Ze „Świętoszka“ (Tartufe’a)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Molier
Tytuł Ze „Świętoszka“ (Tartufe’a)
Pochodzenie Antologja literatury francuskiej / Molier
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Całość jako: Pobierz cały tekst jako ePub Pobierz cały tekst jako PDF Pobierz cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Ze „ŚWIĘTOSZKA“ (TARTUFE’A).
Akt III, scena 6.
(Świętoszek Tartufe, wcisnąwszy się w dom zacnego i łatwowiernego Orgona, opętał go tak, iż Orgon patrzy na świat wyłącznie jego oczyma. Rozzuchwalony tem Tartufe, nie poprzestając na tem iż Orgon godzi się oddać mu posażną córkę w małżeństwo, próbuje jeszcze zbałamucić mu żonę; kiedy zaś zdemaskował go własny syn Orgona i kiedy położenie staje się, zdawałoby się, bez wyjścia, Świętoszek, w genjalnie przez Moliera nakreślonej scenie, osiąga, iż Orgon, wbrew oczywistości, uwierzy w jego niewinność).

ORGON:
Co ja słyszę, o nieba, czyliż to do wiary?

TARTUFE:
Tak, mój bracie, jam winny, zbrodniarz godzien kary,
Jam grzesznik zatwardziały, pełen brudu, złości,
Łotr występny, co żadnej nie wart jest litości.
Każdy dzień mego życia od grzechów się roi,
Nieprawość i występek mieszka w duszy mojej;
I widzę, że niebiosy, za win moich karę,
Wkładają mi na barki tak ciężką ofiarę.
Jakbądź szpetnej oskarżon mam być tutaj zbrodni,
Ja, dla czczej pychy, bronić się nie będę od niej.
Uwierz w to, co ci mówią: niechaj wraz, bez sromu,
Jak nikczemnik wypędzon będę z twego domu;
I, jakakolwiek hańba będzie mym udziałem,
Na sroższą jam zasłużył życiem swojem całem.

ORGON do syna:
A, zdrajco, ty się ważysz, fałszem oczywistym,
Podsuwać brudne myśli chęciom jego czystym?

DAMIS:
Jakto! ten frant, obłudą przesiąknięty do dna,
Zdoła ciebie, mój ojcze...

ORGON:Milcz, duszo niegodna!

TARTUFE:
Pozwól mu mówić, bracie; niesłusznie go winisz;
Wierząc w to, co on głosi, najlepiej uczynisz.
Skądże w tej sprawie dla mnie twój sąd tak powolny?
Czy możesz wiedzieć, bracie, do czegom jest zdolny?
Wierzyć żem jest występny żali prawa nie masz,
I, znając świata błędy, mnież lepszym być mniemasz?
Nie, umysł twój pozorów igraszką się rządzi,
Gorszym jestem, niestety, niż ktokolwiek sądzi.
Choć cały świat w świętości szatę mnie ubiera,
Jam nic nie wart, mój bracie, ach, prawda to szczera.
Zwracając się do Damisa:
Tak jest, mój drogi synu, nazwij mnie nędznikiem,
Zdrajcą podłym, złodziejem, łotrem, rozbójnikiem;
Rzuć mi na głowę stokroć wstrętniejsze nazwanie:
Ja ci się nie przeciwię, zasłużyłem na nie.
Na kolanach to zniosę; i tak, zbyt łagodnie
Będę tem ukarany za żywota zbrodnie.

ORGON do Tartufe’a
Mój bracie, to za wiele. (Do syna): Serce ci nie pęknie,
Ty łotrze?

DAMIS:
Jakto, ojcze, więc to, że uklęknie...

ORGON:
Milcz, obwiesiu!
Podnosząc Tartufe’a:
Mój bracie, powstań, ja cię proszę.
Do syna:
Bezwstydny!

DAMIS: Ależ...

ORGON:Milczeć!

DAMIS:Więc ja jeszcze znoszę...

ORGON:
Jeżeli piśniesz słowo, łotrze jeden, ja cię...

TARTUFE:
Na miłość Boga, błagam, nie unoś się, bracie!
Wolę najsroższe męki cierpieć życie całe,
Niż by jego spotkało choć draśnięcie małe.

ORGON do syna:
Niewdzięczny!

TARTUFE:
Daj mu pokój. Gdy chcesz, na kolana
Przed tobą...

ORGON, klękając również i ściskając Tartufe’a:
O, dobroci wielka, niesłychana!
Do syna:
Łotrze, widzisz?

DAMIS:Więc...

ORGON:Cicho!

DAMIS:Jakto!

ORGON:Cicho, zmijo!
Twoje wszystkie ataki wiem co w sobie kryją.
Wszyscy go nienawidzą, i wiem dobrze czemu!
Żona, dzieci i służba, wszyscy przeciw niemu;
Poruszają bezwstydnie wszelakie sposoby
Aby się pozbyć z domu tej świętej osoby.
Lecz, im więcej będziecie trwać w swoim uporze,
Tem więcej, by go złamać, ja starań dołożę;
I, aby was zawstydzić, krótkiem przedsięwzięciem,
Dzisiaj ten godny człowiek zostanie mym zięciem.

DAMIS:
Siostra ma oddać rękę temu jegomości?

ORGON:
Tak, łotrze, dziś wieczorem, a zaś wy ze złości
Możecie pęknąć wszyscy; ja wam wnet pokażę,
Żem tu panem, i słuchać macie gdy ja każę.
Dalej, szelmo, odwołaj, padnij na kolana,
I za wszystkie oszczerstwa przeproś mi tu pana.

DAMIS:
Jakto! ja mam szalbierza, co zdołał omotać...

ORGON:
Co, ty łajdaku! jeszcze śmiesz zniewagi miotać!
Kija, kija mi tutaj!
Do Tartufe’a:
Nie wstrzymuj mnie, proszę.
Do syna:
Precz! niech już w domu twego widoku nie znoszę;
Ruszaj, i niech mi noga twoja nie postanie...

DAMIS:
Odchodzę, ale...

ORGON : Prędzej! ruszaj stąd, mospanie!
Wydziedziczam cię, łotrze, za twe bezeceństwo,
A na przydatek daję ojcowskie przekleństwo.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Molier i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.