Zdrowy rozsądek (I ed.)/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Thomas Paine
Tytuł Zdrowy rozsądek
Podtytuł Monarchia i sukcesja dziedziczna
Pochodzenie Zdrowy rozsądek
Wydawca nakładem tłumaczki
Data powstania 1776
Data wydania 2019
Tłumacz Teresa Pelka
Tytuł orygin. Common Sense
Podtytuł oryginalny Of Monarchy and Hereditary Succession
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI

Indeks stron


II. MONARCHIA I SUKCESJA DZIEDZICZNA

LUDZKOŚĆ POCZĄTKOWO była równa wedle ładu stworzenia, a równość ową zniszczyć mogły tylko późniejsze okoliczności. Rozróżnienie na bogatych i biednych da się w znacznej mierze wyłożyć, i to bez uciekania się do pojęć brzmiących szorstko jak „opresja”, czy „chciwość”. Opresja bywa często konsekwencją, ale rzadko bądź też nigdy drogą do przepychu; a chociaż chciwość może człowieka w znacznej mierze uchować od doli spotrzebowanego biedaka, czyni go zbyt płochliwym, aby był bogaty.
Jest wszelako inne i wielkie rozróżnienie, na które żadnego naturalnego czy religijnego wyjaśnienia udzielić się nie da, a jest to dzielenie ludzi na KRÓLÓW i PODDANYCH. Płeć męska i żeńska to rozróżnienia natury; dobro i zło to rozróżnienia z Niebios. Warto wszakże dociec, jak jeden rodzaj ludzi stał się nad resztą tak wywyższony, a wyróżniony jak jakiś nowy gatunek, oraz czy przyczyniają się oni do szczęścia, czy też niedoli ludzkości.

We wczesnych latach świata, wedle chronologii Pisma, nie było królów. Konsekwencją tego, nie było wtedy wojen. Wojny to pysznienie się królów, które wtrąca ludzi w zamącenie umysłów. W tym ostatnim stuleciu Holandia bez króla cieszyła się pokojem dłużej niż którykolwiek z monarchicznych rządów w Europie. Starożytność pochwali taką samą obserwację, gdyż spokojne i sielskie żywota pierwszych patriarchów mają w sobie coś szczęśliwego, a co znika, kiedy dochodzimy do historii żydowskich królestw.
Rządy królewskie zostały wpierw zaprowadzone na świecie przez pogan, za którymi dzieci Izraela naśladowały zwyczaj. Rządy te były najlepiej prosperującym z wszystkich wynalazków diabła na rzecz bałwochwalstwa. Poganie boską cześć oddawali swoim zmarłym królom, a chrześcijański świat usprawnił ów zamysł, czyniąc to samo dla żyjących. Jakże niepobożny jest tytuł uświęconego majestatu nadany robakowi, co pośród swojego splendoru kruszeje w proch!
Jak tego wielce chwalenia jednego człowieka ponad resztę usprawiedliwić się nie da równymi prawami natury, tak nie da się go bronić autorytetem Pisma, bo wola Najwyższego, jak deklarowana przez Gideona i proroka Samuela, otwarcie zabrania rządów królewskich. Wszelkie antymonarchiczne części Pisma zostały przez rojalistyczne rządy jedwabnie wygładzone, ale niewątpliwie zyskują one sobie uwagę w tych krajach, gdzie własnego rządu jeszcze nie uformowano. „Oddaj Cezarowi, co do Cezara należy”, jest nauczaniem Pisma o sądach, lecz nie jest w żadnym wypadku poparciem dla rządów monarchicznych, albowiem Żydzi byli w owym czasie bez króla, a w stanie wasalskim względem Rzymian.

