa pomysły złączone Przezemnie i bezbożnika. Jam — sprawiedliwy Bezbożnik — to szatan!
Misyonarz — jezuita Paoletti napisał dzieło przeciw nauce Ś-go Tomasza, i dołączył rysunek, przedstawiający rozmaite przedmioty, używane przy ceremoniach religijnych i służące w danym razie dla określenia przyszłych losów potomków Adama, w związku z nauką o predestynaeyi. Boska i ludzka woła przedstawione były jak dwie kule, poruszające się w kierunkach przeciwnych, ale spotykające się we wspólnym środku.
Wszystkie utwory mattoidów mają dziwaczne, długie tytuły. Posiadam jedną książkę, której tytuł zawiera 18 wiergzy, uie licząc objaśniającego dopisku. Jeden dramat ma tytuł 19-to wierszowy. Broszura socyalistyczna, wydana w języku włoskim w Australii, ozdobiona jest tytułem ułożonym w kształcie łuku tryumfalnego.
Te to właśnie tytuły zdradzają zawsze prawie nienormalny stan umysłu autorów. Dla przykładu wystarczy nagłówek dzieła Demonsa: „La dimostration de la quati’ieme partie de rien!}est quelque chose, tout est la quintessence tiróe du quart du rien et ndes dependances, contenant les preceptes de la sainte magie et devo„te invocation de Demons, pour trouver l’origine des maux de la „France.“
Albo ten znowu tytuł, dostarczony mi przez Dossiego: „Un., doloroso fremito del Coneime — Artificiale — Palermo contro Miss „Delosserina Antelmintica ddl’imbroglione Dott. Giuseppe Migneco „di Catania, giudicato da’ suoi stessi opuscoli. Penultima scena „com ritagli e cose inzuccherate pel capitano in riposo Calogero Riotta „de Palermo.11) „Bolesny ryk Nawozu — Sztucznego — Palermo przeciw Miss Delosserina Antelmintica, warchoła d-ra Józefa Migneco z Katanii, osądzonego przez swe własne dziełka. Przedostatnia scena ze skrawkami i rzeczami ocukrowanemi przez dymisyonowanego kapitana Calogero lliotta z Palermo.)“
Wielu ma zwyczaj mieszania i dodawania do zdań w tekście pojedyńczych cyfr lub całego ich szeregu, co czynią też niekiedy paralitycy. W jednem dziele obłąkanego Sowbira, noszącem tytuł 666, każdy wiersz kończyła ta cyfra; rzecz dziwna, że jednocześnie z tym utworem, niejaki Pater wydał w Anglii broszurę, traktującą o liczbie 666 — którą uważa za najdoskonalszą ze wszystkich cyfr. Lazzaretti również chętnie oddawał pierwszeństwo tej cyfrze, Spandri zaś, Lewron i inni — liczbie 3.
Podobnież jak waryaci, mattoidzi powtarzają często niektóre wyrażenia, lub oddzielne wyrazy kilkakrotnie na jednej stronnicy. Tak np. w jednym rozdziale Passanante używa wyrazu „riprovate“ 143 razy. Zdarza się niekiedy, że umyślnie używają papieru różnokolorowego do drukowania swoich utworów, co zwiększa ogromnie koszta wydawnictwa. Tak np. niejaki Wirgman, za wydanie podobnej książki o 400 str. zapłacił 2, 200 f. st.
Fiłon wpadł na koncept wymalowania każdej stronnicy swego dzieła innym kolorem.
Drugą charakterystyczną cechą tych utworów jest szczególna ortografia i sposób pisania, z mnóstwem wyrazów podkreślonych lub pisanych drukowanemi literami. Często piszą listy na dwie kolumny, wiersze idą wzdłuż, w poprzek i ukośnie, wreszcie w wyrazach podkreślają oddzielne litery, wyróżniając je od innych (Pasanante).
Okresy bywają oddzielone jak wersety Biblii-, co dwa lub trzy wyrazy stawią kilka punktów, jak np. w rękopisie niejakiego Bellonego, który mam przed sobą. Używają też mnóstwa nawiasów nawet podwójnych, jak np. Madrolle, albo uwag, odnośników nawet do tytułu, jak Oas...i La... profesor uniwersytetu, który napisał broszurę zawierającą 12 str., same odnośniki zaś zajmują 9.
Hepain wymyślił nowy język jizyologiczny, który się składa właściwie z tych samych liter, ale używanych w innym porządku i z dodaniem cyfr, np. wtre presence powinno się pisać: stat 5 ng. facto.
Często mattoidzi lubią styl kwiecisty (pod tym względem przewyższają niekiedy nawet obłąkanych) i grę wyrazów, jak np. niejaki Jaśnć l) lub Hecart, ten sam Hecart, który powiedział, że zajmowanie się rzeczami błahemi jest właściwością waryatów i który napisał życiorysy obłąkanych z Valenciennes. Wydał on dziwaczną książkę p. t. Anagrammeana poemat w VII \pieśniach, XCV (właściwie było to pierwsze) wydanie, przejrzane, poprawione i powiększone. Anagrammatopolis. llolt XVI ery anagrammatycznej (Valenciennes 1821 r.), składającą się z takich oto w ierszy:
Lecteur, il sied que je voiis dise, Que le sbire fera la brise, Que le dupeur est sans pudeur,
’) Opuszczamy tu niepodobną do przetłomaczenia grę wyrazów: tnain, s’ minę, semaine i t. d.
Qu’on peut maculer sans clameur, Le nomadę a mis la madonnę A la poterne de Petronne, Quand le grand Dacier ćtait diacre Le caffier cultivi du fiacre.
Igraszka ta, polegająca na dobieraniu wyrazów, które składają się z tych samych liter, ciągnie się przez 1, 200 wierszy i kończy wreszcie tak:
Moi, je vais poser mon repos.
Należy zaznaczyć że na marginesie egzemplarza Anagrammeany, znajdującego się w Bibliotece Narodowej w Paryżu, autor własnoręcznie napisał taką uwagę:, }L’anagramme est une des plus grandes inepties de l’esprit humain: U faut etre sot pour s’en amuser et pis que sot pour en faire. (Anagramma jest jedną z największych niedorzeczności umysłu ludzkiego, trzeba być głupcem ażeby się niemi bawić i więcej niż głupcem, ażeby je układać). Trudno trafniej ocenić siebie!
Filopanti w dziele swem Dw liberale propagandę Lutra’ tłomaczy kaprysem Boga, chcącego zostać bratem Marsa {Martę), który potem zmienił się na Marcina [Martina) i Marcina Lutra (str. 42):
Pierwszym powodem obłędu wegeteryańskiego Gleizesa była ta okoliczność, że we śnie usłyszał jakoby głos: „Gleizes znaczy eglise“ (kościół) i odtąd zaczął uważać się za proroka, powołanego do tłómaczenia ludziom swej doktryny. Du Monin chciał ściąć zarazę. („Leve ce chef d’ici} je crains que ce chef prive deschef les miens par un nouveau mechef“).
Jedną jeszcze, zasługującą na uwagę, właściwością mattoidów-grafomanów jest obfitość ich utworów. Pastor Bluet zostawił około 180 dzieł, z których jedno niedorzeczniejsze od drugiego. Mangione, który wskutek zranienia ręki nie mógł pisać, odmawiał sobie jedzenia, byle tylko zebrać fundusz na wydawanie swych utworów, co kosztowało go nieraz przeszło 100 skudów miesięcznie. Wiemy, że Passanante zapisywał dosłownie, całe ryzy papieru i dbał więcej o rozpowszechnienie najbardziej błahego i niedorzecznego swego utworu, aniżeli o ocalenie życia. Guiteau zapisywał tyle papieru (który brał na kredyt), że nie mógł potem zapłacić długu, tak znaczną była summa należności za materyały piśmienne. Spis dzieł Foxa(iluminata) jest tak długi, że bibliograf Lowudes nie odważył się go wydrukować. Dzieło Hoyerlandta składa się ze 117 tomów.
Często znowu dziwactwo polega na tem, że piszą i drukują dzieła, ale nie rozpowszechniają ich wśród publiczności, chociaż pomimo to sądzą, że ogół powinien znać te utwory.
Pisma te oprócz chorobliwej gadatliwości, cechuje zawsze błahość albo niedorzeczność treści, nie odpowiadającej ani stanowisku społecznemu, ani wykształceniu autorów. Ksiądz — deputowany podaje sposób leczenia tyfusu, dwaj lekarze piszą o geometryi hipotetycznej i astronomii; chirurg, weterynarz i akuszer — o aeronautyce, kapitan — o agronomii, sierżant — o terapii, kucharz zajmuje się wyższą polityką, teolog rozprawia o menstruacyi, furman — o teologii; dwaj odźwierni układają tragedyę, a woźny w zarządzie finansów inówi o socyologii.
Pod mojem kierownictwem zbadano 179 dzieł napisanych przez mattoidów, w celu określenia jakie tematy przeważnie ich zajmują. Oto rezultaty jakie otrzymałem:
4 o polityce
4 „ ekonomii politycznej
3 „ agronomii
2 ,, weterynaryi
2 „ literaturze
2 „ matematyce
1 „ gramatyce
1 słownik ’).
51 dzieł traktuje o sprawach osobistych I 36 „ „ o medycynie 27 „ j, o filozofii 25 zawiera żale i skargi 7 dzieł dramatycznych 7 „ „ religijnych 6 utworów poetycznych 4 dzieła o astronomii 4 „ o fizyce
Nie liczę tu utworów polemicznych, artykułów o mechanice, magnetyzmie, mów pogrzebowych, dziwacznych traktatów teologicznych, drobnych monografij z historyi piśmiennictwa, proklamacyj, ogłoszeń o małżeństwie i t. p. Dostarczone mi przez Dossiego dzieło Philomneste’a p. t. Las fous litteraires Bruxella 1880 r. zawiera spis 215 tego rodzaju utworów, zebranych z całej Europy i podzielonych na takie kategorye:
’) Po dodaniu wypada zamiast 179 — 186
Teologia 82
Proroctwa 44
Filozofia . 36
Polityka 28
Poezya (ut»v. dramat. 9) 17
Językoznawstwo i gramatyka... 8 Erotyki 5
0 hieroglifach 3
Astronomia 2
Podówczas gdy obłąkani najwięcej zajmują się poezyą, mattoidzi oddają pierwszeństwo teologii i wogóle naukom najbardziej abstrakcyjnym, najmniej ścisłym i skończonym, co potwierdza również mała liczba dzieł, poświęconych naukom przyrodzonym i matematyce. Dodać trzeba, że na tylu teologów
1 filozofów (162), znajdujemy zaledwie 3 ateistów, nie ma jednak wątpliwości, że byłoby ich więcej, gdyby ateizm opierał się na absurdzie, bo oto np. spirytyzm tyłu ma zwolenników, że Philomneste nie podejmuje się nawet zliczyć wszystkich rozpraw w tym przedmiocie.
O wybór przedmiotu mattoidzi nie kłopoczą się wcale, każdy jest dla nich dobry, chociażby zupełnie obcy ich specyalności, najchętniej jednak zajmują się kwestyami dziwacznemi, zawikłanemi lub niemoźliwemi do rozwiązania, jak np. kwadratura koła, tłómaczenie hieroglifów, objaśnienie Apokalipsy, żegluga powietrzna, spirytyzm i t. d. albo też kwestyami na czasie, modnemi że tak powiem. Już o Demonsie mówił niegdyś Nodier: „nie jest to wcale monoman, ale zmienny szaleniec, gotowy powtórzyć wszelkie dziwactwo, które usłyszy, marzyciel-chameleon, który odtwarza po waryacku barwę chwili.“ (Philomneste. Les fous litteraires). W czasie kłopotów finansowych we Włoszech projekty reformy sypały się tuzinami: jeden zalecał wypuszczenie banknotów, inny odebranie majątków żydom lub księżom, inny znowu pożyczkę przymusową i t. d. Potem weszły na porządek dzienny sprawy społeczne i religijne (Passanante, Lazzaretti, Bosisio, Cianchettini), obecnie znowu w modzie jest sprawa pellagry.
Akrostychy 2
Chemia 1
Fizyka 1
Zoologia 1
Strategia 1
Chronologia 1
Pedagogika 1
Hygiena 1
Archeologia 1
Niejaki Pari np. utrzymywał, że przyczyną pellagry są pewne grzybki, które z brudnych pował spadają na zapasy spożywcze włościan i zarażają je. Łatwo można się przekonać o tem, trzeba tylko odfotografować którąkolwiek szparę na suficie, i, rozpatrując odbicie pod mikroskopem, znajdziemy, jeżeli doświadczenie zrobione było jak należy, daleko więcej grzybków aniżeli w domach mieszczan, którzy nie chorują na pel. lagrę.
Grzyby te, znajdujące się w takiej znacznej ilości na powałach, czynią z domu prawdziwe grzybowisko (cafungaja), w ktorem są i powierzchnie grzybowate (pareti fungaje) i gniazda grzybów (nicchie fungaje).
Ale dla czegóż grzybki te sprowadzają pellagrę? Rzecz bardzo prosta! — zawierają one funginę, która płonie przy 47 stopniach ciepła (sic). Otóż, kiedy temperatura zewnętrzna dochodzi 15° temperatura ciała zaś wynosi 32 (sic), obie ilości ciepła łączą się i palą ciało. Dla tego właśnie pellagrycy przedstawiają się także niby opaleni od słońca!!!
Inny znowu autor b. sierżant Manz... leczył od pellagry mięsem królików i dla tego chciał zaprowadzić hodowlę tych zwierząt po wsiach, zapominając lub nie wiedząc, że króliki potrzebują dziennie pokarmu 60% swej wagi; jeżeliby więc projekt jego wzięty był na seryo, stałby się nową klęską dla wieśniaków. Trzeci Gem... mierzył uszy pellagryków i na skórze ich badał wymyślone przez siebie lepidomiria’inia. Czwarty Bonf... znajduje przyczynę choroby, od pierwszego rzutu oka bez żadnych badań, w nawozie znajdującym się na ulicach Ferrary. Dowolnie określa ilość i jakość pokarmu spożywanego przez pellagryków i składającego się, jakoby, z 700 gramów kukurydzy. Chorzy ci, według jego zdania, cierpią głód chroniczny, który nie ma nic wspólnego z głodem ostrym, pozwala bowiem nawet tyć i twierdzi, że mieszczanie żywią się tak samo, jak wieśniacy, że tyfus jest właściwie formą pellagry (Pellagra florida), ponieważ niektórzy chorobie tej nadają miano tyfusu, zaprzecza wreszcie, żeby charaktyzowały ją tetanos, peryodyczność przypadków i hydromania, ponieważ objawy te nie zgadzają się z jego śmieszną teoryą i bredniom tym poświęca setki stronnic.
Trzeba zaznaczyć, że przekonania wszystkich prawie mattoidów (Passanante, Bosisio, De Tomasi, Bonf) wyrażone w pigmach są głębokie i stałe, ale nie gorące i że o ile są niedorzeczni i wielomówni w pisaniu, o tyle są poważni i rozsądni w rozmowie. Na czynione im zarzuty odpowiadają lakonicznie i zręcznie tłomaczą swoje dziwactwa, zwłaszcza wobec ludzi mało wykształconych; ale jak tylko zaczną opisywać te szalone pomysły, zużywają całe stosy papieru.
,, Stróżem i prawdziwą wartą ludu jest kierunek, wolność i obieg druku“ oto wygłoszony przez Passanantego frazes, który wydaje się być zwykłą logomachią, a jednakże on objaśnił go ekspertom bardzo trafnie: „Wolność druku, wolny obieg dzienników, stanowią straż bezpieczeństwa dla praw ludu, £. Kiedy zapytałem Bosisia, dla czego zachowuje się dziwacznie, nosi sandały i chodzi w czasie skwarów lipcowych z odkrytą głową, na wpół nagi, odrzekł mi: „Czynię to, naśladując rzymian i dla zdrowia, a wreszcie dla tego, żeby za pomocą oznak zewnętrznych zwrócić uwagę publiczności na moje teorye. Czyż ludzie zatrzymywaliby się przedemną, gdybym nie był odziany w ten sposób?“
Właściwością mattoidów-grafomanów, odróżniającą ich od przestępców i obłąkanych, jest wstrzemięźliwość, dochodząca czasem do ascetyzmu pustelniczego. Bosisio żywił sic polewką bez soli, Passanante — samym chlebem, Lazzaretti zjadał czasem dziennie tylko dwa kartofle, Mangione wydawał na pożywienie 13 soldów, za które kupował trochę grochu, soczewicy lub ryżu. Fakt ten wytłomaczyć można tera, że znajdują zadowolenie i przyjemność w swych elukubracyach i podobnie jak wielcy myśliciele lub asceci zapominają o jedzeniu, oraz, że będąc zwykle ludźmi biednymi, wolą wydać te drobne kwoty-, które posiadają, na propagandę swych idej, w nadziei ich tryumfu, aniżeli na zaspokojenie wymagań żołądka. Zresztą niektórzy jak np. Cianchettini, Bosisio, Fus..., Mangione, byli bardzo uczciwi i aż do przesady porządni, tak, że prowadzili nawet rachunek zapisanych arkuszy papieru i utrzymywali rejestry te bardzo dokładnie. Zresztą wszyscy oni, bezwątpienia obłąkani w pismach nieraz daleko więcej aniżeli prawdziwi waryaci, w życiu codziennem wykazują wiele zdrowego rozsądku, przebiegłości i wyrachowania, co właśnie wyróżnia ich od ludzi genialnych i natchnionych szaleńców, którzy prawie zwykle tym większym odznaczają się talentem im mniej są praktyczni, i tlomaczy nam np. dla czego niektórzy autorowie dziwacznych dzieł medycznych mają sławę znakomitych praktyków. Trzej są nawet dyrektorami szpitali. Autor Scottatinge był kapitanem i komisa rzem wojskowym. Inny wynalazca maszyny, godnej czasów przedhistorycznych i autor pism więcej niż humorystycznych, ma posadę, która daje mu możność obcowania z ludźmi wykształconymi, nie podejrzywającymi wcale jego szaleństw. Pięciu są profesorami (dwóch nawet w uniwersytetach), trzech deputowanymi, a dwóch senatorami — i nikogo to nie dziwi. Jeden jest radcą stanu, drugi radcą prefektury, trzeci — sądu kassacyjnego, dwóch — radcami prowincyonalnymi, pięciu — księżmi; wszyscy prawie są to ludzie starzy i szanowani w swym zawodzie. Frecot był syndykiem w Hesloup, Leraux i Asgill zasiadali w parlamencie.
Mattoidzi — teologowie: Marcin, Lebraton, Jorris, Valle (18 letni chłopiec), Vanini, do tego stopnia brani byli na sery o, że — niestety — spalono ich żywcem. Kehler zaś był ścięty za to ty Iko, że poprawiał brednie Jorrisa.
W rozdziale następnym zobaczymy, że niektórzy, jak np. Fox, Smith, Fourrier, Kleinów, mieli wielu fantastycznych zwolenników.
Należy tu zaznaczyć ciekawy fakt, że ten, kto poważnie badał pellagrę w ciągu 18 lat i szukał na nią lekarstwa, zyskał tylko pogardę uczonych akademików i szyderstwa gawiedzi, podczas gdy obłąkanym pellagrologom nie brakło nigdy zwolenników i opiekunów, nawet w instytucyach rządowych i w parlamencie. Królikoman np. i kolega jego, wynalazca fitozoów i morbifitozoów i funginy pellagrorodczej, znaleźli poparcie najpoważniejszych dzienników włoskich (nie mówiąc już o pismach lekarskich), a pomysły ich były zalecane przez rady sanitarne i przez cyrkularz ministra Miccellego. Bonf..., który odkrył głód chroniczny, jako przyczynę pellagry, i jego badania nawozu zyskały uznanie nietików-alienistów włoskich pomagających mu tajemnie. Dodać zresztą trzeba, że poza tem dziwactwem był on wybornym praktykiem i najuczciwszym człowiekiem. Ten spokój, pomimo uporczywego ’trzymania się pewnej idei szalonej, który odróżnia ich od zwyczajnych waryatów, zauważyć można również u wielu monomaniaków, u których jest on nawet bardziej wyraźny, a także u alkoholików w pewnych okresach choroby.
Ale tak samo jak monomani, mattoidzi tracą niekiedy właściwy im spokój i wpadają w stan podniecenia i szaleństwa, zwłaszcza pod wpływem głodu, rozdrażnionej namiętności, albo też przy recydywie różnych newrozów, które towarzyszą chorobie lub są jej przyczyną, jak np. u Cordiglianiego i Mangionego ’). Następnie trzeba zaznaczyć, że wielu z nich zdradza objawy, świadczące o uprzednim istnieniu pewnych zmian w ośrodkach nerwowych. Giraud i Spandri mieli konwulsyjne drgania twarzy i prawą powiekę opuszczoną, anestezyę zauważono u Lazzaretti’ego, Passanantego i B..., podpalacza; na konwulsye cierpieli Mangione i Detomraasi, na obłąd chwilowy — Ccrdigliani. P..., młodzieniec bardzo zdolny, po tyfusie został mattoidem. Kulman, po chorobie mózgowej w 18 roku życia zaczął uważać się za proroka. Wybuchy impulsywne obłąkania wprowadzają często w błąd najznakomitszych psychiatrów, nie znajdując bowiem w podobnych wypadkach oznak freuopatycznych, powszechnie znanych, wnioskują fałszywie, że badany subjekt albo udaje, albo też jest zupełnie zdrowy umysłowo. Błąd ten popełniają również politycy, którzy, nie zwracając we właściwym czasie uwagi na mattoidów, kiedy są oni jeszcze bardziej śmieszni aniżeli szkodliwi, narażają ogół na niebezpieczeństwa większe od tych, jakie mogą przyczynić prawdziwi waryaci, ponieważ ci ostatni odrazu sami zdradzają stan swego umysłu, łatwo więc zabezpieczyć się od ich szaleństw w sposób odpowiedni.
Jedną z najszkodliwszfch odmian grafomanii jest zaznaczona już powyżej mania pieniactwa. Mattoidzi tego rodzaju mają normalne kształty czaszki i twarzy, ale zawsze prawie wątrobę powiększoną. Posiadają jakby potrzebę wrodzoną procesowania się z innymi, chociaż jednocześnie uważają siebie za ofia-
’) Patrz przypisek o Mattoidach. Geniusz i obłąkanie. »
ry prześladowań ludzkich. Wykazują oni szczególną ruchliwość i czynność, drobiazgową znajomość prawa, którego przepisy zawsze chcą stosować na swoją korzyść; przenoszą sprawę z jednej instancyi do drugiej, piszą wciąż podania w rozmaitej formie i w takiej obfitości, że trudno nawet sobie wyobrazić ich ilość. Niektórzy z nich szukają protekcyi jakiejś osobistości wybitnej, intrygują, zwracają się do parlamentu, do króla. Z początku znajdują poparcie, zwłaszcza między członkami izby, którzy coraz bardziej osaczani są przez namiętnych pieniaczy, ale ostatecznie, kiedy natręctwo ich znuży opiekunów, sędziów i deputatów, przechodzą od napaści adwokackich i pisarskich do czynów gwałtownych, w nadziei, że wszystko będzie im przebaczonem ze względu na słuszność sprawy i zakończy się pomyślnie, co istotnie, dzięki bezmyślnej instytucyi sędziów przysięgłych, sprawdza się niejednokrotnie. Tak np. niejaki G... przegrawszy sprawę, ranił wystrzałem z rusznicy lir. Colliego i był uniewinniony przez przysięgłych, których zachwycił swoją wymową; w dziesięć lat później z bronią w ręku wtargnął do domu, który sprzedał poprzednio, ale którym pomimo to chciał zawładnąć.
Jak erotomaniak zakochuje się w osobie wymarzonej, albo sądzi, że jest kochanym przez tę, która go nigdy nie widziała, tak pieniacz widzi w prawie argumenty na swą korzyść; w adwokatach i sędziach, jeżeli mu nie pomagają, widzi swych nieprzyjaciół, czuje ku nim straszną nienawiść i stara się przyczynić im wszelkie nieszczęścia. Niekiedy uważają się za najwyższych sędziów we własnej sprawie i pragną zgnębić nie tylko swych przeciwników, ale nawet wykonawców prawa. Pewien pieniacz B..., któremu ksiądz odjął dzierżawiony dotychczas grunt, sądził że ma prawo wytępić wszystkich księży w kraju, ponieważ, jak mówił, katolicyzm stoi w opozycyi względem rządu. Z tej samej racyi podpalił później kościół. Wszystkie jego podania i pozwy były bardzo rozsądne i słuszne w treści, ale nie stosowały się do danego wypadku.
Zauważyłem, że wszyscy ci pieniacze mają charakter pisma bardzo podobny, z literami silnie wydłużonerai ’) i podobnie
*J Wzór podałem w Archiłio Psichiatria I str. 417.
jak inni grafomani, nadużywają swej namiętności pisania. Ale wybierają zawsze tematy osobiste, wyrażają się gwałtowniej i mimochodem tylko poruszają sprawy społeczne, religijne itd.
Zdarzają się jednak i tacy, którzy swe mniemane krzywdy osobiste łączą z polityką i ci właśnie w naszych czasach są najniebezpieczniejsi. Należą tu ludzie, którzy z powodu braku wykształcenia i nędzy nie mogą propagować zasad swych w druku, szukają więc rozgłosu w czynach gwałtownych. Takim był Sandou, prawdziwy mattoid polityczny, który przyczynił tyle kłopotów Napoleonowi i Billaulfowi, do tej kategoryi należeli również Cordigliani, Passanante, Mangione i Guiteau. Kraft-Ebing opowiada o jednym, że założył klub pokrzywdzonych, którzy nie otrzymali sprawiedliwości w sądach i ustawę tego towarzystwa przedstawił królowi.
Mattcidzi-genialni. Pewne stopniowanie, pewne przejście niedostrzegalne prawie, istnieje nietylko między obłąkanymi i zdrowymi, między szaleńcami i mattoidami (matti e mattoidi), ale także między tymi ostatnimi, którzy są jakby negacyą geniuszu, a między ludźmi prawdziwie genialnymi. W badaniach moich nie raz nie mogłem rozstrzygnąć do jakiej kategoryi zaliczyć tego rodzaju ludzi — do geniuszów, czy też do mattoidów. Takim np. był Bosisio z Lodi. L. Bosisio z Lodi, 53 letni, miał stryjecznego brata kretyna. Matka była kobietą zdrową i inteligentną, ojciec także inteligentny, ale pijak nałogowy, dwaj bracia zmarli na zapalenie opony mózgowej (meningitis). Od młodości służył w zarządzie finansów, zajmując niższą posadę; w 1848 roku emigrował; umierając z głodu w Turynie, zeskoczył z balkonu na ulicę i złamał sobie nogę. W 1859 r. mianowany został komisarzem skarbowym i dobrze spełniał swe obowiązki aż do 1866 roku, kiedy, zostając człowiekiem rozsądnym i akuratnym w zakresie swego urzędowania, dopuszczać się zaczął rozmaitych czynów dziwacznych i niewłaściwych dla członka spokojnego świata urzędniczego. Pewnego dnia np. skupił wszystkie ptaki, które były na sprzedaż w okolicach Bussolengo i wypuścił je na wolność. Po całych dniach czytał gazety i zaczął pisać coraz energiczniejsze odezwy do władz, aby zakazały wyciuania lasów, tępienia ptactwa i t. d. Uwolniony od obowiązków służby z maleńką emeryturą, zmienił odrazu sposób życia, poprzednio bowiem miał utrzymanie przyzwoite, obecnie zaś zaczął żywić się polentą (lemieszka z mąki kukurydzowej), bez soli, pozbył się stopniowo wierzchniej odzieży, chodząc tylko w koszuli i gaciach, cały zaś dochód przeznaczył na kupno dzienników i broszur i na wydawnictwo dziełek, mających na celu odrodzenie przyszłych pokoleń; książeczki te rozdawał darmo wszystkim. (Krytyka moich czasów. Krzyk (głos) natury, § 113 głosu natury). Czytając te utwory, zwłaszcza zaś słysząc objaśnienia ustne autora, wnioskujemy, że stworzył on sobie teoryę, nie pozbawioną wcale podstaw logicznych. Trapią nas, powiada, coraz nowe klęski: choroby winorośli, jedwabników, raków, wreszcie powodzie — wszystko to jest następstwem wycięcia lasów oraz tępienia ptactwa i — (tu zaznacza się obłęd) męczarni, jakich doznają ptaki wskutek przeprowadzenia dróg żelaznych. Złe pochodzi również z braku oszczędności i rujnujących pożyczek, które zniweczyć mogą dobrobyt przyszłych pokoleń. Bosisio uważa siebie właśnie za obrońcę przyszłości.
„Pamiętać należy, mówi on, że starożytni rzymianie poświęcali wiele czasu ćwiczeniom fizycznym, nie znali takiego zbytku, jaki my znamy, nie pili wcale kawy. Wszystko to oddziaływa szkodliwie na przyszłe pokolenie, ponieważ niszczy zarodki ludzkości. Niemniej szkodliwy wpływ wywierają nadużycia płciowe, małżeństwa, zawierane ze względów pieniężnych i żle pojmowana dobroczynność. Utrzymujemy przy życiu nieszczęśliwe dzieci, cherlawe, kalekie; tymczasem gdyby zabito je we właściwym czasie, nie płodziłyby one potomstwa. Gdyby zamiast kosztownego i wymagającego wielu starań leczenia w szpitalach osobników chorowitych, pomagano silnym i zdrowym pracownikom — rasa poprawiła by się bezwątpienia. A złodzieje i zbójcy, którzy są także chorzy, czyż nie należało by ich wytępić, ażeby nie kazili rasy? Jakże znowu okropną i zwierzęcą jest chciwość ludzka! Wszystko idzie na ofiarę dla zaspokojenia apetytu, instynktownie żarłocznego i nienasyconego, bez myśli o losach pokoleń, które po nas nastąpią, bez uwagi, że to zniszczenie, to marnotrawstwo piękności i bogactwa przyrody jest zbrodnią, zbrodnią straszliwą, zamachem na święte prawa przyszłości.“ „Być może myślicie, że to okrutne wytępienie (ptaków, ryb), to rujnujące spustoszenie łatwo wynagrodzić, płodząc liczne gromady dzieci i że dla podniesienia ich ducha, dla uszlachetnienia ich uczuć, dla rozwoju ich piękności, niczego więcej nie trzeba oprócz czułej miłości macierzyńskiej, znieprawionego rozpustą obejścia się i głupoty t. zw. zdrowego rozsądku?“
„Ta nieszczęśliwa mania mnożenia się, nieubłaganie popychająca wszystkie narody w otchłań, z której nie ma wyjścia, na co zwrócił już uwagę Maltbus, przypomina mi tego króla Midasa, co to oślepiony chciwością, prosił bóstwo (Nume), żeby wszystko do czego się dotknie, zmieniło się w złoto. Ale kiedy życzenie jego spełniło się po przejściu pierwszych uniesień radości na widok cudownej metamorfozy, opanował go strach, smutek i rozpacz, gdyż nawet wszelkie jedzenie zmieniło się w złoto; tym sposobem sam siebie skazał na śmierć głodową“.
Nie wiem czy łatwo znaleźć lepszy dowód, że działalność psychiczna może być bardzo czynną i potężną, a jednocześnie w danym punkcie nienormalną. Kto zna dzieła Klementyny Royer i Comte’a, nie znajdzie niczego szalonego w poglądach Bosisio, oprócz zasady nieużywania do potraw soli, co tłomaczył niefortunnie przykładem dzikich, którzy soli nie jedzą, a pomimo to są zdrowi i silni, niechęci względem dróg żelaznych, które psują porządek świata i noszenia zbyt lekkiej odzieży. To ostatnie dziwactwo usprawiedliwiał, powołując się na prostotę rzymską, w części zaś słusznym argumentem, że pomaga to do zachowania włosów. Zresztą tłomaczył bardzo racyonalnie, że gdyby nie nosił tego dziwacznego kostyumu, nie mógłby zwrócić uwagi publicznej na siebie i na swoje ideje. „Czyż zatrzymywanoby mnie na środku ulicy, rzekł mi raz ten nowy Alcybiades, i zapytywano o moją doktrynę, gdybym nie był odziany w ten sposób? Kostyum ten jest właśnie reklamą dla mego apostolstwa, dla mych zasad“.
Prawdziwie chorobliwym objawem było oparcie wszystkich Wniosków na artykułach dzienników politycznych, które są bardzo lichym materyałem dla badań poważnych. Ale Bosisio tłomaczył się nader trafnie: „Cóż robić, są to badania współczesne, chociaż więc nieraz mam wstręt do nich, przymuszam się, nie znajdując innego środka dla oświetlenia spraw ludzkości.“ Najwyraźniej jednak występuje jego szaleństwo w tem, że nadaje przesadzone znaczenie najdrobniejszym faktom, zaczerpniętym z tych gazetek. Przeczytawszy, że w Lizbonie, utopiło się dziecko i że kobieta spaliła sobie spódnicę, wyprowadza odrazu wniosek o wyradzaniu się rasy. Hygienista osłupieje ze zdumienia, widząc, że Bosisio, który żywi się tylko polentą bez soli, jest człowiekiem bardzo silnym i zdolnym przejść pieszo 20 mil dziennie. Psycholog musi przyznać w tym wypadku, że obłąkanie wpływa ua podniesienie sil umysłowych, na podniecenie czynności psychicznych, które nieraz wznoszą się aż do poziomu geniuszu, zachowując jednocześnie odcień chorobliwy. Bezwątpienia, gdyby Bosisio w młodości nie był biednym strażnikiem w zarządzie finansów, ale studentem prawa łub medycyny, gdyby otrzymał wykształcenie systematyczne, nie zaś uczył się urywkami, pod wpływem obłędu, dorównałby Klementynie Royer, Comte’owi, albo przynajmniej Fourierowi, z którego systematem filozoficznym poglądy naszego autora mają wiele wspólnego, z wyjątkiem jednej cechy właściwej im, a raczej niewłaściwej — obłąkania.
W danym wypadku można również wykazać jak obłąkanie przybiera barwy rozmaite, stosownie do charakteru epoki. Przenieśmy Bosisio w czasy średniowieczne, do Hiszpanii albo do Meksyku, to litościwy obrońca ptaków i męczennik dla szczęścia przyszłych pokoleń stałby się świętym Ignacym albo Torąuemadą, ateusz pozytywista — ultra-katolickiem, który składałby ofiary ludzkie okrutnemu Bóstwu. Ale Bosisio żył we Włoszech w 1870 roku.
Fakt ten objaśnia nam naocznie, dla czego w czasach minionych i wśród ludów dzikich, lub stojących na nizkim stopniu kultury, zdarzają się tak często objawy szału epidemicznego i dla czego ważne wypadki historyczne mogą być wywołane obłędem jednego lub kilku ludzi, jak np. sekty anabaptystów, biczowników, epidemie wiedźm, powstania tajpingów i t. p. Obłąkanie w niektórych ludziach rozbudza ideje dziwaczne, ale często olbrzymio-wspaniałe, w które wierzą tak głęboko, że wiara ich oddziaływa na ciemne tłumy, do czego przyczynia się również szczególny ubiór, niezwykłe ruchy, wreszcie ascetyczny sposób życia, możliwy tylko przy istnieniu nienormalnego stanu umysłu. Objawy te, niepojęte dla barbarzyńców, budzą w nich poszanowanie, ponieważ ciemny tłum zawsze wielbi to, czego nie rozumie (patrz Roz. X.)
Niczego nie brakowało naszemu biednemu szaleńcowi, ażeby wystąpić w tej roli: ani śmiałości pomysłów, ani niezwykłej siły fizycznej, ani wielkiej wstrzemięźliwości, ani bezinteresowności, ani głębokiej wiary w swoje posłannictwo. Jedno tylko stało mu na przeszkodzie — czasy nie były odpowiednie.
Gdyby nie to — Włocby miałyby swego Mahometa.
Wziąwszy na uwagę nieskazitelność jego życia, akuratność we wszystkich sprawach, czyż mamy prawo nazywać go obłą. kanym? A względna nowość jego idei czy pozwala go zaliczyć do rzędu bezmyślnych mattoidów, powyżej opisanych. Bezwątpienia — nie.
Przypuśćmy, że Giuseppe Ferrari nie otrzymał wyższego wykształcenia, ale takie tylko wychowanie jak Bosisio, mielibyśmy wtedy zamiast uczonego, którego podziwia świat cały — biednego narwańca. Tymbardziej, że jego systemat arytmetyki historycznej, teorye o królach i rzecz-pospolitych, umierających w oznaczonym terminie, z woli autora, należą bczwątpienia do dziedziny objawów freniatrycznych. To samo powiedzieć można o Michelefcie, jeżeli przypomnimy sobie jego fantazye przyrodnicze, jego nieprzyzwoitości akademickie, jego niesłychaną próżność ) i te ostatnie tomy llistoryi Francyi, zamienione w prawdziwy labirynt brudnych anegdot i dziwacznych paradoksów ). Do tej kategoryi zaliczyc można także Fouriera i jego wyznawców, przepowiadających z dokładnością matematyczną, że za 80, 000 lat ludzie żyć będą 144 lata i że będziemy mieli wtedy 37 milionów (o litości!) poetów i 37 milionów matematyków, którzy dorównają Newtonowi; dalej Lemercier’a, piszącego oprócz znakomitych dramatów i takie także, w których osobami działającemi są mrówki, rośliny, a nawet morze Śródziemne; Eurchielli’ego, żądającego od malarzy, ażeby przedstawili plastycznie trzęsienie ziemi w powietrzu i opisującego górę, która zawraca oczy do dzwonnicy. A co powiemy o następcy Konfucyusza, o astronomie, który stworzył Boga liberalnego, o pseudo-geologu, który miał niby sekret balsamowania ciał, o czem przekonał wielu naszych anatomów i który chciał oczyścić świat za pomocą kremacyi, o Renouvier’ze, którego krytycyzm przypuszczał istnienie prawa peryodycznego ale postępowego: tworzenia, zachowania, rozciągłości i paleongenezy objawów składających osobę (?) w świecie.“
We Włoszech w ciągu wielu lat, w znanym uniwersytecie wykładał professor, który w dziełach swych wymyślił naród — śiuiętoszków (cagoti) i wynalazł dla przywracania do życia topielców taki instrument, przy pomocy którego można było zadusić człowieka zdrowego i silnego. Mówił on poważnie o łaźniach przy 20° ciepła i o tem, że lecznicze własności woily morskiej zależne są od oddychania ryb. Jednakże w dziełach jego, fctóre mają już dwa wydania, znajdujemy wiele pomysłów pięknych i nikt z kolegów nie miał powodu posądzić go o obłąkanie. Do jakiej tedy kategoryi należy ten człowiek? Oczywiście do tej odmiany przejściowej między prawdziwym geniuszem, obłąkanym i grafomanem; do tego ostatniego typu zbliża go jałowość celów i spokojne, uporczywe badanie paradoksów.
Wszystkie te fakty wskazują nam, że stopniowania, że formy przejściowe między obłąkaniem i umysłem zdrowym nie
nowanie Franciszka I — do sformowania się wrzodu i po wyleczeniu. Znajdujemy tam takie np. zdania:
Z całej monarchii starożytnej pozostało Francyi jedno tylko imię — Henryka IV i dwie piosenki Gabrielle i Marlborough.
6ą wcale hypotetyczne, jak to twierdzi szanowny p. Livi. Zgadza się to również z wiecznemi prawami przyrody, która, jak wiadomo, nie lubi przeskoków, ale zna tylko stopniowe przemiany i przejścia. Czyż zresztą nie widzimy sami na każdym kroku pól-kretynów, pół-rachityków, a także, niestety, półuczonyck?
Zupełnie więc naturalnym jest wniosek, że jeżeli stopnio wanie także istnieje w dziedzinie obłędu pisarskiego (mattia litteraria), może ono istnieć również w dziedzinie obłędu występnego (pazzia criminale) i że wielu t. zw. winowajców albo waryatów są tylko pół-odpowiedzialni (semi-responsalili), zwłaszcza że nie ma człowieka, któryby w wypadkach tego rodzaju nakreślić mógł jasną granicę między obłąkaniem i zbrodnią. X.
Prorocy i rewolucyoniści. Lazzaretti.
Powyżej wyłożone dane tłómaczą nam, dla czego tak często wielkie postępy narodów w dziedzinie polityki i religii spowodowane były, albo przynajmniej przedsięwzięte przez obłąkacych i pół-obłąkanych. Przyczyna jest jasna, w nieb bowiem z oryginalnością właściwą geniuszom i waryatom, a bardziej jeszcze tym, którzy są jednymi i drugimi razem, łączy się egzaltacya, zdolna do tego stopnia podnieść uczucia altruistyczne, że poświęcają oni własne interesy, a nawet życie byle tylko dać poznać nowe prawdy i skłonić do ich przyjęcia masy, które niechętnie przyjmują wszelkie nowatorstwa i czasem mszczą się> przelewając krew reformatorów.
„Widzimy, mówi Maudsley, że ludzie ci odkrywają nieraz nieznane drogi myśli, zaniedbane przez umysły bystrzejsze i dzięki temu rzucają nowe światło na rzeczy wiadome.“
„Zdolność tego rodzaju widzimy często u ludzi, którzy nie posiadają geniuszu ani nawet talentu; w badaniu zjawisk torują oni drogi dotychczas nie wyprobowane, w działaniu wybiegają po nad poziom postępowania zwyczajnego. Godną uwagi jest ta niezależność, z którą sądzą, jakby o najzwyczajniejszych zadaniach mechanicznych, o poglądach i zjawiskach, które umysł zwyczajny okrywa płaszczykiem konwenansów. W po glądach swych są odszczepieńcami i nadzwyczaj niestałymi, tak że z wielką łatwością przechodzą od jednej ostateczności do drugiej; ale, uwierzywszy raz głęboko w głoszone przez siebie zdania, wykazują gorliwość namiętną, nie zwracają uwagi na żadne przeszkody, nic widząc wątpliwości, które dostrzegają zawsze umysły spokojne i sceptyczne.“ Dla tego właśnie stają się oni zwykle reformatorami.
Rozumie się, że nie stwarzają oni niczego sami przez się, dają tylko inicyatywę prądom ukrytym, przygotowanym przez czas i okoliczności; wskutek swej skłonności do rzeczy nowych, oryginalnych, zachwycają się nowemi odkryciami i ideami i na podstawie ich starają się odgadnąć sprawy przyszłe. Schopenhauer np., który pisał w epoce, kiedy pesymizm z domieszką mistycyzmu i zachwytów zaczynał wchodzić w modę, związał tylko w systemat filozoficzny ideje swego czasu (Ribot. op. cit.)
Luter właściwie zespolił tylko w jedną całość poglądy myślicieli współczesnych mu i poprzedników — dosyć wspomnieć tu o Savonaroli.
Jeżeli ideje te zbyt różnią się od poglądów powszechnie przyjętych lub są zbyt niedorzeczne, upadają wraz ze swym autorem i nieraz przyczyniają się do jego zguby.
Obłąkany, stojąc w sprzeczności ze zdaniem większości, już przez to samo jest reformatorem; ale ideje reformatora zostają w końcu przyjęte, podówczas gdy 3zaleniec pozostaje osamotniony, z małą gromadką ludzi, którzy ulegli zarazie. (Maudsley, liesponsability, str. 48).
W Indyi powstała niedawno wśród braminów, pod wpływem niejakiego Keshaba, sekta, oparta na racyonalizmie i sceptycyzmie współczesnym; ale widocznem jest także, że idee Keshaba znacznie wyprzedziły epokę, ponieważ tego rodzaju re’igia nie miałaby powodzenia nawet wśród nas, europejczyków, bardziej posuniętych w cywilizacyi’)
’) Europa już dawniej (1680 r.) miała swego Keshaba w osobie Knutzena, i J™ Z< SzlezwiSu. który głosił, że nie ma Boga ani piekła, że duchowieństwo ma M niePot„ebne a nawet szkodliwe, że małżeństwo jest rozpustą, że nie “’esmiertelności duszy. Każdy człowiek powinien słuchać głosu swego sumie-
Ideje te były następstwem obłąkania, podobnego do tego, które widzieliśmy już u wieśniaka, sprzedającego gąbki i u B. z Modeny. Ten ostatni, chociaż racyonalista, wierzył w objawienie i w 1879 r. deklamował: „jestem natchnionym prorokiem i t. d. (Kevue des deux mondes 1880 r.).
To samo można powiedzieć o polityce; przewroty historyczne wtedy tylko mogą być trwałe, jeżeli przygotowane są przez cały szereg wypadków, ale rozwiązanie ich przyśpieszają na wiele lat przed możliwością zastosowania praktycznego obłąkani geniusze, którzy wyprzedzają swoją epokę, odgadują fakty przejściowe, które wymykają się z, pod wzroku ludzi zwyczajnych i rzucają się, nie myśląc o sobie, do walki z przeszkodami teraźniejszości. Działają oni jak. te owady, które przelatując z kwiatka na kwiatek, przenoszą pyłek i w ten sposób zapładniają roślinę, do czego w innym razie potrzeba i działania wiatru i długiego czasu.
Połączmy teraz nieugiętą, fanatyczną stałość przekonań obłąkanego z wyrachowaną przebiegłością geniuszu, a otrzymamy potężną siłę, zdolną poruszyć w każdej epoce leniwe masy, osłupiałe wobec tego zjawiska, które zresztą wydaje się dziwnem i myślicielom i obserwatorom postronnym. Dołącza się tu także ten wpływ nieodparty, który wywierało i wywiera obłąkanie w czasach minionych i na ludy barbarzyńskie.
Obłąkany wśród ludów dzikich lub starożytnych, na-wpółbarbarzyńskich narodów nie był uważany za chorego; lękano się go, uwielbiano, często nawet ręka jego trzymała berło. W Iudyi obłąkani cieszą się poważaniem braminów, którzy zasięgają u nich rad; wielu sektom nadają oni właściwy charakter. W starożytnej Indyi osiem rodzajów demonomanii nazwano imionami ośmiu głównych bóstw, Jakszija-graha odznaczali się głęboką inteligencyą, l)eva-gralia byli silni, rozumni, „kochani i pytani o radę przez braminów“, Gandharva-graha byli śpiewakami bogów. Ale żeby przekonać się do jakiego stopnia
nia, dla tego wyznawcom swym dał nazwę sumienników. Wykład swój przeplata dziwacznemi cytatami, jak np. Amicus, aminis, amica, Demiratus sacpiculr, guifi’ quod Christian:-, idest nctarum in modum nacti, secum discordent etc.
dochodziła cześć dla obłąkanych i jak nic nic zmieniło się pod tym względem w Indyi współczesnej, dosyć powiedzieć, że istnieją tam obecnie 43 sekty, których wyznawcy wyrażają gorliwość swą dla bóstwa: pijąc mocz, albo chodząc po ostrych kamieniach, albo pozostając lata całe w pozycyi nieruchomej, pod promieniami palącego słońca, albo przedstawiając sobie w wyobraźni cielesną postać bóstwa, któremu, również w wyobraźni, składają ofiary z kosztowności, kwiatów i pokarmów (Dubois. Descripl of the Caract str. 360.)
Przejdźmy teraz do Egiptu. W języku koptyjskim mamy wyraz lobi lub libi — co znaczy pożądliwy, maniak opętany — pokrewny starożytnemu mak-libi (flagellum-bicz), który to wyraz Eossi rozkłada na ma/s-bije, karze i iifci-obłąkany (Aetym-aegypt) Orapollus mówi o manii w Egipcie i o melancholii epidemicznej (I. 39), której podlegali przeważnie ludzie, zajmujący się balsamowaniem psów. Pruner, jak sam powiada, znalazł w niektórych mumiach czaszki z takiemi anomaliami, że nie można wątpić, iż były to czaszki obłąkanych. Zresztą obłąkanie i dzisiaj rozpowszechnionem jest wśród tamtejszej ludności, silnie zmieszanej i mało ucywilizowanej. Pruner znalazł w kwietniu 1845 r. w szpitalu kairskim 75 obłąkanych na 300, 000 mieszkańców miasta. (Die Krankh. des Orients. Erlangen 1847 str. 305). Liczba ta zasługuje na uwagę, jeżeli dodamy, że nie obejmuje ona t. zw. świętych (santoni) albo monomaniaków religijnych, albo dementów, którzy nietylko że chodzą zupełnie swobodnie, ale są przedmiotem czci i wzorem do naśladowania. Nic koniec na tem, tenże autor twierdzi, że często zdarzają się uporczywe formy epilepsyi i przekrwienia mózgu (hiperemia cerebralis) będące skutkiem klimatu, nastroju ekstatycznego, szalonych tańców religijnych, zwłaszcza zaś strachu. Bojaźń w tych duszach nadzwyczaj wrażliwych przekształca się w chorobę, która wymaga leczenia specyalnego (Pruner op. cit. str. 298).
O istnieniu obłędu endemicznego wśród hebrajczyków i ich współplemieńców fenicyan i kartagińczyków świadczy historya 1 język, w którym jeden i ten sam wyraz oznacza proroka, obłąkanego i występnego. Biblia opowiada, że Dawid, chcąc fiknąć wyroku śmierci, udawał obłąkanego; wtedy więc połgał sobie brodę i stawiał znaki na drzwiach i że król Achia mówił: „czyż nie mam dosyć obłąkanych, że jeszcze przychodzi ten oto.“ (Samuel XXI 15 — 16.) Wyrażenie to pozwala nam wnioskować o znacznej liczbie obłąkanych, zwłaszcza zaś o ich nietykalności, opierającej się na mniemaniu, które dzielą dziś jeszcze arabowie i zgodnie z którem w Biblii wyraz nami (prorok) używa się dla określenia obłąkanego i odwrotnie. Saul, już przed swem wyniesieniem na godność królewską prorokował niespodziewanie, że zadziwiał swe otoczenie, zkąd powstała nawet przysłowie: „czyż i Saul między proroki?“ Kiedy został królem złośliwy duch Boży zaciążył nad nim (rucha doin rana).... i prorokował (szala\-naiva.) w domu i włócznią chciał przebić Dawida. (Samuel XIX, 9, 10, 23.) U Jeremiasza (26, 29) czytamy: „Bóg uczynił cię kapłanem między obłąkanymi i prorokami (marzącymi i wieszczącymi). W pierwszej Księdze Królów XVIII — czytamy o 400 prorokach leśnych i 450 prorokach Baala, którzy krzyczeli jak obłąkani i ranili sobie ciało. U Samuela (XIX) widzimy zgraję fałszywych proroków, biegających nago po polach; gdzieindziej znowu widzimy ich czyniących publicznie nierząd, ucinających sobie ręce, jedzących łajna i t. d. Podobne objawy przedstawia Medjdub arabów i Dawana persów (Berbrugger. Eoploration scientijique de l’Algerie 1885.) „Medjdubim, mówi Berbrugger, nazywają się osobniki, które pod wpływem właściwych okoliczności, wpadają w stan, przypominający wielce stan konwulsyonerów Ś-go Medarda. Są oni bardzo liczni w Algeryi i lepiej znani pod nazwą aikaoui lub ammarim.TI Mułła Ahmed w opisie swej podróży, przetłómaczonym w Explorat, scientif. opowiada o Sid-Abdallahu, Medjdubie, który wywierał wpływ nader poważny na Hammisów, swoich współ-ziomków, złodziejów i rozbójników. Od trzech do pięciu dni pozostawał nieruchomym jak kawał drewna, nie jadł, nie pił, nie modlił się, mógł niespać w ciągu 40 dni (str. 278), poczem wpadał w straszne konwulsye.“ Opowiada również o SidAbd-El-Kaderze, który włóczył się z miejsca na miejsce nie dbając o siebie i opuszczony przez swych blizkich; różnicę tę wytłómaczyć można prawdopodobnie mniejszym stopniem jego świętości. Trzeba przeczytać dzieło Dumond-Haya, żeby zobaczyć jak wielkiem poważaniem cieszą się obłąkani w Marokkoi wśród sąsiednich plemion koczujących. Berberzy mówią, że kiedy ciało obłąkanych błądzi tu po świecie, Bóg w niebie trzyma w niewoli ich rozum i zwraca go im wtedy tylko, kiedy powinni cóś powiedzieć, dla tego każde słowo ich uważane jest jako objawienie (Le Maroc et ses tributs Bruksella 1844 str. 31). Autor i konsul angielski omal że nie byli zabici przez jednego z tych szczególnego rodzaju świętych, którzy nadzy ale uzbrojeni biegają po ulicach, gotowi wprowadzić w czyn każdy kaprys, jaki przyjdzie im do głowy i biada temu, kto zechce ich powstrzymać.
W Berberyi karawany, pisze Pananti (Viaggi str. 133) udają się po radę do świętych szaleńców (Yasli), którym wszystko jest dozwolone. Jeden z nich dusił pielgrzymów, którzy przychodzili do świątyni, inny znowu w publicznej łaźni zgwałcił cudzą żonę, towarzyszki zaś winszowały jej z tego powodu. Turcy (Beck-Allgemein Schilder des Othom Beiches str. 177) oddają obłąkanym taką samą cześć, jak derwiszom, i sądzą, że są oni w bliższych aniżeli inni ludzie stosunkach z bóstwem; nawet ministrowie przyjmują ich u siebie i okazują im szacunek. Noszą oni nazwę Eidya, Ullah Deli (boscy, synowie Boga albo lepiej boscy obłąkani). Różne sekty Derwiszów mają wiele wspólnego z obłąkaniem. Każda z nich ma właściwą modlitwę i taniec, albo raczej szczególnego rodzaju konwulsye (Beck op. cit. str. 529.) Niektórzy kiwają się na obie strony, inni naprzód i w tył, przyśpieszając ruch w miarę, jak wzrasta żarliwość modlitwy. Ruchy te nazywają się Mukabeli (podniesienie chwały hożej) i Oiores Tewhhid (pochwała Boga jedynego). Sekta Kufaisów odznacza się od innych przesadną świątobliwością. Wyznawcy jej pozbawiają się przyjemności snu lub śpią z nogami w wodzie, całymi tygodniami poszczą i t. d. Zaczynają modlitwę do Allacha, postępując nogą prawą, a lewą zakreślając ruchy kołowe, trzymając się jednocześnie wszyscy za ręce; potem posuwają się naprzód, coraz bardziej podnosząc głos, przyśpieszając tempo tańca i zarzucając sobie ręce na ramiona; wreszcie osłabieni, spoceni, z omdlewającym wzrokiem i wybladłą cerą wpadają w stan „świętych konwulsyjr (halerk). Podczas tego szału religijnego (mówi autor) — poddają się próbie rozpalonego żelaza, albo ranią sobie ciało szablami i nożami.
U Bataków człowiek opętany przez złegoducha jest dosyć poważany; jeżeli mówi, słowa jego uchodzą za wyrocznię i każde życzenie zostaje wykonanem. (Ida Pfeiffer tom V, VI.)
Na Madagaskarze obłąkani są przedmiotem uwielbienia. W 1863 r. powstał tam obłęd epidemiczny, szaleńcy drżeli całem ciałem, bili każdego, kto się do nich zbliżał doznawali halucynacyj (twierdzili np. że widzieli zmarłą królowę, wychodzącą z grobu). Ponieważ król rozkazał ich szanować, więc zdarzało się, że żołnierze bili oficerów, podwładni — wyższych urzędników i t. d. Trwało to około dwóch miesięcy.
W Chinach objawy obłędu znajdujemy w jednej tylko sekcie, która wyróżnia się fanatyzmem religijnym wśród tego narodu sceptyków. Zwolennicy Tao (Medhurst. China State and Prospekt 1838, Londyn str. 75.) wierzą w opętanych i „zapisują ich zdania, jako przepowiednie przyszłości, sądząc, że obłąkany wypowiada tylko myśl demona.“
W Oceanii, na wyspie Tahiti nazywają Eu tort pewnego rodzaju proroków, t. j. natchnionych przez ducha bożego. Naczelnik plemienia mówił o jednym z nich, że jest człowiekiem złym (toato-eno). Omar (tłómacz) opowiadał, że są oni jakby obłąkani; w czasie ataku obłędu są zupełnie nieprzytomni, a petem nie pamiętają, co robili (Cook. Voy. Pacif II str. 19).
O Ameryce Schoolcra ft, w swej olbrzymiej kompilacyi, której dał tytuł: Statistical and IlistoricaL Information of the Indirn Tribes — mówi: „Względność dla obłąkanych jest rysem charakterystycznym plemion indyjskich Północy, a także Oregonu, które uchodzą za najbardziej dzikie. W jednem z plemion oregońskich widziałem kobietę, która okazywała wszystkie symptomy obłąkania: śpiewała w dziwny sposób, rozdawała wszystkim rozmaite przedmioty, które posiadała; raniła sobie ciało, jeżeli któś darów jej nie chciał przyjąć. Indyanie okazywali jej wielkie poważanie (tom IV str. 49).
Patagończycy (dr. Orbigny Homme Americain II str. 92) mają wróżbiarki i znachorki, które prorokują podczas ataków konwulsyj. Mężczyzni mogą być kapłanami, ale muszą przywdziać strój kobiecy i oprócz tego już od iat dziecięcych powinni wykazywać szczególne skłonności. Jakie zaś, o tem świadczy fakt, że epileptycy mają niezaprzeczone prawo być kapłanami, ponieważ posiadają ducha bożego.
W Peru oprócz kapłanów byli prorocy, którzy wieszczyli, krzywiąc się strasznie, w stanie konwulsyjnym i cieszyli się poważaniem ludu, ale klasa wyższa pogardzała nimi (Muller. Geschichte der Ur-Eeligion, Bazylea 1853 r.)
Ta zupełna jednakowość poglądów musi mieć pewne przyczyny; dadzą się one, według mego zdania, sprowadzić do następnych:
1) Lud, przyzwyczajony do odbierania ograniczonej liczby wrażeń powszednich, nie może nie dziwić się nowym wrażeniom i nie uwielbiać nadzwyczajnych. Uwielbienie jest, powiedziałbym, koniecznym skutkiem odruchu, wywołanego potężnym bodźcem nowego wrażenia.
Peruwianin wyrazem Iluacha oznaczał: boskość, świętą ofiarę, świątynię, wysoką wieżę, wielką górę, zwierze krwiożercze, człowieka z 7 palcami, lśniący kamień. Tak samo semickie El — boski, jest synonimem wielkiego, nowego, światła i stosuje się również do człowieka silnego, jak do drzewa, góry i zwierzęcia. Czyż człowiek prosty nie zdziwi się, widząc, jak jeden z jego współbraci nagle zmienia głos i ruchy i wygłasza myśli nadzwyczajne, kiedy my nawet przy świetle wiedzy nie możemy nieraz dojrzeć przyczyny tych zjawisk.
