Dawne rządy i rewolucya/Księga trzecia/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alexis de Tocqueville
Tytuł Dawne rządy i rewolucya
Księga trzecia
Wydawca M. Arct
Data wydania 1907
Drukarz M. Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Mieczysław Kozłowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ II.
Jakim sposobem niewiara mogła stać się ogólną i przeważną namiętnością Francuzów w XVIII w. i jaki wpływ wywarło to na Rewolucyę?

Od czasów wielkiego przewrotu XVI w., gdy duch badawczy wykonał usiłowanie oddzielenia prawdziwych tradycyi chrześcijańskich od fałszywych, nie przestawały ukazywać się umysły, całkowicie je odrzucające. Ten sam duch badania, który w czasach Lutra zmusił kilka milionów katolików do opuszczenia kościoła, wyrywał corocznie pewną ilość wiernych z łona chrześcijaństwa. Wogóle w XVIII wieku chrześcijaństwo straciło znaczną część panowania swego na całym lądzie Europy; lecz w większej części krajów ograniczano się do odrzucenia jego, nie atakując. Niewiara rozpowszechniona była wśród panujących i umysłów przodowniczych, nie przenikając prawie do klas średnich i ludu.
Lecz we Francyi działo się coś niezwykłego. Napadano tu na religię z jakąś zaciętością, nieusiłując na jej miejsce postawić czegoś innego. Jednoczesne ukazanie się kilku znakomitych pisarzy skłonnych do odrzucenia religii chrześcijańskiej nie tłomaczy całkowicie tego zjawiska. Dlaczego pisarze ci zwrócili myśl wyłącznie w tę stronę? Dlaczego nie znaleźli przeciwników? Dlaczego tłum tak chciwie ich słuchał i z taką gotowością przyjmował ich naukę? Powodzenie ich tłumaczy się wyjątkowemi okolicznościami czasu i kraju. Duch wolterowski dawno się narodził, lecz sam Wolter mógł królować tylko we Francyi XVIII w.
Zaznaczmy przedewszystkiem, że kościół we Francyi nie był gorszy, niż w innych krajach katolickich; przeciwnie, miał mniej wad i większą tolerancyę, niż gdzieindziej.
Przyczyn więc zaznaczonego faktu szukać należy nietyle w stanie religii, ile w stanie społeczeństwa. Aby zrozumieć ten objaw, powinniśmy pamiętać o tem, co było powiedziane w poprzednim rozdziale, t. j. że duch opozycyi politycznej, wywołanej przez wady rządu, nie mogąc ujawnić się w czynie, ukrył się w literaturze, i że pisarze stali się rzeczywistymi wodzami tego stronnictwa, które zmierzało do obalenia instytucyi społecznych i politycznych państwa. Zrozumiemy wówczas, że nie szło o to, czem kościół grzeszy, jako instytucya religijna, lecz o to, w jakiej mierze staje na przeszkodzie do gotującej się rewolucyi politycznej, w której głównymi pionierami byli pisarze.
Same zasady zarządu kościelnego były przeciwnością tych, które usiłowano wprowadzić do rządu cywilnego. Kościół opierał się głównie na tradycyi: pisarze szerzyli pogardę dla wszelkich instytucyi, spoczywających na poszanowaniu przeszłości; kościół przyznawał wyższą władzę po nad rozum indywidualny; pisarze odwoływali się tylko do niego; kościół spoczywał na hierarchii; pisarze dążyli do równości. Porozumienie mogłoby nastąpić jedynie wtedy, gdyby uznano, że społeczeństwo polityczne i społeczeństwo religijne różnią się istotnie i nie mogą się rządzić według tych samych zasad. Lecz XVIII w. dalekim był od tej myśli; zdawało się więc, że dotrzeć do instytucyi państwowych można było nie inaczej, jak burząc kościelne, które służyły im za wzór. Obok tego kościół był wówczas jedną z pierwszych potęg politycznych, a przytem najbardziej nienawistną.
Prócz tych przyczyn ogólnych, były specyalne, oddziaływające na pisarzy. Kościół był tą instytucyą, która bezpośrednio była dla nich wrogą, której specyalnym obowiązkiem było śledzić za postępem myśli i poddawać cenzurze jej utwory. Broniąc wobec niego wolności myśli, literaci bronili własnej sprawy i zrywali przedewszystkiem te więzy, które ich najwięcej krępowały. Obok tego kościół był najmniej obronną częścią tej twierdzy, którą atakowali. Potęga jego słabła w miarę wzrostu władzy królów; z roli pana przeszedł na stopień równości z rządami świeckiemi, a następnie korzystał z ich protekcyi. Odbywała się tu wymiana usług: rządy broniły kościoła siłą materyalną, kościół popierał je swoją powagą.