Prawie trzy tysiące lat upłynęło od stworzenia świata wedle Mojżeszowego opisu, nim Żydzi, powodowani narodowym złudzeniem, zachcieli króla. Do owej pory, ich formą rządu (z wyjątkiem szczególnych wypadków, kiedy Wszechmogący interweniował) był rodzaj republiki administrowanej przez sędziego i starszyznę plemion. Królów nie mieli, a uważano za grzech uznawanie kogoś pod owym tytułem, chyba że Pana Zastępów. A jak się człowiek poważnie zastanawia nad hołdami bałwochwalczymi, które się osobom królów składa, nie dziwi się, że Wszechmogący zastrzegał zawsze swój honor i nie uznawał formy rządu tak niepobożnie naruszającej prerogatywę Nieba.

Monarchia jest Pismem zaliczana pomiędzy grzechy Żydów, za który to grzech jest przeciwko nim wieszczona warunkowa klątwa. Historia owej transakcji warta jest uwagi.
Dzieci Izraela były gnębione przez Midianitów. Gideon wyruszył przeciwko nim z małą armią, a za boską interwencją zwycięstwo zdecydowało na jego korzyść. Żydzi, uniesieni sukcesem, a przypisując je generalstwu Gideona, oferowali mu tytuł królewski, mówiąc, Panuj nad nami, ty i twój syn, i syn twojego syna. Tu pokuszenie było w całej swej pełni: nie tylko królestwo, ale i dziedziczne. Pomimo to Gideon, z pobożności swej duszy, odpowiedział: Nie będę nad wami panował, ani nie będzie nad wami panował mój syn. PAN WASZ BĘDZIE NAD WAMI PANOWAŁ. Słowa nie potrzebują być wyraźniejsze. Gideon nie odrzuca honoru, ale ich prawo by go nadać; nie komplementuje ich też wymyślnymi deklaracjami swej wdzięczności, lecz w afirmatywnym stylu proroka przywołuje ich niewzruszenie do ich prawego suzerena, Króla Niebios.
Około stu i trzydziestu lat po tym, popadli oni znów w ten sam błąd. Wzdychanie Żydów do bałwochwalczych zwyczajów pogan jest czymś niezwykle niewytłumaczalnym. Stało się tak jednak, że sprawiając się z niepoprawnym zachowaniem dwóch synów Samuela, którym powierzono jakieś świeckie troski, przyszli do niego nagle i głośno, mówiąc, Patrz, jesteś stary, a twoi synowie twoimi ścieżkami nie chodzą. Ustanów nam teraz króla, abyśmy byli jak wszystkie inne narody sądzeni. Tu nie unikniemy obserwacji, że ich motywy były złe, to znaczy, aby mogli być jak inne narody, czyli jak poganie, podczas gdy ich prawdziwą chwałą było do owych bycie niepodobnymi jak możliwe. A rzecz ta sprawiła przykrość Samuelowi, kiedy powiedzieli, Daj nam króla, abyśmy byli jak wszystkie inne narody sądzeni. Modlił się Samuel do Pana i Pan powiedział Samuelowi, Słuchaj głosu narodu we wszystkim, co tobie oni powiedzą, ponieważ oni ciebie nie odrzucili, ale odrzucili oni mnie, AŻEBYM JA NAD NIMI NIE PANOWAŁ. Wedle wszelkich prac, jakie wykonali od dnia, w którym ich ja wywiodłem z Egiptu, do dnia nawet dzisiejszego, w tej kwestii zaniechali oni mnie, a usłużyli innym bogom, i dlatego tak ciebie traktują. Teraz wysłuchaj więc ich głosu — takim, jaki ów osąd jest — a zaprotestuj wobec nich uroczyście i ukaż im sposób, na jaki by nad nimi zapanował król, mianowicie, nie jakiś poszczególny król, ale ogólnie sposób królów