2) Niektórzy obłąkani są obdarzeni (jak to widzimy u Indyan w wiekach średnich lub nawet i teraz) niezwykłą siłą fizyczną, tłum zaś poważa siłę.
3) Niekiedy okazują niezwykłą nieczułość na zimno, gorąco, rany lub głód.
4) Inni znowu dotknięci teomanią albo obłędem wielkości, oznajmiają, że są natchnionymi przez bóstwo, opiekunami i władcami narodów i t. d. i w ten sposób zjednywają sobie opinię publiczną.
5) Ale główną przyczyną jest ta okoliczność, że wielu obłąkanych okazuje siłę umysłu, lub przynajmniej siłę woli wyższą, aniżeli masy, które z łatwością ujarzmić się dają. Jeżeli namiętności zdwajają siłę i bystrość myśli, to pewne formy obłą-
Geniusz i obłąkanie. 13 kania (które są tylko chorobliwem podnieceniem namiętności) można powiedzieć, że zwiększają je sto razy. Wiara w przywidzenia, obfita i potężna wymowa, z jaką zasady swe głoszą, która właśnie jest skutkiem tego głębokiego przekonania, sprzeczność, jaka istnieje miedzy przeszłością ich nieznaną i nikczemną a wspaniałością i potęgą obecną, nadawały tym obłąkanym w oczach tłumu przewagę nad ludźmi zdrowego ale chłodnego rozsądku. Lazzaretti, Briand, Loyola, Mol i nos, Joanna d’Arc, anabaptyści przedstawiają przykłady takiego wpływu. Podczas epidemii proroctwa w Cewennach, albo w ostatnich latach w Sztokholmie, widziano ludzi prostych, służące lub nawet dzieci, które pod wpływem entuzyazmu wygłaszały kazania, często pełne dowcipu i wymowy.
Jedna służąca mówiła: „Czyż, kładąc drzewo do pieca możesz nie pomyśleć o piekle? Ale tam będzie większy ogień i więcej drew.“ Druga prorokini kucharka wołała: „Bóg zesłał przekleństwo na ten napój gniewu (wódka), grzesznicy — pijacy otrzymają karę stosowną do ich grzechu i popłyną w piekle strumienie tego napoju gniewu, w których oni spłoną.“ Dziewczynka czteroletnia wygłosiła takie zdanie: „Bóg w niebie przywołuje grzeszników do pokuty, idźcie na Golgotę — tam znajdują się szaty świąteczne.“ (Ideler. Fersuch einer Theorie der Wahnsinne str. 236, 1842 r.)
6) Często obłęd wśród ludów barbarzyńskich przyjmuje charakter epidemiczny, jak np. wśród dzikich plemion murzyńskich w Juidach, abipanów i abisyńczyków istnieją epidemie taneczne, przypominające włoską tarantellę, zwane tigretier. Starożytni pisarze greccy opowiadają, że mieszkańcy Abdery wpadli w rodzaj szału epidemicznego, polegającego na recytowaniu pewnej tragedyi. Obłędem erotyczno-religijnym dotknięte były tyady i czcicielki Bachusa, które przebiegały po ulicach Aten i Rzymu w świętym szale, żądne krwi i rozpusty. Ale najczęściej takie epidemie umysłowe zdarzały się w wiekach średnich, kiedy bez przerwy prawie następowały po sobie, zmieniając tylko formę. W tej epoce najdziwaczniejsze formy obłędu, jak prawdziwa zaraza rozpowszechniały się, obejmując całe okolice, całe narody, dzieci i starców, ludzi szczerze wierzących i wątpiących sceptyków. Demonomania, w mniejszym lub większym stopniu połączona z nimfomanią, konwulsyami i t. p., wytwarzała wiedźmy i opętanych, stosownie do tego, czy jej ofiary chlubiły się tem głośno, czy też cierpiały wskutek choroby. Objawem jej były halucynacye najbardziej sprosne, treść których stanowiły zwykle stosunki płciowe z duchami piekieł lub zwierzętami, przedstawiającemi również siłę nieczystą. Iuue objawy to: wstręt do rzeczy świętych i uznawanych za takowe (jak np. kości czczone jako relikwie), rozwój niezwykły bądź to sił fizycznych, bądź umysłowych, tak, że mówili językami — które znali zaledwie i odświeżali szczegółowo w pamięci reminiscencye dawno wydarzonych wypadków. Przyłączały się tu jeszcze ekstazy erotyczne i częściowe znieczulenie, często także popęd do kąsania, do zabójstwa lub samobójstwa, wstręt lub obrzydzenie do niektórych przedmiotów, nadewszystko zaś wiara głęboka w istnienie oczywiste tych urojeń posępnych.
Kiedy szał proroczy stał się epidemicznym w Cewennach, kobiety, zwłaszcza zaś dzieci ulegały tej zarazie i widziały w świetle słonecznem, w układzie obłoków, rozkazy boskie. Tysiące kobiet śpiewało psalmy i prorokowało, chociaż brano je za to do więzienia masami. Całe osady, powiada Villani, wydawały się opętanemi przez djabła. W Akwisgranie w 1374 roku od epileptyków i choreików obłęd udzielił się całemu pospólstwu, nie wyłączając nawet zgrzybiałych starców i kobiet brzemiennych; wszyscy tańczyli na ulicach, wołając: Here S. Johan, so-so vrish und vord. Przyłączyły się do tego halucynacye religijne, (w których tańczący widzieli niebo otwarte, a w niem hufce błogosławionych), wstręt do koloru czerwonego do przedmiotów ostro zakończonych i t. d. Obłęd przeszedł do Kolonii, gdzie dotknął około 300 osób, potem do Metzu. do Strasburga i t. d. i trwał dosyć długo. Dopiero w latach uastępnych przyjął on formę peryodyczną i w dzień Ś-go Wita (obranego za patrona, prawdopodobnie wskutek znaczenia tego miana w języku celtyckim) opanowywał tysiące choreików, zgromadzonych u grobu tego świętego. W 1623 roku istniały jeszcze te pielgrzymki pobożne i niektórzy powtarzali je już 32-gi raz. (Hecher. Tanzmanie str. 120, Berlin 1834).
Nadzwyczaj ciekawą jest mania pielgrzymstwa, która opanowała dzieci w wiekach średnich. Kiedy wszyscy chrzcścianie zasmuceni byli utratą Ziemi Świętej, w 1212 roku mały pastuszek z Clocs (Vendóme) oznajmił, że jest natchniony przez Boga, który objawił mu się w postaci człowieka nieznajomego, przyjął odeń chleb i wręczył mu list do króla. Synowie okolicznych pasterzy uznali małego proroka, który wkrótce miał 30, 000 wielbicieli i wyznawców. Wkrótce zjawili się inni, 8 i 9 letni prorocy, którzy kazali, robili cuda i prowadzili całe armie oszalałych dzieci do świętego z Cloes. Ztąd gromady te udały się do Marsylii, gdzie morze miało się rozstąpić przed niemi, ażeby mogły suchą nogą dojść do Jerozolimy. Ani zakazy króla i rodziców, ani przeszkody, jakie spotykali na drodze, nie mogły powstrzymać pielgrzymów; kiedy zaś przybyli do Marsylii, dwaj oszuści wsadzili ich aż na 7 okrętów i sprzedali w niewolę na Wschodzie.
Jedną z głównych przyczyn, wskutek których obłęd przyjmuje formę epidemiczną, jest uwielbienie okazywane ludziom dotkniętym tą chorobą i co za tem idzie, naśladowanie ich postępków; ale ważniejszą jeszcze rolę gra tu wyodrębnienie i ciemnota, właściwe społeczeństwom barbarzyńskim. Postępy cywilizacyi i częstsze stykanie się większej dości ludzi rozwijają poczucie indywidualności, zaostrzając je względami interesu, nieufności, miłości własnej, współzawodnictwa, śmieszności, zwłaszcza zaś wpływa tu ciągła rozmaitość wrażeń, z której wynika już rozmaitość pojęć — wszystko to zaś sprawia, że masy mniej są usposobione do przyjęcia i mniej podlegają wrażeniom otrzymanego bodźca. Istotnie, chociaż w ostatnich czasach obłęd epidemiczny zdarza się nieraz, ale tylko wśród najniższych warstw ludności i w krajach oddalonych od wielkich centrów komunikacyi, zwłaszcza zaś w okolicach górskich (zarówno wskutek odosobnienia, jak i wpływów meteorologicznych)’), jak np. w Kornwalii, w Walii, Norwegii, Bretanii — szczekacze w Josselin, w najbardziej odległych koloniach amerykańskich, we Francyi — w odludnej dolinie Morzines i we Włoszech — w wą-
’) Lorabroso. Pensiero e Meteore str. 129, 1878. wozie alpejskim Vercegnis (o tej ostatniej epidemii pisał Franzolini). Tak samo w Monte-Amiata, gdzie potem wystąpił Lazzaretti, według świadectwa kronik, mieszkał niejaki Audiberti, odznaczający się niezwykłem niechlujstwem i uważany za świętego. Wkrótce potem żył tam około 1500 roku Bartłomiej Brandiano, wieśniak, poddany klasztoru braci Oliwskich (frati Olwetani), który pod wpływem nieszczęść, jakie spadły na kraj rodzinny, wskutek zajęcia go przez wojska hiszpańskie — dotknięty został obłędem religijnym (monomnnia religiosa) i sądził, że jest św. Janem Chrzcicielem. Przywdział więc taki sam ubiór: w krótkiej koszuli z grubego płótna, bosy, z krucyfiksem w ręku i trupią czaszką pod pachą przebiegał okolice Sienny, prorokując i czyniąc cuda, oraz znajdując wielu prozelitów.
Potem udał się do Rzymu i na placu św. Piotra kazał przeciw papieżom i kardynałom. Ale Klemens VII zamiast powiesić go za to, wsadził do więzienia w Tordinone, gdzie zwykle zamykali waryatów, jeśli nie uważali za stosowne palić ich publicznie na stosie, jako opętanych przez szatana. Wypuszczony z więzienia udał się do Sienny i tam niejednokrotnie znieważył Don Diega di Mendozza, kapitana wojsk hiszpańskich. Don Diego, nie mogąc rozstrzygnąć: czy to jest święty, czy prorok, czy też waryat, kazał go schwytać i wysłać na galery w Talamone, polecając intendentowi, aby wyjaśnił tę wątpliwość. Ale intendent odpowiedział, że jeżeli Brandano jest świętym — to święci nie idą na galery, jeżeli prorokiem — to proroków nie karzą, jeżeli zaś waryatem — to obłąkani wyjęci są z pod prawa i wypuścił go na wolność. Brandano wygłosił przemowę do skazanych, poczem odbywał znowu swoją wędrówkę, prorokując i wyprawiając różne dziwactwa.
Niedawno w odludnym kraiku Busea w Piemoncie, zjawiło się dwóch świętych, z których jeden był w ciągu 20 lat galernikiem, *) drugi zaś zebrał około siebie 300 wyznawców; wkrótce — potem w okolicy Alpejskiej Montenero w 1881 r. powstał obłęd epidemiczny, wywołany przez niejakiego G.... C
Prorok, pomimo że było to w zimie, zgromadził blizko
’) Archivio di psicniatria e scienze penali. 1880 zeszyt II.
3G00 uczniów; jednocześnie w Abruzzach aresztowano włóczęgę który także uważał się za mesyasza.
Przeobrażenia wsteczne zdolności umysłowych łatwiej odby wają się w człowieku na wpół dzikim, aniżeli w ucywilizowanym, ponieważ mniej jest tutaj stopni przejściowych. Pierwszy zresztą trudniej odróżnia złudzenia od rzeczywistości, halucynacye od własnych pragnień, rzeczy możliwe od nadprzyrodzonych i nie umie zapanować nad swemi rozkiełznanemi namiętnościami.
Epidemia prorokowania, która powstała w Norwegii, w 1842 r. otrzymała nazwę Magdkrankheit (choroba służących) ponieważ oprócz bisteryczek i dzieci z ludu podlegały jej głównie służące (V. Ideler op. cit. str. 225. 1848). Obłęd epidemiczny w Eedrouth rozszerzał się tylko miedzy osobami bardzo ograniczonego umysłu (whose intelect, is of the wery lower class) (Nasse Zeitschrift etc. str. 255. 1874 r.). Kiedy w ostatnich czasach zjawił się przesąd magnetyzowania, albo głupszy jeszcze stolików mówiących, zainteresowanie się tem nie przekroczyło granicy błędnych mniemań i wypadki obłąkania z tego powodu były tylko sporadyczne.
Niedawno jeszcze murzyni na wyspie Haiti uważali za święte drzewa, na których zawiesił ktoś kawałki sukna; nubijczycy widzieli swych bogów w ciemnych załomach skał.
Barbarzyńca przestrasza się z najbardziej błahego powodu, a od przestrachu do zabobonu — jeden krok tylko. Zabobony zaś, które najwięcej przyczyniają się do rozpowszechnienia obłąkania, znikają dopiero pod wpływem cywilizacyi. „W epidemii sztokholmskiej (1842 r.) powiada Ideler (Yersuch. I str. 274), stwierdzono ten lakt, że w miejscowościach, gdzie zaczęła się choroba, umysły już oddawna były zaniepokojone i podniecone kazaniami i rozmaitemi ćwiczeniami pobożnemi; liczba obłąkanych wzrastała tam bardzo szybko.
Fakty tego rodzaju tłómaczą nam wpływ proroków starożytnych i współczesnych, który pozostawił nieraz ślady głębokie w dziejach narodu. I Wielu z tych nieszczęśliwych, dotkniętych teomanią lub obłędem wielkości, lud uważał za proroków, halucynacye 1C za objawienie boskie; w ten sposób powstały liczne sekty, ktoe pomnożyły i zajątrzyły smutne wałki re’igijne, trwające w cjągu wieków średnich, a nawet w czasach nowożytnych.
Picard np. wyobraził sobie, że jest synem Boga, zesłanym na ziemię dla nauczania ludzi, żeby chodzili nago i żyli we wspólności małżeńskiej; znajduje on takich, którzy mu wierzą naśladują go i oto mamy Adamitów. Tak samo Nowocbrzezeńcy (Anabaptyści) w Munsterze, w Appenzell i w Polsce (?) wierzą: iż widzą świetlanych aniołów i smoków, walczących ze sobą w niebie, że otrzymali rozkaz zabijania braci i najwięcej ukochanych dzieci (obłęd morderczy — mania homicida), że powinni przez całe miesiące powstrzymywać się od przyjmowania pokarmów, wreszcie, że mogą wzrokiem lub tchnieniem pokonać wysłane przeciw nim wojska. W podobny sposób, jak wykazuje Calmeil, powstały sekty kalwinistów i jansenistów, z powodu których tyle krwi przelano. O czarownicach opętanych i t. p. mówić już chyba nie potrzeba.
Przeglądając w dziełach De le Pierre’a, Philomneste’a, Adelunga, długi spis obłąkanych autorów, iluminatów i t. d., śmiać się można i płakać zarazem nad głupotą ludzką, widząc ilu z tych waryatów miało gorliwych i licznych wyznawców. Przypomnijmy np. Kleinowa, żyjącego w połowie XVIII wieku i przedstawiającego się jako król Syonu, wyznawcy zaś nazywali się. synami syońskimi, albo Joachima z Kalabryi, który twierdził, że era chrześciańska skończy się w 1200 roku, poczem przyjść powinien nowy mesyasz z nową ewangelią, albo wreszcie Swedenborga, któremu zdawało się, że po całych dniach a nawet miesiącach, rozmawia z duchami rozmaitych planet, że widział mieszkańców Jowisza, chodzących za pomocą jednej ręki 1 jednej nogi, mieszkańców Marsa, mówiących oczami i księżyca brzuchem. Jednakże i on miał zwolenników, nawet jeszCZe Przed niewielu laty (De Beaumont Yassy. Swedenborg etc. 1842Matter. Em. de Swedenborg, sa me 1863).
^ Vane, po ogłoszeniu w 1655 r. niezrozumiałej książki p. t.
aJemnica i wszechmoc Bóstwa jaśniejącego w świecie żywym — ^alazł prozelitów, których nazwano szukającymi (sheckers), podważ szukali i oczekiwali zjawisk nadprzyrodzonych i wierZyli w nastąpienie tysiącolecia (mideneryzm). Vane był ścięty 1
Irving w 1792 r. twierdził, że przez natchnienie boże otrzymał dar mówienia nieznanymi językami, założył on sektę irwingistów. I. Humphrey, albo raczej NoyeB w Stanach Zjednoczonych sądził, że posiada dar proroctwa; był on założycielem sekty perfekcyonistów, istniejącej obecnie na terytoryum Oueida. Wyznawcy jego uważają własność i małżeństwo jako kradzież, nie uznają praw ludzkich i najpowszechniejsze czynności przypisują natchnieniu bożemu.
Dziadowie nasi pamiętają jeszcze ten wpływ, jaki wywierała Julia Kriidener, ta prawdziwa prorokini monarchizmu. Była ona histeryczką, skłonności zaś erotyczne występowały tak silnie, że pewnego razu w miejscu publicznem rzuciła się na kolana przed jakimś tenorem. Rozczarowana w miłości, zwróciła się do religii, wierząc, że jest wybraną przez Boga dla zbawienia rodu ludzkiego i wykazała dar gorącej wymowy. Udała się najprzód do Bazylei, gdzie zaczęła głosić blizkie już przyjście nowego mesyasza; na odezwę jej pospieszyło 20, 000 pielgrzymów, tak że senat miejski przestraszony kazał wydalić ją z miasta. Ztamtąd pojechała do Badenu, gdzie cztery tysiące osób czekało na nią na placu, aby ucałować jej ręce, lub chociażby suknię; pewna dama ofiarowała 10, 000 florenów na założenie kościoła, ale ona oddała sumę tę biednym, „których królestwo już sic zbliża-. Wypędzona z Badenu, zaczęła wędrówkę po Szwajcaryi, otoczona tłumem wyznawców. Prześladowana przez policyę, przejeżdżała z miasta do miasta, z wioski do wioski, witana okrzykami, osypywana błogosławieństwy. Twierdziła ona, że wszystkie postępki ludzkie zależą od aniołów. Napoleona, który zbył ją pogardliwie, nazywała aniołem czarnym, Aleksandra zaś aniołem białym, potrafiła na pewien czas pozyskać jego zaufanie i dawała mu rady; podobno nawet pomysł świętego przymierza jej przypisać należy.
Loyola, leżąc ciężko ranny, zwrócił myśl do przedmiotów religijnych i przerażony odszczepieństwem reformatora wittembergskiego, obmyślił wielki projekt fatalnego stowarzyszenia (zakonu jezuitów); utrzymywał on, że Marya Dziewica własną osobą uczestniczyła w jego projektach, głosy niebieskie zaś zachęcały go do tego.
Luter (Archiv fur Psichiatrie) przypisywał swe dolegliwości fizyczne i swoje widziadła senne — sztukom szatana, chociaż wszystkie opisane przezeń wypadki objaśnić można rozstrojem nerwów.
Cierpiał on często np. „straszną duszność, spowodowaną przez Boga dumnego i zagniewanego“. W 27-yni roku życia doświadczać zaczął zawrotów i bólów głowy i szumu w uszach, co powtarzało się potem w 32, 38, 40 i 52 roku, szczególniej zaś kiedy był w drodze do Rzymu. W 38 roku życia dręczyły go halucynacye, do których przyczyniała się zapewne zupełna samotność, w jakiej przebywał. „Kiedy w 1521 r., pisze on, mieszkałem w moim Patmosie, komnacie odosobnionej, do której wpuszczałem tylko dwóch paziów, przynoszących mi jedzenie, usłyszałem pewnego wieczoru, leżąc już w pościeli, że orzechy w worku zaczynają się poruszać, potem wyskakują ztamtąd i toczą się po podłodze aż do mego łoża. Zaledwie zasnąłem, usłyszałem straszny hałas, zerwałem się więc i zapytałem kto ty jesteś? poczem poleciłem się Chrystusowi“ i t. d.
W kościele wittembergskim zaledwie zaczął objaśniać List do Rzymian i doszedł do zdania: „sprawiedliwy żyje prawdziwą wiarą“, poczuł, że wyrazy te przeniknęły do jego duszy, nad uchem zaś głos jakiś powtórzył je kilkakrotnie. W 1520 roku słowa te dźwięczały mu w uszach podczas podróży do Rzymu, kiedy zaś wchodził do pałacu papiezkiego, zabrzmiały one donośnie, jak głos piorunu. „Nieraz, wyznaje Luter, budziłem się
0 północy i dysputowałem z szatanem o znaczeniu mszy“
1 przytacza argumenty, wygłoszone przez djabła, przy pomocy których walczył potem sam przeciw temu obrzędowi.
Cuda bohaterstwa, dokonane przez Joannę d’Arc, zawdzięczyć należy halucynacyom, które dręczyły ją od 12 roku życia. W późniejszych czasach Jerzy Fox, założyciel sekty kwakrów, również pod wpływem halucynacyj rozwinął propagandę nadzwyczaj energiczną. Porzucił on rodzinę, odział się skórą zwierzęcą i nocował w dziuplach starych drzew. Wtedy otrzymał objawienie, że wszyscy chrześcianie, czy to prawowierni, czy nie, są synami Boga. Nikt mu nie wierzył, ale on usłyszał głos wołający: „Jezus Chrystus cię rozumie“. W ciągu 14 dni przebywał w stanie letargicznym, ciało jego wydawało się martwem, umysł jednak działał. Podobne przypadki zdarzały się często jego wyznawcom, ludziom w ogóle uczciwym, ale wizyonerom i prorokom.
Ale bardziej jeszcze uderzający przykład tego rodzaju obłędu, (chociaż dla wielu włochów wydać się to może bluźnierstwem patryotycznem) przedstawia Savonarola. Pod wrażeniem pewnej wizyi już w młodości uwierzył on, że jest wybrany przez Chrystusa dla odrodzenia pogrążonej w zepsuciu ojczyzny. Pewnego dnia rozmawiał z jakąś mniszką, kiedy nagle wydało mu się, że niebo się otwiera i widzi on własnemi oezyma obraz nieszczęść kościoła i słyszy głos, który nakazuje mu obwieścić to ludowi.
Widzenia, dotyczące Apokalipsy albo Starego Testamentu, prześladowały go często. W 1491 chciał zaprzestać mówić
0 polityce w swych kazaniach. „Czuwałem przez całą noc z soboty na niedzielę, a o świcie, podczas modlitwy, usłyszałem głos: „Głupcze, czyż nie widzisz, iż Bóg chce abyś szedł tą samą drogą“.
W 1492 r. w czasie adwentu, kiedy wygłaszał kazanie, miał halucynacyę, ujrzał bowiem miecz z napisem: Gladius Domini super terram. Nagle miecz ten zwrócił się ku ziemi, ściemniło się w powietrzu i jak deszcz posypały się z nieba miecze, strzały, ognie, ziemia oddana była na pastwę głodu i zarazy. Wtedy SavonaroIa zaczął przepowiadać zjawienie się moru, co istotnie sprawdziło się wkrótce.
Innego razu, podczas halucynacyi, zdawało mu się, że był posłem do Jezusa Chrystusa, że dosyć długo wędrował po raju
1 rozmawiał tam z różnymi świętymi i Matką Boską, opisał nawet tron, na którym siedziała, wyliczając szczegółowo zdobiące go drogie kamienie (Villari. Vita di Savonarola str. 11 i 304).
Podobnie jak Lazzaretti, Savonarola rozmyślał ciągle o swych snach i widzeniach, starając się określić, które były natchnione przez aniołów, a które przez szatanów. Niekiedy brała go wątpliwość, czy nie jest ofiarą obłędu. W jednym ze swych dyalogów oznajmia, iż „udawać proroka dla przekonania innych byłoby to czynić oszustem samego Boga. Czyż nie można być, ciągnie dalej, abyś oszukiwał samego siebie. Nie, odpowiadam, ja wielbię Boga, staram się naśladować go, iść w jego ślady, nie może więc być, aby Bóg mnie oszukał“. (JJe veritate propheiica. 1497). Jednakże z właściwą obłąkanym niekonsekwencyą pisał niewiele wcześniej: „Nie jestem prorokiem, ani synem proroka“ i „tylko wasze grzechy zmusiły mnie zostać prorokiem.“
Villari robi słuszną uwagę: „Oto szczególna właściwość jego charakteru: człowiek, który dał Florencyi doskonałą formę rządu republikańskiego, który rządził wszechwładnie narodem, który zdumiewał świat cały swoją wymową, który był wreszcie znakomitym filozofem — człowiek ten pysznił się, że słyszy głosy w powietrzu i widzi miecz Pana!“
„Ale, jak słusznie wnioskuje ten sam autor, dziecinna treść tych widzeń dowodzi, że był on ofiarą halucynacyj, nie mówiąc o tem, że postępowanie tego rodzaju nie przynosiło mu żadnych korzyści. Czyż dla oszukania ludu potrzebował pisać traktaty o widzeniach, opowiadać o nich matce, albo roztrząsać tę sprawę na marginesach Biblii? Wszystko, co wielbiciele jego woleliby ukryć, co najuważniejsza przezorność nie pozwoliłaby ujawnić, wszystko to on ogłaszał niejednokrotnie. Ale jak sam wyznaje, trawił go ogień wewnętrzny i zmuszał do mówienia wbrew woli. Ta właśnie potęga zachwytu i szału, która pociągała samego mówcę, oddziaływała na słuchaczy tak silnie, że nie możemy prawie zrozumieć tego dzisiaj, odczytując tekst jego kazań“. To nam tłómaczy fakt, że Savonarola, podobnie jak Lazzaretti, oddziaływał swym boskim szałem, nietylko bezpośrednio — fanatyzując tłum, ale i pośrednio — podniecając prawdziwych waryatów, którzy dzięki swemu obłąkaniu, z nieuków, zaledwie umiejących pisać, stawali się autorami i prorokami. Tak np. niejaki Domenico Ceccbi (Villari. op. cit. str. 409) pisze Reformę Świętą (La riforma santa), w której proponuje uwolnić „Wielką radę“ (Consilio maggiore) od spraw drobniejszych, ocenić dobra kościelne, zaprowadzić jednostajny system opodatkowania, utworzyć milicyę i oznaczyć stałą normę posagów. W przedmowie do tej rozprawy powiada on: „przyszło mi do głowy napisać takie dzieło i nie mogłem napisać innegodniem i nocą zdawało mi się, że jestem zmuszony wygłosić te rzeczy cudowne i gdym to uczynił, sam byłem zdumiony“.
Inny znowu, Giovanni, krawiec florencki, w szale chorobliwym układa tercyny, w których unosi się nad przyszłą chwałą ojczyzny i pisze wierszem proroctwa (Villari op. cit. II str. 408).
Dla tego Pizańczyk musi być spuszczony Aż na spód kloaki, w kajdanach na nogach, Bo on to jest nieszczęść tak licznych przyczyną.
Gdyby osobistości te żyły w naszych czasach, my, którzyśmy spotykali często w domach dla obłąkanych typy podobne, odpowiedzielibyśmy, że nie ma szpitala we Włoszech, w którymby nie było przynajmniej jednego takiego waryata.
Przypominam sobie, że kiedy zarządzałem szpitalem w Pesaro, miałem pod swoją opieką trzech tego rodzaju subjektów: jeden podpisywał się Anastazyusz Papież, mianował swoich kardynałów, referendarzów i t. p. oraz wydawał dekrety, w których iedyną niedorzecznością był tylko podpis. Drugi waryat, wojskowy (sierżant papiezki), wymyślił kodeks religijny, bardzo ciekawy i wcale zręcznie ułożony, z wyjątkiem paragrafu, który nakazuje wielbić jego, proroka — jak Boga. Dajemy tu wyjątki z tego kodeksu, ażeby ludziom nieobeznanym z psychiatryą wykazać podobieństwo stylu z pismami Passanantego, Lazzaretti’ego i Mangionego, podobieństwo, polegające na powtórzeniach, homofonii wyrazów i zakroju biblijnym okresów ’).
’) „Oto są dziesięć przykazań prawa i mej własnej woli, tak we dnie, jak i w nocy.
Mówię do was mężczyzni i kobiety, a także do płci raęzkiej i żeńskiej — nie powinniście czynić tych oto występków:
1) Ty, ludu, powinieneś teraz uznać i wyznawać publicznie moje cnoty i wierzyć mi, jako prawdzie istotnej, że ja, w osobie własnej Mikołaj Palotta, że ja w osobie własnej jestem tym Duchem Świętym, Bogiem, który żyje na tyra świecie, pierwszym i jedynym Stwórcą, Panem i Opiekunem Najwyższym, Władcą i Wielkim Bogiem; że na tym świecie żywym Cesarzem Rzymskim Włoch jest urodzony w Senigalli Mikołaj Palotta, a ty, ludu, nie będziesz miał Bogów innych przedemną na tym świecie żywym.
2) Nie używaj Imienia mego Boskiego w przysięgach fałszywych i bluźnierstwach, i w łajaniach, i w innych złorzeczeniach, mówię to wam mężczyzni i kobiety, a także płci męzka i żeńska.
3) Pamiętaj święcić uroczystości, uznane przezemnie i uświęcone przezemnie Ducha Świętego Boga, Mikołaja Palotta, który żyje na tym świ ecie.
^y Lombardyi nie spotykałem prawie papieży i proroków, przypominam sobie tylko jednego alkoholika, który chciał wywołać krućyatę przeciw syndykowi z Vigevano, ale za to wszyscy medyolańczycy pamiętają wybornie dziwacznego proroka mechaniki i socyalizmu, którym był T. L. Cianchettini, redaktor dziennika Traraso (Przelew). Ale najciekawszy i najwiarogodniejszy przykład, zwłaszcza, że wydarzył się w oczach wszystkich i stanowi prawdziwy wypadek historyczny — przedstawia życie Dawida Lazzaretti’ego ’).
Urodził się on w Arcidosso 1834 roku, z ojca woźnicy, zdaje się pijaka, ale człowieka silnej budowy ciała. W rodzinie byli samobójcy i obłąkani, jeden np. był maniakiem religijnym i uważał się za Boga Ojca. Wszyscy bracia Dawida, w liczbie sześciu, byli silni, olbrzymiego wzrostu (od 1.90 do 1.95 metr.) jak zresztą wielu ludzi w tym kraju, bystrego umysłu i wybornej pamięci. Jeden z nich Paskal nie umiał ani czytać, ani pisać, pamiętał jednak około dwustu rachunków rozmaitych wierzytelności.
Dawid przewyższał wszystkich postawą krzepką, prawidłowością i szlachetnością kształtów i bystrą inteligencyą. Miał on czaszkę dolicho cephala (długogłowy), głowę wielką, oczy błyszczące, które jednych zachwycały, innym zaś wydawały się demonicznemi lub obłąkanemi. Był hypospadykiem i impotentem pod względem płciowym od młodości. Nienormalność ta zasługuje na szczególną uwagę, jeżeli przypomnimy sobie, że Morel, a później Legrand le Saulle (Signes phisiques des manies raisonnantes) znajdowali ją bardzo często u mattoidów.
Już w dzieciństwie widzimy charakterze jego sprzeczności i skłonność do wszelkiego rodzaju nadużyć, co jest ce-
4) Powinieneś czcić i szanować własnego ojca twego i własną matkę twoją, a ty ojcze i ty matko powinniście czcić i szanować swoich własnych synów i swoje własne córki, dla tych zasług, jakie posiadają i dla tego, aby płacili wam wzajemnością; a nie powinniście dawać im złych przykładów i t. d.
’) Nocito i Lombroso. Davide Lazzaretti (Arch. di Psichiatria 1881 X. X z. 1. 2.) Verga. Lcaznretti e la pazzia sensoria. Medyolan 1880 r. Caravaggio. Inchiesta e Relazionc su Arcidosso 1878. Gazzetta Ufficiale z d. 1 października Nr. 321.
chą wspólną wszystkim kandydatom na obłąkanych. Będąc małym chłopcem, pragnął zostać mnichem, później jednak z’ają{ się profesyą ojcowską i zaczął prowadzić życie nieporzadnu nadużywał trunków i t. d. Jednocześnie wszakże czytał chętnie książki, zupełnie nieodpowiednie dla człowieka w tem położeniu, jak np. Dantego, zwłaszcza zaś Tassa i w 15 roku życia otrzymał nazwę „tysiąc myśli“ (mille idee) z powodu, że układał liczne i oryginalne piosenki, chociaż nigdy nie mógł nauczyć się prawideł gramatycznych (Verga. Lazzaretti).
Zuchwały awanturnik, obrzydliwy bluźnierca, był postrachem dla wszystkich: pewnego dnia, na jakiejś uroczystości na czele swoich braci, nie mając żadnej broni, zmusił do ucieczki wszystkich mieszkańców Castel del Piano. Jednakże zachwycał się łatwo poezyą, kazaniem, przedstawieniem teatralnem, wszystkiem w ogóle, co wydawało mu się szlachetnem i wzniosłem. Uwielbiał Chrystusa i Mahometa, których nazywał największemi osobistościami, jakie kiedykolwiek żyły na świecie. Wreszcie, według własnych zeznań, już w 14 roku życia doznawał tych halucynacyj, które potem w 1866 roku zwróciły się w tak fatalnym kierunku. W młodości czuł pewną sympatyę do młodej żydówki z Pitigliano za to, że uporczywie zachowywała przepisy swej religii, pomimo to, można jednak powiedzieć, że w owym czasie nienawidził trzech rzeczy: kobiet, kościoła i zabaw tańcujących.
W 1859 r., mając 25 lat zaciągnął się jako ochotnik do kawaleryi i brał udział w wyprawie Cialdiniego (1860 r.) zresztą więcej w roli służącego, aniżeli żołnierza. Przed wyruszeniem na wyprawę napisał hymn patryotyczny; Brofferio, który czytał ten utwór, zdziwiony był oryginalnością pomysłu i pięknością niektórych wierszy, nie licującemi z szorstkością stylu i błędami gramatycznymi.
Wkrótce potem Lazzaretti wrócił do dawnych zajęć, do hulanek i bluźnierstw i zaczął żyć z żoną, chociaż zaślubił ją już przed trzema laty i miał dla niej uczucie bardzo poetyczne które wyrażał w czułych wierszach. Wtedy opanowały go znowu marzenia ambitne, zaczął nawet, jakkolwiek nie miał żadnego wykształcenia, pisać tragedye, co prawda — dosyć komiczne.
Powoli dziwactwa jego przyjęły inny kierunek. W 1867 roku (miał wtedy 33 lat) pod wpływem napojów wyskokowych ]U1) może rozruchów politycznych powróciły w stopniu silniejszym dawne halucynacye religijne. Pewnego dnia Lazzaretti znikł niewiadomo gdzie; okazało się potem, że objawiła mu gję Matka boska i rozkazała iść do Rzymu dla oznajmienia o swem boskiem posłannictwie papieżowi, który z początku nie chciał go widzieć, potem zaś przyjął łaskawie, ale poradził mu, jak powiadają, brać pryszuic. Następnie, również według wskazówek Matki boskiej, udał się do Sabiny, do pustelni MontorioKomano, w której mieszkał zakonnik, rodem z Prus, Ignacy Mikus. Z tym ostatnim Lazzaretti spędził trzy miesiące w grocie ś-go Amadeusza, zajmując się ćwiczeniami teologicznemi. Bardzo prawdopodobne, chociaż nie ma dla tego danych, że Mikus pomógł mu do utatuowania czoła. Znak ten, (jak zapewniał potem Lazzaretti, wykonany własnoręcznie przez ś-go 1’iotra) zakrywały włosy, spadające na czoło i tylko prawdziwie wiernym pokazywał go niekiedy.
Znak ten według sprawozdania lekarzy przedstawiał równoległobok nieprawidłowy, w górnej części którego znajdowało się 13 punktów, ułożonych w ten sposób:
Znakowi temu i dwom innym, później już wytatuowanym na ramieniu i na wewnętrznej stronie nogi, Lazzaretti, jak to właściwe jest obłąkanym, przypisywał dziwne i tajemnicze znaczenie, uważając je za pieczęcie układu z Bogiem.
Od tej chwili zaszła w nim przemiana zupełna, co często daje się zauważyć u obłąkanych ’): awanturnik, bluźnierca, hu-
’) W Pesaro miałem na kuracyi kilka mniszek, z klasztorów rzymskich; nie widziałem nigdy tak bezwstydnych bluźnierców jak one. Leczyłem także bardzo nabożnych żydów, u których pierwszym objawem obłąkania było pragnienie Przyjęcia chrztu, po wy zdrowieniu stawali się znowu gorliwymi wyznawcami mo*aizmu.
laka stał się skromnym i umiarkowanym do tego stopnia, że zamieszkał w góraek prawie pod gołem niebem, żywiąc sie chlebem i wodą, lub ziołami z solą i octem, lub też polentą i p0. lewką postną, chlebem z cebulą i czosnkiem i t. d. Na wygpje Monte Christo w ciągu miesiąca zjadł tylko sześć bochenków chleba, z dodatkiem zieleniny (zeznanie Vichi’ego), mieszkając zaś w klasztorze we Francyi spożywał tylko po dwa kartofle na dobę, post ten trwał dni kilka. Najbardziej zaś wydawać się mogło dziwnem nawet ludziom wykształconym, że z autora dzieł bezładnych i śmiesznych, stał się pisarzem wytwornym, jasnym, zaczął używać wyrażeń silnych, obrazowych, ożywionych takiem gorącem uczuciem religijnem, jakie znaleźć można chyba w utworach pierwszych chrześcian.
Duchowieństwo miejscowe, widząc w nim podobieństwo do dawnych proroków, w czem nie myliło się wcale, wzięło go w ręce, tem więcej, że według swego zwyczaju, pragnęło zużytkować go w celu zbierania składek na odbudowanie kościoła.
Lud, który już był słusznie zdumiony zmianą sposobu życia Lazzaretti’ego, tatuowaniem, mową natchnioną, długą, rozczochraną brodą i poważną postawą — sfanatyzowany teraz przez księży, zbiegł się tłumnie słuchać proroka.
Zaczęła się olbrzymia procesya, z którą Lazaretti, otoczony księżmi i najbardziej poważnymi w okolicy ludźmi, zwiedził po kolei Arcidosso, Roccalbegna, Castel del Pian, Pian Castagnaio, Cinigiano i Castaliora, przyjmowany wszędzie na klęczkach przez ludność odświętnie ubraną i przez księży, którzy całowali go w twarz, w ręce, a nawet w nogi. Zaczęła się budowa świątyni, ofiary na ten cel sypały się ze wszystkich stron, nie były jednak zbyt hojne, ponieważ ubodzy górale nie mogli dać wiele. Wtedy postanowiono zużytkować ich pracę. Miejsce pod kościół wybrane zostało w niewielkiej odległości od Arcidosso, o sto kroków ode wsi, w miejscowości zwanej Croce dei Canzacchi, tam właśnie, gdzie potem zginął od wystrzału Lazzaretti.
Tysiące wiernych wzięło udział w budowie świątyni. Mężczyźni, kobiety, dzieci znosili kamienie, belki, faszynę, głazy. Ale ponieważ architektura, podobnie jak gramatyka, ma właściwc sobie prawidła, których, niestety, natchnienie wieszcze zastąpić nie może, więc też z tych materyałów, zgromadzonych w pocie czoła, pozostała tylko kupa gruzu, jak z owej wieży, która wierzchołkiem dotykać miała nieba.
W styczniu 1870 r. Lazzaretti założył Towarzystwo Świętego Trawa, zajmujące się sprawami miłosierdzia i będące właściwie stowarzyszeniem wzajemnej pomocy. W marcu, tegoż roku, w towarzystwie Rafaela i Józefa Vichich, wyprawiwszy poprzednio dla swych zwolenników ucztę apostolską, udał się na wyspę Monte Christo i spędził tam kilka miesięcy, pisząc listy, przepowiednie i mowy; następnie powrócił do Montelabro, gdzie, spisał widzenia i natchnienia prorocze, które miał poprzednio; 27 kwietnia został aresztowany i oskarżony o zamiar wywołania rozruchów ’). Uwolniony od odpowiedzialności, założył nowe towarzystwo pod nazwą Rodziny chrześciańskiej, w czem dopatrzono niesłusznie chęci oszustwa i aresztowano go znowu, i tylko dzięki obronie adwokata Salviego uwolniono powtórnie, ale dopiero po 7 miesiącach pobytu w więzieniu.
W 1873 r. Lazzaretti z nowego rozkazu bożego przedsięwziął wędrówkę, zwiedził Rzym, Neapol, Turyn, zkąd udał się do klasztoru Kartuzów w Grenobli, gdzie ułożył prawidła i przepisy dla zakonu „pustelników pokutujących“, wymyślił alfabet liczbowy i napisał dzieło p. t. Księga kwiatów niebieskich (Libro dei celesti fiori), w którem zapowiada że: vmąż wielki zejdzie z gór, — prowadząc niewielki oddział górali“. Następnie idą opisy widzeń, snów i rozkazów boskich, które jakoby otrzymał podczas pobytu w klasztorze. Kiedy powracał do Montelabro, zaszedł mu drogę niezmierny tłum ludzi pobożnych i ciekawych, wygłosił więc mowę na temat: „Bóg nas widzi, sądzi i karze“. Z tego powodu pociągnięty został do odpowiedzialności i oskarżony o zamiar obalenia rządu i wywołania wojny domowej.
14
W nocy d. 19 października 1874 był więc aresztowany czwarty raz i wkrótce potem stanął przed trybunałem w Rieti.
’) Pierwszy raz aresztowany byt na wyspie Monte Christo, ponieważ fa„atyzował rybaków, i odesłany do Orbetello (Verga. Su Lazzaretti e la folia sens°ria 1880 r.).
Geniusz i obłąkanie.  Na ten raz władza sądowa, powołała biegłych nie specyalistów ’) którzy w dziwnem zaślepieniu uznali go za zdrowego na urny. śle i bardzo chytrego; bez względu więc nU dziwaczne jego utwory, tatuowanie i t. p., skazano go za oszustwo i włóczęgostwo na 15 miesięcy więzienia i rok dozoru policyjnego.
Ale wyrok ten zniesiony został przez sąd apelacyjny w Perugii, tak, że Łazzaretti 2 sierpnia 1875 roku wrócił do Montelabro, gdzie odnowił stowarzyszenie, na czele którego postawił sędzia Imperiuzziego. Ponieważ w więzieniu zdrowie jego ucierpiało nieco, dla poprawienia go lub też być może, dla uniknienia nowego aresztu, albo dla popisania się swem męczeństwem wobec legitymistów francuzkich — udał się do Francyi. Cudownie natchniony przez Boga w okolicy pewnego miasta w Burgundii, jak sam o tem opowiadał, napisał książkę, którą słusznie nazwał tajemniczą, p. t. Moja walka z Bogiem (La mia lotta eon Dio) albo Księga siedmiu pieczęci z opisem i właściioościami siedmiu miast wiecznych (II libro dei sette sigilli, colla descrizione e natura delie sette citta eternali). Dzieło to jest mieszaniną wyjątków z Genezy i Apokalipsy oraz zdań i rozpraw waryackieb. Wkrótce potem napisał swój program, przeznaczony dla wszystkich władców chrześciańskich, w którym nazywa siebie „Wielkim monarchą“ i zaprasza panujących do zawarcia sojuszu z sobą „ponieważ w nieoczekiwanej chwili objawi się wśród narodowości łacińskiej, w sposób wręcz przeciwny pysze ludzkiej — koniec świata; wtedy on sam wystąpi jako wódz, pan, sędzia i władca wszystkich „mocnych świata tego“. Ramoty te przepisywał ks. Imperiuzzi poprawiając grubsze błędy gramatyczne. Niektóre utwory nietylko spotkał ten zaszczyt, że zostały wydrukowane, ale nawet przetłómaczono je na język francuzki, dzięki hojnej subwencyi p. Leona Du Vachat oraz reakeyonistów włoskich i zagranicznych, którzy wzięli na seryo biednego szaleńca.
Tymczasem Łazzaretti, szalejąc coraz więcej, gromić zaczął rozpustę duchowieństwa i powstawać przeciw spowiedzi,
’) Nocito i Lombroso. Da-oide Łazzaretti (Archiv di Psichiatria II 1880). Wykazane są tu powody, które wprowadziły w błąd biegłych, błąd, który kosztował znaczne suray i — co gorsza — życie kilku ludzi.
którą chciał zastąpić publicznem wyznaniem grzechów. Wtedy Stolica Święta ogłosiła, że nauka jego jest fałszywą, a pisma — przewrotne, on zaś, który dawniej napisał Statut cyioilny Władzy papiezkiej we Włoszech (Lo Statuto civile del Regno Pontificio nell’ Italia), wydał teraz 14 maja 1878 r. list otwarty do braci eremitów przeciw bałwochwalstwu papieskiemu, temu „siedmiegłowemu potworowi“. Niedługo potem, z właściwą obłąkanym niekonsekwencyą, Lazzaretti udał się do Rzymu, ażeby złożyć swoją pieczęć symboliczną i berło u stóp Świętego Tronu. Ale po powrocie do Montelabro znowu wystąpił przeciw kościołowi katolickiemu, który stał się kościołem — kramem i przeciw księżom, prawdziioym ateuszom — praktykom, którzy w nic nie wierzą i eksploatują wiarę innych (Verga op. cit.) Głosząc „świętą reformę“, utrzymywał, że jest posiadaczem wielkiej tajemnicy, nowym Chrystusem, wodzem i mścicielem. Wzywał wiernych, żeby wyrzekli się świata, jako dowodu zaś żądał powstrzymania się od pokarmu i stosunków płciowych nawet od żonatych, którzy, w najgorszym razie, przed zaczęciem spółkowania, powinni byli — stojąc około łóżka, rozebrani do naga — modlić się przynajmniej przez dwie godziny (pomysł waryackomaltusowski!), oraz wydania weksli na dosyć znaczną sumę, stosownie do środków, jakimi rozporządzali ci biedacy, bo na 104, 000 fr. Fundusz ten zresztą nie miał żadnego przeznaczenia, miał być bowiem złożony wjakiemś naczyniu — pomysł nie mniej szalony jak poprzedni!
Zapowiadając więc, że wkrótce nastąpią wielkie cuda, Lazzaretti użył części tych pieniędzy na sprawienie dla swych Wyznawców sztandarów i odzieży dziwacznego kroju z malowanymi na nich potworami, które widział podczas halueynacyi. Jedno ubranie najwspanialsze przeznaczone było dla niego samego, inni zaś dostali tylko napierśniki, na których wyszyty był krzyż, a po obu jego stronach dwie litery C, odwrócone od siebie w ten sposób: OfC. Był to właśnie emblemat stowarzyszenia.
W sierpniu 1878 r. kiedy zebrały się tłumy ludu, po trzydniowym poście i modlitwie, Lazzaretti zaczął wygłaszać przemowy bądź to publiczne, bądź przeznaczone tylko dla wybranych, podzielonych na różne zakony z rozmaitemi nazwami: pustelników kapłanów, pustelników pokutujących, prostych wiernych i stowarzyszonych Ligi świętego Prawa i Braterstwa Chrześciauskiego. Potem w ciągu trzech dni 14, 15 i 16, odbywała się tak zwana „spowiedź przebaczenia“ (confessione di ammenda), 17 zaś na wieży zatknięto sztandar z napisem: Rzeczpospolita jest panoluaniem Boga. Następnie, stanąwszy u podnóża krzyża, wzniesionego umyślnie w tym celu, prorok wezwał wszystkich stowarzyszonych, aby zaprzysięgli mu wierność i posłuszeństwo. Jeden z braci Dawida starał się odciągnąć go od tego niebezpiecznego przedsięwzięcia, ale napróżno. Kiedy wykazywano mu możliwość starcia z wojskiem, odparł: „Jutro zaraz pokażę wam cud: posłany jestem przez Boga w postaci Chrystusa, jako wódz i sędzia, nie mogę być ranionym; wszelka władza i siła ziemska ustąpić musi przed moją wolą, jednem poruszeniem mojego berła zniweczę siłę tych, którzy stawić mi będą opór“. Na uwagę zaś jednego ze stowarzyszonych, że władze rządowe wystąpią przeciwko nim, odpowiedział: „Bekami odrzucę kulę i uczynię nieszkodliwym oręż, zwrócony przeciw mym wiernym towarzyszom, a karabinerowie królewscy utworzą moją straż honorową.“ Coraz bardziej upajając się swym obłędem, Lazzaretti delegatowi papiezkiemu, któremu pierwej pokazywał wszystkie przygotowania, potem zaś obiecał odroczyć procesyę — odpisał z powagą: że „nie może spełnić swego przyrzeczenia, ponieważ otrzymał rozkaz wyższy, wręcz przeciwny temu, od samego Boga“. Niedowierzającym groził karą niebios, jeżeli zabraknie im wiary, lub jeżeli zbuntują się przeciw iego woli.
W takim nastroju ducha poprowadził za sobą Lazzaretti liczną gromadę, idąc od Montelabro w kierunku Arcidosso. Ubrany był w płaszcz królewski barwy purpurowej, oblamowany złotem, na głowie miał koronę w rodzaju ty ary papieskiej, ozdobioną pękiem piór, w ręku zaś berło czyli, jak nazywał „laskę władzy“. Nie tak wspaniale jak on, ale w różnobarwne dziwacznego kroju szaty odziani byli główni wyznawcy, stosownie do stopnia, jaki zajmowali w Świętej Lidze; prości stowarzyszeni szli w ubraniach zwyczajnych, tylko na piersiach mieli wyszyte znaki, powyżej opisane. Siedem osób, zajmujących wyższe stopnie w związku Braterstwa, niosło tyleż sztandarów

— 213 —
z napisem: Rzeczpospolita jest panowaniem Boga. Wszyscy śpiewali „hymn Dawidowy“, którego każda strofa kończyła się zdaniem: wieczną jest Rzeczpospolita i t. d.
Zbytecznem byłoby opowiadać szczegółowo dalszy przebieg wypadków. Lazzaretti, który nazywał siebie królem królów, potomkiem Dawida, który twierdził, że wszystkich monarchów trzyma w ręku i wierzył, że nie może być ranionym, zabity został wystrzałem, danym być może przez tego samego delegata, który go kilkakrotnie odwiedzał, lub przynajmniej z jego rozkazu. Padając, zachował jeszcze swoje złudzenia, zawołał bowiem: „Zwycięztwo do nas należy“.
Procesya urządzona była niedołężnie, jak gdyby umyślnie w ten sposób, że nie mogła się udać. W dniu (jak trafnie powiada Nocito) kiedy otwarto skrzynię, w której zamiast dowodów rzeczowych działalności występnej znaleziono obraz Matki boskiej (Madonna delie conferenza), z portretem Lazzarettiego, przedstawionego w pełnej zachwytu postaci rycerza, rozmawiającego z Duchem Świętym, w dniu, kiedy ze skrzyni tej, jak z arki Noego, wyjmować zaczęto dziwaczne zwierzęta, stworzone w wyobraźni Dawida dla ozdoby sztandarów: orły, węże, gołębie, konie skrzydlate, byki, lwy, hydry i t. d. wreszcie ubiory kapłańskie, płaszcze królewskie, wieńce oliwne i wieńce cierniowe; kiedy po starannem obrewidowaniu wszystkich wyznawców proroka, kiedy po sumiennem przetrząśnięciu wszystkich kątów domów lazzaretczyków, nawet kieszeni ich spodni, polieya nie znalazła niczego więcej oprócz krucyfiksów i różańców, w tym dniu zwłaszcza, kiedy wszyscy oglądać mogli dziwaczne obuwie wyznawców i sandały k apłańskie, które nosił sam Dawid święty, — wtedy nikt nie mógł wątpić, że władze rządowe wzięły monomaniaka za buntownika!“
Punktem obłąkania Lazzarettiego był ten ustęp wyznania wiary, w którym jest mowa o Chrystusie, siedzącym po prawicy Ojca niebieskiego i mającym przyjść sądzić żywych i umarłych (inde venturus est judicare vivos et mortuos).
Widząc, że oczekiwany Chrystus nie zjawia się dotychczas, jako władca i sędzia, Lazzaretti zaczął wierzyć, że rola ta jemu przypadła w udziale. Chrystus miał dwunastu apostołów — i on tyluź wybrał. Chrystus miał ś-go Piotra i on miał
nie wiesz, że jestem Władcą władców, królem całej ziemi? żeli więc zechcesz uciekać, każę cię ukamienować żywcem“ J&
Świadek GL B. Rossi, który dnia 17 sierpnia słuchał ka zania, zeznał, że Dawid nazywał siebie królem królów, Chr stusem, Sędzią najwyższym. Twierdził, iż papież nie powinien mieszkać w Rzymie, ale, że on na pewnych warunkach za wni mu inną rezydencyę, oraz że król włoski będzie j poddanym.
Świadek Mariotti słyszał, jak Dawid, przemawiając publicznie, zapewniał, że „nie lęka się żadnej siły: gdyby bowiem nawet przyszło milion żołnierzy, czyż możliwem jest, aby poddany śmiał aresztować swego monarchę“.
Nie będziemy wyliczać wszystkich zeznań, dodamy tylko, iż świadek Józef Tonini słyszał, jak Dawid mówił, że jest ou królem i włada całym światem“, a świadek Walentyn Mazzetti, że podczas przygotowań do procesyi 18 sierpnia prorok zapytał: „Czy myślicie, że nas zaaresztują? Nie, nie! poddani nie mogą uwięzić swego monarchy!“
Zaznaczyć trzeba, że znak O f C, któremu nadawał on wielką doniosłość, przedstawiał symbol dwóch Chrystusów — jednego syna Ś. Józefa z Nazaretu, drugiego syna Józefa Lazzarettiego z Arcidosso. Natomiast niepodobna zrozumieć, jaki stosunek istnieć mógł między Chrystusem, Dawidem i Konstantynem W. oraz między nimi i Lazzarettim. Związek ten objaśnić można chyba temi sprzecznościami i niedorzecznemi dziwactwami, których, zwłaszcza dla usprawiedliwienia w jakikolwiek sposób głównej myśli (idea princeps) stale używają monomianiacy. Istotnie, bardziej uporczywie aniżeli parezycy (paręzis — niedowład) utrzymują się oni, że tak powiem, w swym charakterze i starają się nadać słuszne pozory swemu obłędowi; kiedy jednak chodzi o uzasadnienie myśli ambitnej, która ich opanowała, nie zwracają żadnej uwagi na sprzeczności. Przypominam sobie pewną obłąkaną, nadzwyczaj biegłą bafciarkę, w Pawii; wierzyła ona, że pochodzi z rodu Napoleonidów i w postawie, i w mowie, i w ubraniu dosyć dobrze naśladowała za“ chowanie się osób z domów panujących. Pomimo to zapewniała czasem, że jest córką Maryi Ludwiki (żony Napoleona I-g°/
ocześnie króla Wiktora Emanuela i dowodziła, że w ja ^h „które dawano jej do jedzenia, znajduje się jad żmii.
’ Lazaretu z początku widział w papieżu oswobodziciela W, 0ClJ) później jednak, kiedy został potępiony i wyklęty, pisał rzeciw bałwochwalstwu papieskiemu. Mówił, że gotów jest umrzeć za religię katolicką jednocześnie zaś powstawał przeciw owiedzi usznej, która jest jedną z głównych podstaw katolicyzmu. Twierdząc, że jest potomkiem Dawida, jednocześnie chciał być potomkiem Konstantyna.
Prokurator królewski w Siennie pytał z powagą i zadowoleniem, jak człowiek, który rozwiązał węzeł zagadki: „czy podobna przypuścić, żeby procesya miała na celu zwiedzenie trzech miejsc świętych, kiedy dla tego trzeba było przejść 24 miłe? Czy możliwym byłby wtedy tak znaczny udział dzieci? W jaki sposób pielgrzymi dostawaliby środki do życia, jeżeli już 18 sierpnia nie mieli wcale pieniędzy. Czy można przypuścić istnienie drugiego celu równie niedorzecznego — iść do Rzymu, aby odebrać od papieża laskę Mojżesza i pierścień rybacki, skonfiskowane Lazzarettiemu przez Leona XIII?“ Na pytania te łatwo odpowiedzieć, wiedząc, że chociaż w umyśle obłąkanych dostrzegamy czasem przebłyski geniuszu, znajdujemy tam daleko więcej sprzeczności i dziwactw niedorzecznych.
Tak np. jako jeden ze środków panowania nad światem, Lazzaretti w obłędzie swym uważał berło, podzielone na 5 części, odpowiadających jemu i czterem ewangielistom. Oto dla czego nadawał taką wartość temu berłu, które zabrano mu w Watykanie, i dla czego przedsięwziął wielką pielgrzymkę ażeby je wziąść napowrót.
Ażeby to wszystko zrozumieć, trzeba wcielić się w te umysły obłąkane, w których niedorzeczność panuje, które nadają doniosłość niezwykłą drobiazgom, jak nie zwracają uwagi na rzeczy bardzo ważne, jeżeli te stoją w przeciwieństwie z ich pragnieniami.
W każdym razie, jakkolwiek dziwacznym wydać się może cel pielgrzymki, bardziej niedorzecznem było zachowanie się Urzędu oskarżenia, który w występku szukał klucza dla objaśnienia rzeczy niezrozumiałych. nie wiesz, że jestem Władcą władców, królem całej ziemi? je żeli więc zechcesz uciekać, każę cię ukamienować żywcem“.
Świadek G. B. Rossi, który dnia 17 sierpnia słuchał kazania, zeznał, że Dawid nazywał siebie królem królów, Chrystusem, Sędzią najwyższym. Twierdził, iż papież nie powinien mieszkać w Rzymie, ale, że on na pewnych warunkach zapewni mu inną rezydencyę, oraz że król włoski będzie jego poddanym.
Świadek Mariotti słyszał, jak Dawid, przemawiając publicznie, zapewniał, że „nie lęka się żadnej siły: gdyby bowiem nawet przyszło milion żołnierzy, czyż możliwem jest, aby poddany śmiał aresztować swego monarchę“.
