Dante (Kraszewski)/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Dante
Podtytuł Studja nad Komedją Bozką
Data wydania 1869
Wydawnictwo Towarzystwo Przyjaciół Nauk
Druk N. Kamieński i Spółka
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
III.
I.

»W dniu, który dopełniał roku jak ona pani moja stała się uczestnicą żywota wiekuistego, siedziałem w miejscu, które mi ją przypominało i rysowałem anioła na jakichś tabliczkach, a gdym rysował, zwróciłem oczy i ujrzałem ludzi którym należało cześć oddać. Przypatrywali mi się com czynił, a jak mi późniéj powiedziano, stali tam wprzódy nim ich spostrzegłem. Gdym ich, ujrzał, wstałem i pozdrowiwszy rzekłem: o czém inném myślałem; a gdy oni odeszli wróciłem do roboty mojéj i znowu rysowałem anioły.«
To co tu Dante mówi o sobie w „Żywocie Nowym” najlepszém jest określeniem następnych części poematu: są to obrazy aniołów.
Piekło wziął wieszcz na pół gotowém z ust ludu, anioły Czyśca i Raju z siebie.
Świat ten czyścowy to już jakby drugiéj epoki żywota ludzkości wizerunek; w nim człowiek uczuwa w sobie boską iskierkę, pochodzenie swe, Syna Bożego, stworzonego na obraz i podobieństwo Ojca; wie że musi walczyć i dobijać się, aby duchem zwyciężając ciało do boskiego przybliżył się wzoru i z Bogiem miał prawo się połączyć.
W Piekle panowała namiętność, w Czyścu znajdujemy uczucie, w Niebie czystego ducha. Czyściec jest obrazem ziemi także, na któréj walczym nieustannie się oczyszczając, podnosząc, uszlachetniając. Bardzo pięknie porównał niemiecki jeden uczony (J. K. Bähr) trzy części Komedij do plastyki, malarstwa i muzyki. Piekło jest rzeźbione, Czyściec wyobrazowany, Raj unosi się dźwiękiem niepochwyconym, rozlewając spokojnym harmonij chórem.
Nim wskażemy treść i celniejsze piękności Czyśca, który sam jeden dostarczyłby przedmiotu do studijów daleko rozciąglejszych nad te, któremi całość obejmujemy, musiemy opowiedzieć, jak pojął go poeta i na czém poetyczną jego szatę rozwiesił.
Jak samo Piekło, Czyściec, najwspanialsza może część całości, zbudowany jest rysy wyrazistemi, oznaczonemi jasno, tak iż go żywo sobie z nich przedstawić możemy. Żaden z tych rysów nie pozostał zatartym i zamglonym, budowa widomie występuje przed oczy.
Gdy szatan spadając z niebios, cielskiem swém przebił ziemię do dna i otworzył sobą otchłań, w któréj miał być zamknięty, przerażona ziemia usuwając się pod nim wyrosła w górę, i na antypodach Jerozolimy stanął jakby ostrokrąg olbrzymi, opasany zewnątrz kręgami, na którego wierzchołku w Raju ziemskim, rośnie drzewo żywota.

II.

Stojemy u stóp téj góry, na widnokręgu świeci nam krzyż południa, cztery jasne gwiazdy, cztery cnoty. Górę obmywa rzeka Oczyszczenia. Dzieli się ona na trzy sfery; przedsienie, jeśli je tak nazwać można, właściwy Czyściec i Ziemski Raj u szczytu. Postępując ku niemu grzechy i pokutę znajdujemy naturalnie coraz lżejszemi, tak jak zstępując w głąb piekieł, zbrodnie i kary coraz srożsześmy spotykali.
W pierwszéj części Czyśca są dwa kręgi, w jasnym z nich pokutują leniwi duchem i ci co zmarli będąc wyłączonemi przez kościół ze społeczności chrześcijańskiéj; w drugiéj opieszali do pokuty.
Ci znowu są trojakiego rodzaju: co zwłóczyli pokutę do zgonu, których śmierć zaskoczyła przed skruchą i ci co dla spraw ziemskich nie zabrali się nigdy do sprawy sumienia. Część ta przeznaczoną jest szczególniéj dla panujących i władzców, zbyt interesami państwowemi zajętych.
Powoli nadchodzi wieczór, gwiazdy złociste krzyża zachodzą, a na ich miejscu ukazują się trzy inne (trzy cnoty: wiara, nadzieja i miłość). Wąż godło pokusy, zjawia się razem z mrokiem wieczora. Poeta spoczywa przez noc, widzi we śnie orła i śpiący przez Luciją patronkę swą przeniesiony zostaje do samych wrót Czyśca.
Aż do tego wnijścia w świat nowy, widziemy naturę w jéj zwykłych ziemskich warunkach, działającą na człowieka; daléj gdzie się poczyna skrucha i pokuta, duch już panuje nad materiją, wyzwala się, ciało nie czuje wrażeń świata.
W X pieśni przychodzi poeta do głównéj części Czyśca, gdzie pokutują ci, którzy miłości granic położyć i miary w niéj zachować nie umieli. Opasuje ją ściana skalista, a na straży stoi aniół z mieczem ognistym. Dzieli się ona na siedem kręgów. W pierwszych trzech pokutują ci, co grzeszyli zbytkiem miłości własnéj, dumą, zbytkiem pożądliwości dla siebie, zazdrością; zbytkiem samolubstwa pobudzającym do niezbłaganéj zemsty.
W czwartym cierpią leniwi do cnoty i dzieł dobrych, w piątym skąpcy i rozrzutni, w szóstym smakosze i obżarci, w siódmym rozpustnicy.
Siedem grzechów, wedle Arystotelesowéj etyki, służą za podstawę tym siedmiu działom. Wszędzie, jak w piekle, kary są wymierzone z nadzwyczajną logiką. Są one tém, czém karmi już sam występek na ziemi tych, co się od niego powściągnąć nie umieją.
U szczytu Czyśca, w dziesiątym kręgu, jest Raj ziemski i drzewo wiedzy złego i dobrego. Wody oblewające tę krainę płyną nie z ziemskich źródeł ale z łona woli Bożéj; dzielą się one na dwie rzeki, na Lethe i Eunoe. W pierwszéj z nich obmywa się pamięć grzechu, w drugiéj powraca odrodzone wspomnienie dobrego. Wonią kwiatów przepełnione powietrze, lasy cieniste i ciche. Tu znika Wirgilijusz, a poecie ukazują się postacie niewieście, Matylda i Beatryx cała osłoniona kwiatami. Za niemi idą figury symboliczne cnót, które poetę otaczają kołem i wiodą do Beatrysy, stojącéj przed nim w pełni nadziemskiéj swéj piękności. Ona ma go prowadzić daléj — do Raju..

III.

Daliśmy zarys budowy i linije tego gmachu, w którego niezliczonych szczegółach są téż nieprzeliczone piękności. —
Za wielu innemi nie wahalibyśmy się przyznać Czyścowi palmę przed dwoma innemi częściami trylogii.
Piekło jest przerażające, niebo prawie niepochwycone w swym blasku z ledwie dostrzeżonemi odcieniami jasno na jasnem malującemi się, oko od niego nuży się i ślepnie; Czyściec najbliższy życia i ziemi, która jest także walką i próbą, ma niezrównany wdzięk wyidealizowanego świata naszego i naszego żywota.
Na dnie otchłani występek budzi nieustanną odrazę, — a chociaż w miłosierdziu swém Dante nad potępieńcami nawet się lituje, słuchacz pochwycony tylko urokiem i czarem kunsztu, przebywa tę straszną drogę ciemności. — W Czyścu współczuciem łączemy się bliżéj z istotami zaludniającemi go, które mają słabości nasze, w których poznajemy samych siebie — choć podniesionych do ideału.
Bardzo trafną uczynił uwagę Ozanam, że w Czyścu przemagają ludzie raczéj słabi niż źli, — ci co zgrzeszyli upadkiem chwilowym... a wśród nich w wielkiéj są liczbie poeci i artyści — ci, którym wiele przebaczonem będzie, bo miłowali wiele.
Czyściec cały jest takim, że zamiast go rozbierać, lepiéjby go przeczytać... bo wdzięku jego obrazów wyobrażenie inaczéj dać trudno.
Na samym wstępie cóż to za cudowny opis ujrzanego na nowo szafiru niebios i świeżego tchnienia powietrza! — Poeta spogląda na niebo i woła:

Gwiazd ujrzałem cztery..
Których nie widział nikt prócz pierwszych ludzi —
Niebo się blaskiem ich cieszyć zdawało —
O biedne, wdowie krainy północy..
Żeście widoku gwiazd tych pozbawione.

