O, nie mogę, wielkie ludy świata! O gościnę kornie błagać was.
Mnie z ojczyzną święty węzeł splata — Ja w niej widzę tyle czarów, kras.
Pełne łez są moje błędne oczy, Kiedy dawny swój wspominam blask,
Gdy był moim — luby kraj uroczy A zaś obcy — prześladowców wrzask.
Gdy nie znałem wiecznej tej pogoni, Nie wiedziałem, co to „ghetta“ cieśń, —
Gdy daleko po Jordanu toni Echem dźwięczał śmiech mój i ma pieśń.
Gdym owieczki pasał, w dal wpatrzony, A wokoło kwitł mój łan, mój sad,
W których bujne wydawały plony — Moje drzewo, kłos mój i mój kwiat.
Jeszcze oczy me się ogniem żarzą, Gdy zadźwięczy z dawnych czasów ton,
Bo w nim słyszę, jak umarli gwarzą I ślą nakaz mi z rodzimych stron.
Zda się słyszę głos bliskich mi ludzi: „Dość się tułać, przyjdź już do nas, przyjdź!“
Serce drży mi, tęsknica się budzi: „Ach, jak chciałbym po dawnemu żyć!
Zda się świecą znów świątyni mury, Kwitnie Karmel i Saronu gaj!
Balsam płynie, jaśnieją lazury — Odżył ludu mego dawny maj.