Nie będziemy wyliczać wszystkich zeznań, dodamy tylko, iż świadek Józef Tonini słyszał, jak Dawid mówił, że jest on królem i włada całym światem“, a świadek Walentyn Mazzetti, że podczas przygotowań do procesyi 18 sierpnia prorok zapytał: „Czy myślicie, że nas zaaresztują? Nie, nie! poddani nie mogą uwięzić swego monarchy!“
Zaznaczyć trzeba, że znak O f C, któremu nadawał on wielką doniosłość, przedstawiał symbol dwóch Chrystusów — jednego syna Ś. Józefa z Nazaretu, drugiego syna Józefa Lazzarettiego z Arcidosso. Natomiast niepodobna zrozumieć, jaki stosunek istnieć mógł między Chrystusem, Dawidem i Konstantynem W. oraz między nimi i Lazzarettim. Związek ten objaśnić można chyba temi sprzecznościami i niedorzecznemi dziwactwami, których, zwłaszcza dla usprawiedliwienia w jakikolwiek sposób głównej myśli (idea princeps) stale używają monomianiacy. Istotnie, bardziej uporczywie aniżeli parezycy (parezis — niedowład) utrzymują się oni, że tak powiem, w swym charakterze i starają się nadać słuszne pozory swemu obłędowi; kiedy jednak chodzi o uzasadnienie myśli ambitnej, która ich opanowała, nie zwracają żadnej uwagi na sprzeczności. Przypominam sobie pewną obłąkaną, nadzwyczaj biegłą kafciarkę, w Pawii; wierzyła ona, że pochodzi z rodu Napoleonidów i w postawie, i w mowie, i w ubraniu dosyć dobrze naśladowała zachowanie się osób z domów panujących. Pomimo to zapewniała czasem, że jest córką Maryi Ludwiki (żony Napoleona I-go) j jednocześnie króla Wiktora Emanuela i dowodziła, że w jajach, które dawano jej do jedzenia, znajduje się jad żmii.
Lazzaretti z początku widział w papieżu oswobodziciela Włoch, później jednak, kiedy został potępiony i wyklęty, pisał przeciw bałwochwalstwu papieskiemu. Mówił, że gotów jest umrzeć za religię katolicką jednocześnie zaś powstawał przeciw spowiedzi usznej, która jest jedną z głównych podstaw katolicyzmu. Twierdząc, że jest potomkiem Dawida, jednocześnie chciał być potomkiem Konstantyna.
Prokurator królewski w Siennie pytał z powagą i zadowoleniem, jak człowiek, który rozwiązał węzeł zagadki: „czy podobna przypuścić, żeby procesya miała na celu zwiedzenie trzech miejsc świętych, kiedy dla tego trzeba było przejść 24 mile? Czy możliwym byłby wtedy tak znaczny udział dzieci? W jaki sposób pielgrzymi dostawaliby środki do życia, jeżeli już 18 sierpnia nie mieli wcale pieniędzy. Czy można przypuścić istnienie drugiego celu równie niedorzecznego — iść do Rzymu, aby odebrać od papieża laskę Mojżesza i pierścień rybacki, skonfiskowane Lazzarettiemu przez Leona XIII?“ Na pytania te łatwo odpowiedzieć, wiedząc, że chociaż w umyśle obłąkanych dostrzegamy czasem przebłyski geniuszu, znajdujemy tam daleko więcej sprzeczności i dziwactw niedorzecznych.
Tak np. jako jeden ze środków panowania nad światem, Lazzaretti w obłędzie swym uważał berło, podzielone na 5 części, odpowiadających jemu i czterem ewangielistom. Oto dla czego nadawał taką wartość temu berłu, które zabrano mu w Watykanie, i dla czego przedsięwziął wielką pielgrzymkę ażeby je wziąść napowrót.
Ażeby to wszystko zrozumieć, trzeba wcielić się w te umysły obłąkane, w których niedorzeczność panuje, które nadają doniosłość niezwykłą drobiazgom, jak nie zwracają uwagi na rzeczy bardzo ważne, jeżeli te stoją w przeciwieństwie z ich pragnieniami.
W każdym razie, jakkolwiek dziwacznym wydać się może cel pielgrzymki, bardziej niedorzecznem było zachowanie się urzędu oskarżenia, który w występku szukał klucza dla objaśnienia rzeczy niezrozumiałych. Równie niedorzecznem było przedstawienie Lazzarettiego jako oszusta, z powodu, że pobierał weksle nie mające żadnej wartości od osób nieznanych, weksle, z których nie mógł i nie zamierzał wcale korzystać. Właśnie ta bezużyteczność, bezcelowość działań karygodnych jest cechą wyróżniającą obłąkanych od zwyczajnych przestępców. Wiele mówiono o rozgłośnym „obozie Chrystusa“ i o mniemanem stowarzyszeniu, którego dochody jakoby przywłaszczył sobie Łazzaretti. „ Waryaci nie robią pieniędzy“ (I matti non fan soldi) mówi przysłowie lombardzkic i istotnie Łazzaretti na swych proroctwach i kazaniach zarobił tylko — śmierć. Zostawił on w nędzy żonę i dzieci. Prowadził życie bardzo wstrzemięźliwe, umartwiał ciało pokutą i postem — np. chcąc dać swym wyznawcom dobry przykład, cztery razy do roku odbywał post czterdziestodniowy — znaczną część życia spędził w grotach i klasztorach: u kartuzów w Grenobli, w pustelni Św. Anioła w Montorio Romano, na wyspie Monte Christo, na czarnych wulkanicznych skałach Montelabro. Zaopatrzony szczodrze przez francuza Du Yachat użył tych pieniędzy na budowę kościoła i tej olbrzymiej wieży która w jego wyobraźni cudacznej przedstawiała się jako Arka święta nowego przymierza ludów.
Ale najwidoczniej dowodzą obłąkania jego pisma. 1) Wszystkie dzieła pełne są opisów balucynacyj słuchowych i wzrokowych, niekiedy oddanych z taką energią, do jakiej niezdolną byłaby najpotężniejsza wyobraźnia, nie zaostrzona chorobliwym stanem zmysłów. Oto przykłady:
„Poczułem uderzenie, niby piorun przebiegł;po mej twarzy, oślepił mnie i jak martwy padłem na ziemię. Usłyązałem wśród tego łoskotu i drżenia mnóstwo głosów, które wołały: rozkazuj, rozkazuj, rozkazuj. Więcej niczego nie mogłem zrozumieć. I znowu rozbrzmiał groźny głos Boga, mówiący mi... i t. p (Lotta eon Dio str. 42).
Na pierwszej stronicy Przedmowy do reskryptów (Prefazione dei liescritti) czytamy: „Przez dwadzieścia lat. zachowywałem milczenie.... ale dojrzał czas i wskutek nowego, cudownego rozkazu powinienem przemówić. Polecono mi, abym przemawiał do ludów, przemawiałem więc i będę przemawiał w przyszłości. Jeżeli narody nie uwierzą mi, zmuszony będę powtarzać to saino. Jeżeli zarzucą mi fałsz, ja nie uwierzę, iż fałszem jest głowo moje; jeżełi sądzą, że jestem hipokrytą — niechaj zbadają moje postępki“. (Prawie dosłownie to samo mówił kiedyś gavonarola).
Albo:
0 wy, Europy cesarze 1 króle!
Zobaczę dzień ten, gdy na waszą głowę
Upadnie wreszcie mściwa ręka Boga,
1 waszej pychy rogi dziś wzniesione
Zniży do pyłu ulicy
Albo znowu: „Usłyszałem grzmiący, wstrząsający głos Boga, a ze skał górskich na doliny szumiał łoskot taki, iż zdawało mi się, że te dwa głosy uderzają o siebie“.
A oto apostrofa do materyalistów, której prawdopodobnie pozazdrościło by mu wielu teologów: „Bezbożnicy, nadużywając łagodności mojej, głoszą, że ich natura nie jest winną złego, ponieważ wstręt do dobrego istnieje sam przez się w przyrodzie; bezbożność ich sięga tak daleko, że aby usprawiedliwić przewinienia własne, spowodowane rozkiełznaniem namiętności, oskarżają naturę ludzką, że na niej ciąży wina ich zbrodni“ (Lotta eon Dio str. 71).
2) Ta właśnie piękność niektórych ustępów, ginących w chaotycznem pomieszaniu, napuszonym stylu i nieprawidłowych wyrażeniach innych, wraz z ciągłemi sprzecznościami i przeciwstawieniami dowodzi właśnie, że umysłu jego nie oświecała jasna pochodnia geniuszu, zawsze lub prawie zawsze równomiernego w swej twórczości; przeciwnie, że twórczość zależała od podnieconej ale i zmąconej działalności psychicznej, będącej następstwem choroby.
Słuszną więc jest — jeżeli przełożyć ją na język psychiatryi — odpowiedź, którą dał Lazzaretti dziwiącym się, jakim sposobem on, człowiek nie wykształcony, mógł napisać tyle książek — „to Bóg mnie natchnął“, my zaś powiemy: — to obłąkanie. Rzeczywiście sam on przyznawał, że często nie rozumie swoich utworów, zapewne dla tego, jak sam to mówił, iż w stanie spokojnym nie może pojąć tego, co napisał podczas podniecenia.
Trzeba tu zaznaczyć, że wszystkie te widzenia święte poprzedzały zwykle omdlenia, bóle głowy (cephalea), odurzenia i dreszcze febryczne, trwające przynajmniej po 28 godzin, czasem w ciągu całych miesięcy.
„Działa we mnie duch, nie pochodzący od człowieka, działa on za pomocą natchnień przemijających, którym towarzyszą silne bóle głowy, powodujące senność i przeszkadzające mi myśleć. Zasypiając, mam widzenie, obudziwszy się zaś, czuję, że było ono obcem mojej naturze“. (Lotta cou Dio).
Na karcie tytułowej Walki z Bogiem napisał: „Był to zachwyt, który mi odjął wszystkie władze. Zachwyt ten w umyśle i w sercu trwał przez 33 dni“.
3) Niezależnie od zaznaczonych już sprzeczności, dowodzi również obłąkania Lazzarettiego ta dziwna skłonność do nauczania ludzi i pisania, nie odpowiadająca bynajmniej jego położeniu — woźnicy, zaledwie umiejącego czytać (zupełnie to samo widzimy u Mangionego i Passanantego).
Powtórzę tu, co juź mówiłem kilkakrotnie1), że gdyby jakiś student albo urzędnik spędzał dnie całe ua czytaniu gazet i bazgraniu olbrzymich foliałów roźmaitych elukubracyj, pospolitych i bezsensownych, nie miałbym nic do powiedzenia; jeżeli wszakże woźnica ćwiczy zdolności, które mu dała natura, nie ujeżdżaniem koni lub czemś podobnem, ale pisze ciągle i obmyśla formy idealne rządu republikańskiego, do czego, być może, nie uważał się za zdolnego nawet Mazzini, to bohater tego rodzaju bliższym jest domu dla obłąkanych aniżeli Walhalli.
4) Bezpośrednim dowodem obłąkania są liczne ustępy z pism Lazzarettiego, nacechowane obłędem wielkości. W Manifeście do narodów tak przemawia: „Kiedy dowiecie się, ź człowiek biedny i skromny zapowiada się jako Chrystus, oznajmiając, że pochodzi z pokolenia króla królów — będziecie zdumieni, bowiem to obraża dumę ludzką. A jednak jest to prawdą i już przed wiekami wypadek ten był przepowiedziany i we wszystkich księgach jest mowa o tym wzorze cnoty, który posłany będzie na ten świat“ a tym „wzorem cnoty“ jest on
sam właśnie.
’) Studi su Passanante. Neapol 1879. Obłęd wielkości przejawia się i w tem, że Lazzaretti pisze do monarchów i do papieża jak do równych sobie, a czasem nawet jak do niższych, chociaż jego stanowisko społeczne było tak nędzne.
Po odezwie do monarchów i do papieża, w której Dawid przemawiał jak dumny zwycięzca, zwraca się on do króla pruskiego, wyrzuca mu, że knuje zdradę względem narodu włoskiego i przepowiada niepomyślny zwrot fortuny. Ludowi francuskiemu radzi przedewszystkiem obalić posąg bezbożnego Voltaire’a i zniszczyć jego dzieła, popiół zaś z nich zakopać, jak truciznę piekielną.
„Wznieś na tem samem miejscu (mówi do ludu francuskiego) posąg Odkupiciela Jezusa Nazarejczyka, depcącego nogami Voltaire’a, w postaci szatana i niech Odkupiciel nogą wpycha mu do ust krzyż, który on ehwyta zębami i rękami. Jeżeli to będzie uczynione, uśmierzy się gniew boski i ustaną twoje nieszczęścia“.
„Odwróćcie myśli wasze od rozterek politycznych“, pisze w innem miejscu do swych poddanych i monarchów, „wyrwijcie z serc waszych doczesną władzę świecką, upokorzcie się przed Bogiem i czcijcie zakon jego i boskość jego kapłaństwa. Jedna część was, panowie, książęta i rządzący, zakończy tak smutno, jak Saul.“
„Wkrótce gniew boży zemści się na was i prędzej nawet, niż się spodziewacie, stracicie władzę, koronę i życie.“ „Przedewszystkiem zwracam się do ciebie, następco Piotra, głowo widzialna kościoła, uprzedzając cię, ażebyś nie dowierzał interwencyi cudzoziemskiej. Wiedz, że pod pretekstem opiekowania się prawami kościoła czynią zasadzki na ciebie i na cały naród włoski. Pragną oni tylko wzniecić waśnie i klęski między nami, włochami“. Do króla zaś tak mówi: „Dwór twój stał się szulernią babilońską, rząd twój jest tyranią i złodziejstwem, prawa i urzędzy twoje pełne są głupoty i berezyi, oraz niedorzecznych i niezrozumiałych projektów, które obrażają zdrową moralność i naturalny rozsądek. Mówię Ci, że gorzej nie mógłby postępować ten, ktoby otwarcie szedł przeciw zasadom moralności. Jakim sposobem zamierzasz, mój królu, pozbyć się tych złych ludzi? Wiem, że doprowadzili Cię oni do straszliwej ostateczności! Bardzo mi będzie przyjemnie widzieć twoją zgubę i radość tych, którzy schlebiając, doprowadzili cie do tego. Nie wiem, co zrobisz, mój królu, ale widzę, że jesteś w bardzo lichem położeniu; gdybym był u twego boku, ze względu na cnoty przodków twoich mógłbym cię wybawić z tego niebezpieczeństwa“.
Dalej znowu pisze:
„Jestem biednym synem Włoch i kocham bez żadnej różnicy wszystkich ludzi. Kocham Francyę, Rosyę, Prusy, Austryą, Anglię, Hiszpanię i Grecyę tak samo, jak kocham moją własną ojczyznę, moją własną rodzinę.“
„Bóg dał kościołowi i narodom władcę, monarchę, którego ty jeszcze nie znasz i nie znają inni, ponieważ jest on mało znaczny na tym świecie. Zejdzie on z gór, trzymając w ręku sztandar odkupienia ludów, a nosić będzie na piersi krzyż, z dwiema literami wyszytemi na odzieży. Na szyi mieć będzie krucyfiks, zawieszony na żółtym sznurku, podobnie jak noszą misyonarze apostolscy. Hełm jego ozdobiony trzema piórami, na przodzie przedstawiony będzie gołąb, trzymający w dziobie dwie gałązki oliwne, na okół zaś iść będzie korona również z gałązek oliwnych. W jednakowy sposób wyjdą z nim do ludu włoskisgo trzy tysiące młodzieńców, wszyscy krwi włoskiej i utworzą milicyę Ducha Świętego, wspomaganą przez aniołów i znajdującą się pod opieką Św. Michała Archanioła. Przy pojawieniu się tej milicyi, całe Włochy zawołają głosem niezwykłym (w połączeniu nieoczekiwanem, z grzmotem niesłyszanym jeszcze dotychczas przez ludzi): Niech żyje krzyż, niech żyje Chrystus! Niech żyje Marya! Niech żyje kościół powszechny rzymski“.
„Ty z twoją śmiałością cudownej natury ludzkiej (mówi to do siebie) wyłożyć powinieneś rzecz, której wiedza ludzka nie rozstrzygnęła i nie rozstrzygnie nigdy, ponieważ od twojej walki z Bogiem cała przyszłość rodu człowieczego zależy.“
Nieco dalej zaczyna udzielać rad Bogu! Chcę wam powiedzieć, że siłą własnego rozsądku moglibyście pohamować waszą wzgardę *)
’) Zachowujemy właściwą autorowi oryginalną formę zwracania się do Boga w liczbie mnogiej. (p. tł.) o kilka zaś wierszy niżej: „Zgadzam się na to, co chcecie, Panie mój, ale pod jednym warunkiem — warunek względem Boga!), żebym mógł przelać na innych moją władzę i moje wielkie posiadłości ziemskie (mówi to woźnica!), sobie zaś pozostawiam nędzę, pracę i t. d“. Ale już z następnych wierszy widać, że upokorzenie to nie jest szczerem: „Powtarzam, że ja i potomstwo moje jesteśmy wam poświęceni: jako pochodzący z krwi jednej, chcę być zależnym tylkp od krewnych moich, tego żądam od was z prawa moich przodków. Na tych warunkach tylko przyjmuję zaofiarowaną mi władzę nad całym światem.“ W liście do króla napisanym później oznajmia już otwarcie: „Mnie najnędzniejszemu z ludzi, pochodzących z plemienia Bóg obiecał całą ziemię. Na
dowód tego dał mi dar proroctwa, oraz umysł jasny, abym mógł zreformować prawa i dokonać odkryć w naukach i sztukach.“
Kiedy zechcemy poznać te wielkie odkrycia zobaczymy, że polegają one na śmiesznem tłómaczeniu pierwszych rozdziałów Genezy, z dodatkiem paleontologii iście waryackiej, która mogła tylko powstać w głowie wieśniaka, po zwiedzeniu muzeum. Oto przykłady: „Na początku było 15 gatunków wielkich zwierząt, które wyginęły, ponieważ były zbyt wielkie, w tej liczbie 7 gatunków przeżuwających i 3 ziemnowodnych. Budowa tych zwierząt była taka, że ich skóry łuskowatej nie mogło przebić żelazo. Były tam gady z oddechem jadowitym przeznaczone do życia w wodzie a ludzie nazywali je „zwierzętami śmierci i truciznyi t. d. w tym samym rodzaju.
„W epoce budowania ziemi babilońskiej na kuli ziemskiej utworzyła się rozpadlina, która oddzieliła północ od zachodu. Narody podbiegunowe żyją dotychczas w ciemnocie i nieczystościach (str. 105)“.
Zaraz potem dodaje: „Te są prawdy szczególne, które od potopu pozostały niejasne w pamięci ludzkiej i odkrycie ich pozostawionem było — pełności czasu (pienezza dei tempi). Człowiek będzie wiedział wszystko po zdjęciu tych pieczęci“.
W książce p. t. Kwiaty niebieskie, wydanej po francuzku (Fleurs celestes), mówi sam o sobie:,, Dowodem tego, że działam od Boga nie od człowieka, jest właśnie nizkość mego pochodzenia, podobnie jak Jezusa Chrystusa, który urodził sie w stajni“.
Do papieża zaś mówi: „To szczęście dla was, że Bóg powołał z prochu człowieka, który bronić będzie praw waszych. Żadne wojsko, żadne tłumy zbrojne nie zdołają mu się oprzeć.“
5) Należy zaznaczyć, że sprzeczności i nonsensy spotykamy na każdej prawie stronnicy dzieł Lazzarettiego, daleko częściej aniżeli prawdziwie piękne ustępy. Na str. 31 powiada np., że „w czasie potopu wyginęły wszystkie gatunki zwierząt, oprócz wziętych do arki“ i zaraz dodaje: „pozostały na ziemi zwierzęta o kształtach olbrzymich“.
A w jaki sposób wytłómaczyć można opis wołu z dwunastoma i słonia z dziesięcioma rogami, dwunastorogiego konia i t. p., albo to znaczenie, jakie nadawał 5 części swego berła, któremu poświęcił cały prawie rozdział swej Walki z Bogiem. O berle tem opowiada bezwstydnie, że zrodziło się ono w łonie jego ukochanej żony, wskutek przewrotności synów, pierwszych członków jego członków!!!“
Albo owe wojsko symboliczne, któremu jednak wyznacza płacę, stosownie do potrzeb i do liczby synów! Albo znowu ta logika w liście do króla, w którym pisze: „Nie mogę ci powiedzieć zkąd jestem i gdzie znajduje się moje mieszkanie“, a zaraz potem dodaje: „jeżeli pragniesz mnie znaleźć, udaj się w góry“ i t. d.
6) Ale jeżeli nawet nie będziemy rozpatrywać treści utworów, która sprowadza się do tego próżnego ascetyzmu, jaki widzimy w apokalipsach i księgach proroków, to dla wykazania obłędu autora wystarczy forma typograficzna dzieł, styl i używanie mnóstwa wyrazów specyalnych. Zupełnie nowym wyrazem, dotyczącym jego obłąkania, jest Trirrisda, vidica, miano tej wieży, którą budował; synowie jego nazywają się Giurisdavici, Turpalionia czyli miasto Arki nowych apostołów, Carlovingia — miasto Świątyni Niebieskiej, Palmaliana — miasto stu pagórków, Divisvendetta — miasto wielkiego Cmentarza., Autattica — skarb świata, Montrismoria — miasto boskiego śpiewu i boskiego dzwonka.
W dodatku do Walki z Bogiem sam Lazzaretti powiada, że wyrazy czas (tempo) i prorok (profeta), powtarzające się ci^r g]e prawie, nie powinny być rozumiane w ogólnie przyjętem znaczeniu. Często bardzo powtarza nietylko pojedyncze wyrazy, ale całe zdania i cyfry. Podobnie jak Passanante, powtarza 70 — 80 razy frazes: prowtfe e riprovate, znajdujemy w Walce z Bogiem. tyleż razy przynajmniej powtórzone wyrażenie Uomo a me caro (człowiek drogi dla mnie), albo 7-my syn 7-go syna człowieka (str. 43, 50, 51, 53, a od 98 do 100 spotykamy zwrot ten przynajmniej 27 razy). Trudno zrozumieć dla czego nie mówi wprost Enoch i Abraham.
Częściej jeszcze używa wyrazu czas (tempo) i cyfrę 7 np. „Upadną z nieba kamienie 7777 ciężaru z jednego ciężaru 7777 ua 47 podwójnych gramów wagi“ (str. 45). „Liczba ofiar będzie 1777 czasów (tempi), które zawierają 17 razy 1777“. W omyłkach druku poprawia jako rzecz bardzo ważną, „1777 na 7777 czasów na każdy czas“. „Te święte milicye będą wysiane w czasie 7 czasów, z których każdy czas zawiera czas 777 dni, a ten czas składa się z 77 dni skończonych i 33 dni twego zachwytu.“
„Po mojem wniebowstąpieniu przeszedł czas z 3 czasów, z których każdy składa się z 77 godzin.
Nawet w najlepszych jego wierszach lub przynajmniej w tych, które do najgorszych nie należą, znajdujemy cechy obłąkania w ciągiem powtarzaniu, wyszukiwaniu współbrzmień i t. d., np.
Voi giovani adulti E cuori virili E uomini culti Di Culto e ci viii (?) Andiam per la fede La Patria a salvar.
Dla uzupełnienia dyagnozy trzeba dodać, że Lazzaretti z początku wykazywał skłonność do pijaństwa i hulanek, później zaś stał się nader moralnym, wzorem świętobliwości, co pomogło mu bardzo do pozyskania ogólnego szacunku. Do ostatniej swej chwili żywił gorące uczucie względem synów, zwłaszcza zaś względem żony, wyrażając swą miłość dla niej w wierszach i bardzo czułych listach. Taką stałość uczucia rzadko posiadają obłąkani, zwłaszcza monomaniacy, ale rzar
Geniusz i obłąkanie. 15 dziej jeszcze widzimy u nich tę manię ciągłego pisania, którą spotykamy u mattoidów i której ulegał Lazzaretti.
Sądzimy, że na zasadzie powyższej dyagnozy obłąkanie Lazzarcttiego przedstawia formę pośrednią między mattoidem i monomaniakiem — hałucynantem, dotkniętym obłędem wielkości. Zresztą nie zawsze można wtłoczyć w ramki zwyczajnej klasyfikacyi rozmaite odmiany patologiczne.
Z drugiej strony wykręty, za pomocą których Lazzaretti starał się uspokoić swego mecenasa, francuza Du Vachat (mówiąc mu np., że jeżeli nie ma wielu wyznawców, to tak właśnie postanowiono w niebie), zręczność w nadawaniu znaczenia symbolicznego wyrazom tempo i profeta, kiedy zarzucili mu, że ich zbyt często używa, chytry pomysł rozgłoszenia wśród ludu, że tatuował go św. Piotr, chociaż ten mniemany znak boski chował zwykle pod włosami i nie każdemu go pokazywał ’), umiejętność zorganizowania rozmaitych stowarzyszeń religijnych i wynalezienie alfabetu cyfrowego dla korespondencyi — świadczą, że obłąkanie jego nie było pozbawione pewnej dozy sprytu, a nawet oszustwa. Skłonności te zresztą bywają silnie rozwinięte u genialnych szaleńców, szczególnie zaś u mattoidów, a niekiedy choroba właśnie bardziej je wydoskonala — jest to fakt, nie ulegający wątpliwości, cokolwiek mówią ludzie, którzy rozprawiają o obłąkaniu, nie będąc nigdy w szpitalu dla waryatów.
Słowem, był on zarówno przez swe skłonności, jak i z powodu sąsiedztwa, prawdziwy icaryat z Sanese (un matto allaSanese z).
’) Gdyby Lazzaretti nie wypalit sobie innych znaków na ciele i gdyby biegli nie stwierdzili, że jest to zwyczajne tatuowanie, raożnaby było przypuścić w danym wypadku fakt t. z. stygmatyzacyi, która bezwątpienia zdarza się nieraz w obłąkaniu religijnem, połączonem z histeryą i katalepsyą. Tak np. św. Katarzynie z Racconigi w Dastępstwie halucynacyi o wieńcu cierniowym Chrystusa występował na czole krwawy pas; to samo pokazywała Rosa Tamisier wpół obłąkana — wpół oszustka (Maury. Magie 1867 r.). Tatuowanie zresztą częściej niż u obłąkanych spotykamy u zwyczajnych zbrodniarzy — świadczy ono o ich małej wrażliwości na ból,
2) Wyrażenie to używa się (z jakiej racyi — nie wiem) o waryatach ze skłonnościami złośliwemi:
matti alla Sanese
Ch’han molto mescolato del cattivo (Malmartile) (p. tł.)
Bezwątpienia wielu z trudnością uwierzy, że obłąkanym nie zawsze brakuje roztropności w doprowadzeniu do skutku swych zamiarów. Tymczasem przebiegłość w wykonaniu planów uwydatnia się często nawet u zwyczajnych waryatów, jeżeli znajdują się w trudnych okolicznościach, oraz w stosunku do osób, które budzą w nich zaufanie, szacunek lub postrach, lub od których spodziewają się otrzymać jakąś korzyść. Klasyczny przykład sprytu obłąkanych przedstawia spisek generała Maleta. Jako monomaniak osadzony był w szpitalu waryatów i ztamtąd bez żołnierzy, bez pieniędzy, przy pomocy księdza i służącego, zamierzył obalić Napoleona i w ciągu jednego dnia prawie że dopiął swego celu. Sfałszowawszy rozkazy, zabił prezesa ministrów, aresztował ministra policyi i oszukał generałów, dowodzących wojskiem, którzy wszyscy uwierzyli wieści o śmierci Napoleona. Nie był to już zresztą pierwszy zamach jego: jeszcze w 1808 r. próbował wywołać powstanie i w tym celu sfałszował postanowienie senatu. (Hainel, Ilistoire des deux conspirations du generał Malet. Paryż 1875 r.).
W obec tego nie będzie nieprawdopodobnym fakt, że monomaniak mógł wywołać i w ciągu wielu lat zręcznie kierować powstaniem Tajpingów w Chinach i że inny szlachetny szaleniec (Ali — Baba) podburzył lud przeciw despotyzmowi Szacha i starał się utworzyć nową religię, która łączyła w sobie najlepsze strony ehrystyanizmu i mahometanizmu (Lessona. I. Bali, Turyn 1880 r.). Guiteau pozbawił rzeczpospolitą amerykańską jei naczelnika, a Włochom groził ten sam los z powodu pół-idyoty Passanantego.
Ponieważ sprawa tego ostatniego dzisiaj jeszcze jest dla niektórych, jak mówią, subjudice i przedstawia wiele stron interesujących, pomówimy obszerniej o tym najświeższym egzemplarza mattoida rewolucyonisty. Passanante nie odziedziczył żadnych cech chorobliwych. W 29-ym roku życia miał 1, 63 metr. wzrostu, ważył 51 J|2 kilo, t. j. o 14 kilo mniej od średniej wagi mieszkańców Neapolu. Posiadał on głowę sub-microcephala (w obwodzie 535, średnica poprzeczna 148, podłużna 180, wskaźnik czaszkowy 82, krzywizna podłużna 350, poprzeczna 300, wysokość czoła 71, szerokość 155, przypuszczalna pojemność czaszki 1513), rysy twarzy przypominają mongoła lub kretyna: oczy małe, głęboko osadzone, odległość zaś między niemi większa od normalnej, policzki bardzo wystające, broda rzadka. Źrenica prawie nie-


Passanante.
ruchoma, organy płciowe w stanie zaniku, co jest w związku i zupełną prawie anafrodyzyą; przeciwnie wątroba i śledziona znacznie są powiększone {hipertrofia), co tłomaczy poniekąd podwyższenie temperatury ciała, wynoszącej zwykle (pod pachą) 37, 8° do 38°, i słabość pulsu, dającego 88 uderzeń (który jednak nie odstępuje od sfigmy normalnej)! niewielką siłę, słabszą zresztą, w ręce prawej — 60 kil., aniżeli w lewej — 72 kil. Fakt ten, który być może zależy od dawnego oparzenia ręki prawej, jest bardzo ważny, ponieważ czynił nieprawdopodobnem wykonanie zamachu, zwłaszcza jeżeli dodamy, że nóż był lichego gatunku i że Passanante znajdował się w pozycyi niewygodnej. Wrażliwość była wynaturzona; wrażenie dotyku na grzbiecie prawej ręki wyrażało się 5 milim., kiedy normalnie jest 16 do 23; odwrotnie, wrażliwość na ukłucia była znacznie zmniejszona. W więzieniu miewał napady szału i halucynacye.
Wszystkie te cechy są jasnemi wskazówkami zarówno stanu chorobliwego jamy brzusznej, jak i całego systemu nerwowego. Ale ta ostatnia choroba widoczniejszą jeszcze staje się przy badaniu psychologicznem. Istotnie, przy obserwacyi powierzchownej jego afekty i uczucia moralne wydać się mogły normalnymi. Wykazywał on wstręt do występku, prowadził życie nadzwyczaj skromne, trzeźwe, był to gorącym patryotą, to fanatykiem religijnym, przekładał zawsze pożytek innych nad swój własny, tak, że ludziom nieobcznanym z psychiatryą, przedstawiał się jako męczennik idei, która w ciągu długich lat dojrzewała, jako apostoł i narzędzie sekty potężnej, słowem jako człowiek, który z politycznego punktu widzenia budzić może wstręt, ale osobiście zasługuje na szacunek.
Ale pogląd ten (nie mówiąc o obłąkaniu, które mogło być następstwem zamknięcia w więzieniu, co się często zdarza z mattoidami) upada od razu w oczach tego, kto przypomni sobie, co mówiliśmy poprzednio, że oszczędność i altruizm są charaktery stycznemi właściwościami mattoidow, a nawet niektórych waryatów, którzy wykazują więcej przywiązania względem ludzkości lub ojczyzny, aniżeli względem swej rodziny i samych siebie. Zresztą w utworach Passanantego widzimy, że z wielką obojętnością, a nawet prawie z przyjemnością opisuje on zabójstwa jakie często zdarzają się między jego rodakami; wesoło opowiada o figlu urwisów, którzy ukradli całe drzewo wiśniowe z ogrodu jakiegoś biedaka i oberwawszy owoce, przynieśli je napowrót. Chorobliwa apatya wyraziła się szczególniej po dokonaniu przestępstwa; wobcc rozwścieklonego tłumu Passanante pozostał zupełnie spokojnym, kiedy tymczasem fanatycy polityczni, jak np. Orsini, Sand i Nobiling w podobnych wypadkach byli bardzo wzruszeni i usiłowali nawet odebrać sobie życie.
Dowodem nienormalnego stanu umysłu Passanantego jest sama pobudka przestępstwa. Wypędzony przez gospodarza z powodu swych szaleństw, aresztowany był jako włóczęga i poturbowany przez polieyautów. Próżność jego tak wielka, że niepodobieństwem było ją zadowolnić, nie pozwalała mu żyć dłuźej; nie mając jednak odwagi do samobójstwa zamierzył na śladować tych bohaterów, o których tyle słyszał na rozmaitych zebraniach (i przeciw którym sam poprzednio powstawał), aźe by tym sposobem zginąć z ręki cudzej.
„Będąc skrzywdzonym przez mych chlebodawców i sprzy. krzywszy sobie życie, nie chcąc zabić się sam, dokonałem v.-4. machu na króla“ zeznaje przed kwestorem zaraz po aresztowaniu. Sędziemu Azarittiemu powiada: „Zrobiłem zamach na króla, będąc pewnym, że zostanę zabity“. Istotnie, na dwa dni przedtem więcej był zajęty wymówieniem mu służby przez gospodarza, aniżeli królobójstwem, przy pierwszem zaś badaniu umyślnie starał się zwiększyć swoją winę, przypominając władzy śledczej, że napisał niegdyś odezwę, która kończyła się okrzykiem: „Śmierć królowi! Niech żyje rzeczpospolitaP Z tyali samych powodów nie chciał podawać skargi kasacyjnej, a kiedy oznajmiono mu o ułaskawieniu, więcej myślał o tem, co mówią o nim, aniżeli o życiu ocalonem. (Lombroso. Considerazione sul processo Passanante, str. 16 i 11). Widocznie było to tak zwane samobójstwo pośrednie (, suicidio indiretto), o którem tyle mówią Maudsley, Crichton, Esąuirol ’) i Krafft-Ebing. Chociaż w ten sposób postępują tylko obłąkani, albo ludzie tchórzliwi i niemoralni, ja jednak nastaję, że taka była przyczyna występku, ponieważ właśnie dawało mu to możność zadowolnić jednocześnie niesłychaną próżność, która przewyższała w nim przywiązanie do życia. Zresztą należy zaznaczyć, że samobójcy ambitni i próżni lubią, żeby śmierć ich odbywała się uroczyście, jak np. ten anglik, który zamówił sobie u kompozytora, ażeby ten napisał dlań mszę żałobną i podczas wykonania utworu, kiedy śpiewano reąuiescat, wystrzałem z pistoletu odebrał sobie życie.
Jakkolwiek przy następnych badaniach Passanante zaczął wypierać się zamiaru samobójstwa i starał się wyjaśnić sprzeczność swych zasad i postępków powołaniem się na zdanie Robespierre’a, że ideje trzeba podlewać krwią, sądzę jednak
’) Esąuirol opowiada o jednej waryatce, która powtarzała: „Nie mam od^a gi zabić się, dla tego więc żeby umrzeć, wypadnie mi zamordować kogokolwiek i rzeczywiście chciała pozbawić życia własną córkę. erwsze zeznania, dane bez namysłu, bardziej zasługują na WE Zresztą były one powtórzone kiikakrotnie, zgadzały się f&kt0m’ poprzedzającymi zamach i dokładnie sprawdzonymi, Z których wspominał sam Passanante i z postępkami jego przed ° 0 dokonaniu czynu. Wypieranie się zaś i całe jego zachowanie się następne tłómaczy się najlepiej szaloną próżnością polityczną, która wzmogła się jeszcze więcej, kiedy zobaczył, że dzienniki, sędziowie i lekarze uważają go za poważnego działacza. Tę niezasłużoną reputacyę starał się podtrzymać,
0 ile pozwalało na to właściwe mu zamiłowanie prawdy. Ponieważ wszyscy widzieli w nim ponurego rokoszanina i żrecznego spiskowca, on sam powoli zapomniał o tem, że przyczyną jego rozpaczy była niemożliwość znalezienia zajęcia, chociażby takiego, jak pomywanie naczyń i wyobraził sobie, że jest męczennikiem i apostołem idei.
Można wybaczyć prokuratorowi królewskiemu jego huczne
1 puste krasomówstwo, jak również i to, że przyzwyczajony widzieć występki tam, gdzie ich nie ma i odwrotnie — wyobraził sobie spisek, co do istnienia którego nie było żadnych wskazówek, ponieważ lichy nóż, niezręczne uderzenie i słabość fizyczna Passanantego świadczyć mogły raczej przeciw temu. Jeżeli zaś błędne to mniemanie utrzymało się nawet po najdokładniejszem zbadaniu okoliczności, to winni są tu lekarze, którzy okazali się oskarżycielami gorliwszymi od urzędu oskarżenia (piu jiscali delia fisca) i w dodatku oskarżycielami najbardziej fantastycznymi.
Przeciw tej hipotezie niemożliwej ja stawiam swoje twierdzenie, opierając się na zeznaniach, zaraz po dokonaniu zamachu danych przez tego biedaka, którego wygórowana prawdomówność została stwierdzoną, zeznaniach powtórzonych trzykrotnie i zgadzających się z faktami, stwierdzonymi podczas śledztwa sądowego. Wreszcie przypuszczenie to tłómaczy sprzeczność, jaka zachodzi między pismami, w których nie ma moo królobójstwie i ostatnim czynem Passanantego i jego życiem skromuem i ciebem, objaśnia to nakoniec wybór broni, której nie użyłby nigdy prawdziwy spiskowiec. Zgadza się ono także z zachowaniem się jego w więzieniu przed i po wyroku, kiedy nietylko że myślał o śmierci, ale owszem jak gdyby jej pożądał. W ten sposób tylko zrozumieć można występek, który po wyłączeniu charakteru politycznego, nie ma żadnej istotnej pobudki. Proces Passanantego pozostał dla wszystkich zagadką, ponieważ dane objaśnienie przestępstwa nie zgadzało się z prawdą, prawdziwego zaś przyjąć nie chciano. Pierwszą, główną pobudką dla dokonania występku, oprócz nędzy, była, podobnie jak u Guiteau, próżność tak wielka, że w człowieku normalnym jest ona niemożliwą.
Jeżeli widzimy w nim fanatyzm, to nie dla idej politycznych, ale dla swych śmiesznych i niegramatycznyck utworów. Passanante płacze i awanturuje się na sądzie nie wtedy, kiedy znieważają stronnictwo, do którego należy, lecz kiedy nie chcą zgodzić się na przeczytanie jego listów, lub gdy obrażają jego godność kucharską, twierdząc, że wskutek ciągłego czytania, zaniedbywał się w swych obowiązkach. Zaprzecza on temu zeznaniu, chociaż było ono na jego korzyść, ponieważ wykazywało, że jest mattoidem. Umysł jego jest raczej dziwny, oryginalny ale nie wyższy od powszedniego; daleko żywiej i energiczniej mówi aniżeli pisze (znamienna właściwość mattoidów) tak że w utworach jego nie ma prawie wcale wyrażeń silnych,, które często spotykamy nawet w dziełach obłąkanych. Zresztą po uważnem przeczytaniu tych pism, udało się nam znaleźć kilka zdań ciekawych i oryginalnych.
Nie jest np. pozbawionym oryginalności, wprawdzie dziwacznej, pomysł wybierania deputatów i urzędników za pomocą losowania „ażeby byli mniej pyszni, “ albo projekt zmuszenia przestępców, którzy teraz próżnują w więzieniach, do uprawy nieużytków, powoływanie młodzieży do wojska przed wybraniem sobie rzemiosła, albo odezwa do Wilhelma „który chce 5 miliardów od Francyi“ że „kto sieje ciernie, chodzić będzie po nich boso, “ wreszcie niezła myśl, chociaż turecka, urządzenia w każdej wsi oberży, w której podróżujący mieliby bezpłatny przytułek.
Pięknem jest określenie pojęcia ojczyzny w małych miasteczkach włoskich: „My już od dzieciństwa nazywamy ojczyzną ten kawał ziemi, na którym stoi wieża naszego kościółka“. Ciekawem ze względu na to, że dotyczy jego nędzy i objaśnia poniekąd moty wy zbrodni, j est zdanie: „Ileź razy uciśnieni odwoływali
gje do Boga, ale on nigdy nie miał litości nad ich położeniem
„jewolników, umierających z głodu, którzy chociaż uczciwi | j wolni obywatele, kończą tem, że muszą być albo zabici, albo [ zesłani na galery.
Przedewszystkiem jednak ciekawy jest ustęp, który uwaźaćby można za przemowę — pro domo sua, gdyby nie to, że został napisany daleko wcześniej. „Nagannem jest, że rząd używa całej surowości kary przeciw tym, którzy mają myśl zmiany formy rządu lub zamachu na głowę państwa. Ojczyzna jest matką, jednakową dla wszystkich, dla wszystkich prawo winno być siostrą śmierci, która nie ma względu na nikogo“. Nie są pozbawione również pewnego dzikiego wdzięku strofy ludowego hymnu rewolucyjnego, chociaż prozodya szwankuje tu nieco:
Sentiamo, sentiamo fratetli I squili i squili di tromba
(Słuchajmy, słuchajmy, o bracia, dźwięków, dźwięków trąby) i dalej-.
Su, sn fratelli, che piu tardiarao, Gia e un ora, che i tacchi delia campana Sonano da tempo, armiamoci, corriamo tutti Alla chiesa mądre, la troveremo
La bandiera delia patria, la quale appelle di darie soccorso.
(Naprzód, naprzód bracia, czego czekać dłużej, nadeszła już godzina, którą uderzenia dzwonu wydzwaniały oddawna. Uzbrójmy się, pobiegnijmy do matki naszej kościoła, lam znajdziemy sztandar ojczyzny, która nas wzywa aby dać jej pomoc).
Trafne bardzo czyni on porównanie między człowiekiem odosobnionym i żyjącym w stowarzyszeniu: „Kiedy człowiek żyje samotnie, jest on słaby i kruchy, jak szklanka — między siłą człowieka i szklanki niewielka różnica — ale w związku z innymi staje się on twardym i ma siłę tysiąca Samsonów“.
Ale daleko lepsze były jego odpowiedzi ustne, jak ta np. „Historya, którą praktycznie wykłada lud, jest bardziej pouczającą, aniżeli ta, jaką znajdujemy w książkach. Lud jest kierownikiem dziejów“. — Kiedy pytano go: na jakiej zasadzie on, biedny kucharz, odważył się pisać w rozmaitych kwestyach, odpowiedział: „Tam, gdzie uczouy nie wie co zrobić, często człowiek ciemny odnosi zwycięztwo“.
Zapytany, co czuł w swem sumieniu, kiedy postanowił dokonać występku, objaśnił, że „w człowieku są wtedy jakby dwie wole, jedna popycha, druga powstrzymuje, ta która zwycięża w sporze, określa charakter czynu“.
Ale właśnie w tych przebłyskach albo raczej szybko gasnących iskierkach geniuszu, a także w dziwacznych pomysłach widoczne są anomalie chorobliwe. Kiedy w otoczeniu tak nędznem człowiek, który nie otrzymał żadnego wykształcenia, dąży do ideałów, nie mających nic wspólnego z jego stanowiskiem, jest to bezwątpienia anormałnem. Przypuśćmy, że człowiek taki może być geniuszem, jak Giotto, który z pastucha stał się sławnym malarzem-, ale jeżeli pastuch ten nie dba o powierzone mu stada i bazgrze tylko jakieś kleksy, to już żadnej wątpliwości o stanie jego umysłu być nie może. Jeżeli zaś badanie psychiczne stwierdza rezultaty badania somatycznego, to mamy przed sobą ten typ szczególny, który ja nazywam mattoidem. Czytelnik pozna jeszcze niektóre odmiany tego typu nie tak może tragiczne, ale nie mniej ciekawe. Wszystkie te rzeczy trafne lub piękne, o których mówiliśmy, są wyjątkiem, nie zaś prawidłem w jego utworach, prawidłem, że tak powiem, są sprzeczności, absurdy, zwłaszcza zaś banalność.
Jak pogodzić zasady kodeksu, który nakazuje palić tych, którzy kradną, wieszać za pomocą nieznanego dotychczas sposobu — tych, którzy fałszują pieniądze, a także tych, którzy oszukują, i którzy wzbudzają przeciw przedstawicielom narodu gniew ludu — z frazesem: „nie będziemy już odtąd niszczyć życia ludzkiego, oddaliliśmy wszelką ideę nienawiści;“ albo: „wyznaczenie pensyi 2V2 milionów królowi i książętom“ i żądanie kary dla ludzi, powstających przeciw koustytucyi — z ostatnim zamachem, lub wyrażeniem, że monarchia — „to potrawa zbyt wygotowana.“
Albo czyż można brać poważnie projekt zniesienia skąpstwa, lichwy i tyranów wszelkiej kategoryi, nędzy i żebraków starych, mężczyzn i kobiet (zachowujemy styl autora).
Sprzeczności te nie dają wytłomaczyć się różnicą czasu,
w którym zostały napisane, ponieważ znajdują się w tem sa-

jnetn dziele, czasem na tej samej stronnicy, o kilka wierszy od siebie. Od opisu jarmarku w miejscowości rodzinnej przechodzi do Bismarcka, od anegdoty o drzewie wiśniowem do swego procesu, który powinien go najwięcej zajmować, gdy tymczasem poświęca mu zaledwie kilka wierszy. Wszystkie utwory mają wszakże wspólne cechy — niezachowywanie prawideł gramatycznych i używanie peryodów krótkich, uciętych i numerowanych.
Passanante zwykle numerował okresy na sposób Biblii, co często spotykamy w pismach obłąkanych i mattoidów (Raggi. Scritti dei pazzi)\ oprócz tego charakterystyczną właściwością jego utworów jest pisanie w dwie kolumny. Inną cechą chorobliwą, wspólną mu z monomaniakami, jest powtarzanie ulubionych wyrazów, często w pewnym porządku.
Wyraz riprovare (zganić, odrzucić, potępić) w jednym artykule powtarza się 143 razy, nie raz wtedy nawet, kiedy należy powiedzieć approvarn (zezwolić, potwierdzić) tak samo znowu w swoich wspomnieniach używa wyrazu ricoiwscete. Często powtarzanie to ma miejsce w jednym okresie, co przypomina język Biblii i utworów waryackich. Tak np. we wpomnieniach (Ricardi) powiada, że rzeczpospolita powszechna polega na tem, aby szanować i wynagradzać i być szanowaną i wynagradzaną. Następnie kiedy mówi o sługach i służących (seni e senitori) jak gdyby istniała ta różnica — dodaje: nie należy przyjmować pieczeni i dymu, ponieważ jest rzeczą niesprawiedliwą, aby jeden otrzymał pieczeń i dym, drugi zaś — nic; dla tego dla panów niech będzie — dym, dla robotników — pieczeń.“
Przy tej sposobności zaznaczę, że niedorzecznością jest rozwijać jakąś myśl za pomocą dźwięków. Ale dotyczczas ta metafora kucharska ma przynajmniej trochę sensu, dalej zaś traci go prawie zupełnie: „klasom rządzącym — pieczeń, ludowi — dym; ludowi — pieczeń, rządzącym dym. Dym — to zaszczyty i sława, pieczeń — to sprawiedliwość i sumienna służba względem wszystkich.“ Żadna hermeneutyka nie wytłómaczy tej szarady, klucza do jej rozwiązania trzeba szukać w języku obłąkanych.
< Rysy szczególne charakteru ludzi genijalnych, którzy jednocześnie byli obłąkanymi.
Jeżeli teraz zbadamy chłodno życie i dzieła tych wielkich ale chorych umysłów, sławą których rozbrzmiewają dzieje, to zobaczymy, że różnili się oni pod wieloma względami od inuych geniuszów, którzy bez żadnych zboczeń przebiegli wspaniałą parabolę swego żywota.
1. Geniusze obłąkane nie mają, jak się mówi potocznie, charakteru, t. j. tej jego trwałości i jednolitości, która jest właściwą ludziom prawdziwie genialnym, jak np.: Cayour, Dante, Spinosa lub Kolumb,
Tasso deklamuje przeciw życiu dworskiemu, a tymczasem do samego zgonu żebrze łask pańskich. Cardano sam nazywa siebie kłamcą, oszczercą i graczem. Rousseau, niby tak czuły, porzuca obojętnie kobietę, która go kochała i osypała dobrodziejstwami, porzuca swoje własne dzieci, spotwarza innych a nawet siebie i trzykrotnie staje się odstępcą, wyrzeka jąc się najprzód religit katolickiej, potem protenstanckiej, wreszcie, co gorsza, swego filozoficznego wyznania wiary.
Swift, ksiądz, pisze rozpustną opowieść o miłostkach Strafona i Chloe, oczernia religiję, której jest kapłanem; demagog — proponuje użycie na pokarm mięsa ludzkiego; dumny aż do obłędu — spędza całe dnie w szynkach, w towarzystwie woźniców. Lenau, wierzący aż do fanatyzmu w Savonaroli, staje gję cynicznym wąt.picielem w Albigensach, o czem sam wie dobrze, wyznaje to otwarcie i szydzi z tego. Schopenhauer cieszy się, że Moleschott uległ prześladowaniu, powstaje przeciw kobietom i jednocześnie jest ich gorącym wielbicielem, mówi o szczęśliwości niebytu (nirwana), a przepowiada sobie sto lat życia.
1) Geniusz posiada świadomość swej siły, ceni się i nie zniża do poufałego zbratania się ze wszystkimi, ale nie ma tej pychy, która opanowuje umysły chore i przechodzi po za granice prawdy, a nawet prawdopodobieństwa. Tasso i Cardano półsłówkami, Mahomet zaś zupełnie otwarcie głosili, że są natchnieni od Boga; najmniejsze sprzeciwianie się swym zdaniom uważali za zbrodnię. Cardano np. pisze o sobie: >tNatura mea in extremitare humanae suhstantiae conditionisque et in conjine inmortalium posita.(De vita propria). O Newtonie mówiono, że zdolny był zabić swych przeciwników naukowych. Rousseau sądził, że wszyscy ludzie, a nawet niekiedy żywioły natury, są przeciw niemu w zmowie.
Być może, iż właśnie duma zniewalała tych nieszczęśliwych do unikania towarzystwa ludzkiego. Swift znieważał i spotwarzał ministrów, do pewnej zaś księżniczki, która pragnęła go poznać, napisał, że im wyżej ludzie stoją, tymbardziej winni się zniżać przed nim. Lenau odziedziczył po matce pychę arystokraty i podczas obłędu sądził, że jest prawym dziedzicem korony węgierskiej. Wezel dostał obłąkania w 39 roku życia, z początku fantazyował na temat założenia banku, dla którego przygotował nawet bilety, skończył zaś na tem, że miał się za Boga i tytułował swe dzieła: Opera Dei Vezelii.
Schopenhauer w listach opowiada^ z zadowoleniem, że któś zamierzył nmieścić jego portret w umyślnie na ten cel zbudowanej kapliczce, podobnie jak umieszczone są obrazy świętych. 3. U niektórych z tych nieszczęśliwych dziwnie wcześnie objawiły się genialne zdolności. Tasso zaczął mówić w 8-ym miesiącu, a w 7-ym roku życia umiał już po łacinie. Lenau ittż w dzieciństwie układał wzruszające przemowy i grał znakomicie na flecie i na skrzypcach. Natchnienie genialne objawiło się u Cardana w 8-m roku życia. Ainpere, mając lat 13, był już wybornym matematykiem. Pascal, mając lat 10, stworzył teoryę akustyczną, do której pomysł powziął, słysząc brzęczenie talerzy, a w 15-ym roku napisał traktat o przecięciach stożkowych. Czteroletni Haller wygłaszał mowy, w piątym zaś roku czytał zapamiętale książki.
4) Wielu z nich nadużywało narkotyków, albo środków upajających i działających na nerwy. Haller połykał olbrzymie dozy opium, Rousseau wypijał wielką ilość kawy. Tasso był znanym pijakiem, podobnie jak z poetów współczesnych: Kleist, Gerard de Nerval, Musset, Murger, Mailath, Praga i Rovani, oraz nadzwyczaj oryginalny poeta chiński Lo-Kai-Te, zwany z tego powodu „wielkim poetą, który pije.“ Alkohol dawał mu natchnienie, umarł zaś w skutek opilstwa. Asne pił zawsze, kiedy malował i umarł podczas hulanki. Lenau w ostatnich latach życia namiętnie pił wino i kawę, oraz palił tytoń. Baudelaire nadużywał opium, tytoniu i wina. Cardano sam przyznawał się, że jest niezmordowanym pijakiem. Swift był stałym gościem tawern londyńskich. Poe był dipsomaniakiem, podobnie jak Southey, Lenau i Hoffmann.
5. Wszyscy prawie ci znakomici ludzie byli anormalni pod względem płciowym. Tasso w młodości prowadził życie bardzo rozpustne, od 38-go roku zaś zachowywał zupełną wstrzemięźliwość. Cardano znowu impotent do 35-go roku życia, następnie stał się nadzwyczaj rozpustnym. Pascal, zmysłowy w młodości, później nawet pocałunek macierzyński nazywał występnym. Rousseau cierpiał na hypospadię i spermatorreę (wysięk nasienia). Newton i Karol XII, o ile wiadomo, nie składali nigdy ofiar Wenerze — Afrodycie. Lenau pisał: „Mam to smutne przeświadczenie, że nie jestem zdolny do małżeństwa.“ (Scburz. II).
6). Wszyscy oni nie lubią spokojnej ciszy pracowni, ale, jak gdyby nie mogąc pozostać długo na jednem miejscu, podróżują ciągle. Lenau wciąż przejeżdża z Wiednia do Stockerau i Gmunden, wreszcie emigruje do Ameryki. „Czuję potrzebę, pisze on, ciągłej zmiany powietrza, ażeby odświeżyć krew.“ (Scburz str. 283).
Tasso przenosi się nieustannie: z Ferrary do Urbino, potem do Mantui, do Paryża, do Neapolu, do Bergamo, do Rzymu, do Turynu i t. d. Poe doprowadzał do rozpaczy swych znajomych, ponieważ przebywał to w New-Yorku, to w Bostonie, to w Filadelfii, to w Richmond lub w Baltimore.
Etousseau, Cardano, Cellici mieszkali w Turynie, Paryżu, Florencyi, Rzymie, Bolonii, Lozannie i t. d. „Zmiana miejsca jest dla mnie konieczną potrzebą, pisze Rousseau. Kiedy pogoda jest piękną, nie mogę dłużej nad dwa — trzy dni wytrzymać w jednem miejscu, sprawia mi to bowiem wielką przykrość.“ (Styczeń, 1765 roku).
7). Równie często zmieniają też oni zajęcia i przedmioty badań, jak gdyby potężny ich umysł nie mógł znaleźć uspokojenia i zadowolenia w jednej gałęzi wiedzy. (’) Swift oprócz poezyj satyrycznych, pisał jeszcze o rękodzielnikach w Irlandyi, o teologii, o polityce i o historyi panowania królowej Anny. Cardano był jednocześnie matematykiem, lekarzem, teologiem i literatem. Rousseau był malarzem, nauczycielem muzyki, kuglarzem, filozofem, botanikiem i poetą. Hoffman — urzędnikiem, karykaturzystą, muzykiem, powieściopisarzem i dramaturgiem. Tasso, jak później Gogol (? tł.) probował wszystkich rodzajów i form poezyi epicznej, dramatycznej i dydaktycznej, oprócz tego zajmował się historyą, filozofią i polityką. Ampere już w młodości dobrze malował, grał na cytrze i na skrzypcach i był jednocześnie lingwistą, przyrodnikiem, fizykiem i metafizykiem. Newton i Pascal w okresie zaćmienia umysłowego porzucili fizykę dla teologii. Haller pisał o poezyi, o teologii, botanice, medycynie praktycznej, fizyologii, numizmatyce, językach wschodnich, anatomii patologicznej i chirurgii, wreszcie uczyć się zaczął matematyki pod kierunkiem Bernouilliego. Lenau uprawiał medycynę, agronomię, prawo, poezyę i te-
’) Z 45 autorów obłąkanych, o których wspomina Philomneste: 15 zajmowało się poezyą 11 „ „ teologią 5,.,, prorokowaniem (profezia) 3 „ „ pisaniem antobiografij
2 „ „ matematyką
2 „,. psychiatryą 2 „ » polityką Poezya przeważa tu wskutek przyczyn, o których mówiliśmy poprzednio, przeciwnie u mattoidów widzimy przewagę dzieł filozoficznych i teologicznych.
ologię. Walt Whitman, współczesny poeta anglo-amerykański który bez żadnej wątpliwości należy do geniuszów obłąkanych, był zecerem, nauczycielem, żołnierzem, cieślą, a nawet przez czas jakiś urzędnikiem, co dla poety nie jest zbyt odpowiedniem zajęciem. Ziomek jego Edgar Poe zajmował się fi. zyką i matematyką.
8). Takie umysły energiczne, potężne, są prawdziwymi pionerami nauki; oddają się jej całą duszą, chciwie poszukują rozwiązania najtrudniejszych zadań, dla tego może, że one tylko zaspokoić mogą ich energię chorobliwą. Zwracają oni uwagę na nowe kombinacye stosunków, na nowe i charakterystyczne rysy i swoją oryginalnością, dochodzącą nieraz do absurdu, przypominają poniekąd poetów i artystów z domów dla obłąkanych. Ampere podejmował w matematyce najtrudniejsze zagaduienia, „otchłanie“ (abissi) jak się wyrażał Arago. llousseau w Devin du village (Czarownik wiejski) próbował stworzyć „muzykę przyszłości, “ czego potem usiłował znowu dokonać inny genialny szaleniec — Schuhmann. Swift mówił, że wtedy czuje się najlepiej, kiedy musi rozprawiać o przedmiotach najbardziej trudnych i obcych jego specyalności. Istotnie, czytając list jego „o sługach“ sądzić można, że mówi to nie polityk lub teolog, ale prawdziwy służący. Jego Spowiedź złodzieja wydaje się być podyktowaną przez fachowego rzezimieszka, tak że niektórzy inni, sądząc, że są wykryci, oddali się sami w ręce policyi. W swych kazaniach Bickerstafa udanym katolicyzmem oszukał on nawet inkwizytorów rzymskich, tych, być może, sprytniejszych jeszcze łotrów aniżeli złodzieje.