Oglądając się poeta postrzega poważnego starca z długą białą brodą, który zdziwiony zapytuje go, w jaki sposób tu przybył przez otchłanie... Wirgili nakazuje (nogi i głowę) skłonić przed starcem... i tłumaczy przybycie z wyższego rozkazu.

On ostatniego nie dożył wieczora,
Ale szaleństwem swem go zbliżał sobie...
Jam był aby go ocalić wezwany.
A drogi innéj wszak nad tę nie było?


IV.

Starcem owym jest — Kato z Utyki, który wezwany w imie Maryi przepuszcza przybyłych. Rozkazuje on z sitowia skręconą przepaską ściągnąć biodra poecie i obmyć oblicze skalane...
Natrafiamy tu znowu na hołd oddany starożytności w osobie Katona.. Cześć dla tych bohaterów w średnich wiekach była powszechną. Zaprawdę, ściśle pilnując się ortodoxij, można się dziwić wyjątkom uczynionym dla Trajana, Ryfeusa, Katona... ale wprowadzenie tych postaci było świadectwem wielkiego znaczenia o nieprzerwanéj tradycij cnoty w pojęciu dziejowém, o związku przeszłości z nowym światem Chrystusa. — Myśl tę przyjął sam kościół w inny sposób uznając pierwsze objawienie przygotowawcze dane ludzkości, — nie pogardził on spuścizną starożytnych. We fresku XIII wieku u Ś. Katarzyny w Pizie, we Florencij w kaplicy zwanéj hiszpańską — Aristoteles i Plato prawie ukanonizowani stoją obok Ś. Tomasza i Bernarda. Średnie wieki z wielu względów wyrozumialsze były od teraźniejszych.
Kato staje tu jako uosobienie ludzkiéj woli samoistnéj i samowładnéj. Pomimo to wielką zagadką dla wszystkich Dantego komentatorów było wyznaczenie Katona poganina i samobójcy na strażnika Czyśca. Każdy prawie z objaśniaczy nową stawił teorję subtelną wykładając to zjawisko...
Zdaje się wszakże, iż Dante nie mógł wybrać kogo innego, tylko wyjątkowo ocalonego, wywiedzionego z otchłani przez Chrystusa, przedstawiciela cnoty nieugiętéj.. Katona... Poszedł on w tém za odgłosem wieków, które widziały w nim wcielenie najpotężniejsze uczucia swobody osobistéj i godności. Z Horacjusza, Wirgilego, Lucana przekonać się można jak
atrocem animum Catonis,
(Hor. od. II. 1)
wysoko ceniono. Dante szanował tradyciją nawet pogańską, gdy dotykała najżywotniejszych prawd i najwznioślejszych praktyk cnoty.
Słusznie uważa Buti, że niepodobna mu było użyć tu żadnéj postaci ze starego testamentu, bo te, jak się wyraził w Piekle (IV. 61) zostały ubłogosławione; ani z nowego przymierza, bo ci są umieszczeni w niebiosach — musiał więc postawić poganina, a z pogan wybrał nieugiętego Katona...
Stróża i w téj części chciał mieć z indywidualnością wybitnie oznaczoną, anioły bowiem: sono di quei del Paradiso, należą do Raju, a w Czyścu zjawiają się bez cech indywidualnych, jako posłannicy i wykonawcy.

V.

Kato znika.
Krajobraz nadmorskiéj okolicy, którą przebywają podróżni, przypomina niejedno włoskie wybrzeże.
O wschodzie słońca idą tak nad brzegiem morza, wtém zjawia się olśniewającéj jasności aniół przewoźnik. Tu znowu mistrzowski obraz... Posłannik zamiast żagli używa rozpiętych skrzydeł swych białych, Dante nazywa go ślicznie: Bożym ptakiem.
Oglądając zblizka wspaniały pomnik rzeźby u Panny Marij w Krakowie, dłutem Wita Stwosza wykonany w najświetniejszéj twórczości jego epoce, spostrzegamy na nim anioły jakby w ślad za pieśnią Dantejską, oprócz skrzydeł, całe od stóp do twarzy okryte piórami. Są to właśnie owe Boże ptaki — poety.
Niebieski ów sternik przybija na łodzi pełnéj duchów, które śpiewają psalm — kiedy Izrael z Egiptu wychodził. Duchy przybyłe pytają o drogę na górę, ale ujrzawszy żywego człowieka, z ciałem ziemskiém, z dziecinną ciekawością cisną się ku niemu.

Tak na spotkanie cisnęły się moje
Szczęśliwe dusze, że zapominały
Iść się oczyścić. Ujrzałem z nich jedną,
Która przybiegła z miłością tak wielką
By mnie uścisnąć — żem ja się poruszył...
O cienie próżne! wyście widma tylko,
Trzy razy ręcem na szyję mu rzucił.
I trzykroć na pierś powróciły moję.

Spotkany duch, jestto Casello, miły śpiewak, który Dantemu nuci jedną z Canzon jego:

Miłość co myśli méj szepce....

Wszystkie duchy zasłuchane stają, aż głos starca popędza je naprzód, i rozlatują się jak stado gołębi, które się nad ziarnem zapomniało. Dante przelękły nie widząc Wirgilego przy sobie, szuka go oczyma i znajduje....
Tu, z powodu zjawienia się odmiennych ciał, nie rzucających cienia, przejrzystych, — poeta tłumaczy drugą naturę ludzką, w któréj wszystko ziemskie opada z człowieka, a pozostaje tylko idealna forma jaką wytworzyło życie.
Idąc tak i szukając wnijścia na stromą a niedostępną górę, wędrowcy spotykają duchy w tę samą dążące stronę, które na widok żywego człowieka, zdumione pierzchliwie się cofają. Dante porównywa je do stada owieczek, a obrazek ten należy do najwdzięczniejszych. Szkoda tylko że mu przekład wiele odebrać musi.

Jako owieczki gdy wyjdą z zagrody,
Po jednéj, po dwie, po trzy biegną, stają,
Lękliwe oczy i pyszczki podnosząc,
A co z nich pierwsza uczyni, wnet drugie
Cisnąc się na nią, jeśli się zatrzyma...
Spokojne, ufne, nie wiedząc co czynią —
Takiemim ujrzał na gromadki czele
Duchy szczęśliwe, które się zbliżały
Z wstydliwém licem, nieśmiałemi kroki.
A gdy przed sobą ujrzały zmienione
Światło na ziemi po prawéj méj stronie,
Bo cień odemnie padał ku jaskini,
Stanęły i w tył cofnęły się nieco;
A wszystkie inne, które szły za niemi,
Nie wiedząc czemu, czyniły podobnie.

Wśród tego tłumu Dante spotyka Manfreda, którego zapewne dla tego postawił w Czyścu, mimo jego występków, że cenił naukę i umysłem nad pospolite się wzniósł tłumy małych zdobywców.
Długie opowiadanie zajmuje poetę i pochłania. Idą wreście daléj z mozołem pod tę górę, na którą pierwsze kroki są najprzykrzejsze, bo daléj już dusza coraz lżéj, coraz szybciéj wzbija się ku jéj szczytom. Tak jest właśnie z poprawą i uduchownieniem człowieka; pierwsze zwycięztwo nad ciałem przychodzi trudno, następne coraz łatwiéj.
Wirgili tłumaczy późniéj Dantemu położenie słońca na drugiéj półkuli. Tu — jak to jeszcze zobaczym jaśniéj przychodząc do Raju, podziwienie obudza astronomiczna poety nauka. Daje on jéj ciągłe dowody, obrachowując czas oznaczeniem stanu niebios wedle systematu Ptolomeusza.
Tu pod skałą widzą dusze leniwych, które znużone, stęsknione, skulone czekają, by czas karze ich naznaczony, upłynął. Pomiędzy niemi Dante spotyka ziomków swych, Belacquę sławnego grajka, ale najleniwszego z ludzi, daléj Buonconte z Montefeltro, który im opowiada o swym zgonie i jak go aniół wyrwał ze szpon szatana,
per una lagrimetta...
za jedną łezkę.

VI.

W pieśni szóstéj spotykają odosobnionego ducha Mantuanina Sordello. Na imię ojczyzny, rzuca się on w objęcia Wirgilego, a Dante wyśpiewuje ów cudny ustęp, apostrofę do Włoch, która tylko ze łzami wypłynąć mogła z piersi poety:

Italio, sługo — boleści siedzibo...
Statku bez steru na morzu śród burzy,
Nie pani krajów — nierządu gospodo!

