Zdrowy rozsądek (I ed.)/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Thomas Paine
Tytuł Zdrowy rozsądek
Podtytuł Początek i zamysł rządu ogółem
Pochodzenie Zdrowy rozsądek
Wydawca nakładem tłumaczki
Data powstania 1776
Data wydania 2019
Tłumacz Teresa Pelka
Tytuł orygin. Common Sense
Podtytuł oryginalny Of the origin and design of government in general, with concise remarks on the English Constitution
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI

Indeks stron


I. POCZĄTEK I ZAMYSŁ RZĄDU OGÓŁEM
ZE ZWIĘZŁYMI UWAGAMI O ANGIELSKIEJ KONSTYTUCJI

NIEKTÓRZY PISARZE społeczność tak z rządem pomylili, że niewiele albo żadnego odróżnienia między nimi nie zostawiają. Nie tylko się różnią, ale mają też różne początki. Pobudką dla tworzenia społeczności są nasze chęci, a rządu — nasze hultajstwo. Owa pozytywnie promuje nasze szczęście, łącząc nasze starania; ów negatywnie, ograniczając nasze przywary. Społeczność zachęca do interakcji, rząd kreuje dystynkcje. Pierwsze naszym patronem, drugie pokaraniem.

Społeczność jest w każdym państwie dobrodziejstwem, lecz rząd, nawet w swym stanie najlepszym, niczym więcej niż złem koniecznym, a w najgorszym, nieznośnym: gdyż cierpiąc, przez rząd jesteśmy wystawieni na takie same biedy, jakich w jakiejś krainie bez rządu byśmy się mogli spodziewać, a naszą niedolę potęguje refleksja, że sami dostarczamy środków na swoje cierpienie. Rząd, jak strój, jest oznaką utraconej niewinności. Pałace królów pobudowane są na ruinach rajskiego bytowania. Byłyżby zawsze jednoznaczne impulsy sumienia, u wszystkich tożsame, a przestrzegane bez wyjątku, nie potrzebowałby człowiek praw dawcy; ale że nie taką jest okoliczność, uznaje potrzebę poddania części swej własności dla ochrony jej reszty, do czego skłania go ta sama roztropność, która w każdym przypadku doradza mu wybrać zło najmniejsze. Zważając, że bezpieczeństwo jest rządu prawdziwym zamysłem i celem, bez zastrzeżenia wynika, iż rządu forma dla bezpieczeństwa najlepsza, za jak najmniejszym wydatkiem, a z największą korzyścią, będzie naszą preferencją nad innymi.