Walt Whitman jest twórcą poezyi bez rymu i rytmu, którą chełpią się anglo-saksoni, jako „poezyą przyszłości.“ Istotnie odznacza się ona dziwaczną i dziką oryginalnością.
Utwory Poego (pisze wielbiciel jego Baudelaire) zdają sic być napisane w celu wykazania, że dziwaczność jest jednym ze składników integralnych piękna. Poezye te noszą tytuł Arabeski i groteski, ponieważ nie ma w nich postaci ludzkich; stanowią one jakby po-za ludzki rodzaj literatury (letteratura extra umana). Zauważymy tu, że artyści-obłąkani wykazują także skłonność do arabesek, ale do arabesek, że tak powiem uczłowiecznionych (patrz tablicę 1). Baudelaire tworzył także poematy prozą, uwielbiał piękno sztuczne i pierwszy wynalazł nowe poetyczne skojarzenia wzrokowe. (’)
9). Wszyscy ci chorzy geniusze mają właściwy sobie styl namiętny, drżący, barwny, który odróżnia ich od wszystkich innych pisarzy, dla tego może, iż powstaje on pod wpływem bodźców maniackich.
Wyznają to oni sami, mówiąc, że nie mogą tworzyć a nawet myśleć — tylko w stanie ekstazy. Tasso pisze w jednym liście: „jestem niezadowolony i nieszczęśliwy zawsze, zwłaszcza zaś kiedy tworzę.“ (Manto, Vita str. 249.) „Myśl moja jest jakby zakłopotaną, powstaje i rozwija się powoli, wyrażać się mogę dobrze tylko w chwili uniesienia.“ Żywe wymowne przedmowy do dzieł Cardana, tak różne od samych prac jego motonnych i nudnych, wskazują jasno różnicę myślenia przy początku i w końcu ekstazy. Haller, jeden z największych poetów, twierdził, że istotę sztuki poetycznej stanowi tylko jej trudność. Pascal przerabiał trzynaście razy swój XVIII Listzprowincyi.
Być może to podobieństwo charakteru i stylu pociągało Swifta i Rousseau’a do dzieł Tassa; Haller, surowy Haller kochał dziwacznego i rozpustnego Swifta, Ampćre zachwycał się dziwactwami Rousseau’a, a Baudelaire — Poego, którego utwory tłomaczył i Hoffmana, którego prawdziwie ubóstwiał. (Du Vin I. 1880 r.)
16
10.) Wszyscy prawie oni cierpieli w skutek wątpliwości religijnych, które poruszał wciąż umysł, a jak występek zwalczało bojażliwe sumienie i serce chore. Tasso dręczył się obawą, że jest heretykiem. Ampere mówił często, że zwątpienie jest najstraszniejszą torturą dla człowieka. Haller pisał w swym dzienniku: Mój Boże, daj mi choć kroplę wiary, umysł mój wierzy w Ciebie, ale moje serce sprzeciwia się temu: to jest właśnie mój występek.“ Lenau w ostatnich latach swego życia: pisał „W chwilach, kiedy wzmaga się choroba
’) Kiedy powiada, że zapach piżma przypomina mu złoto i purpurę, i opisuje „zapachy, które maję woń ciała dziecięcego albo jutrzenki i t. p.
Geniusz i obłąkanie.  serca, opuszcza mnie myśl o Bogu.“ Istotnie według zdania krytyków, w poemacie swym Savonarola wyraził on to zwątpienie (Scburz, I 328.)
11.) Wszyscy ci genialni szaleńcy zajmują się bardzo wiele swem własnem ja, wiedzą i opowiadają zawsze o swej chorobie, jak gdyby chcieli tem wyznaniem usprawiedliwić swe liczne winy. Jest rzeczą naturalną, że będąc ludźmi potężnego umysłu i bystrymi obserwatorami, spostrzegali wreszcie własne anomalie i uderzeni byli widokiem własnego ja, które w tak smutnej postaci stawało im przed oczy. Wszyscy ludzie w ogóle, ale szczególniej obłąkani lubią mówić o sobie i w tym wypadku robią się nawet wymownymi, (jak widzieliśmy to w autobiografii szewca Fariny), tembardziej więc wymownymi stają się ci, w których geniusz zespala się z szaleństwem i ożywia się w tem połączeniu. Utwory te, przeniknięte cierpieniem i namiętnością, są arcydziełami poezyi frenopatycznej, w których wyłania się wciąż olbrzymia geniuszem i nieszczęściem postać autora. Cardano zostawił nam opis swego życia, kilka poematów, w których mówi tylko o swych nieszczęściach, oraz dzieło De somniis, prawie całe zapełnione opowiadaniami o swoich snach i halucynacyach. Poematy Whitmana są wierszowanym opisem jego ja, o czem sam mówi w jednem miejscu: „Drobną jest treść utworu, ale zarazem największą — ja sam.“ W utworze tym przedstawia małego chłopca, który ujrzawszy jakikolwiek przedmiot: obłok, bydlę, kamień, starego pijaka, zaraz wyobraża sobie, że on jest obłokiem, kamieniem i t. d. Ten chłopiec — to właśnie Whitman. Rousseau w swych Ccmfessions w Dialogues, w Reveries, podobnie jak Musset w swych Ccmfessions, i Hoffman w Kreislerze (’) malują szczegółowo siebie samych i swoje obłąkanie.
Tak samo Poe, jak trafnie mówi o nim Baudelaire, brał za treść dla swych utworów wyjątkowe objawy życia ludzkiego: halucynacye, które z początku są wątpliwe i nieokreślone, później zaś stają się pewnemi i wyrozumowanemi, niedorzeczność,
’) Kreissler, podobnie jak Holfman, zachwyca się jakimiś ideałami dziwacznymi, walczy z rzeczywistością i wreszcie staje się obłąkanym.
która opanowuje umysł i rządzi nim ze straszną logiką, histeryzm, który zastępuje miejsce woli, sprzeczność między rozsądkiem i nerwami, dochodząca aż do wyrażania cierpienia za pomocą śmiechu.“
Pascal, którego obłęd doprowadził do przesadzonej pokory, Pascal, twierdzący, że chrześcijaństwo znosi osobistość, nie mógł wskutek skromności napisać swej autobiografii, jednakże opowiada o swych halucynacyach w sławnym Amulecie, a w Myślach maluje siebie samego pod postacią cudzą i bez wątpienia wspomina o sobie kiedy mówi: „Największy geniusz graniczy z największem szaleństwem;“ albo że „ludzie są do takiego stopnia obłąkani, iż byłby pewnego rodzaju waryjatem ten, ktoby wcale nim nie był;“ albo gdy robi uwagę, że „choroby zawsze szkodzą naszym uczuciom i sądowi o rzeczach; ciężkie — wpływają bardzo dotkliwie, ale i lżejsze oddziaływają w odpowiednim stosunku, “ lub że, jeżeli ludzie genialni noszą głowę wyżej aniżeli inni, nogi ich znajdują się niżej niż nasze, stoją więc oni na jednakowym poziomie i szukają opory na tej samej skorupie ziemskiej, podobnie jak my wszyscy, jak dzieci, a nawet zwierzęta.“
Haller w swym Tagebuctiu notuje troskliwie wszystkie swoje szaleństwa religijne i często przyznaje się, że zmienia swój charakter w ciągu dwudziestu czterech godzin, lub nazywa siebie „głupim obłąkanym, prześladowanym przez Boga, wyszydzonym i spotwarzonym przez ludzi.“ Swift w „Listach do bardzo młodej Lady.“ (Letter to a very young Lady) kreśli dzień za dniem dzieje swego życia i przyznaje się do obłąkania w tych oto jasnych i dokładnych wyrażeniach: „Z całego ciała ludzkiego wydzielają się wapory, które idą do mózgu; i jeżeli nie są one bardzo obfite, człowiek pozostaje zdrowym, ale jeżeli jest ich zbyt wiele, to podniecają go, przemieniają w filozofa, polityka, założyciela nowej religii, to jest w szaleńca. Dla tego niesłusznym jest zamykanie wszystkich waryatów w Bedlamie. Powinna być wyznaczona komisya, żeby zrobiła wybór i wypuściła na pożytek społeczeństwa geniuszów, którzy są tam poniewierani; erotyczni zostałyby prostytutkami, szaleni furyaci — żołnierzami i t. d. Ja sam, dodam, jestem dowodem tego, będąc człowiekiem, którego wyobraźnia często zrywa wędzidła, i jest dosyć skłonna unosić rozsądek, bardzo łatwo spadający z siodła. Dla tego moi przyjaciele nie zostawiają mię wtedy samym, dopóki nie przyrzeknę im zwrócić myśli w innym kierunku.“
Lestzmann, który zabił się wyskoczywszy z okna, napisał sławny Dziennik melancholika, a Maylath odmalował swoje cierpienia w powieści p. t. Samobójca ponury ten utwór poświęcił siostrze, z którą potem utopił się razem.“
Tasso w liście do księcia Urbino i w wierszu, który powyżej przytoczyliśmy, przedstawia dokładuie swoje obłąkanie. „Franciszku!“ woła on w innym wierszu:
„Franciszku, słabą w ciele słabem Mam duszę
Zaznaczyć trzeba ciekawy fakt, że zanim dotknięty został obłąkaniem, pisał już o sobie: „Jakkolwiek nie przeczę, iż jestem szalonym, pocieszam się, że obłąkanie moje pochodzi z pijaństwa albo miłości, ponieważ istotnie piję znakomicie.“
Barbara napisał powieść Les detraąućs. Buston opisał swoje halucynacye. Allix, jakolwiek nie był doktorem, mówił
0 leczeniu obłąkanych. Lenau, na dwanaście lat przedtem zanim upadł pod ciosami obłąkania, przeczuł je i odmalował. Wszystkie jego utwory w żywych barwach przedstawiają dążności samobójcze i lipemaniackie. Czytelnik może przekonać się o tem chociażby z tytułów jego wierszy lirycznych: Do melancholika, Do hipochondryka, Chore dusze, Potęga snów, Księżyc melancholika i t. p.
Wątpię nawet, czy najbardziej ponure obrazy z utworów J. Ortisa malują tak dokładnie i barwnie stan duszy samobójcy, jak ten oto ustęp z Chorych dusz (Seelenkranke): „W sercu noszę głęboką ranę i w milczeniu znoszę ból aż do zgonu, życie moje łamie się co godzina. Tylko jedna osoba mogłaby mnie pocieszyć, jedna, jedyna, na której łonie mógłbym wypłakać się
1 znaleźć ukojenie. Ale ona spoczywa w głębokiej mogile. O matko moja! daj się wzruszyć mcmi błaganiami, jeżeli miłość twoja nawet po śmierci czuwa jeszcze nademną, jeżeli możesz mieć pieczę o twym synie. Och! pomóż mi prędzej uciec od życia. Ja tak pożądam nocy śmiertelnej. Ach, pomóż raz jeszcze swemu zmęczonemu synowi, ażeby mógł uwolnić się od swych cierpień.’“ W Traumgewalte, jak już zaznaczyliśmy, z straszliwą prawdą odmalowane są halucynacye, które poprzedzają zwykle albo towarzyszą pierwszym napadom obłędu samobójczego; tutaj już czytelnik może zauważyć ten brak spójności i urywkowość myśli i wyrażeń, które są właściwe bezwładowi obłędnemu. Oto wyjątek z tego utworu: „Sen był tak okropny, tak dziki, tak straszny, iż chciałbym powiedzieć sobie, że śnię... ale i potem nie przestawałem płakać i czułem jak bije mi serce; kiedy się obudziłem, ujrzałem, że poduszka i prześcieradło zmoczone są łzami. Być może, żem we — śnie ocierał łzy z twarzy?... Nie wiem... Kiedym ja spał, nieprzyjaźni mi goście hulali tu. Odeszły precz teraz te dzikie postacie, ale ślady ich we łzach mych znajduję. Uciekli, lecz pozostawili na stole wino“ i t. d. (str. 173). Zresztą już daleko wcześniej, w Albigensach znajdujemy kilka wierszy, świadczących jak straszne wrażenie robiły na nim sny: „Straszną nieraz jest władza snów; wstrząsa ona, sprawia cierpienie, gnębi, grozi, i jeżeli śpiący nie obudzi się wówczas, w mgnieniu oka staje się trupem.“ (’)
12.) Wybitne rysy szaleństwa tego rodzaju wielkich ludzi znajdujemy juź w samym układzie ich utworów i sposobie mowy, we wnioskach nielogicznych, w niedorzecznych sprzecznościach i nieludzkich a cudacznych fantazyach. Tak np.: Sokrates był chorym, kiedy kierował się w swojem postępowaniu głosem i znakami wymarzonego Geniusza albo nawet kichaniem, on, który prawie odgadł etykę chrześciańską i monoteizm żydowski. Cardano, który uprzedził Newtona w odkryciu praw ciążenia, a Dupuys’a — w teologii, Cardano, który
’) Nathaniel Lee, którego nazywano poetą obłąkanym, ponieważ przez czas jakiś przebywał w Bedlamie, w utworach swych maluje nader dokładnie genialnych szaleńców, jak np. Cesara, Borgię w tym oto ustępie: Like a poor Lunatic that makes his moaon And for a white beguiles his lookers on, He reason well. His e yes tlieir wildness. lose He vows the kepers his wronged sense abuse Bu if you hit the canse that hurts his brain Then his teet ghash, hefoams, he shakes his chain.
Wiesiów. Obscure diseases of the brain e. t. c. str. 210 Londyn 1863 r.
w dziele De subtilitate (CXIII) tłomaczy jako halucynacye dzi. waezne postępki opętanych i niektórych świętych pustelników i porównywa ich do bredzących w malignie, ten sam Cardano był obłąkanym, kiedy przypisywał jakiemuś duchowi nietylko natchnienie naukowe, ale nawet skrzypienie stołu i drżenie pióra, lub kiedy wyznawał, że nieraz bywa czarowanym, lub kiedy pisał dzieło swoje De somniis, które tyle mówi psychiatrze ile pseudo-membrana mówiłaby patalogowi. Z początku daje on tam trafne i ciekawe spostrzeżenia nad zjawiskami snu, np. że wielkie cierpienia fizyczne działają tu z mniejszą energią aniżeli lżejsze, co dzisiaj jest faktem stwierdzonym przez psychiatrów, że obłąkani daleko częściej miewają sny aniżeli ludzie zdrowi, że we śnie, jak na scenie teatru, w krótkim przeciągu czasu rozwija się długie pasmo myśli, wreszcie (spostrzeżenie zupełnie prawdziwe), że treść snów bywa albo zupełnie analogiczną z przyzwyczajeniami śniącego, albo zupełnie do nich niepodobną. Ale po tych jasnych rzutach genialnego umysłu, następuje zaraz wykład nędznej i niedorzecznej teoryi, będącej wznowieniem przesądów tłumu, według której każdy najdrobniejszy wypadek, widziany we śnie, ma być przepowiednią mniej lub więcej odległej przyszłości. Dalej z przekonaniem głębokiem układa słownik podobny z formy i pochodzenia swego, niewątpliwie patologicznego, do owych senników, które są nieraz jedynym pokarmem umysłowym biednego ludu. Każdy przedmiot widziany, każdy wyraz wymówiony we śnie, związany jest z całym szeregiem aluzyj, które tłomaczyć się mają wzajemnie. Ojciec (padrc) oznacza autora, męża, syna, naczelnika. Nogi — (piedi) fundamenty domu, sztuki piękne, rzemieślników. Koń, widziany we śnie, może oznaczać ucieczkę, bogactwo i żonę. * Szewc i doktór wzajemnie oznaczają siebie! Nie ma tu nawet zwykle żadnej analogii pojęć, ale tylko podobieństwo wyrazów, brzmień często — końcówek. Orior (rodzić się) i morior (umierać) mają znaczenie jednakowe, ponieważ: una tantum litera cum dijferantur, vicissim unum in alium transit. Litować się trzeba nad ułomną naturą ludzką i nad sobą, czytając opowiadanie o pewnym kawalerze, który miał kamień w pęcherzu, że kiedy mu się śniły pokarmy, wtedy choroba przerodziła prędko, kiedy zaś rzeczy niejadalne — to twało długo — i objaśnienie tego, że cibos enirn ac dolores de gustare dicimus — jak gdyby przyroda układała kalambury po łacinie! Mówi to bowiem człowiek, który stworzył wyżej zaznaczoną teoryę wrażliwości na ból podczas snu, który był lekarzem i to biegłym lekarzem.
Podobnie Newton, ten Newton, który zważył światy na szalach swego rachunku, był bczwątpienia chorym na umyśle, kiedy wysilał się na objaśnienie Apokalipsy albo rogu Daniela jak i później, kiedy pisał do Benthleya: „Przy pomocy prawa ciążenia można wytłomaczyć wybornie wydłużoną orbitę komet, ale co się dotyczy prawie kulistej orbity planet, to nie widzę żadnej możliwości wyjaśnienia jej wydłużenia w jedną stronę, mogło to więc dokonane być tylko przez Boga.“ Szczególniejszy sposób dowodzenia (jak wyraża się Arago), który podstawia i umieszcza Boga na tej placówce granicznej, po za którą nie zdołała przejść jeszcze nauka! A jednak w swojej Optyce sam Newton powstaje przeciw tym, którzy, za przykładem arystotelików, przypuszczają w rzeczach istnienie jakichś właściwości ukrytych i bez żadnej korzyści dla nauki, powstrzymują badania filozofów — przyrodników. Istotnie, w sto lat później Laplace znalazł przyczynę, której dopatrzeć nie mógł Newton i tym sposobem obalił niedorzeczne przypuszczenie.
Ampere był przekonany głęboko, że wynalazł kwadraturę
koła.
Pascal, który pierwszy wykrył podstawy „teoryi prawdopodobieństwa“ wierzył, że dotknięcie rchkwij wyleczyć może fistułe oczną i wydrukował to w jednem z dzieł swoich.
Rousseau stworzył ideał człowieka, żyjącego w stanie dzikości i sądził, że wszystkie produkty naturalne, przyjemne dla wzroku lub smaku, są nieszkodliwe; z tego względu arszenik, według niego, mógł być spożywany. Życie jego było zbiorem sprzeczności: lubił ciszę wiejską i stale mieszkał w mieście; pisał dzieła o wychowaniu, a swoje, lub prawie swoje dzieci oddał do domu podrzutków; ze zdrowym sceptycyzmem oceniał wierzenia religijne, a rzucał kamieniem w drzewo, aby w ten sposób odgadnąć przyszłość; pisał listy do Boga i kładł je pod ołtarz w kościele, jak gdyby tam było wła. śnie specyalne mieszkanie bóstwa.
Baudelaire znajdował wniosłość w sztucznej piękności, która jest „jak kosmetyki, upiększające twarz ładnej kobiety“ i odmalował pejzaż geologiczny, w którym wcale nie ma ani zwierząt, ani roślin: „Wszystko tu jest surowe, gładkie, błyszczące; w pośród tego milczenia wiecznego kryształ niebieski, podobnie jak w zwierciadłach starożytnych, leży w złotej oprawie.“ Zachwycał się on językiem łacińskim z epoki upadku Cesarstwa, jako jedynym,, który oddaje dobrze mowę namiętności, i uwielbiał koty do tego stopnia, że poświęcił im aż trzy ody.
Haym nazwał filozofię Schopenhauera „widzeniem sennem nadzwyczaj żywem i dowcipnie opowiedzianem, “ charakter zaś jego „uosobieniem niekonsekwencyi.“ (A. Schopenhauer.. 1864).
Walt Whitman bezwątpienia nie myślał normalnie, kiedy pisze, że oskarżeni warci są tyle co i oskarżyciele, sędziowie tyle co przestępcy, kiedy w poezyach swych oświadcza, że jedyną cnotliwą kobietą, którą szanuje, jest... nierządnica, kiedy mówił, że „wewnątrz mnie szerokość wydłuża się, długość rozszerza się, wewnątrz mnie znajdują się morza, przestrzeń, objętość, materya, Afryka i Polinezya, “ lub kiedy, czyniąc wyznanie materyalizmu, twierdzi, że dusza nie znajduje się ani w ramieniu, ani w nosie, ani w mózgu, ani we włosach, lecz przebywa w
Lenau w wierszu swym p. t. Księżyc hipochondryka, nazywa wręcz przeciwnie jak inni poeci księżyc bezwodnym, bezpowietrznym, zimnym „grabarzem planet, który nicią srebrzystą oplątuje i krępuje śpiących i prowadzi ich na śmierć, promieniem swym oczarowuje lunatyków i pomaga złodziejom.“ W młodości pisał on nieraz, że „mistycyzm jest oznaką obłąkania;“ później zaś sam stał się mistykiem, zwłaszcza w ostatnich swych utworach.
W Koranie niema ani jednego rozdziału, któryby nie stał w sprzeczności z innymi, często nawet w jednej i tej samej swacie znajdujemy myśli, wręcz sobie przeciwne. Addison mówi o Swifcie, że obłąkanie jego zdradza się wyraźnie w zamiłowaniu niedorzeczności, jak np. w opisie matematyka, który kazał uczniowi połykać zadania i ekonomisty, który wy-
toWywał odcbody, albo w projekcie filantropijnym zabijania niemowląt na pokarm dla ludu.
Odnośnie do znakomitych pisarzy alkoholików zauważyłem już, że mają oni styl odrębny, sobie tylko właściwy, którego znamionami są: erotyzm na chłodno, nierówność tonu, raczej dziwaczna aniżeli piękna, bcdąca skutkiem rozkiełznauej wyobraźni, częstych złorzeczeń i gwałtownych przejść od ponurej melancholii wprost do nieprzyzwoitej wesołości, oraz dążność do malowania obłędu i pijaństwa lub okropnych scen śmierci. BPoe, pisze Baudelaire, lubi przedstawiać swoje postac-e na tle zielonkawem lub fioletowem, przy fosforycznem świetle zgnilizny, przy zapachu burzy i orgii, wpada w dziwaczność przez zamiłowanie dziwactwa, w okropność — przez zamiłowanie okropności.“
To samo można zresztą powiedzieć i o Baudelaire’ze, który lubi opisywać skutki użycia wina i opium.
Są dnie, w których me serce omdlewa, I bioto mnie pokonywa
śpiewał biedny Praga, którego zabił alkohol. Chwaląc wino bhiźnił on:
„Przybądź sromoto — dla ludzi trzeźwych, Przybądź hańbo rodzaju ludzkiego, Przybądź piekło Ojca Przedwiecznego, Przyjmę was — ze szklanką w ręku.
Steen malarz pijak, przedstawiał zawsze na swych obrazach pijaków. Rysunki Hoffmanna przechodziły zwykle w karykatury, opowiadania — w fantasmagorye cudowne, utwory muzyczne — w chaotyczną mieszaninę dźwięków.
A. de Musset widział u kobiet w Madrycie:
Sous un col de cygne
Un sein vierge et dori comme la jeune vigne.
Murger zaś uwielbiał kobiety o wargach zielonych i policzkach żółtych, zapewne w skutek daltonizmu, właściwego alkoholikom, który, jak widzieliśmy poprzednio, silniej jeszcze objawia się u malarzy.
14). Wielu z nich posiadało czaszki bardzo pojemne, aie kształtów nieprawidłowych i, podobnie jak u obłąkanych, p0 śmierci znajdowano u nich poważna uszkodzenia centrów ner wowych. U Pascala substancya mózgowa twardsza aniżeli normalnie, w lewej półkuli była w stanie ropienia. W mózgu Kousseau’a znaleziono wodę w jamach. Głowa Villemai na, którego widziałem na posiedzeniu Instytutu w Paryżu przedstawiała takie anomalie (jak np. tiltra-doMchocefalizm, spłaszczenie czołowe i nadmierny rozwój łona czołowego), że ja natychmiast zwróciłem się do mego towarzysza z uwagą, i i człowiek ten bezwątpienia podlega chorobie umysłowej. Byron i Foscolo, umysły genialne, ale nadzwyczaj dziwaczne, przedstawiali przedwczesne stwardnienie szwów czaszkowych. Schumann umarł w skutek zapalenia błony mózgowej (meningitis) i atrofii mózgu. (’)
15.) Ale najbardziej wybitną, szezególną cechą nienormalności umysłowej tych ludzi jest przesadzone natężenie tych dwóch stanów przemiennych — erotyzmu i atonii, podniecenia i wyczerpania, które stanowią zjawisko fizyologiczne, właściwe wszystkim prawie wielkim umysłoJG, nawet zupełnie zdrowym. Oni jednak sami tłomaczą stany te fałszywie pod wpływem pychy lub urazy. „Umysł leniwy, lękający się każdego zajęcia, temperament żółciowy, skłonny do cierpień, wrażliwy na każdą nieprzyjemność, zdaje się, że nie mogą iść w parze, a jednak stanowią podstawę mego charakteru, “ wyznaje Bousseau (List II). Dla tego często, podobnie jak ludzie prości, którzy objaśniają zmiany, zachodzące w swem ja, przyczynami materyalnemi i zewnętrznemi, przypisują oni szczęśliwe natchnienie wpływom szatana, Geniusza lub Boga. Tasso, mówiąc o swym djabliku, geniuszu czy posłanniku“ {messagi^e) dodaje: „nie może to być szatan, ponieważ nie wzbudza we
’) Należy jednak zauważyć (patrz: Dodatek o czaszkach wielkich że anomalie centrów nerwowych zdarzają się często u ludzi genialnych, nie P° I gających bynajmniej obłąkaniu (Cuvier, Monge, Flourcns). I wgtj-etu do rzeczy świętych, ale nie jest także istotą ““^rodzoną, bo poddaje mi myśli, jakich poprzednio nie miałem I — -dv “ Geniusz dyktował Cardonowi dzieła, pouczał go o rze|Dzach nadprzyrodzonych i dawał mu rady, natchnął Tartiniego do ułożenia sonaty, a Mahometa do napisania Kmanu. VanHelmont zapewnia, że geniusz opiekuńczy zjawił się przed
we wszystkich ważniejszych okolicznościach życia; w 1663 r ujrzał on nawet swoją własną duszę w formie błyszczącego kryształu. Rzeźbiarz Blake często przechadzał się po wybrzeżu morskiera, w miejscu samotnem, ażeby tam rozmawiać z Mojżeszem, Homerem, Virgiliuszem, Miltonem i t. d. których jak utrzymywał, znał poprzednio i w ten sposób opisywał ich postacie: „Są to cienie pełne powagi, szare, ale rzucające blaski i wyższe od zwyczajnych ludzi.“ Sokrates miał Demona, który w każdym wypadku dawał mu rady, ducha opiekuńczego, lepszego, jak mówił, od dziesięciu tysięcy nauczycieli, często nawet zalecał przyjaciołom, jak mają postąpić, stosownie do wskazówek, otrzymanych od owego ducha. Palestrina w utworach swych próbował powtórzyć te pieśni, które śpiewał mu niewidzialny anioł.
Bezwatpienia: styl barwny i żywy tych autorów, dokładność, z jaką przedstawiają najdziwaczniejsze swoje fantasmagorye, jak np. akademie liliputów lub okropności piekła, wskazują, że widzą oni jasno, szczegółowo to, co opisują z pewnością halucynantów, że więc natchnienie i szaleństwo zlewają się z sobą w jednym utworze.
Niektórym z nich jak np. Lutrowi, Mahometowi, Savonaroli, Moliuosowi i przywódcy Tai-pingów, to fałszywe tłomaczenie swojej ekstazy pomogło wiele, nadając ich mowom i proroctwom wyraz szczerej prawtly, głębokiego przekonania, które jedynie poruszyć może i pociągnąć tłumy. Pod tyra względem genialni szaleńcy i najbardziej pospolici mattoidzi są ^pełnie podobni do siebie.
Kiedy znowu wesołość i natchnienie słabły i następował z kolei szary, ponury nastrój melancholiczny, ci wielcy nie®zczęśliwcy jeszcze dziwaczniej starali się objaśnić stan swego ducha. Cardano sądził, że jest otruty, Haller i Ampćre że
t są skazani na potępienie wiećzne. Newton, Swift, Barthez Cardano, Rousseau — że prześladują ićh zawzięci nieprzy.’ jaciele i t. d.
Dla wszystkich, wreszcie, wątpliwości religijne, które umysł podnosił wbrew uczuciom, i które w oczach ich były występkiem, stawały się przyczyną i narzędziem nowych rzeczywistych nieszczęść. Znamiona wyjątkowe ludzi genialnych. Wnioski ogólne.
Czy więc z sumy dotychczas przedstawionych faktów nie moźnaby wyprowadzić słusznego wniosku: „że genialuość jest zawsze newrozą, rodzajem obłąkania?“ Nie — taki wniosek byłby błędnym. Istotnie, w burzliwym i namiętnym przebiegu życia geniuszów i obłąkanych są momenty wspólne. Wspólnemi są egzaltacya, połączona z wrażliwością i przerywana stanami znużenia, wyczerpania, które są jej następstwem, oryginalność utworów estetycznych i odkryć, mimowolność i bezwiedność twórczości, używanie specyalnych wyrażeń, wielkie roztargnienie, silna skłonność do samobójstwa^), wreszcie dosyć często — alkoholizm i obrzymia próżność. Między genial-
Spis genialnych samobójców byłby nader długim, zaczynając od Zenona, Egesippa, Kleona, Stilpona, Dyonizyusza z Heraklei, kończąc zaś na Ckattertonie, Creechu, Blount’cie i Hajdonie. Domenichino pozbawił się życia z powodu żartów współzawodników. Spagnoletto — ponieważ porwano mu córkę. Nourrit dla tego, że Dupre zyskał powodzenie. We Włoszech artyści dają 90 (chyba 900) samobójstw na 1, 000, 000, literaci 618, 9, uczący się — 355.3; są to cyfry wyższe, aniżeli w innych zajęciach. Jako przykład roztargnienia klasycznego przytoczę Beethowena, który zacząwszy komponować w restauracyi, sądził, że zjadł obiad i zapłacił rachunek (Clement.) nymi ludźmi byli wprawdzie tacy, którzy potem dostali obłąkania, jak znowu między obłąkanymi tacy, którzy pod wpły. wem choroby wykazywali błyski geniuszu, ale chcieć wyprowadzić ztąd wniosek, że wszyscy ludzie genialni muszą być obłąkanymi, to znaczy przekręcać dane i powtarzać błędne mniemanie dzikich, uwielbiających, jako natchnionych od Boga, wszystkich chorych umysłowo.
Jeżeliby ktoś widząc taniec choreiczny ślepych naszego Puccinottiego, który naśladuje ruchy grającego na skrzypcach i zestawiając z tem znaczną liczbę wybornych skrzypków wśród ociemniałych, wywnioskował, że biegłość skrzypka polega na ruchach choreicznych — czyż nie popełniłby cudacznego błędu? Bardzo być może, iż przez powtarzanie tych ruchów rozwija się biegłość, ale z tego niepodobna wnioskować, że choreik i skrzypek są jcdnem i tem samem.
Jeżeli geniusz jest zawsze chorobą umysłową, to jak wytłomaczyć, że Galileusz, Kepler, Kolumb, Voltaire, Michał Anioł, Napoleon, Cavour, ludzie bezwątpienia genialni, którzy doznali tylu rzeczywistych nieszczęść, nie przedstawiają ani śladu obłąkania?
Geniusz zresztą objawia się prawie zawsze wcześniej aniżeli obłąkanie, które występuje najsilniej po 35 roku życia. Aleksander był znakomitym w 20 roku życia, Karol Wielki w 30, Karol XII — w 18, D’Alembert w 26, Napoleon — w 26 (Ribot. op. c.)
Nareszcie obłąkanie należy do chorób najczęściej odziedziczonych, i przytem wzmaga się w kaźdem na3tepnem pokoleniu, tak, że krótko-trwały obłęd dziada przechodzi w zupełne pomieszanie zmysłów u wnuka, geniusz tymczasem prawie kończy się sam w sobie i dziedziczność jego, zwłaszcza w ciągu kilku pokoleń, jest raczej wyjątkiem aniżeli prawidłem, wyjątkiem, który częściej się przejawia — wręcz przeciwnie jak obłąkanie — w linii męzkiej aniżeli żeńskiej. Wprawdzie geniusz jest zmienny i zawsze oryginalny, ale nigdy nie dochodzi do sprzeczności z samym sobą, albo do niedorzeczności, jak to widzimy u mattoidów i obłąkanych.
Jeżeli niektórzy z tych ostatnich wykazują niekiedy wielką inteligencyę, to częściej jeszcze bywają niezdolni do pracy p0waźncj, nie posiadają ani stałości charakteru, ani pilności, flDi zamiłowania porządku, ani pamięci, w ogóle wszystkich istotnych darów geniuszu. Żyją oni osamotnieni, unikający towarzystwa ludzi, obojętni i nieczuli na to, co zajmuje innych jak gdyby oddychali odmienną, sobie tylko właściwą atmosferą.
Jakaż różnica między nimi, a tymi wielkimi ludźmi, k’órzy pogodni, ufni w siebie przebiegali drogę życia; których nie wzruszały nieszczęścia, nie wykolejała namiętność!
Takimi byli Spinoza, Bacon, Galileusz, Dante, Voltaire, Kolumb, Macchiayelli, Michał Anioł, Cavour. Nie ma między nimi jednego, któryby nie posiadał silnie, ale zarazem harmonijnie rozwiniętej czaszki, co dowodzi siły myśli, okiełzanej wolą potężną. W żadnym z nich miłość prawdy lub piękna nie zagłuszyła miłości dla ojczyzny i rodziny. Nigdy nie zmieniają swych przekonań i swego charakteru, nie zbaczają od celu, nie rzucają w połowie raz rozpoczętej pracy. Ileż spójności, wiary, jasności wykazują oni w swych przedsięwzięciach, ile umiarkowania i jednolitości charakteru w życiu!
A jednakże i oni po porywach wzniosłego natchnienia, przechodzili przez tortury nienawiści ślepej, doznawali mąk zwątpienia i bezwładu wyczerpania, ale pomimo to nie zeszli z prostej drogi.
Jćdyna ukochana idea, która stanowiła cel i chwałę ich życia szlachetnego, dla której każdy z nieb zdawał się jakby umyślnie zrodzonym, idea ta była przedmiotem wszystkich ich usiłowań; urzeczywistniali je wreszcie, bez względu na przeszkody, zawsze, jaśni, spokojni, popełniając tylko drobne błędy — błędy, jakie dla człowieka pospolitego byłyby prawdziwemi odkryciami.
Wyprowadzamy wniosek: Między fizyologią człowieka genialnego i patologią obłąkanego, istnieje niemało punktów styczności. Są genialni szaleńcy i obłąkani geniusze. Ale było i jest wielu ludzi genialnych, którzy, oprócz pewnych anomalij wrażliwości, nie wykazują ani śladu choroby umysłowej. Wreszcie wszyscy prawie geniusze obłąkani mają właściwe im specyalne cechy.
Chociaż badania moje pozostają w skromnych granicach spostrzeżeń psychologicznych, spodziewam się jednak, że dadzą one poważny punkt wyjścia dla krytyki doświadczalnej utworów artystycznych i literackich, a nie raz nawet i naukowych. Tak np. w utworach artystycznych: przesadzona drobiazgowość i nadużycie symbolów, epigrafów, akcesoryj, przekładanie je. dnej barwy nad inne, wreszcie ciągłe poszukiwanie nowości (jak np. w okresie Baroceo), mogą być uważane jako wskazówka nastroju chorobliwego; podobnie jak w literaturze i pracach naukowych: ciągłe używanie gry wyrazów, zbyteczna systematyzacya, skłonność do mówienia o sobie, do zamiany dowodów logicznych dowcipami, zamiłowanie napuszoności w poezyi i brzmienuości w prozie, jak wreszcie wygórowana oryginalność — są również zjawiskami chorobliwemi. To samo powiedzieć można o pisaniu na sposób biblijny krótkimi wersetami, z wyrazami specyalnymi, podkreślanymi i powtarzanymi wielokrotnie w niewielkich odstępach. Wyznaję, że widząc często, jak organy, które kierują opinią publiczną, nacechowane są temi wadami i jak często młodzi pisarze rozprawiają o ważnych zagadnieniach społecznych przy pomocy dowcipów, zapożyczonych, ze szpitala dla waryatów, okresami, wzorowanymi na wersetach biblijnych, jak gdyby płuca nasze nie mogły znieść już długich peryodów silnej i męzkiej składni łacińskiej — czuję pewną trwogę o los przyszłych pokoleń. Analogia, jaka istnieje między mattoidami i geniuszami, których oznaki chorobliwe posiadają pierwsi, oraz między mattoidami i ludźmi zdrowymi, z którymi wspólną im jest zręczność i takt praktyczny, powinna być przestrogą dla uczących się — przeciw pewnym teoryom, rozpłodzonym zwłaszcza w naukach abstrakcyjnych lub nieokreślonych jeszcze, niepewnych, jak np. roedycyna(’), teologia, filozofia. Teorye te, które mówią zwykle o sprawach palących, głoszone są przez ludzi niekompetentnych, obcych zupełnie traktowanym przedmiotom, ludzi którzy ogólnikami, grą wyrazów, parodoksami i dowcipami, nieraz oryginalnymi, ale zawsze bezdowodnymi i sprzecznymi z sobą, zastąpić chcą ścisłe rozumowania, oparte na spokojnem i dokładnem badaniu faktów. W ten sposób piszą zawsze ci kuglarze bezwiedni — mattoidzi — -których udział
’) Pomiędzy mattoidami zapomniałem wymienić zwolenników homeopatyi i wegetaryanizmu, którzy stanowią prawdziwe sekty medyczne, głoszące mnóstwo niedorzeczności pod płaszczykiem kilku prawd istotnych. w piśmiennictwie daleko jest większy, aniżeli z pozoru sądzić można.
Nietylko jednak uczeni winni stać na straży przeciw takim teoryjom, lecz i mężowie stanu, i to nie z tego względu jedynie, że ci mniemani reformatorowie, dla których bodźcem do czynu i światłem przcwodniem jest choroba umysłowa, nie powstrzymani przez krytykę, mogą wywierać wpływ poważny na otoczenie, ale i dla tego, że wszelkie przeszkody, chociażby słusznie im stawione, rozdrażniając ich, zaostrzają i wzmacniają obłąkanie.
Obłęd ideologiczny, nieszkodliwy, jak np. u mattoidów, „lub uczuciowy, jak u monomaniaków, przemienia się wtedy w szaleństwo czynne, tymbardziej uiebezpieczne, że jasność myśli, głębokie i stałe przekonania, wreszcie przesadzony altruizm, który pobudza ich do zajęcia się sprawami publicznemi i ludźmi, którzy niemi kierują — robi szaleńców tych, bardziej aniżeli innych waryatów, skłonnymi do podniesienia buntu lub dokonania królobójstwa (patrz roz. IX). Kiedy pomyślemy, że mattoidzi mają wiele cech wspólnych nietylko z ludźmi genialnymi, ale co gorsza i ze smutnym światem przestępców; oraz że niektórzy obłąkani składają dowody nietylko siły umysłowej, ale też niezwykłej energii, w takim stopniu, że można, przynajmniej czasowo, porównywać ich z ludźmi genialnymi — co naturalnie wzbudza dla nich w tłumie z początku podziwienie, później zaś poważanie — znajdziemy wtedy nowy, silny argument przeciw tym prawnikom i sędziom, którzy jedynie z doskonałości i czynności władz umysłowych wnioskują o zupełnej poczytalności danej osoby i o braku rozstroju psychicznego. Wtedy ujrzymy także przed sobą otwartą drogę do wytłomaczenia dziwnej tajemnicy geniuszu, jego sprzeczności i tych omyłek, których uniknąłby człowiek powszedni. Zrozumiemy również (’), jakim sposobem obłąkani i mattoidzi, w małym stopniu obdarzeni geniuszem lub nie posiadający go wcale (Passanante, Łazzaretti, Drabicius, Fourier, Fox), mogli poruszać tłumy lub nawet wywoływać wielkie przewroty poli-
’) Patrz rozdział X i Dodatek IV. Geniusz i obłąkanie.
tyczne, lub jak ci, którzy jednocześnie byli genialnymi ludźmi i chorymi umysłowo (Mahomet, Sayonarola, Luter, Schopenhauer) zdołali — lekceważąc i zwyciężając przeszkody, jakich przestraszyłby się każdy chłodny, wyrachowany człowiek — na całe wieki powstrzymać rozwój umysłowy ludów i stać się założycielami jeżeli nie wszystkich religij, to wszystkich sekt, istniejących w starożytności i epoce współczesnej.
Uwydatniając te analogie i punkty styczne, natura jak gdyby chciała wzbudzić w nas litość dla największego z nieszczęść ludzkich — obłąkania i z drugiej strony nie dać się olśnić świetlanym blaskom geniuszów, które zakreślając olbrzymią orbitę w sferach nadpowietrznych, mogą również, jak biedne gwiazdy spadające pogrążyć się w pyle ziemskim, w otchłani błędów. DODATEK PIERWSZY.
Geografia artystów we Włoszech i uczonych we Francyi.
Próbowaliśmy wykazać poprzednio, że niektóre kraje bardziej obfitują w wielkie umysły, aniżeli inne; już starożytni zauważyli, że pod tym względem przodują okolice najżyzniejsze, najzdrowsze. Buckie (Hlst. of Civiliz I) sądzi, że największa liczba artystów, w porównaniu z uczonymi, przypada na kraje wulkaniczne.
Jacoby w znakomitem swem dziele twierdzi, że najwięcej znakomitych ludzi daje gęsto rozsiedlona ludność miejska. (Etades sur la selection. Paryż 1881).
Owóź należałoby to stwierdzić za pomocą nowych badań, przynajmniej o ile dotyczy Europy, zwłaszcza zaś Włoch; zdaje mi się, że najbardziej ciekawą byłaby właśnie topografia sztuk pięknych w tym kraju, który przez lat tyle był ich kolebką.
Odnośnie do muzyki posiłkowałem się dziełami Fetisa ( ) i Clementa( ), dla malarstwa zaś i rzeźby dwoma dykeyonarzami Ticozziego( ). Oto są rezultaty: Wykaz liczebny muzyków w Europie:
Włochy... 1210. Holandya.. 31.
Niemcy... 650. Szwajcarya.. 20.
Francya.. 405. Portugalia.. 17.
Austro-Węgry 239. Grecya... 15.
Anglia... 149. Dania.... 14.
Belgia... 98. Szwecya... 9.
Hiszpania.. 62. Irlandya... 7.
Rosya... 34. Zelandya... 1.
Kraje, które dały największą liczbę muzyków (rozumie się oprócz Włoch) są: Niemcy, Francya i Austro-Węgry, najmniejszą — Dania, Szwecya, Irlandya i Zelandya.
Wpływ ciepłego klimatu, gruntu wulkanicznego i rasy łacińskiej nie jest zbyt widoczny jeżeli zwrócimy uwagę na małe liczby dotyczące Hiszpanii i Grecyi i na wysoką cyfrę muzyków w Niemczech.Następnie, badając rozmieszczenie muzyków we Włoszech, widzimy na pierwszem miejscu okolice z klimatem najbardziej ciepłym, jale nie wyspowe (Neapol), za któremi idą zaraz Emilia i Wenecya. Uderzają nas potem nizkie cyfry Piemontu, Marchii i zupełny brak muzyków w Sardynii. Ale cyfry te nie dają nam dosyć jasnego pojęcia co do znaczenia wpływów orograficznych w każdej prowincyi (’), ponieważ na pierwszem miejscu stają okręgi, w których znajdują się miasta wielkie
’) MUZYCY WE WŁOSZECH: Neapol... .. 216. Aleksandrya . 8. Rzym... .. 127. Wenecya.. .. 124. Medyolan.. .. 95. Arezzo... . 6. Bolonia... .. 91. . 6. Florencya.. .. 70. Como.... Lnkka... .. 37. Parma... .. 34. Getieva... .. 30. Macerata... Turyn... .. 27. Caserta... Verona... .. 24. Liworno... Brescia... .. 22. Forli.... Mantua... .. 19.
stołeczne (oprócz Piemontu, Sardynii i Sycylii), mianowicie: Neapol, Rzym, Wenecya, Medyolan, Bolonia, Florencya, Lukka, Parma i Genua. Widocznem jest, że na pierwszem miejscu stoją okolice zdrowe i nadmorskie, zwłaszcza zaś pagórkowate; zaraz potem idą pagórkowate lądowe, do czego przyłącza się wpływ cywilizacyi i wielkich aglomeratów ludności (7 z 9 miast były stolicami). W drugim szeregu występują stolice, oraz wielkie miasta nadmorskie i okolice wulkaniczne: Palermo, Bari, Catania, oraz kraje pagórkowate: Bergamo, Brescia, Verona, Vicenza, Perugia, Sienna.
Wpływy etniczne nie są wyraźne; jedynie według naszego zdania, powiedzieć można, że domieszka krwi berberskiej i semickiej nie sprzyja rozwojowi sztuk, zwłaszcza w krajach ciepłych, czem jedynie objaśnić można mały procent artystów między sardyńczykami, kalabryjczykami i sycylijczykami.
Przeciwnie pochodzenie greko-rzymskie i etruskie wydaje się bardziej sprzyjającem, zkąd pochodzi pierwszeństwo Neapolu, Rzymu, Lukki i Bolonii.
Wpływ trzęsień ziemi i wulkanów, które według Buckle’a, oddziaływać mają na twórczość artystyczną, jest dosyć wyraźny. Ale jeżeli Neapol i Aversa mają pierwszeństwo, tłomaczy się to poniekąd oddziaływaniem klimatu i rasy, znacznie zaś ustępuje im Kalabrya, również często nękana trzęsieniami ziemi.
Modena 19.
Cremona 17.
Palermo 17.
Novara 17.
Bergamo 16.
Bari 16.
Ferrara 15.
Padva 15.
Piza 13.
Reggio 12.
Placencya.... 11.
Sienna 10.
Ravenna 10.
Vicenza 10.
Perugia 9.
Pesaro 9.
Rovigo 3.
Chieti 2.
Foggia 2.
Cuneo 2.
Pa via 2.
Massa 2.
Teramo 2.
Syrakuza 2.
Ascoli 2.
Campobasso.... 2.
Belluno 1.
Catanzaro.... 1.
Avellino 1.
Potenza 1.
Reggio-Calabria.. 1.
Caltanisetto.... 1. Nie zawsze zresztą ilość odpowiada jakości, dosyć powiedzieć, że gdyby ojczyzna Rossiniego lub Belliniego była prawie bezpłodną, to więcej znaczy wydanie takiego jednego geniusza aniżeli setki muzyków średniej miary, którzy tworzą gromadę, ale gromadę bezimienną i nieznaną.
Rozpatrując tablicę rozmieszczenia muzyków znakomitych, widzimy, że znowu okolice nadmorskie, z klimatem ciepłym, specyalnie zaś Neapol — stoją na pi er wszem miejscu; dalej idzie Rzym, Parma, Medyolan i Cremona. Tutaj (w 3 na 5) wpływ wielkiego skupienia ludności i szkoły idzie w drugim szeregu po wpływie klimatu.
Do okolic, które wydały najwięcej znakomitych muzyków i stosunkowo najmniej miernych, zaliczyć należy Pesaro, Catanię, Arezzo i Aleksandryę. Największe liczby muzyków w ogóle i geniuszów muzycznych schodzą się z sobą w Neapolu, Rzymie, Parmie, Florencyi, Medyolanie, Cremonie i Wenecyi, przy widocznym wpływie ciepłego klimatu, położenia nadmorskiego, rasy greko-etruskiej i wielkiego skupienia ludności (5 z 7).
Co się dotyczy malarstwa(1), widzimy, że pierwszeństwo bądź to pod względem liczby, bądź to sławy artystów, należy
’) MALARZE WE WŁOSZECH. Bolonia... .. 262. Novara.... . 22. Florencya.. .. 252. Pawia.... . 20. Wenecya.. .. 138. Mantua.... Medyolan.. .. 127. Forli Rzym... .. 100. Genua... .. 100. Ankona.... 16. Neapol... .. 95. Aleksandrya,. . 15. Ferrara... .. 85. Belluno.... . 13. Verona... .. 83. Macerata... . 13. Siena.... .. 73. Perugia... .. 68. Cremona.. .. 65. Rovigo.... 5. Modena... .. 61. Palermo.... Pesaro... .. 61. Salerno.... Brescia... .. 50. Lecce.... Tnryn... .. 46. Cuneo... Messina... .. 43. Massa.... Padua... .. 40. Catania....
się znowu stolicom, oprócz miast głównych Sardynii i Sycylii. Turyn i Genua odznaczają się tylko liczbą, Florencya i liczbą i znakomitością malarzy. Po stolicach największe liczby malarzy, dają kraje pagórkowate, jak np. Perugia, Arezzo, Sienna, Udine, Verona, Vicenza, Parma i Brescia.
Prawie to samo widzimy odnośnie do rzeźbiarzy i architektów, których najwięcej wydały miejscowości, będące siedliskiem kultury i kraje pagórkowate, przedewszystkiem Florencya, potem Medyolan, Wenecya, Neapol, Como, Sienna, Verona, Massa, następnie zaś Arezzo, Perugia( ), Bolonia, Macerata, Catania i Palermo.
Biorąc pod uwagę wszystkie kategorye artystów, widzimy, że pierwszeństwo mają miejscowości, będące siedliskiem kultury, kraje pagórkowate, zamieszkane przez ludność pochodzenia etruskiego i nadmorskie — przez ludność pochodzenia greckiego (Neapol i Catania), że kraje które wydały największą liczbę artystów, nie są te, które dają najwięcej geniuszów, oprócz Neapolu i Florencyi.
Temu’ ostatniemu miastu wpływy kultury, artystyczne zdolności mieszkańców i klimat piękny, jak w starożytnych Atenach, zapewniły niezaprzeczone pierwszeństwo, zwłaszcza w malarstwie i rzeźbie. Dosyć przypomnieć takie nazwiska jak: Donatello, Michał-Anioł, Verruchio, Baldinelli, Coccini, Am
Parma 39.
Vicenza 39.
Łukka..... 38.
Bergamo 37.
Udine 36.
Arezzo 33.
Ravenna 30.
Reggio 29.
Piza 29.
Treviso 24.
Ascoli 23-
Livorno 1
Avellino, Bari, Benevento, Cagliari, Caltanisetta, Catanzaro, Cosenza, Campobasso, Chieti, Grosseto, Girgonti, Polenza, Porto Maurizio, Reggio, Calabria, Sassari, Sondrio, Trapani, Teramo = 0.
Wogóle we Włoszech 2298.
’) Patrz tablicę właściwą. Różnica od rozmieszczenia malarzy polega na tem, że okrąg Udine daje cyfrę znacznie niższą. Palermo zaś i Catania o wiele wyższe. marniało, Giotto, Masaccio, Andrea del Sarto, Salviati, Allori, Delio, Bronzino, Guido z Sieny, Nello, Bernardo, Pollaiolo, Stefan Florentczyk (Fiorentino) Salviati, Frate-Angelieo, Cherubini, Lulli.
Okolice, które wydały bardzo niewielu artystów, albo nie wydały wcale, są te właśnie, w których grasują malarya i wole, jak np. Kalabrya, Sassari, Grosseto, Sandrio, Avellino, Caltanisetta, Chieti, Syrakuza, Lecce. Dla tego jeżeli porównamy rozmieszczenie geograficzne artystów we Włoszech z dancmi, dotycząeemi wzrostu ludności, to zobaczymy, że istnieje tu bardzo ścisły stosunek, zwłaszcza w cyfrach najwyższych i najniższych. Najwyższy wzrost spotykamy we Florencyi, Lukce, Rzymie, Wenecyi, Neapolu, Siennie i Arezzo; najniższy — w okręgach poniżej wymienionych. Rzecz jasna, dzieje się to nie dla tego, żeby istniał jakiś związek między zdolnościami umysłowemi i wysokością wzrostu, ale dla tego, co już wykazałem kilkakrotnie (Statura degli italiani. 1874. Della influenza orografica ndla statura. 1878), że wzrost (wyłączając wpływy etniczne), jest najlepszą wskazówką zdrowotności publicznej, gdy tymczasem procent śmiertelności nie daje o niej dokładnego pojęcia, z powodu znacznej liczby zgonów dzieci w wielkich miastach. Zresztą niektóre choroby, jak np. wole i kretynizm, wpływają na powstrzymanie rozwoju ciała, ale nie przyczyniają się wcale do zwiększenia śmiertelności.
Jeszcze wyraźniej aniżeli dla Włoch, można wykazać to dla Fraucyi, zestawiając liczbę znakomitych ludzi w wieku XVIII, zebraną przez Jacoby’ego, z danemi, dotyczącemi wzrostu, opracowanemi przez Broca i Topinarda (*), oraz śmiertelności, według Bertillona ( ) dla każdego departamentu oddzielnie. (Patrz tabl. graficzną i tablicę statystyczną na stronicy 266-ej.)
Zaznaczyć trzeba widoczny paralelizm między obfitością geniuszów i wysokością wzrostu, z wyjątkiem 11 wypadków na 86; ale i z tych 11 odstąpień niektóre wytłomaczyć można przez wielkie skupienie ludności (departamenty Seine, Rh One, flouches de Rhóne), które potraja śmiertelność, mało wpływa Ba wzrost, ale sprzyja rozwojowi, albo raczej ujawnieniu się geniuszu, jak to już widzieliśmy we Włoszech. W innych znowu departamentach (Var, Herault, Vaucluse, Bouches de Rhóne), oprócz zaznaczonego wyżej wpływu, działa jeszcze klimat gorący i wielka urodzajność, co również pomaga rozwojowi umysłowości, pomimo malaryi, szkodliwie odziaływającej na wzrost. Zresztą, jakkolwiek zgodzić się można z Jacobym co do wpływu wielkiego skupienia ludności, jak np. w Paryżu, Marsylii, Lyonie, trzeba jednak dodać, że odnośnie do miast średnich nie jest to tak widocznem. Departamenty Nord, Haut Rliin, Pas de Calais, Loire, chociaż posiadają zaludnienie gęste, nie odznaczają sic odpowiednią ilością geniuszów i należą do trzeciej, a dpt. Loire nawet do czwartej kategoryi (*)
Porównywając dane o rozmieszczeniu talentów, z danemi dotyczącemi śmierteluości, znajdziemy większą ilość odstąpień, aniżeli odnośnie do wzrostu, mianowicie 27, ponieważ cyfra śmiertelności niemoże wyrazić wpływów kretynogenicznychw dpt. Ariege, Basses, i Hautes Alpes, Puy-de Dóme, Pyrenees, Ardennes, które oddziaływają na wysokość wzrostu i na wyrastanie woli i jak we Włoszech, np. w okręgu Sondrio idą w parze ze słabym rozwojem umysłowości. Podobnież wszystkie okolice z wielką śmiertelnością, zwłaszcza nawiedzane przez malaryę, jak np. Landes, Solagne, Morbihan, Corróze, przedstawiają bardzo małą liczbę ludzi znakomitych, rozumie się wyłączając wielkie miasta.
Warunki orograficzne zdają się mieć wpływ doniosły. Otwarte żyzne okolice Langwedocyi i wszystkie te kraje górzyste, w których strum rzadko się zdarza (Doubs, Cóte d’Or, Ardennes) lub jeśli się zdarza, to nie w takim stopniu ażeby oddziaływać na przeciętną wysokość wzrostu mieszkańców, t. j.
’) Liczba mieszkańców Seine... . 3636, 56 Rhóne... . 224, 40 Nord.... . 213, 40 Haut Rhin.. . 123, 00 Pas de Calais. . 108, 60 Loire.... . 106, 38
na kilometr kwadratowy:
Manches... 100, 20
Bouches de Rhóne 92, 27
Landres.... 33, 80
Lozere.... 27, 30
Hautes Alpes.. 2 3, 40
Basses Alpes.. 21, 90 Tablica statystyczna. Nazwa departamentu Nr porządkowy odnośnie do I wysokości wzrostu (Broca) O <»
’a rC
w o o >,
3 £
o.2
b § £ tSD O
M N ro ea» P N
H O
O o
H
(3 O
<D O
“2 3
CO
O łH
C ® ^ PQ
O —
ŁS
M-S “ E Nazwa departamentu Nr porządkowy odnośnie do wysokości wzrostu (Broca) Nr porządkowy odnośnie do °/oo Judzi genialnych o A
s? 2S
C o
„SB
k
N*
i-.!>, Si)
fi“ Doubs 1 2 36 Girondc 44 31 31 Cótc-d’Or.... 2 5 10 Haute-Garonne.. 45 18 15 Jura 3 10 75 Lot-et-Garonne.. 46 48 20 Haute-Marne... 4 16 3 Vendće 47 73 53 Pas de-Calais... 5 38 39 48 60 16 Somme 6 23 28 Seine 49 1 85 Oise 7 35 30 Pyrćnćes-Orient.. 50 57 58 Ardennes.... 8 30 2 Basses-Pyrćnćes.. 51 61 34 Haute-Saóne... 9 40 8 Corse 52 » 79 Bas-Rhin.... 10 25 49 Vienne 53 60 47 Moselle 11 20 36 Sarthe .54 71 27 Seine-et-Marne.. 12 33 23 Loiret 55 11 52 Nord 13 64 55 Tam-et-Garonne.. 56 37 11 Aisne 14 19 19 Aude 57 36 32 Marne 15 13 14 Mayenne.... 58 75 59 Aube 16 29 1 Nićvre 59 59 75 Ain 17 28 71 Arifcge 60 79 21 Meuse 18 34 4 Loire 61 67 83 Bouches-du-Rhóne. 19 3 76 Morbihan.... 62 78 61 Seine-et-Oise... 20 6 40 Creuse 63 81 51 Calvados.... 21 17 25 Loire-et-Cher... 64 56 33 Rhóne 22 4 82 Aveyron.... 65 44 61 Eure 23 53 9 Cantal 66 55 45 Orne 24 43 5 Haute-Loire... 67 74 65 Vosges 25 45 37 Ile-et-Vilaine... 68 24 69 Meurthe.... 26 7 24 69 81 56 Vauclusc.... 27 8 48 Indre 70 63 50 Isere 28 32 84 Basses-Alpes... 71 22 74 Manche..... 29 41 83 Tarn 72 66 21 Eure-et-Loire... 30 21 71 Landes 73 77 46 70 Deux-Sevres... 31 62 42 Lozere 74 76 Hant-Rhin.... 32 39 66 Indre-et-Loire.. 75 27 31 Charente-Inferieure. 33 40 44 Cótes-du-Nord.. 76 80 80 Selne-Inferieure.. 34 15 67 Lot 77 64 20 Yonne..,.. 35 26 7 Allier 78 71 60 Maine-et-Loire.. 36 48 29 Finstfere 79 42 89 Hautes-Pyrćnees 37 72 18 Ardeche.... 80 58 72 Gard 38 12 83 Hautes-AIpes... 81 49 88 Var 39 14 81 Charente.... 82 82 44 Dróme 40 46 57 Dordogne.... 83 70 68 Loire-Inftrieure.. 41 69 26 Puy-de-Dóme... 84 51 62 Hćrault 42 54 Correze 85 50 87 SaSne-et-Loire.. 43 >52 64 Haute-Vienne.. 86 54 86
inaczej mówiąc — powodować endemię kretyniczną z jej nastęDgtwami, wszystkie te kraje dają najznaczniejsze cyfry ludzi genialnych, bez względu zarówno na wpływy rasy i klimatu, jak i skupienia ludności.
