Naszyjnik królowej (1928)/Tom II/Rozdział XLII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł Naszyjnik królowej
Podtytuł Powieść
Data wydania 1928
Wydawnictwo Bibljoteka Rodzinna
Druk Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Collier de la reine
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XLII
OJCIEC I NARZECZONA

Salon pana de Taverney znajdował się na parterze.
Na lewo od salonu był buduar, który miał wyjście osobne na korytarz i schody, prowadzące do mieszkania Andrei.
Na prawo znajdował się mały salonik, przez który wchodziło się do dużego salonu.
Filip pierwszy wszedł do buduaru, gdzie czekała nań Andrea; z przedpokoju przyspieszył kroku, aby prędzej znaleźć się w objęciach ukochanej siostry.
Skoro tylko drzwi otworzył, Andrea wstała, a objąwszy go za szyję, ucałowała serdecznie, tak swobodnie, tak wesoło, jak już dawno nie całował nikt smutnego a zakochanego i nieszczęśliwego jej brata.
— Na miłość Boską! co się stało? — zapytał Filip.
— Coś pomyślnego, o! bardzo pomyślnego, mój braciszku.
— I przybyłaś, aby mi o tem oznajmić?
— Przybyłam na zawsze! — zawołała Andrea, a w głosie jej odbijało się takie uszczęśliwienie, że Filip się zastanowił.
— Ciszej, ciszej, kochana siostrzyczko — rzekł — mury tego domu odwykły od radosnych okrzyków, a zresztą obok, w salonie, jest ktoś, który mógłby cię usłyszyć.
— Jest ktoś? któż taki? — zapytała.
— Pan hrabia de Charny — oznajmił właśnie w tej chwili kamerdyner.
— O! on! — zawołała Andrea, podwajając serdeczność względem brata. — O wiem, poco tu przybył. O! wiem tak dobrze, że spostrzegam niestosowność mego ubrania, ponieważ będę musiała wejść do salonu i wysłuchać prośby pana de Charny...
— Nie żartujesz, siostrzyczko?
— O! zaraz muszę się udać do swego pokoju, ażeby się przebrać. Królowa ułożyła wszystko tak prędko, że mam pośpieszyć ze zdjęciem szat zakonnych i ubrać się w strój narzeczonej.
Raz jeszcze ucałowawszy brata, Andrea wybiegła wesoło i znikła na schodach, prowadzących do jej pokoju.
Filip słuchał przy drzwiach salonu, gdzie znajdował się Charny. Olivier poważnie przebył przestrzeń od drzwi do krzesła, a teraz myślał nad czemś i niecierpliwił się. W tej chwili wszedł baron de Taverney, skłonił się Olivierowi z wyszukaną grzecznością i przemówił:
— Czemu zawdzięczać mam zaszczyt niespodziewanych odwiedzin pańskich, panie hrabio?
— W ważnej sprawie przybywam, raczy mi pan wybaczyć, że nie towarzyszy mi mój wuj, dowódca wojsk, pan de Suffren.
— Ależ wybaczam, wybaczam, panie de Charny — odparł baron.
— Należałoby mi przybyć z wujem, aby wyłuszczyć prośbę, którą chcę panu przedstawić.
— Prośbę? — zapytał baron.
— Mam zaszczyt prosić pana o rękę córki pańskiej, panny Andrey de Taverney — wyrzekł Charny, starając się ukryć wzruszenie.
Baron podskoczył. Oczy jego zdawały się pożerać każdy wyraz, wymówiony przez pana de Charny.
— Oho — pomyślał baron — Filip nabrał takiego znaczenia, że jeden rywal już korzystać pragnie i stara się o jego siostrę.
Głośno zaś i z uśmiechem wyrzekł:
— Oświadczyny pańskie niezmiernie nam pochlebiają, dlatego też pragnę, aby pan stanowczą otrzymał odpowiedź i zaraz poślę zawiadomić moją córkę.
— Panie baronie — odparł Charny — zdaje mi się, że to zbyteczne: Królowa raczyła mówić z panną de Taverney, a odpowiedź jej była przychylna.
— A! — zauważył baron zachwycony — królowa...
— Królowa — dokończył Charny — sama raczyła udać się do Saint-Denis.
Baron wstał, a wyprostowawszy się, rzekł:
— Muszę więc wtajemniczyć pana w pozycję materjalną panny de Taverney.
— Zbyteczne, panie baronie — rzekł oschle Charny — wszak ja jestem bogatym, a nie kupuje się kobiety z takiemi zaletami, jak panna de Taverney. Kwestji tej, co do panny Taverney poruszać nie potrzebujemy, nieodzownie jednak trzeba ją rozważyć co do mnie.
Zaledwie słów tych domówił, gdy otworzyły się drzwi i blady, zmęczony zjawił się Filip; jednę rękę trzymał w kieszeni, drugą miał konwulsyjnie zaciśniętą.
Charny skłonił się ceremonjalnie, na co Filip odpowiedział również sztywno.
— Panie — rzekł Filip — mój ojciec słusznie chciał z panem pomówić o interesach familijnych: jesteśmy sobie winni pewne wyjaśnienia. Gdy baron uda się do swego gabinetu, aby przynieść potrzebne papiery, ja będę miał zaszczyt pomówić w tej kwestji z panem.
