Zstąpienie do piekieł

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Zstąpienie do piekieł
Pochodzenie Ziemia, siostra daleka
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1936
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego w Warszawie
Miejsce wyd. Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ZSTĄPIENIE DO PIEKIEŁ

Po głazach stąpa, pod liściem akantu,
W czeluść, gdzie lęgnie się jęk, dotykając
Piszczeli przechylonych, zlekka. Tam są ludzie żywe!
Melodji warkot, organów echowy
Huk, jak skłębionych oceanów, legnie
U stóp, jak jagnię. Wyciąga prawicę
Skręconą, jakby ciosał dom i ściany,
Pod belkowaniem plejad i w otoku
Cierpień. Róża pełgających blasków
Blachami złoconemi ku rozpękłej
Podługowatej pnie się bliźnie żeber.
Szponami palców, jakby w niewidoczne
Struny dudniąca, płaska dłoń nad gwarem
Łagodnie szarpiąc. Patrzące źrenice!
Wzrok dokąd z wydrążonych oczodołów?
Ach, czyż łowiący kwiat, jak się rozścieła
Płatkami kosmatemi z rąbkiem woni
I kroplą tęczującej rosy, która zwisa
Naukos w niebyt? gdy łodyga śliska,
Jak zbity z berwion sosnowych płot, jeszcze
Lepki żywicą, jak droga naprzełaj,

Kamienną grudą spychająca stopy,
Jak polot ptaka poprzez lęk gałęzi
Wierzbowych, popielaty ślad nicości, —
Zanim w źrenicy rozwartej powstanie,
By przetrwać: w nikły zarys się rozpływa
Obłoku, w kontur czysty. Ziemio stara,
Nazawsze niedostępna! Gdzie patrzenie,
Które ci sprosta bezsennie, z powieką
Nareszcie oderzniętą? A języki
Kłębią się w jamach ust i lgną do siebie,
Splecione śliną, jak się pożerają
Węże. Zamiast muzyki, co zwęzi,
Jak się rozciska śnieg w garści, te jodły
Aluzją niebotyczną, jako pastuch
Słucha terkania owiec i zwołuje:
Oto chrapliwy chargot, zwykła miłość.
Tedy jak ucha nachylić, by owoc
Krągły umieścić w pustym środku muszli
I tam go stworzyć brzmieniem? Jak dźwięk toczyć
Palcami, które w proch sypią się? Kośćmi,
Wystającemi z palców, narysować
Widne jedwabie niebios? Ująć trawę,
By melodyjną nie drgała ironją,
Bezcielesności echo?
Ponad uśpionymi
Po szczeblach stąpa drabiny milczenia
Z prawicą wyciągniętą, jakby trącał
Struny, nie budząc. Przemija.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.