Można przekonać się o tem, porównywając na załączonej w przypieku tablicy dane, dotyczące procentowego stosunku cierpiących na wole, jąkałów i głuchoniemych — z przeciętną normą wzrostu ludności w departamentach Correze, Puy-dc-Dóme, Ardeche, Ariege, Basses Alpes, Basses Pyrenees, Pyrćnees Orientales i t. d. (’)
Widzieliśmy, że w departamentach Var, Vaucłuse, Herault, klimat południo wy, a być może i wielka urodzajność gruntu, sprzyjają rozwojowi zdolności umysłowych, jednakże okolice chłodniejsze, ale zarazem najzdrowsze: Jura, Douhs, Meurthe, dają największe cyfry ludzi genialnych. Ta sama linia izotermiczna (średniej temperatury rocznej) 10° przechodzi przez departamenty Seine inferieure, Seine et Oise, obfitujące w geniusze i Yosges,
Departamenty górzyste
te o
=3 £ So
O ts ^ p-a co
ii“ „S
g O o
o £ <j.a — o
K.OO O
£ bJJO O ta
s-*
►f O t N
rt S
O o rt.2 ^
S1.O P
s|
o
„S 2J2
j5 5
5,
2 N O
3 V 55 ° Ei .So — o OO £8 o o.n »-! <lł o H oj ii Tl 5 a «« rt o x> ° O K U S B
2, 23.
2, 8.
2, 4.
3, 9.
4, 1.
3, 4. 7, 5. 2, 0. 2, 9. 2. 0.
4, 0.
2, 5.
5, 2.
3, 0. 1,
1, 0.
0, 61. 2, 2. 1, 5. 1, 2. 1, 3.
0, 7. 2, 10. 0, 6. \ 5. 0, 6.
1, 8.
0, 7.
1, 1. 0, 8. 0, 6. 0, 8. 0, 6.
2, 0. 2, 2. 4, 3. 3, 6. 6, 8. 4, 5. 6, 8. 6, 3. 4, 9. 3, 2. 3, 5. 6, 2. 3, 9. 0, 5. 2, 0. 3, 1. 2, 9.
54.
49.
50.
51. 58. 79. 76. 22. 44. 61. 57. 72. 46. 30. 10.
5. 2.
17. 111. 17. 44. 29. 82. 29. 76. 17. 21. 24. 62. 56. 17. 58. 11. 22.
86. 81. 85. 84. 80. 60. 74. 71. 65. 51. 50. 37. 25. 8. 3. 2. 1.
Raute Vieune Hautes Alpes. Corrćze... Puy-de-Dóme. Ardeche.. Ariege... Lozfere... Basses Alpes. Aveyron.. Basses Pyrenćes.. Pyrenćes Orientales. Hautes Pyrenćes Vosges... Ardennes.. Jura.... Cóte-d’Or.. I>oubs... który niewielu ich posiada, linia 11° przez Calvados i bardzo bogate w tym względzie i Saóne et Loire, Loire, Cber Nievre, jedne z uboższych.
Wcale nie wpływa tutaj natura gruntu: jak widzimy b0. wiem, cyfry bardzo wysokie dają departamenty Cote d’Or, Meuse i Mosclle z gruntem wapiennym, a z takim samym gruntem departamenty Nord i Sevre — bardzo nizkie. Tak samo Doubs, Jura, i Meurtlie, posiadające grunta formacyi jurajskiej dają cyfry najwyższe, a znowu Hautes Alpes, Charente, Saóne et Loire, z tym samym składem gruntu — bardzo nizkie. Niewiele wpływa również rasa. Potomkowie Burgundów dają znaczną ilość ludzi genialnych w Doubs i Jura i bardzo szczupłą w Saóne et Loire. Departament z ludnością tego samego pochodzenia Haute Garonne, jak Ariege daje 10 razy więcej ludzi znakomitych, 2 razy więcej jak Gers i 5 razy więcej jak Landes (0.000. 133, 0, 000, 3835 i 0.000. 2.451.); w Guyennie Departament Girondy — 0.000.8095. daje dwa razy więcej aniżeli Lot 0.000.4180; w Langwedocyi — Herault 7 razy więcej aniźeLozere — 0.000.15361 i 0.000.2872.
Jednakże, jakkolwiek istnieją pod tym względem pewne prawa, badając je w związku z historyą sztuk i nauk, znajdujemy, że wszelkie wnioski przyjmować trzeba z wielką ostrożnością, ponieważ istnieje mnóstwo czynników różnorodnych, które powstrzymują lub gmatwają te wpływy, nie wyłączając nawet tak wyraźnych, jak np. skupienia ludności i warunków orograficznych.
Widzieliśmy np., że wielkie zbiorowiska ludności, bez względu na klimat, pochodzenie mieszkańców i t. p., wpływają na zwiększenie liczby artystów i wogóle talentów, ale wpływ ten może być pozornym, ponieważ do miast wielkich przesiedlają się ludzie z rozmaitych okolic, gdy tymczasem w danym wypadku uważamy ich, jako pochodzących z danej miejscowowości (ten sam wzgląd wpływa na zwiększenie cyfry śmiertelności). Jeżeli np. w jakiem mieście powstaje szkoła malarstwa, staje się ono siedliskiem artystycznem na czas dosyć, długi i cyfra artystów zwiększa się znacznie.
Widzimy np. w Piemoncie, gdzie bez wątpienia wychowanie wojownicze, wzmocnione wpływami jezuickimi, warunki klimatyczne i rasowe opóźniły rozkwit sztuk pięknych (zwła-
geza muzyki), że do 1460 r. nie ma tam prawie znakomitych I ®alarzy> ci zaś którzy są, to cudzoziemcy Bono i Bodinforte. Ale za Bodinfortem, który przybył z Medyolanu, pociągnęli zaraz Sodoma, Martini, Giovannone Verce!lese, a za Ferre di Valduggia. Lanini i Tańsi. Podobnie sławny skrzypek Viotti sprowadził za sobą pięciu uczniów, którzy zostali zuakomitymi artystami.
Tak samo później, kiedy w Nawarze, Albie i Vercelli osiedli genialni artyści Macrino, Gaudenzio Ferrari, natychmiast około nich zjawili się inni i nawet w ostatnich latach kiedy ujemny wpływ militaryzmu i zmian społecznych oddziaływać zaczął wszędzie jednakowo, miejscowości te dają proporcyonalnie tyluż, albo i więcej i niemniej znakomitych artystów, aniżeli inne, np. Gastaldi, Mosso i t. d.
I gdyby któś przed 300 laty ułożyć chciał w Szkocyi statystykę myślicieli, nie znalazłby może ani jednego, kiedy jednak zrzucony został ciężki całun nietolerancyi religijnej, kraj ten stał się prawie najbardziej obfitującym w Europie w dzielnych i oryginalnych uczonych.
Odwrotnie Grecya, której przyroda i rasa dały pierwszeństwo w uprawie sztuk pięknych w czasach starożytnych, dzisiaj, chociaż warunki te nie uległy zmianie, nie wykazuje wcale śladów życia artystycznego. Najprzód niewolnictwo, a potem walki polityczne pochłonęły tu wszystkie siły, bardziej zaś ujemny wpływ wywiera ubóstwo i brak szkół. Naród wtedy zdobywa się na taki zbytek, jakim jest zamiłowanie do piękna i uprawa nauk, jeżeli ma zapewnione życie łatwe i wygodne, dla tego to dodatni wpływ skupienia ludności w miastach często zniweczony bywa przez ujemny wpływ nędzy.
Jeżeli porównamy procent ludzi genialnych z proceutem obłąkanych, nie znajdziemy pomiędzy nimi żadnego związku; statystyka wykazuje nawet, że w krajach zimnych i najmniej ucywilizowanych stosunek obłąkanych do ogółu ludności jest znacznie większy, aniżeli w krajach ciepłych, prawdopodobnie wskutek alkoholizmu.
Oesterlen w statystyce swej dowodzi, że największy stosunek obłąkanych dają Norwegia, Dania i Wurtemberg, kraje, które bez najmniejszej wątpliwości, nie odznaczają się obfitością ludzi genialnych:
Oesterlen Liczba obłąkanych Liczba obłąkanych.
Nazwa kraju. Rok. na 100, 000 m,
Norwegia. 1835. — 340
Hanno wer. 1856. —
Belgia.. 1842. —
Francya. 1855. —
Anglia.. 1860. -
Nazwa kraju. Rok. na 100, 000 m.
Saksonia. 1858. — Wiirtemberg 1853. —
260 312 110 280 260
250 100
340 170 100 130 116 185 150
1857. —
1847. —
1845. —
1845. —
1850. —
Bawarya Dania. Irlandya Szlezwig Holsztyn Szwecya
Szkocya. 1858. —
Licz. obłąk. Stosunek na 100, 000 m.
Irlandya. 1851. —
Na półwyspie Włoskim wypada 170, 79 obłąkanych na 100, 000 mieszkańców.
Licz. obłąk. Stosunek na 100, 000m. 230, 14 221, 47 225, 87 164 j05 173, 73
Lorabardya 7965 Piemont. 6, 422 Iiguria. 1, 906 P. Wenecka 4, 600 Emilia.. 3, 757
130, 09 189, 96 184, 00 157, 27 110.76
Umbria. 715 Marchia. 1, 793 Toskania. 3, 962 P.Rzymskie 1316 Pr. Neapol. 7893
Jeżeli porównamy te cyfry, z danemi, dotyczącemi malarzy i muzyków, zobaczymy, że te prowincye, które posiadają najmniejszy procent obłąkanych, a mianowicie: Neapol, Umbria, Kzym i Toskania, wykazują właśnie największy procent genialnych artystów.
Jednakże, biorąc ogólnie, wpływ wielkich zbiorowisk ludności, oraz górzystości gruntu i łagodności klimatu, oddziaływa i na jednych i na drugich.
DODATEK DRUGI.
Dzienniki i pisma obłąkanych.
Jak juź zaznaczyłem powyżej, Dziennik, który powstał z mej inicyatywy w domu dla obłąkanych w Pesaro, oraz wszystkie inne wychodzące później w Reggio, Palermo, Perugii, Ankonie, Colorno, Neapolu, Siennie, Ferrarze, Mombello i przez czas jakiś w Pawii, dostarczyły tylu dowodów na poparcie wygłoszonej przezemnie teoryi, że istotnie trudno mi zrobić wybór z tych materyałów. Spróbujemy jednak i zaczniemy od jednego z najlepszych dzienników Gazetta del Frenocomio di Reggio, numery 1 i 2 z 1875 r. Kilkoma energicznymi rysami, jak to umiał czynić Liyiusz, odmalowany tu jest biedny, niewykształcony rzemieślnik, któremu obłąkanie natchnęło teorye darwinistyczne, podobnie jak mojemu handlarzowi gąbkami, o którym mówiłem poprzednio.
G... R... z Modeny znajdował się w szpitalu od 1850 r. i, zdaje się, że przybył w szesnastym roku choroby. Przyroda nie była dlań łaskawą. Rachityk, z figurą nieco skrzywioną, z twarzą płaską i wychudłą, z wielkiemi uszami, z gęstettri brwiami, z długim, zakrzywionym nosem, który o mało nie stykał się z brodą, wymuszony i powolny w ruchach — z pierwszego wejrzenia pobudzał do śmiechu. Ale po bliźszem poznaniu zaczynał interesować, ponieważ poza przedmiotem swego obłędu był, dowcipny i rozsądny w rozmowie. Niewiele wiedzieliśmy o jego życiu poprzedniem. Byt bezżennym, pochodził z rodziny obywatelskiej, ale podupadłej, i o ile się zdaje, otrzymał jakie takie wykształcenie. Choroba jego była dziedziczną. Matka jego, w 84 roku życia dotknięta obłędem prześladowczym, lękała się, że ją zgwałcą lub otruja. Pytała się mnie nieraz o syna, wiedziała, że jest on obłąkanym i ubolewała nad zboczeniami jego umysłu. W rodzinie jej obłąkanie było prawdopodobnie dziedzicznem, ponieważ ciotka z linii macierzyńskiej umarła jako obłąkana, a wuj matki odebrał sobie życie.
R... odziedziczył po matce nietylko obłąkanie ale i jego formę. Zdaje się, źc będąc zdrowym wypowiadał różne poglądy liberalne i ściągnął na siebie podejrzenia, a może być, że i prześladowania rządu książęcego. Ztąd rozwinął się w nim obłęd prześladowczy, któremu od początku towarzyszyły halucynacye słuchowe i wzrokowe. Słyszał ciągle prawie głos straszliwy, jakby z trąby do mówienia (tromba locutoria) według własnych słów jego.
Widział kobiety, aniołów i księży, krzyczących mu do ucha za pomocą tub, znieważających go i grożących ustawicznie. Byli to zausznicy sanfedystów, z kongregacyi S-go Officium. Zausznicy ci za pośrednictwem tajemniczych nici galwanicznych zmuszali go do wstawania, do czynienia lub nieczynienia pewnych rzeczy, tak, że nie miał wcale swobody postępowania. Napróżno spodziewał się, że ze zmianą rządu uwolni się od nich, przeciwnie, wzrośli oni w liczbie i stali się złośliwsi jeszcze.
Pewnego dnia zjawiło się około 100 od razu, krzyczeli nań stoma głosami, tak, że wrzaskiem tym został zupełnie odurzony.
Zresztą, tylko zapytany i to po pewnem wahaniu opowiadał o przedmiocie swego obłędu. Zdawało się, że lękał się nawet samego mówienia. Zwyczajnie długie godziny spędzał siedząc, z głową opuszczoną, cichy, spokojny, roztargniony i nie zajęty niczem.
Pewnego razu, po roku znajomości, zapytałem go: czy posiada jakie rzemiosło? odpowiedział mi, że zna tokarstwo. Wtedy od razu zaproponowałem mu robotę, na co się zgodził chętnie, ponieważ miał dostawać większą porcyę tytoniu i wina. Potem dodałem mu do pomocy chłopca głuchoniemego, ażeby nauczył go rzemiosła. Chciałem skłonić go również do przyjęcia udziału w przedstawieniu teatrałnem, przeznaczając mu rolę, złożoną zaledwie z kilku wyrazów, która nadawała się dla niego, nie mógł się jednak jej wyuczyć, ponieważ stracił zupełnie pamięć.
Zaiste, któżby mógł powiedzieć, że w tej biednej głowie waryata wykluł się systemat filozoficzny, ścisły i logiczny?
Jakim sposobem mógł on uporządkować te myśli i zbudować z nich pewną całość, na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Trudno przypuścić, że poglądy te utworzył sobie jeszcze przed chorobą. Dla biednego robotnika, z umysłem słabym, bez wykształcenia przygotowawczego, bodajby średniego, przed 40 laty w Modenie — pewne ideje były niemożliwe. Podczas choroby, w wirze halucynacyj i szaleństw, trudniej jeszcze zrozumieć jakim sposobem powstały i rozwinęły się w nim takie przekonania głębokie. Jednem słowem, był on materyalistą, przyjmującym wszelkie wyniki logiczne tej doktryny. My nie wiedzieliśmy o tem wcale. Dopiero pewnego razu, przypadkiem, kiedy wspomniano coś o duszy, rzekł on spokojnie, że dusza nie istnieje wcale. „W naturze jest tylko materya i siła materyi, myśl pochodzi z mózgu i jest taką samą siłą jak elektryczność. Świat składa się z materyi, a materya fizyczna jest wieczną i nieskończoną, tylko formy jej i osobniki są zmienne: człowiek po śmierci wraca do nicości, materya, z której on się Składał, kto wie — w co się przemienia.“ Dobrze, spytaliśmy go pewnego razu, jakże pan wytłoDaczysz zjawienie się człowieka na ziemi?
„Za pomocą przeobrażeń“, (modyficazioni) odpowiedział, »najprzód był robak, który powoli zmieniając się i doskonaląc, stał się wreszcie człowiekiem“ (była to niby teorya Darwina).
18
„Wszystkie religie są wynalazkiem kapłanów! W polityce najlepszym rządem jest rzeczpospolita, najlepszą formą pobycia rodzinnego — poligamia.“ We wszystkich poglądach widoczny był radykalizm ścisły i jasny, głęboko“ utrwalony w jego przekonaniu, co stało w dziwnej sprzeczności z jego postacią i chorobą.
Geniusz i obłąkanie.
Podczas zimowych dni w lutym zachorował na zapalenie oskrzeli, poczem wdała się woda w płucach. Kaszel, astma i gorączka — byli to sanfedyści, którzy dręczyli go za po. mocą galwanizmu. Ale kiedy choroba stawała się coraz cięższą, instynkt zachowawczy skłonił go do zmiany przekonać. Wyrzekł się materyalizmu i wyznawał głośno, że jest katolikiem rzymskim, apostolskim, pragnąc precz to odwrócić zem. stę kongregacyi, o której mówił z okropnym strachem. Ale „zausznicy“ i „trąby mówiące“ dręczyły aż do zgonu mózg i uszy tego biedaka. Umarł 5 marca, w 60-ym roku życia.
Rezultaty sekcyi. Głowa: Czaszka długogłowa, mózg (pokryty oponą mózgową) ważył 1305 gramów. Błona twarda silnie przylegająca do czaszki i gruba, grube również kości czaszki, błonka pajęczynowa (na oku) nieprzezroczysta. Małe hemorragie włoskowate w lewej wysepce i w substancyi białej, mocno centkowanej. Mlecz pacierzowy wydłużony, protuberancya, gruczoły i móżdżek normalne...
Miły wierszyk znajdujemy w ciekawym dzienniku, noszącym tytuł Gazzetta di Livi:
Proszę uczynić mi łaskę drogi Dyrektorze, I zechciej wytłomaczyć tę kwestyę nieznaną, Jakim sposobem zrobić się rozsądnym może Ten, kogo już poprzednio waryatem nazwano. Wtedy bowiem zostanę przecie wypuszczony, Pójdę drogą wiodącą do mojej zagrody I do cenniejszej dla ranie niż blaski korony Królewskiej, upragnionej oddawna swobody. Piszcie zatem do mojej mateczki kochanej, Niechaj rychło przybywa po swojego syna, Wtedy mocą cudowną będę uzdrowiony. Ale oto już zbliża się oczekiwany Dzień sądu. Nie wiem czy też wybije godzina Kiedy powrócę wreszcie do mojej rodzonej.
W innym dzienniku — Cronaca del Manicomio di Siena znajdujemy poemacik, napisany przez jednego z pacyentów ząsługującego na miano prawdziwego poety.
Kiedy przyjmuje się zobowiązanie, Spełnić go trzeba za jaką bądź cenę, Niewolno cofać się w sposób niegodny, Chociażby nawet straszna śmierć groziła. Waszym żądaniom chcąc uczynić zadość,
Wchodzę, przedstawiam się wam, jestem oto!
Ostatni, który był — to Gambacorta,
Mówi przysłowie i dość trafnie mówi.
Natchnienie moje wychłodło, zamarło,
A w skutek nieszczęść myśl moja jest smutną.
Lecz towarzyszyć mi jeśli zechcecie,
Dam nogą stołka bojażni i strachom.
Chęć energiczna zdwaja słabe siły,
Daje im dzielność, tchnie w nie nowe życie,
Myśl się zapala i prędko wybucha,
Nawet w znękanej, upodlonej duszy.
Jeżeli chcecie przykładu — Alfieri,
Wieszcz nieśmiertelny świadczy własnem życiem.
Jak na publicznym placu czyni kuglarz,
Który umiera z głodu a tłum bawi,
Tak i ja rzeźki, wesoły i szczery,
Naciskam mózgu mojego sprężynę,
Daję natchnienie mej improwizacyi,
Z rozpaczą w piersi, z uśmiechem na twarzy.
Nie jest, jak sądzę, chyba zbyt wesołem,
Ujrzyć się nagle zamkniętym w szpitalu.
Po snach uroczych, po rozkoszach świata,
Zagłębiać w próżni swój mózg odurzony.
Natchnieniom wieszczym straszne obłąkanie
Przecina główny nerw — bo nerw zapału.
Tak chciały losy — kochani panowie —
Nie można walczyć z przeciwieństwem losu.
Lecz się spodziewam, że serca szlachetne
Współczuć dziś będą z nowym Maryuszem,
Który tu stoi przed wami na smutnych
Ruinach własnej swojej Kartaginy.
W tym świecie, którym wszechwładnie traf rządzi.
Który obywa się zgoła bez steru.
Gdzie usta kłócą się wzajemnie z nosem,
Gdzie rozum z sercem nieustannie walczy,
Którego zgodność jest dźwiękiem fałszywym,
— Muzyka lepszą jest niźli recepta.
Harmonia cudna, boska sfer wszechświata,
Działa potężnie, swą mocą wszechwładną,
Cały świat dźwiga, przyprawia mu skrzydła,
Zespala liczby i dźwięki tajemnie,
Chociaż kto nie ma głowy muzykalnej,
Mieć będzie jednak życie harmonijne!
R. C. z SiennyA oto drugi poemacik, w którym autor opisuje przechadzkę do St.-Gemignano, uroczej miejscowości w okolicach Sienny;
Niechcę odmówić takiej drobnej rzeczy Palmeriniemu, więc ten szkic napiszę Jakby dla żartu, rozumując tylko,
0 ile mózg mój rozmiękły pozwoli.
Lecz później już mnie surowem spojrzeniem, Nie skłoni nigdy do pisania wierszy.
Powtarzam, brak mi pomysłu, natchnienie Na lotnych skrzydłach nie wznosi się wcale, Palmeriniego umysł wykształcony Winien zrozumieć to bez komentarza. Zresztą niemądre słowa lub fałszywie Rzecz przedstawiają albo niedokładnie.
Nie lubię mówić bez zastanowienia, Ani znieważać zdrowego rozsądku, Ale ponieważ dyrektor naciera,
1 wciąż zachęca do pisania wierszy, Piszę, lecz jeśli wiersz jędrny nie będzie, San-Gemignano nie jest winno temu.
Miejscowość cudna, na wierzchołku góry Siedzi, jak gdyby na rumaka grzbiecie; Przebacz mi, jeśli obrażę cię w rymie, Bo w sposób marny i zarozumiały. Smutną historyę mojego żywota Staram się związać z wspomnieniem o tobie.
Ten, kto nie widział cię nigdy, nie zbliżył, Do uroczego twojego obrazu, Nie wie wdzięk jaki nosi na swem czole Odwieczna baszta wspaniałego zamku, Która nie tyle swą starożytnością Sławna, lecz także, iż gościł w niej Dante.
Mnóstwo leciutkich, misternych wieżyczek Jakby koroną wieńczy zamku głowę, Przez co podobny jest on do rycerza, Który w obłoki wznosi dumne czoło, Wzrok biegnie wpośród tysiąca promieni, Wciąż wyżej, wyżej w przestwory bez granic.
Cieszy się nieba czystego lazurem Miasto szczęśliwe i odosobnione, Nigdy zasłona mgły go nie przykryje, U nóg jedynie obwinąć się może, I glosy świata fałszywe, bezwstydne, Nie mogą zmącić cichego spokoju.
Roztkliwia śliczna harmonia twych dzwonów, Tajemniczemi wrażeniami serce; Miałby ten twardą, podłą dustę w łonie, Kogoby kościół twój nie wzruszył wcale, Bo nie zdumiewa on wprawdzie ogromem, Ale czaruje czystym, skromnym wdziękiem. Organy swoim pięknie brzmiącym głosem, Wtórują pieniom żałosnym pogrzebu, Kiedym świątyni progi przestępował I byłem w myślach smutnych pogrążony, Wydało mi się wtedy, wyznam s;czerze, Ze to się za mnie odbywają modły.
Lecz tłum wesoły, co biegł za mną w ślady Zabrał mnie ztamtąd na obiad wesoły, Gdzie wśród swawolnej paplaniny, żartów, Wróciła radość, której nikt nie przeczył Bo głupi ten jest, co przy dźwięku flaszek, Szuka zaczepki z błahego powodu. Lecz błazen jakiś, który przy mnie siedział, Wszczął hałas, naszą zakłócił biesiadę, Inni zmęczeni znowu d osyć byli, Innych ze wzruszeń zabolała gło.va. Wtem deszcz niegrzeczny przerwał wszystkie spory I do odwrotu zmusił biesiadników.
Uspokoiła się więc dosyć prędko Wesoła partya waryatów, pod strażą Kilku rozsądnych, pożegnała czule Urocze miasto i ruszyła w podróż, Biegnąc w zawody po bitym gościńcu, Przy z świętojańskich robaczków pochodniach. Na zawsze w myśli mej utkwi twe imie San-Gemignano, twe wieże wysmukłe; Aż do Certaldo wciąż wzrok mój spoczywał Na tobie, ciągle wspominałem różne Z twych tak ciekawych dziejów epizody, Godne opisu i pendzla artysty.
Nidym nie marzył nawet we śnie o tem, Że dnia pewnego odwiedzę cię razem Z tłumem szaleńców i w celu rozrywki, Aby mieć ulgę w mej strasznej chorobie, Ha! człowiek zęby dopóki ma w ustach Zaiste nie wie nigdy czego dotknie. Żegnaj mi piękny kraju! Twej pamięci Poświęcam wiersz ten, z przytułku w szpitalu Śpiewam twą chwałę w tym szkicu ulotnym, W formie niezręcznej. Czuję już znużenie I osłabiony jestem. Nie oklasków Pragnę, jedynie proszę przebaczenia.
2-] Czerwca 1876 roku.
M. S.
Nakoniec przytaczamy jeden jeszcze utwór tego samego autora, pomieszczony również w Kronice, w Czerwcu 1876 r.
Pląsaj, pląsaj, pajacu, wywijaj koziołki, Bo tego uroczystość dzisiejsza wymaga, I pragnie nasz dyrektor wraz z całą wesołą Gromadą, która tutaj naokoło siadła. Nie pomogą zżymania, ani też wymówki. Przyjętych zobowiązań niewolno odrzucić, „Wreszcie — jeżeli innym chcesz zrobić przyjemność, Musisz skakać radośnie’-żywy czy umarły.
Jeślim dobrze zrozumiał, a sądzę że dobrze, Chcecie bym wzniósł wam toast, mówił komplementy. Niechaj tak będzie! Biorę więc cytrę do ręki, Przy jej wtórze zaczynam wnet improwizować. Jeżeli straszny rozdźwięk mych wierszy wam sprawi Przykrość, wiem, że zechcecie mnie usprawiedliwić. Więc biednego osiołka, co jest mym pegazem Dosiadam i wyruszam w drogę wolnym truchtem
Przeminęły już blaski trzy i moja gwiazda Zaćmiła się i smutku zasłoną pokryła. Nie wiem kiedy zaświta dla mnie jutrznia nowa Na niebie, spokojniejsza, bardziej jaśniejąca. Zycie moje wesołe jest, piękne, lecz z kwiatów Pozostały mi tylko bezlistne łodygi, Ha! niechaj co chce będzie, żegnaj mi Rozyno, Najdroższe me nadzieje spoczywają w Bogu.
Owóż jakkolwiek jeszcze złożą się wypadki, Uprzedzam was, panowie, o mera pożegnaniu. Niewiadomo co niesie dla nas czas w swem łonie, Ustępuję losowi z czołera opuszczonem. Mej wdzięcznej duszy te już ostatnie wyrazy, Wam oddaję, panowie, wam poświęcam, pragnąc
Ażeby były slabem choć wynagrodzeniem Za waszą grzeczność, której tyle doświadczyłem.
Ale dyrektor robi mi słuszną uwagę, Że ton melancholijny nie jest tu właściwy... li Czerwca 1876 r.
R. S.
Ciekawą jest taistorya życia tego nieznanego talentu literackiego. Doktór Funajoli dostarczył nam w tym względzie następujących szczegółów:
C... pochodzący z dobrej rodziny, otrzymał staranne wychowanie; karzeł i garbaty, znieważony został ciężko podczas rozruchów reakcyjnych 1848 r., co było pierwszym powodem zakłócenia umysłu. W 1862 przyjęty został do naszego szpitala, wkrótce opuścił go, ale niezadługo powrócił, ażeby zakończyć tu dni swoje.
Ktokolwiek widział go w naszym szpitalu, zauważyłby, że fizyognomia jego była tak smutną i zmienną, jak i charakter. Hypochondryk, pogrążony w rozmyślaniu ponurem, stawał się od razu wesołym, kiedy prośba lekarza połechtała jego miłość własną, zaczynał zaraz poetyzować i wygłaszać własne wiersze, które, zwłaszcza jeżeli dotyczyły rzeczy miłosnych, pisał z wielką łatwością. Potem znowu halucyant, niespokojny, gwałtownie powstawał przeciw wszystkim i dopuszczał się czynów, na jakie nie pozwalają sobie nawet ludzie źle wychowani.
Nawet w stanie zupełnego spokoju zdania jego zawsze były egzaltowane, rzadko bardzo umiał znaleźć drogę pośrednią między opiniami sprzecznemi, pragnąc koniecznie narzucić swój pogląd.
Kiedy znajdował się w okresie halucynacyjnym, władze jego umysłowe wybrnąć nie mogły z wirowatej gmatwaniny myśli, z których nie umiał zdać sobie rachunku; wtedy prosił, żeby wytłomaczono mu pewne objawy, którc^rzucają go w zgniliznę objawy, którym nie odważył się stawić czoła. Zniechęcony prosił, ażeby wyrwano go z tego udręczenia, wątpił wreszcie o swojem ja i pytał nas, czy istotnie wierzymy, że człowiek posiada wolną wolę.
Podczas okresu spokojności, kiedy jego władze umysłowe znajdowały się w stanie przygnębienia, można w nim było zauwaźyć jedną wadę, mianowicie wielką próżność, polegająca na tem, że uważał siebie za człowieka genialnego. Pycha ta pobudzała go nietylko do skrzętnego przechowywania swoich utworów, jako posiadających wielką wartość, do uważania za wyrocznie swoich poglądów w sprawach literackich, ale i do wygłaszania niesprawiedliwych ocen dzieł najznakomitszych autorów, których starał się porównać z sobą.
W ostatnich latach życia energia umysłu i ogień namiętności osłabły pod wpływem bólów moralnych i fizycznych i opuszczenia. Listy jego, których pisał bardzo wiele, wszystkie napiętnowane były smutkiem; opowiadał w nich tylko o swoich cierpieniach. Umysł jego, nie odróżniający realności przedmiotów od ich widzialnych kształtów, dręczony halucynacyami, z których nie umiał zdać sobie sprawy, błąkał się w próżni, nie mogąc znaleźć pewnej drogi wyjścia. W tem rozprzężeniu błagał o pomoc, która nie zawsze mogła przywrócić główno czynniki stanu normalnego i niekiedy tylko promień światła rozjaśniał na chwilę te ciemności, w których pogrążona była jego dusza. Oto jeden list jego malujący ten smutny stan duszy: Do najszanowniejszego doktora Pawła Funajol’.
„Doktór Funajoli zrozumie wybornie, że jedynie rozpacz, przymus i gwałt mogły podniecić mnie do tego stopnia, że zapomniałem o swej przyrodzonej obojętności i przekroczyłem granice zwyczajnego postępowania. Teraz kiedy wszystkie sprawy mają bieg sobie właściwy, mogę rzucić zasłonę na wspomnienia mojej przeszłości chcę tylko zwrócić uwagę na ciągłe śmiechy i żarty. Stosunki nigdy nie pójdą, nie mogą pójść inaczej. Złe leży w ich naturze i nie może być wykreślonem.
Pomińmy gorycz tego niegodnego położenia, w jakiem się znajduję i spróbujmy zachować spokój nawet wśród tej grubijańskiej paplaniny, która otacza mnie ze wszystkich stron. Teraz nie mam nic do stracenia i wyrzekam się nawet ostatnich złudzeń, które rozweselały mi niegdyś nudne życie, przy ciągiem szpiegowaniu i plotkach niemożliwych do zniesienia.
O ile jest to subjektywna jedynie strona sprawy, czy też objektywna, nie rozstrzygnąłem jeszcze dotychczas. Kiedy przyjdzie czas odpowiedni, sformułuję właściwy pogląd. Teraz jestem w stanie normalnym, tylko resztka dawnej zgnilizny dręczy urnie jeszcze. Bronię się o ile mogę od tej zdradliwej słabości i od tych ciągłych szyderstw, które zatruwają mi życie, będące już dzisiaj ciągłym spazmem.
Jeżeli może mi pan pomódz w mej sprawie — proszę o to, a zarazem proszę wierzyć w wspaniałomyślne uczucia serca zranionego niesłusznie w skutek przeciwieństwa losu, ale zawsze szlachetnego, ufnego i przyjaznego.
Przywiązany sługa,
E. C.
Ostatecznie w stanie zupełnej bezwładności psychicznej, ale zachowując pamięć przeszłości, spędzonej wśród cierpień, w murach szpitala, w skutek ataku apoplektycznego na mózg zakończył swoje nieszczęśliwe życie.“
Sienna 25 Sierpnia 1881 r.
Funajoli.
Ciekawy dziennik, o którym wspomniałem, zawiera utwór bardziej jeszcze interesujący dla psychologa.
Wspomnienie z za grobu chorego Fo...
Pod tym tytułem biedny Fo... opisuje wrażenia swego życia duchowego, po tem, kiedy „zrzuciwszy ludzkie kształty, żył w duchu na ziemi, przebiegał miasta i wsie, wznosił się ponad obłoki i oglądał z tamtąd piękności przyrody w najrozmaitszych postaciach.“
Ażeby dobrze zrozumieć to, co on pisze, wiedzieć należy, iż F... był czystym spirytualistą i zupełnie jasno przedstawiał sobie, że dusza może odłączyć się od ciała i żyć oddzielnie życiem nieśmiertelnem, gdy tymczasem materya podlega wtedy rozmaitym przeobrażeniom i rozkłada się wreszcie. Przypuszczał, że istnieją nagrody i kary dla wszystkich ludzi, którzy przebiegli krótką drogę życia i że udzielają się one stosownie do postępowania dobrego lub grzesznego. Grzesznik, według niego, skazany jest na wędrówkę po świecie w postaci ducha, gdy tymczasem sprawiedliwy może cieszyć się chwałą i pokojem wiecznym na jednym z tych światów, którymi zasiany jest firmament i które my nazywamy gwiazdami.
Sam on, jako grzesznik, którego ciało zagrzezło w grzechach, po ścięciu skazany był na życie na ziemi, ale żyje bez ciała, ponieważ ciało jego jest tylko pozorem dla ludzi i może wznieść się na chmury, które przebiegają drogę swoją po firmamencie.
Głowa jego pogrzebana była w Korsyce, ciało na cmentarzu w Pizie, dla tego to on często przebywa na tym cmentarzu, rozmawia z duszami umarłych lub modli się i płacze na swym grobie, oddając w ten sposób ostatnią przysługę swym prochom, które inaczej nie byłyby wcale opłakane. Tam pozostaje nieraz dosyć długo; rozmawia z fijołkami rosnącymi na mogile i zadaje im pytania, na które odpowiadają one bądź łagodnie, bądź wzgardliwie. Fo... poprawił się obecnie na tyle, że uznaje się już za istotnego człowieka, złożonego z duszy i ciała. Jedynie wskutek prośby Funajoliego wziął pióro do ręki* aby opisać swój stan psychiczny podczas choroby.
Umarłem! — Tak, anioł śmierci zszedł ku mnie 1 pieszczotliwie, jak kochająca matka, oddzielił mą duszę od ciała i uniósł ją na łonie swem bezcielesnem.
I oto bez cierpień, bez trwogi, dusza moja opuściła świat, ażeby rozpocząć nowy byt błogosławiony, w którym poznaje spokój wieczny. O radości! Nareszcie rozstałem się na zawsze z tem ciałem, rozkładającem się wskutek grzechów, z tem życiem, w którem spokój znaleźć można tylko w książkach i jak niewolnik, który zerwał swe łańcuchy, ciesząc się swobodą, chciwie wciąga wolne powietrze niedostępne dla niego dotychczas — tak dusza moja mogła się oddać teraz snom upajającym i oddychać czysiem, swobodnem powietrzem tego bytu bez trosk i bez grzechu.
Dużo cierpiałem i grzeszyłem w życiu, lecz jak pielgrzym zmęczony zapomina o wszystkich trudach podróży, wróciwszy ad dulce domum, tak samo ja teraz opiewałem w myśli hymn radości, że moje tułactwo już się skończyło, skończyły się kary, cierpienia przeżyte nie powrócą więcej. Niezupełnie jednak rozstałem się z tym światem, nie — ja rozmawiałem, jadłem, piłem, pracowałem, lecz ani jadłem, ani piłem, ani pracowałem w rzeczywistości. Śmiertelnicy mówili o mojem ciele, jak gdyby ono nie było pochowanem: nie wiedzieli, iż ciało to, które przyjmowało pokarm i napoje, było tylko omylnem i fałszywem złudzeniem ich wzroku. I jakaż różnica pomiędzy nimi i mną! Podczas gdy ja przechodziłem z miejsca na miejsce, rozbawiając swobodnie i nie myśląc o niczem, pełen radości i za chwytu — widziałem ich smutnymi, zmartwionymi, albo pogrążonymi w ciężkiej zadumie. Wtedy opanowała mną jakaś radość szalona ze względu, że się już nie znajduję pomiędzy nimi. 2 nadzwyczajną przyjemnością odwiedzałem cmentarz, szczególniej zaś jeden, przeznaczony dla osób mej narodowości, gdzie miałem dużo znajomych, podobnie jak ja już nie należących do tego świata. Kiedym ich odwiedzał, prowadziliśmy zwykle długie rozmowy przy jakim pomniku marmurowym, pod cieniem wysokich cyprysów, albo powoli w milczeniu przechodziliśmy po cmentarzu pogrążeni w słodkiej zadumie.
Czasem spostrzegłszy ponad cyprysami stuletnimi malutki obłoczek, ubarwiony ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, prześlizgająey się samotnie po niebie pogodnem, lecieliśmy ku niemu i umieściwszy się na tem siedzeniu przebłyskującem wszystkiemi kolorami tęczy, widzieliśmy pod sobą ziemię, przyrodę piękną, wieczną, która obojętna i niezmienna patrzy na pokolenia śmiertelnych, zmieniające się kolejno, jak rodzą się, działają chwilę i znikają w ciągiem następstwie czasu, niby fale oceanu; widzieliśmy góry błękitne, które dumnie wznosiły głowy ku niebu, pomiędzy niemi pagórki i doliny, ozłocone promieniami jasnego słońca, które znikając na noc, chciało, jak gdyby w dowód współczucia, na pożegnanie obdarować przyrodę wszystkiemi barwami. Nad nami widzieliśmy firmament lazurowy, spokojny, wieczny, bez końca i bez początku. Słyszeliśmy w oddali miłe głosy aniołów, śpiewających hosannah pokoju, wdzięczności i chwały swojego Stwórcy, łączyliśmy z ich głosami nasze i pogrążeni w tysiącu słodkich i przyjemnych myśli, zasypialiśmy razem z całą przyrodą, ażeby śnić o nowych rozkoszach.
Chodziłem często oglądać mój grób, który sam ubrałem kwiatami, patrzyłem z przyjemnością wskroś przez ziemię, jak gnije moje ciało. Siadałem na mogile, zrywałem jaki kwiatek np. fijołek, przyciskałem go do ust, całowałem i mówiłem: o błogosławiony kwiatku, któremu nasz Stwórca udzielił cudownej woni swego mieszkania niebieskiego, któremu dał On barwę i czystość firmamentu przejrzystego, powiedz mi, czy chcesz zmienić formę swego bytu, opuśsić twój rodzimy gaik i stać sie człowiekiem śmiertelnym? Wtedy kwiatek odpowiadał mi: dla uas wystarcza ta przyjemność, że podczas krótkiego życia lu. dzi śmiertelnych, rozweselamy i napełniamy wonią zarówno pałac króla jak i chatkę wieśniaka, a po śmierci, pokry wamy ich popioły płaszczem barwnym i pachnącym. My nie mamy żadnych pożądań, lecz czyż ty, który cieszyłeś się z tego, że przestałeś być człowiekiem, chcesz porzucić życie nasze spokojne i niewinne — dla gorączkowego, niespokojnego i grzesznego istnienia śmiertelnych? Tak mówił kwiatek, a ja, patrząc nań, myślałem: jak fijołek zwraca oblicze swoje do słońca, tak ja zwracam twarz do mego Boga i rozkoszuję się w promieniach jego miłości wiekuistej. Opłakiwałem śmierć swoją na własnej mogile, myśląc, że ponieważ wszyscy moi bl zcy umarli i nie pozcstał nikt w świecie, ktoby mnie żałował, to moim obowiązkiem jest, oddać ten hołd smutny swym popiołom | Śmiertelni często śmiali się ze mnie i słyszałem, jak mówili, że jestem obłąkanym. Ty jesteś sam obłąkanym, człowieku, zrodzony z kobiety, myślałem sobie, ty, który drżysz przy imieniu twego jedynego prawdziwego oswobodzicielp, który przedstawiasz śmierć w sposób tak straszny, gdy tymczasem jest ona tak piękną, gdy właściwie jest, ona prawdziwem życiem. Czy nie wiesz, że twcje życie jest ciągiem umieraniem, śmierć zaś moja życiem wiecznem?
Podróżowałem, widziałem Pizę, Liyorno i inne mi? sta, wreszcie przybyłem do Florencyi, którą znałem wtedy jeszcze, kiedy żołdactwo obce z pychą przechodziło przez jej piękne place i ulice, znałem — kiedy z otwartemi rękoma przyjmowała swego króla fRe Galantaomo), jak zakochana dziewica spotyka narzeczonego, znałem później nieco, kiedy zasmucona i zbiedniała, patrzyła na swą dumną współzawodniczkę — Romę zwycięzką w walce miłosnej. Podczas kiedy podróżowałem, śmiertelni mówili o mnie, że nie dbam o swoje interesy, że guoię suknie i t. d. Ale czyż mogli oni zrozumieć, ze odzież, jedzenie) sprzęty, nie są dla mnie niczem, że dusza moja była zbyt szczęśliwą, żeby zajmować się sprawami, które teraz stały się dla mnie zupełnie obojętnemi.
Byłem w Paryżu, widziałem naprzeciw wspaniałego ogrodu publicznego wielki gmach spalony, tak że pozostały tylko mury. Ciekawy wiedzieć, w jaki sposób ten piękny pałac, którego ruiny napawały mnie smutkiem, został zniszczony, zbliżyłem się do jakiegoś pana i zapytałem go, dla czego i przez kogo gmach ten był spalony? Odpowiedział mi, że to są ruiny pięknego pałacu, (mieszkał tam były monarcba), który wraz z innymi gmachami spaliła banda mężczyzn i kobiet, ukaranych potem za ten występek w rozmaity sposób, lub wygnanych. Tymczasem patrząc na tę ruinę, w której pozostały jeszcze otwory dla okien, ale bez ram i szyb, zdawało mi się, że widzę trupa z otwarterai oczami, który patrzy na swego mordercę. Podniosłem głowę i ujrzałem stacyę drogi żelaznej, widziałem, że jeden pociąg przybywa a drugi odchodzi, widziałem na platformie tłum ludu, z rozwiniętą chorągwią, który witał okrzykami radości przybywających. Słyszałem, jak mówiono dokoła mnie, że pociąg, który odchodzi, wywozi z kraju nauczycieli młodzieży, pocieszycieli chorych i umierających, ten zaś, który przybywa, wiezie z wygnania bandę ludzi, tych samych co spalili piękny pałac i inne gmachy. Nie wierząc temu, co słyszałem dokoła siebie, zbliżyłem się do tego samego pana, z którym poprzednio rozmawiałem i zapytałem, czy to nie on był monarchą ludu, powracającego teraz tryumfalnie? Panie, rzekł on, dotykając się do mego ramienia, są to czasy przeszłe, teraz pora wstawać. Otworzyłem oczy — niestety. Był to dozorca szpitala waryatów w Siennie, Karol, który mnie obudził. A jednak śniłem piękny sen.
Dziennik, wychodzący w Sienuie, zamieszcza inny jeszcze ciekawy dla psychiatry dokument; jest to duży poemat, napisany przez kobietę.
Autorka, pani X... Y, w wieku lat 45, charakteru żywego, przywiązana żona jest córką matki bardzo nerwowej. Jeszcze będąc dziewczynką podlegała atakom histerycznym. Wychowana bez przesądów, nadzwyczaj miła w obejściu, w młodości zajmowała się wiele literaturą franeuzką i niemiecką. W 21 roku życia wyszła za mąż, wydała na świat dwoje dzieci przy peryodach normalnych i raz poroniła; objawy bisteryi nie wzmagały się wcale i nie okazały żadnego wpływu na warunki fizyczne. Zadowolona z siebie ’ ze swego położenia społecznego, żyła spokojnie, kochana przez męża i dzieci, skarżyła się tylko czasem na zbytnią wrażliwość.
W czerwcu 1880 r. bez żadnej przyczyuy widocznej, oprócz chyba ustania menstruacyi, co miało jednak miejsce przed czterema laty, zaczęła cierpieć częściej niż poprzednio na kurcze histeryczne, przytem zaszła zmiana pewna w charakterze jej i przyzwyczajeniach, stała się łatwą ao rozdrażnienia i straciła sen. Do tych objawów wkrótce potem przyłączyły się ataki konwulsyjne natury histerycznej, które powtarzały się często.
Chora skarżyła się, że nie może się zajmować pracą umysłową, jak poprzednio, i że nie czuje przywiązania do męża i dzieci, często sprzeczała się z nimi, znieważała ich, wpadała w szał bez żadnej przyczyny, wyrzekała się jedzenia i dopiero po przejściu tego napadu rozdrażnienia, trwającego kilka godzin, wracała do stanu spokojnego, chociaż objawy wynaturzenia uczuć i afektów pozostawały.
Kiedy przyjęto ją do szpitala, po kilku dniach burzliwości wróciła pozornie do stanu spokojnego. Pozostały jednakże dwa ważne objawy choroby: bezsenność i halucynacye. Te ostatnie odznaczyły się właściwościami, godnemi zazuaczeuia: chora leżała zawsze w łóżku z oczami otwartemi, jakby pogrążona w ekstazie religijnej; nagle zdawało jej się, że słyszy głosy dzieci, wołała ich wtedy, krzyczała, zrywała się z pościeli, wpadała w straszny szał, który wywoływał obfite wydzielanie się potu. Nie poznawała służącej, ale nazywała ją imieniem pokojowej, która poprzednio służyła u mej, kazała jej przynosić rozmaite przedmioty, znajdujące się w domu, posyłała z róźnemi zleceniami do męża i dzieci. Po przejściu halucynacyj, jak gdyby budziła się ze snu, nie pamiętała co się z nią działo, niekiedy jednak wydawało jej się, że jest w domu i dziwiła się, widząc naokoło siebie twarze nieznajome. Zdarzało się nieraz, że halucynacye trwały niedługo i intensywność ich była nieznaczną, wtedy chora nawet podczas ataku rozumiała, że jest to złudzenie.
Halucynacye niekiedy zdarzały się podczas dnia, ale rzadko, częściej w tej porze zjawiały się kurcze i inne przypadłości histeryczne, ataki konwulsyj, nerwowe bóle głowy i żołądkai t. d. (*)
’) Sprawozdanie dra. Funajoli’ego, pomieszczone w Kronice za rok 1881.
Podczas choroby (z której wyleczyła się potem) napisała ona poemat, ogłoszony w zmiankowanym juź kilkakrotnie dzienniku Cronaca del Manicomio 1881 r. str. 60 i następne.
Slena.
Niespodziewaną, straszną dotknięta chorobą, Która mnie oderwała od mych ukochanych, Nie wiem nawet jak się to stało. Noc ponura, Pomrok nieprzenikniony, ciemny, tajemniczy Okryły i zaćmiły przed mym wzrokiem ziemię. Boleści, przenikliwy dreszcz wstrętu i nuda Niezwalczona i czarna — gorzkiem mi to życie Uczyniły na długie dni. Jako wędrowiec Znużony długą drogą, osłabiony, chory, Kiedy niespodziewanie zaskoczony burzą Gwałtowną pośród dzikiej, bezludnej pustyni Błąka się bez pomocy i bez przewodnika, Tak i mój umysł błądzi wzburzony, bezładny. W straszliwych, ciemnych otchłaniach szaleństwa, Ileż ja wycierpiałam. O wy dni boleści, Noce, spędzone w ciągłej trwodze i rozpaczy, Wpośród widm przeraźliwych. Kiedym powróciła Do rozumu, po biegłem, troskliwem leczeniu, Które mnie z objęć szału wyrwało — to czuję, Ze napróżno dotychczas próbuję się pozbyć
Tych wspomnień tak okropnych, tych wspomnień tak wstrętnych.
Zanim się myśl zdrętwiała rozbudzi, spojrzenie
Moje biegnie naokół i patrzy z podziwem
Na piękne miasto, które ze szlachetnym wdziękiem
Na pochyłości góry rozsiadło się, całe
Otoczone szeregiem wiosek i miasteczek,
Rozkosznych i zamożnych. Poznaję od razu
Na herbach stare godła: Wilczycę i Skałę
Wreszcie odróżniam znane rai Arbii wybrzeże;
A więc to miasto — to jest starożytna Siena,
Ten widok rozwesela me serce i czuję,
Że odrętwienia, w którem spoczywał, mój umysł
Uśpiony zrywa węzły, szlę więc pozdrowienie
Dla Sieny i na chwałę jej pieśń tę poświęoam.
I.
Urocze miasto, które na wyniosłym szczycie Pagórka leżysz wdzięcznie, staremi basztami, Wspaniałymi gmachami, świątyniami swemi Uwieńczone i zdobne, pyszna, sławna Sieno, Ty urodziłaś synów, którzy bądź walczyli
Za twą wolność, bądź mądrą wspierali cię radą,
Bądź nareszcie zdobili cię dziełami sztuki,
Które uwielbia każdy, lub podniosłą pracą
W trudnej dziedzinie nauk; pozostałaś sławną
Z dawnych czasów i dotąd zdobi ciebie rozgłos
Piękna, uprawy nauk oraz gościnności.
Pozdrawiam cię, o Sieno! i wzrok mój zdumiony
Podnoszę na wspaniałe dziejów twych pomniki,
Potem na twe rozkoszne pagórki, na pola,
Na winnice i gaje oliwne, na wioski,
Na twe zamki rycerskie, na stare klasztory,
Których setki twe mury oplatają wieńcem,
Ongi tyś wyglądała pośród nich inaczej,
Spoglądając z wysoka. Oto wielki pałac,
W którym przez wieków tyle rozstrzygano losy
Ojczyzny. Jakże wszystko tutaj dookoła
Przypomina dni pełne chwały starożytnej
Tej rzeczypospolitej. Oto na tym placu
Rozgrywała się niegdyś z szczęściem zmiennem straszna,
Przeklęta — Libertynów i Nowesków walka.
Podczas uroczystości wspaniałych i głośnych
Na tem miejscu zgromadza się dziś lud sieneński
I te huczne okrzyki, które w przestwór płyną
Mieszają się z echami zwycięztw zapomnianych.
Tu wysmukła i wdzięczna wznosi się wysoko
Prześliczna wieża, w świecie jedyna zapewne,
Lekkością swoich kształtów i stylem budowy,
Ale nie widać wcale już na jej wierzchołku
Zegaru, który dziełem był sławnego Mangia
I szedł jeszcze tak długo. Złośliwym dowcipem
I satyrą gryzącą i konceptem zawsze,
Figurki na zegarze owym umieszczone
Pobudzały do gawęd i śmiechu lud cały.
Nie raa ich teraz, mimo to jednak nazwisko
Ich twórcy pozostało w pamięci i żyje
Dotychczas Mangio z Sieny. Te dzieła wytworne
Starożytnego dłuta, biegłego w robocie
Co na „studni wesołej“ (’) podziwiamy wszyscy,
Odnowione obecnie ręką doświadczoną
Wybornego rzeźbiarza. O ileż to, ile
Różnych zmian, i wesołych i smutnych wypadków
Fonte Gaja — studnia wesoła. Zaszło tu na tym placu, od pamiętnej chwili Kiedy studnię wzniesiono i gdy lud radosny Dał jej miano „wesołej“ na pamiątkę owych Zabaw rozkosznych, które wtedy dlań dawano. Dalej idzie rodroże trzech ulic, gdzie kipi Życiem ciżba ludowa, przypomina ono Szereg czynów rozgłośnych. Oto krzyż Travaglio Od którego to niegdyś z stusznem oburzeniem Był odepchnięty Karol czwarty i w ucieczce Pośpiesznej spoliczkowan przez jednego z dzielnych Rycerzy swoich. Widział on sztandar cesarski Obalony na ziemię i w pyle nlicznym Podeptany przez śmiałych mieszczan sienneńskich, Którzy nadbiegli wszyscy zgodnie, by odeprzeć Pysznych najezdców obcych i wytępić zdradę, Jakiej względem ojczyzny ukochanej pewien Wyrodny syn dopuścił się. Dalej widzimy Starożytną świątynię, wspaniałą i piękną, Której podobnej nie ma wśród tysięcy innych, Harmonią budowy, i bogactwem ozdób Rozkosznych, tu mistrzostwo sztuki oraz szczodry Szafunek skarbów razem złączyły się z sobą, To są obrazy, których wcale naśladować Niepodobna, i rzeźby, posągi i bronzy, Mozaiki, rysunki i księgi pobożne, Przyozdobione pięknie tą sztuką misterną „Co illuminowaniem zowie się w Paryżu“ )’) Tam przedstawione dzieje Piusa drugiego W prześlicznych malowidłach al fresco-, tu urna, W której wnętrze jeżeli zajrzy wzrok ciekawy, Zobaczy tam człowiecze szczątki — to syn dzielny Ojczyzny za zasługi dostąpił zaszczytu, Że tam spoczywa, gdzie nikt inny nie ma prawa, Jemu zaś grób ten wdzięczni współobywatele Przeznaczyli. Błogosławione czasy stare I chwały pełne, w których powstawały takie Świątynie, dziś świadczące o potędze ludu I czci dla wielkich wspomnień narodowych. Świętą Pamiątką jest tu krzyż ów, co pod Montaperti Prowadził gibelińskich rycerzy do boju. Byli to bojownicy dzielni i potężni
’) Wiersz z Kmnedyi Boskiej. Piekło Dantego. Mowa tu o miniaturach kolorowanych.
Geniusz i obłąkanie. 19 Obywatele miejscy ówcześni. Ich wnuki Imiona takich przodków winni byli uczcić I z pieczołowitością pobożny zachować Tradycyę święty. Teraz zaprzeczyć nie można, Że z tej kolebki pierwszy raz na świat wyjrzała Miłość wolności oraz pamięć wdzięczna, która Poległym dzielnie w boju poświęca wspomnienie I opiewa ich chwałę i wznosi pomniki, Żeby przypominały bądź tryumfy sławne, Bądź klęski nieszczęśliwe braci, co zginęli W walkach za kraj rodzinny. O! godni synowie Ojców silnych i wolnych, wasz przykład szlachetny Powinny naśladować dzisiaj Włochy całe. — Nie wiem czyli potrafię wyliczyć dokładnie Tyle świątyń i gmachów, które do okoła Widzę, zdołam ich piękność wysławić, powtórzyć Kto je zbudował, albo kto je przyozdobił? Na czemkolwiek zatrzymam ciekawe spojrzenie, Wszędzie widzę wspomnienia cenne: bohaterów, Uczonych i artystów i wieszczów natchnionych. Każdy dom, każdy kamień jest tutaj skarbnicę Minionej sławy. Więcej nikt dodać nie może, Jak opowiedzieć wszystkie wypadki rozgłośne, I wyliczyć tych wszystkich sławnych mężów, ktÓTzy Zabłysnęli tn. Nawet zbyt trudne zadanie Dla mnie, wymienię tylko kilku najcelniejszych I na tem poprzestanę. Lecz zgoła zamilczeć Nie mogę. Pierwszym stoi w szeTegu ów prawy I wszech-potężny papież, który zerwał więzy Krępujące nieszczęsnych niewolników, który W Pontida błogosławił święte miecze włoskie Zdobyte na teutonach hardych pod Legnano. Zacny arcykapłanie, namiestniku godny Tego, który niewinną krew swoją na krzyżu Przelał dla odkupienia ludzkości, ażeby Wyzwolić nieszczęśliwych i uciemiężonych: Jak rzadkie są wypadki, gdy świat cały widzi Że na katedrze Piotra zasiada mąż, który Podobnym jest do ciebie! Przypominam teraz Salvaniego, zwanego także Prowenzanem, Dzielnego wojownika, który krew szlachetną Przelewał za ojczyznę w walce i pomimo Dawnej przyjaźni w ciężkie zakuty kajdany Przez Angioina, strasznie był upokorzony W słusznej dumie i żebrać zmuszony z rumieńcem
Wstydu na twarzy — wrogów, by mu przebaczyli, Był on świętej przyjazni niedościgłym wzorem. Imienia Prowienzana nie pokryje nigdy Zapomnienie, bo uczcił je boski poeta I wraz z wierszami jego przetrwa ono wieki Jako symbol przyjaźni. Siena — świątynię I ulicę uczciła jego mianem, żeby Dopóki miasto istnieć będzie, pamiętano
0 tym wybranym synie i o jego sławie.