Filip spojrzeniem stanowczem pożegnał barona, który odszedł niechętnie, przewidywał bowiem jakieś zajście.
Filip odprowadził ojca aż do drzwi małego salonu po to jedynie, aby się upewnić, czy w pokoju tym nie będzie nikogo. Potem zajrzał do buduaru, a przekonawszy się, że i tam niema nikogo, rzekł, składając ręce:
— Panie de Charny, jak pan śmie prosić o rękę mojej siostry?
Olivier cofnął się i zarumienił.
— Czy dlatego — mówił dalej Filip — aby lepiej ukrywać miłostki z kobietą, której pan towarzyszysz. Czy dlatego, aby nie mówiono, że masz pan kochankę.
— Panie — szepnął Charny, chwiejąc się.
— Czy dlatego, ażeby, ożeniwszy się z kobietą, będącą blisko pańskiej kochanki, mógł pan w każdej chwili się z nią widywać?
— Przekraczasz pan granice...
— O! dlatego chcesz pan zostać moim szwagrem rzekł Filip, zbliżywszy się do Charny‘ego — chcesz, żebym nie wydał tajemnicy waszych miłostek...
— Ostrożnie, ostrożnie, panie — zawołał przestraszony Charny.
— Tak, tak; wynająłeś pan domek nadzorcy, przechadzki tajemnicze odbywały się po parku wersalskim, w nocy; ściskało się rączki, wzdychało, zmieniało się czułe spojrzenia przy furtce parkowej...
— Panie, na litość Boską, powiedz, że nie wiesz o niczem!
— Nie wiem! — powtórzył z gorzką ironją Filip — jakżebym nie wiedział, kiedy ukryty byłem za krzakami, przy łazienkach Apolina, gdy wychodziłeś pan, prowadząc pod rękę królowę.
Charny podskoczył, i, jak człowiek, śmiertelnie raniony, szukał oparcia.
Filip patrzał nań z dziwnym spokojem.
Charny ocknął się z osłupienia.
— Dobrze — rzekł do Filipa — pomimo tego coś pan właśnie powiedział, proszę o rękę panny de Taverney. Idzie tu o królowę, mój panie, i królowa musi być uratowana.
— A jakimże sposobem królowa jest zgubiona? — zapytał Filip — czyż dlatego, że pan de Taverney widział ją, ściskającą dłoń pana de Charny i ze łzami szczęścia patrzącą w niebo? Czy dlatego królowa jest zgubiona, że ja wiem o uczuciach jej dla pana? Nie pozwolę poświęcić jej, mój panie!
— Czy wiesz pan, dlaczego odmowa pańska zgubą jest dla królowej? — zapytał Charny. — Dlatego, że dziś rano, gdy aresztowano pana de Rohan, król mnie zastał u nóg królowej.
— Boże! — jęknął Filip.
— A królowa, pytana przez zazdrosnego męża, co znaczy ten widok, odpowiedziała, że na klęczkach proszę o rękę panny de Taverney. Oto powód, mój panie, zdaje się, bardzo ważny.
Dwa jęki przerwały słowa Oliviera; jęk jeden pochodził z buduaru, drugi z przyległego salonu.
Olivier pobiegł w stronę buduaru; ujrzał tam Andreę; była biało ubrana jak oblubienica.
Słyszała wszystko i z bólu omdlała.
Filip wpadł do saloniku, gdzie spostrzegł leżącego na ziemi barona de Taverney; podsłuchana wiadomość o stosunkach Charny’ego z królową zniweczyła wszystkie jego nadzieje.
Baron, dotknięty apopleksją, wydał ostatnie tchnienie.
Przepowiednia Cagliostra ziściła się.
Filip, który rozumiał wszystko, nawet hańbę tej nagłej śmierci, opuścił w milczeniu trupa, a wszedł do buduaru, gdzie Charny, wzruszony i drżący, patrzył na piękną dziewicę bez uczucia i życia; Charny nie śmiał jej dotknąć.
Filip pierwszy zdobył się na wypowiedzenie następnych wyrazów stanowczych:
— Baron de Taverney umarł; po jego śmierci ja staję się głową rodziny; jeżeli siostra moja żyć będzie, zostanie pańską małżonką.
Charny spojrzał na trupa barona z przestrachem, a na ciało Andrei z rozpaczą.
Filip rwał sobie włosy z głowy i rozpaczliwie wzywał litości Bożej.
— Hrabio de Charny — rzekł, gdy burza wewnętrzna nieco się w nim uspokoiła — daję panu słowo w imieniu mojej obecnej lecz nieprzytomnej siostry: poświęci ona szczęście swe dla królowej, a ja może dam dla niej swe życie. Żegnam cię, panie de Charny, żegnam, mój szwagrze!
Skłonił się w milczeniu Olivierowi, który me wiedział jak wydostać się z salonu, nie zawadziwszy o jedną z ofiar.
Filip prędko zbliżył się do siostry, podniósł ją i zaczął cucić, a Charny śpiesznie opuścił buduar.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (ojciec) i tłumacza: anonimowy.