Ażeby na cel i zamysł rządu wyrobić sobie pogląd jasny i uczciwy, przypuśćmy, że jakaś mała liczba ludzi osiedla się na jakiejś odosobnionej części Ziemi, bez kontaktu z resztą. Przedstawialiby oni pierwsze zaludnienie jakiegoś kraju albo i świata. W owym stanie naturalnej wolności, społeczność będzie ich myślą pierwszą. Pobudzą ich do tego tysiące motywów, tak nierówne chęciom jednego człowieka są jego siły, a umysł do długotrwałej samotności tak niezdatny, że wkrótce szuka on pomocy i ulgi u innego człowieka, któremu wzajem tego samego potrzeba. Czterech czy pięciu, wspólnie byłoby w stanie wznieść wśród dziczy znośne zamieszkanie, ale jeden mógłby żywot przepracować, jak średnio trwa cały, nie osiągając niczego. Jak by powalił drzewo, nie mógłby go ruszyć, czy po przeniesieniu ustawić; głód by go w międzyczasie od pracy odganiał, a różne chęci wołały w różne strony. Schorzenie, ba, czy nawet tylko niepowodzenie, jemu już by mogły być śmiercią, bo choć ani jedno, ani drugie śmiertelnym być nie musi, każde pozbawiałoby go zdolności do życia, a redukowało do stanu, w którym rzekłoby się raczej, że ginie, niż że umiera.
Tak oto potrzeba, jak siła grawitacyjna, wnet by naszych nowoprzybyłych emigrantów połączyła w społeczność, czego wzajemne dobrodziejstwa zastąpiłyby i niepotrzebnymi uczyniły obowiązki drogą prawa i rządu, póki by tak pozostawali, siebie się wzajem trzymając. Niemniej na przywary jedynie Niebo ma odporność i na pewno tak by się stało, że w miarę jak by przezwyciężali pierwsze trudności emigracji, co ich powiązały wspólnymi sprawami, poluźniać by się zaczęło ich wzajemne zobowiązanie i jednego z drugim więź. Ta właśnie rozłączność wskazałaby na potrzebę, ażeby ustanowić jakąś formę rządu i uzupełniać niedobory moralnego waloru.
Drzewo jakieś dogodne nastarczy im stanowego schronienia, gdzie pod gałęziami cała kolonia zbierać się będzie mogła, aby deliberować o publicznych sprawach. Bardziej niż możliwie, ich pierwsze prawa będą mieć moc wyłącznie regulacji, a zaprowadzane będą za karą nie więcej niż publicznego niepoważania. Prawem naturalnym, będzie w tym pierwszym parlamencie miejsce dla każdego człowieka.
Jednakowoż w miarę wzrostu kolonii rosnąć będą publiczne troski, a odległość między miejscami zamieszkania uczyni zbyt niewygodnym spotykanie się przy każdej okazji wszystkich osób, jak na początku, kiedy ich liczba była mała, zamieszkanie bliskie, a troski publiczne nieliczne i niewielkie. Wskaże to na przydatność ugody, aby część legislatywną publicznych spraw pozostawić w zarządzaniu przez wyznaczoną liczbę mieszkańców, z ogółu ludzi wybranych, którzy mieliby na uwadze względy takie same jak ci, którzy im stanowisko powierzyli, oraz którzy działaliby na taki sam sposób, na jaki ogół by działał, gdyby był obecny. Jeżeli kolonia nadal będzie się powiększać, będzie trzeba powiększyć liczbę owych reprezentantów. Natomiast aby dało się troszczyć o interes każdej z części kolonii, najlepszym się okaże podzielić jej całość na dogodne obszary, z których każdy przysyłałby właściwą liczbę. Ażeby osoby wybrane nie mogły uformować sobie interesu odrębnego od tego, który ich wyborcy mają, roztropność wskaże, iż stosownym jest zwoływać wybory często, ponieważ tym sposobem wybrani mogą powracać co jakąś liczbę miesięcy i ponownie przebywać wśród ogółu wyborców, a ich wierność publicznej sprawie jest zabezpieczona roztropną refleksją, aby bicza na siebie nie kręcić. Taka częsta wymiana ustanowi wspólny interes dla każdej części społeczności. Wzajemnie i naturalnie będą się one wspierać, a to od tego (a bynajmniej nie od królewskiego nieznaczącego imienia) zależy sprawność rządu, oraz szczęście rządzonych.
Tutaj jest początek i powstawanie rządu, czyli modusu, którego potrzeba wynika z faktu, że na tym świecie sam walor moralny nie wystarcza. Tutaj także zasadza się rządu zamysł i cel, to jest wolność i bezpieczeństwo. A jakkolwiek nasz wzrok może być przyćmiony pokazem, a uszy oszukane dźwiękiem, jakkolwiek przesąd może giąć naszą wolę, a pojmowanie być omroczone interesem, prosty głos natury i rozumu powie, że to racja.