Szlachetnéj duszy téj wszak dosyć było
Posłyszeć imie ojczyzny, ażeby
Ziomka swojego powitał gościnnie.
A dzisiaj! dzisiaj wojna cię rozdziera,
Dzieci się jedzą, brat brata pożera,
Chociaż ich jedne opasują mury.
Szukaj nędznico około tych brzegów
Po morzach twoich — potém spojrz we wnętrze,
Czy jest li w tobie choć kątek spokojny?
Nacoć Justynijan nałożył wędzidło,
Kiedy na siodle twojem nikt nie siedzi.
O! gdyby nie on, choć wstyd byłby mniejszy.
Narodzie, co byś powinien posłuszny
Na twojém siodle Cezara posadzić,
Jeśli pojmujesz co ci Bóg przeznaczył!
Patrzcie stworzenie jak się krnąbrném stało,
Że go niczyja nie ciśnie ostroga,
Chociaż do liców sięga ręka czyja!

W tym ustępie jak w traktacie o Monarchij, jak w liście do Florentczyków, może jaśniéj niż w ostatnim, Dante wyraził swoje przekonania polityczne. Wspomnienie Justynijana najlepiéj je objaśnia... szło mu... o pogardę prawa, o porządek społeczny, dla ocalenia którego żądał silnéj dłoni Cezara.
Od tych pieśni do ostatka lat, które ziściły Italij pragnienia, upłynęło pięć wieków, pięć wieków walk, pracy, nadziei i zwątpienia... i oto, po pół tysiącu lat naród co wierzył w swe życie, przyszedł do niego. Italija przestała być sługą.
Z powodu tego ustępu i kilku ostrych przymówisk do Florencij, narzekań na nią, smagań i chłosty, zarzucano Dantemu prawie niechęć, nienawiść dla ojczyzny.
Jest to sądem powierzchownym, który tłumaczy się nieznajomością serca ludzkiego i dziwną lekkomyślnością. Z tych właśnie wyrazów pełnych goryczy tryska najżywsza miłość, ona tylko tak przemawiać mogła, tak boleć nad upadkiem, tak cierpieć, tak gwałtownie napominać.
Można by jako najlepszy komentarz uczucia zawartego w tych ustępach, które krytycy przywodzą, zestawić z niemi Canzonę:
O patria degna del triumfal fama,
powtarzającą co w Raju kładzie poeta w usta pradziada.
Oto jest cała ta pieśń w wiernym ale osłabiającym ją przekładzie:
»Ojczyzno moja godna sławy zwycięzkiéj, matko szlachetnych, ty więcéj nad twe siostrzyce masz prawo się smucić. Wstydem się oblewa kto cześć twą miłuje, patrząc na sprawy niegodne, które spełniają się w tobie. Boleść i srom przejmują serce. Niepoczciwy tłum zawsze gotów sprzysiądz się na zgubę twoją, z wejrzeniem kosém a chytrém czycha, fałsz za prawdę ukazując ludowi twemu. Podnieć uciśnionych serca, niech się krew zapali, powołaj przed sąd twój zdrajce, aby wróciły chwała i piękność, towarzyszki twoje... z których dobro wszelkie się rodzi i cnota nagradza.
»Szczęśliwą panowałaś w lepsze czasy.. gdy dzieci twoje cnót być pragnęły podporą. Matko chwały, cnoty gospodo, czystą oświecona wiarą, byłaś błogosławioną między siedmią niewiastami... Teraz cię z tych szat odarto, odziano boleścią, napełniono ohydą — brak ci szlachetnych dzieci! Stałaś się dumną, nikczemnąś się stała, pokoju wrogiem — połączona z Marsem, karzesz jak Antenorów (zdrajców) tych co ci prawdę mówią, którzy nie idą za owdowiałą chorągwią... a nad temi co cię najwięcéj miłują... ty się srożysz najokrutniéj.
»O wyrwij z siebie zakorzenione złe ziele, nie miéj litości nad dziećmi temi, które twój kwiat (Lilija florencka) czynią skalanym i robią bezpłodnym. Niech cnota zwycięży, niech wiara umarła z martwych powstanie i sprawiedliwość z mieczem w dłoni. Idź za prawami Justynijana, błędne i niesłuszne poprawiaj bacznie, aby świat cię sławił i niebiosa Boże. Potém z bogactw swych czcią i nagrodą opłać synów, którzy ci są drodzy, odepchnij niegodnych; roztropność i siostrzyce jéj niech idą z tobą.. nie bądź im wrogiem.
»Na uspokojoną, na pełną chwały gwiazdy zleją błogosławieństwa. Gdy tak uczynisz, zapanujesz czczona, a imie twe niegdy sławne, dziś pohańbione, znowu się kwitnącém stanie. Bo cię uczci miłość dzieci, szczęśliw będzie, który zamieszka w tobie i godną się staniesz wszelkiéj chwały, dla świata przykładem. Lecz biada ci, jeźli u łodzi nie zmienisz sternika... burze straszliwe, zaguba czeka od losu i nadmiar dawnych boleści. Wybieraj więc miłość braterską lub wilków drapieżnych.. co cię możniejszą uczyni?
»Idź pieśni moja tam, idź bezpieczna, idź śmiała, albowiem miłość cię prowadzi; idź do ziemi mojéj, po któréj ja boleję i płaczę... znajdziesz tam zacnych, co nie świecą cnotami swemi, ale stoją zgnębieni, a cnota ich wala się skalana. Zawołaj ich — niech powstaną! ja przez cię ich wyzywam!
»Weźcie broń a podnieście się przeciw téj, która dogorywa. Pożerają ją: Capaneo (Infer. XIV. 63. Obraza Boża), Crassus (Purg. XX. 116. Chciwość), Aglaury (Purg. XIV. 139. Zazdrość), Symony Magi (Infer. XXX 98. Fałsze), Mahomet (Infer. XXVIII. Waśń rozdzierająca), Faramy i Jugurty... Idź i obróć się do szlachetnych ziomków, błagaj aby się przejednali z tobą.« —

VII.

W rozmowie z Sordello dowiaduje się Wirgili, że gdy słońce zajdzie, na krok daléj postąpić nie będą mogli, — słońce się ma właśnie ku zachodowi a wędrowcy posuwają się w kwiecistą dolinę, w któréj mnogość dusz pieśń pobożną śpiewających spoczywa. Opis téj doliny jest jakby ręką Fra Angelico z Fiesole malowany w zachwyceniu. Pomiędzy duchami siedzącemi opodal Sordello im wskazuje cesarza Rudolfa, Ottokara Czeskiego, Filipa III króla Francij, Henryka z Nawarry, Piotra Arragońskiego i innych panujących.
Pieśń ósmą otwierają cudnego wdzięku dwie trójki wierszy, malujące uczucia, które wieczór obudza.

Godzina była co w żeglarzach budzi
Tęsknotę — serca ich miękną wspomnieniem
Chwili, gdy druhom rzekli — Bądźcie zdrowi!

Godzina była, w któréj tułacz nowy
Cierpi miłością, gdy zdala usłyszy
Dzwon, który płacze po dniu co umiera...

Duchy śpiewają pieśń pobożną:

Tu lucis ante
(Ciebie przed światła skonaniem.)