ziemskich, który Izrael był tak chętny naśladować. A bez względu na wielką odległość czasu oraz na różnice w sposobach, maniera ta nadal jest uprawiana. Wypowiedział Samuel wszystkie słowa Pana owym ludziom, którzy prosili go o króla. Powiedział też, Oto sposób, na jaki będzie panował nad wami król: zabierze on waszych synów i sobie wyznaczy, dla jego rydwanów, i żeby byli jego jeźdźcami, a niektórych, żeby przed jego rydwanami biegali (opis ten zgadza się z obecnym modusem wywierania na ludziach wrażenia); a wyznaczy sobie rządców nad tysiącami, oraz rządców nad pięćdziesiątkami ludzi, do orania ziemi i zbierania żniwa; zada im budowę instrumentów jego wojny, oraz elementów jego wozów; zabierze wasze córki do swoich cukierni, piekarni i kuchni (co opisuje kosztowność i luksusy królów, zarówno jak przez nich opresję); a zabierze on też wasze pola i oliwne ogrody, nawet te najlepsze, i odda je swoim służącym; zabierze jedną dziesiątą z waszego ziarna i z waszych winnic, żeby dać swoim służącym i oficerom (przez co widać, że przekupstwo, korupcja, oraz faworytyzm są trwałymi przywarami królów); weźmie jedną dziesiątą waszych służących kobiet i służących mężczyzn, oraz najlepszych z waszych młodych, oraz osły, do swoich prac; weźmie też jedną dziesiątą waszych owiec; i będziecie jego służącymi, i będziecie płakali pewnego dnia, z powodu tego waszego króla, co go sobie żeście wybrali: A PAN WAS TEGO DNIA SŁUCHAĆ NIE BĘDZIE. Powyższe opisuje, jak monarchia jest kontynuowana. Charaktery tych niewielu dobrych królów, którzy od owej pory żyli, ani tego tytułu nie uświęcają, ani grzeszności początków nie wymazują. Wysoka chwała Dawidowi nadana nie notuje go oficjalnie jako króla, ale jedynie jako mężczyznę o sercu jak boże. Bez względu na to, naród odmówił posłuchu głosowi Samuela, a powiedzieli, Ale będziemy mieć nad nami króla, żebyśmy byli jak inne narody, żeby nasz król mógł nas sądzić, przed nami kroczyć i walczyć w naszych bitwach. Samuel dalej ich przekonywał, ale bez skutku; dał im obraz ich niewdzięczności, ale nie przyniosło to pożytku; a widząc, że się już zupełnie dla swojego kaprysu ugięli, wykrzyknął, Zawołam Pana, a on ześle burzę i deszcz (co wtedy było pokaraniem, albowiem czas w zbożowe żniwa przypadał), abyście dostrzegli, jak wielkiej niegodziwości żeście się dopuścili w oczach Pana, CHCĄC DLA SIEBIE KRÓLA. Wezwał takoż Samuel Pana, a Pan zesłał owego dnia burzę i deszcz, i wszyscy ludzie wielce się Pana i Samuela przestraszyli. A powiedzieli owi wszyscy ludzie Samuelowi, Módl się za sługi twoje do Pana Boga twojego, abyśmy nie poumierali, bo DODALIŚMY DO NASZYCH GRZECHÓW TO OTO ZŁO, PROŚBĘ O KRÓLA. Te części Pisma są bezpośrednie i afirmatywne. Nie dozwalają wieloznacznej interpretacji. Iż Wszechmogący wniósł sprzeciw wobec rządu monarchistycznego, jest prawdą, albo Pismo jest fałszywe. A ma człowiek dobry powód wierzyć, że jest tyle sztuk monarszych ile księżych, w chowaniu Pisma przed publiką w krajach papieskich. Bo monarchia to pod każdym względem papizm rządu.