— O Salimhenie, który swe skarby dziedziczne Ojczyznie podarował szczodrą ręką, kiedy Wojska króla Manfreda (wezwane na pomoc A potem swych współbraci gnębiące) żądały Nienasycone złota — zapomnieć niewolno
1 nie wymienić między tymi, którym cnoty Obywatelskie sławę zjednały. Łagodnym Blaskiem chwały jaśnieje znakomita szkoła Artystów w Sienie, których imiona rozgłośne Secinami wyliczać byłoby potrzeba, Ducsio Buoninsegna, potem Lippo Memmi Lorenzetti, i Vanni i Peruzzi sławny, Umysł wybrany, malarz i architekt razem, Ansano i Marrina, wreszcie Beccafumi, Mozaik i rysunków twórcy znakomici,
— W umiejętnościach ścisłych i w nauce prawa Widzimy również długi szereg imion głośnych: Petroni, Gabrieli oraz Mattioli I Salustyusz Bandini, dla którego teraz Wzniesiono już prześliczny pomnik, na pamiątkę Nietylko wiedzy jego lecz i cnót i zalet Szlachetnej duszy. Prawda, są to dawne chwały, Ale i w naszych czasach może się poszczycić Ojczyzna ludźmi równie sławnymi w nauce Umysłem bystrym, obok nich stoją artyści Dzielni i dobroczyńcy cierpiącej ludzkości. Z pomiędzy tych ostatnich wyróżnimy tego, Który w szczerym porywie tkliwego współczucia Dla nieszczęśliwych, którym zbyt skąpa przyroda Odmówiła bądź słuchu, bądź wzroku, z dobrodziejstw Nauki, z czaru sztuki nie dała korzystać, On ich umysły strasznie zaniedbane kształci, Wyrywa z opuszczenia i czyni zdolnymi Do pojmowania świata, serca uszlachetnia, I podnosi moralnie istoty skazane Na poniewierkę już od kolebki. Bogato Uposażoną nazwać siebie możesz Sieno, Nie brakuje ci bowiem żadnego zakładu Miłosiernego. Dzieci twoje mogą pomoc Nieść wszelakim nieszęściom, nawet najstraszniejszym, Bowiem największą klęskę ponoszą ci, którzy „Stracili dar od innych, cenniejszy — rozumu“ (l) Pobożna Kongregacya (’*), której dawnych czasów Zadaniem było każdą dolegliwość leczyć I słodzić gorycz nieszczęść — biednym obłąkanym Daje skromny przytułek. Na stoku pagórka, Otoczony wioskami pięknemi, gmach wielki Wznosi się, błękit nieba daje mu wesołość I uśmiechają się doń z oddali gót szczyty. Tam za pomocą środków umiejętnych pokój Zapewniają, a nawet powracają zdrowie Nieszczęśliwym, rozsądku pozbawionym, którzy Budzą współczucie, często połączone z strachem. Był tu wprzód mały zakład dla niewielu chorych, Ale już w krótkim czasie zyskał rozgłos znaczny, Ponieważ uzdrowionych wielu powróciło Ztąd w objęcia swych rodzin strapionych boleśnie, Całe Włochy zaczęły o tem mówić. Wkrótce Powiększono wspaniale gmach, który się wznosi Dziś i słynie daleko więcej niż rozgłosem Niespożytą zasługą tych, co zbudowali Co pierwsi i zasługą stokroć większą jeszcze Tych co doprowadzili do takiego stanu. Tu sztuka połączona z miłością prawdziwą Umysłom obłąkanych daje odpoczynek, Przyjemności niewinne i czyste powietrze, A schorowanym ciałom powraca powoli Spokój i zdrowie. Bądźcie więc błogosławieni Wy, którzy obdarzacie zasiłki szczodrymi Zakłady dobroczynne i obfite środki Dajecie i do wzrostu ich się przyczyniacie, Ludzkość gnębiona cierpień nawałem powinna Wyryć w złocie imiona uwielbienia godne — Widzę teraz potężne mury i wysokie Baszty, które dla miasta są mocnym puklerzem Przeciw napadom wrogów, w owych dawnych czasach Kiedy z każdego zamku i z każdego miasta Wybiegały wciąż zbrojne bandy, aby łupić Posiadłości sąsiadów nienawistnych, kiedy Czujność była na straży i często krew bratnia Broczyła dłonie ludzi i zraszała ziemię; Z bramy Ovile wypadł jeden z owych dzikich Legionów, aby walczyć z Montaperczykami I na poblizkiem polu stoczył bitwę krwawą „Która czerwono zabarwiła Arbii wody“ (’) Zwycięzcy i pobici byli sobie braćmi, Ale nie znali zgoła litości. Camollia Oto znów brama. Ileż, ileż to chwil sławnych, Ile nieszczęść Ojczyzny, ile walk rycerskich Miejsce to przypomina, ile krwi wylanej Obywateli miasta, ile zdrad nikczemnych, Ile okrucieństw dzikich i rzezi straszliwych! Tutaj niegdyś wilczyca, a z nią Lew i Skała (-) Tryumfy swe święciły nad Kluczem papieskim I nad Lilią, lecz krótko trwało to zwycięztwo, Wkrótce bowiem nadciągnął tu Orzeł drapieżny, I wiele krwi braterskiej przelało się wtedy. Ale już od lat wielu zamilkły na zawsze Waśnie wewnętrzne, dotknął słuszny wyrok czasu Te wieżyce z blankami, te zamki — siedliska Starodawnych despotów. Teraz tu spokojny Wieśniak uprawia ziemię starannie i sadzi, Krzew winny i z owoców jego sam wytłacza Słynny muszkatel, który wychwala dow cipnie W wierszu swoim zwolennik wielki wina — Redi. W oddali niby w mglistym obłoku widnieją Wyniosłe Montieri szczyty i Gerfalco, I Montarrenti bardzo obfite w marmury Nadzwyczaj cenne, lśniące barw wielkim doborem I żywością, wesołe czyniące wrażenie. Bliżej nieco wychyla się piękny pagórek. Któremu Siena daję nazwę, stopy jego Obmvwa kryształową wodą swoją Rosia Przezrocza, wężowymi wijąc się przeguby; Na zachodzie znów wznosi się góra Majowa, Szczyty jej las porasta. Urwiste wąwozy
’) Dante. Komedya boska. Piekło. 2) Godła herbowe Sienny (p. tł.)
I zielenią pokryte stoki, były ongi Świadkami walki strasznej, kiedy Sieneńczycy Tutaj z Florentczykami starli się orężnie. Wielu zginęło wtedy odważnych rycerzy, Dzisiaj jedynie skacze w tem miejscu tchórzliwy Zając, i lis obiera siedlisko, i borsuk Pod cieniem starych dębów, sosen i kasztanów. Poza temi górami ciągnie się znów łańcuch Wyniosłości odległych jednakże i zawsze Otoczonych mgłą gęstą i obłoków wieńcem. Czasem bielą się na nich śniegi; ze wzgórzami Chianti łączy się dalej i zlewa to pasmo. Czarodziejskie pagórki, urodzajne stoki, Okryte winnicami, cennemi nadzwyczaj, Które win wyborowych, delikatnych w smaku Dostarczają obficie na stoły toskańskie, Płodnością swoją dziwią, wesołym widokiem Cieszą oczy, szczególniej wtedy — gdy czerwone Grona, ukryte między liśćmi dojrzewają. Prześliczne krajobrazy i domy i wille, Zielonemi owite gęsto gałązkami
Są Bachusa przybytkiem wdzięcznym. Na gór szczytach
Stromych i poszarpanych tu i owdzie, które
Były niegdyś ostatnim, umocnionym szańcem,
Poza którym schroniła się wolność toskańska.
Napróżno jednak twoi dzielniejsi synowie
Przelewali krew swoją, napróżno twe córki
Z rozwianymi włosami i w krótkiej odzieży,
Faszynę i kamienie znosiły i piękne
Ręce swoje krwawiły, niosąc pomoc szczerą
Ojczyźnie zagrożonej przez wrogów i walcząc
Przy boku mężów swoich, w chwili niebezpieczeństw;
Zagłady twojej wszakże nie mogłaś uniknąć
I upadłaś w tym boju, nieszczęśliwa Sieno!
Od dnia tego ciążyły ci srogie okowy
Władzy Medyceuszów i nie mogłaś czoła
Podnieść swobodnie, ani z szyi zrzucić jarzma,
Które cię przygniatało do zieini. Los wspólny
Wypadł ci z nieszczęsnemi siostrzycami twemi,
Z Florencyą, Pizą, Lukką i całym szeregiem
Rzeczpospolitych włoskich. Gdyby zamiast tego,
Żeby wzajemnie dławić siebie, złączyłyście
Swe siły i umowę zawarły, jak ongi
Uczynili to dzielni górale szwajcarscy.
Ileż ran ciężkich potem, ile mąk straszliwych
Oszczędziłby czyn taki wspólnej matce waszej, Która z powodu waśni waszych zniosła tyle Cierpień i dziś dopiero po długiej niewoli, Po wiekach klęsk podniosła promienne swe czoło I stała się królową znów. Do Fontebrando Myśl moja teraz znowu ulata. Rój cały Wspomnień podniosłych owej epoki minionej Obsiada pamięć moję i ciebie najpierwszą Widzę oczami duszy, dzielna córo ludu O Katarzyno Benincasa, tyś jest świętą Miłością nieba, ale świętą więcej jeszcze i i. d.
II.
Piękne, otwarte pola, rozkoszne pagórki, Góry lasem zarosłe, cieniste doliny Podziwiam z wysokości wasz widok i wzrok mój Zachwycony, obiega wokół i pochłania Tych cudnych krajobrazów nićzliczone mnóstwo. Tu powierzchnia falista wznosi się tysiącem Rozrzuconych pagórków, tam znowu się zniża W żyzne i umajone zielenią doliny. Ze wszystkich stron widnieją przepyszne, wspaniałe Wille ogromne, dalej klasztory, kościoły, Wioski i zamki. Lekka, powiewna zasłona Przejrzystego błękitu, otaczając góry Okoliczne, podnosi się wciąż wyżej, wyżej I rozprasza się w niebios przestworze. Jak tylko Oko może w przestrzeni pobujać swobodnie, Widzi coraz odmienne, rozkoszne widoki, Zmieniające się ciągle niby w czarnolisięzkiej Latarni, obejmuje widnokrąg szeroki I rozległe łańcuchy gór, pośrodku których Niby olbrzym wyrasta potężna Amiata. W czasach dawno minionych zamczyska i wieże Wieńczyły każdą prawie pochyłość urwistą Tej góry. Santa — Fiore bezpieczne schronienie Gibellinów tu leży, niezdobyta skała Ziejąca śmierć ze swoich bastyonów i strzelnic Na wrogich gwelfów szyki. Dzisiaj już przebrzmiała Bezpowrotnie jej stawa i jedynie sowy^ Gnieżdżą się pośród owych murów opuszczonych. Monte Labro niedawne znowu przypomina Dzieje wypadków dziwnych, smutnego szaleństwa
I fanatyzmu i krwi obficie pizelauej Oszustów i wraz z nimi oszukanych, dzieje Tajemnicze J dotąd niewytłómaczone, Pięku.. oą łagodnością spadku i zielenią Roślinności pagórki, zwane Vescovato I Montalcino. które zachow uje ślady Murów niejednokrotnie zapewne burzonych Podczas w alk starożytnych i klęsk ostatecznych. Przejść musiał lud prze;, straszną, ciężką próbę losu, Kiedy, aby ubłagać gniewliwą Wilczycę, Mieszczanie przygnębieni i uciemiężeni, Wykonywać musieli powinność okropną, Grzebiąc w mogiłach nędzne szczątki tych rycerzy; Którzy, walcząc pod Montaperti, położyli Życie swoje w tej waice smutnej i zaciętej. Bądźcie przeklęte waśnie bratobójcze, walki Samolubstwa mściwego, ciasnego sekciarstaa Obfite jeno w klęski i zbrodnie, g-łziekolwiek Rzucisz okiem, natychmiast budzą się wspomnienia. Które podróżnikowi obcemu dziś mówią
0 tych zamkach potężnych jeszcze, co siedzibą Zuchwałych feodałów były, między nimi Niejeden teraz jeszczo nietknięty zostaje, “(toczony dokoła potężnymi mury,
Zbrojny w haszty, w ieżyce i wielkie odłamy Skał potężnych, przetrwały one owe czasy, W których walczyli ciągle prawie między sobą Dumni władzcy, siedzicy w tych grodach zamczystych Ażeby wydrzeć swoim sąsiadom piędź ziemi
1 garstkę, pogrążonych w ubóstw e, wassalóv*. Tu wszystko jpo.nada o czasach minionych, Zdaje ci się, że widzisz, jak na zamku ganek Wychodzi kasztelanka nadobna a przy niej Młody paz, który niesie na ręku sokola
I wierny rycerz jednem przyklęka kolanen Na ziemi, a z drugiego w sposób zręczny tworzy Podnóżek niby, zg-abnie stawia nóżkę dama I douada wierzchowca, jako śnieg białego, Poczeir śpieszy na łowy. To znów ci się zdaje, Że sl yszysz chrzęst i łoskot poruszanych zbroi, I widzisz tłum zgiełkliwycn ówczesnych rycerzj, Całkowicie w błyszczące żelazo zakutych, Walczących z sobą. — Oto już podnoszą miecze, Sypią się na wsze strony rozpaczliwe ciosy, Jedni spadbją z koni, okrytych stalową Siatką, inni, nurzając się w krwi, gryzą ziemię. Były to czasy dzikie, straszliwe, zbrodnicze Ale wspaniałe jednak. Ta wyniosła skała Nieraz bywała wprawdzie pozbawioną blasku, Podobnie iak słoneczne światło na chwil kilka Znika podczas zaćmienia, wszakże do dni naszych Sławnem imieniem Brolia donośnie rozbrzmiewa. Z gór powracając znowu obecnie do miasta: Jakaż obfitość wielka pięknych miejscowości Ciśnie się do okoła i wdzięcznie rozsiada Na pagórkach wesołych i pomiędzy nimi W zacienionych dolinach. Najprzód występuje Tu Braci Obserwantów klasztor starożytny, Bogaty w marmurowe posągi, obrazy I inne dzieła sztuki. Smukłe jego kształty Na pagórku widnieją i w przezrocze] dali Ukazują się oczom, potem dalej nieco Wznoszą się VicobeIlo i Wieża florencka. Pierwsze z wejrzeuia swego nader przypomina Ozdobiony liliami wóz ’) biegnący do gór Cellesi. W bliższem miasta sąsiedztwie wspaniały Wznosi się gmach, „Pałacem dyabłów“ nazywany, Gotycka, starożytna niezmiernie budowa, Dziwaczna wieża z boku przyparta jest do niej, Zapewne jakieś bardzo tajemnicze dzieje Okropności i strachów pełne są związane Z dziwną nazwą pałacu. Odmienne wrażenie Czynią rozlegle pola i wesołe w ille., Pagórki i winnice, aż dopóki oko Nie zwróci się na zachód, tu wzrok się zatrzyma Na gęstym, cyprysowym gaju; między ciemną Zielenią przeświecają krzyże i pomniki I kam:enie nadgrobne. Tutaj pokój wieczny Mają kości tych zmarłych, którym Drak pieniędzy Nie pozwolił na zbytek po śmierci, pozbawił Wspaniałych monumentów. Pod wieczorną porę, Kiedy na pogodnego dnia schyłku promienie Delikatne zachodzącego słońca — cienie Wydłużają cyprysów zielonych, a wietrzyk Tajemniczo w gałęziach szumi i porusza Trawę zeschniętą na tych mogiłach i łąkach
’) Carroccio gigliato — wóz wojenny, używany przez Lombardów i Florentczyków. I od dołu ku górze coraz wyżej, wyżej Podnosząc się, wzrok błądzi po górach odległych I po dolinach białym owianych tumanem Mgły przejrzystej na poły. Jakiś smutek dziwny Jakieś uczucie żalu na widok ubóstwa Tego miejsca skromnego budzi się w twem sercu, A myśl twa ku tym zwraca się pomimo woli, Którzy tu opuszczeni, zapomniani leżą, A którzy przecież godni są naszej pamięci Przez swe obywatelskie cnoty... Znów doliny Inne widzę i inne pagórki, wciąż nowym Widokiem czarujące. Tutaj oto gaik Mile swą zielonością wieczną mai wzgórek; Od samego wierzchołka do podnóża w koło Szeroka, długa droga w misternych zakrętach Obwija go jak wstęgą i biegnie przez pola, Przez stoki, przez wyżyny, przez sady wciąż dalej, Aż wreszcie do świątyni starej doprowadza. Kiedy przez Longobardów dumnych, którzy przyszli Z poza Alp, by dla siebie zdobyć nowe kraje Italia cała była złupiona, zniszczona, Przybyli tu Gastaldi, chcąc sprawować rządy W imieniu króla owych najezdców. Warnafrid Jeden z owych przybyszów, klasztor ten zbudował, Który widzi my właśnie, w cześć Eugeniusza Świętego. Lat już tysiąc i sto przeminęło Od chwili poświęcenia, a jednakże mury Wzniesione wtedy dzisiaj są mocne i zgoła Nietknięte ręką czasu. Od wielu lat miejsce To nie jest poświęcone modlitwie, mieszkają Tu przyjaciele sztuki, w niezmiernej ilości Tworząc w skromnem zaciszu znakomite dzieła. Niedaleko wpośród pól wiecznie uśmiechniętych, Na których tu i owdzie domy i ogrody, Ukwiecone wiosennie i pełne zapachu, Rozciągają się — leży piękny gaj oliwny, Stary i gęsty, spuszcza się z owej wyżyny Łagodnym spadkiem. Widzę szczyt tego pagórka Ozdobiony kopułek mnóstwem, arkad, krzyżów Sąsiadujący blizko lak z murami miasta. Tu powstała pewnego dnia pustelnia braci Oliwetanów i w tem miejscu poświęcono Wspaniały dla umarłych przybytek. Olbrzymie Okazałe arkady, pomniki, obszerne Kaplice i ogromne sklepienia grobowe
Są tu, i sarkofagi i pamiątki po tych, Którzy tu mieli niegdyś poważne zadanie Gorliwie czuwać nad tem, aby Towarzystwo ’) Pobożne bez wyjątku wszystkim nieszczęśliwym Pomoc niosło. Tu teraz bogactwo niezmierne Artystycznych piękności dzisiaj.znajdujemy; Przed innymi jaśnieje, piękniejsza od innych Pobożność, którą z taką miłością wyrzeźbił Dupre, twój syn, o Sieno. Jakiż ciężki smutek Maluje się na twarzy tonącej w łzach matki, Która dźwignąć chce ciało zabitego Syna. Pociechy swej jedynej i Boga. Jak wzniosie Wyrzeźbione jest piękne, nadludzkie oblicze, Syna, który śmierć poniósł na krzyżn, by ludzkość Odkupić zgonem swoim. Podniosłe natchnionej Uczucie wszech-miłości, jakiś promień boski Najwyższego współczucia, jak gdyby niebiańską Aureolą posąg ten cudny otacza, I do głębi cię wzrusza i serce twe czuje Smutek głęboki... Oto Miłosierdzie ludzkie Które siebie poświęca na rzecz nieszczęśliwych, Świeci wymową prawdy we wzroku Tobiasza, Grzebiącego umarłych i w Ezechielu, Który widzi, jak kości rozrzucone nagle Podnoszą się, wracają do życia; natchnienie Ducha Bożego, zdaje się, że cię przenika I że słyszysz wyraźnie te podniosłe słowa, Co z głębi mogił płyną i opowiadają Nadzwyczajne zdarzenia. Te wspaniałe dzieła Są dłuta Sarocchi’ego, wielkiego artysty, Będąc chlubą ojczyzny i sztuki, i znane Całej Italii naszej. Tu inną, młodzieńczą Pracę rzeźbiarza tego podziwiamy także W Geniuszu śmierci. Ileż mieści się tu wdzięku W tej twarzy i w tem ciele anioła niebiańskiem! Jakiż spokój słodyczy pełen w tej postaci, Jakaż to czystość linij w tych kształtach, promienie Oświetlają go jakiejś mistycznej piękności, Że chce ci się przekroczyć tajemniczą bramę, Której on strzeże. Córce ukochanej, zmarłej Dzieweczce pięknej wznieśli oddzielną kaplicę, Poświęconą pamięci jej, rodzice czuli
Bractwo miłosierdzia, do którego należy cmentarz.
Zasmuceni na wieki śmiercią dziecka. Wielkie Malowidła i freski zdobią ją a w głębi Ukazuje się piękny cudownie ów zwiastur Niebieski, gdy oznajmia płaczącym kobietom Tę radosną nowinę, że Zbawiciel świata Zmartwychpowstał. Podobny, bardzo piękny portret Zmarłej zda się, iż żyje i mówi, z marmuru Wykuty, też znajduje się tutaj. Dzieweczko! Gdy się do ciebie świeża uśmiechała wiosna I radością zdobiła wszystkie życia chwile, Dotknęła cię choroba ciężka i upadłaś, Jak kwiat podcięty. Ani ci się nśmiechnęła Słodka miłość, ani jej namiętnych rozkoszy Nie zaznałaś, w tej chwili zabrakło ci życia Kiedy jest najpiękniejszem ono i najmilszem, Gdy serce się poddaje najtkliwszym wzruszeniom, W każdej godzinie, która upływa, uczucie Nowe rodzi się w duszy. Czyliż cię, o miła, Pocieszyć może przepych grobu. Zawsze ciasny Będzie ten dom, zamkniętą w którym wiecznie jesteś W głębi krypty pośmiertnej i ani promieniem Słońca się nie ucieszysz, ani cudną wonią Świeżych kwiatów, jedynie danem ci jest patrzeć, Być może, na piękności okazałe nieba. — Jakże smutną jest straszna śmierć w samem zaraniu Życia, co się rozwija, kiedy się uśmiecha Najpowabniej nadzieja, kiedy sny czarowne Malują czarodziejskie przyszłości obrazy W nmyśle młodocianym. Nagle jsdna chwila Burzy w okrutny sposób gmach rojeń czarowny; Jedno tchniei.ie i — koniec! Żegnajcie nadzieje, Bądźcie zdrowe na wieki piękność, młodość, miłość! Wszystko gaśnie jak płomień lampy... Dalej znowu Dla innej ukochanej dzieweczki wzniesiono Inny niemniej wspaniały grobowiec, rzeźbiony Wytwornem Sarocchiego dłntem, tu widzimy Przedstawione trzy główne cnoty chrzcściańskie: Wiarę, Nadzieję, Miłość. Niebiańskie prawdziwie Są piękne ich oblicza, a boskie ich kształty, Jakby w niebie zrodzone. Z tafli marmurowych Wznoszą się wszystkie mury oraz niezliczone Posągi, rzeźby, wreszcie popiersia ozdobne, Do upiększenia grobów służące. O iluż Spoczywa tutaj ludzi i iluż boleści Wyznania czytasz na tych marmurach. Małżonki Osierocone, matki w rozpaczy, ojcowie Niepocieszeni, dzieci zapłakane mówią Na tych nagrobkach o swym smutku. Znakomite Nazwiska czytasz tutaj, znajdnjesz przyjaciół Sztuk i umiejętności, pragniesz więc poświęcić Łzę współczucia każdemu z umarłych i smutek Uczuwasz w sercu. Idąc tak powolnym krokiem Zbliżamy się do wyjścia; tkliwe rozrzewnienie Zniewala nas, ażeby opuścić to nieme Schronienie dla umarłych... Na wschodzie doliny Widzę Orcia i Biena i tysiące innych Wyżyn, willi i zamków uwieńczonych mnóstwem Otoczonych gęstwiną cyprysów i pięknych Zacienionych ogrodów. Zachodzące słońce Pnrpnrowymi swymi promieniami barwi Żywą czerwienią białe domki, szyby okien Odbijają od siebie blaski. A tam w górach Ta czerwoność gorąca łączy się z błękitem I ani jedna chata, ani jeden cyprys Nie uchodzi wzrokowi twemu. Zwolna cienie Wzmagają się i rosną i świetlany opar, Powoli i stopniowo wgłębienie doliny Osłania i pobiela; teraz złotym blaskiem Pokrywają się wokół najwyższe gór szczyty I wierzchołki kościelnych dzwonnic i wspaniałych Wież miasta, które dumnie na każdym pagórku Rozpiera się szeroko. Lecz oto nakoniec Za widnokręgiem skryło się słońce i barwy Jego gorące schodzą z gór, wszystko przybiera Niewyraźne zarysy; jakieś czarnjące Przyćmione, blade światło wyłania się wreszcie, Wtedy na Sienę i na okoliczue wzgórza Ostatnie rzucam moje spojrzenie i wrażam W umysł wspomnienie tego pięknego widoku Ukochanej ojczyzny. Dziś wznosi się kościół, Tam gdzie niegdyś stał mały i ubogi domek, Twoich rodziców domek, z którego uciekłeś, Ażeby gromić możnych władców i nakłaniać Ich do sprawiedliwości i do zgody. Pan Bóg Udzielił ci wymowy niezrównanej daru, A skromnemi cnotami i życiem przykładnem Umiałeś zapanować nad sercami pysznych. — Wzniosłe czyny dzielności przypomina jeszcze Ta brama starożytna, bo widziała ona Jak dumnego teutona, Barbarossy syna Pychę upokorzono, zniweczono plany. Gdy dzielne syny Sienny pod Wilczycy godłem Niespodzianym napadem obóz jego cały Rozproszyli, była to surowa odpowiedź Na zuchwałego niemca bezczelne żądania, Het tam aż pod Rosario pędzono go żwawo W tej ucieczce hańbiącej. Fontebrauda, stary Pomniku, znany jesteś już od wielu wieków I mówiły o tobie największe geniusze. Jeszcze płynie od Foute Rololi ku sobie Wielka obfitość świeżej i przejrzystej wody, Którą tu umiejętnie zdołał doprowadzić Lud przemyślny, staranny oraz pracowity. Ty ją rozdzielasz oraz rozlewasz w tysiące Wodotrysków, napełniasz cysterny i studnie Przecudowne, co właśnie wykute zostały Ażeby przechowywać zbywający zapas Wody ku użytkowi wspaniałego miasta, Które zdumiewa oczy przechodnia z powagą Rozparte na wyżynie, zdobne wieżyc wieńcem.
Dziennik szpitala dla obłąkanych w Pesaro. (Diano deli’ Ospizio di Pesaro), pierwszy w tyra rodzaju z wychodzących we Włoszech (od 1872 r.), redagowany całkowicie przez waryatów, jest niewyczerpanem źródłem materyałów dla literatury frenopatycznej. Przeważa w tych utworach forma autobiograficzna, która odznacza się nieraz dziwną wymową, jak np. świadczy ten ustęp z wyznania człowieka, cierpiącego obłęd moralny: „Doznawałem jednocześnie dziwnych objawów: miałem chętkę tarzania się po ziemi rozebrany do naga, chciało mi się wyć, jak można najgłośniej; zaniedbanie w czystości ciała posuwałem do tego stopnia, że wstrętny byłem sam sobie... wielkie nieszczęścia znieczuliły moje serce i ja, który nie mogłem się wstrzymać od płaczu, patrząc na kroplę krwi, byłem teraz obojętny przy widoku najbardziej okropnym“.
Inny młodzieniec dotknięty obłędem samobójczym i moralnym, pomimo to jeduak utalentowany malarz, tak przedstawia stan swojej duszy:
Przeciwwola.
Przeciwwola — to rzecz okropna*, mogę o tem mówić z własnego doświadczenia, niestety bardzo gorzkiego, ponieważ pozbawiła ona w mych oczach wszelkiego uroku otaczający mnie świat, i moje ciche, spokojne życie zamieniła w ciężar gorzki i dręczący. Oto o co chodzi w istocie rzeczy. Ażeby żyć rzeczywiście na tym świecie, nie wystarcza człowiekowi tylko jeść i spać, czuje on też potrzebę kierowania swemi zdolnościami, musi mieć cel w swem istnieniu i znajdować zadowolenie w swych zajęciach. Lecz wlec z trudnością nędzny żywot, nie przyjmując żadnego udziału w radościach — nie warto; lepiej jest tysiąc razy umrzeć albo zupełnie stracić samowiedzę. To właśnie zdarzyło się ze mną. Przyzwyczajony do życia cichego i spokojnego, ujrzałem nagle, że jestem wciągnięty w wir cierpień; biedny mózg mój, wstrząśnięty taką nadzwyczajnością, nie zechciał pracować tak jak dawniej, nie mogłem swobodnie myśleć o moich interesach, i ztąd prawdziwie powstała przeciwwola, czyli ograniczenie woli naturalnej człowieka, niemożność pracy i działania, jak gdyby jakaś siła materyalna skrępowała moją indywidualność. Nie posiadam obecnie dostatecznej władzy nad sobą, ażeby nadać moim postępkom taki kierunek, jakiego sam chcę, skutkiem czego bywa bojaźń, tęsknota, wstręt do życia. Z początku czułem jakiś strach nieokreślony, jakiś ciężar męczący, potem siła ta wzrastała, stawała się coraz potężniejszą, natarczywszą, tak, że w końcu pozbawiła mnie zupełnie zdolności zadowolnienia się czerakolwiek i zmusiła do przepędzenia czasu w nudzie okropnej. Po nocach nie mogłem zasnąć; zasypiałem nieraz dopiero o pierwszej lub drugiej godzinie; dnie stały się dla mnie męczącem spędzeniem czasu, ponieważ absolutnie nie wiem co robić ze sobą, gdzie przytulić głowę, jaki kierunek nadać myślom moim, — a wszystko to z przyczyny przeciwwoli.
Słyszę rozmowę o szczęściu rodzinnem, o spokoju ducha, o zadowoleniu miłości własnej, o przywiązaniu wzajemnem pomiędzy ludźmi, lecz sam nie mogę doświadczyć niczego podobnego; powoli liczę godziny i cała troska moja polega na tem, aby nudzić się jak można najkrócej. I dla tego prosiłbym o wywołanie silnej reakcyi w moim mózgu i o pozwolenie zobaczenia się z rodziną. Wstrząśnienie dobroczynne mogłoby mi przynieść ogromną korzyść; okrutne moralne wzruszenie mnie zabiło, drugie wzruszenie, tylko w innym rodzaju, mogłoby mnie uratować. Już tyle lat nie widziałem rodziny, i pan dyrektor pojmuje zapewne, jak to jest przykrem. Jeżeli czyniłem jakiekolwiek głupstwa, zależało to od fataluości, pod władzą której znajduję się, a nie od mego charakteru, który był zawsze uważany za doskonały, co także należy wziąść pod uwagę.
L. M. Nr. 110.
Oryginalne bardzo są charakterystyki kolegów szpitalnych, napisane przez byłego kwestora (urzędnika sądowego), który cierpiał obłęd moralny i halucynacye. Jest on biegłym fortepianistą i poetą i stanowi główną siłę literacką we wspomnianym wyżej, ciekawym dzienniku.
Spostrzeżenia nad różnemi osobami.
Spędziłem całą prawie zimę wśród tak zwanych — obłąkanych i miałem sposobność poczynić pewne spostrzeżenia, dotyczące charakteru i przyzwyczajeń wielu z nich. Sądząc, że zrobię przyjemność osobom, zarządzającym tym zakładem, postanowiłem opisać spostrzeżenia, o ile [pozwolą mi słabe siły, pragnąc również zawstydzić I... który mówił, że gdybym pracę moją przeczytał głośno, słuchacze myśleliby, iż jest to objaśnienie, udzielane przez przewodnika po seraju. Jednym z najbardziej zasługujących na uwagę jest człowiek, ciągle prawie oparty o ścianę i nie poruszający się prawie wcale; nazywa się on S... Inny, pokryty brudem od stóp do głowy, przez cały dzień z rozkoszą grzebie w nieczystościach wszelkiego rodzaju. Trzeci niejaki L... nadzwyczaj tłusty, bez ustanku trze sobie ręką głowę; C... zaciera zawsze ręce i bez przerwy przechadza się wciąż w jednym kierunku: 10 kroków naprzód i 10 kroków w ty’ oraz krzyczy, wzywając wszystfcich świętych. Inny siedzi nieruchomy na miejscu, kręci głową i uśmiecha się często. Niejaki C. P. z F. wiecznie opowiada o swym milionowym majątku, o fabrykach i maszynach, które zamierza zbudować, jak tylko wyjdzie ze szpitala w styczniu 1875 r. jak mówi, chociaż prawdopodobnie wkrótce się on ua wieczny odpoczynek przeniesie, ponieważ dotknięty jest paraliżem. Jednooki B., bawi się po całych dniach w ten sposób, że trze jeden o drugi dwa kamienie i rozmawia sam z sobą. M. były marynarz mówi głośno, sądząc, że znajduje się na okręcie i wybiera się wkrótce w daleką podróż.
Niejaki S. sądzi, że jest kapitanem w wojsku i staje się rozjuszonym, kiedy się mu kto sprzeciwia, zwłaszcza zaś kiedy powiedzą mu żartem, że powinien nosić kaganiec. Inny, którego nazywają Italia, zawsze uczerniony węglem, krzyczy przez cały dzień, chodzi szybko, pocierając sobie głowę obiema rękami, kręci się i powtarza ciągle stój, stój!... Inny znowu, P. sądzi, że jest człowiekiem wielkiego znaczenia, posiadającym, według słów jego liczne i rozległe majątki; potajemnie wychodzi co noc i nad ranem powraca z dalekiej podróży. F. zwany garbusem, słynie z kłamslw i intryg, przedstawia on prawdziwy typ Viscardella albo Rigoietta, pragnie zawsze oszukać wszystkich i żywi się ciastkami. Księżyc — to stary obżartuch, nigdy nie nasycony, ma skłonność do złodziejstwa i kradnie wszystko, co znajdzie pod ręką, szczególnie zaś ^ chustki; sądzi on, że jest świętym Hieronimem. Rzymianin, b. żołnierz, pokryty brudem od stóp do głowy, zdradza również skłonność do kradzieży.
M. przechadza się zawsze samotnie, opowiada, że jest obecnie związany, ale kiedy więzy, krępujące go, opadną, zamierza lecieć na. pola Elizejskie, do czyścca, do piekła, w ogóle wszędzie tam, dokąd zechce. Don V. nadaje sobie znaczenie i przypisuje władzę papieża, nazywa sam siebie Sylenem pierwszym, a biada temu, kto ośmieli się zaprzeczyć jego potędze. Opowiada, że jest osadzony tutaj przez swych nieprzyjaciół, ale w krótce powróci do Rzymu, gdzie przyjęty będzie ze czcią należną Najwyższym kapłanom rzymskim... Antonio — nieznośny gaduła i nienasycony żarłok, gotów jest także kraść i my-
Geniusz i obłąkanie. 20 śli tyJko o jedzeniu, paleniu i grze. Celestyn F. człowiek pi(;. dziesięcioletni, bywa spokojnym w ciągu długiego czasu, potem nagle wpada w szał, z wściekłością przebiega korytarze, mówiąc, że nic chce hamować burzy, w końcu jednak zaczyna spokojnie bawić się kamykami. V. R. V. znajdujący się w sla^ nie zupełnego zgłupienia, grozi ciągle, że zabije wszystkich, nie pozbawia zaś życia nawet pchły. Pewien toskańczyk, wielki amator samogwałtu, krzyczy na całe gardło, że nie może zaspokoić swego głodu, chce obrazić wszystkich, ale nie obraża nikogo, nazywa wszystkich grabarzami i sądzi, że je dwa razy więcej od innych. L. niegdyś malarz, mówi mało, ale kiedy się rozgada, to sam dyabeł nie zrozumie go wcale. B. L. opiera się o ścianę i w tej pozycyi spędza dnie całe, nie mówiąc ani słowa. L. wyobraża sobie, że jest ministrem lub deputowanym, rozmawia ciągle z osobami niewidzialnemi i przepasuje się pończochą, nieraz 70 albo 80 razy na dzień. Wreszcie M. mniema, że jest Napoleonem I, że jest człowiekiem genialnym, bohaterem i zawsze chce postawić na swojem; ma on brzydkie przyzwyczajenie grzmocenia ludzi. R. mularz strasznie skąpy, handluje ze wszystkimi i gotów jest zadusić człowieka, byle tylko zdobyć pieniądze.
M. przezwiskiem Kobyłka (od skrzypców) nadzwyczaj ciekawy, żywy, naprzykrzony i gadatliwy, ma już na sumieniu krwawą zbrodnię i w dodatku występki przeciw naturze; skłonny jest on do bigoteryi, pracuje w kuchni, ale nie zapomina i tam o swoim różańcu i doprowadza do wściekłości ciągłemi prośbami. Don L. namiętny palacz, człowiek skąpy i zarozumiały, przez cały dzień przechadza się po galeryi i mówi, że jest lo nikczemnością wielką więzić taką utalentowaną osobę, grozi nawet, że kiedy ztąd wyjdzie, pociągnie do odpowiedzialności kierowników zakładu. Pinacchia, przezwiskiem Barbacane *), dawniej żołnierz papiezki, przedstawia typ błazna, zawsze zadowolony, kiedy ma co jeść i pić, miesza się do cudzych rozmów, i zmienia ciągle dowody i sposób argumentacyi. M. A., dzielny robotnik, zawsze chętny do usług, przez
’) Filar, podpierający mur. czas jakiś zachowuje się spokojnie, nagle choroba jego obja. wia się głośnym krzykiem, który słychać na wszystkich galeryach, wtedy biada temu, kto zacznie z nim rozmowę. N. D. M. przezwany Adwokatem, Jstara się przybrać postawę, odpowiednią do tytułu, który mu nadano, nigdy nie milczy i dopóty nie uspokoi się, dopóki ktoś nie przyzna mu słuszności. F. już skazany poprzednio za bójkę i kradzież worka zboża, obecnie jest obłąkanym, rozmawia sam z sobą i myśli tylko.o jedzeniu, piciu i paleniu. V. zwany Kotem, człowiek złośliwy i okrutny, były wojskowy, często przechadza się po podwórzu, z miną bardzo poważną; przy najmniejszym sporze, wszczyna kłótnię i jako argumentu używa pięści. C. G. z F. niegdyś stolarz, mężczyzna bardzo przystojny, nosi długą brodę; był dawniej Aragonem w wojsku papiezkiem, obecnie stracił zupełnie dar rozsądku, wskutek czego rozmowy jego nie mają żar dnego sensu. Ii. zwany lombardczykiem, jednooki, podobny do dzikiego zwierza, w złości kąsa jak hyena, a straszliwe ślady jego zębów pozostają na długo. Dominik B., nazwany liataplan, ma przyzwyczajenie mówić wszystkim impertynencye i od poranku do wieczora udzielać błogosławieństwa. Oprócz tych wszystkich, powyżej wymienionych, mamy jeszcze kompaniję graczy, którzy ćwiczą się od rana do nocy i pomiędzy nimi pierwsze miejsce zajmują Pocupolino, Pacino, Marchino i Gradara.
Jeżeli czytelnik zechce, możnaby przytoczyć wiele jeszcze biografij i uzupełnić postrzeżenia. Co się zaś tyczy dozorców, to pozostawiam pomówienie o nich przy sposobności temu, kogo to bliżej obchodzi.
B. G. N. 18. Szkice i studya biograficzne.
Dla uważnego spostrzegacza to mnóstwo ludzi różnego rodzaju przedstawia ciekawy widok i szerokie pole do bardzo poważnych rozmyślań. Mówiliśmy już niegdyś o tym przedmiocie, teraz dotkniemy go obszerniej.
Zamilczając o tych, którzy zajmują się rozmaitemi rękodziełami, powiem, że większa część pacyentów spędza życie a!bo na ciągłem włóczeniu się z miejsca na miejsce, albo wy. legiwaniu się na słońcu, rozumie się w zimie; inni zajmują sie grą w karty, inni wreszcie zabawami nieużytecznemi, jak np. gładzeniem kamieni, wierceniem kijem w ziemi, zbieranietn szmatek, papierosów i t. p. Dosyć znaczna liczba myśli tylko o jedzeniu, jednakże, mówiąc prawdę, nawet, pomiędzy nimi znajdują się dobrzy i źli, oszusci i głupcy. Zanotowałem wielu, którzy zasługują na szczególną uwagę, pomiędzy innymi niejakiego D. przemawiającego przez cały dzień, jak gdyby znajdował się w obec stu tysięcy osób i wciąż przepasującego się pończochą.
Garbus, prawdziwy Viscardello, kłamca, złodziej, intrygant, potwarca, oszust, posiada pomimo to najlepsze skłonności; stoi oto teraz, ucząc się roli, którą ma grać, kiedy zaczną się przedstawienia w naszym teatrzyku. Obawiam się jednak, że zrobi z tego rękopisu inny użytek — ten urwis!
Trzeci, rodem z F. milioner — chce udać się do Ameryki, budować maszyny, zakładać fabryki, zawsze jednak pozostaje tu.
Inny pracuje aż do wyczerpania sił; skubie kawałki płótna lub sukna, zwijając z nitek małe kłębki, które potem wkłada w rurkę trzcinową.
, Nałóg zbierania wszelkiego rodzaju rzeczy jest bardzo rozpowszechniony; wszyscy także palą namiętnie tytoń.
F. jest wielkim kaznodzieją, od rana do wieczora przemawia wciąż, trzymając w ręku karty odwrócone. Niejaki Michał, którego nazwiska nie znam, śmieje się zawsze i nie mówi nigdy, czasem bez widocznej przyczyny czerwienieje jak rozżarzony węgiel. Antoni C. przeznaczony do zajęć kuchennych, jakiś czas jest zdrów, potem wpada w szał i wyje jak zwierz dziki. G. pełen skrupułów religijnych, mówi tylko o jedzeniu i o kościele. Jan C., który nigdy nie stoi silnie na nogach, ma prawdziwą manię wiązania, czasem wiąże sobie ręce, czasem nos. N. bawi się ciągle guzikami i sznurkami, jak małe chłopcy. Generał neapolitański jest wodzem fantastycznego wojska. Franciszek L. zwany Fasolą, jest zapalonym graczem, nadzwyczaj niecierpliwym we wszystkich innych sprawach. Boccacia zwany Boccalini, niegdyś zakonnik, nie zostawi nikogo w spokoju, tłucze i łamie wszystkie przedmioty, które dostaną się mu w ręce i pragnie bić wszystkich, grzmocąc pięściami, dając policzki i rzucając kawałkami wapna.
C. z Fano, człowiek bardzo przystojny, prowadzi zawsze rozmowy nieokreślone, cały czas poświęca zajęciom w stajni, pouieważ kiedyś służył w kawaleryi. De A. z Rimini ma skłonność do kradzieży, przywłaszcza sobie wszystko, co mu się nawinie pod rękę. Mateusz M., posługujący pensyonarzom, przez jakiś czas zachowuje się spokojnie, następnie zaś zaczyna wyć, jak szatan. C. dotk nięty obłędem melaucholicznymi jest zawsze zamyślony i prawie nigdy nie mówi. G. rozmawia zawsze z sobą i improwizuje wiersze, które deklamuje, naśladując głos kobiety. Józef z Rimini, chory na nogi, jest bardzo uparty i zawsze trzyma w ręku trzewiki. Tombari, zwany Janinką, epileptyk, przechowuje swoje manatki z nadzwyczajną starannością, opryskliwy, charakter ma bardzo porywczy. Gasparino — to znany amator nieczystości. Murzyn, chudy do tego stopnia, że wygląda jak mumia, ze skrzywionym grzbietem, zawsze cały zabrudzony, chociażby mył się jak najczęściej. Bazyli — nie należy utożsamiać go z człowiekiem tegoż imienia, o którym napiszemy następnie — zawsze milczący, usiłuje zbić straszliwie każdego, kte go niepokoi. Inny Bazyli nie mówi nigdy. Pacitico, kulawy, przybiera postawę królewską, ponieważ ma klucz od ogrodu i pilnuje brudnej bielizny; jest dumny, skąpy, kłamca i oszust w grze. G. zbiera szmatki, które chowa w oddzielnych woreczkach. R. z Rimini epileptyk, zawsze łaknący jedzenia, dzień cały gryzie chleb, jeżeli może go dostać.
B. G. N. 18. Rodzina się zwiększyła.
Nasz lokator nowy, który przybył tu przed dwoma miesiącami, to bardzo miły oryginał, lat około 40, wielki gaduła, zawsze wesoły, nosi kapelusz nasunięty na oczy, długie palto i pantofle, tak, że może oszczędzić sobie niewygody noszenia kalesonów. Pali cały dzień, je i pije jak wojskowy, i biada jeżeli ktoś nie wypełni jego rozkazu — wtedy wpada w szaleństwo. Biedak ma siebie za wielkiego człowieka, posiadacza niezliczonych skarbów, bardzo potężnego, wygłasza zamiar uwolnienia nas wszystkich do domów, i zawsze bywa bardzo wesoły, a kiedy rozmawia, to krzyczy tak głośno, iż można go słyszeć o kroków czterdzieści.
Ciekawy był przyjazd jego do nas: zaledwo wszedł na podwórze, gdy już zaczął rozglądać się na wszystkie strony i z powagą wyraził życzenie obejrzenia różnych kątów, aby się przekonać, czy się nic nie zmieniło od czasu jego ostatniej bytności. Z przeglądu tego widocznie był dosyć zadowolonym.
Trzeba było go widzieć, jaką miał minę dyplomatyczną, wyglądał jak syndyk podczas spełniania swoich poważnych obowiązków.
Obiecywał wszystkim posady, będąc niby ministrem jakiegoś tam państwa i istotnie, ażeby być dokładnie podobnym do osoby wysoko położonej, brakowało mu tylko karety, zaprzężonej w parę koni, lokaja-murzyna i herolda z trąbą.
Mówiąc to, nie chcę szydzić z jego nieszczęścia, gdyż sam wyglądałbym śmieszniej ale ponieważ on jest szczęśliwy, ja zaś — nie, mogę pozwolić sobie kilku uwag.
Kiedy opowiada swoje nieszczęścia, jest wtedy bardzo zajmujący, dźwięk głosu zmienia, mruga oczami, niekiedy przymyka jedno oko, bije się w piersi z wyrazem wielkiego zadowolenia, i wreszcie z krzykiem rzuca się na sofę. Wszystko to jednak nie przeszkadza mu zjawiać się akuratnie, w oznaczonej godzinie na obiad i na wieczerzę. Widocznie, że nawet wspomnienia przeszłości nie wywierają wpływu na jego żołądek. Szczęśliwy!
B. G. N. 18. Opisanie obłąkanych.
Wielu jest ogłupiałych, między którymi jeden przechadza się ciągle, drugi śmieje, trzeci bawi się liczeniem zdziebeł słomy, albo zbieraniem gałganków, wysknbywaniem nitek i t. p.  — 311 —
j wielu epileptyków, o których mówiliśmy już poprzednio; spędzają oni czas: ten płatając figle, ów strojąc niedorzeczne żarty, tamten wreszcie znieważając i wyzywając kolegów. Paralitycy, będąc pozbawieni swobody ruchów, albo śpiewają, albo poprawiają na sobie ubranie, albo rozmawiają między sobą, wszyscy jednak różnią się pod jakimkolwiek względem: niektórzy chciwie zażywają tabakę, zwłaszcza epileptycy, którzy są na nią ogromnie łapczywi, inni namiętnie lubią palić, grać, inni mają skłonność do złodziejstwa i kradną kolegom chleb, tytoń, pieniądze i t. d., inni znowu maią instyktowną chęć łamania sprzętów i darcia odzieży, chowają się, ażeby ich nikt nie widział, i żeby dogodzić temu zamiłowaniu lekceważą kary, którym często za to właśnie.podlegają; niektórzy po całych duiach mówią do siebie, inni ustawicznie chodzą i śpiewają bez odpoczynku, inni obwieszają się wszelkimi przedmiotami, jakie tylko znajdą, niektórzy zbierają różne rzeczy, jakie tylko zobaczą, inni zatykają szczelnie dziurki od klucza i szpary w oknach, inni chcą pokaleczyć lub wymordować połowę rodzaju ludzkiego i nie zabijają nikogo, inni mają skłonność do czytania, do pisania, do malowania, do różnych robót; wszyscy są zarazem podobui do siebie i różni. Inni mają chęć błaznowania albo przypodobania się, inni stoją milczący i nieruchomi jak posągi od rana do wieczora i nie odpowiadają wcale, nawet wtedy, kiedy zadają im pytania.

Z czterech instynktów: zachowania, towarzyskości, rozmnażania i naśladowania, jesteśmy przekonani mocno, że prawdziwi waryaci, z nielicznymi wyjątkami, posiadają tylko instynkt zachowawczy, trzy zaś inne są w stanie uśpienia, jeżeli nie w stanie zaniku.
B. G. N. 18.
W poezyi przeważa również charakter autobiograficzny lub biograficzny, przyczem towarzysze niedoli nie zawsze przedstawieni są pochlebnie. Co robią waryaci.
SONET
Jeden idzie milczący, z opuszczoną głową,
Ten wykrzywia się, inny znowu w miejscu drepce,
Tamten w dzikim obłędzie kamieniami rzuca,
Ów, krzycząc przeraźliwie, biega dookoła.
Jeden na nogach mocno stoi, niby skata,
Drugi gniewa się, zżyma i wciąż trzęsie głową,
Trzeci zbliża się wolnym krokiem bojaźliwie,
Czwarty milczy i nagle, ocknąwszy się, wyje.
Ten bluźni strasznie, tamten do nieba przykuwa
Wzrok pokorny, z wyrazem niemego błagania.
Ten płacz swój rzewny miesza z głupim śmiechem innych,
Ów drży z wściekłości, tamten znów zębami zgrzyta,
Inny w rozpaczy do krwi drapie swoje lica.
Ach okrutnik jedynie nie czułby litości!
A. B.
Z mojej celi w szpitalu w Pesaro.
SONET. DO NIEBA.
Gdy z celki mojej wlepiam wzrok niekiedy W niebo tak jasne, takie uśmiechnięte, To w duszy nagle powstaje uczucie, Którego trudno wypowiedzić słowy. Piękne Italii niebo! widzę ciebi;, Ale pogoda twa zdwaja me męki; Niestety, patrząc na cię, przypominam Przeszłości mojej uśmiech krótkotrwały. Ty, jeśli ciemne obłoki niekiedy Nadbiegną w znacznej liczbie i zaciemnią Pogodny lazur twojego oblicza, Po chwili krótkiej znów stajesz się jasnem, Lecz czy dni piękne młodości i życia Czy moje piękne dni kiedy powrócą?
C. L.
SONET.
MIŁOŚĆ.
Szlachetny płomień, delikatny, czysty I żar gorący człowieczego serca,
Dusza i życie dla całej przyrody —
Oto uczucie, co zwie się miłością.
Podnosi ona do Stwórcy stworzenie,
Krzepi chorego, który w mękach kona
I nie opuści go do chwili zgonu,
I każdą boleść śmiertelną łagodzi.
Miłośćto czyni walecznych i silnych,
Miłość rozkoszą uwesela życie,
Miłość przyjaźni węzły silniej wiąże;
A kiedy Stwórca kres życia wyznaczy,
W przedśmiertnych łkaniach konania znów miłość
Cel człowiekowi ukazuje w niebie.
B. G.N.18.
DO TEGO,
kto mnie zaprosił na obiad.
Nikt się nie dziwi, jeśli przyjmę zaproszenie Kochanego doktora, ani żem zuchwały Nikt nie powie, bo jeśli przyjdę do jadalni, To nie dla szklanki wina ale dla... dodatku, Jeżeli mam być bowiem kontent, to jedynie Będę, kiedy mi jeszcze pół szklanki dodadzą, Może to zrobić doktór, bo jest dyrektora Przyjacielem, jeżeli uzna za stosowne. Już słyszę, jak on mówi, potężny swą władzą: Dla Don Checca niech wina pół szklanki dodadzą. Wtedy zobaczy z jaką energią, bez przerwy Żywot mój opisywać będ ę i ukończę Aczkolwiek jest to długa historya lat wielu, Pełna wypadków różnych i zmartwień bolesnych. Jeżeli picie innych gniewa i obraża, To niechaj zamkną oczy, ja — otworzę usta, Wybaczcie mi panowie, ale wiedzcie o tem, Że wolno jest każdemu szaleć raz do roku!
S. F. C. n. 684.
Don Checco.
Moich godnych zwierzchników posłuszny skinieniu, Dzisiaj wpośród was staje, szanowni panowie, Zanim zaś sąd wydacie, niech mnie wytłomaczy Znękana muza tymi kilkoma wierszami. Minął ten czas, gdy zawsze caekał rym gotowy
Na natchnienie, co dzisiaj zamiera powoli. Nie wiem, doprawdy, ’jakich użyć argumentów, Aby do przekonania szanownego grona Trafić, bowiem przysłowie mówi, że co głowa To rozum, a przysłowia zawsze mają racyę. Ponieważ moje teraz opisuję życie, Najlepiej będzie, gdy wam szkic jego przedstawię. Mówią, że urodziłem się na ten świat biedny Co nie czyni mi wstydu — ani przyjemności, Mogłem co prawda lepiej wykształcić mój umysł, Znalazłbym może wtedy pomoc mecenasów. Ale nie smuci mnie to, bo jak rozumuję: Jeżelim został w dole, Bóg tak sobie życzył. Widocznie, że te środki utrzymania, które Mieć mogłem, niewłaściwe były dla mych zębów. Nauczycielem byłem, księdzem, kanonikiem Nawet, dziś obnażony ze wszystkiego, w sercu Czuję radość. W kolejach rozmaitych życia Zawsze był dla mnie Pan Bóg nieskończenie łaskaw, Teraz więc, kiedy w świętem znajduję się miejscu, Wierzajcie mi, panowie, że z radości śpiewam. Dla czego śpiewać nie mam, kiedy oczyszczony Z ludzkich słabości, w niebie zyskam żywot wieczny. Gdy żyłem w wielkim świecie, na prawo, na lewo Giąłem się jako trzcina, lub jako mietlica. Najwyższy Stwórca lepszy jest niżeli sądzą, Ale w dziedzictwie swojem nie chce mieć dłużników, Więc przez łaskę szczególną poprzestaje na tem, Gdy zadosyćuczynienie występny da, zanim Zagaśnie życie jego... Bądź błogosławione Pesaro, że w twych murach znalazłem przytułek; Żegnaj, stara odzieży, nową przywdziać pragnę Jak wąż, co zrzuca skórę, kiedy chce odmłodnieć, Kiedy zaś Bóg mnie uzna godnym i powoła Natychmiast do królestwa swojego, to wtedy Życie, które mi dzisiaj wśród nieszczęść upływa, Wesołem będzie wiecznie, bez najmniejszej zmiany, Nie mówcie mi, że nie jest mowa ta stosowną W dzień uroczysty, kiedy winna być wesołą, Wiedzcie przynajmniej: mówię to, co mam na myśli, Język razi to miejsce zawsze — gdzie ząb boli. A teraz wszystkim szczerze pomyślności życzę I w niebie i na ziemi i na tem wiersz kończę.
F. C.N. 42. W innym dzienniku, Diario del Manicomio di Colorno, czytamy wiersz, pewnego młodzieńca, obdarzonego umysłem wyższym i wykształceniem literackiem, napisany w okresie polepszenia się jego zdrowia (obłęd gwałtowny).
SONET,
ułożony w chwili uniesienia miłosnego.
Czem życie nasze? Morzem r> falach straszliwych, Z powierzchnią zmieniającą się, jak wiatr zawieje; Żeglarz napróżro pragnie ogrom jego zmierzyć, Ciągle szoka, lecz nigdy nie znajduje brzegu. Czem jest śmierć? końcem smutnym, którego się wstydzi Filozoficzny umysł, czując, że powraca Do nicości, zgaśnięcia jaśniejącej gwiazdy, Która już promieniować nie może w przestrzeni. Czem nadzieja, czem chwała? Są to sny zwodnicze, Z których pierwsza twe życie zdobi właśnie, kiedy Nadejścia drugiej próżno czekasz i pożądasz. Kobieta zaś, kobieta, która miłość wzbudza, To kwiat co w każdej chwili i wszędzie wyrasta, Do życia, śmierci, sławy, nadziei zachęca.
C. L.
W dzienniku Cronaca del Manicomio Anconitano, czytamy, że niejaki B. B., który próbował uciec, kiedy ganiono go za ten postępek, tak się uniewinniał.
Ucieknę czy zostanę.
SONET.
Uciec? Lecz jak, jeżeli kroki moje strzegą. Zostać? Gdy do ucieczki wszystko mnie popycha. Jakby w zaczarowanem znajduję się kole I kręcę się, i kręcę wciąż na jednem miejscu, Jak gdybym stał się owym kamieniem Syzyfa, Toczę się niby bryła aż dr. szczytu góry, A kiedy nieszczęśliwy, smutny i znużony Padam z wierzchołka, w okół pusty śmiech rozbrzmiewaA więc mnie, Dyrektorze, na właściwą drogę Naprowadź, jeśli nie mam iść poprzednim torem I wytęp we mnie ową szkodliwą bezkrwistość,
Wierz mi że wtedy jasną dregą do wolności Prosto pójdę, przysięgam ci na moją duszę, Nie zdradziłem zaś nigdy tego, kto mi druhem.
Karol Dossi, znakomity autor, dał mi zeszyt znakomitych poezyj, napisanych przez jego przyjaciela, księdza, który dostał obłędu melancholicznego. Z utworów tych przytaczam jeden p. t.
Koty.
Dla araba na piaskach gorących pustyni, Gdy zdała od rodzinnych błąka się namiotów, Najlepszym towarzyszem jesł wielbłąd łagodny, Którego on uważa za członka rodziny. Podobnie też i w owej pustyni okrutnej, Gdzie jęczy i przebywa wolność uciśniona, Cztery koty, co nasze zwiedzają więzienie, Jedynie okazują nam trochę litości. Bystre ich ruchy, wdzięczne figle i grymasy, Włos ich miękki a taki przyjemny w dotknięciu Dla naszej dłoni, wreszcie miła obyczajność, Którą tak rzadko spotkać między ludźmi można, Piękne kształty tych zwierząt — mniej gorzkiemi czynią Spędzane w samotności milczącej godziny.
Szanowny doktór Virgilio ofiarował mi wiersze, napisane przez niejakiego Persia, którego nazwisko znanem już jest z prac Dumasa i Miraglii (’),
§o Małgorzaty Sabaudzkiej.
Na dzielnego Humbeita gdy jechał po mieście, Królobójca, okrutny złoczyńca, tak szybko Jak błyskawica miga, i niespodziewanie Podniósł rękę sztyletem ostrym uzbrojoną, Lecz bohaterska króla małżonka w tej chwili Zasłoniła swą piersią Italii nadzieję
’) Annali Frenopatici di Avefsa, 1865 r.