Wtém z góry schodzą dwa anioły, dwa Boże ptaki, jak ich lubi zwać poeta, z mieczami ognistemi... całe zielone. — Mają one bronić od napaści węża wyobrażającego pokusę, która poprzedza rozpoczęcie pokuty. —
Węża tego... sunącego się po trawie i kwiatach, który pełznąc grzbiet sobie liże... dwa anioły jak piorun szybkie odpędzają. Dante co krok spotyka swych Włochów, tu znowu Konrada Malaspinę.
Dotąd krążyliśmy jeszcze w przedsieni Czyśca... W nocy uśpiony poeta śni o orle ognistym, który go porywa i unosi... przebudziwszy się, widzi słońce wysoko na dwie godziny nad ziemią i mistrza przy sobie. Ale miejsce w którem usnął, zmieniło się... przed niemi leżą wały opasujące Czyściec i wrota jego. Wirgili opowiada mu, iż go Lucija patronka śpiącego w to miejsce przeniosła.
Przez wyłom w wałach przystępują do bram czyścowych. Po onych czarnych wrotach piekła, cudnie się one wydają... Jasny anioł z mieczem i kluczami ich strzeże. U wrót tych są trzy stopnie: jeden z białego marmuru, drugi z potrzaskanego purpurowego kamienia, trzeci z krwawego porfiru. Dante pada do stóp anioła, który na czole jego mieczem pisze siedem P; wrzeciądze dźwięcznych wrót skrzypnęły, podróżni wchodzą do wnętrza — pieśń to majestatycznéj piękności!
Niepotrzebujemy prawie tłumaczyć, że wrota te są wrotami pokuty i że stopnie oznaczają: spowiedź, (biały), skruchę (połamany — skruszony), zadość uczynienie (krwawy).
W pieśni dziesiątéj wchodzą ciasną drogą, wijącą się między skałami, przypominającą słynny ów z piękności gościniec nadmorski della Cornice, który wciąż od Nizzy aż do Pizy niemal przedstawia podróżnemu naprzemian dzikie, ciche, uroczéj piękności krajobrazy. — Gościniec ten jest pusty, Dante spostrzega na skałach po nad nim piętrzących się rzeźby na marmurze i opisuje obrazy ich, jakby słowami wykute. Są to przedmioty, które artyści owych wieków często powtarzali: Zwiastowanie — Dawid pląsający przed Arką — Historja Trajana i biednéj wdowy. Opis rzeźb zachwycający, przypomina on sienneńskie i pizańskie obrazy i wiek ten, w którym sztuka chrześcijańska właśnie z kolebki wstawała po raz drugi.
Świetną ją już raz widziemy w pierwszych wiekach w katakumbach, z pożyczonemi formami i pięknem starożytnego kunsztu. Upada późniéj, a w XIII wieku we Włoszech właśnie dźwiga się natchniona tym samym religijnym duchem, który ożywiał Bernardów, Tomaszów, Giotta, Orgagnę i mistrzów pizańskich.
Prawie w téj saméj chwili, gdy poezja chrześcijańska tak bujnie w Dancie rozkwita, z kunsztem słowa, razem i sztuka obrazowa się zjawia we Włoszech. Co za potęga kraju tego, któremu starczy sił na walki mieczowe, na ogrom pracy mechanicznéj, poezję, malarstwo i plastykę.
Ze wspomnień o Cimabuem i Giocie w poemacie Dantego, wnosić można jak gorąco zajmowano się sztuką, z pieluch dopiero rozpowitą ręką Cimabuego. Te zbiegowiska ludzi do pracowni malarzów, obrazy w processjach wnoszone do kościołów, wystawiane publicznie, roznamiętniające tłumy — są to objawy poczutéj potrzeby, instynktu wielkiéj, uroczystéj chwili przyjścia do nowego życia.
Sztuka ta, którą nam tłumaczą jakoby przywiezioną z Byzancijum na statkach Pizańczyków i Wenetów, jakoby odkopaną z ziemi z posągami, mechanicznie naniesioną, wykradzioną, zapożyczoną — jest wprost tak samo dziełem wieku, jak Dantego poemat. Gdyby nie było nic dopomagało do rozwinięcia się jéj, mozolniéj by może doszła do pewnego stopnia doskonałości pod dłutem mistrzów pizańskich, pod pędzlem Giotta i Orgagnii, walczyłaby dłużéj kiełkując, aleby była zarówno zrodziła się i bez tych pomocniczych środków — gdyż godzina jéj wybiła w duchu.
Tak czasem po długim spoczynku w łonie ziemi, tysiące ziarn rośliny nieznanéj nagle wyrasta i zdumiewa nowemi kształty, niepojętem pochodzeniem. I w świecie ducha rodzą się w danéj chwili, przy sprzyjających warunkach całe szeregi dzieł, których rodowodu w przypadkach szukać się nie godzi. Rośnie sztuka z człowieczego ducha konieczności prawem a nie przypadkiem. Około najpiękniejszego wzoru starożytności sto lat chodzić mogą ludzie, a iskry zeń wytryskającéj nie poczują, gdy nie są ku temu naelektryzowani; — potém otwierają się oczy, myśl rozświeca, dłoń drga — i artysta rozpłomieniony jenijuszem, zjawia się jako dziecię wieku swego.
Bez wątpienia do rodowodu sztuki włoskiéj i artystów do Wenecij i Sienny z Byzancijum przybyłych zaliczyć można — należą doń i posągi, które Mikołaj Pizańczyk mógł oglądać i wzory, w których czerpał pojęcia piękności, ale dla czegoż to wszystko spało dla jego poprzedników, dla czego Cimabue nie był Giottem? — bo godzina narodzin nie wybiła jeszcze. —
Z poematu Dantego, który wspomina obu malarzy słynnych swojego czasu i znakomitego minijaturzystę, illuminatora Oderigi da Gubbio — widać, że sztuka nie była obojętną massom. Całe one przejęte były tym duchem, który się wcielił wyłączniéj w mistrzów; a sztuka żyć i powstać nie może tam, gdzie równie mistrze co myśl powszechną objawiają jak lud co jéj bezwiednie pragnie i zjawioną ze współczuciem wita — nie istnieją.
W łonie ziemi włoskiéj spały nasiona sztuki etruskiéj, greckiéj i rzymskiéj aż do téj godziny XIII w. W téj chwili nagle się wszystko rozbudza; Cimabue jenijalnego pastuszka chrzci na odrodziciela sztuki, Mikołaj Pizańczyk słyszy mówiący doń marmur, który spał lat tysiące i milczał. —
Po byzantyjskich niewolniczych typach Margaritone, Gwida z Sienny, Giunty Pizańczyka, już w Cimabuem tchnie życie swobodniejsze nieco, już w Giocie widać całe przyszłe odrodzenie. Giotto często jeszcze bezsilny, gdy mu gromadne sceny przedstawiać przychodzi, tworzy pojedyńcze postacie takim promienistym duchem natchnione, tak szlachetne, tak żywe prawdą idealną, że dziś jeszcze z uszanowaniem i podziwem patrzym na nie. Rozumiemy uwielbienie dlań współczesnych, widząc allegoryczne postacie cnót w kaplicy padewskiéj.
Są to jakby wcielone Dantejskie obrazy symbolicznych figur poematu...
Razem z malarstwem i rzeźbą, budownictwo także dokazuje cudów. W roku 1284 wznosi się facijata kościoła w Siennie, w r. 1290 katedra w Orvietto i Baptysterjum we Florencij, Giottowska wieżyca lekka i zręczna, jakby westchnienie pobożnego wieku do nieba.
Każdy z tych mistrzów przepełnionych natchnieniem zdaje się mieć za mało jednego języka na wyrażenie oblegających go myśli i zużycie tętniącéj w nim siły twórczéj. — Każdy z nich jest razem budowniczym, rzeźbiarzem, malarzem. Pizańscy rzeźbiarze wznoszą kościoły, Giotto buduje dzwonnice; wszystkie sztuki połączone jeszcze, spójne, jak siostry trzymają się za ręce i uśmiechnięte ku sobie, jedną harmonijną pieśnią wyrażają myśl epoki. Pożycza ona form byzanckich, wschodnich i starożytnych rzymskich, lecz na nich kładzie piętno swe własne naiwności niemal dziecięcéj, pełnéj żywota i krwi.. pełnéj przyszłości. —

VIII.

Lecz wróćmy do poematu naszego. W zakończeniu téj pieśni, spotykają dusze pokutujące, zgniecione pod ciężarem grzechów, które dźwigają. Poeta porównywa człowieka i los jego do robaka:

Czyliż nie wiecie że myśmy robaki
Na to zrodzone, by się z nas rozwinął
Motyl anielski...

Ileż razy potém to porównanie Dantejskie powtarzało się w poezij!
Pieśń jedenasta rozpoczyna się prześliczną parafrazą modlitwy pańskiéj, którą nucą duchy niegdyś dumnych i zuchwałych ludzi. — Pytając ich o drogę do przejścia poznaje Dante słynnego minijaturzystę Oderyka, a z tego powodu przypomina tu Cimabuego i Giotta. Sztuka, jak widać ze wszystkiego, żywo go obchodziła. Podanie mówi że był przyjacielem i uczniem Giotta, co przynajmniéj oznacza ich pokrewieństwo duchowe. W pieśniach tych czuć w istocie artystę.
Prześliczny tu jest ustęp o chwale ludzkiéj, o którą dobijać się nie warto tak krótko jest trwałą i marną...

Sława u świata jest jak wiatru tchnienie...
Które dziś z tamtąd jutro z owąd wieje
I zmienia imie, bo kierunek mieni. —

Znowu daléj postępując ku górze Dante znajduje pod stopami swemi rzeźbione dawne dzieje i, jak pierwsze, opisuje. Tu spotyka drugiego anioła, z obliczem

jak drząca gwiazda poranka...

ten uderzeniem skrzydeł ściera jednę z głosek P. mieczem wyrytych na czole poety. Ciężar wielki spada z niego, lżejszym postępuje daléj, wschodami wiodącemi ku górze, w krąg drugi.
Tu znajdują się duchy pokutujące za zawiść i zazdrość. Sznury bicza który je smaga są z miłości splecione... Stoją one pod skałą jak żebracy z oczyma których powieki drut spaja żelazny. — W rozmowach z Latynami których tu spotyka Dante, w opisie nadbrzeżów Arno, jest znowu wielka boleść nad upadkiem moralnym ojczyzny, nad skarleniem rodów i dusz, sięgająca prawie rozpaczy. Dzieje tych czasów zupełnie ją usprawiedliwiają, następne wieki nieraz ziściły przepowiednie wieszcza.
W miarę jak postępujemy ku górze, rozmowy z mistrzem coraz wznioślejszych sięgają zadań. — Wirgili nie rozwięzuje wątpliwości, oświeca, resztę zostawując Beatrysie i pochodowi w niebiosa...
Tu ukazuje się im trzeci anioł olśniewającego blasku... Dante marzy idąc z oczyma zamkniętemi i ma widzenie obrazów allegorycznych... nakoniec wstępują w krąg pełen czarnego dymu, w którym pokutują ludzie za gniewy i złości. Noc ciemna otacza wędrowców, którym znowu towarzyszy dusza latyńska. Tu poruszoną jest w rozmowie kwestija wolnéj woli człowieka, przeciwko fatalistom:
Ale zwolna mgła się rozprasza:

O ty co czytasz, wspomnij jeślić kiedy
W Alpach oblokły mgły przez któreś widział
Ledwie tak jako kret widzi przez ślepie...
Już téż wyziewy wilgotne, zgęszczone
Rzednieć poczęły, a okrąg słoneczny
Słabo się przez nie jął przebijać znowu...

