Ballada (Karol Orleański, 1895)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Orleański
Tytuł Ballada
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bronisław Teodor Grabowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

5. Ballada.[1]

Stojąc jednego dnia nad morskim brzegiem,
W Dowrze, patrzyłem ku francuskiej stronie.
Przez myśl wspomnienia cisną się szeregiem
Rozkoszy, które tam żyły w mem łonie.
Westchnienie piersi rwie i serce płonie.
Jakąż sprawiało rozkosz niesłychaną
Patrzeć na Francyę, sercem ukochaną!
Poznałem, że to szalone zachcenie
Wstrzymywać westchnień tyle w sercu mojem;
Ach! gdybym wreszcie ujrzał choć błyśnienie
Przyszłości z tyle żądanym pokojem!
Dla mego ducha on pociechy zdrojem.
Rozkoszą serca jest niewyczerpaną
Patrzeć na Francyę, sercem ukochaną.

Wszystkie pragnienia me nadziei nawą
Puściłem z wodą, prosząc, by potoki
Morskie zaniosły je do Francyi żwawo,
Mówiąc jej o mej miłości głębokiéj.
Oby Bóg pokój wrócił bez odwłoki!
Wtedy radosne czucia w duszy wstaną,
Patrząc na Francyę, sercem ukochaną.
Pokój jest skarbem zbyt wielkiej korzyści;
Przeklętą wojnę mam dziś w nienawiści;
Przez nią na pewien czas mam zakazany
Widok mej Francyi, sercem ukochanéj.

(Bronisław Grabowski).

Przypisy

  1. Napisana przez poetę w czasie pobytu w niewoli angielskiej (około r. 1435), gdy już poczynano mówić o pokoju pomiędzy Francyą i Anglią.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Karol Orleański i tłumacza: Bronisław Teodor Grabowski.