I wydała się wtedy — ruihem swym i głosem — Aniołem który zstąpił ze sfer eterycznych. Istotnie, patrząc w oczy je), na jej oblicze Cudne, powiedzieć można śmiało i prawdziwie, Że jest to najpiękniejszy wśród aniołów raju. Italio, winnaś teraz podziękować niebu, Za to, że twój monarcha pozostał na tronie I że cię obdarzyło tak dzielną królową
iSo (Małgorzaty (Sabaudzkiej.
KWIAT,
|l|fiaro\Yantj przez poetę, J|chk<Sa ||eróio, pctiAijcnarza królewskiego ózpitala dla obłąkanych w <fl|verć>a, pedczań (Szczęśliwego przejazdu i|ch fjfrólewókich ^oóoi.
Och! jeślibym mógł dzisiaj dla mej monarchioi Wyhaftować misternie drobniutkiemi perły (’) Wieniec ozdobny, któryby ona nosiła Na bujnych, miękkich splotach złocistych warkoczy, Na czole swojem, takiem pięknem i pogodnem, Które jest Italii gwiazdą promienistą, Z pod niego spoglądają dziś na nas łaskawie Jasno błyszczące słońca przecudnych jej orzu, I jagody cudowne, rumiane i hoże, Przy których nikną zgoła wdzięki róż i lilij, Przy tych różach pięknego włoskiego ogrodu. Dalej krwawe rubiny, korale, szkarłaty Kraszą żywo prześlicznie wykrojone usta, Których wyrazy jakąś harmonią mistyczną Czarują serca ludzi, podnoszą umysły. Z oblicza jej blask bije taki, iż się zdaje, Że jest to Matki Bożej obraz objawiony I patrząc dzisiaj na jej twarz, siebie pytałem: Czy znajduję się w raju, czy jestem na ziemi? ’ Ujrzawszy cię, już mogę umrzeć bez szemrania, Piękna, przejrzysta perło ziemi Sabaudzkiej. Jak piękność twa uroki naokół rozlewa, Jesteś dla wszystkich wielką, sławną, miłosierną.
i) Po włosku margherita, znaczy również perła.
Matko biednych żebraków, cierpiących nędzarzy,
Wdów, dzieci opuszczonych i małych sierotek,
Którym szczodrze rozdajesz chleb życia, jak ongi
Czyniła twa patronka święta Małgorzata.
Sztuk i umiejętności opiekunko czuła,
Natchnieniem jesteś czystem italskich geniuszów;
Szlachetności i cnoty takiej Małgorzata
Z Nawarry w swych powieściach nie dała przykładu.
Twój dwór królewski może być wspaniałym wzorem
Świątyni miłosierdzia, godnej chwały wiecznej;
Czujny Aniele Stróżn włoskiego królestwa.
Rozumem i dzielnością nie przewyższa ciebie
Ni owa Semiramis północy z Kalmaru
Małgorzata, władczyni trzech państw skandynawskich)
Ni owa sławna córa Francyi — Małgorzata,
Którą twój przodek zdobył ostrzem swojej szpady.
Piękny jej portret pereł dookoła sznurem
Opasał, niby siecią miłosną i zawsze
Na cześć małżonki swojej nosił go na sercu
I aż do chwili zgonu nie zdejmował wcale.
Teraz ty więc Humbercie, godny sabaudzki
Rycerzu, Filiberta przykład naśladować
Staraj się, obraz twego słodkiego anioła,
Twojej perły na zawsze wyryły miej w sercu.
Niechaj potomstwo wasze rządzi kiedyś światem
Tak jak słońce panuje nad ziemią i morzem.
Teraz oto całuję te lśniące kamienie,
Na które stawiliście dzisiaj stopy wasze
I z głowy mej podnóżek do waszego tronu
Uczynić pragnę, biedny wzgardzony poeta,
Tobie dzielny Humbercie, tobie Małgorzato
Śpiew mój poświęcam, pragnąc poświęcić me życie.
Doktór Toselli zakomunikował nam ciekawe wiersze tego samego melancbolika, o którym mówiliśmy poprzednio, jako o autorze trafnej charakterystyki Lazzarettiego:
Smutki i nadzieje poety w szpitalu dla waryatów.
1. Otchłań, albo morze raczej, Okrąg Dantejskiego piekła Otacza mnie dookoła:
Są tu czarni, są tu biali I grzesznicy i grzesznice.
2. Najprzód stoją lubieżnicy, Onaniści, sodomici
I nikczemni pederasci, I kapłani zawołani Ceresy i Theogera
3. Są tu łotry i złodzieje, Farmaceuci, literaci
I pisarze rozmaici, Wynalazcy zapoznani I poćci rozpaczliwi.
4. Są znużone Magdaleny, Które żują wciąż pacierze. Obłąkani — w skutek kajdan, Messaliny zlewiniałe, Rozpustnicy i szulerzy.
5. Pyszałkowie i żarłocy Stawili się do apelu,
Nie brak także i gnuśników, Spędzających czas w pościeli, Lazzaronów bez honoru.
6. Wszyscy razem czynią hałas, Wrzeszcząc basem i chrapliwie, Przypomina to szatana Trąbę, którą nawołuje Lokatorów swego piekła.
7. Idę sobie przez te kręgi, Jak Dante bez towarzysza, Ja popycham i mnie pchają Ci co zmarli już dla świata Ci grzesznicy i grzesznice.
8. Wzrok posyłam między gwiazdy. Chcąc zobaczyć Beatrice,
Lecz Virgiliusz mi przeszkadza, Nie pozwala się oddalić Bez straży i przewodnika.
9. Ach! znajdę ja kiedyś dziurę Aby wyleźć z tego czyśćca, Albo przyjdzie jaki władzca
Czy Pasąuino, czy Marforio, Jakiś wybawiciel nowy.
10. To przedpiekle już mnie nudzi, Już mnie nużą te cierpienia, Nazbyt długo trwa koinedya, Odśpiewano Dies irae,
Ja zanucę: Alleluja.
11. Byłem i jestem grzesznikiem, Wiem to dobrze sam o sobie, Lecz przebaczyć mi należy,
Bo gdy z słabą płcią grzeszyłem, Winną była tylko miłość.
12. Ale hańbą szpetnych czynów Nie splamiłem się przenigdy, Walczyłem, jak żołnierz dobry, Jak wytrawny, dzielny jeździec W różnych spotkaniach miłosnych.
13. Niekiedy zwycięzca dumny. Niekiedy znów zwyciężony Odnosiłem honorowe Tryumfy, wreszcie wyszedłem I bez broni i bez tupów.
14. Dzisiaj kiedy włos się bieli I przytępiła się szpada, Dobranoc mówię miłostkom, Nowa zorza wstaje, która Przyniesie mi cześć i sławę.
15. Ojczyznie mojej i muzom Poświęcić chcę resztę życia, Z kobzy mizernej i starej, Z cytry trochę potiipanej Wydobędę śpiewne dźwięki.
16. Na łonie żony i dzieci, Odnajdę spokojność dawną, Zamęt świata, los przeciwny Dotknęły mnie, więc żebranej, Próżnej wyrzekam się chwaty.
17. Fałszywymi bałwanami Brzydzę się teraz, unikam; Ballady zostawiam bardom, Sam pisać będę rozsądnie, Bom odróżnił szych od złota.
18. Zakładam sobie dalekie Cele — tam w sferach gwiaździstych, Gorącą wiarą poety, Prawdziwą miłością sztuki Pohamuję moje serce.
19. Wtedy pewno tłum zazdrosnych Nie zechce prowadzić walki, Wśród nielicznych, wiernych dru
[hów,
Zakończę wreszcie na ziemi Pielgrzymkę mego żywota.
20. Gdy dusza życiem znużona Uleci już na brzeg drugi, Z włosów mych i brody białej Ptaszyna uwije gniazdo By pomieścić swe pisklęta.
21. Będzie to jakiś ptak obcy, Ale nie feniks lub łabędź, Ptak cudowny, wydający Melodyjne, boskie śpiewy, Z nogami i dziobem złotym.
22. Ten ptak prześliczny i rzadki Rzuci się na kruki czarne, I latając jak nietoperz Od klasztoru do klasztoru, Wypatrzy miłostki nocne.
23. Mniszki urządzą biesiadę, Zamienią się w piękne żonki, Ozdobią głowę wieńcami
Z róż, lilij i kamelij, Na wesele przyjdzie Pan,
24. Przyroda oraz historya Ucieszą się z ich małżeństwa, Cały świat dozna radości, Ponieważ z pęt wyzwolona Wejdzie nowa życia era,
25. Tajemnice cel klasztornych, Westchnienia długo tłumione, Męczarnie dziewcząt namiętnych, Chorobliwe podniecenie — Zakończą się wreszcie wtedy.
26. Z mniszek tych zrobią się dobre Matki, kochające żony, Dla nędz ludzkich litościwe, Serca ich będą się dzielić Między ołtarz i łożnicę.
27. Opaci i braciszkowie Jędrni, zdrowi, dopomogą Do uprawy tych ogródków, I z nich będą czyści, święci Kapłani oraz ojcowie.
28. Męzkie, silne pokolenia Zrodzą się z tego małżeństwa Bękartów rasa występna Zbawiona będzie od djabła Moralność zatryumfuje. DODATEK TRZECI.
Utwory literackie mattoidów.
Mówiłem już wyżej, że mattoidzi zajmują się rozmaitymi przedmiotami, najczęściej polityką, teologią i poezyą, ale nie braknie również takich, którzy interesują się matematyką, fizyką, nawet histologią i medycyną kliniczną. Teraz przytoczymy kilka przykładów. Przedemną leży dzieło, w dwóch grubych tomach, zatytułowane: Patologia nowa na ruinach starej, w którem za pomocą niedorzecznych i zawikłanych cytat autor stara się dowieść, że wszystkie choroby mają formę eliptyczną.
Nawet litery powinny mieć kształt eliptyczny, podobnie jak wszystkie przedmioty: „zapachy i smaki należy podzielić według skali eliptycznej, ponieważ abstrakcyjnie mają one dwa ogniska — przyjemność i nieprzyjemność. Któż nie zna eliptycznych własności ciepła? Istoty najbardziej doskonałe, jak np. ludzie i anioły, tworzą elipsę. Człowiek składa się z duszy i ciała, eliptycznie połączonych z sobą. Tkanki składają się z czterech składników, które, stosownie do tego: czy przeważa w nich pierwiastek limfatyczny, czy arteryalny, mniej lub więcej przenikają we wszystkie tkanki. Kości są pochodzenia Geniusz i obłąkanie. 21 limfatycznego, co można zauważyć przy ich gotowaniu; składa* ją się one z czterech błon (membrana): limfatycznej, artcryalnej, wapiennej czyli żołądkowej, i włóknistej czyli żylnej [venosa). Wypukłościom zewnętrznym odpowiadają zawsze wewnętrzne; wypukłości nosa np. odpowiada wypukłość członka męzkiego lub łechtaczki, brwiom — barki, wszystkie zaś one mają pewien związek z gwiazdami“.
Kozumie się, że autor wierzy w duchy, w sny prorocze i t. d. Jednakże jest to jeden z najbardziej znanych w Środkowych Włoszech lek arzy-praktyków.
Inny lekarz-geometra G., jest autorem dzieła p. t. Wskazówki dla lekarzy — praktyków, wyprowadzone z zasad fizyki syntetycznej. Sądzi on, że wszystkie choroby pochodzą z nadmiaru ciepła lub światła, że światło jest zimne, że pijacy skłonni są do tyfusu, ponieważ napoje alkoholiczne zawierają w sobie światło przedzielne (luce interstiziale). Puszczanie krwi zmniejsza ciepło i poddaje organizm nadmiarowi światła. Wezykatorye są pożyteczne, ponieważ dostarczają ciepła.
Serya lekarzy jeszcze nie jest skończona, oto np. autor dzieła, mającego taki lakoniczny tytuł: „O skrytopłciowych, ich działaniu fizyologicznera, ich typach i wpływach, zarówno pożytecznych jak i szkodliwych, na rośliny, zwierzęta i człowieka. Traktat filozoficzno-doświadczalny, z tablicami „systematycznemi przez A. P. i t. d., podzielony ze względów fotograficznych i medyko-agrarnych na dwie części, poświęcone dwóm kolegom, zajmującym się tego rodzaju kwestyami, dostojnym panom F. Z. i P. Z.“
A oto lekarz-klinicysta, który wynalazł ludzi — centaurów, leczy wszystkie prawie choroby za pomocą puszczania krwi to z prawego, to z lewego ramienia, to wreszcie z obu od razu, przyczem ręka przewiązuje się bądź cielonym, bądź czerwonym sznurkiem — i który należy do najbardziej poszukiwanych praktyków w jednem z wielkich miast naszych.
Nie będziemy mówili szczegółowo o tych trzech lekarzach (jeden bardzo głośny), którzy leczyli od cholery za pomocą jakichś niewinnych soli, ani o innym, młodym i energicznym i nie pozbawionym nawet pewnego wykształcenia naukowego, który zasypywał nasze pisma pseudo-naukowe artykułami o chorobach skóry. Figuruje tam i ruchome ciepło i miechowaty oddech pelagryków, i badanie tej choroby za pomocą mierzenia uszów i lepidermocrinia z powodu rękawiczek, i język gładki, a jednocześnie omszony, lub (co lepiej jeszcze) gładki i poszarpany, ze szparami i załomami! i t. d.
Nakoniec powiem słów kilka o lekarzu, mającym opinię znakomitego anatoma i wybornego praktyka, który pomiędzy innemi rzeczami odkrył, że różnice rasowe zależą od naczyniaków, i że pellagra jest następstwem onanizmu.
Nie tak dawno jeszcze, w t. zw. Królestwie Wenecyi istniał profesor Z. autor dzieła p. t. Słownik autognozy (samobadania) eklektycznej powszechnej, czyli kwiat nauki i zbiór bogaty pięknych, szlachetnych i użytecznych wiadomości wszelkiego rodzaju, fizycznych, racyonalnych i literackie h, krótko wyłożo nych, pozytywnych i jasnych, wybranych z różnych dzieł traktujących o naukach, literaturze lub sztuce i uporządkowanych według zasad klasyfikacyi naukowej w każdym artykule, kompilacya, będąca owocem 30-letniej pracy Z.“ Dzieło to w swoim czasie wychwalały różne dzienniki, twierdząc, że zaspakaja ono główne potrzeby naszej literatury. Można tu znaleść takie wiadomości, że w stanie naturalnym woda jest ciałem stałem, że ląd amerykański wynurzył się z głębin oceanu przed niedawnym czasem, że błękit pruski otrzymujemy z pewnego rodzaju gąsiennic, że największa część agatów utworzyła się z płynu kamiennego, że magnes zawiera w sobie wiele chlorku sody, żelaza i oleju, ponieważ zaś związki chloru stanowią zasadę fosforu, więc i magnes płonie z łatwością i t. d.
W Casale dotychczas żyje znakomity człowiek, który dokonał wielkiego odkrycia w matematyce, mianowicie zaś napisał książkę p. t. Prawdziwa geometrya praktycznie użyteczna, nieznana najsławniejszym matematykom, zatwierdzona w całości przez Kr. Akademię Nauk w Medyolanie na posiedzeniu d. 7 Lutego 1861 r. Dowody autora oddane na sąd rozumnych włochów, nie-matematyków, lubiących zachęcać talent i nie gardzących tymi, którzy przyczyniają się do postępu nauki i szukają kwadratury koła“. Dzieło poświęcił autor Napoleonowi III, nadmieniając, że od lat wielu jest on ofiarą prześladowań. Zgadnijcie czyich? Akademii turyńskiej, Piana, wszystkich w ogóle matematyków nie zwracających wcale uwagi na jego odkrycia, które były przecie rezultatem miliona wyliczeń.
Oprócz tego dzieła, posiada on jeszeze w rękopiśmie pracę, w której podaje rozwiązanie 135 zadań, za pomocą zupełnie nowych sposobów. Rozumie się, że uważa on matematyków Instytutu lombardzkiego za niegodnych oglądania tego skarbu, jedynie ucząca się młodzież, płacąc po 30 franków za przeczytanie, może z rękopisu tego korzystać i przekonać się
0 nieracyonalności metod, używanych w wyższej geometryi.
S... człowiek czterdziestoletni, temperamentu żółciowego, dozuający drgań mięśni twarzy, jest synem znakomitego uczonego. Wbrew swej woli oddany był do seminaryum duchownego, które wkrótce porzucił. W 16 ym roku życia, walcząc z logiką, wpływami klasztornymi i własną niedojrzałością umysłową, napisał dzieło o 360 stronicach, chwalone przez dzienniki cudzoziemskie, ale zupełnie niesłusznie. Jest to kompendyum wszystkich nauk, wykładanych w szkołach świeckich
1 duchownych, napisane na wzór podręczników scbolastycznych. Twierdzi on, że dzieło to ułożone zostało w chwili natchnienia i winno być uważane za najlepszą książkę w świecie. „Brakowało dzieła dzieł, któreby rozwiązało zadanie wszech zadań, znajdując zasadę zasad“. Zaznaczamy tu, że takie powtarzanie wyrazów właściwe jest obłąkanym, idiotom i ludom pierwotnym. Ale jakąż zasadę odkrył autor? — troistość natury!
Prawda, że dla wychowańca seminaryum nie jest to jeszcze idea patologiczna, jest ona bowiem odtworzeniem idej starożytnych, Dantego i autorów średniowiecznych. Ale jedynym dowodem, jaki przytacza dla poparcia swej teoryi, jest zapewnienie, że jeżeli by ktoś powiedział, iż w naturze rządzi nie liczba 3 ale 4 lub 5, odpowiedziałbym wierszem Dantego:
Nie dbaj o nich, ale spójrz i idź dalej.
Człowiek ten, zmieniając tematy swych badań, z trinomanii przeszedł do Lamartinomanii, w której jednak uie zapomina nigdy o swoim ja. Napisał on dzieło, w którem dowodzi, że Lamartine był największym geniuszem naszego wieku, po nim zaś idzie autor dzieła „jako ten, który za pomocą odkrycia, że we wszystkiem jest Bóg“, odrodził ludzkość i zarazem naukę, ponieważ brakowało jej tylko tej formuły, aby dać syntezę stworzenia.
Następnie idą dzieła filozoficzne: „O początku ciepła żywotnego“. O „zajmującym sporze filozofa z filozofem, który uczy nas być umiarkowanymi i podaje sposób mieć zdrowe dzieci“, wreszcie o jpsychografii, nowym systemacie filozoficznym, komentowanym poważnie przez uczonego, bynajmniej nie obłąkanego. Według tego systematu, pojęcia są przedstawione w obrazach, odbitych na pojedynczych zwojach mózgu, tak np. płomień świecy jest symbolem zjawisk fizycznych, nos — zapachu, pierścień — etyki, haczyk od wędki — ruchu. Cała książka zapełniona jest rysunkami mózgów, pokrytych tego rodzaju znakami.
Ażeby wykazać zastosowanie swej teoryi do utworów literackich, autor napisał tragedyę p. t. Hiob, w której wszystkie osoby od stóp do głowy pokryte są znakami podobnymi i recytują wiersze, godne owego systematu filozoficznego:
Rozerwać mógłbym dwa pomysły, złączone Przezemnie ł bezbożnika. Jam — sprawiedliwy, Bezbożnik — to szatan
Przejdźmy teraz do poetów, których mamy moc niezliczoną, ale nie będę o nich mówił szczegółowo, ponieważ zajmują się nimi w sposób wielce, a może nawet zanadto, dowcipny Fanfulla, i Fasąuino z).
Dosyć będzie tu zaznaczyć tragedyę, napisaną przez odźwiernego, w której proces roztrząsany w Treviso, opowiedziany jest rymami naśladującymi wiersz Alfieri’ego:
Ty, która ośmieliłaś się zbroczyć swe dłonie We krwi małżonka, rzezi dokonać okrutnej,
’) Zupełnie to samo mówi autor na str. 168 (p. tł.). 2) Pisma peryodyczne włoskie (p. tł.).
Zasługujesz istotnie, by nić twego życia
Była przeciętą, ale czuję w sercu litość,
Z racyi, że do występku tego cię popchnięto.
Sąd był zarazem bardzo łagodny i słuszny,
Wtedy kiedy cię skazał na dziewięć lat całych
Wieży, ale zarazem policzyć rozkazał
Czas spędzony w więzieniu przed owym wyrokiem i t. d.
Zaznaczonem jest, że pochodziłaś
Z matki epileptyczki i dla tego właśnie Podlegałaś atakom kenwulsyjnym, które Niejednokrotnie trwały nawet godzin parę. Teraz oto wypróżnij serce swe z obawy I miej ufność w dobroci Boga nieskończonej.
W dramacie Scotta e tinge (wspominaliśmy już o nim), który kosztował autora 30 lat pracy, pomiędzy 1002 śpiewającymi chórzystami znajduje się 13 rozstrzelanych! i t. p.
Mamy wreszcie niefortunnych polityków, zwłaszcza ekonomistów, którzy chcą poprawić bez wielkich zachodów finanse włoskie, za pomocą broszurek, jak np.: „O lichwie powszechnej, jako przyczynie naruszenia równowagi ekonomicznej w naszych czasach, uwagi przedstawione pokornie przez pewnego wyborcę J. E. prezesowi gabinetu i ministrowi finansów, komandorowi, p. Markowi Miughettiemu, aby wykazać potrzebę, możliwość, właściwość i słuszność, pożyczki patryotycznej w sumie 4-ch miliardów, tylko na jeden procent od sta, jako jedynego sposobu zwalczenia radykalnego lichwy bankowej i otrzymania stałej równowagi w bilansie, wskutek zaś tego zniesienia kursu przymusowego bez powiększenia lub poprawiania podatków istniejących“. Taki jest całkowity tytuł dzieła.
Sposób, podany przez autora jest bardzo prosty, wyraża się on w formule: Aut — aut i polega na podpisach dobrowolnych, a raczej na zaciągnięciu pożyczki przymusowej od bogatych żydów, co ’ma być daniną, złożoną na cześć postępu współczesnego! Jak dwie krople wody podobną jest do tej broszury inna, zatytułowana: „W jaki sposób dostarczyć można skarbowi i przemysłowi miliard, a w następstwie wiele miliardów“.
DODATEK CZWARTY.
Grafomani — przestępcy (Mangione, Detomasi, Bianco, Guitean, Sandou).
Największą, być może, doniosłość przedstawia poznanie tych grafomanów, którzy z dziedziny psendo-literackiej przechodzą często do sfery polityki i stosunków prawnych; nazywamy ich grafomanami-pieniaezami, politykanami, albo lepiej — występnymi. Mają oni właściwy sobie charakter pisma, jak to wykazałem w Archiwie Psychiatryi zesz. IV. Przykładów odpowiednich aż nadto dostarczyły ostatnie łata. Zaczniemy od: Mangione’go. Jest to człowiek średniego wzrostu, z gęstą brodą, obfitem uwłosieniem na głowie, czaszką mesocephala (Śr. podł. 188. Śr. Poprz.=l44. Wskaźnik 79), grubą; objętość 560, pojemność przypuszczalna 1.472, linie harmonijne bez żadnych auomalij, oprócz wklęsłości odpowiadającej szwowi wieńcowemu na wierzchu głowy. Z prawej strony twarzy oko, powieka i fałda wargowa opuszczone niżej aniżeli z lewej, rozszerzenie obu źrenic, częste ruchy fibriłarne policzka, ręka prawa okaleczona tak, że trudno mu pisać, czułość skórna normalna, siła mięśniowa słaba; proszony przezemnie, aby napisał precipitevolissimevolmente napisał precetevolissimomente; przy wymawianiu dźwięku r, czuje pewną trudność. Niekiedy cierpi na krótkotrwały bezwład niższej połowy ciała, ale bez utraty świadomości. Z uczuciem mówi o swoim obrońcy i o tych, którzy go leczą; jest zdrowym, tylko wyjątkowo czuje się źle przed burzą, charakteru łagodnego, dobrodusznego, posiada wyborną pamięć. Niedawno, zapewne z powodu odosobnienia więziennego i wzruszeń, doznanych podczas procesu, miewał prawdziwe napady obłędu, które ustały jednak wkrótce wskutek starań d-ra Fiordispini’ego.
W 15 roku życia, spróbowawszy poprzednio rozmaitych rzemiosł, uciekł z domu, włóczył się przez czas jakiś, potem dawała mu na utrzymanie siostra, wreszcie zamierzył ożenić się i uczynił to bez zezwolenia ojca. W 1848 r. przyjmował udział w ruchu rewolucyjnym, za co był w 1851 aresztowany. W 1860 znowu przyjmuje udział w walce narodowej, będąc przewodnikiem przy armii Garibaldiego, ale prowadzi ciągle kłótnie z Plutinem, z naczelnikami swymi i z gwardyą narodową. Potem buduje mosty, robi cegłę, jest rolnikiem, dozorcą cmentarza i t. d. W każdem z tych zajęć okazuje umysł bystry, uczciwość, ale zarazem straszną kłótliwość. Rzadko bardzo powód do tych sporów miał jaką taką słuszność, zwykle zaś były one rezultatem drobiazgowej punktualności i prawdziwie waryackiej przesady. Pretensye swoje wyrażał zawsze na piśmie, lub nawet, jeżeli mógł, to w druku.
Przedemną leży 23 tego rodzaju utworów, bardzo podobnych do siebie. W 1861 r. wyszła: Przestroga dla kogokolwiek bądź ’przed niejakim Faciolim, który obiecawszy sprzedać węgiel po umówionej cenie, żądał potem wyższej zapłaty; jednocześnie skarży się na podprefekta, że nie popiera go w walce z członkami rady gminnej w Varapodio, którzy wszyscy są fałszerzami, złodziejami i potwarcami. W 1862 r. wyzywa jakiegoś mieszkańca Varapodio, aby dostarczył dowodów jego nieuczciwości. W 1863 r. zjawia się Kilka spostrzeżeń — nowa filipika przeciw osobom, popieranym jakoby przez podprefekta. W 1866, wychodzą cztery broszury: Zbiór faktów dla przedstawienia sędziemu śledczemu i t. d., oskarża on tu „panów z Varapodiou o fałszerstwo, ponieważ podejrzewali go, że jest złodziejem. Przeciw Varapodianom napisał jeszcze: Historyę wszów, potem Odezwę do wyrozumiałego powszechnego sądu łaskawego czytelnika, który od 1860 do 1867, śledził nieskończoną i olbrzymią walkę między Varapodio i Mangimem. W 1865 r. wychodzi dzieło Dominik Mangione przed sprawiedliwością, w którem na 42 stronicach popiera zwyczajne swe oskarżenia mniemanymi dowodami fałszu w urzędowaniu, zajmowania się kontrabandą przez owych jegomościów i zawarcia spisku w celu zupełnego zniszczenia jego, oskarżyciela.
Ale nie będziemy wyliczać całych seryj tych broszur i procesów, powiem tylko, że wielka ich obfitość pozwala mniemać, iż pisanie i wydawanie ich stanowiło główne jego zajęcie i największy wydatek. W 1867 r. sam Mangione oświadczył, że od 1848 do 1859 dla odparcia potwarzy szerzonych przez mieszkańców Varapodio, wydawał przynajmniej 100 skudów miesięcznie (około 175 rs.) w 1870 r. zaś, w procesie przeciw syndykowi Giusso wykazuje wydatek 1000 lir (franków) w ciągu miesiąca na przygotowanie 400 odezw i wielu innych dokumentów, chociaż miał wówczas czterech bezpłatnych kopistów. Łatwo to zrozumieć, jeżeli powiemy, że Mangione drukował nawet rachunki swoje z szewcem i opowiadał, ile zjadł bochenków chleba. Jeżeli ktoś krzywo popatrzył nań w kawiarni, albo jeżeli przy przyjmowaniu cegły omylił się o jeden tu zin, natychmiast ogłaszał odezwę albo broszurę i stawił te fakty w związku z prześladowaniem, doznawanem od mieszkańców Varapodio. Pewien zasługujący na wiarę świadek zeznał, iż Mangione dla tego chciał zabić hrabiego Giusso, że ten ostatni nie chciał przeczytać jego broszurki p. t. Pchła i lew.
Oto charakterystyczne cechy tych utworów patognomicznych:
1) Rozwlekłość i obfitość szczegółów, np. epitetów używa zawsze po dwa lub trzy od razu. W odezwie do łaskawego czytelnika ciągnie się „nieskończona i olbrzymia walka o uzacnienie Varapodiou. „Ustawiczne, niewytłómaczone i niezrozumiałe prześladowania sprawiły, że ze stanu skromnej zamożności, w jakim znajdowałem się, obecnie znajduje się wraz z liczną i niewinną rodziną w wielkiem ale zacnem ubóstwie“.
2) Używanie zdań stereotypowych i wyrazów specyalnych. Np. „Pchła (czytelnik bez trudu zrozumie, że to jestem ja, a pod nazwą Lwa pragnę uosobić wszechwładzę rozmaitych syndyków w mym kraju)“. Używa także wyrazów tesłimonianza (świadectwo) i świadek finansowy, kiedy mówi o zeznaniach nieszczerych.
3) Używanie w pismach rozmaitych znaków i czcionek, oraz podkreślanie wyrazów i zdań. W proklamacyi do króla, którą rozlepił na ulicach llzymu na kilka godzin przed zamachem, w 27 wierszach znajdujemy 7 rodzajów czcionek. W odezwie tej, pisanej w wigilię zamachu, pomieszczony jest spis jego dzieł!
4) Z punktu psychologicznego ideą panującą w tych utworach jest obłęd wielkości (megalomania): on stworzył jedność Włoch, on jeden tylko jest człowiekiem uczciwym. Kiedy minister Nicotera zauważył, że sam on jest poniekąd przyczyną swoich nieszczęść, ponieważ ciągle wszczyna swary, Mangione odpowiedział, że „wszystko to przypisać należy mojej silnej i niewzruszonej miłości dla kraju, dążności do postępu moralnego i obywatelskiego, charakterowi poważnemu i zdecydowanemu, surowej uczciwości, niepowszednim nadprzyrodzonym zdolnościom, delikatności uczuć, szczerej wspaniałomyślności, nieudanej ludzkości, wytrwałości w cierpieniach i nadziejach, przedewszystkiem zaś szlachetnemu sposobowi postępowania“!! W Pchle (str. 26) nazywa siebie „najbardziej dręczonym i prześladowanym politykiem we Włoszech“.
5) Oprócz megalomanii widoczną jest ciągle myśl o prześladowaniach, co łatwo zrozumieć: ponieważ nikt nie uznaje jego wielkości, o której sam on jest przeświadczony, musi więc z natury rzeczy, walczyć ze wszystkimi, i, podobnie jak monarchowie wszelkie zniewagi osobiste uważa za zniewagę, wyrządzoną pańBtwu, wszystkim zaś czynom, które jego dotyczą, nadaje doniosłość szczególną. „Próbowano go otruć i spalić, podkładając ogień w gaiku, w którym znajdowało się 600 kwintalów słomy, prześladowano za pomocą zdzierstw i szpiegowania, co może wykazać za pomocą jednego ze swych dzieł“. „Pewnego razu probowano go zamordować podstępnie“. Zakłada Mangione cegielnią, ktoś zamawia cegłę, a potem nie chce płacić — zbrodnia! Wrogowie jego namawiają brata, ażeby zniszczył mu gospodarstwo, dłużników — żeby mu nie płacili,
chcą zniszczyć jego drzewa, przyprawić go o śmierć, a nawet
t spalić razem z domem — wszystko to gotów jest poprzeć dowodami.
6. ) Mnóstwo niepotrzebnych szczegółów, jak np. „od 21-go do dziś dnia żywiłem się tylko (Pchla i lew, str. 10) kilogramem chleba, który dał mi na kredyt Brono Raniero, on również pożycza mi 15 soldów dziennie, ja zaś dzielę je w ten sposób: 7 soldów na kupienie bobu albo soczewicy, 3 na ciasto, 3 na oliwę, 1 na węgiel. Wziąłem także na kredyt trzewiki.“ W memoryale, skierowanym przeciw radzie gminnej w Varapodio opowiada „źe doręczono dla zapłaty rachunek oberżysty, w którym widać, że od 18 do 23 nie jadł wcale, w ciągu zaś 3 mięsięcy żywił się za 13 soldów dziennie ciastem i jarzynami, jeżeli były, albo zupą z zieleniny, lub karczochami, na które wydawał jeden sold dziennie, co razem z dwoma, dawanymi piekarzowi, czyni razem trzy, licząc zupę 10 soldów, jarzyny zaś i chleb 3, razem będzie trzynaście. Ażeby nie narażać się na awantury, chodziłem do garkuchni o tej godzinie, kiedy było tam jak najmniej osób. W miesiącu lutym, ponieważ jarzyny skończyły się, musiałem brać na drugą potrawę kawałek mięsa, wskutek czego wydawałem jeszcze dwa soldy na wino, oto o czem milczy ten kto z tego powodu chce mnie zganić.“
7. ) We wszystkich tych utworach przebija brak logiczności, właściwy wszystkim obłąkanym, nawet najbardziej rozsądnym. Np. „włosy powstają na głowie, kiedy pomyślę, że po tylu rekomendacyack danych Nikoterze, nie mianowano go, “ jak gdyby rekomendacye dawały prawo do mianowania na ministra.
Mówiąc o prześladowaniach, wylicza postępki najbardziej niewinne, a nawet dlań przychylne, np. kiedy radzono ojcu, aby kazał mu zostać furmanem, albo kiedy wstawiano się do tegoż ojca, żeby przebaczył synowi. Później Mangione utrzymywał nawet, że w spiskach przeciw niemu biorą udział bracia jego i krewni.
W czasie procesu oburzył Bię strasznie na świadka, który zeznał, że po dokonaniu zamachu Mangione był jakby oszalały, co właśnie mówiło na jego korzyść i gwałtownie protestował przeciw twierdzeniu, że był bity, chociaż fakt ten nie miał żadnej wagi. Protestował również przeciw zeznaniom przychylnego dlań świadka, ponieważ ten wyraził podejrzenie, że dzieła jego mogły być napisane przez kogo innego. W więzieniu nie znalazł innego sposobu przesyłania próśb, adresowanych do plac-majora, oprócz wyrzucania ich wraz z kamykiem przez okienko z celi....
Posiadał on wszakże istotne zdolności. We wszystkich zawodach, którym się oddawał — a były to zajęcia najrozmaitsze — wykazywał wielką sprawność i nawet przy pewuem kupnie oszczędził miastu wydatku 24, 000 lirów. Kiedy dowiedziono, że zeznanie jego, jakoby Giusso dał mu policzek, jest kłamstwem, odparł: „był to policzek moralny“. Zresztą, jak wszyscy “„prawie przestępcy, twierdził on, że nie miał zamiaru zabić hrabiego, lecz chciał go tylko ranić, że zadał cios nie sztyletem ale zwyczajnym nożem, który poprzednio przytępił, chociaż potem okazało się, że uczynił to po zamachu.
Jednakże był on bardzo uczciwym i bezinteresownym. W maju zmuszony był zaciągnąć pożyczkę, co go tak dręczyło, że w ciągu pięciu dni od 18 do 23-go nie jadł wcale. Kiedy odwiedzał go inspektor policyjny, Mangione leżał w łóżku, wycieńczony głodem, nie chcąc nic przyjmować od gospodarza domu, pragnąc jedynie otrzymać wsparcie rządowe, ponieważ, jak mówił okazywanie pomocy tego rodzaju jest obowiązkiem państwa. Inspektor ofiarował mu od siebie 100 lir, ale Mangione nie przyjął tej sumy.
Detomasi oszust i grafoman. C. E. Detomasi, 38 lat, rodem z Asti. Wzrost 1, 64 metra, kształt głowy prawidłowy, włosy czarne, długie, mastkie. Średnica podłużna 180, poprzeczna 150, wskaźnik 82, 41 obwód 545. Krzywa podłużna 360, poprzeczna — 320, długość czoła 16, szerokość 6 centymetrów, broda rzadka, gdzie niegdzie znajdują się w niej włosy białe. Zrost kostny (anchilozy) na lewym łokciu wskutek upadku, szeroka szrama na lewej ręce, wskutek oparzenia wodą wrzącą. Tętnica ciemieniowa stwardniała i wężykowata, wskutek przerodzenia błony wewnętrznej.
Łącznice i białkówki — normalne, źrenica lewa rozszerzona, prawa mała, nienormalna ze zrostem tylnym w dolnej części z powodu dawniejszego zapalenia tęczówki Cierpi na katar płucny; funkcye płciowe nieprawidłowe, jądra małe, ze śladami owrzodzeń. Dyuamometr w ręce prawej wskazuje 31V2, w lewej 22, wrażliwość na magnes mała. Esteziometr na palcu wskazującym prawej ręki pokazuje 10 min., lewej 6, języku 11, czole 45, w kilka dni później wrażliwość palca prawej ręki podnosi się do 6, czoła do 34 — 35.
Doznaje halucynacyj zmysłów. Często mówi, że widzi swoją pierwszą żonę, zmarłą przed kilkoma laty. „W nocy zjawiła się ona jemu w więzieniu, pięknie wystrojona, w kapeluszu z białymi piórami; jakkolwiek on z zasady zagniewany jest na nią za jej złe prowadzenie, wysłuciiał pomimowoli jej wyjaśnień, pokłócili się trochę, skończyło się jednak na tem, że udobruchali i położyli się razem, jak dobrzy małżonkowie; potem nad ranem ona wstała pierwsza, okryła go, napełniła pokój swym śmiechem żartobliwym i znikła, zostawiając go samego, przelęknionego i cierpiącego.“
Złorzeczył jej za to później głośno całemi godzinami.
Odnośnie do węchu nie ma nic godnego zaznaczenia. Język niekiedy porusza się nieprawidłowo, ale przyjmuje normalnie wrażenia smaku... Oto historya życia Detomasi’ego:
Ojciec jego, czł >wiek bardzo uczciwy, umarł w skutek apopleksyi. W latach młodzieńczych doprowadzał rodzinę do rozpaczy. W 1862 r. chorował zdaje się na zapalenie opon mózgowych, potem miał syfilis. W 1872 r. w walce z policyą otrzymał ciężkie uszkodzenia głowy i od tego czasu w nadzwyczajny sposób nadużywać zaczął napojów spirytualnych i kobiet. Do 33 roku życia zdążył już być lokajem, stolarzem, właścicielem kawiarni, subjektem handlowym, komisyonerem, kapitalistą, pożyczającym na zastawy, restauratorem, artystą teatralnym, pisarzem komicznym, hodowcą jedwabników i sztukmistrzem; kilka razy był już aresztowany za przywłaszczenie sobie cudzego nazwiska i za oszustwo w grze. Kiedy dowiedział się, że zdradza go żona, ranił ją śmiertelnie, był oddany za to pod sąd, ale go uwolniono. Po upływie sześciu miesięcy, ożenił się powtórnie. Zająwszy się do spółki z innymi hodowlą jedwabników, zakupił sto funtów jajek, za które nie zapłacił wcale. Oskarżony przez wierzycieli o oszustwo, wsadzony był do więzienia, zkąd wyszedł po upływie czterech miesięcy, W 1873 oddano go do szpitala dla ’obłąkanych; tam, z właściwą mu zręcznością, umiał pozyskać przychylność dozorców, którym pomagał w robocie, otrzymywał kilkakrotnie pozwolenie wyjścia i wreszcie zbiegł.
W 1874 r., będąc pijanym, złamał sobie rękę i znowu dostał się do szpitala dla waryatów. Z początku nie zauważono w nim żadnych oznak chorobliwych, oprócz bezsenności i przesadnej pychy, ale około 10 września doznał ataku obłąkania przejściowego, trwającego 3 — 4 godziny, w czasie którego ciągle złorzeczył i krzyczał, później zaś nie pamiętał wcale, co się z nim działo. W następnych miesiącach październiku i listopadzie doznawał kilkakrotnie ataków konwulsyjnych, nocnych, w grudniu 1874 i styczniu 1875 r. miał trzy prawdziwe napady epilepsyi, pomimo że zażywał ciągle bromek potasu i atropinę.
Wypisał się we wrześniu 1875 r., od razu oddał się gwałtownie czci Bachusa i Wenery i po upływie ośmiu dui wrócił do szpitala z objawami alkoholizmu. Od tego czasu aż do lipca 1877, kiedy przeniósł się do więzienia, aby odsiedzieć karę za nowe oszustwo, cierpiał niejednokrotnie ataki konwulsyjne, zwłaszcza w kończynach dolnych. Zwalczane za pomocą bromku potasu, asafetydy i opium, znikały one, ustępując miejsca zupełnemu zgłupieniu na przeciąg dni kilku, przerywanemu omdleniami, obawą prześladowań, schudnieniem, tetrycznością, niedowładem (paresis); potem przyłączyły się jeszcze inne choroby, które na żądanie nasze spisał sam chory (patrz niżej).
Zaledwie wyszedł ze szpitala, namówił kilku ludzi do założenia w spółce z nim domu komisowego, gdzie obiecując więcej, aniżeli był w stanie zrobić, znowu oskarżony został o oszustwo. Szpital dla obłąkanych ocalił go raz jeszcze; kiedy wyszedł ztamtąd, pozbawiony utrzymania, odepchnięty przez swoich krewnych, zamyślił udawać dozorcę szpitalnego, odwiedzał rodziny swych kolegów i oznajmniał o ich śmierci, wyłudzając w ten sposób pieniądze.
Wreszcie wszystko wydało się i Detomasi znowu oskarżony był o oszustwo. Wkrótce potem rozebrany do naga próbował się powiesić na drzewie, wskutek czego został aresztowany.
Wtedy to opowiadał mi dziwne przygody swojego życia: „Już w wieku pacholęcym czułem wzruszenia młodości i nieraz właziłem na dach, aby tam wszetecznie marnować siły rozrodcze. Z Asti przybyłem do Turynu, gdzie zostałem wkrótce chłopcem w składzie wódek; tam właśnie miałem sposobność przyzwyczaić się do używania napojów wyskokowych. Znudzony tem zajęciem, założyłem ageucyę pośredniczącą przy sprzedaży i kupnie, zajmującą się poleceniami, umieszczaniem ludzi pozbawionych zajęć, fabrykowaniem wierszy, słowem wszystkiero, co tylko wpadło mi w ręce. Ale nie poprawiło to mojego losu; wreszcie w pewnej spekulacyi, dotyczącej jajek jedwabniczych, poniosłem stratę 1000 lir, co przyczyniło się do wielu przykrości i cierpień duchowych. Myślałem wydobyć się z tych kłopotów napisaniem komedyi, która, gdyby była dobrze przyjęta i opłacona, mogła postawić mnie w lepszych warunkach.“ (Komedya ta przedstawiona była w cyrku Medyolańskim, widocznym jest w niej ów erotyzm chorobliwy, który nurtował autora. Jest tam mowa o dziewczynie pięknej i powabnej, służącej, do której umizga się pewien hrabia. Dziewczyna trzyma się mocno i hrabia zaślubia ją wreszcie). „Wtedy pracowałem również przy dzienniku Ficcanaso (Wściubi-nos), musiałem bywać tu i owdzie, wywiadywać się o wszystkiem i dostarczać wiadomości do rubryki p. t. Sakwa dla złych jeżyków.1“ Zaledwie dorwał się do druku, przyszła mu do głowy myśl, że jest powołany do wielkich rzeczy i nakreślił plan reformy społecznej, w którym znajdujemy czasem myśli, jakby natchnione przez darwinowskie teorye doboru płciowego. Detomasi pragnie podzielić wszystkie dziewczyny na trzy kategorye: te, które łączą w sobie młodość, piękność i czerstwość płciową, mają być umieszczone w haremach i dostaną później za małżonków młodzieńców pięknych, rosłych i namiętnych. Dzieci tych par — płci męzkiej oddawane będą do wojska, żeńskiej — do haremów. Dziewczyny mniej przystojne zaślubiać mogą kogo im się podoba, byle tylko rodziły dzieci. Brzydkie zaś muszą zostać kobietami publicznemi, i oddawać się każdemu, kto tylko zeche, bez żadnego wynagrodzenia.
Pewnego dnia spróbował on wprowadzić w wykonanie swój dziwaczny pomysł. Poszedł na plac Palazzo, najął furmana i kazał obwozić się po mieście; siedząc na budzie powozu, z obnażonym członkiem, wygłaszał ludowi swoje zasady. A ponieważ teorya, jak mówił, najlepiej może być zrozumianą przy zastosowaniu jej praktycznem, zeskoczył nagle ze swej trybuny, schwycił jakąś dziewczynę i chciał ją coram populo zgwałcić, ale natychmiast został aresztowany.
Kiedy zapytałem go: czy nie sądzi, że oszustwo jest złym postępkiem, odpowiedział: „Kto to mówi? Wasze głupie prawa, wasz kodeks; potrzeba mi pieniędzy dla tego, abym mógł przyczynić się do dobra innych i w celu propagowania teoryi mojej o odrodzeniu rodzaju ludzkiego.
P. Ale te pieniądze wydajesz na własny użytek?
O. Bynajmniej, wszystko co mam, oddaję tym kobietom, które chcę zwerbować dla mych zasad. Dla tego sprzedałem wszystkie moje ruchomości, nawet kamizelkę i surdut, które dostały mi się po ojcu.
P. Starałbyś się, więc pozyskać pieniądze jakimkolwiek sposobem, nawet zabijając człowieka?
O. Rozumie się, że zabiłbym, gdybym spodziewał się zdobyć dużo pieniędzy. Potrzeba mi wielkich sum, milionów dla utrwalenia podstaw mojej teoryi, ale jestem pewny, że wcześniej czy później pieniądze te otrzymam; myślę o tem dniem i nocą.
P. Któż da takie znaczne sumy?
O. Rząd lub kraj, odwdzięczając się za moją teoryę.
P. Ale czy nie przychodzi ci do głowy, że teorya twoja jest niedorzeczna, kiedy ilekroć próbujesz ją urzeczywistnić, zawsze wsadzają cię do więzienia?
O. W początkach spotyka to każdą myśl nową. Ażeby utorować drogę nowym ideom, należy walczyć za nie, potem zaś pójdą one gładkim torem. Kiedy świat przekona się o prawdzie słów moich, będę wynadgrodzony, ci zaś, którzy prześladują mnie teraz, zostaną ukarani.
Innym razem, kiedy zacząłem wypytywać się go o dokonane przezeń oszustwa, odpowiadał z początku, że nie przypomina ich sobie, potem przyznał się, ale oświadczył, że nie pamięta szczegółów.
Zapytany: dla czego rozebrał się do naga w parku, odrzekł, że chciał zacząć stosowanie praktyczne swych zasad i na początek wybrał chodzenie nago, aby przyzwyczaić kobiety do oglądania męzczyzn w tym stanie; wybrał zaś daną aleję dla tego, ponieważ wiedział, iż o tej godzinie przechodzić będą tędy kobiety, które pracują w fabryce cygar. Zapytany znowu, w jakim celu zawiesił sznur na drzewie, odpowiedział, że chciał zrobić doświadczenie, czy człowiek powieszony może powrócić do życia.
Kiedy zwróciłem jego uwagę, że jeżeli będzie postępować dalej w ten sposób, to całe życie jego upłynie na wędrówkach z więzienia do szpitala i ze szpitala do więzienia, odparł: Prawda, widzę wybornie, że działam ze szkodą dla siebie, ale jeżeli ztąd wyjdę, będę znów robił to samo.
Podobnie radzono mi, ażeby się powstrzymał od picia, wiem, że mi to szkodzi, pomimo to jednak piję. Oh! gdyby mi dano drugie życie.
Jestem zdecydowany albo umrzeć w więzieniu, albo doprowadzić do skutku mój projekt.
P. Czy nie uważasz za zbrodnię wszetecznego gwałtu, którego chciałeś dokonać?
O. Jakiż to występek? Mężczyzna powinien uwodzić kobiety, a kodeks powinien szanować moje prawa. Mówiłem już, że przyjdzie czas, kiedy i rząd i król będą po mojej stronie. Kobieta powinna zawsze pozwalać, aby ją uwiedziono.
P. Jednakże biłeś i zraniłeś swoją żonę za to, że dała się zbałamucić innym.
O. Prawda, ale ona była zamężną. Kobieta zamężna winna być nietykalną. Kobietą zamężną należy się opiekować
Dla uzupełnienia dyagnozy stanu umysłowego Detomasiego, rzucimy jeszcze okiem na jego utwory literackie, pisane w więzieniu i szpitalu. Pisanie, oraz wyrób prześlicznych pudełek były jedynem jego zajęciem. Zaczniemy od katalogu półpowaźnego jego chorób, o którym już wspomiualiśmy, pisanego charakterem wyraźnym i — rzecz godna uwagi — w trzy kolumny.
„Charakterystyka Detomasi’ego. Liczna klientela uwodzeń. Agent handlowy. Ciągły kaszel. Wielka trudność trawienia. Ciągłe drganie w lewem oku. Drganie w nogach przy wchodzeniu i zstępowaniu ze schodów. Zatwardzenie stałe. Hemorroidy. Blisko od sześciu miesięcy troszeczkę ogłupiały (demente). Bóle głowy, zwłaszcza w prawej połowie, dosyć częste. Nie wiem: czy to serca, czy też innego organu bicie silne czuję wewnątrz, szczególnie w nocy i kiedy spoczywam na lewym boku. Cho-
Geniusz i obłąkanie. 22 ciaż wybornie jestem okryty, nie mogę nigdy spocić się, nawet pod dziesięcioma kołdrami.
W nccy nietylko mi się zdaje, ale widzę i słyszę moja żonę, która czyni mi wyrzuty, bawiąc się mymi organami płciowymi i uwodzi mnie w końcu.“ (’)
„Urzędników, którzy ranie osądzili niesprawiedliwie, nietylko w nocy, ale i w dzień, zdaje mi się, że zabiłbym bez litości, gdyby dostali się w moje ręcc; następnie zaś wprowadziłbym w wykonanie w całych Włoszech mój projekt, zatytułowany: O odrodzeniu rodzaju ludzkiego.“
„Nie wiem czy cierpię histeryzm, konwulsye epileptyczne, czy też prawdziwe epilepsye. Lubieżny pod każdym względem. Najlepsze wino jest to, które mi się podoba. Z wódek przekładam nad inne: anyżową, brandwein, kirsz i koniak.“
„Słabości ludzkie. Spotka wszy piękną dziewczynę, kiedy jestem trochę podchmielony, jeżeli nie pozwala uwieść się dobrowolnie lub za obietnicą wynagrodzenia, przysięgam, że pozyskam ją siłą, jak o tein świadczy moja przeszłość, mianowicie fakty z przed 5 — 6 lat. Oto wszystko co najsumienniej zeznaję.“
Przejdziemy teraz do jego wierszy, charakteryzujących dobrze tego satyra; widzimy w nich mieszaninę sprosności i przesadzonego sentymentalizmu.
Zaznaczyć trzeba, że będąc lichym prozaikiem, pisze wcale dobrze wierszem, chociaż sprosność tych utworów wskazuje raczej poetę — epileptyka, aniżeli natchnionego autora. Poezye jego wszakże i teorye teologiczno-komunistyczne, które są rezultatem jego skłonności chorobliwych, dostarczają materyału do jego charakterystyki. v
Iffflll
Zebrałem dzisiaj w gaiku Prześliczny bukiecik kwiatów, Aby ozdobić twe włosy O moja miła!
’) Widocznie halucynacye erotyczne. Masz tutaj różę wspaniałą Emblemat twojej piękności, Do ciebie ona podobna — Silna i dumna.
Tu bojaźliwy fijołek, Który oznacza wstydliwość, Co żyje li dla miłości
Skromnie i cicho.
Tu lilija niepokalana, Co przypomina białością Swą, łono twoje dziewicze, Tak uwielbione.
Kwiatek milutki i skromny, Odkradł swą barwę u nieba, Niechaj on tobie opowie O mej miłości.
Weź go, na sercu swem połóż, A wtedy tylko usłyszysz Potęgę jego wymowy, O moja miła!
Stara ale zawsze piękna piosenka. (’)
Przyjaciele kochani słuchajcie Opowieści tej bardzo zabawuej. Pewnej pani myszka bystronoga Gdzieś daleko wskoczyła pod suknię. Ksiądz, niejaki Antonio Romano Człowiek dosyć wesoły i sprytny, Wsadził rękę pod suknię i zaraz Myszkę ową schwytał za wąsiki. Ucieszył się nasz ksiądz zakochany, Że tę myszkę tak zręcznie przyłapał, Nie dba więc, że go kąsa i drapie, Ale rękę pod suknią wciąż trzyma. Skoro dama przestraszona bardzo Podkasała odważnie sukienkę, Ksiądz zobaczył jakąś wielką bliznę, Rozweselił się i tak powiedział:
») Oba te wiersze pisane są na jednym arkuszu papieru, obok siebie w dwóch kolumnach.
Bardzo przykro rai o droga pani, Że masz tam taką ranę szeroką, Iż ktokolwiek z ludzi spojrzy na nią. Zlęknie się i nie będzie chciał patrzeć, Lecz ja jestem w tobie zakochany, I zapobiedz chcę twemu nieszczęściu, Mara tu właśnie przyjemne zwierzątko. Które zaraz zasklepi tę ranę.
„Ostatni wiersz opuszcza się z powodu braku papieru.“ M IŁ O Ś ć. (’)
SONET.
Zrodziłaś się moja jedyna Z twórczego pocałunku Pana, I na chrzcie nadano ci imię, Dźwięczące przyjemnie dla serca. Z radości spojrzenie me pląsa, Do życia przez ciebie zbudzone, I błaga z wyrazem serdecznym Nadziei, miłości i wiary. Cieszę się, o moja wybrana, Miłością prawdziwą przejęta, Pociecho najlepsza w nieszczęściu Dla duszy cierpieniem znękanej Pobożna, rozumna i wdzięczna, Źrenico Jedyna mych oczu. Ze nawet anieli by w tobie Jak ja zakochali się także.
0 współczuj mi luba i kochaj, Ja czystą miłością odpowiem Na twoje uściski gorące,
Tyś dla mnie i niebem i światem.
1 wiedz o tem droga Marietto, Ze znajdziesz zapewne — i wielu Co lepiej potrafią udawać,
Lecz nikt cię tak kochać nie będzie.
’) Wiersz ten i nie przystojny rachunek, podany niżej, pisane są również na jednej karcie, w dwie kolumny.
RACHUNEK
Hodamj przezemnie, fporga §ftulimandi panu ffavcrna f|aco.
Czerwca 10 Rozebranie siedzenia pani.... Lir. 4 „ 8 Wyczyszczenie garderoby służącej. „ 2 „ 9 Wstawienie nowego kołka panu.. „ 3 „ 12 Rozcięcie całej rodziny na cztery części „ — 50 „ 13 Przyprawienie gałeczek synowi... „ 1 Lipca 6 Wprawienie trzciny w organ Ś. Cecylii „ — 70
„ 8 Przyprawienie włosów Ś-tej Magdalenie z przodu i z tyłu...... 8
i t. d.
Ostatecznie jesteśmy w kłopocie, chcąc postawić dokładną dyagnozę obłąkania Detomasi’ego. Bez wątpienia są tu widoczne stałe ślady niektórych chorób: syfilisu, gonorrei, epilepsyi, alkoholizmu oraz anomalij psyćhicznych, na które wskazują — nieczułość na dotyk i ból, zupełna utrata zmysłu moralnego i ten przesadzony erotyzm, tem bardziej dziwny w człowieku, zrujnowanym rozmaitemi chorobami i pijaństwem i wybujałość oraz chorobliwa nieprzystojność pism i pomysłów reformatorskich, wreszcie przebiegłość i inteligencya żywsza i bystrzejsza od normalnej i te błędy logiczne, które dotyczą właśnie zaspokojenia jego pożądań i zależą od zupełnego braku poczucia moralnego. Detomasi sądzi bowiem, że nie on powinien poddać się prawom, ale prawa winny się zmieniać dlań; zadowolenie siebie wydaje mu się nietylko moźliwem, ale nawet obowiązkowem, wskutek tego występki, które popełnia, przestają być występkami, obowiązkiem zaś jest zaspokojenie swych upodobań. Dyagnoza bezwątpienia jest bardzo złożoną: moralnie obłąkany i alkoholista (epilepsya jest pochodzenia alkoholicznego), łączy się w jednej osobie z mattoidem — grafomanem i monomaniakiem. Natura śmieje się z naszych klasyfikacyj, i ten, ktoby chciał w danym wypadku trzymać się ich, gruboby się omylił.
Bianco Michał lat 44 ’) geometra, służył przez jakiś czas w ministeryum skarbu, potem otrzymał dymisyę, od lat kilku zamieszkując w swej okolicy rodzinnej X., prowadził ciągle walki z proboszczem i księżmi, ponieważ posiadał dom przyległy do kościoła i probował bądź to zagrodzić murem wejście, bądź to urządzić skład guana. Wszczynał procesy, które przegrywał, był skazywany na różne kary, ale to nie wzruszało go wcale, owszem działać zaczął przemocą. Wtedy rozpoczął seryę prześladowań księży, którzy według jego zdania, nie mieli prawa spełniać swoich czynności we Włoszech, znieważał ich słowami na ulicy, wreszcie przytrzymał jednego za sutannę i obił go, za co był ukarany. Wchodził do kościoła z fajką w zębach i przyklejał na drzwiach jego odezwy, podburzając ludność przeciw księżom. Pewnego razu, na Boże Narodzenie podłożył ktoś ogień pod drzwi kościoła, ponieważ wiązki użytego do podpalenia chrustu podobne były do tych, które znajdowały się w jego domu, ponieważ [tylko na dzień wcześniej rozkleił znowu na drzwiach ^wyzywające odezwy — Bianco oskarżony został o spełnienie tego występku, do czego nie przyznał się, ale i nie zaprzeczył.