Dołożyliśmy do zła monarchii zło sukcesji dziedzicznej. A jak to pierwsze jest degradacją oraz obniżaniem wartości nas samych, tak drugie, roszczone sobie jako prawo, jest obelgą oraz narządzeniem na potomstwie. Jako że z początku wszyscy byli równi, nikt nie może mieć racji urodzenia by swoją rodzinę na zawsze i trwale taką preferencją ponad innymi czynić; a choć sam może zasługiwać na jakiś uczciwy stopień od współczesnych uhonorowania, potomstwo może być dalece niewarte owo dziedziczyć. Jednym z najsilniejszych dowodów naturalnych na błazenadę korony dziedzicznej jest to, iż nie uznaje jej natura. Inaczej, nie tak często obracałaby ją w pośmiewisko, dając ludzkości osła zamiast lwa.
Po drugie, na początku nikt nie miał publicznych godności innych niż nadane, a dawcy owych godności nie mieli skąd czerpać umocowania ponad prawami potomnych. Chociaż mogli rzec, „Ciebie wybieramy na naszą głowę”, nie mieli jak powiedzieć, bez jawnej niesprawiedliwości wobec swoich dzieci, „aby twoje dzieci i dzieci twoich dzieci panowały nad naszymi na zawsze”. A to dlatego, że taki niemądry, niesprawiedliwy, nienaturalny pakt mógłby (a nuż) przy następnej sukcesji nałożyć na nich rząd niecnoty albo głupca. Większość mądrych ludzi, w swych prywatnych odczuciach, traktuje sukcesję dziedziczną zawsze ze wzgardą. Jest to jednak takie zło, które raz ustanowione, niełatwo usunąć; wielu ulega ze strachu, inni z przesądu, a silniejsza część społeczności obdziela się z Królem plądrowaniem reszty.
Założeniem po temu jest, że obecny sort królów w świecie ma honorowe pochodzenie, podczas gdy jest bardziej niż możliwym, iż jak byśmy mogli zdjąć ciemną zasłonę starożytności i odszukać ich początek, znaleźlibyśmy pierwszego w jakimś krewkim gangu, nie lepszym niż główny rzezimieszek, któremu dzikie maniery i przewaga w oszukaństwie dają tytuł wodza wśród rabusiów, a który zwiększając swoje władztwo i poszerzając rabunki, zastraszył ludzi cichych i bezbronnych do kupowania bezpieczeństwa częstymi płatnościami. Tym, co go na przywódcę wybrali, wszak nie przyszłoby na myśl dać jego potomkom sukcesję dziedziczną, bo takie trwałe wykluczenie siebie samych nie zgadzałoby się z owymi zasadami, które jako wolne i nieskrępowane uprawiali w życiu. Tak oto sukcesja dziedziczna, we wczesnych latach monarchii, mogła nie mieć miejsca jako roszczenie, ale jako coś przygodnego, albo komplement. Ponieważ niewiele albo i żadne zapiski wtedy nie zostawały, a tradycyjna historia była napchana bajkami, było bardzo łatwo, po paru pokoleniach, sfingować jakąś przesądną historyjkę, aby w dogodnej porze, prawie po mahometańsku, wcisnąć dziedziczność w gardła pospólstwa. Być może niepokoje, jakie groziły lub zdawały się grozić po śmierci lidera, na tle wyboru nowego (a wybory między rzezimieszkami nie miały jak być zbyt spokojne), z początku skłoniły wielu na rzecz dziedzicznych pretensji. Takim sposobem stało się, a dzieje dalej od owej pory, że coś, czemu się podporządkowano jako udogodnieniu, obróciło się później w roszczenie praw.