Czerpię moje pojęcie formy rządu z zasady natury, której sztuka żadna obalić nie może, a mianowicie, iż im coś jest prostsze, tym mniej podatne na zaburzenie, a jeżeli zaburzone, tym łatwiejsze do naprawy. Z tą maksymą na uwadze, oferuję parę obserwacji o tej tak bardzo chwalonej konstytucji Anglii. Da się zgodzić, iż była szlachetna, jak na czasy ciemnoty i niewolnictwa, w których powstawała — kiedy światem rządziła tyrania, od której ulga najmniejsza była chwalebnym wybawieniem. A że jest niedoskonała, podatna na wstrząsy i niezdolna przynosić to, co obiecywać się zdaje, łatwo wykazać.
Rządy absolutne (choć pohańbienie ludzkiej natury) mają tę zaletę, iż są proste. Jeżeli naród cierpi, zna głowę będącą owego cierpienia źródłem; ludzie wiedzą jak swemu cierpieniu zaradzić, zasię nie są skonsternowani mnóstwem jakimś pobudek oraz lekarstw. Tymczasem konstytucja Anglii jest tak przesadnie skomplikowana, że naród może cierpieć całymi latami, nie mając możności odkryć, w którym czynniku leży wada. Jedni powiedzą, że w tym, drudzy, że w tamtym, a każdy z doktorów polityki doradzi inne lekarstwo.
Wiem, iż trudno jest pokonać lokalne czy od dawna zachowywane przesądy, ale jeżeli podejmiemy się ścierpieć i przebadamy czynniki składowe angielskiej konstytucji, zobaczymy, iż to dwie podłe pozostałości starożytnego tyraństwa, złożone z jakimś nowym, republikańskim materiałem.
Czynnik pierwszy. — Pozostałość tyranii monarchicznej, w osobie Króla.
Czynnik drugi. — Pozostałość tyranii arystokratycznej, w osobach Parów.
Czynnik trzeci. — Nowy republikański materiał w osobach Izby Gmin, od których waloru zależy wolność Anglii.
Dwa pierwsze czynniki, będąc dziedzicznymi, są od ludności niezależne; takoż w sensie konstytucyjnym nie przyczyniają się do wolności państwa.
Twierdzić, że konstytucja Anglii stanowi o unii trzech sił, które wzajem mają na siebie baczenie, jest farsą. Albo się te słowa do niczego rzeczywistego nie odnoszą, albo służą jakiejś przeciwstawności.
Twierdzić, że Gminy pilnują Króla, to zakładać z góry dwie rzeczy:
Po pierwsze — iż Królowi nie da się ufać, o ile go nikt nie dogląda, bądź innymi słowy, że łaknienie władzy absolutnej jest naturalną chorobą monarchii.
Po drugie — iż Gminy, jeżeli po to są wyznaczane, albo są mądrzejsze, albo zaufania więcej warte niż Korona.
Jako że ta sama konstytucja, która daje Izbie Gmin kontrolę nad Królem poprzez moc wycofania środków, daje potem Królowi moc kontrolowania Izby Gmin, umocowując go do odrzucania ich innych ustaw, znów, zakłada się, że Król jest mądrzejszy niż ci, po których już się mądrości większej niż jego spodziewano. Pospolity absurd!