Wychodzą z czarnych dymów, anioł u wnijścia na nowe wschody do kręgu nowego, uderza skrzydły poetę i otwiera się... świat inny.


IX.

Tu odpokutowują się nadużycia miłości, Dante nie na skałach, nie pod stopami, ale w duszy ogląda obrazy ściągające się do kręgów które przebywa, Wirgili uczy go prawd, właściwych każdéj z tych sfer winy i pokuty.
Pomimo rozmaitości obrazów i pomysłów, co najbardziéj uderza, to wielki spokój całego Czyśca, czuć po nad nim ciągle unoszące się wiarę i nadzieję, których nie ma w otchłani. Duchy jęczą ale się nie skarzą, a jeśli przez ich usta wynijdzie jakie gorzkie o Italii słowo, goją je słodkie mistrza wyrazy, który każdy krąg poprzedza nauką jak najściśléj obmyślaną — z etyki chrześciańskiéj. W drodze mijają się z niemi tłumy duchów, które spieszą a lecą przejęte dobrą miłością — płacąc za opieszałość ku niéj w życiu. Na zapytania po drodze, ledwie rzucają odpowiedzi. Dante idzie zamyślony i znowu opanowuje go inne widzenie.
Obraz to przecudny. Przed oczyma jego zjawia się postać niewieścia szkaradna, zająkliwa, kosooka, krzywonoga, z poobcinanemi rękami. Dante wpatruje się w nię a wzrok jego cudowną swą siłą prostuje ją, odmładza, ożywia, i staje się uroczą, i poczyna śpiewać głosem porywającym:

Jam jest — śpiewała — jam słodką Syreną
Która wśród morza czaruje żeglarzy...
I wielki urok mają pieśni moje —
Jam to Ulyssa z jego błędnéj drogi
Zwróciła śpiewem, a kto doń nawyknie
Już go nie puszczę — i moim jest cały...

Ten piękny obraz namiętności która przyobleka urokiem z siebie dobytym największe szkarady, kończy się zjawieniem Maryi, która rozdzierając szaty niewiasty, odsłania całą zgniliznę tego widma.
Dante przebudza się, anioł biały uderza go znowu skrzydłami i do wyższego kręgu wstępują na wschody, wśród skalistych ścian. — Tu pokutują płacząc, twarzą ku ziemi leżące duchy chciwych skąpców i rozrzutników, pomieszczonych razem tak jak ich razem téż w piekle umieścił poeta. Oczy które za życia zwracały się tylko ku ziemi, mówi Dante, i tu nieba nie widzą, zalewając się łzami.
Z pośrodka tłumu, jak wszędzie w Czyścu odzywają się dziwne, urywane wyrazy, okrzyki, pieśni... przelatujących lub pomijanych duchów odnoszące się do ich pokuty...
Tu spotykają Hugona Capet’a, syna rzeźnika paryskiego, mówi poeta. Ustęp ten cały natchniony współczesnemi wypadkami i niechęcią dla dynastij francuzkiéj, któréj chciwa żądza panowania burzyła Włochy i stawała na drodze wskrzeszenia Cesarstwa, tak dla Dantego pożądanego, — pełen jest piękności, bo silnie uczuty.
Wśród tego pochodu nagle daje się czuć straszliwe trzęsienie całéj góry, zdającéj się z posad poruszać. Poeta przerażony staje, Wirgili dodaje mu odwagi i gdy wszystko się uspokoiło, idą daléj a Dante nieśmie pytać przyczyny. — Ciekawy, zadumany postępuje za mistrzem. — Wtém spotyka ich duch kroczący za niemi, który powstał z pomiędzy upadłych. Ten tłumaczy im że na górze nigdy się nic nie zmienia, że ona nie ulega ani burzom, ani wstrząśnieniom, ale ilekroć dusza pokutująca uczuje sama w sobie iż została oczyszczoną, godną lepszego pobytu, wstrząsa się Czyściec radością a tysiące głosów wita szczęśliwą duszę idącą ku niebu.
Obraz ten i cały wykład uczucia, które pokutujący sam z siebie czerpie, doznając iż przyszła nań godzina oczyszczenia — jest wielkiéj wspaniałości. — Ten pomysł że cały świat pokutujących cieszy się i drzy nad jednym szczęśliwym — to wspólnictwo miłości które tu panuje — są — jeśli się nie mylemy, ideą czysto Dantejską, nigdzie nie zaczerpniętą, nadzwyczaj śmiałą i piękną.
Duchem oswobodzonym po długiéj pokucie jest znowu, poeta — Stacjusz towarzyszący mistrzowi Wirgilemu, któremu cześć oddaje w dalszym pochodzie.
Wprowadzenie téj nowéj postaci do poematu tłumaczy się łatwo, naprzód uwielbieniem Stacjusza dla Wirgilego, potem pochodzeniem, naostatek wagą jaką do poezij jego przywięzywano w wiekach średnich kłanąc prawie na równi Achilleidę z Enejdą, może wreszcie losem nieszczęśliwego śpiewaka. — Historija Stacjusza jest dosyć smutną; zrazu był on uznanym i cenionym na dworze Cezarów, szczególniéj jako utalentowany improwizator, uwieńczony po trzykroć marł wszakże z głodu i sprzedał dla chleba tragediją swą jakiemuś kuglarzowi.
Vilis honos studiis, woła on w jednym ze swych wierszy. Tradycje mówią że usunął się do Neapolu, do grobu Wirgilego, szukając tu natchnienia. Dante przypuszcza że się późniéj nawrócił a legendy średniowieczne podają go jako założyciela szkoły w Tuluzie.

X.

W następnéj pieśni duch Stacjusza opowiada swe dzieje, jak pierwszą iskrą prawdy oświecon przez Wirgilego, porównywając go do niosącego światło, który więcéj przyświeca drugim niż sobie; jak potém obcując z chrześcijany został skrytym wyznawcą Chrystusa. Poeta dowiaduje się o poetów losy.
Tak idąc zbliżają się do drzewa, na którego gałęziach wiszą wonne jabłka w górze, obok mruczy źródło czystéj wody. Wychudłe cienie z oczyma zapadłemi, ze skórą wyschłą i jakby łuską okrytą, błądzą zgłodniałe i spragnione owoców i wody nieprzystępnych dla nich. Są to jak tłumaczy Farese, duchy tych, którzy grzeszyli obżarstwem i smakoszostwem za życia. Woń jabłek, świeżość wody, budzą w nich żądzę nienasyconą, która jest pokutą. Mary z wpadłemi strasznie oczyma, do niepoznania zmienione, Bonagiunta z Lukki, Dal Torso, Ubaldino itp., przesuwają się przed niemi. W rozmowie (pieśń XXIV) Dante spytany o poezije swoje, powiada o sobie:

Ja to jestem, który
Gdy miłość natchnie, piszę, i jak ona
Dyktuje, za nią powtarzam posłuszny.