Anglia, od czasu podboju, zaznała paru dobrych monarchów; stękała wszelako pod większą liczbą złych, a nikt przy zdrowych zmysłach nie ma jak powiedzieć, że ich roszczenie tytułem Wilhelma Zdobywcy jest bardzo honorowe. Francuski bastard lądujący z uzbrojonymi bandytami i ustanawiający się królem Anglii wbrew ugodzie tubylców — to w prostych pojęciach kiepski, łajdacki oryginał. Na pewno nie ma w sobie żadnej boskości. Tak czy owak, nie ma potrzeby spędzać dużo czasu nad wykazywaniem błazeństwa sukcesji dziedzicznej. Jeżeli są takowi słabujący, żeby jej ufać, niechże wielbią rozwiąźle, i osła, i lwa: na zdrowie. Ja ani naśladować ich uniżoności nie będę, ani zakłócać oddania.
Rad bym aczkolwiek zapytał, jak mniemają, że królowie wpierw przyszli? Pytanie wyklucza trzy odpowiedzi, to jest, w losowaniu, wyborach, albo przez uzurpację. Jeśli pierwszego króla wylosowano, stanowi to precedens dla następnego, a oddala sukcesję dziedziczną. Saula wylosowano, sukcesja nie była dziedziczna, ani po owej transakcji nie wygląda na intencję, że kiedykolwiek powinna. Jeżeli pierwszy król jakiegoś kraju wygrał wybory, to też stanowi precedens dla następnego, bo twierdzić, iż prawo przyszłych pokoleń przepada przez działanie pierwszych wyborców, w ich wyborze nie tylko króla, ale i rodziny królewskiej na zawsze, nie ma w naszym Piśmie czy poza nim paraleli innej niż nauka o pierworodnym grzechu, która przyjmuje, że wolną wolę ludzie stracili z Adamem. Nie sposób, aby z takiego porównania, a nie da się przyjąć innego, sukcesja dziedziczna czerpała chwałę. Jak w Adamie wszyscy zostali splamieni — pierwsi wyborcy byli posłuszni; w jednym cała ludzkość została poddana szatanowi, w drugim — suzerenowi. Jako że przy pierwszym utracona została nasza niewinność, przy drugim autorytet, a obydwa nam nie dają wrócić do jakiejś uprzedniej kondycji oraz pierwszeństwa, niewątpliwie grzech pierworodny i sukcesja dziedziczna to paralele. Haniebna klasa! Niecna koneksja! A doradca najbardziej wyrafinowany nie wskaże przyrównania słuszniejszego.
Co do uzurpacji, nikt nie byłby taki zatwardziały, żeby jej bronić; a że Wilhelm Zdobywca był uzurpatorem, jest faktem niezaprzeczalnym. Prosta prawda jest taka, że praczasy angielskiej monarchii nie zniosłyby wglądu.
Pomimo wszystko, troską ludzkości nie jest tak bardzo absurd, jak zło sukcesji dziedzicznej. Gdyby zapewniała jakiś sort dobrych i mądrych ludzi, nosiłaby pieczęć boskiego autorytetu, ale że otwiera drzwi głupcom, bezecnikom, oraz nieudacznikom, ma w sobie naturę opresji. Ludzie widzący siebie jako urodzonych do rządzenia, a innych do posłuszeństwa, szybko stają się zuchwali. Dobrani spośród reszty ludzi, wcześnie mają umysły zatrute swoją doniosłością; ich świat różni się materialnie od szerokiego tak, że niewiele mają okazji poznać owego prawdziwe interesy, a kiedy obejmują rząd, często są najbardziej nieuczonymi i niestosownymi spośród wszystkich osób w dominiach.
Kolejnym złem co sukcesji dziedzicznej asystuje, jest to, że tron może objąć osoba niepełnoletnia, dowolnego wieku. Wtedy regenci, działając pod królewskim pozorem, mają każdą okazję oraz namowę, aby zaufanie zawieść. To samo nieszczęście narodowe przychodzi z królem zmęczonym wiekiem i niemocą, który wchodzi w ostatni etap ludzkiej słabości. W obydwu przypadkach publika pada łupem każdej kreatury zdolnej skutecznie manipulować kaprysami wieku lub niedojrzałości.