Jest w budowie monarchii coś śmiesznego niezmiernie. Wpierw dzieli ona człowieka od środków informacji, ale daje mu moc działania w przypadkach, gdzie najwyższego osądu potrzeba. Stan królewski odgradza króla od świata, pomimo to jego biznes wymaga, aby znał świat gruntownie. Takoż te różne czynniki, nienaturalnie się jeden drugiemu przeciwstawiając i wzajem się niszcząc, dowodzą, że charakter całości jest absurdalny i nieużyteczny.
Niektórzy pisarze tak angielską konstytucję wyjaśniają: Król, mówią, to jedno, a ludzie to drugie; Parowie to izba na rzecz Króla, a Gminy to izba na rzecz ludzi. Ma to bądź co bądź wszelkie znamiona gospodarstwa przeciwko sobie samemu podzielonego. A chociaż wyrażenia wdzięcznie są ułożone, jak się im przyjrzeć bliżej, okazują się bezzasadne i wieloznaczne. Zawsze tak będzie, że najmilsza nawet konstrukcja ze słów możliwa, jak ją zastosować dla opisu czegoś, co albo nie ma jak istnieć, albo jest także w opisie zbyt niezrozumiałe, to nie więcej niż słów wybrzmiewanie które, nawet jeżeli ucho umie zabawić, umysłu poinformować nie potrafi. A z tym tutaj objaśnieniem przynależy wzmiankowana kwestia bezpieczeństwa, mianowicie: jakżeż to Korona nabyła taką siłę, że naród boi się jej ufać i zawsze jest obowiązany mieć na nią baczenie? Taka władza nie ma jak być darem od mądrego narodu, a żadna siła wymagająca kontroli nie ma jak pochodzić od Boga. Konstytucja ma jednak założenie, że taka siła istnieć może.
Założenie to nie nastarcza zadaniu; środki czy nie mają jak, czy nie będą prowadzić do celu, a cała sprawa przeciwko sobie się obraca: bo tak, jak większa waga zawsze poniesie za sobą mniejszą, a koła maszyny w ruch wprawia jedno, teraz tylko pozostaje się rozeznać, który czynnik w konstytucji ma wagę największą, bo ten rządzić będzie. A chociaż reszta, cała czy po części, zacinać się może, bądź jak brzmi sformułowanie, hamować ruchu prędkość, jak długo ruchu wstrzymać nie potrafi, jest próbą bez skutku. Pierwsza siła napędowa znajdzie w końcu drogę, a czego chce, czas szybko przyniesie.
Iż to Korona jest owym przeważającym czynnikiem w konstytucji, nie trzeba mówić; że czerpie ona całe swe znaczenie zwyczajnie z rozdawnictwa miejsc i wynagrodzeń, jest samo przez się oczywiste. A my, jakkolwiek byliśmy dość mądrzy, aby drzwi zamknąć przeciw absolutnej monarchii na zamek, jednocześnie byliśmy głupcami na tyle, aby dać Koronie w posiadanie klucz.

Uprzedzenie Anglików, faworyzujących ich rząd przez Króla, Lordów i Gminy, wywodzi się mniej lub bardziej z narodowej pychy, a nie rozumu. Pojedyncze osoby są niewątpliwie bezpieczniejsze w Anglii niż w niektórych innych krajach, lecz wola króla jest prawem państwowym w Brytanii tak samo, jak we Francji, z tą różnicą, że zamiast pochodzić z ust króla bezpośrednio, jest dostarczana ludziom w postaci groźniejszej: parlamentarnego aktu. Co do losu Karola Pierwszego, uczynił on królów jedynie mniej uchwytnymi — ale nie bardziej prawymi.
Oddalając każdą narodową pychę na rzecz modusów oraz form, sama prosta prawda jest taka, że zupełnie od usposobienia narodu to zależy, a nie jest to dzięki usposobieniu rządu, że monarchia nie jest tak przygnębiająca w Anglii, jak jest w Turcji.

Wysoce potrzebnym staje się teraz dochodzenie konstytucyjnych błędów w angielskiej formie rządu, albowiem tak samo, jak nie jesteśmy w stanie oddać innym sprawiedliwości, gdy sami podążamy za wpływem jakiegoś stronniczego względu, nie jesteśmy zdolni oddać sprawiedliwości sobie, pozostając w okowach uporczywego uprzedzenia. A jak człowiek co ma więź z prostytutką, decydować czy sądzić o żonie się nie nadaje, tak owładnięcie przez zgniłą konstytucję rządu uniemożliwi nam rozpoznanie dobrej.

Przekład może być udostępniony na innej licencji niż tekst oryginalny.
Oryginał


Znak domeny publicznej
Tekst lub tłumaczenie polskie jest własnością publiczną (public domain), ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (expired copyright).
 
Przekład


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.