Ten wiersz tak dobrze malujący prawdziwe natchnienie, jest obrazem tego czém być powinna poezija chrześcijańska, żyjąca miłością samą. U starożytnych często indignatio była poezij demonem, u chrześcijan miłość nim tylko być może; ale tak uczuta i pojęta jak ją czuł i pojmował Dante.
Przeszedłszy ten krąg w którym cierpią żarłocy i zbytkownicy, uderzony przez anioła, wstępuje wędrowiec do ostatniego kręgu pokuty, gdzie w ogniu piekielnym oczyszczają się ci, co grzesząc miłością rozpustną, upadli ciałem i skalali duszę. Z niemi znowu wiedzie rozmowy, rozpoznając w nich tych, których za żywota znał ze sławy. W tych rozmowach, w objaśnieniach, które podaje Wirgili i Stacjusz cała nauka ówczesna o człowieku w poeziją się przemienia. Potrzeba ją było tak sobie przyswoić jak Dante, i tak z nią być poufałym, ażeby najsubtelniejsze prawdy psychologij, fizjologij ówczesnéj, nauki o ciele i o duszy przybrać w szatę tak przystępną i wdzięczną.
W kręgu płomieni, równie jak w pierwszym Czyśca stopniu, gdzie pokutowali dumni, Dante zmuszonym jest cierpieć z duchami karę dwóch grzechów, do których się przyznaje. Z jakąż pokorą czyni on tę spowiedź przed ludzkością całą ze swych słabości. Nie jestże to cechą wieku głębokiéj wiary, a człowieka skruchy pełnego, to wyznanie dobrowolne, publiczne własnego upadku? Któryż poeta kiedykolwiek równie otwarcie, równie święcie wymógł na sobie taką wzniosłą i szczytną spowiedź? Ona sama cechuje zupełnie odrębném piętnem poetę i dzieło jego. Jest to śpiéw na chwałę Bożą, nie dla ludzkiéj chwały. Wié Dante że jest potężnym, czuje się silnym, ale zarazem uznaje człowiekiem.

XI.

Tu właściwie kończą się próby i oczyszczenia, a rozpoczyna najświetniejsza, najpoetyczniejsza część Czyśca, najmniéj może zrozumiała a najwięcéj komentarzami zaciemniona.
Dante wié że się zbliża do téj, po któréj tęsknił od lat dziesięciu, któréj oblicza, upadły nie czuje się godnym oglądać. Nadzieja widzenia Beatrysy skłania go przejść przez płomienie, ażeby zostać oczyszczonym.
Na wschodach między skałami, w drodze do ziemskiego Raju zachodzi słońce, zapada noc i podróżni kładą się na spoczynek, który staje się malowniczym obrazem przez śliczne porównanie z życia pasterskiego wzięte. Dante usypia i we śnie widzi obraz Lii wijącéj wieńce; budzi się o świcie a Wirgili mu oznajmuje, iż dnia tego doścignie celu życzeń najgorętszych. Wstępują na najwyższy stopień, tu mistrz a przewodnik, rozum, który go prowadził do wrót niebios, zapowiada, że jego czynność ustała, daléj wola własna, wiara i miłość wieść go mają.

Odtąd niech umysł i sztuka cię wiodą,
Wolę twą własną weź za przewodnika.
Przeszedłeś ciasne, wązkieś przebył drogi.
Patrz na to słońce coć oświeca czoło....
Patrz na te trawy i kwiaty i krzewy,
Które ta ziemia nieposiane rodzi;
Nim ujrzysz piękne, nim błogosławione
Ujrzysz te oczy, których łzy do ciebie
Wiodły mnie. Teraz przechódź się, spoczywaj,
Nie miéj nadziei bym ci radził więcéj....
Wolnyś jest, prostą a zdrową twa wola.
Błędem by było iść nie po swéj myśli,
Więc cię uwieńczam koroną i mitrą.

Ręką Dantego odmalowany krajobraz Raju ziemskiego jest przecudny. Wchodziemy z nim do starożytnego, spokojném, ledwie gałęzie poruszającém tchem obwianego gaju, pełnego kwiatów i ptaków; tu płynąca rzeka przejrzysta, która ugina trawy po nad nią rosnąca, zapiera mu drogę. Z drugiéj strony rzeki ukazuje się samotna cudnéj piękności niewiasta, która idzie śpiewając i zbierając kwiaty, — bo niemi cała droga była umalowaną, — powiada poeta. Dante ją prosi aby się zbliżyła, by śpiew jéj mógł lepiéj usłyszeć.
Posłuszna prośbie zbliża się dziewica, przychodzi po nad brzég rzeki i spogląda na poetę wejrzeniem pełném blasku, uśmiechnięta. Ona tłumaczy mu ten Raj ziemski pierwotny, wedle podań jakie o nim krążyły; rozmaitość jego tworów, źródła czystych wód, szmer lasu, i nazwanie a własności dwóch rzek Lety i Eunoe.
Potém śpiewając idzie dziewica brzegiem, a Dante w jéj ślady stroną przeciwną — wtém światłość jak błyskawica oświeca las, słodka melodija słyszeć się daje. Ukazują się jakby siedem drzéw złotych, siedem świéczników jasnych. Dante napróżno szuka wejrzeniem tłumaczenia tego zjawiska u Wirgilego, który zdziwiony milczy. Za świécznikami postępują postacie białe. Siedem tych jasnych, tęczowych jakby chorągwi, pasami światłości przerzynających powietrze, nikną rozstawione w oddaleniu. Idą dwudziestu czterech starców po dwu, uwieńczeni lilijami białemi, śpiewając, daléj jeszcze czworo zwierząt uwieńczonych zielonemi gałęźmi, sześcioskrzydłych. Każdego z nich pierś okrywa mnóstwo oczów, wpośród nich postępuje wóz o dwu kołach tryumfalny, ciągniony przez gryfa z sześcią skrzydłami. Ptak jest złoty, biały i purpurowy. Trzy niewiasty idą z prawéj wozu strony, jedna purpurowa, zielona druga, biała trzecia. Za tym orszakiem wślad niewiasty idą i starce, ostatni śpiąc z zawartemi oczyma... po nim siedmiu uwieńczonych różami. Daje się słyszeć grzmot, wóz staje.
Wśród takiego otoczenia, cała dészczem kwiatów okryta zrzuconych z góry przez anioły, ukazuje się naostatek ubóstwiana Beatryx.

Przez chmurę kwiatów, które z rąk aniołów
Sypane na wóz lecą i dokoła,
Na uwieńczonéj w gałęzie oliwne
Białéj obsłonie, zjawiła się — pani...
W zielonym płaszczu i ognistéj szacie.

Beatryx surowo z gorzkiemi wyrzuty przyjmuje upadłego poetę, który stoi zbolały, upokorzony i płacze.
Tu znowu przez usta pani swéj obwinia się Dante iż upadł był tak, że rozum mu na podźwignięcie się nie starczył, potrzeba było łaski.
Poeta głośno przyznaje się do winy z jękiem i łzami. Beatryx czyni mu surowe wyrzuty, spowiedź bolesna, szczera i naiwna, jako prawdziwe przed kapłanów grzechów wyznanie, przeciąga się długo.
Dopiero teraz szydersko prawie, dozwala mu na siebie spojrzeć Beatryx, gdyż oblicza jéj wprzódy nie widział poeta przez kwiaty. Staje przed nim w całym blasku. Przejęty jéj widokiem, złamany Dante upada, a gdy do przytomności przychodzi, znajduje Beatryx nad sobą, podającą mu rękę i zanurzającą go w Lecie zapomnienia.
Wydobyty z niéj dostaje się w ręce cztérech dziewic, które wiodą go przed Gryfona. Za wozem i orszakiem poeta wpatrzony w te dziwy idzie daléj przez las pusty, pod olbrzymie drzewo obnażone z liści, przy którém staje wóz, a drzewo suche, nagle się natychmiast świeżą zielonością okrywa.
W pośród tych widzeń, sam nie wiedząc jak, poeta usypia, a gdy się przebudza, widzi nad sobą nie już panię swą, ale tę dziewicę, którą pierwszą ujrzał u rzeki brzegu. Beatryx siedzi jakby na straży opodal i nakazuje mu patrzeć.
W allegoryczném, dziwném, pełném fantazij widzeniu, widzi Dante losy kościoła i łodzi Piotrowéj wyobrażonéj przez ów wóz, rozbity, rozniesiony, splugawiony. Dzikie potwory znęcają się nad nim. Beatryx objaśnia mu to widzenie i prorokuje przyszłość, a zanurzony w wodach Eunoe, odmłodzony kończy poeta tę drugą część swéj trylogij, słowy:

Od wód najświętszych orzeźwion wróciłem,
Jako rośliny gałęźmi młodemi,
Gdy się odrodzą na nowo. I czysty
Gotówem lecieć był gdzie świecą gwiazdy!


XII.