Najlepsza z przesłanek odnośnie do sukcesji dziedzicznej byłaby taka, iż chroni naród od wojen domowych. Byłożby to prawdą, przesłanka miałaby wagę, niemniej to najbardziej otwarty fałsz, ludzkości kiedykolwiek narzucany. Cała historia Anglii nie daje wesprzeć go faktem. Trzydziestu królów oraz dwoje niepełnoletnich rządziło owym strapionym królestwem od podboju, w którym to czasie było (włącznie z Rewolucją) nie mniej niż osiem wojen domowych i dziewiętnaście rebelii. Nie na rzecz, a przeciwko pokojowi działa sukcesja rodowa, niszcząc fundament, na jakim wydaje się stać.
Współzawodnictwo o monarchię i sukcesję, między domami York oraz Lancaster, uczyniło z Anglii krwawą scenerię na wiele lat. Dwanaście wyznaczonych bitew stoczyli Henryk i Edward, oprócz walk w potyczkach i oblężeniach. Dwukrotnie stał się Henryk więźniem Edwarda, który swego czasu był więźniem Henryka. A tak niepewnym jest los wojny i narodu temperament, kiedy nic tylko osobiste jest podłoże sporu, że Henryk triumfalnie z więzienia był do pałacu wzięty, natomiast Edward z pałacu do ziem obcych musiał uciekać. Nagłe zmiany temperamentu rzadko trwają długo: Henryk został z kolei przegnany z tronu, a Edward przywołany, aby po nim objąć sukcesję. Parlament zawsze kierował się do tego stroną silniejszą.
Współzawodnictwo zaczęło się za panowania Henryka Szóstego, a nie całkiem go poniechano do Henryka Siódmego, przy którym rodziny się połączyły. Razem był to okres 67 lat, to jest od roku 1422 do 1489.
Pokrótce, monarchia i sukcesja (nie jedynie tego czy tamtego królestwa) pokładły świat prawie cały we krwi i popiołach. Jest to taka forma rządu, że świadczy przeciw niej Słowo Boże, a zawsze będzie jej towarzyszyć krew.
Jak byśmy się wywiedzieli o króla biznesie, odkrylibyśmy, że w niektórych krajach nie mają oni żadnego. Po spędzeniu żywota powolnym krokiem, bez przyjemności dla siebie czy zysku dla narodu, wycofują się ze sceny, zostawiając następcom tę samą leniwą rundkę. W absolutnych monarchiach cała powaga biznesu, cywilnego i wojskowego, zasadza się na królu. Dzieci Izraela nalegały w swojej prośbie o króla, aby „mógł nas sądzić, przed nami kroczyć i walczyć w naszych bitwach”. Wszakże w krajach gdzie nie jest on ani sędzią, ani generałem, jak w Anglii, człowiek by się dziwił, jaki jest jego biznes.
Im bliższy jest jakiś rząd republice, tym mniej jest tam biznesu dla króla. Jest nieco trudno znaleźć dla ustroju Anglii właściwą nazwę. Sir William Meredith nazywa go republiką, ale w swojej obecnej kondycji nie zasługuje on na to nazwanie, a to z powodu korumpującego wpływu Korony; przez to, że dysponuje ona wszystkimi stanowiskami, połknąwszy tak skutecznie całą władzę, a pożywiwszy się walorem Izby Gmin (owego republikańskiego czynnika w konstytucji), że rząd Anglii jest niemalże tak monarchistyczny, jak ten we Francji czy Hiszpanii. Ludziom zdarza się występować z nazwami bez ich rozumienia. To z republikańskiego, a nie z monarchistycznego czynnika angielskiej konstytucji czerpią Anglicy chwałę, to jest ze swobody wybierania Izby Gmin spośród własnej społeczności — a łatwo zobaczyć, iż kiedy walor republikański zawodzi, wywiązuje się niewolnictwo. Dlaczegóż jest konstytucja Anglii słabowita, jeżeli nie dlatego, że monarchia zatruła republikę, a Korona pochłonęła Gminy?
W Anglii król ma niewiele więcej do roboty niż urządzać wojny i rozdawać pozycje; w prostych słowach, zubażać naród, a trzymać go razem za uszy. Całkiem sobie interes dla kogoś, komu przyznaje się osiemset tysięcy szterlingów na rok, a dorzuca do targu uwielbienie! Więcej ma wartości jeden uczciwy człowiek, dla społeczności i w oczach Boga, niż wszystkie koronowane łobuzy, jakie kiedykolwiek żyły.

Przekład może być udostępniony na innej licencji niż tekst oryginalny.
Oryginał


Znak domeny publicznej
Tekst lub tłumaczenie polskie jest własnością publiczną (public domain), ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (expired copyright).
 
Przekład


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.