Badając go w więzieniu, zobaczyliśmy człowieka dobrej budowy, 1.70 metr. wzrostu. Waga normalna 68 kilogr., włosy przypruszone siwizną, czaszka nieco ossi-cefaliczna, obwód 542, krzywa podłużna 346, poprzeczna 297, śred. podł. 185, poprzeczna 145, pojemność 1516. Wrażliwość na prąd elektryczny 33, na grzbiecie lewej ręki 45 — 51, prawej 57, wrażliwość na ból 18 lewej, i 27 prawej ręki, języka 36, estesiometr na języku ukazuje 4 mm., t.j. o 2 wyżej aniżeli normalnie. Częste drże„ nia fibrillarne w muskułach twarzy. Uczuciowość nieco zmniejszona, mówi z pogardą o własnym kraju i nie obchodzi go wcale rodzina, kocha jednakże Włochy w ogólności. Jest zwolennikiem radykalnego systematu rządów, co się tyczy spraw religijnych i twierdzi, że wszystko to, co wyrabiał z księżmi, jest tylko spełnieniem obowiązku, ponieważ Włochy, będąc państwem konstytucyjnem, nie powinny mieć księży. Jeżeli wy-
’) Dane według ekspertyzy, dokonanej przez d rówLombrosoiPerrottiego. kazywano mu, że księża, głosząc wieśniakom zasady moralne i religijne, przynoszą niewątpliwą korzyść, odpowiadał, że w naszych czasach są oni zupełnie niepotrzebni^ że Turyn, gdzie jest ich bardzo dużo, należy do miast najwięcej upośledzonych, i że gdyby on został naczelnikiem państwa, pozbyłby się wszystkich księży, w sposób spokojny wszakże i roztropny. Przyznawał, że religia jest potrzebną, ale ta, którą głoszą księża, nie może być przyjętą, ponieważ nie jest funkcyą, lecz jihcyą (funzione — finzione). Zapytany, ażeby wyjaśnił, co chce przez to powiedzieć, odrzekł, iż wybiera frazesy, które mają znaczenie właściwe, zresztą należy mu wybaczyć, jeżeli się wyraża niezbyt dobrze, ponieważ jest raczej rachmistrzem, aniżeli pisarzem.
Prowadząc z nim rozmowy, łatwo można było przyjść do wniosku, że wszystkie zdania i postępki nie wypływają z głębokich przekonań, ale wywołane są obłąkaniem i swarami oso bistymi. Istotnie w tyradach jego powtarzały się ciągle koncepty, oparte na grze wyrazów, „księża (preti) i pretorzy są bezużyteczni, i ci i tamci źłe spełniają swoje zajęcia i przynoszą szkodę“. Twierdził, że niesprawiedliwością jest odmawiać mu tej ziemi, przyległej do kościoła, którą posiadali niegdyś jego przodkowie, jak gdyby mogły istnieć jakieś wsparcia prawne; jeżeli zaś nawet pradziadowie jego mieli jakieś prawa, straciliby je wskutek przedawnienia.
Ale najbardziej ciekawym rysem jego charakteru była prawdziwa mania pisania próśb i apelacyj; podawał on je do prokuratora, do ministeryum, do króla, do intendentury skarbu, do kwestury, do prefektury, do dowódzcy legionu karabinierów królewskich, do dowódzcy dywizyi armii terytoryalnej, do pretora, do gminy, wreszcie do papieża, do prowineyała zakonu i t. d. Juź sam fakt podawania na wszystkie strony tych licznych, obszernych próśb dowodzi temu nawet, kogo uieprzekonały jeszcze jego postępki, że Bianco należy do tego aodzaju ludzi, którzy nważając się ciągle za prześladowanych, wykazują szczególne zamiłowanie do zabazgrywania całych, stosów papieru, aby opowiedzieć swoje nieszczęścia i niewątpliwie nie można ich uważać za zdrowych na umyśle.
Szczegółowe zbadanie tych skarg przekonywa nas o tem dowodnie.
We wszystkich główną treść stanowią ideje księżożercze i chęć zemsty, w wielu logika i związek myśli ustępują na plan drugi przed grą wyrazów. Charakteryzuje ich również pismo zwięzłe, jednostajne, często zdarzające się u grafomanów i właściwy im również zwyczaj podkreślania wyrazów. Chociaż Bianco gotów był pisać całe tomy opisów swych zajść, wykazywał jednak szczególną niechęć, kiedy proszono go, aby opowiedział o tem ustnie. Zapytany: z jakiego powodu znajduje się w więzieniu, przedstawiał natychmiast swoje manuskrypty, dodając: „z tego można zobaczyć o eo chodzi.“ Kiedy [proszono go, ażeby przynajmniej zechciał opowiedzieć w krótkości, twierdził, że chcąc to uczynić, musiałby zrobić wyciąg piśmienny. Należy przypomnieć, że jest to jedna z charakterystycznych cech mattoidów-grafomanów. Nie trzeba ograniczać dyagnozy mattoidów do tej cechy jedynie, że zręcznie zapierają się oni występku, ponieważ nierzadko widzimy to samo u obłąkanych, zwłaszcza w tych formach choroby, przy których jasność umysłu jest nawet pozornie większą aniżeli w stanie zdrowym.
Bianco był wypuszczony z więzienia i po upływie kilku dni wystrzelił dwukrotnie z rewolweru do biednego księdza wiejskiego.
Ouiteau Karol. Lat 41, wzrostu wysokiego, głowa asymetryczna, czaszka makrocephala, w obwodzie 619 milim., spłaszczenie skroniowe (plagiocephalia) z lewej strony, oraz spłaszczenie i wklęśnięcie z całej prawej strony. Włosy obfite, ciemne; oczy małe, głęboko osadzoue, odległe od siebie, uszy ogromne ’). Pochodził on z rodziny fanatyków hugonotów; dziadek
’) Jedynie doktór Spitzna zaznaczył ten szczegół. Doktór Hamilton utrzymuje, że twarz i czaszka nie przedstawiają żadnych nieprawidłowości. Portret, który podajemy, otrzymany z New-Yorku, ze źródła bardzo wiarogodnego, dowodzi rzeczy wręcz przeciwnej i pokazuje, że uprzedzenie oddziałać może nawet na prawdziwość badania anatomicznego. Dr. Kemster, demonstrując gipsowy odcisk głowy Guiteau, mówił, że nieprawidłowości, które się znajdują, nie mają żadnego znaczenia, ponieważ spotykamy je również u ludzi bardzo inteligentnych, jak np. attorneya Corkshilla. Ale jeżeli zaprzeczymy w badaniu obłąkanych znaczenia jaz linii ojczystej, lekarz, był zagorzalcem, o czem świadczy cho ciaźby to, że ponadawał dzieciom swym imiona Luter i Kalwin. Dwie córki umarły w stanie obłąkania (jedna zachorowała dopiero w ostatnich chwilach życia), jedna z nich miała córkę monomaniaczkę religijną w 15 roku życia i drugą z głową niekształtną; druga syna, genialnego muzyka, nadzwyczaj egzaltowanego, który umarł obłąkanym. Stryj Guiteau w starości zniedołęźniał zupełnie i miał syna waryata. Ojciec jego, Luter, człowiek dobry i spokojny (z tej racyi uważany za zdrowego umysłowo), w rzeczach religijnych był szalonym fanatykiem. Wierzył on, że materyalnie zespolony jest z Chrystusem i zachowywał rozmaite dziwaczne zabobony. Pewnego ra zu wydało mu się, iż córka jego chce się zabić, i że jakaś uroczystość wolno-mularska ma być właśnie obrzędem jej pogrzebu. Umarł w napadzie szału. Z synów jego dwaj mieli czaszki nieprawidłowo zbudowane, trzeci zaś nie miał z pe wnością czułego serca, jeżeli podczas procesu namiętnie świadczył przeciw bratu. Matka przestępcy, jak się zdaje, w czasie połogu chora była na zapalenie opon mózgowych.
Co się zaś tyczy samego Guiteau, to już przed kilkoma laty uważany był za obłąkanego (obłęd religijny) i uznany za takiego w dokumentach urzędowych przez lekarzy-alienistów.
W ciągu dwóch czy trzech lat mieszkał w New-Yorku, na koszt krewnych swych lub znajomych, zajmując się lub udając, że się zajmuje adwokaturą; kiedy w Heraldzie opisano jego sprawki, chciał wytoczyć proces temu dziennikowi, potem wrócił do Chicago i prowadził znowu życie pasorzyta.
Chciał wydawać dziennik religijny p. t. Theocrat, ale zamiaru tego nie doprowadził do skutku, ponieważ wszystkie pisma zauważyły, że sama ta nazwa wystarcza dla zabicia wydawnictwa. Wygłaszał wreszcie myśl o zniesieniu wszystkich wyznań, w celu należytego ich zreformowania.
Później został duchownym, a nawet misyonarzem jednej
kiejś nieprawidłowości, dla tego, że widzimy ją u ludzi zdrowych, to nie znajdzie n, y ani jednego obłąkanego (oprócz chyba dementów i furyatów), którego możnaby uznać za chorego umysłowo.
z tych dziwacznych sekt, które tak mnożą się w Ameryce, ale został wydalony z grona jej członków z powodu nieprzyzwoitości, jakiej dopuścił się w kościele. Wkrótce potem brat wypędził go ze swego domu za intrygi. Przez czas niejaki siedział w więzieniu za długi i przywłaszczenie sobie niezapłaconych rzeczy. Urządzał np. w wielu miastach odczyty, ogłaszając, że jest znakomitym adwokatem z Chicago i nie chcąc płacić później rachunku w hotelu.
Pracując potem gorliwie w ciągu pięciu miesięcy, zdał nakoniec egzamin adwokacki i w krótkim czasie zarobił 2000 dolarów.
Wtedy zamówił sobie bilety wizytowe, w których tytułuje się radzcą prawnym i znakomitym attorneyem, a jednocześnie (co za sprzeczność) ogłosił spis osób, u których można zasięgnąć o nim informacyj.
Nadawał sobie również tytuł teologa, a nawet przewielebnego. Kiedy mu z tego powodu czyniono zarzuty, tłomaczył się, że w więzieniu widział adwokata, który używał tego tytułu — dziwaczne, prawdziwie waryackie objaśnienie! W tym czasie ożenił się z niejaką Anni, z początku obchodził się z nią dobrze, potem — gorzej, wreszcie zamknął ją pewnego razu w klozecie i tak długo trzymał w tem więzieniu, że o mało nie umarła wskutek braku powietrza. Z tego powodu małżonkowie rozwiedli się formalnie.
W 1878 r. zamierzył urządzić wykłady publiczne i miał jeden odczyt w Newarku. Ale zamiast mówić o istnieniu piekła, jak to ogłosił, w ciągu 15 minut opowiadał o przyjściu Chrystusa i uciekł, zanim oburzeni słuchacze zdążyli zaprotestować. Zresztą o istnieniu piekła napisał potem broszurkę, nie przedstawiającą jednak niczego ciekawego. Przed dwunastu laty, kiedy w New-Yorku wymiar sprawiedliwości dostał się w ręce kliki intrygantów, Guiteau żył, jak inni, na koszt kobiet publicznych i łotrów, którzy płacili za to, ażeby pozwolono im żyć swobodnie.
Później znano go wybornie w przedpokoju prezydenta, gdzie prze„bywał ciągle, wyczekując posłuchania i uważano za waryata, ponieważ prosił o posadę to ambasadora w Austryi, to konsula w Liyerpoolu, to wreszcie konsula generalnego w Paryżu. Podawał on prośby, zdradzające stan nienormalny jego władz umysłowych, prawie nigdy nie podpisane i dołączał do nich drukowaną odbitkę odczytu, który jakoby wygłosił (co było kłamstwem) w New-Yorku. Często pisywał do prezydenta listy, takiej np. treści: „Ubolewam z powodu walki, którą prowadzisz pan z senatorem C. Pan masz zupełną słuszność, trzymaj się na swem stanowisku, będziesz miał bowiem pomoc moją i patryotów. Udziel mi pan kilku minut posłuchania“.
Zachowanie się jego było mieszaniną uniżonej pokory i awanturniczej próżności. W początku rozmowy można było traktować go poważnie, ale następnie w słowach jego przebijać się zaczynała dziwaczna ekscentryczność, chęć mówienia o sobie i pozyskania rozgłosu w jakikolwiek sposób. Świadek Shaw zeznał, że Guiteau już przed kilkoma laty mówił mu o swem gorącem pragnieniu zyskania sławy w jakikolwiek — zły czy dobry — sposób, chociażby naśladując Booth’a (zabójcę Linkolua). Kiedy zaś Shaw zrobił mu uwagę, że za czyn taki grozi kara śmierci, Guiteau odparł: „to już kwestya drugorzędna“.
Sekretarz jego, który pomagał mu w 1873 i 4 r. mówił, że Guiteau bojny był na obietnice, ale nie płacił nigdy; w szufladzie stolika miał on mnóstwo fałszywych pokwitowań. Pisał ciągle, zużywając olbrzymie ilości papieru; nigdy nie patrzył ludziom prosto w oczy, ale wzrok jego biegał na wszystkie strony. Wierzył, że Bóg spłaci kiedyś jego długi, w nagrodę za występy kaznodziejskie, ale jednocześnie dopuszczał się rozmaitych oszustw; zastawiał np. u lichwiarzy zamiast złotych przedmioty pozłacane, dając przytem swój bilet wizytowy, który potem zręcznie usuwał i chełpił się swoją zręcznością przed przyjaciółmi.
Przed zabójstwem prezydenta zwiedził najprzód więzienie, chcąc się przekonać naocznie, jak mu tam będzie, a po dokonaniu czynu przedewszystkiem myślał o wysłaniu wiadomości o wypadku do rozmaitych dzienników. Krewnemu swemu powiedział wtedy, że zamiar zabicia Garlielda powziął przed sześciu tygodniami.
„Leżałem już w pościeli, ale jeszcze nie spałem, kiedy usłyszałem głos, mówiący mi, że powinienem zabić p. Garfielda, i w ten sposób przeciąć wszelkie nieporozumienia, jakie dzielą stronnictwo republikańskie. Kiedym wstał z rana, nic myślałem o tem. Ale później zacząłem rozmyślać codziennie i im więcej myślałem, tymbardziej przychodziłem do przekonania, że wola Boga nakazuje mi zabić Garfielda. Nie miałem doń żadnej nienawiści, nawet poważałem go, ale sądziłem, że interes kraju wymaga usunięcia jego, i że tego chce lud“. Kiedy zwrócono mu uwagę, że lud z oburzeniem mówił o występku, odrzekł Guiteau, że ideje jego nie były zrozumiane. Do sędziego śledczego powiedział: „Sądziłem, że jestem posłuszny Bogu, ale myliłem się; myślę teraz, że Bóg nie chciał, aby on umarł i gdybym obecnie miał możność powtórzenia zamachu, nie uczyniłbym tego. Gdyby Bóg postanowił, że prezydent powinien umrzeć, nie zostałby on dotychczas żywym. Pistolet był dobrze nabity, a ręka moja twarda jak żelazo. Strzelałem doń z blizka i tylko opatrzność Boska mógła go ocalić. Jestem teraz przekonany, że on nie umrze i żałuję, że przyczyniłem mu tyle cierpień. Obecnie napróżno ktokolwiek próbowałby zabić Garfielda, ponieważ jeżeli ja go nie zamordowałem, nie ma kuli, która mogłaby go dosięgnąć. Tak postanowiono w górze, potrzeba więc poddać się woli nieba“.
Do innych mówił, że wystrzelił do prezydenta, aby ocalić rzeczpospolitę. „Jestem demokratą z demokratów“ rzekł do Stalwarda.
Pomiędzy papierami, które znaleziono przy nim po dokonaniu zbrodni, był list następujący:
JDo „tolałeg-c dcmn. Śmierć tragiczna prezydenta jest smutną koniecznością, ponieważ pragnę zjednoczyć stronnictwo republikańskie i ocalić rzeczpospolitę. Życie ludzkie ma niewielką wartość. Podczas wojny tysiące dzielnych ludzi pada na placu, nie wywołując ani jednej łzy. Przypuszczam, że prezydent jest dobrym chrześcianinem, zatem szczęśliwszy będzie w raju aniżeli tutaj i t. d. Jestem prawnikiem, teologiem i politykiem. Jestem demokratą z demokratów; przeznaczyłem kilka takich listów do ogłoszenia drukiem i zostawiłem je w Bece, gdzie moga przejrzeć je reporterzy. Idę do więzienia“.
Podczas procesu przerywał co chwila i znieważał swoich obrońców i wzywał wciąż nowych adwokatów, obiecując zapłacić im... z funduszów publicznych.
Kiedy na sądzie dano mu głos, rzekł: „Przerywałem adwokatom i sędziom, ponieważ chciałem wyjaśnić fakty wielkiej doniosłości, te mianowicie, które mają na celu dowieść, czy ja, czy Bóg dał pierwszy wystrzał, dla tego zaś wspomnienia moje mają szczególne znaczenie. Fizycznie jestem nikczemny, moralnie — dzielny, kiedy wspiera mnie Bóg. Uczyniłem to wszystko co mówią gazety, ale nie zrobiłbym tego, gdyby mi Bóg nie kazał; zawsze byłem robotnikiem Pana. Bóg kierował mem postępowaniem, jak niegdyś czy nami Abrahama przy składaniu ofiary; ci, którzy nastają na m nie, będą ukarani śmiercią“. Później nieco dodał: przysięgli powinni zadecydować, czy byłem natchniony od Boga, czy też nie.
Porównywał także siebie ze św. Pawłem. „Usiłuję podobnie jak on wstrząsnąć całym światem. Nie mam również złota i przyjaciół, i jak on otoczony jestem ludźmi dzikimi“.. Przez 15 dni, w ciągu których znajdował się w stanie natchnienia, nie jadł prawie i nie spał wcale, dopóki nie doprowadził do skutku swego zamiaru; po dokonaniu zamachu, chociaż w więzieniu — spał wybornie.
Na pytanie, co to jest natchnienie, odpowiedział: Umysł jest wtedy opanowany przez bóstwo najwyższe i działa bezprzytomnie. Z początku myśl zabójstwa [przerażała mnie, ale później poznałem: że to było prawdziwe natchnienie. Nie mogę być obłąkanym. Bóg nie wybiera sług swych z pośród waryatów, a Bóg opiekował się mną, wskutek czego nie rozstrzelano mnie ani powieszono. Bóg w końcu ukazre zawziętych swych wrogów“.
Prawda, że na sądzie Guiteau starał się udawać waryata, miał on w tem zupełną racyę, kiedy biegli odrzucili jego zapewnienie, że działał wskutek natchnienia, pod wpływem nieprzepartej, chorobliwej siły. Ależ jaki waryat nie-samobójca nie będzie starał się obronić, nie zechce ocalić życia, łub żeby być uwolnionym, nie użyje wszelkich sposobów? Zresztą Guiteau nie potrzebował wcale udawać — on tylko przesadzał swoje obłąkanie, i swoje skłonności niespokojne, ambitne i religijne, które doprowadziły go do występku. Napadał on jednakowo na tych, którzy stwierdzali jego obłąkanie, jak i na tych, którzy mu przeczyli. „To lekarze jedynie, powiada on, zabili Garfielda“. Potem zwraca się przeciw najgorliwszym swym obrońcom, przeciw ScoviIle’owi i jego żonie, i odpłaca im za dobrodziejstwa całą salwą złorzeczeń, nazywając ich waryatami, nieukami, mówiąc np. do Scovilla: „Jesteś taki sam waryat jak i ja“. Wreszcie znieważał przysięgłych, których przecie powinien był zjednać dła siebie:,, Bóg potrafi wyrzucić przez okno cały trybunał i sędziów, ażeby mnie obronić, jeżeli to będzie potrzebnem. Pragnę powiedzieć to głośno wszystkim amerykanom“.
„Gdyby Bóg nie wywierał nacisku na moją wolną wolę, Garfield nie byłby obalony“.
Kiedy oskarżyciel zwrócił uwagę na jego zepsucie moralne, Guiteau odparł: „Przez całe życie byłem wiernym chrześcianinem, a jeżeli popełniłem cudzołóztwo, ażeby uwolnić się od kobiety, której nie kochałem, i jeżeli winien jestem kilkaset dolarów, to przecie nie zrobiłem niczego, coby rzucało cień na mój charakter“. Wyrazy te dowodzą zupełnej bezwraźliwości moralnej.
Ażeby wykazać do jakiego stopnia dochodziła w nim chorobliwa próżność, dosyć przypomnieć, że na sądzie oznajmił, w które dni przyjmuje wizyty, jak gdyhy był nietylko wolnym, ale znacznym dygnitarzem, zawiadamiał publiczuość (bynajmniej nie w celu usposobienia jej przychylnie dla siebie) że zjadł wyborny obiad w dzień Bożego Narodzenia, i że otrzymał wtedy od dam mnóstwo owoców i kwiatów. Wkrótce potem roznosiciel przyniósł mu przeszło 800 listów, bardzo miłych, w których damy z wyższego świata, prosiły go o autografy, nazywały wielkim człowiekiem, ale to nie wzruszyło go wcale. Wreszcie chwalił się, że otrzymał tysiące dolarów, mnóstwo czeków bankowych i t. d. Były to wszystko żarty, on jednak chełpił się tem poważnie!
Kiedy przyniesiono do sądu dzieło jego p. t. Księga prawdy, zawołał: „oto jest rezultat natchnienia Bożego“ i wpadł we wściekłość, kiedy mu wskazano ustępy, będące plagiatem z innej książki napisanej przez jakiegoś waryata. Przyznał sie sam, że, pomimo wysokiej ceny, kupił pistolet z kolbą ze słoni owej kości, ponieważ wiedział, iż broń ta pokazywana bedzie publicznie.
Ci, nieliczni zresztą, alicniści, którzy uznali jego obłąkanie, jako jeden z dowodów przytaczają charakter pisma, bardzo podobny do tych wzorów pisma grafomanów, które podałem w Archiioie psychiatrii (rok I zeszyt IV).
Z drugiej strony nic można się dziwić, że ci alieniści, którzy mają ciągle na myśli tylko klasyczne formy obłąkania, nic dostrzegli go u Guiteau, ponieważ istniało ono u niego w tej formie przejściowej, właściwej mattoidom, z małą domieszką inonomanii i wielkości religijnej, zwłaszcza zaś że było osłonięte skłonnością do oszustwa, nadzwyczaj rzadko zdarzającą się u obłąkanych i bardzo często u mattoidów. (’) Ta właśnie okoliczność niejednokrotnie jest powodem omyłek w dyagnozie. Przebiegłość nie opuściła Guiteau’a nawet podczas procesu, jak i w ciągu poprzedniej karyery zręcznego oszusta.
Istotnie, kiedy biegły Diamond, który nie uznawał go za waryata, oświadczył na sądzie, że lekarz długo bardzo badać musi chorego, aby módz oświadczyć z głębokiem przekonaniem, że człowiek ów nie posiada w pełni władz umysłowych, i że on sam nie uważa się za dosyć doświadczonego w badaniu chorób umysłowych, aby mógł wydać sąd w tej sprawie, nie lękając się omyłki — Guiteau zawołał: „Jest to najrozsądniejsze z tego, coś pan dotychczas powiedział.“ Kiedy po wygłoszeniu zdania, że Bóg nic pozwolił, aby go rozstrzelano lub powieszono, zapytano oskarżonego, czy nie sądzi, że mogą to z nim uczynić później — odmówił wszelkiej odpowiedzi. Z początku utrzymywał, że nie jest obłąkanym, później zaś, gdy się go spytano czy jest waryatem, zrozumiał, że zarówno przeczenie jak i przyznanie może mu przynieść szkodę, wywinął się więc, zapewniając, że spuszcza się pod tym względem na zdanie biegłych, sam zaś odpowiedzieć nie może. Na uwagę, zrobioną mu przez kogóś,
’) Patrz: Archwio di P sichiairia.
źe nie zabiłby Garfielda, gdyby ten mianował go konsulem, Guiteau odparł, iż zabiłby w każdym razie, co było widocznem kłamstwem, ponieważ poprzednio mówił wręcz przeciwnie. Przyznawał się do cudzołóztwa i oszustw, ale mówił
0 tem jakby o nie nie znaczących drobnostkach — co było jasną wskazówką utraty wszelkiego poczucia moralnego — a nawet żartował sobie z prezesa sądu, którego drażnił ciągle. „Możesz pan pożyczyć odemnie, jeżeli będzie ci potrzeba, pieniędzy. Ja otwarcie proszę o pożyczkę pierwszego lepszego i jeżeli ma pieniądze, to mi je daje.“
Biegły Calender zauważył, że spryt, jaki wykazał Guiteau, posyłając z więzienia liśt do Camerona z prośbą o pożyczenie 100 dollarów i popierając żądanie swoje skargą, że został poświęcony na ofiarę przez swoje stronnictwo — dowodzi, iż jest on zupełnie zdrowy umysłowo. „Dokument ten przekonywa nas, dodaje on, że oskarżony Guiteau, robi bardzo trafny wybór osób, od których żąda pożyczki i że żądania swoje popiera zręcznymi argumentami.“
Ale ani ta przebiegłość, ani dawniejsze oszustwa, nie przeczą bynajmniej jego obłąkaniu. W wydawanem przezemnie piśmie (Archivio di Psichiatria e scienze fenoli, R. I z. 2 i R. II z. 2) wraz z Perrottim i Albertottim wykazałem, że obłąkanie bardzo często zdarza się wśród oszustów, nietylko po osądzeniu, ale
1 przed niem, jak to widzieliśmy np. u Detomasi’ego. Fakt ten, że chytre ich wykręty zwracają się często przeciw nim samym, tłómaczę tem, że skłonność do udawania nie jest powstrzymywana przez rozsądek, i że wskutek nienormalności swojej rozumują oni inaczej, aniżeli ludzie zdrowi. Skłonność do kłamstwa i potwarzy jest objawem bardzo zwyczajnym u histeryków, parezyków i alkoholików.
Biegły Mac-Donald zapewnia, że obłąkani, którzy uważają się za natchnionych, działają bez premcdytacyi, nie dbają o następstwa swych czyuów i nie myślą o uniknięciu odpowiedzialności, jak to robił Guiteau.
23
Dla obalenia tego zdania wystarczy przy toczyć to, co mówiliśmy wyżej o Malefcie, Bosisio, Detomasim, Lazzarettim a nawet o Sayonaroli.
Geniusz i obłąkanie.
Kto przeczytał ostatnie stronice tego dzieła, łatwo zrozumie, że wszystko co się mówiło tutaj o Guiteau, właściwem jest zwyczajnym, niespokojnym grafomanom, którzy napadają na osoby wysoko położone, jeżeli nie chcą zadowolnić ich ambitnych wymagań.
Ale to samo instynktowne, atawistyczne uczucie reakcyi, które we Włoszech uczyniło niemoźliwem uwolnienie Passanantego i które w oczach publiczności czyni karę nie — narzędziem obrony lub poprawy, ale wywarciem zemsty, oddziaływania proporcyonalnego raczej do poniesionej szkody aniżeli do warunków, w jakich znajduje się przestępca — uczucie to sprawiło, że uznanie Guiteau’a za waryata było tutaj niemoźliwem. Jeżeli posyła on swe bazgroty i autobiografie do dzienników — to dla tego, aby nehodzić za waryata; jeżeli mówi, że był natchniony od Boga — to chce, aby go wzięto za monomana religijnego; nawet ciągłe kłótnie z adwokatami i przysięgłymi — to po prostu udawanie; wreszcie anomalie czaszki albo podane były w wątpliwość, albo też zmniejszono ich znaczenie. Wobec tego skazanie Guiteau’a było niewątpliwem, chociaż niesłusznem psychiatrycznie, podobnie jak wyrok, wydany na Passanantego.


Po tylu przykładach nikt chyba wątpić nie będzie o istnieniu odzielnej odmiany obłąkanych, albo raczej pół-obłąkany ch. Nie mam zresztą pretensyi, że mówię o czemś nowem i nieznanem, zdaje mi się tylko, iż dokładniej zbadałem i rozklasyfikowałem tego rodzaju wypadki, liczne bardzo i zaznaczone niejednokrotnie. Przytoczę tu jeszcze kilka przykładów, które opisuje Tardieu (ł).
*) Tardien. Etude medico-łegalc sur la folie. Paryż 1872 r. str. 305 i 340.
Bouches-Hilton, lat 59, pochodzący z rodziny porządnej, mial brata obłąkanego; w młodości kilkakrotnie był uwięziony za oszustwo i włóczęgostwo. W czasie rewolucyi 1831 r. stanął na czele oddziału, sam mianował siebie pułkownikiem, potem zaś żądał, żeby albo przyznano mu ten stopień, albo wypłacono 300, 000 franków wynagrodzenia.
Nie otrzymawszy ni jednego ni drugiego, pragnąc zaś, żeby mówiono o nim, zaczął wytaczać procesy rządowi i ogłaszać ohydne satyry na Ludwika Filipa. Biegał po ulicach z orszakiem takich samych jak on malkontentów, którzy mieli czapki w kształcie gruszki, co wówczas było satyrą na króla i sprzedawał maść, zrobioną z krwi i kości poległych w czasie rewolucyi. Potem sprzedawał gałki do lasek i rączki do parasoli, nibyto również wytoczone z kości tych ofiar, wreszcie został za to dwukrotnie aresztowany i w ten sposób uzyskał upragnioną sławę.
Ażeby mieć obronę od mniemanych prześladowców, w oknach swego mieszkania postawił lalki w mundurach wojskowych. Na gruncie przyległym do swego domu urządził pastewnik dla swych ulubionych kóz i bił każdego, kto występował przeciw niemu w obronie własnychpraw. Innym razem znowu, na cudzym gruncie postawił mur, który, rozumie się, po całym szeregu procesów zmuszony był rozwalić. Pożyczał pieniądze od wszystkich sąsiadów, płacił zaś im zniewagami. Następnie pojechał do Anglii i dowiedziawszy się, że ma tam również przybyć Ludwik Filip, zażądał od Lorda Mayora, ażeby pozwolił mu aresztować króla, jako niewypłacalnego dłużnika. Ponieważ król odłożył podróż, Hilton sądził, że ućzynił to ze strachu, posłał więc do ministra dworu formalną skargę. We wszelkich okolicznościach życia głównem zajęciem jego było pisanie listów, odezw, podań, próśb i paszkwilów; pisał ciągle z lada powodu, lub nawet bez powodu, do króla, do władz administracyjnych, do deputowanych, wreszcie do swych sąsiadów. Jeden z sąsiadów jego twierdził, że widział około 100 kilogramów papieru, zapisanego ręką Hiltona, dodać zaś trzeba, że pod tym względem nasz grafoman był bardzo oszczędnym, pisał bowiem na najdrobniejszych skrawkach papieru wzdłuż i w poprzek i na ukos, a nawet na odwrotnej Btronie koperty. Pismo jest grube ale wyraźne, ortografia niepewna (np, łraite zamiast traitre), treść listów i wszelkich utworów zawsze obelżywa, np. prefekt policyi nazywa się u niego Midas departamentu Sekwany, syndyk z Gard — Midas departamentu Gard i t. d.
Hilton ma fizyognomię wstrętną, spojrzenie chytre; mówi łatwo i kończy każdy frazes głośnym wybuchem śmiechu, co chwila zaklina się i daje słowo honoru, oraz umie zręcznie unikać zarzutów i odpierać je dowcipnie.
Na sądzie up. oświadcza, że „miał w życiu tyle procesów, że jeden więcej może mu tylko sprawić przyjemność.“ Znieważał króla nie wskutek nienawiści osobistej, ale ponieważ pragnął bodajby na papierze wyrazić gniew, jaki nim miotał z powodu doznanych niesprawiedliwości. Oskarżenie o oszustwo wniesione zostało przeciw niemu w tym celu, aby uwolnić się od wypłacenia mu nagrody za usługi oddane ojczyznie.
Opowiada, że pewnego dnia, znalazłszy się bez dachu i chleba, utrzymywał się z gry na skrzypcach i zarabiał z tego 300 franków miesięcznie, ale zobaczywszy geometrów, pracujących przy kadastrze, zapragnął robić to samo co oni, i chciał przyjąć udział w konkursie na ułożenie nowego planu miasta Nimcs. Profekt nie przyjął jego zaofiarowania, wtedy Hilton odwołał się do króla i do ministrów. Kiedy nakazano mu odbyć kuracyę mleczną, kupił sobie dziesięć czy dwanaście kóz, ponieważ zaś pasł je sam, otrzymał przezwisko koziego dozorcy.
Podczas procesu, widząc, że biegli skłonni są uznać go za waryata, wyobrażał sobie, że są oni agentami spisku, uknutego w tym celu przez króla. Napisał więc do Ludwika Filipa list, w którym powiada: „Przysłałeś Pan do mnie trzech ludzi, aby mnie przekonali, że jestem obłąkanym, z czego wywnioskowałem, że istnieje spisek w celu zrobienia ze mnie waryata. Ponieważ Wasza Królewska Mość wtedy tylko śpi spokojnie, kiedy ja jestem w więzieniu, będzie więc spała lepiej jeszcze, kiedy pozbawi muie głowy.“ Sędziemu zaś powiedział: „Przybyłem do Francyi aby dokuczyć Ludwikowi Filipowi, kiedy zobaczy mnie na barykadach. Tutaj wpadłem w potrzask. Pozostaje wam jeden tylko środek pozbycia się mnie — trucizna.“ Istotnie powoli przyszedł do przekonania, że chciano go otruć.
Sandou, adwokat, doszedł do wysokiego stanowiska przez własne zasługi, później jednak z powodu własnych błędów usunięty został z urzędu i zwrócił się z prośbą o protekcyę do ministra Billaułfa, swego dawnego kolegi, który niegdyś mu pomagał, później zaś, uznając go za obłąkanego, opuścił go zupełnie. Wtedy Sandou zaczął zasypywać ministra ciągłemi prośbami, jednocześnie uniźonemi i groźącemi, popierając żądania swe faktem poprzedniej pomocy, którą wskutek tego uważał za pewne zobowiązanie na przyszłość. Wsadzili go wreszcie do szpitala, gdzie lekarze po kiłkakrotnem badaniu uznali go za okłąkanego; ztamtąd posyłał jednak znowu prośby, w których od dziwacznej pychy przechodzi nagle do pokory nikczemnej. „Jestem naczelnikiem stronnictwa, chcą mnie zamordować, ale przedtem ja zabiję ministra, “ a zaraz potem prosi tego samego ministra, aby wykonał jego ostatnią wolę i pochował go w oznaczonem miejscu. Sandou znalazł adwokatów, krzykliwych polityków, jak Fayre, którzy zrobili z tego sprawę polityczną. Kiedy nadeszły wybory ogólne, Sandou wyobrazi! sobie, że Carnot obiecał mu zrobić go deputowanym z Paryża, ale on nie przyjmie mandatu tylko z okręgu Creuse. Potem wymarzył sobie, że ma zawrzeć nadzwyczaj świetny związek małżeński, oraz że napisze rozprawę o demokraeyi, która otworzy przed nim podwoje Akademii francuzkiej. Niekiedy skarżył się, że szczury objadły mu głowę, że nie ma wcale władzy w jednym boku, wreszcie chciał pozbawić się życia.
Zasługuje na uwagę olbrzymia ilość różnych utworów i listów, z przypiskami, podkreśleniami zdań, powtarzających ciągle te same myśli za pomocą tych samych wyrazów. Pisał on to wszystko bądź to w więzieniu, bądź na wolności. Pomimo tych dowodów, niejednokrotnie z jego powodu oskarżano Billaułfa. Dopiero przy sekcyi znaleziono poważne uszkodzenia błon mózgowych, co ostatecznie przekonało wątpiących o obłąkaniu Sandou.
Niejaki M. A. nazywał sam siebie profesorem uniwersytetu w Oksfordzie, z pensyą 75, 000 franków i opowiadał, że zwyciężył 300 kandydatów na tę posadę; chociaż nie znał wcale języka angielskiego, i bardzo niewiele umiał po łacinie, ale odnalazł dekret pozwalający wykładać takim nawet, którzy nie mówią wcale po angielsku. Wdawał się w rozmówy i osobami wysoko położonemi, poznał się z księżną R., wyobraził sobie, że się w nim zakochała, chociaż wkrótce kazała go ona wyrzucić za drzwi. Wtedy w obszernym memoryale oskarżył ją, że mu ukradła pugilares, oskarżył również ministrów; podawał petycyę do izby gmin i do izby lordów. Jeden z lordów obiecał mu nawet, że z tego powodu wniesie interpelacyę, ale M. A. nagle wyjechał z Londynu do Paryża, gdzie kapelan cesarza Napoleona obiecał mu swoją protekcyę.
Po upadku monarchii zwrócił się z prośbą o opiekę do biskupa z Limoges, ale ten od razu poznał z kim ma sprawę i odesłał go do szpitala dla obłąkanych; po uwolnieniu ztamtąd M. A. wytoczył proces biskupowi.
Następnie natknął się na jakiegoś filuta, niby bonapartystę, niby republikanina, wyobrażał sobie, że jest na śladzie wielkiego spiska, a minister Lefrauc wziął to wszystko na seryo i obiecał zająć się jego procesem. Dopiero później M. A. uznany został za waryata i osadzony w szpitalu św. Anny, gdzie natychmiast oskarżył przed dyrektorem wszystkich chorych Po wyjściu ze szpitala, z kolei oskarżył dyrektora przed wyższą administracyą.
Virgiliusz Antonelli w ojczyznie swej Marchii posiadał pewien rozgłos literacki, chociaż wiersze jego nie wychodzą ponad poziom^ mierności. Większą wartość przedstawia jego autobiografia. Oto jak opisuje go prof. Morselli l):
„Zaciągnął się do służby we flocie jako chłopiec okrętowy w 1861 r., w 1867 uległ karze dyscyplinarnej, wkrótce po^ tem zbiegł, aby przyjąć udział w bitwie pod Mentaną, za eo został ukarany ośmiomiesięcznem więzieniem.
W 1868 zbiegł znowu; aresztowano go w Valcimara i skazano na 6 miesięcy więzienia obostrzonego, aie wyższa iustancya umorzyła karę, uważając Antonelli’ego jako egzaltowanego chorobliwie.
W 1869 r. przeniesiony został do t. z. kompanii dyscyplinarnej na rok, za to, że ogłosił nadzwyczaj gwałtowny artykuł w dzienniku Dovere, wychodzącym w Genewie, oraz za
’) Un genio di m-micomio, Macerata. 1879 r.
złe prowadzenie się w służbie. Tutaj kilkakrotnie zamykano go w areszcie o chlebie i wodzie, zakuwano w kajdany, wreszcie oddano pod sąd i trybunał wojenny we Florencyi, skazał go na dwa lata ciężkiego więzienia.
Kiedy prowadzono go do więzienia, wszczął kłótnię z karabinierami, i wskutek ich skargi Główna Rada Admiralicyi przedłużyła mu karę na sześć miesięcy.
Po odbyciu tych wszystkich kar, powrócił do kompanii dyscyplinarnej, gdzie znowu kilkakrotnie podlegał karze, aż wreszcie 7 Maja 1873 roku otrzymał zupełną dymisyę.
Zostawszy wolnym obywatelem, nie przestał bynajmniej zajmować sobą włndzy.
„W 1873 r. zatrzymany został w Reggio Emilia i przesiedział 6 tygodni w więzieniu, jako nie mający żadnego zajęcia.
Potem się udał do Adria dla wyszukania sobie roboty, ale znowu był aresztowany, odsiedział w więzieniu cały miesiąc, i otrzymał upomnienie od prefekta z Rovigo; następnie odesłany został do S. E. miejsca swego urodzenia“.
„W 1874 r. 16 Kwietnia był aresztowany w Morrovalle i odprowadzony do Maceraty, gdzie trzymano go w więzieniu w ciągu 6 miesięcy i 13 dni, wreszcie sąd uznał, że jest dostatecznie ukarany. Uwolniono go z więzienia w grudniu“.
„W 1875 r. aresztowany w Rzymie za włóczęgostwo, przez czas jakiś siedział w więzieniu, ale nie był sądzony, tylko odesłano go do miejsca stałego zamieszkania“.
„W F., w tym samym 1875 r. znowu go aresztowano za napisanie do pod-prefekta listu, zawierającego obelgi. Pozostawał w więzieniu przez 46 dni, poczem oddany został pod szczególny dozór policyjny. Ostatni raz aresztowany był w F. jako włóczęga, nie mający zajęć określonych; będąc w więzieniu sarn prosił, ażeby z powodu choroby przeniesiono go do szpitala dła obłąkanych. Przyjęty do szpitala w * * *, stał się wkrótce nieznośnym dla wszystkich, z powodu zuchwałego obejścia i chęci pokłócenia pomiędzy sobą chorych; przeniesiono go więc w Maju 1877 r. do szpitala w Maceracie“.
,, Miewa on dosyć długie okresy spokojności, niekiedy zaś wykazuje silne wzburzenie. Ale czy spokojny, czy podniecony A., przedstawia te same dziwne objawy, t. j. pewność, że jest chorym umysłowo, obłąkanym i przekonanie, że jest niezrozumianym geniuszem, pisarzem niezrównanym, niewyczerpanym. Istnieją więc w nim jakby dwie świadomości, z których każda każe mu działać, myśleć, rozumować odmiennie. Kiedy bierze w nim górę pierwsza t. j. świadomość swego stanu nieszczęśliwego. A. przyznaje, że myśli jego są przesadzone, postępowanie dziwaczne, że brak mu logiki, że mizantropia, która go opanowuje, jest rezultatem obłędu. Przeciwnie kiedy obłęd wielkości otrzymuje przewagę, A. robi się niespokojnym, zmienia się na twarzy, deklamuje podniesionym głosem, przechadza się z miną pogardliwą i nazywa wszystkich nikczemnikami, hipokrytami, jezuitami i t. p. W obu okresach swego dziwnego życia A. ciągle pisze; jedynie kiedy napady szału wzmagają się, przechadza się, krzycząc głośno i wygłaszając zarzuty przeciw swym wrogom. Wrogami tymi zawsze są ci, którzy ze swego bogactwa, tytułów lub rozumu zajmują wysokie stanowiska w społeczeństwie. Antonelli jest zapalonym demokratą, socyalistą, nienawidzi klas zamożnych i twierdzi, że jest zapoznanym geniuszem, prześladowanym przez wszystkich satrapów społeczeństwa. Liczba jego utworów jest bardzo znaczna, obecnie np. pisze on odrazu trzy powieści; pierwsza nosi tytuł: Podróż z Ankony do Rzymu, druga — Testament księdza, trzecia — Zamordowany hrabia. W kilku ostatnich miesiącach opisał liczne Epizody mego awanturniczego żywota, broszurę O ivykształceniu Masy robotniczej i proleteryatu, w kilku numerach’ Dziennika domu dla obłąkanych w Maceracie pomieścił kronikę codzienną zakładu, artykuły wstępne, satyry, szarady i t. d. Jednocześnie podawał mnóstwo memoryałów bądź to do Dyrektora, bądź do członków swej rodziny, gdzie opowiada szczegółowo wszystkie swoje myśli. Oprócz tego pisał prośby, listy, objaśnienia dla innych chorych, a nawet dla wielu dozorców, którzy wybrali go na swego sekretarza. Przyrzekł także napisać komedyę i tragedyę dla teatrzyku szpitalnego i pewnego dnia wręczył mi listę swych dzieł, napisanych podczas burzliwych peregrynacyj. Z długiego tego spisu przytaczam tylko niektóre tytuły:
Tajemnice potwornego okrucieństtoa morskiego czyli Wsteczny postęp XIX wieku. Dzieło w pięciu tomach. Chłopiec okrętowy, poemat napisany oktawami.
Zbiorek romantyczny. Tom jeden.
Wybrane listy, (korespiondencya literacka) Tom jeden.
Pauperyzm we Włoszech i środki dla wytępienia jego, poemat napisany białym wierszem.
Znudzony stary kawaler, dramat komiczny w 5 aktach.
Przekłady z języka łacińskiego (?).
Sonety, akrostycby, epigramaty, szarady, zagadki, rebusy.
Artykuły ogłoszone w rozmaitych dziennikach politycznych np. Dovere, Corriere delie Marche i t. d.
Wszystkim tym pracom autor nadaje niemałe znaczenie i, istotnie, chociaż spotykamy w nich powtarzanie tych samych pomysłów w rozmaitej formie, chociaż pozostawiają one wiele do życzenia pod względem jasności i zwięzłości, ale utwory te odznaczają się prawdziwem krasomówstwcm, i, co dziwniejsza — logiką ścisłą i prostą, skierowaną zawsze ku przekonaniu czytelnika o szlachetności i wyższości umysłu autora i o tem, że tylko okoliczności fatalne mogły zaciemnić i zniweczyć te zdolności ogromne. W ten sposób A. zamyśla nietylko wsławić swoje imie, ale i naznaczyć piętnem hańby tych licznych, wymarzonych wrogów, którzy przez tyle lat trzymali go w rozmaitych więzieniach.
Z tem wszystkiem nie odkrywa on swych stron słabych, wie, że brakuje mu siły przekonań, i że nie zna natury i istoty praw społecznych. Istotnie, przekonania jego nie są bynajmniej tak stałe i silne, żeby nie można go było przekonać niekiedy za pomocą rozumowania logicznego (jak to mówiłem wyżej) o dziwactwie jego postępków i błahości pomysłów. Rozmawiając z nim spokojnie o jego teoryach socyalistycznych i internacyonalistycznych, dowodząc, że żadne prześladowanie społeczne względem niego nie istnieje, można go było prźekonać o słuszności tych uwag. Wtedy niejednokrotnie przyznawał, że nie myślałby i nie działał w ten sposób, gdyby umysł jego nie był gwałtownie poruszony wskutek nieszczęśliwych okoliczności burzliwego życia.
DODATEK PIĄTY.
Anomalie czaszek wielkich ludzi.
Oprócz wypadków anomalij, o których mówiliśmy powyżej, należy przytoczyć jeszcze niektóre spostrzeżenia, dokonane przez Canestrini’ego, Voltę, Alborghettiego, Kupfnera, Zoia, Turnera i przezemnie (Cranio di Volta 1879 r.). W czaszce Volty x), która posiada piękne kształty i pojemność bez wątpienia
’) Pojemność czaszki.... 1865 cent. sześciennych „ oczodołów’... 55 „ „
Obwód czaszki 570 m. m.
Szerokość czoła 120 „
Wskaźnik głowy..... 775 „ „ pionowy.... 720 „ „ przednio-czaszkowy. 33 „ „ ty lno-czaszkowy.. 22 „ Pojemność czaszki: Brunaci.. 1700 c. sz.
Pelrarca.. 1602 „ Fusinieri,. 1602 „ Dante... 1493 „ Foscolo.. 1426 „ Ś. Ambroży. 1792 „ Scarpa... 1455 „ Romagnosi. 1819 (?) Z cyfr tych widać, że czaszka Volty należy do największych. Średnia czawiększą od zwyczajnej, znalazłem wiele cech, które antropologowie uważają jako właściwość ras niższych, mianowicie wydatność wyrostka szydłowatego brak zazębień szwu wieńcowego, ślady szwu średnio-ceołowego, rozwartość kąta twarzowego (73%)» przedewszystkiem zaś znaczne zgrubienie czaszki, w niektórych punktach dochodzące do 16 milimetrów, co powoduje wielką wagę czaszki — 753 gramów. Ze spostrzeżeń innych widzimy, że Manzoni, Petrarka i Fusinieri mieli czoło cofnięte; zrosty szwów czaszkowych widzimy u Byrona, Foscolo, Ximenesa i Donizettiego; submicroccfalię u Rasori’ego, Descartes’a, Foscolo, Tissota, Guido Reniego, Hoffmanna, Schumana; zgrubienie czaszki u Donizettiego; wreszcie grzebień kościsty między kością klinową i wyrostem podstawowym — u Tiedemanna.
Trzeba tu również zaznaczyć szparę ciemieniową u Fusinieri’ego (Canestrini II cranio di Fusinieri 1875), asymetryę czaszki u Romagnosi, Bichata, Kanta x), Chenevixa 2), Dantego, u tego ostatniego widzimy rozwój anormalny guzu ciemieniowego lewego i dwa guziczki na kości czołowej, płasko-głowość (plagiocephalia) Brunacci’ego i Machiavelli’ego, silny prognatyzm Foscolo (68), mały wskaźnik przednio-czaszkowy i tylno-czaszkowy i ultra-dolichocefalię Fusinieri’ego (wsk. 74), która stanowi kontrast z właściwą weuecyanom ultra-brachicefalią (82 — 84), neanderthalską czaszkę R. Bruce’a (Turner Quarterty, Journ. of Science 1864), Kay Lye, San Marsuy’a, ze wskażni-
szka włoska, według Calori’ego 1551, według Delorenzi’ego 1554. Średnia waga czaszki według Gaddiego — 600, według innych przeszło 500. Obwód czaszki: Ś. Ambroży 533 m. m. Brunacci. 550 »f Fusinieri. 544 n Petrarka. 540 n Foscolo.. 530 n Dante.. 520 Donizetti. 574 »i Bellini.. 550 ff ’) Kupfer. Der Schadel Kant’s w Archńi.f. Anthrop. 1881. 2) Rtvue scientiąut 1881.

kiem 69 ) i ultra-dolichocefalię 0’Connora (73), gdy tymczasem średnia cyfra dla Irlandyi wynosi 77; dół potylicowy średni u Scarpa (Zoia. Testa di Scarpa 1880), szew potylicowy poprzeczny u Kanta, jego ultra-brachicefalię 88.5, jego płaskogłowość (platicefałia, wskaźnik wysokości 71.1) i nieproporcyonalność między częścią wyższą kości potylicowej dwa razy więcej rozwiuiętej od części niższej czyli móżdżkowej i małość łuku czołowego — w porównaniu z ciemieniowym, t. j. te właściwości, których wcale nie spotykamy u niemców.
Na zasadzie tych faktów nie będzie zbyt śmiałem przypuszczenie, że geniusz okupuje się niższością innych tunkcyj psychicznych, i że towarzyszą jemu anomalie tego samego organu, który jest źródłem jego sławy. Do przytoczonych wyżej danych dodać możemy jeszcze puchlina jam mózgowych u Rousseau’a, hypertrofię mózgu Cuviera (Buli Soc. Ant. 1861), meningitis Grossi’ego, Donizetti’ego i Schumanna, obrzęk mózgowy Liebiga i Tidcmanna; u tego ostatniego, oprócz znacznego zgrubienia kości czaszki, zwłaszcza czołowych, Bischof zaznacza oponę twardą, przyrosłą do kości i zgrubienie, oraz uszkodzenie opony pajęczynowatej, w mózgu zaś pewne oznaki atrofii tego organu. Wagner znalazł u klinicysty Fuchsa przerwanie szczeliny Rolanda, wskutek anormalnego rozwoju, zwoju na powierzchni mózgu, co stanowi tak rzadki wypadek, że według Giacominiego zdarza się raz na 365, a według Heschela na 632 sekcyi pośmiertnych (Giacomini. Varietd delia circonvoluzione cerebrale 1882. Heschel. Die liefe Windungen des Menschl-Grosshirns Wiedeń. 1877 r.) Mózg Scarpa ważył tylko 1066 gramów (Zoia op. cit.). Wagner i Bischof ) znaleźli, że waga mózgów uczonych niemieckich niższą jest od średniej, co można wytłómaczyć wiekiem ich i chorobami. Tak np. Liebig (1352 gr.) umarł w 70 roku życia, DolIinger (1207 gr.) z suchot. (Bischof. Hirngewicht des Mensehen 1880) »). Hermann... lat 60 — 1590 gr Pfeufer.... tt 60 — 1488 tt Bischoff... .. Medyk it 79 — 1452 Ił Melch. Meyer. .. Poeta i* 79 — 1415 1* Huber..., .. Filozof l 47 — 1499 tf H 74 — 1349 n Liebig.... » 70 — 1352 >i Tiedemann.. ,. Chemik II 79 — 1254 »» Harles.... .. Chemik »» 40 — 1238 i» Dóllinger... .. Chemik 11 (1 — 1207
Największą wagę mózgów 1925 i 2222 gr. zBaleziono u osób nieznanych. Tak samo wymiary łuku m ózgowego wykazały wyższość ludzi, którzy nie odznaczyli się niczem.
Powierzchnia mózgu klinicysty Fuchsa zajmuje 22.1005 cent kwad.
„ „ „ Gaussa „ 21.9558 „ „ Przy tej samej wadze powierzchnia mózgu pewnej kobiety zajmuje tylko 20.4115 „ „
Prostego robotnika 18.7672 „ „
(Bischoff op. cit.).
Pojemność czaszki Kanta wynosi 1740 c. sz., o 40 więcej od średniej cyfry niemieckiej (Mendel Neurolog. Centralblats 1882).
’) We Francyi Lebon zmierzył 26 czaszek genialnych francuzów, jak np. Boileau, Descartes, Jourdan i znalazł u najsławniejszych pojemność 1732 c. sz., podówczas gdy u dawnych paryżan wynosi 1559. Obecnie u 12°/0 paryżan pojemność czaszki przenosi 1700 c. sz., wśród uczonych zaś 73% przewyższa tę cyfrę {Reu. Scitniifiąue 1882 r.).
MIEJSKA WJOTEKA PUBLICZNA
3WIF OrtRNTnZET
SPIS RZECZY.
Str.
Przedmowa do wydania trzeciego V
Przedmowa do wydania czwartego VIII
I. Wstęp historyczny 9
II. Właściwości fizyologiczne ludzi genialnych i analogie genialności z obłą
kaniem 12
III. Działanie zjawisk meteorologicznych na ludzi genialnych i na obłąka
nych 31
IV. Wpływ zjawisk meteorologicznych na urodzenie geniuszów 51
V. Wpływ rasy i dziedziczności na geniusz i obłąkanie 57
VI. Przykłady geniuszów obłąkanych: Harringhton, Bolyai, Codazzi, Am-
póre, Comte, Schuhmann, Tasso, Cardano, Swift, Newton, Rousseau, Lenau, Szechenyi, Schopenhauer 69
VII. Przykłady obłąkanych, obdarzonych geniuszem poetycznym, satyrycz
nym i t. p. Autobiografia monomaniaka-zabójcy.,... 97
VIII. Sztuka u obłąkanych. Malarstwo. Muzyka 135
IX. Mattoidzi-grafomani. Mattoidzi-genialni. Bosisio 160
X. Prorocy i rewolucyoniści, Lazzaretti, Passanante 186
XI. Cechy szczególne ludzi genialnych, które jednocześnie, właściwe są
obłąkanym 236
XII. Cechy wyróżniające ludzi genialnych. Wnioski ogólne...... 253
1. Dodatek pierwszy. Rozmieszczenie geograficzne artystów we Wło
szech i uczonych we Francy i 259
2. Dodatek drugi. Dzienniki i pisma obłąkanych. Dzienniki w Reggio,
Sienie, Pesaro, Colorno, Ankonie. Poemat obłąkanej... 271
3. Dodatek trzeci. Literatura mattoidów 321
4. Dodatek czwarty. Grafomani przestępcy (Mangione, Detomasi, Bianco,
Guiteau, Sandou, Antonelli) 327
5. Dodatek piąty. Anomalie czaszek ludzi znakomitych 362



Coma
IDYOŁ,
MUZYKÓW
Aleksandria
uuytli
)
njffO
uti’f/1/iĄ
A/fmrtZłt*
Mtr/to
Su n U
Sałcnw
f OSC/ŁZCi
frufjału’
Cf/ittuuA
wwrtłsttj
oti \5 30 o<\ 30 do 200
cii 200 wijiej.
Tal IV


Tab.
StMtiria
HfYArui
f Jfowiri TURYN
tc/mia.
MALARZY
utcrtłzgDt
A(t’SStuulri»
I ’ parmaI
tttieo
rst/ro
<\tmtr
©
fl.OKKTNTY.y,
Sii/uf
(il’i>SSclo
RZYM
CtUlłfM>l)(X3St
S<l$SUi’t
S<t(ern*>
Po/fłt zet
intfimu
Ccitam
Simnisct.,
CAG1.IARI
c.a 16 30. ed. 30 a<. 200. M 200 .


Sondria
mtzuu
o
Comtt
©
(KorołAj
TURYN
ff“/V ftlA
Aleśsttntlru
Fcrrurf*
PARMA)
tiKNUA
uawmn
toomo
.{frwscft’
urno
O
KORSYKA
t/uch
LZYM
>’EM%L
osru.ztt
Mtvsi/u*
(Tułam*
Siraru.ia)
Tab. VI
W(//Vt)
TURYN
IłYOU
fcfWUZ
/essantfru
PAR;
HU CO \UIVlUU
FLORĘ ren
anto
Sic na
irrtK<sr.lo
Terami^
KORSYKA
( \llHfHlfn
jiKUuiO
Sttłfmo
( o.\enxt*
CAGLIARI
’ił 7 ’JO.
Siraett&ti
fntffam ] PALERMO Tab. VII.



TABLICA GRAFICZNA TAI
departamentów francuzkich,
WEDŁUG ILOŚCI LUDZI GENIJALNYCH ( lmija pojedyncza) W ZESTAWIENIU Z WYSOKOŚCIĄ WZROSTU (luuja podwójna) W KAŻDYM Z NICH.




’) Berni: I^a poesia e corae quella cosa
Che si rizza a sua posta e leva e posa.
0’altre cose non dico, che son molte Che soverchia dolcezza a morte mena
(Jak slodkiera jest jarzmo i łańcuch z jej białych ramion, zawieszonych
o3 mnJ ^ kt°ry r°Zerwać tylko z wysiłkiem śmiertelnym. Nie mówię
o innyc lcznyeh wdziękach, których nadmierna przyjemność prowadzi do
’) Schuman. Biographie. V. Wasilewski. Drezno, 1858.
) Obłęd ten nazywam dmore muto. Patrz: Lomhrozo L’Amore nei Pazzi. Turyn 1881 r.
’) Ten wyraz użyty jest także w znaczeniu szczególnem.
’) Czytaj niżej uwagę o wyrazach, użytych w szczególnem znaczeniu.
’) Dziwna rzecz, że jedne halucynacye uważa on za wynik obłędu, inne zaś nie.
2) Czciciele retoryki mogą się z tego ustępu przekonać, że nie ten pięknie pisze, kto starannie urabia każde zdanie, lecz ten, kto silnie czuje. Tu siła i że tak powiemy, dzika piękność stylu wzrasta w miarę wzrastania energii i natężenia, odczuwanych przez antura pod wpływem strachu, chorobliwych lub normalnych wrażeń.
’) Widocznie halucynacye powstawały wskutek chorobliwego stanu systemu nerwowego i mózgu.
’) Ileż by to było trudności dla ekspertyzy, dokonywanej według ogólnie przyjętych-sposobów, gdyby ten zamiar udało mu się było doprowadzić do skutku.
’) Moje dzieła Owad i Ptak stworzyły całą literaturę. Miłość i kobieta pozostaną zawsze, ponieważ mają dwie podstawy: naukową (!!) — naturę samą
*) Dante — Komedya boska. Piekło.
2) Niegdyś stowarzyszenie biczowników, obecnie stowarzyszenie wykonawców uczynków bogobojnych.