Daliśmy zarys słaby a nazbyt treściwy téj części poematu, aby z niego o jego pięknościach sądzić można. Jak z zimnego rysunku budowniczego o żywym gmachu trudno jest powziąć wyobrażenie, bo w nim też ginie tysiące najpiękniejszych szczegółów, tak i tu suchy skelet z pełnéj blasku pieśni pozostał.
Zdaniem wszystkich czcicieli Dantego, Czyściec jest najpiękniejszą częścią téj całości, która się ziemią zaczyna, przechodzi otchłanie, a na gwiazdach kończy. Tu także nieskończona rozmaitość epizodów ubiera drogę, jak w Raju, malując ją kwiatami. Mniéj tu uczuć ziemskich a te, które pozostały, czystsze; postacie po drodze spotykane budzą litość i przywięzują nas do siebie. Sama historija Dantego i Beatrysy, jego pokuta i spowiedź, stanowią dramatyczny wielce epizod téj epopei grzesznika.
Ten upadek, o który się sam poeta oskarża, w istocie zaćmił jego życie i pozostawił w niém ślady. Ożeniony przez rodzinę z kobietą, która mu życie goryczą zatruła, zmuszony błądzić po świecie, wabiony pokusami, Dante nieraz im ulegał. W Czyścu jakby przypadkiem wyszeptane znajdujemy imie pięknéj Gentucci, któréj poezije śpiewał; tradycija oprócz tego wymienia kilka imion kobiet, w których sercu napróżno szukał utraconéj Beatrysy.
Ale upadły, bolał, i w téj modlitwie do N. Panny, która została pomiędzy jego Canzonami (O madre di virtute) kończy takiém westchnieniem do orędowniczki:

Ty wiész żem w tobie nadzieję miał całą,
Że w tobie miałem otuchę jedynę,
Wspomóż ty coś jest dobrą i wspaniałą.
O! wspomóż! niechaj do portu zawinę,
Ku któremu mnie pędzi losów siła.
Pomocy można — nie opuść w złéj doli,
Chociaż ma dusza bez grzechów nie była,
Lecz płacze dusza, serce po nich boli.

Zbolałe jego serce wstydziło się upadku, pragnęło podźwignąć i odpokutowywało publiczną spowiedzią, skruchą, żalem, który się przelał w najwznioślejszy poemat.
Jako zadośćuczynienie dla ubóstwianéj Beatrysy, przyobleka w jéj postać najwznioślejszą naukę, teologiję, jéj porucza przewodniczenie sobie do nieba. Jest to apoteoza niewiasty, jakiéj, wedle słów poety, żadna jeszcze nie dostąpiła.
Poemat cały allegorij, symbolów, obrazów dwoistego znaczenia jest pełen. Pomimo to istoty bezcielesne, najtrudniejsze do ożywienia, najchłodniejsze, z pod jego dłoni wychodzą cudownie barwne, żywe i prawdziwe. Wszystko żyje, porusza się, — jest. Nie szukając głębszego znaczenia tych symbolizmów, czytamy je już w samych uroczych kształtach, każdy wedle stopnia do jakiego zgłębić je jest zdolny.

XIII.

Opis Raju ziemskiego u Dantego złożony jest z przypomnień pisma i tradycij. W pierwszych wiekach kościoła opinije co do Raju były podzielone; jedni mieli go za idealne, drudzy za rzeczywiste miejsce znajdujące się na ziemi, lecz którego pamięć ludzkość zatraciła. Powszechnie, jak tu u Dantego, na najwyższym wierzchołku pod niebiosami szukano Raju, na Wschodzie. Św. Tomasz spisał opinije ojców kościoła w tym przedmiocie, a współcześni poety tak sobie właśnie wystawiali Ogrójec Rajski, jak on go tu odmalował — siedzibą spokoju, bez burz, bez zmian, wieczną kwitnącą swobodą.
Szukano go kędyś ku Indijom i Chinom. Legend średniowiecznych o Raju jest wiele.
Najlepszém świadectwem wierności tradycij chrześcijańskiéj Dantego w jego poemacie, może być porównanie opisów Raju z innemi, które się w zbiorach podań i poezij spotykają. W widzeniu Tundalusa, o którém wspominaliśmy, Czyściec sam jest obmurowaną przestrzenią, w któréj przez lat wiele muszą, oczyszczając się, dusze cierpieć głód i pragnienie, słoty i burze, ale cieszą się światłem niebieskiém. Aniół wprowadza Tundalusa przez wrota na łąkę kwiecistą. Tu nad rzeką siedząc oczekują wyzwolenia na pół sprawiedliwi ale jeszcze nieusprawiedliwieni. Słońce nie zachodzi nigdy, a powietrze miłą wieje wonią. Tundalus spotyka wśród tłumów królów Concobera i Donatusa, którzy za życia walczyli i waśnili się z sobą, przejednanych i odpoczywających. Nie mogą oni jednak jeszcze wnijść do Raju jak król Cormack, który przebywa codzień w przepysznym pałacu przez dwadzieścia i jednę godzinę, ale trzy godziny cierpieć musi po pas zanurzony w płomienie.
Legenda o Tundalusie, czasem zdaje się przypominać talmudyczne.
Opis samego Raju znajduje się w starożytnym poemacie św. Avita. Avitus (Alcimus Ecdictius Avitus) wnuk cesarza Avita, tak nam przedstawia Raj ziemski:
»Po za Indijami, tam gdzie się świat zaczyna, gdzie ziemi kończyny, jak mówią, stykać się mają z niebiosami, jest las niedostępny śmiertelnym, opasany granicą nieprzebytą od chwili, gdy pierwszego występku sprawca wygnany był zeń po upadku, a anioły niebieskie zastąpiły na téj ziemi świętéj winowajców słusznie z niéj wypędzonych. Niema tu pór roku powracających z zimą, słońce letnie po ostrych nie dopieka chłodach. Gdy u nas wzniesiony krąg roku powraca z upałem, lub pola bieleją, od stężających mrozów, tu dzięki łagodnemu klimatowi, wiekuista panuje wiosna; burzliwy Auster nie wieje a chmury uciekają od tego powietrza wiecznéj pogody i nieba jasnego zawsze. Natura ziemi nie potrzebuje być odświeżaną deszczami, rośliny orzeźwia rosa, która je karmi.
»Ziemia się wiecznie zieleni, powierzchnia jéj zachowuje ciepło łagodne, wygląda świetnie i świeżo, wzgórza okrywają trawy, drzewa nigdy nie tracą zielonych swych warkoczów, a choć tysiące wydają kwiatów, soki ich czynne nową coraz odżywają siłą. Owoce, które my raz w rok zbieramy, tu obficie co miesiąca dojrzewają; słońce nie warzy świetnych lilij; fijołki, których ręka nie tyka niczyja, zachowują zawsze swą świeżość, wdzięcznemi kielichy uśmiechając się oczom. Zima się nigdy nie sroży, gorąco letnie trawy nie wypala, wiosna ze swemi kwiatami, jesień z owocami swemi, zawsze też same panują. Tu rosną cynamony, które sława kłamliwa własnością wyłączną Sabeeńczyków być mieni; drzewa, które zbiéra Fenix, gdy dlań nadchodzi śmierć, godzina nowego życia, kiedy płonąc na gnieździe ma się odrodzić z popiołów, wskrzeszony zgonem, którego sam pożądał. Nie dziw że się powtórnie odmładza, odnawia on swe życie zużyte latami, a coraz na nowo wskrzeszając unika starości, którą pożerają płomienie. Drzewa ze swych płodnych soków bezustannie sączą wonne wyziewy.
»Gdy pachnący wietrzyk poruszy las obfity, pod jego tchnieniem wydaje szmer miły kołysząc się w powietrzu owocem i kwiatem, a zapach ich rozkoszny i uzdrawiający rozpływa się daleko.
»Zdrój czysty i jasny wytryska z głębin, w które wzrok bez przeszkód sięga; nad wody jego śrebro nie świeci większym blaskiem, ni kryształ jaśniejszych a chłodniejszych nie rzuca promieni. Strumień upływa od niechcenia wśród drogich kamieni rozrzuconych nad jego brzegami, a kosztowne te kamienie tak miłe światowym próżnościom zastępują tu proste kamyki. Pola okrywają barwy najrozmaitsze a natura zdobi je królewskiemi przepychy.«
Obraz ten, gdy go kto z poetą naszym porównać zechce, choć główne rysy obu niema są jedne, daleko pozostaje za Dantejskim, wykończeniem, życiem, prawdą artystyczną, świeżością i bogactwem fantazij.

XIV.