Chociaż królowie francuscy nazywali się starszymi synami kościoła, kładli jednak w obronę kościoła nierównie mniej gorliwości, niż w obronę własnych rządów. Ten zakaz połowiczny zastosowany do nieprzyjaciół kościoła, nie osłabiał ich, lecz wzmacniał. Prześladowanie powolne a hałaśliwe skłaniało raczej do dalszej pracy literackiej, niż zniechęcało do niej.
„Przypuszcza pan, pisał Diderot do Dawida Hume’a w r. 1768, że nasza nietolerancya lepiej sprzyja postępowi umysłowemu, niż wasza wolność bezgraniczna; Holbach, Helwecyusz, Morellet i Suar sądzą inaczej.”
Jednak Szkot miał racyę. Jako mieszkaniec kraju wolnego, miał jego doświadczenie. Diderot sądził jak literat, Hume jak polityk.
Żaden Amerykanin nie wątpi, że religia sprzyja trwałości praw i porządku społecznego. Niema jednak kraju na świecie, w którym najśmielsze nauki polityczne filozofii XVIII w. były zastosowane tak szeroko, jak w Ameryce. Tylko doktryny przeciwne religii nie znajdują tam powodzenia wbrew bezgranicznej wolności prasy. Toż samo w Anglii. Nauki przeciwne religii rozwijały się tam wcześniej niż we Francyi, a Bolingbrock był nauczycielem Woltera. Lecz nigdy duch antyreligijny nie znalazł tam powszechnego uznania. Wielkie partye polityczne, jak to zwykle bywa u ludów wolnych, uznały za korzystne dla siebie połączyć sprawę swoję ze sprawą kościoła, a sam Bolingbrock stał się sprzymierzeńcem biskupów.
A i w samej Francyi, szlachta, która była najbardziej niewierzącą klasą przed rokiem 1789, stała się najbardziej pobożną po r. 1793, pierwsza poniosła klęskę i pierwsza się nawróciła; burżuazya, skoro uczuła się zachwianą w swym tryumfie, wróciła również do wierzeń religijnych. Stopniowo niewiara zaczęła się taić, w miarę tego jak ujawniała się obawa Rewojucyi.
Inaczej było przed Rewolucyą: wyższe klasy Francyi tak odzwyczaiły się od spraw państwowych i tak mało rozumiały rolę religii w rzeczach rządowych, że zamiast zwalczać niewiarę, szerzyli ją na klasy niższe. Zrobili z tego rodzaj rozrywki w swem próżniaczem życiu. Kościół francuski, posiadający dotąd znakomitych mówców, uczuł się odosobnionym. Pogodził się ze stratą wierzeń, byle zachować bogactwo i stanowisko.
Ponieważ przeciwnicy chrześcijaństwa podnosili głos, a wierzący milczeli, stało się to, co się nieraz dzieje w innych sferach: ci, którzy zachowali wiarę, bali się podać głos, aby nie okazać się samotnymi. Tak więc to, co było opinią części narodu, uchodziło za przekonanie wszystkich.
Fakt, że wszystkie religie zostały zdyskredytowane ku końcowi XVIII w. okazał największy wpływ na Rewolucyę i nadał jej charakter; nic nie przyczyniło się w tej mierze do nadania jej owej straszliwej postaci, w której ukazała się światu.
Serca opróżniane przez religię napełniły się uczuciami i ideami, które ją zastąpiły. Ludzie ówcześni wierzyli w siebie. Nie wątpili o zdolności do bezgranicznego doskonalenia się, wierzyli w potęgę człowieka; wierzyli w jego cnotę. Uczucia te i namiętności stały się ich nową religią, odrywającą ich od egoizmu, popychającą do bohaterstwa i poświęcenia siebie samego.
Długo studyowałem dzieje i mogę twierdzić, że nie znam innej Rewolucyi, w której od samego początku ujawniłoby się tyle szczerego patryotyzmu, tyle bezinteresowności, tyle prawdziwej wielkości.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alexis de Tocqueville i tłumacza: Władysław Mieczysław Kozłowski.