Tu także zwrócić musiemy uwagę na wpływ jaki poezija religijna łacińska, hymny kościelne i kantyki wywarły na naszego poetę. Nie był on niewolniczym ich naśladowcą, ale przejmował się formą ich i tchnieniem.
Ślady tego wpływu są bardzo widoczne, nawet w całych wierszach, które poeta po łacinie w pieśniach swych przywodzi, szczególniéj w Czyścu. Oprócz śpiewanych często w kościołach psalmów, Miserere, In te Domine speravi, cytuje w pieśni VII Salve Regina, w VIII Te lucis ante, w IX Te Deum laudamus, w XXV hymn Jutrzni Sobotniéj Summus Deus Clementiae, w Raju (XXIII) Regina coeli itp.
Na wzór tych hymnów i parafraz ułożył on swoje Credo, Ojcze nasz, w pieśni XI Czyśca, modlitwę do Najświętszéj Panny włożoną w usta św. Bernarda i tę drugą, która się znajduje w zbiorze Sonetów.
Znać w tém wszystkiém głębokie przejęcie się poeziją chrześcijańską, religijną, która w średnich wiekach jeszcze cenioną była i szanowaną, a późniéj niemal całkiem w historij literatury pominiętą została z wcale niesłuszném lekceważeniem.
Główną tego przyczyną była forma, daleko w istocie odbiegła od wzorów klasycznych, nowa, nieuznana, język przerodzony, skażony, który zrażał od tych pomników, wielkiéj pomimo to — siły i wdzięku.
Nieprzerwanym szeregiem poezije religijne łacińskie, często obszernych rozmiarów i niepospolitych zalet, ciągną się od pierwszych wieków do XV i XVI.
W liczbie poetów tych znajdujemy imiona, głośne zkąd inąd i szanowane, Laktancjusza, Damazego, Paulina z Noli, Ambrożego, Augustyna, Orient’a, Seduljusa, Claudjusza Victora, Prosper’a, Sidonijusza Apollinarego, św. Awita, Grzegorza W., Bedy, Warnefrida, Alkuina, Raban’a, Piotra Damijana, Abeljarda, nakoniec św. Bernarda, Tomasza z Akwinu i Bonawentury.
Natchnione te utwory, z których wiele przyjął kościół do codziennego lub świątecznego użytku, znane były Dantemu, równie jak wdzięczne śpiewy poetów franciszkanów, najbliższych mu epoką, potém szczególniéj św. Bonawentury (zmarłego w 1274 r.) św. Tomasza ulubionego mu mistrza, który zgasł w tymże roku, i Jacopona (zmarłego w r. 1306) któremu przyznają Stabat Mater.
Niepotrzebujemy przypominać, że św. Tomasz, oprócz wielu innych, jest autorem hymnu Lauda Sion, ułożonego do nabożeństwa o św. Sakramencie, z polecenia papieża Urbana IV.
Gdyby szczupły rozmiar tego rzutu oka nas nie ograniczał, moglibyśmy przebiédz celniejsze utwory poetów łacińskich chrześcijańskich, wskazując czém Dante do nich się zbliża, i co ma wspólnego z niemi. Wspomniemy tylko z powodu parafrazy Modlitwy pańskiéj w pieśni XI Czyśca, o znanéj podobnéj poety V wieku Seduljus’a, która znajduje się w jego pięknym poemacie paskalnym. Sedulius w średnich wiekach ceniony był wielce, przyznawano mu powagę połączoną z wdziękiem i urokiem wielkim. Mógł on podać myśl téj parafrazy, chociaż Dantejska jest daleko zwięźlejszą i zyskuje na potędze. Sedulius rozciąga się nad każdą z prośb modlitwy, prawie poetyczny do niéj dokładając komentarz. Dante powtarza z uniesieniem i prostotą słowa jéj, nieśmiejąc nic do nich dorzucać.
Jak opis Raju ziemskiego Avitusa przypomina Dantejski, jak Seduljusa parafraza mimowolnie na myśl Ojcze nasz w XI pieśni przywodzi, tak wiele innych hymnów i pieśni religijnych, duchem i formą zbliżają się do pieśni Czyśca i Raju, począwszy od poematu Juvencus’a z IV wieku (Historija ewangeliczna) dosyć obszernego, od Prudencijuszowych, istotnie poetyckim duchem natchnionych, Anonym, autor poematu de providentia (wiek V), S. Oriens w swém Commonitorium, Klaudjusz Victor w Genesis, Paulin w Eucharisticonie i wielu innych, ciekawych by dostarczyć mogli zbliżeń i porównań, tam gdzie jedno natchnienie i myśl w nich i w poecie naszym się spotyka. O ile wiemy, zaniedbano dotąd poszukiwań na téj drodze, któreby zajmującemi być mogły.


XV.

Pomimo to wszystko, wyobraźnia Dantego więcéj z siebie stworzyć i wysnuć musiała w Czyścu niżeli w Piekle. W legendach Piekło jest więcéj wykończone, materijał wyrobiony — tu poeta musiał snuć z siebie, i dumieć się potrzeba niezmiernemu bogactwu wyobraźni, nauki, obfitości barw, jakich użył. Same ostatnie pieśni w których są widzenia Raju i scena przejednania z Beatrysą, obfitują w piękności niezrównane.
Beatryx przyobleka tu takie oblicze, iż poeta nie wahał się je zbliżyć i porównać do lica Marij, Matki Boskiéj. Ale nim się stanie łagodniejszą dla sługi swego, jakże boleśnie chłoszcze go wyrazy surowemi!

A ona: — Czybyś milczał lub zaprzeczał
To co wyznajesz — nie mniéj winy twoje
Znane by były. Sędzia wszystko widzi.
Lecz kiedy winny sam usty własnemi
Oskarza siebie, wówczas w naszym dworze
Kamień co ostrzy miecz, indziéj się zwraca. —
Jednak byś wstydem większym grzech okupił,
Abyś drugi raz był silnym na głosy
Syren zwodniczych, porzuć łzy a słuchaj,
Dowiesz się jako biedne ciało moje
Wieść cię powinno było w inne strony.
Nigdyś naturą nie był zachwycony,
Ni dziełem sztuki jako kształy temi
W których zamknięta byłam za żywota,
Które dziś leżą rozsypane w ziemi.
Jeślić najwyższe to szczęście ubyło
Po moim zgonie, jakiż przedmiot żywy
Mógł w tobie nowe obudzić pragnienia?
Czemużeś raczéj na pierwsze pociski
Zwodniczych rzeczy nie zwrócił się w niebo?
Ku mnie, która już nie byłam zwodniczą?
Czyliż godziło się zwinąwszy skrzydła
Nieruchomemu czekać nowych ciosów?
Które ci oczy dziewcząt zadać miały...
Lub równie marnych jak one istoty?
Młode to ptasze co dwóch strzałów czeka!
Dla tych co mają skrzydła przyodziane,
Darmo siéć stawią i łuk naciągają.

Po téj scenie dramatycznéj wymówek i przejednania, następuje widzenie apokalyptyczne, o którém wspomnieliśmy, najrozmaiciéj wykładane, a komentatorom takim jak p. Rosetti, jak Aroux posługujące do dowodzenia iż Dante był jakimś sekciarzem, nieprzyjaznym władzy papiezkiéj itp.
Z tych naciąganych, dziwacznych wykładów wyszła już dziś szczęściem krytyka Dantejska. Poeta nie jest zagadkowym choć jest allegorycznym; allegorija zresztą dość jest przezroczystą i zrozumiałą, by potrzebowała objaśnień opartych na wymarzonych paradoxach.
Widzenie to tłumaczy się bez wielkich wysiłków, nie uciekając się do przypuszczeń zuchwałych. Siedem świéczników oznaczają siedem darów Ducha świętego; dwudziestu cztérech starców, jak w Apokalypsie oznaczają księgi Starego Zakonu (proroków licząc większych za jedną i mniejszych za jedną księgę). Czworo zwierząt są godłami czterech ewangelistów, wóz jest wozem kościoła, obok idą cnoty teologiczne i cztery cnoty kardynalne. Gryfon swą naturą podwójną wyraża Chrystusa; dwaj następni starce mogą wystawiać Akta apostolskie i Listy św. Pawła itp.
Dalszy ciąg tego widzenia, przerwany ukazaniem się Beatrysy, ukazuje orła, godło Cezarów, prześladujących kościół w początku, smoka i olbrzyma odnoszących się do nieszczęśliwych losów papieztwa za Bonifacego VIII.
Dante bolał nad upokorzeniem stolicy Apostolskiéj a uległością jéj dla Francij. Chciał on mieć najwyższego kapłana wyżéj po nad ziemskiemi sprawy stojącego a Cezara jako siłę i prawicę jego strzegącą prawa, świat zaś w idealną całość spojony, monarchją uniwersalną poddaną cesarzowi i papieżom. Wojny, zachcianki pojedyńcze podbojów, walki o władzę, które społeczeństwu zagrażały i demoralizując je przeszkadzały postępowi, w ten tylko sposób, wedle poety, na zawsze usuniętemi być mogły.
W téj części poematu występujących postaci jest stosunkowo mniéj niż w Piekle, interes skupia się około samego poety, w ostatnich pieśniach przeważną grającego rolę.
Z prawdziwym instynktem najwyższéj sztuki, im wyżéj idzie poeta tém bardziéj się uduchownia, tém mniéj indywidualizuje postacie, które się stają coraz powietrzniejsze, czystsze i niepochwytniejsze.
Ostatnie pieśni, opis Raju ziemskiego, scena przejednania i skruchy, oznamionowane najwyższemi pięknościami, przygotowują nas do najtrudniejszéj części zadania poety, do wizerunku tego świata eterycznego, bezcielesnego, gdzie z gwiazdy na gwiazdę lecąc, wiedzie nas aż do najwyższéj światłości.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.